Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Sprzedaż B2B dla startupów – druga edycja

W oczekiwaniu na obiecany post gościnny dotyczący bycia zwolnionym z pracy porozmawiajmy o nowej edycji naszych bezpłatnych warsztatów sprzedaży B2B dla startupów.
Poprzednia cieszyła się dużym powodzeniem, a komentarze uczestników możecie sobie przeczytać tutaj: http://alexba.eu/2009-12-13/tematy-rozne/startup1-po/

Zastanawiałem się, czy rozpisać nowe warsztaty, czy też zrobić drugi moduł dla uczestników poprzednich. Obie wersje miałyby sens, ostatecznie postanowiłem dać szansę nowym ludziom i firmom.
Planowane warsztaty odbędą się gdzieś w drugiej połowie marca lub pierwszej kwietnia, którejś soboty lub niedzieli. Koledzy z agencji  Los Mejores są tak mili, że znów udostępniają nam bezpłatnie  ten sam atrakcyjny lokal (dziękujemy).
Zasady są następujące:

Jeżeli masz startup i już w miarę gotowy produkt, to zapraszam Cie do wzięcia udziału w bezpłatnych warsztatach, które znacznie powiększą Twoją skuteczność jego sprzedawania w dżungli wolnego rynku (z dala od inkubatorów, dofinansowań itp.)

Szczególnie dużo mogę zrobić dla Ciebie, jeśli chcesz działać w sektorze B2B, czyli sprzedawać Twój produkt/usługi innym firmom.

Poprzez “w miarę gotowy produkt” rozumiem taki, z którym można już pójść do klienta i coś dobrego dla tego ostatniego zrobić, może to być wersja beta.

Z Twojej strony przed warsztatami oczekuję odrobienia “zadania domowego”, czyli:

  • przygotowania opisu Twojego produktu/usługi
  • zdefiniowania kim są Twoi klienci i kto u nich jest typowym decydentem i/lub beneficjentem w zakresie, którego dotyczy Twój produkt/usługa
  • zdobycia jakichkolwiek informacji na czym polegają ich wyzwania
  • wstępnych przemyśleń co Twój produkt/usługa miałby dla nich dobrego zrobić

Razem ramach warsztatów:

  • wypracujemy skuteczną argumentację sprzedażową Twojego produktu/usługi
  • zastanowimy się nad  poradzeniem sobie z możliwymi zarzutami i wątpliwościami klienta
  • przećwiczymy Cie trochę w prowadzeniu rozmowy sprzedażowej z decydentem u klienta

Biorąc pod uwagę, że  robię takie rzeczy dla dość sporych firm (kilkaset milionów obrotu rocznie), to chyba jestem wystarczająco kompetentny aby wnieść sporą wartość dodaną dla każdego z Was :-) O tym, że potrafię szybko kogoś czegoś nauczyć przekonali się też uczestnicy naszego spotkania w Warszawie. To dobrze rokuje powodzeniu takiego przedsięwzięcia.
Kilka moich dodatkowych przemyśleń “na szybko”:

  • chętnie sprezentuję know-how młodym ludziom, którzy maja już jakieś produkty i chcą nimi zarabiać pieniądze. Nie zamierzam dawać tej wiedzy osobom, które chciałyby zarabiać poprzez dalsze jej rozpowszechnianie.
  • dopóki nie wiemy jakie będzie rzeczywiste zainteresowanie to z każdego zakwalifikowanego  startup’u zaprosiłbym jedna osobę, która  przekaże potem know- how ewentualnym partnerom z własnej firmy
  • z każdym uczestnikiem pracujemy przy całej grupie, aby umożliwić innym podpatrzenie jak do tego w ogóle podejść.
  • z powodu powyższego, możemy to robić na produktach, które nie są już ściśle tajne :-)
  • może nagralibyśmy prace nad poszczególnymi projektami aby potem (za zgodą zainteresowanych) zmontować wideo instruktażowe i wstawić je w internecie (to jest tylko jako ewentualna opcja, nie traktujcie tego jako obietnicy!!!)
  • warsztaty trwają jeden dzień
  • jeżeli ktoś ma produkty, z którymi chce iść na rynki międzynarodowe, to równie dobrze możemy wszystko przygotować po angielsku. Jeżeli ktoś chce iść ze swoim produktem na rynek niemiecki to ten język też wchodzi w rachubę :-)
  • udział dla zainteresowanych i zakwalifikowanych (startup+produkt) byłby bezpłatny, musieliby oni tylko dżentelmeńsko zobowiązać się, że kiedyś zrobią bezpłatnie coś znaczącego dla innego człowieka (zasada “podaj dalej“
  • może zamiast “warsztatów”, będziemy używali określenia “konferencja” :-)
  • część z Was może po raz pierwszy wylądowała na tym blogu i zapytuje się, dlaczego to jest za darmo i czy nie ma w tym jakiś haczyków. Odpowiedź: Jako działający w kilku krajach Europy trener i coach z górnej półki mogę sobie pozwolić na robienie rzeczy, które uważam za słuszne bez patrzenia na osobiste korzyści materialne.  U mnie bezpłatne znaczy rzeczywiście bezpłatne! Poczytajcie archiwum tego blogu, to łatwo zrozumiecie dlaczego.

Procedura zgłoszenia:

Przeczytajcie jeszcze raz uważnie mój post i jeśli na pewno chcecie wziąć udział, to wyślijcie zgłoszenie na adres blogalexba (w domenie) gmail.com ze słowem startup w temacie.

W tym zgłoszeniu oczekuję następujących informacji:

  1. Jak się nazywasz i ile masz lat
  2. Nazwa Twojego startupu i deklaracja, że jesteś jego właścicielem/współwłaścicielem (nie chce za friko szkolić dla firm posiadanych przez innych)
  3. Deklaracja, że masz zarejestrowaną działalność, w ostateczności bardzo dobre wyjaśnienie, dlaczego jej na razie nie masz
  4. Krótki opis Twojego produktu
  5. Kim są Twoi klienci i kto u nich jest typowym decydentem i/lub beneficjentem w zakresie, którego dotyczy Twój produkt
  6. Na czym polegają ich wyzwania
  7. Wstępne przemyślenia co Twój produkt miałby dla nich dobrego zrobić
  8. Deklaracja, że jeśli zostaniesz zakwalifikowany i potwierdzisz podany później termin, to faktycznie pojawisz się na spotkaniu
  9. Oczywiście wszelkie przekazane mi dane będą wykorzystane wyłącznie przy organizacji tych warsztatów, chyba że ktoś zażyczy sobie inaczej

Tyle podstawowych informacji. W przyszłym tygodniu powinienem mieć dokładniejsze rozeznanie kiedy moi klienci będą minie potrzebować i wtedy opublikuję ostateczny termin, jak powiedziałem będzie to sobota lub niedziela ze wskazaniem na sobotę.

Jeżeli sami nie macie startupu, który by się kwalifikował, a znacie kogoś, kto walcząc z niedoborem kasy i własnych umiejętności sprzedażowych próbuje coś zrobić w tym zakresie, to powiedzcie mu o tej inicjatywie.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach jeśli macie jakieś pytania, uwagi lub dodatkowe pomysły

UPDATE: Warsztaty zostaną przeprowadzone 24.04.2010  w sobotę.
Umówmy się w takim razie, że ostateczny termin zgłaszania się to 17.04 godzina 23:59. Informację kto został zakwalifikowany wyśle 18.04



Komentarze (32) →
Alex W. Barszczewski, 2010-03-02
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

W chmurach – lekcja numer 1

W sobotę obejrzałem a Berlinie firm „Up in the Air” (polski tytuł „W chmurach”) i polecam każdemu z Was zrobienie tego samego.  Film jest bardzo życiowy a  osoby piszące scenariusz i dialogi wiedziały o czym mówią.

Tak na szybko chodzą mi po głowie 3 posty, które mógłbym napisać inspirując się scenami i wypowiedziami, dziś zacznę od tego najbardziej ogólnego.

Obejrzyjcie uważnie wszystkie sceny ze zwalnianymi pracownikami i posłuchajcie ich wypowiedzi (najlepiej w oryginale, nie w tłumaczeniu).  Uświadomcie sobie, w jakiej sytuacji są ci czterdziesto-pięćdziesiecioparoletni ludzie, którzy kiedyś uwierzyli, że ogólnie wyznawana w społeczeństwie ścieżka kariery życiowej (studia, dom na kredyt, dzieci,wieloletnie praca na etacie w jednej korporacji)  to trwała recepta na dobre życie.  Posłuchajcie uważnie, ile goryczy, rozczarowania i prawdziwych problemów egzystencjalnych pojawia się całkiem nagle. Zobaczcie, jakie są konsekwencje wybrania „wygodnej” drogi życiowej bez konieczności ciągłego rozwoju i praktykowania umiejętności „sprzedania siebie”.

Wielu z Was ma po dwadzieścia kilka lat i patrząc na tych, z Waszego punktu widzenia, starszych ludzi możecie pomyśleć, że Was to przecież nie dotyczy. Na razie tak, ale jeśli nie będziecie postępować mądrze, to ryzyko gwałtownego i brutalnego lądowania awaryjnego jest bardzo duże.  Ci nieszczęśnicy z filmu podjęli te krytyczne decyzje będąc często w Waszym wieku !!!

A banki znowu pożyczają na 100% wartości nieruchomości. Zanim skorzystasz, obejrzyj ten firm!!

Nie chcecie przecież być w sytuacji indyka, o którym opowiada Nicolas Taleb w swojej doskonałej książce „The Black Swan„: Karmiony i pielęgnowany codziennie uważał się za wybrańca losu i zakładał, że zawsze tak będzie.  Nie zdawał sobie sprawy, że data wysłania go do rzeźni jest już ustalona.

Cokolwiek byście z Waszym życiem nie robili (bo to w końcu Wasza sprawa) zalecam następujące:

  • w każdym wieku dbajcie o wasza wartość rynkową!! Wielu ludzi przestaje o tym myśleć jak ma trzydzieści kilka lat, dzieci i stałą pracę.  To bardzo niebezpieczne zaniedbanie, które może się źle skończyć (i często kończy!!)
  • dbajcie o zachowanie mobilności mentalnej!! Wielu ludzi przestaje o tym myśleć jak ma trzydzieści kilka lat, dzieci i stałą pracę.  To bardzo niebezpieczne zaniedbanie, które może się źle skończyć (i często kończy!!)
  • dbajcie o to, abyście mieli wprawę w „sprzedawaniu się”!!! Wielu ludzi przestaje o tym myśleć jak ma trzydzieści kilka lat, dzieci i stałą pracę.  To bardzo niebezpieczne zaniedbanie, które może się źle skończyć (i często kończy!!)
  • jeszcze raz to samo co powyżej!! Powtórzenia są zamierzone!!!
  • dbajcie o to, aby w ważniejszych dziedzinach życia mieć Plan B
  • dbajcie o wystarczające rezerwy finansowe i to jak najszybciej w waszym życiu
  • nie poddawajcie się bezkrytycznie stereotypom życiowym i wpływowi ludzi, którzy o radzeniu sobie z wyzwaniami dzisiejszego świata mają niewielkie pojęcie
  • przeczytajcie uważnie ostatnia książkę Seth’a Godina „Linchpin” (od połowy marca możecie wypożyczyć w naszej Biblioteczce po moim powrocie z Kanarów)
  • rozważcie może temat poruszony w dyskusji o drodze życiowej

Co z tego robicie teraz i jak chcecie się zabezpieczyć przed tym, aby nie „odpuścić” po trzydziestce?

PS: Ten blog pisze człowiek, który „od zawsze” jest bez stałej pracy i prawa do zasiłku, a utrzymuje się z oszczędności i dorywczych zajęć :-) :-)

PPS: Co by było, gdyby cały ten post odnosił się  nie tylko do kwestii zawodowych, ale też i relacji z drugim człowiekiem?

Komentarze (61) →
Alex W. Barszczewski, 2010-03-01
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

„Kocha to powinien wiedzieć”

Z obserwacji nie tylko moich, ale też wielu znajomych obojga płci, bardzo wiele kobiet w naszym kraju wychodzi z założenia, że jeśli mężczyzna kocha kobietę naprawdę, to powinien niejako odczytywać w myślach jej życzenia  (i oczywiście je spełniać)

Praktycznie przejawia się to dwóch specyficznych obszarach życiowych:

  • seks
  • inne sprawy życia codziennego

Zacznijmy od tej pierwszej. Świadomie wyodrębniłem seks, bo jest to jednak materia znacznie delikatniejsza, niż np. kwestie doboru kwiatków do ogródka :-)

Pominąwszy stosunkowo małą grupę  bardzo proaktywnych w tej dziedzinie kobiet, większość :

  • unika wyrażania swoich pragnień i preferencji „przed”
  • daje bardzo ograniczony feedback „w trakcie” :-)

Nie chcę tutaj wnikać dlaczego tak się dzieje, może Panie wypowiedzą się w komentarzach. Zapewne odbija się gdzieś tutaj czkawką stara tradycja skazująca kobietę na role służebną a nawet osądzającą jej seksualną przyjemność jako coś „grzesznego” (tak, tak, zdumielibyście się jakie strzępki starych programów hulają w głowach zdawałoby się nowoczesnych i wyzwolonych ludzi)

Tutaj skoncentrujmy się na kilku zaleceniach godnych rozważenia:

  • dla Pań – o ile rozumiem, że nie chcecie przestraszyć niektórych mężczyzn komunikowaniem im Waszych preferencji i upodobań przed faktem (choć to może być niezły filtr :-)), o tyle pozbawienie partnera bezpośredniego feedbacku w trakcie jest potencjalnym pozbawieniem się wielu przyjemności a nawet źródłem frustracji. W tych sprawach spektrum Waszych upodobań i wrażliwości jest bardzo szerokie i zwłaszcza na początku relacji Wasz partner stoi przed dość sporą ilością znaków zapytania.  Przynajmniej taki partner, któremu zależy na dostarczeniu Wam jak najintensywniejszych przeżyć, a nie na zwykłym „przeleceniu Was” a to chyba cenny element w życiu. Tak więc ułatwcie mu to trochę dając nawet delikatną i nieinwazyjną, niemniej dość jednoznaczną informację zwrotną, szczególnie podczas tych kilku pierwszych razy. Świadomie używam słowa „jednoznaczną”, bo czasem zdarza się Wam wysyłać całkiem sprzeczne sygnały :-) Polecam lekturę mojego postu „Feedback – jeszcze o udzielaniu informacji zwrotnej„, szczególnie jego dolnej części.
  • dla Panów – ponieważ większość Pań nie przeczyta tego postu musicie liczyć się z tym, że często będziecie skonfrontowani z „czarną skrzynką” :-) Radą na to jest znaczne zwiększenie własnego wyczucia i umiejętności interpretowania nawet najdrobniejszych, bezwiednych sygnałów partnerki. Tego niestety nie nauczycie się z książek i filmów, jedyna droga prowadzi poprzez własną , dość wszechstronną praktykę. Wszechstronną zarówno jeśli chodzi o to, co robicie, jak tez i z kim. W tym wypadku jest to dość przyjemny sposób uczenia się :-) należy go potraktować co najmniej równie serio jak zdobycie przyzwoitego wykształcenia w innych dziedzinach. Nie chcecie przecież w przyszłości być zredukowani do roli dostarczyciela plemników i pieniędzy!! Zdaję sobie sprawę, że to co teraz napisałem koliduje z wyobrażeniami wielu romantycznie nastawionych młodych ludzi, ale cóż poradzę na to, iż rzeczywistość jest jaka jest.

O ile kwestie opisane powyżej znam z bezpośrednich doświadczeń, o tyle ze zdziwieniem dowiedziałem się, że są kobiety, które tez w innych sprawach życiowych oczekują, że mężczyzna powinien się domyśleć co je uszczęśliwi, a jeśli już czyją się zmuszone mu o tym powiedzieć, to to co potem otrzymują jest w ich oczach znacznie mniej wartościowe, a partner przedmiotem negatywnych emocji „bo nie wiedział”! Takie  bardzo problematyczne podejście prowadzi prostą droga do wielkiej frustracji obojga stron.

Z braku osobistych doświadczeń tego typu moje zalecenia są tutaj dość ograniczone:

  • dla Pań – podejście tego typu jest odbiciem bardzo dziwnego obrazu świata. Nie podejmuję się go zmieniać, może warto na ten temat porozmawiać z fachowcem- terapeutą. Słabi mężczyźni może poddadzą się takiemu reżimowi, ale silni Was po prostu zostawią.
  • dla Panów – taki obraz świata kobiety bardzo utrudni Wam zbudowanie z nią partnerskiego związku i może być dla Was źródłem wielu niezasłużonych negatywnych emocji. Realne szanse na zmianę u niej takiego stanu rzeczy są nikłe, ja rozejrzałbym się za kimś innym. Życie samo w sobie jest wystarczająco trudne i skomplikowane.

Tyle moich bardzo subiektywnych rozważań, które jednak są poparte dość bogatym doświadczeniem życiowym. Bardzo interesuje mnie Wasz punkt widzenia i dlatego zapraszam do wypowiedzi w komentarzach.

PS: Ten post jest o dość typowej „słabości” kobiet i napisałem go ze względu na znajomość tematu. Jeżeli któraś z Czytelniczek zna jakąś typowa słabość mężczyzn i zechce o tym napisać, to chętnie opublikuję to jako post gościnny.

Komentarze (65) →
Alex W. Barszczewski, 2010-02-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Nie sądź abyś nie był osądzonym !

Zdanie zawarte w tytule pochodzi z Biblii i jest to niezwykle cenna rada życiowa.

Odkąd zaprzestałem osądzania innych w bardzo wielkim stopniu poprawiła się nie tylko ilość i intensywność moich relacji z ludźmi, ale też jakość życia w ogóle.

Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, niemniej od dzieciństwa byliśmy tresowani na zarówno bycie obiektem osądu otoczenia (jeden z elementów dyktatury pociotków o której piszę ostatnio), jak też na bycie bezlitosnym sędzią wobec innych. Szczególnie silne było to (i ciągle niestety jest) w szkole, gdzie nawet tak nieznaczące szczegóły jak marka, czy elementy ubioru powoduje wydawanie dość kategorycznych werdyktów na temat czyjejś „wartości”.

U wielu ludzi ta tresura działa w wieku dorosłym, co ma następujące negatywne konsekwencje:

  • niepotrzebnie osądzając innych na podstawie powierzchownych przesłanek rezygnujemy z wchodzenia w relacje z ciekawymi ludźmi, którzy mogliby znacznie wzbogacić nasze życie
  • osądzając innych psujemy sobie relacje z nimi
  • żyjąc w świecie, gdzie wszyscy nawzajem się oceniają zastanawiamy się zbyt często „co inni pomyślą”, stresując się niepotrzebnie, albo co gorsza nie podejmując różnych prób zmienienia naszego życia na lepsze

Długoterminowo prowadzi to do dość monotonnego życia w ciągłej niepewności i wśród ludzi podobnych do siebie, a nie jest to optymalne wykorzystanie możliwości dzisiejszego świata.

Przyznam Wam, że to uświadomiłem sobie zaledwie kilka lat temu, niemniej zmiana podejścia spowodowała radykalne i pozytywne zmiany w moim życiu. Zalecam każdemu przeanalizowanie własnego sposobu myślenia i sprawdzenie jak często występujemy mentalnie w roli sędziego ferującego nikomu niepotrzebne wyroki. Jeśli macie co do tego pytania i wątpliwości, to zapraszam do komentarzy.

A teraz, aby zilustrować zasadę, iż nikt nie jest doskonały opowiem Wam co wydarzyło mi się wczoraj w południe. Po bardzo interesującym śniadaniu w Radissonie wyprowadziłem samochód z garażu Złotych Tarasów i usiłowałem z ulicy Złotej wyjechać na Emilii Plater. Ze względu na decyzje pani Hanny G-W. aby w Warszawie śnieg leżał tak długo aż sam stopnieje, w jednym miejscu należało się przejechać pomiędzy zlodowaciałą białą ścianą, a samochodami zaparkowanymi po drugiej stronie. Na poniższym zdjęciu widać jak niewiele miejsca pozostało miedzy mną a zderzakiem zaparkowanego vana.  Przeciskając sie tam dość szerokim samochodem, zobaczyłem, że kawałeczek dalej jakiś pojazd zaparkował nie tylko na przejściu dla pieszych, ale tez wystając tak dalece, że minięcie się w najlepszym wypadku było możliwe  „na grubość lakieru”.  Wziąłem komórkę i zrobiłem poniższe zdjęcie do mojej prywatnej galerii bezmyślnych kierowców dziwiąc się jaki rodzaj ludzi coś takiego robi. Samochód zdawał się być opuszczonym, dopiero kiedy wyzwalałem migawkę nad dachem pojawiła się widoczna na zdjęciu osoba. Nawiązałem z nią kontakt wzrokowy i z dużą dezaprobatą pokręciłem głową……..

Dopiero kiedy z trudem przejechałem obok niego zobaczyłem, że pomagał on człowiekowi na wózku inwalidzkim wsiąść do taksówki, a ze względu na zwały śniegu zatrzymanie się w tym miejscu było jedyną możliwością aby to  zrobić!
Bummm!!!! Kolejna lekcja zaliczona Alex!!
Wnioski:

  • Generalnie stosuję w praktyce wszystko, o czym pisze na blogu. Powyższy przypadek pokazuje, że nie jestem w tym perfekcyjny. Całe szczęście, że jak kiedyś napisałem w poście „Nie musisz być doskonałym…”
  • Zdecydowanie należy zadbać o w miarę pełny obraz sytuacji, zanim zabierzemy się za ocenę czegokolwiek
  • Niepokojącym jest to, że widząc tak zaparkowany samochód automatycznie przyjąłem negatywne założenie ludzkiej bezmyślności, czego wcześniej nie robiłem. To jest bardzo niedobry syndrom, oznaczający, że po roku mieszkania w Warszawie i przeróżnych doświadczeń z tym związanych mój obraz świata przesunął się nieco w kierunku, który mi się nie podoba. Traktuję to jako ostrzeżenie i pomyśle jak ten wpływ skompensować. Zrobię też sobie solidny rachunek sumienia, w jakich innych zakresach „zainfekowałem się” negatywnym nastawieniem do „obcych” i tym podobnymi rzeczami, których wcale nie chcę w sobie nosić. Trzeba, podobnie do komputera,  zrobić sobie skan na wirusy, tym razem wirusy umysłu!

Co Wy na to?

Komentarze (79) →
Alex W. Barszczewski, 2010-02-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Kraków, I am coming :-)

Wiadomość dla Czytelników  z Krakowa:

W najbliższy weekend jestem w Waszym grodzie i mam wolny czas w niedzielę od ok. 12 do ok. 18

Jeżeli są chętni na spotkanie i porozmawianie, to jestem do dyspozycji, z tym, że musielibyśmy się jakoś umówić, bo jestem po prostu u znajomych i nie bardzo mogę tam coś zorganizować.

Komentarze (90) →
Alex W. Barszczewski, 2010-02-02
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Firmy i minifirmy

Pytania Jerzego K.

Otrzymałem ostatnio od jednego z Czytelników e-mail z pytaniami .  Ponieważ podobnych listów otrzymuję sporo, a  Jerzy zgodził się na opublikowanie go wraz z odpowiedzią na blogu, to korzystam z okazji. Nie tylko aby udzielić kilku rad, ale też zwrócić uwagę na taki sposób pisania wiadomości  do mnie, abym bez zgadywania mógł udzielić wartościowej odpowiedzi.

Najpierw sam mail (wykropkowania pochodzą ode mnie) :

Witaj Alex.

Jestem wiernym czytelnikiem Twojego bloga.
Do od początku mojej kariery zawodowej byłem związany ze sprzedażą. W swoim 32 letnim życiu byłem sprzedawcą w sklepie AGD-RTV, przedstawicielem handlowym, zajmowałem się kredytem ratalnym pracując da 2 dużych banków (w terenie i stacjonarnie). Pracowałe za granicą w CaalCenter z telemarketerami, zrobiłem reportaż dla TVN Uwaga.
Mam doświadczenie w zarządzaniu zespołem , byłem kierownikiem oddziału banku.

Odbyłem dziesiątki szkoleń, sam też kilka prowadziłem dla moich pracowników.
Ciągle czytam, uczę się i rozwijam.

Postanowiłem zostać trenerem, zacząć dzielić się moją wiedzą, uczyć innych.

Chce szkolić z obszarów miękkich.

Boję się jednak zakładać własną działalność gospodarczą, mogę uzyskać dotację z PUP, ale jeśli sobie nie poradzę na rynku to przez rok muszę płacić ZUS.

Chce w najbliższym czasie zorganizować szkolenie z zakresu technik sprzedaży w małej miejscowości (12tys. mieszkańców) z której pochodzę.

Przygotowałem już szkolenie, mam gotowe materiały dla uczestników, dyplomy potwierdzające uczestnictwo, mam projekt zaproszenia na szkolenie, które trafi do lokalnych sklepów, mam kogoś, kto rozniesie te zaproszenia, kto obdzwoni firmy z ofertą, mam dojście do strony miasta, do szkół, gdzie można ogłosić nabór na szkolenie.

Mam pomysł żeby nie było to szkolenie jednorazowe, lecz cały cykl szkoleń.
Chce zrobić kupony rabatowe, dla uczestników pierwszego szkolenia 10% zniżki na kolejne itp.

Pomyślałem że zorganizuję takie szkolenia wspólnie z prywatną szkołą językową prowadzoną przez znajomą.
Ona ma działalność, może wystawić faktury, może wszystko firmować, itp.

Pewnie zastanawiasz się po co Ci to pisze?

Powiedz mi czy to ma w ogóle sens?
Czy nie lepiej założyć działalność i zacząć budować własną markę?

Mam możliwość podjęcia współpracy ze Szkołą Pamięci…… , techniki pamięciowe, szybkie uczenie itp.

Może warto połączyć jedno i drugie?
Doradź coś.

Pozdrawiam,
Jerzy K

___________________________________

Jerzy

Zacznijmy od stwierdzenie, że nie znając Cię osobiście i mając przed sobą poniższy mail mogę tylko w bardzo ograniczony sposób doradzać Ci w takich kwestiach. Pamiętaj też, że wszystko co napisze to jest mój subiektywny punkt widzenia i mogę się w moich przemyśleniach mylić. Nawet jeśli się nie mylę, to piszę z pozycji niezależnego „samuraja” działającego na bardzo konkurencyjnym rynku, a nie dostarczyciela „produktu edukacyjnego” dofinansowywanego ze środków Unii. Piszę to, bo Twoje cele i założenia mogą być inne, wtedy moje uwagi będą miały dla Ciebie znacznie mniejszą wartość.

Z maila wynika, że w przeciwieństwie do wielu świeżo upieczonych absolwentów, którzy bez doświadczenia zawodowego i życiowego chcą być „coachami”,  już gdzieś zaliczyłeś swoje blizny. To generalnie jest duży plus bo pewnych przeżyć nie da się mieć czytając książki :-)
Z Twojego listu wynika, że masz doświadczenia w sprzedaży B2C (ADG-RTV), nie wspominasz jaki charakter miała praca jako przedstawiciel handlowy.  To jest w moich oczach spory minus dla Ciebie, bo jako przyszły trener musisz oszacować przekazanie jakich informacji jest ważne, a jakich nie.

Jeżeli masz doświadczenie na stanowisku kierowniczym, to bardzo dobrze, jako trener jesteś (a przynajmniej powinieneś być) na czas szkolenia managerem grupy powierzonych Ci ludzi. W trakcie szkolenia mamy na to zazwyczaj mało czasu, więc Twoje doświadczenia przywódcze są bardzo cenne.

„Odbyłem dziesiątki szkoleń,…”

Było ich rzeczywiście ponad 21?

Piszesz, że ciągle czytasz, uczysz się i rozwijasz. To jest bardzo dobrze, aczkolwiek chętnie poznałbym listę książek, które przeczytałeś ostatnio i czego konkretnie się nauczyłeś.

Mówisz: „Postanowiłem zostać trenerem, zacząć dzielić się moją wiedzą, uczyć innych.
Chce szkolić z obszarów miękkich.
”
Witaj w klubie!! :-)
Dalej:”Boję się jednak zakładać własną działalność gospodarczą, mogę uzyskać dotację z PUP, ale jeśli sobie nie poradzę na rynku to przez rok muszę płacić ZUS. ”
Tutaj pojawiają się 3 kwestie

  1. Obawa, przed otwarciem działalności – zupełnie normalna i zrozumiała rzecz, zwłaszcza w wypadku osoby, która tego jeszcze nigdy nie robiła. To, obok prawie dożywotnych kredytów na mieszkanie, jest głównym powodem, dla którego większość ludzi zostaje jako pracownicy na pensji.
  2. „mogę uzyskać dotację z PUP” – mam mieszane uczucia, bo w żadnym z moich biznesów nie potrzebowałem dotacji, choć startując w IT byłem biedny jak przysłowiowa mysz kościelna. Oczywiście jak ktoś daje Ci nie swoje pieniądze (podatników), to możesz ewentualnie je wziąć, większą wartość miałoby, gdybyś znalazł kogoś, kogo tak przekonałeś do Twojej koncepcji, że wyjął je z własnej kieszeni i dał Ci do dyspozycji. To byłby niezły feasibility test dla Ciebie.
    Cały ten punkt 2 jest moim bardzo osobistym odczuciem, więc możesz się nim nie przejmować lub wręcz go zignorować :-)
  3. 3) „..przez rok muszę płacić ZUS ”
    Jako zaczynający działalność gospodarczą płacisz miesięcznie około 400 zł tego dodatkowego podatku co daje ok.6000 zł rocznie.  Jeżeli wygenerowanie rocznych przychodów tego rzędu ma być problemem, to warto zastanowić się nad całą idea biznesową, zwłaszcza w niewymagającej większych inwestycji działalności szkoleniowej, którą zamierzasz prowadzić.

Piszesz: „Chce w najbliższym czasie zorganizować szkolenie z zakresu technik sprzedaży ….”
To jest OK, bo tym się zajmowałeś i praktyczne doświadczenia w tej materii.
dalej: „……w małej miejscowości (12tys. mieszkańców) z której pochodzę. ”
Dlaczego wybrałeś akurat taki rynek? Jesteś pewien, że znajdzie się tam dość osób chcących nauczyć się czegoś nowego i jeszcze za to zapłacić?
Analizując potencjał rynku zapomnij o sentymentach rodzinnych czy jakichkolwiek innych. Zwłaszcza na początku Twojej kariery. Jeżeli za tym wyborem przemawiały inne względy, których nie wydedukowałem z maila to napisz proszę w komentarzach, chętnie podyskutuję.

„Przygotowałem już szkolenie, mam gotowe materiały dla uczestników, dyplomy potwierdzające uczestnictwo, mam projekt zaproszenia na szkolenie, które trafi do lokalnych sklepów, mam kogoś, kto rozniesie te zaproszenia, kto obdzwoni firmy z ofertą, mam dojście do strony miasta, do szkół, gdzie można ogłosić nabór na szkolenie. ”
To bardzo dobrze, czy w ramach tego przygotowania porozmawiałeś też z choćby kilkoma potencjalnymi uczestnikami, aby wybadać jakie są ich najważniejsze problemy i jak najefektywniej możesz im pomóc? Ja, mimo prawie 18 letniego doświadczenia  prawie zawsze robię taki rekonesans z nieznanymi mi grupami i to nawet w branżach, któe bardzo dobrze znam.

„Pomyślałem że zorganizuję takie szkolenia wspólnie z prywatną szkołą językową prowadzoną przez znajomą.
Ona ma działalność, może wystawić faktury, może wszystko firmować, itp.
”
Czasem trzeba kombinować w ten sposób, ale na dłuższą metę odradzam. Wiele lat temu, zresztą z zupełnie innych powodów, rozliczałem moje działania przez firmę znajomego.  Firma zbankrutowała a ja byłem ponad 100 000 USD „w plecy”. Tyle na temat kosztownych lekcji :-)

Pytasz: „Powiedz mi czy to ma w ogóle sens? ”
Czego dokładnie dotyczy to pytanie?

„Czy nie lepiej założyć działalność i zacząć budować własną markę? ”
Jestem za, pod warunkiem, że cała koncepcja biznesowa trzyma się kupy a Twoje działania skierowane są na bardziej obiecujący rynek niż ta mała miejscowość. Kiedyś operowałem nawet z miasteczka o 5 000 mieszkańców, ale nie robiłem tam żadnych interesów :-) Zarabiaj  pieniądze tam, gdzie jest dużo pieniędzy!

Piszesz: „Mam możliwość podjęcia współpracy ze Szkołą Pamięci…… , techniki pamięciowe, szybkie uczenie itp.
Może warto połączyć jedno i drugie?
Doradź coś.
”
Na czym ta współpraca miałaby polegać?? Jako przyszły trener do spraw miękkich musisz nauczyć się wyrażać bardziej klarownie i jednoznacznie, inaczej będzie krucho :-)

Generalnie uważam Twoją ideę przełożenie doświadczeń zawodowych na działalność trenerską za wartą rozwijania, doświadczenie które masz może stanowić niezłą bazę, z tym, że dobrze będzie jeśli nadrobisz te oczywiste braki o których wspominałem. Jeśli chcesz moich dokładniejszych rad to proszę Cię o więcej informacji w komentarzach.  Nie musisz podawać żadnych nazwisk ani nazw firm. Po ich otrzymaniu chętnie wypowiem się dalej.

W międzyczasie polecam uważną lekturę cyklu 4 postów o tym, jak zostać trenerem

PS: Gdyby Jerzy dołączył swój numer telefonu, to błyskawicznie wyjaśnilibyśmy te niejasne kwestie i cały post byłby lepszy :-) Jak piszecie do mnie, podajcie taki kontakt zwrotny, nie zawsze mam czas pisywać maile.

Komentarze (47) →
Alex W. Barszczewski, 2010-01-31
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Precz z dyktaturą pociotków i znajomych cz.2!

Ostatnio rozmawialiśmy o tym, co powiedzieć, jeśli znajomi czy krewni próbują wpływać na nasze decyzje przez zadawanie nam różnych pytań. Myślę, że przynajmniej niektórzy z Was po odrobinie ćwiczenia będą sobie lepiej radzić w takich sytuacjach.
Teraz czas na przypadki, kiedy znajomi i krewni (rodziców zostawimy sobie na trzeci odcinek), nieproszeni o zdanie próbują wywrzeć na nas delikatną presję używając zdań twierdzących, na przykład:
„Iksiński już zrobił……..”
„Iksiński już ma ……….”
„Każdy mężczyzna powinien….”
„Każda kobieta …….”
„W życiu trzeba….”
i wiele tym podobnych.
Generalna metoda postępowania jest następująca:

  • uśmiech (zawsze jesteśmy przyjaźni :-))
  • pytanie „co chcesz przez to powiedzieć?”. Dokładnie takie pytanie, w ten sposób sympatycznie mówimy „sprawdzam” :-)

Pamiętajcie, aby nie tłumaczyć się, nie być agresywnym, po prostu zadajcie to pytanie.

Mamy kilka możliwych reakcji, typowe to:

1) unik – „tak tylko sobie powiedziałem”.

  • Nasza reakcja: mówimy  „aha” i sprawa prawdopodobnie spada ze stołu :-)

2) bardziej bezpośredni „atak” na nas – „bo uważam, że i ty ….. „.  Teraz mamy kilka możliwości reakcji:

  • uprzejma: „masz prawo tak uważać” i nie mówimy nic więcej. Gdyby druga strona kontynuowała pytaniem patrz odcinek 1 tego cyklu :-)
  • uprzejma: „rozumiem, że tak możesz myśleć i chcesz dla mnie dobrze. Jakie inne opcje rozważyłeś?” Zazwyczaj trafiony zatopiony, bo znakomita większość „doradców” nie robi takiej analizy. Jeżeli wyjdą jakieś opcje, to uprzejmie dopytuje o wszelkie za i przeciw, jakie „doradca” wziął pod uwagę :-)
  • uprzejma: pytamy „zdajesz sobie sprawę, że są też inne, dobre podejścia do tej sprawy?”. Jeśli odpowiedź jest „tak”, to mówisz „super” i dalej postępujesz jak w podpunkcie powyżej. Na każdą inną zaostrzasz podejście pytając ” jak w takim razie chcesz mi udzielać rad??”
  • mniej uprzejmie: „wielu ludzi Twojego pokroju tak uważa. Wiesz, że są osoby o innym podejściu, które odnoszą sukcesy w życiu?”. Potem patrz dwa powyższe punkty
  • nieuprzejmie: „kto prosił cie o radę?”. Niech się druga strona tłumaczy :-)

3) bezpośredni atak na nas typu: „nie wstydzisz się, że ty nie……”. Po takiej wypowiedzi generalnie należałoby ostro odpowiedzieć. Kilka łagodniejszych wersji to:

  • „dlaczego miałbym się wstydzić?”, a potem w zależności od odpowiedzi dalej wiercimy rozmówce pytaniami
  • ostrzej: „a jak myślisz, czego ty powinieneś się wstydzić?” albo „jakie twoje osiągnięcia życiowe dają ci prawo aby tak mówić?”
  • istnieje jeszcze kilka dalszych, bardziej jadowitych  możliwości, ale pozwolę sobie je tutaj pominąć. Nie chcę publikować na blogu instrukcji, jak spowodować żeby taki rozmówca musiał skorzystać z pomocy psychologa :-)

Oczywiście możliwości w rozmowie jest mnóstwo i trudno w krótkim poście omówić je wszystkie.  Jeżeli jednak przemyślicie to, co napisałem powyżej, to łatwo będzie znaleźć odpowiednia taktykę do prawie każdej sytuacji. Jeśli macie jakiekolwiek pytania i uwagi to zapraszam do komentarzy.

PS: Pytanie „co chcesz przez to powiedzieć?” jest bardzo dobra pierwszą reakcją na wiele innych wypowiedzi drugiej strony, tak różnych jak np.:

„jesteś złym ojcem, kochankiem, synem itp.”

„nie mogę dać ci podwyżki”

„twój produkt jest drogi”

„jak mogłaś tak się ubrać”

i wiele innych

Komentarze (43) →
Alex W. Barszczewski, 2010-01-26
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Warszawska Grupa Samorozwoju

Otrzymałem ostatnio prośbę od grupy Czytelników z Warszawy, którzy wzorem Kolegów z Krakowa chcieli stworzyć nieformalny team, w ramach którego zainteresowani mogliby poćwiczyć różne rzeczy, które czasem pokazuję na spotkaniach albo opisuję na blogu.  Ponieważ w moim zrozumieniu chodzi tutaj o całkowicie niekomercyjne, koleżeńskie przedsięwzięcie młodych ludzi, więc chętnie użyczam im możliwości zarówno opublikowania tego tutaj, jak i przeprowadzenia dyskusji z zainteresowanymi.  Podkreślam, że to przedsięwzięcie jest całkowicie niezależne ode mnie, a poniższy teks napisała Magdalena Malison

Dopóki pozostanie to niekomercyjnym akcją  możecie śmiało używać tego wątku do dyskusji i wymiany informacji.

__________________________________________________________________

Dzień 5.12. 09 rozpoczął się jak zwykle i nic nie zapowiadało tego co nastąpi później.
Teraz patrząc z perspektywy czasu można by powiedzieć o tym dniu wszystko- ale na pewno nie   to, że dzień był zwyczajny. Otóż tego dnia w dzielnicy Mokotów miasta Warszawy, w punkcie X  od godziny 11 zauważono niespodziewaną kumulację pozytywnej energii.  I nie byłoby w tym nic szczególnego(takie zjawiska w mniejszym natężeniu obserwowano już wcześniej) gdyby nie fakt , że stężenie tej energii rosło i rosło z godziny na godzinę aż…
Nie, wybuch nie nastąpił:):):) -ale zjawisko to pozostawiło pewien ślad w ludziach którzy w tym czasie przebywali w punkcie X . Słowa „wartość dodana ”będą doskonale opisywać ten ślad.
Ale to jeszcze nie wszystko. W wyniku oddziaływania tej energii powstał pewien pewien projekt o nazwie: Warszawska Grupa Samorozwoju. Obecnie trochę chropowaty, ale gdy się go doszlifuje- zabłyśnie.
Inspiracja do tego pomysłu  wypłynęła z dwóch źródeł. Pierwsze z nich to Klub Samorozwoju w Krakowie, którego założycielami są Aleksander Piechota i Marcin Wosinek. Drugie źródło to odpowiedź Alexa na pytanie”jak nauczyć się sprawnego używania języka polskiego”
Organizacja od strony technicznej  wymaga przedyskutowania a zwłaszcza ustalenia,  gdzie, kiedy ile osób , jak długo itp. Natomiast to co obecnie mogę przedstawić to propozycja programu, który byłby realizowany w trakcie spotkań.
I

  1. Odpowiedź Alexa na pytanie o naukę umiejętnego posługiwania się językiem polskim  brzmiała -”ćwiczyć” W tym przypadku samemu może być trudno ocenić swoją efektywność i postępy dlatego też ćwiczenia w parach , w grupie będą dobrym rozwiązaniem. Można  zrobić to tak jak na spotkaniu czytelników. Zdaję sobie sprawę, że bez Alexa to nie będzie to samo , ale chodzi tu przede wszystkim o przećwiczenie tego co już wiemy. Dobrym pomysłem będzie nagrywanie(za zgodą) takich ćwiczeń na dyktafon, by można było  przeanalizować swoja wypowiedź i zastanowi się co można poprawić. Mam też nadzieje , że  Alex zagości czasami na naszych spotkaniach, oceni postępy  oraz pokaże co i jak można poprawić.
  2. Każdy z nas ma  pasje , zainteresowania , wiedzę na jakiś temat. Ale sztuką jest przedstawić czy mówić o tym w taki sposób by komplety laik w danym temacie mógł wszystko zrozumieć. Dlatego kolejnym punktem programu będzie krótka, przygotowywana za każdym razem przez innego uczestnika prezentacja. Temat dowolny. Po prezentacji taka osoba otrzyma feedback od całej grupy czy wszystko było zrozumiale, czy ciekawie przedstawione , co było dobrze i co można ewentualnie poprawić. Korzyści z tego jest wiele: wzrost pewności siebie podczas przemawiania przed grupą , poprawa jakości prezentacji , pokonanie stresu i tremy.
  3. Kolejny punkt programu to burza mózgów. Ustalany jest  temat -przykładowo:” jak odnaleźć swoją pasję” Na pewno  znajdą się osoby które już tą pasję odnalazły , ale być może są też i takie które szukają, nie wiedzą gdzie, jak. Taka wymiana doświadczeń może być bardzo przydatna. Tematyka punktu 2 i 3 będzie ustalana wcześniej.
  4. Wiele osób po spotkaniu czytelników pisało o braku czasu/ możliwości  by  porozmawiać ze wszystkimi. Dlatego tez spotkania w Warszawskiej Grupie Samorozwoju będą dobrą okazją by poznać bliżej innych czytelników.

II
Wszystkie osoby które chciałyby uczestniczyć w spotkaniach Warszawskiej Grupy Samorozwoju proszę o wysłanie maila na adres magdalenamalison(w domenie) gmail.com
Wszystkie osoby które chciałyby otrzymywać informacje o spotkaniach(gdzie, kiedy, tematyka) proszę o wysłanie maila na ww. adres.
Wszystkie osoby które mają jakiś pomysł, chcą, mogą pomóc w organizacji  proszę o kontakt na powyższy adres e- mailowy.
Dziękuję też za wszystkie propozycje pomocy, które pojawiły się do tej pory- zamierzam skorzystać:)
III
Bardzo proszę o dyskusję , pomysły i ocenę czy takie punkty programowe będą interesujące, co należy poprawić. Dzięki uprzejmości Alexa , do ustalenia pierwszego terminu spotkania dyskusja może toczyć się tutaj, ale później w miarę rozwoju grupy wszelkie informacje będą zamieszczane na obecnie tworzonej stronie www.

Komentarze (33) →
Alex W. Barszczewski, 2010-01-19
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Zadzwoń kiedy nic nie potrzebujesz

Takie zdanie powiedziała pewna kobieta w jednym z amerykańskich seriali kryminalnych (to była chyba jakaś wersja CSI ) innej postaci, która odzywała się tylko wtedy, potrzebowała konkretnej przysługi. Znamy takie sytuacje? :-)
W związku z tym mam dla Was kilka pytań, na które warto sobie odpowiedzieć:

  • Do jak wielu ludzi dzwonisz bez konkretnej potrzeby, po prostu aby ich usłyszeć i dowiedzieć się jak im się powodzi?
  • Jak często to robisz?
  • Do jakich ludzi nie dzwonisz bez konkretnej potrzeby, a którzy ucieszyliby się z krótkiej niezobowiązującej rozmowy?
  • Do jakich ludzi, których cenisz krępujesz się zadzwonić bez „interesu”?
  • Dlaczego się krępujesz?
  • Którzy z nich mogłoby się z takiego telefonu ucieszyć?

W wielu wypadkach telefonowanie można od biedy zastąpić komunikatorem, mailem, sms-em, Blipem (PM), ale tylko od biedy. Problem polega na tym, jak bardzo wielu ludzi w ogóle się nie odzywa, wyjąwszy chyba najbliższą rodzinę i kilku przyjaciół. Ci ludzie dziwią się potem, że są rzadko odwiedzanymi „wyspami”, a miód życia płynie gdzieś indziej.
U siebie zauważyłem dwie rzeczy:

  • Częściej ja dzwonię bez powodu do innych niż ci inni do mnie
  • Jak już do kogoś dzwonię to niezależnie czy jest to ktoś o bardzo skromnych środkach, czy kilkaset razy bogatszy ode mnie, krótka, niezobowiązująca rozmowa ze mną najwyraźniej sprawia im przyjemność

Może to w jakiś sposób ma wpływ na atrakcyjny styl życia, który od wielu lat prowadzę?
Jak to wygląda u Was?

Komentarze (72) →
Alex W. Barszczewski, 2010-01-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Precz z dyktaturą pociotków i znajomych cz.1!

W ostatnich miesiącach miałem wiele okazji zarówno do bezpośredniego porozmawiania z Czytelnikami wiekowo mogącymi być moimi dziećmi, jak też z wieloma z nich prowadziłem korespondencję.
W tych rozmowach bardzo często pojawiał się temat silnej presji, jaką różni ludzie z bezpośredniego otoczenia starają się (często niestety z powodzeniem) wywierać na nas, szczególnie w kierunku „wepchnięcia” nas w taki styl życia, który oni uważają za odpowiedni.
Takie działania często podyktowane są następującymi intencjami:

  • Autentyczną troską (np. rodziców), aby powodziło nam się dobrze, a przynajmniej aby uchronić nas od poważniejszych zagrożeń
  • Próbą dowartościowania się osoby „radzącej” nam. To jest bardzo częsty, nieuświadomiony motyw, bo z poczuciem własnej wartości u nas w narodzie jest kiepsko
  • W wypadku rodziny może to być próba realizowania poprzez dzieci własnych niespełnionych ambicji
  • Stosunkowo rzadko, przynajmniej w sposób świadomy, chodzi o to, abyśmy za bardzo nie poszli do przodu, bo wtedy stalibyśmy się wyrzutem sumienia dla tych, którzy od lat tkwią w miejscu

Teraz, niezależnie od tego, z którym z powyższych motywów mamy do czynienia podstawowym problemem jest daleko idąca niekompetencja „doradców”, jeśli chodzi o realia, a przede wszystkim możliwości dzisiejszego świata. Większość tych ludzi ma bardzo przestarzałą „mapę” rzeczywistości i w oparciu o tę mapę próbują dawać nam wskazówki co i jak robić. I to w sytuacji, kiedy tenże świat zmienia się tak szybko, że nawet zajmując się tym tak intensywnie jak ja trudno za wszystkimi tymi zmianami nadążyć.

Dość oczywistym  wynikającym z tego wnioskiem jest bardzo sceptyczne podejście do jakichkolwiek rad przekazywanych Wam przez inne osoby. Dotyczy to naturalnie i rad przekazywanych Wam na tym blogu :-) Na ten temat napisałem już post, którego lekturę polecam .

Drugą istotną sprawą jest nasza reakcja w sytuacjach, kiedy inni poprzez uwagi, pytania lub niezamówione rady starają się wywrzeć wpływ na nasze życie.
Zanim przystąpię do omawiania metod praktycznego radzenia sobie z tym sparafrazuję mojego ulubionego naukowca, wybitnego fizyka, laureata nagrody Nobla a jednocześnie wielkiego luzaka i człowieka, który delektował się życiem Richarda Feynman’a:

„Nie jest twoją powinnością, aby osiągnąć w życiu to, co inni ludzie uważają że powinieneś osiągnąć. Nie jest moją powinnością aby stać się takim człowiekiem jakim inni oczekują że będę, jeśli stanie się inaczej, to jest to ich pomyłka, a nie moje niepowodzenie”
Te dwa zdania warto powiesić sobie nad łóżkiem!!

A teraz wróćmy do wspomnianych sytuacji. Najpierw podzielimy „doradców” na dwie oddzielne grupy:

  1. Rodziców lub ewentualnie osoby, które nam tych rodziców zastąpiły
  2. Resztę świata

Ta pierwsza grupa jest bardzo szczególna i  wymagająca specjalnego podejścia, więc pozwólcie, że zacznę od tej drugiej.
W tym prostszym przypadku reszty świata powinniśmy sobie na początku uświadomić, że o ile nie jesteśmy jakimś naprawdę patologicznym przypadkiem,  to niewielki jest sens długoterminowego zadawania się z ludźmi, którzy nie akceptują nas i naszych wyborów życiowych. Na tym świecie żyje grubo ponad 6 miliardów ludzi i jak dobrze poszukamy, to znajdziemy dość takich, którym będzie z nami dobrze bez konieczności poważniejszej „przebudowy” naszej osoby. Ja tak postępuję od wielu lat i dzięki temu mam wokół siebie ludzi, którzy generalnie są dla mnie wsparciem a nie hamulcem lub źródłem „złych wibracji”. To piszę, bo zastosowanie poniższych metod może nam dość skutecznie przerzedzić szeregi dotychczasowych znajomych i nie należy tego się bać, to jest zdrowa selekcja.

Bardzo często wtrącanie się do naszego życia zaczyna się od pytań typu:

„Kiedy skończysz studia?”
„Kiedy się ustatkujesz?”
„Kiedy ślub?”
„Kiedy dacie nam wnuka?”
„Kiedy założysz rodzinę?”
„Kiedy zalegalizujecie was związek?” (jakby było coś nielegalnego we wspólnym życiu we dwoje :-)
„Kiedy wreszcie dojrzejesz/wydoroślejesz?”
„Kiedy wreszcie będziemy mogli przestać się o ciebie martwić?”
„Dlaczego nie masz męża/żony?”

„Dlaczego nie masz dzieci?”
„I tak całe życie chcesz na wynajmowanym?”

i tym podobne po czym często następuje jeszcze podanie nam przykładu kogoś, kto robi to „lepiej”.
Takie, pozornie niewinne pytania psychologicznie stawiają Cię drogi Czytelniku w pozycji kogoś, kto musi tłumaczyć się ze swoich wyborów życiowych (czyli strony podporządkowanej), a potem ewentualnie pokornie wysłuchać rad tej strony nadrzędnej. Poważnym błędem w takiej sytuacji jest granie tej niezdrowej gry i odpowiadanie rozmówcy.
Zamiast tego przejmij przywództwo i zadaj otwarte pytanie z Twojej strony.
Spróbuj takimi:
„Do czego potrzebujesz takiej informacji?” – zaskoczenie drugiej strony gwarantowane i w wielu wypadkach to ona zacznie się tłumaczyć, punkt dla Ciebie :-)
inne to:
„Dlaczego o to pytasz?”
„Do czego zmierzasz?”
„Jakie ma to znaczenie dla ciebie?”

Teraz jest kilka możliwych reakcji rozmówcy

  • Wspomniane wyżej tłumaczenie się rozmówcy – wiercisz go dalszymi pytaniami aż na przyszłość przejdzie mu ochota wtrącania się w Twoje osobiste sprawy :-)
  • Bezpośrednia krytyka np. ” jesteś nieuprzejmy/źle wychowany/ niekulturalny/” – odpowiadasz ” nieuprzejmym byłbym gdyby moje pytanie brzmiało „co cię to obchodzi”, a jak oceniasz twoje wychowanie, jeśli wypytujesz się o moje bardzo osobiste sprawy?” :-) Zwróćcie uwagę, znowu kończymy pytaniem :-)
  • Pośrednia krytyka pytaniem np. „dlaczego jesteś taki nieuprzejmy/sztywny/wyniosły itp.?” – odpowiadasz…..  pytaniem ” co nazywasz nieuprzejmością/sztywnością/wyniosłością itp?”. Przeważnie trafiony zatopiony :-)
  • Naburmuszenie się typu „nie chcesz rozmawiać to nie”, lub „z tobą nie warto rozmawiać” – masz sprawę z głowy :-)

Tyle prostych, choć skutecznych reakcji na tego rodzaju pytania.
Ze względu na to, że jestem zaraz umówiony z Czytelnikami na plaży na Power Walk ciąg dalszy nastąpi, a na razie zapraszam do dyskusji.


Komentarze (80) →
Alex W. Barszczewski, 2010-01-12
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 46 of 84« First...102030«4445464748»506070...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
  • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
  • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?

Najnowsze komentarze

  • Biblioteczka dla Czytelników  (112)
    • Orest Tabaka: Po nocnych...
    • Witold W. Wilk: Alex, Na wolniejsze...
    • Alex W. Barszczewski: Przemek mam...
    • Łukasz Muzyka: Witam serdecznie,...
    • Gracjan Polak: Witam, Inicjatywę...
  • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
    • Alex W. Barszczewski: No i mamy...
  • Bezpieczeństwo finansowe  (44)
    • Helena: Prawde mówiąc pomyślalam o...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jaki...
    • Helena: Zgadzam się oczywiscie, że...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jeśli...
    • Helena: Jeszcze a propos Kiyosakiego...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.2  (35)
    • Krzysztof Marciniak: Ludwik, Mam do...
    • Witold W. Wilk: Należy jeszcze...
    • Monika Góralska: Orest, Dziekuję :-)...
    • TesTeq: Ludwik C. Siadlak pisze:...
    • Alex W. Barszczewski: Paulina Na...
  • „Czytanie zagraża głupocie”  (15)
    • Michał P. Sadowski: Witam, Czytanie...
  • Alex goes (back) to Poland  (146)
    • Wojtek Szywalski: TestTeq, Alex:...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Już jest...
    • Orest Tabaka: Alex: Zgoda, że przy...
    • pink: :)
    • Alex W. Barszczewski: TesTeq Tego ze...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Witold W. Wilk: Igor, mam dość...
    • Alex W. Barszczewski: Igor Przede...
    • TesTeq: @Igor: Piszesz, że szukałeś...
    • Igor: Mam pewien problem dotyczący...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.1  (22)
    • Alex W. Barszczewski: Hanz Na pewno...
    • Hanz: Mam nadzieję, że link wzbudził...
  • Jak właściwie wykorzystać informację zwrotną  (45)
    • Alex W. Barszczewski: Krzysztof...
    • Krzysztof Janyst: Alex pisze:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (32)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026