Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Newsletter

Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki

Cześć

Wyobraź sobie taką scenę. Siedzisz przy komputerze i myślisz o kimś, kto mógłby zmienić przebieg Twojej kariery albo może nawet Twojego życia. Może to być potencjalny partner biznesowy. Może być mentor, od którego chciałbyś się uczyć. Może ktoś, kto jest tam gdzie Ty chciałbyś być za pięć lat. Wiesz jak się nazywa. Wiesz gdzie go znaleźć. Ale jednak nie piszesz.

Obserwując przez kilkadziesiąt lat ludzi wokoło, zauważyłem, że w tym jednym konkretnym temacie, czyli nawiązywaniu kontaktu z kimś z górnej półki, kogo nie znasz, ludzie dzielą się na trzy bardzo wyraźne grupy:

GRUPA PIERWSZA — i jest ich zdecydowanie najwięcej

To ci, którzy chcieliby się odezwać, ale się nie odzywają. Mają może w głowie listę osób, do których napisanie mogłoby zmienić ich życie zawodowe. Znają ich nazwiska. Śledzą ich w mediach. Czytają ich wywiady. I nic.

Bo co napisać? Bo po co zawracać głowę komuś zajętemu? Bo pewnie i tak nie odpowie. Bo jak to zacząć, żeby nie wyjść na natręta albo desperata?

I tak mija miesiąc. Potem rok. Potem kilka lat. I ta szansa, która mogła zmienić naprawdę dużo, nigdy nie zostaje wykorzystana. Zarówno przez brak odwagi, jak i brak konkretnej wiedzy jak to zrobić.

GRUPA DRUGA — ci, którzy się odzywają, ale robią to tak, że przekreślają szansę już w pierwszym zdaniu

Ja sam dostaję takie wiadomości regularnie. Najczęstszy typ: pierwsze zdanie to „jestem ekspertem od X i chciałbym przedstawić Panu swoją ofertę”, drugi akapit to pełna prezentacja usług, trzeci — zaproszenie na spotkanie. Ale bywa i gorzej. Zdarza się, że ktoś, kogo kompletnie nie znam, przysyła mi kilka stron swojego życiorysu razem z listą problemów do rozwiązania. Bez wstępu, bez kontekstu, jakby to było zupełnie naturalne, że mam się tym zająć.

Wiesz, co robię z takimi mailami? Kasuję, nawet nie kończąc czytać. I to nie dlatego, że mam coś do tych ludzi — pewnie wielu z nich jest bardzo wartościowych. Tylko dlatego, że ich mail krzyczał jedną rzecz: „Przede wszystkim chcę od Ciebie czegoś, choć Cię nie znam.”

Wielu ludzi z górnej półki dostaje takie wiadomości codziennie i robi dokładnie to samo co ja.

GRUPA TRZECIA — najmniejsza, ale najbardziej skuteczna

To ci, którzy potrafili napisać ten jeden mail tak, że druga strona odpowiedziała. I z tego zrobiła się relacja, która bardzo pozytywnie zmieniła ich życie. Pojawił się w nim partner biznesowy, którego nigdy nie spotkaliby inaczej. Mentor, który skrócił im drogę o kilka lat. Znajomość, która otworzyła drzwi do środowiska, do którego sami nigdy by nie trafili.

Na przykład większość uczestników mojego bezpłatnego projektu Top Gun, który katapultował ich w życiu do zupełnie innej ligi, nawiązała ze mną kontakt właśnie w ten sposób. I co może Cię zaskoczyć, moja żona Karolina też. Z jej strony nie była to oczywiście żadna oferta matrymonialna, tylko proste zapytanie, ale jako pozytywny „efekt uboczny” od ponad ośmiu lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Tak że ta metoda działa znacznie szerzej, niż myślisz.

Właśnie kończę pracę nad filmem, który będzie instrukcją jak pisać takie maile — ze sprawdzoną formułą, gotowymi wzorami do pobrania i przykładami dla różnych sytuacji. Ale dziś chcę podzielić się z Tobą kilkoma zasadami, które warto znać.

Po pierwsze — nigdy nie proś o coś, co wymaga od drugiej strony większego wysiłku. Zapomnij o „spotkajmy się na godzinę” albo „niech Pan przejrzy moją ofertę”, nie pytaj też w pierwszym mailu “Co mam zrobić ze swoim życiem”. To jak prośba o pożyczkę od kogoś, kogo właśnie poznałeś na przyjęciu — oczekujesz dużego zobowiązania od kogoś, kto jeszcze nie wie, czy warto poświęcić Ci choćby pięć minut. Zamiast tego zapytaj o coś małego: „Czy mogę zadać Panu dwa konkretne pytania mailem?” albo „Czy znajdzie Pan 10 minut na krótką rozmowę?” Widzisz różnicę? Prośba o „dwa pytania” nie jest zadaniem dla tego człowieka — jest zaproszeniem do kontaktu.

Po drugie — nie przedstawiaj swoich usług ani produktów, szczególnie jeśli nie wiesz, czy ta osoba ma jakąkolwiek potrzebę z nimi związaną. Gdy piszesz do kogoś, kogo nie znasz, nie masz pojęcia o jego sytuacji, problemach i potrzebach. Oferowanie rozwiązań problemów, o których nie wiesz czy istnieją, to strzał w ciemno i wygląda na desperację. A desperacji nie chcesz.

Po trzecie — zacznij od czegoś konkretnego, co ta osoba zrobiła lub powiedziała publicznie. Nie od komplementu w stylu „podziwiam Pana działalność” — ale od konkretnego fragmentu wywiadu, posta na LinkedIn, odcinka podcastu. „Przeczytałem Pana wywiad w Forbsie i fragment o dystrybucji bez lokalnego partnera zatrzymał mnie szczególnie, bo sam jestem teraz w dokładnie tym miejscu.” To pokazuje, że naprawdę zwróciłeś uwagę — i to odróżnia Cię od wszystkich, którzy piszą do stu osób według tego samego szablonu.

To jest tylko początek, poczekaj na film i dodatkowe materiały,które zamieszczę dla subskrybentów tego newslettera. Mam nadzieję, że będą gotowe w najbliższa niedzielę 3.05 od 17:00

Jeśli chciałbyś zobaczyć przykład takiego maila “zaczepnego” w Twojej konkretnej sytuacji, to opisz ją, do 28.04 w południe, wtedy jeszcze mogę go dołączyć.

Oczywiście jak już nawiązałeś pierwszy kontakt, to trzeba go potem dobrze rozbudować i do tego też napisaliśmy dwie praktyczne książki, które zdecydowanie warto przestudiować:

Dla kontaktów biznesowych “Sukces w relacjach biznesowych”

Dla kontaktów prywatnych “Sukces w relacjach międzyludzkich”

Zapraszam też na kolejne, ostatnie przed wakacjami Spotkanie Widzów i Czytelników w Krakowie, które odbędzie się 4.05 w godzinach 18-21:30. Tematem przewodnim będzie “Hakowanie życia”

Jak zwykle będzie to spotkanie bezpłatne, niemniej trzeba najpierw się zgłosić i dostać zaproszenie, bo liczba miejsc jest ograniczona. Jeśli chcesz wziąć udział to napisz do mnie maila na adres kontakt@alexba.eu z tekstem “40526” w temacie, a w treści opisz krótko:

jak masz na imię

czym się zajmujesz

o czym szczególnie chcesz porozmawiać

Do 26.04 tylko subskrybenci newslettera o tym wiedzieli, dziś opublikuje tę informację też w social mediach, więc jeśli chcesz wziąć udział to się pośpiesz, bo zostało kilka miejsc. Pamiętaj, że możesz zgłosić tylko Ciebie, każda inna osoba musi do mnie osobno napisać i otrzymać zaproszenie.

Pozdrawiam serdecznie

Alex

PS: W naszym sklepie czekają na Ciebie nasze bardzo praktyczne książki, zarówno w formie papierowej jak też jako audio- i ebooki. Rozejrzyj się też po atrakcyjnych cenowo zestawach, bo w tej cenie kupisz tylko u nas.

https://sklep.klinikanegocjacji.pl/kategoria-produktow/zestawy

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-04-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo

Cześć

Dużo się ostatnio u mnie działo, stąd przerwa w pisaniu newslettera. Dziś mam dla Ciebie 3 rzeczy, ale po kolei:

Dla tych, którzy śledzą mój projekt Fenix2 (zdrowa utrata 20 kg tłuszczu bez utraty mięśni, radości życia i dobrego samopoczucia) mam raport z trudnego sprawdzianu skuteczności mojej metody.

Jak wiecie, w międzyczasie były Święta z tradycyjnymi polskimi specjałami, potem świętowanie kolejnej rocznicy ślubu z Karoliną w Bolonii, połączone z delektowaniem się lokalnymi specjałami (a było ich sporo) a zaraz potem 2 dni we Wrocławiu prowadząc intensywne warsztaty w ciągu dnia i jedząc dobre rzeczy wieczorem :-)

Mimo tych wyzwań, dziś rano ważyłem tylko 900g więcej, niż przed Świętami, biorąc pod uwagę ilość spożywanych w międzyczasie węglowodanów, to jest głównie woda i być może jedna wizyta w toalecie. Zarówno ja jak i mój Dietetyk AI spodziewamy się powrotu do spadkowej linii trendu jutro lub pojutrze i to mimo zaplanowanej jutro wizyty na Restaurant Week. Jako ciekawostka, aby zmagazynować 100g węglowodanów w mięśniach i wątrobie, organizm potrzebuje ok 300g wody, więc to szybko idzie w obie strony. Jak straciłem 4 kg na początku projektu, to była właśnie woda.

To jest tylko jeden przykład, jak mając odrobinę rzetelnej wiedzy można “hakować” bardzo różne dziedziny życia i bez stresu i przepracowywania się prowadzić je na poziomie, który większość ludzi uważałaby za niemożliwy. To dotyczy nie tylko kwestii wagi i zdrowia!

I teraz jesteśmy przy temacie numer dwa.
Przez kilkadziesiąt lat zgromadziłem wiedzę i doświadczenia w bardzo różnych dziedzinach życia i biznesu, których nie ma w żadnej książce i których nauczyć się można tylko przez bezpośredni kontakt z kimś, kto to potrafi. W sumie szkoda byłoby, aby kiedyś spoczęła ona razem ze mną dwa metry pod ziemią. Co prawda jestem autorem lub współautorem kilku książek o relacjach i biznesie, ale jest wiele rzeczy, które trzeba pokazać na żywo, bo w słowie pisanym często giną niuanse, ginie kontekst i ginie ta konkretna odpowiedź na konkretną sytuację. Poza tym bardzo lubię bezpośrednie relacje z ciekawymi ludźmi.

Nasze sporadyczne Spotkania Widzów i Czytelników to jeden ze sposobów na takie interakcje, ale od czasu do czasu (za rzadko) zdarzają mi się kameralne rozmowy i to właśnie z nich często wynikają największe zmiany w myśleniu. Coś, co ktoś nosił w sobie miesiącami, nagle staje się jasne. Niekoniecznie dlatego, że powiedziałem coś mądrego, tylko dlatego, że rozmawialiśmy otwarcie, bez scenariusza i bez z góry ustalonych ról.

Nie szukam przy tym sytuacji, w której ktoś przychodzi po bezpłatną poradę i znika. To się niestety zdarza. Nie zależy mi też na tym, aby ktoś się spotkał tylko po to, żeby zobaczyć jak wyglądam na żywo. Szukam rozmów, które są otwartą wymianą, a nie bezpłatna usługą czy wizytą jak w Zoo. Takich, gdzie druga strona też wnosi swoje przemyślenia, swoje doświadczenie, swój punkt widzenia, nawet jeśli ma ich znacznie mniej ode mnie. Najciekawsze rzeczy, których nauczyłem się w życiu, nie wzięły się z książek, tylko z rozmów z ludźmi, którzy widzieli świat zupełnie inaczej niż ja. U Ciebie może być podobnie.

Wiem, że część ludzi ma wątpliwości, czy się ze mną skontaktować, bo jest na zupełnie innym etapie życia i zastanawia się, co właściwie może wnieść do takiej rozmowy. Ale jest coś, o czym warto wiedzieć. Sam, dawno temu, przez lata nie miałem dostępu do ludzi, którzy mogliby mi przekazać pewne ważne rzeczy, których ani dom rodzinny, ani szkoła, ani środowisko, w którym dorastałem, mi nie dały. Zdobywałem to sam, często po omacku i z opóźnieniem i wieloma błędami. I właśnie dlatego mam głęboką potrzebę, żeby wspierać dobrych ludzi, którzy są w podobnej sytuacji jak ja kiedyś. To jest taki życiowy projekt, aby zostawić ten świat trochę lepszym niż go zastałem, a wiem, ile czasu i energii można zaoszczędzić, jeśli ktoś po prostu pokaże właściwy kierunek we właściwym momencie. Albo nawet otworzy oczy jednym zdaniem, jak jeden z moich przyjaciół, który powiedział mi w styczniu, że nie ma otyłych osiemdziesięciolatków. I w ten sposób wystartował mój Projekt Fenix2 :-)

Dlatego najbardziej interesują mnie relacje, które mogą trwać dłużej niż jedno spotkanie. Nie chodzi o zobowiązanie ani regularny grafik, bo sam mam dość sporo różnych aktywności i podróży w życiu, tylko o kontakt, który ma szansę przerodzić się w coś, z czego korzystają obie strony.

Sam jestem na etapie życia, gdzie nie brakuje mi pieniędzy i tylko czas jest jedynym zasobem, którego naprawdę nie da się odzyskać czy pomnożyć. Jedynym filtrem jest więc to, czy z tej rozmowy coś dobrego może wyniknąć, dla Ciebie i dla mnie, a najlepiej też dla ogólnego dobra. Jeśli podchodzisz do tego podobnie, to warto się umówić. Mogą to być pojedyncze osoby, albo też małe grupki, na przykład co pewien czas spotykam się z grupką ludzi z Ukrainy na “Rozmowy po polsku”, bo pamiętam, jaki to był problem jak sam wylądowałem jako uchodźca w Austrii. To taki przykład.

Zapraszam na kolejne Spotkanie Widzów i Czytelników w Krakowie, które odbędzie się 4.05 w godzinach 18-21:30. Tematem przewodnim będzie “Hakowanie życia”

Jak zwykle będzie to spotkanie bezpłatne, niemniej trzeba najpierw się zgłosić i dostać zaproszenie, bo liczba miejsc jest ograniczona. Jeśli chcesz wziąć udział to napisz do mnie maila na adres kontakt@alexba.eu z tekstem “40526” w temacie, a w treści opisz krótko:

jak masz na imię

czym się zajmujesz

o czym szczególnie chcesz porozmawiać

Do 26.04 tylko subskrybenci newslettera będa o tym wiedzieć, więc masz przewagę czasową aby się zakwalifikować. Potem, jeśli będą wolne miejsca, to ogłoszę to też w mediach społecznościowych. Pamiętaj, że możesz zgłosić tylko Ciebie, każda inna osoba musi do mnie osobno napisać i otrzymać zaproszenie.

Pozdrawiam serdecznie

Alex

PS: W naszym sklepie czekają na Ciebie nasze bardzo praktyczne książki, zarówno w formie papierowej jak też jako audio- i ebooki. Zobacz, rozejrzyj się też po atrakcyjnych cenowo zestawach

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-04-13
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek

Cześć

Chwilę nie wysyłałem newslettera, dziś mam dla Ciebie 2 dość osobiste tematy, z których i Ty możesz bardzo skorzystać.

Na przełomie roku obchodziłem swoje 70 urodziny i moja wspaniała żona Karolina zrobiła mi ogromną niespodziankę potajemnie zapraszając grono niezwykłych ludzi z całej Polski na imprezę, na którą zabrała mnie pod pozorem spokojnej randki we dwoje. Jak chcesz zobaczyć jak wyglądam skonfrontowany z największym zaskoczeniem w moim życiu to odtwórz ten niepubliczny film https://youtube.com/shorts/FJmNs-arFrw

To była świetna okazja uświadomienia sobie, jak ciekawych i niezwykłych ludzi poznałem w trakcie mojego życia, a przy tym, jak bardzo zróżnicowana jest to grupa! Tez potwierdzenie tego, co napisałem w “Sukces w relacjach międzyludzkich”, aby mieć jak najbardziej zróżnicowane grono ludzi, z którymi mamy bliższe relacje. Ale nie o tym chcę pisać.

Uświadomiłem sobie następujące rzeczy:

jakie mam super życie i to z super Partnerką

jeden z moich przyjaciół słusznie zwrócił mi uwagę na fakt, że praktycznie nie ma otyłych osiemdziesięciolatków

piłka jest po mojej stronie, czy poddam się biernie statystyce, czy też zrobię coś, aby znacznie zwiększyć prawdopodobieństwo, że spędzę jeszcze trochę takich udanych lat z Wami

Zdecydowałem się na to drugie i tak narodził się projekt Fenix2. Drugi dlatego, bo już ładnych parę lat temu, startując z jeszcze wyższego pułapu, zrzuciłem ponad 25 kg wagi wykorzystując do tego moją ówczesną wiedzę i odrobinę dyscypliny. Tym razem wystartowałem z niższej wagi, ale i tak po tych wszystkich rejsach i cieszeniu się życiem załapałem się na II stopień otyłości. Do tego sporo ograniczeń, które spowodowały, że Projekt Fenix2 jest prawdziwym wyzwaniem z zakresu zarządzania sprzecznościami. Na przykład:

w zaawansowanym wieku trzeba bardzo uważać aby nie tracić masy mięśniowej, a o to łatwo przy deficycie kalorycznym

aby chronić mięśnie trzeba jeść odpowiednia ilość białka

najprościej byłoby dostarczać białka jedząc dużo mięsa, które uwielbiam, ale…

mam “od zawsze” podwyższony poziom kwasu moczowego we krwi, co oprócz innych problemów powoduje od czasu do czasu bardzo bolesne stany zapalne, dnę moczanową. Taką też złapałem na początku roku. A mięso bardzo podnosi ten poziom.

szybka utrata wagi, oprócz utraty masy mięśniowej powoduje wzrost poziomu kwasu moczowego, z rezultatami jak powyżej.

szybka utrata wagi przy jedzeniu niskotłuszczowym niesie ze sobą ryzyka powstania kamieni żółciowych

wymuszone ograniczenie mobilności w styczniu i lutym przez miesiąc spowodowało szybki spadek formy fizycznej

i tak dalej i tak dalej, bo to jeszcze nie koniec ograniczeń….

Do tego mając już 70 lat i mając też statystycznie znacznie bardziej ograniczony czas niż Ty, nie zamierzam rezygnować z jakości życia. Na przykład nie zamierzam:

stosować jakiś ekstremalnych diet, a najlepiej obyć się bez klasycznych diet w ogóle

stosować jakichkolwiek medykamentów typu Ozempic

poddać się jakimkolwiek operacjom zmniejszającym żołądek

jeść jedzenia pudełkowego

spędzać wielu godzin na siłowni

bawić się godzinami dobieraniem posiłków i liczeniem białka kalorii i tłuszczów

Piszę to, aby Ci powiedzieć, że najprawdopodobniej i Ty możesz łatwiej zadbać o to i wystartować własny Projekt Fenix, prawie niezależnie od Twoich wyzwań. Naprawdę warto, bo okazuje się że nawet w moim wieku można mieć bardzo dobre życie, które kompletnie nie pasuje do powszechnych wyobrażeń.

Ja postanowiłem wykorzystać moją wiedzę, uzupełniona o najnowsze rzeczy i podszedłem do tego kompleksowo jak konsultant w biznesie, tylko że w trochę innym zakresie wyzwań :-)

Oczywiście chciałem zachować pełną elastyczność w wypadku ochoty na określoną potrawę, czy wizyty w restauracji. Aby to umożliwić stworzyłem sobie własnego Dietetyka AI wykorzystując CHATGPT. Dzięki temu mogę na przykład powiedzieć “dziś po południu idę do restauracji i jem XY, dopasuj posiłki całego dnia aby pasowały”, albo nawet jak już jestem w restauracji zrobić komórką zdjęcie tego, co będę jadł i też poprosić o analizę i zalecenia na resztę dnia. Jak z prawdziwym wykwalifikowanym dietetykiem, który doskonale mnie zna, tylko że mam go cały czas przy sobie.

Rezultaty są jak na razie super. Od 17 stycznia straciłem bezproblemowo 8,8 kg, bez wyrzeczeń a moja forma fizyczna bardzo się poprawiła, mimo, że przez ten cały czas byłem chyba tylko 4 razy na siłowni. Do tego okazało się, że nie licząc wizyt w lepszych restauracjach, można bardzo dobrze i zdrowo zjeść za stosunkowo niewielkie pieniądze bez “stania przy garach” :-) Tak przy okazji, to mam też już zdrowy poziom kwasu moczowego, ale to jest inna historia.

Jeśli ten temat interesuje i Ciebie bardziej niż poddawanie się opiniom “guru czy sprzedawców magicznych kuracji czy diet pudełkowych, to napisz mi, abym od czasu do czasu kontynuował go w newsletterze, może nagrał film na YT.

Drugi temat, to moja chęć dzielenia się bardzo dużym zasobem wiedzy i doświadczeń, które zgromadziłem w tym dość urozmaiconym i nieszablonowym życiu. Jest bardzo wielu sympatycznych ludzi z potencjałem i zawsze dzieliłem się z nimi chętnie. Jedną możliwością są spotkania Widzów i Czytelników w Krakowie i Warszawie, mam też moją grupę Top Gun młodych ludzi, którzy od czasu do czasu dostają bezpłatne warsztaty negocjacyjne na wysokim poziomie. Od czasu do czasu spotykam się też z mała grupą ludzi z Ukrainy, którzy uczą się języka polskiego na “Rozmowy po polsku”. Ale kiedy jestem w Krakowie, to w sumie mógłbym częściej spotykać się w kawiarni na wymianę myśli z 2-6 osobami, oczywiście też pro bono. Podobnie mógłbym zrobić coś dla grup studentów, kiedyś było tego więcej. Moją bolączką jest niechęć organizowania tego, bo mam inne zajęcia, ale samo spotkanie 1-2h jest dla mnie bez problemu.

Jeśli masz jakiś konkretny pomysł, albo po prostu chcesz porozmawiać, to daj znać ze szczegółami, jak moglibyśmy to zrobić. Fakt, że mogę sobie pozwolić aby robić to za darmo nie znaczy, że poziom będzie słaby :-)

Jeśli nie byłeś ostatnio na moim kanale YT, to zajrzyj tam, pojawiło się trochę filmów.

A w naszym sklepie do najbliższej niedzieli kupisz Zestaw Sukcesu z dodatkowym rabatem 10%. Użyj do tego przy płaceniu kodu SUKCES2603 który będzie działał do końca niedzieli 29.03 do godz. 23:59. Kod jest dla Czytelników tego newslettera.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-03-23
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju

Cześć

Masz czasem tak, że siedzisz wieczorem w fotelu, przeglądasz social media, a w głowie kołacze się myśl o tej jednej rzeczy, którą od dawna chcesz zrobić. Może chcesz zmienić pracę. Może zadbać o zdrowie. Zacząć własny projekt. Naprawić ważną relację. I wtedy słyszysz ten znajomy głos w głowie: „Jeszcze nie jestem na to gotowy. Poczekam, aż będę lepiej przygotowany.”

Brzmi rozsądnie, prawda? Dojrzale. Odpowiedzialnie. Bo przecież kto by chciał zaczynać coś nieprzygotowany?

Problem w tym, że wielu ludzi mówiło to samo rok temu. I dwa lata temu. I pięć lat temu. A Ty?

Bo prawda jest taka: stuprocentowa gotowość nie istnieje.

TO, CO NAZYWASZ „PRZYGOTOWANIEM”, JEST CZĘSTO TAK NAPRAWDĘ WYMÓWKĄ

Na pierwszy rzut oka czekanie aż będziesz gotowy wygląda na mądre posunięcie. Daje poczucie kontroli nad sytuacją. Pozwala ci spać spokojnie, bo przecież „jesteś odpowiedzialny” i „nie rzucasz się na głęboką wodę”. Ale w praktyce to czekanie robi jedną, konkretną rzecz: chroni Cię co prawda przed ewentualną porażką, ale robi to kosztem życia, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.

Może i Tobie tak się zdarza, że patrzysz na ludzi wokół siebie, tych, którym „wyszło” i zastanawiasz się: co oni mieli, czego ja nie mam? Jaki sekretny składnik posiadali na starcie?

I tu pojawia się zaskakująca odpowiedź: bardzo często nic takiego nie mieli.

Nie byli bardziej gotowi. Nie mieli pełniejszej wiedzy. Nie czuli większej pewności siebie. Często czuli strach, popełniali błędy, wstydzili się swoich pierwszych prób. Ale zrobili coś całkiem innego niż reszta – działali mimo braku gotowości.

I to jest właśnie ta różnica, o którą pytasz. To bardzo często nie jest talent. Nie jest pewność siebie i nie jest lepszy plan czy więcej czasu. Oni po prostu:

zaczęli za wcześnie (według standardów perfekcjonistów)

nie mieli pełnej wiedzy (i wiedzieli o tym)

robili rzeczy w sposób odbiegający od ideału (i godzili się z tym)

ponosili porażki (i wyciągali wnioski)

poprawiali się w trakcie działania (nie przed startem)

Bo widzisz, prawdziwe umiejętności w wielu dziedzinach nie powstają w teoretycznym przygotowaniu. Powstają w działaniu. To jedna z tych prawd, którą pewnie łatwo jest zrozumieć intelektualnie, ale bardzo trudno zaakceptować emocjonalnie w realnym życiu.

NIKT NIE JEST w 100% GOTOWY – I TO JEST NORMALNE

Pomyśl przez chwilę: czy ktokolwiek jest naprawdę gotowy na małżeństwo, zanim się nie ożeni? Na dziecko, zanim go nie będzie miał? Na prowadzenie firmy, zanim jej nie założy? Na zmianę zawodu, zanim nie przejdzie tego całego procesu?

Oczywiście, że nie. Stajesz się dobry w czymś, robiąc to, a nie czytając o tym. Nie czekając na wyimaginowany moment, w którym wszystko układa się idealnie.

Sam przez to przechodziłem. Kiedy w wieku około 35 lat prowadziłem swoją firmę software w Austrii, pracowałem na okrągło – weekendy, noce, święta. Byłem niewolnikiem tej firmy. I w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli tak dalej pociągnę, to zabiję samego siebie. Ale czy byłem „gotowy” na zmianę? Czy miałem szczegółowy plan, jak zostać konsultantem? Czy wiedziałem, jak to wszystko będzie wyglądało?

Nie. Podjąłem decyzję i zacząłem działać. Te działania były dalekie od doskonałości i spowodowały pewne perturbacje. Niemniej dopiero w trakcie tego procesu – pełnego błędów, wątpliwości i niepewności – nauczyłem się, jak żyć na własnych warunkach. I żyję tak od kilkudziesięciu lat!

CZEKANIE DAJE CI ZŁUDNE POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA. DZIAŁANIE PRZYCZYNIA SIĘ DO ROZWOJU

I tu jest najtrudniejsza prawda: niezaczynanie to też rodzaj porażki. Tylko cichej. Bez świadków. Bez wstydu. Bez lekcji do wyciągnięcia.

Po prostu mijają lata. Zmieniają się kalendarze. Ale Twoje życie nie zmienia się.

Ludzie na końcu życia nie żałują tego, co nie wyszło. Żałują tego, czego nigdy nie spróbowali, bo „to nie był jeszcze odpowiedni moment”. Bo „jeszcze nie byli gotowi”.

CO MOŻESZ ZROBIĆ INACZEJ?

Jeśli mamy zrobić w tym roku coś innego niż powtórkę poprzednich lat, to przestańmy czekać. Na motywację. Na idealny plan. Na to, aż zniknie strach. Na to, aż gwiazdy się ułożą :-)

Zamiast tego możesz zrobić jedno małe, dalekie od ideału działanie. Jedno. Ale dzisiaj.

To nie musi być coś wielkiego. To nie musi być idealne. To po prostu musi być.

Bo w życiu nawet niedoskonałe działanie wygrywa z perfekcyjnym planem, który nigdy nie zostaje zrealizowany.

GOTOWOŚĆ POJAWIA SIĘ PO DRODZE

I wiesz, co jest najlepsze? Ta wymarzona „gotowość” faktycznie się pojawia. Ale nie przed startem. Nie wtedy, kiedy czekasz i planujesz. Pojawia się w trakcie. Gdy już działasz. Gdy już popełniasz błędy. Gdy już się uczysz.

Dlatego najlepszy moment nie jest wtedy, kiedy według jakiś arbitralnych założeń będziesz gotowy. Bo tego momentu po prostu nigdy nie będzie. Najlepszy moment jest wtedy, gdy przestajesz czekać.

I to jest jedyna zmiana, która naprawdę zmienia życie – nie czekanie na „gotowość”, ale działanie mimo jej braku.

Jeśli Twoje działania, do których jesteś “niegotowy” mają dotyczyć zarabiania pieniędzy, to weź do ręki nasz “Sukces w relacjach biznesowych” i RÓWNOLEGLE czytając tę książkę wprowadzaj to w życie.

Jeśli Twoje działania, do których jesteś “niegotowy” mają dotyczyć spraw damsko-męskich, to weź do ręki nasz “Sukces w relacjach damsko-męskich” i też RÓWNOLEGLE do czytania tej książki próbuj ją stosować w REALU, a nie w internecie :-)

A jeśli żadna z tych spraw, to zadaj sobie teraz pytanie czym to jest ta jedna rzecz, którą odkładasz, czekając na „gotowość”? I co byłoby tym jednym małym, nieidealnym krokiem, który mógłbyś zrobić już dziś? I zrób go :-)

W niedzielę na moim kanale YT pokaże się dość istotny film o tym, jak wygrywając potyczkę słowną nie psuć sobie relacji, premiera w niedzielę o 11:00 (wcześniej film jest prywatny)

Pozdrawiam Cię serdecznie

Alex

PS: Jasne, że pewne rzeczy wymagają solidnego przygotowanie, aby nie zrobić krzywdy ani sobie ani innym. Taki przypadek trzeba rozpoznać i odpowiednio się przygotować. Problem polega na tym, że wielu ludzi zbyt wysoko ustawią tę poprzeczkę w odniesieniu do rzeczy, które jej nie wymagają. Sam tak kiedyś robiłem, jak to zmieniłem to bardzo wiele zmieniło się na plus :-)

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-02-05
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Które projekty czas zakończyć w 2026?

Cześć

Mam dziś dla Ciebie główny temat, czyli SYNDROM NIEDOKOŃCZONYCH PROJEKTÓW, wzmiankę o moim nowym osobistym projekcie i informację o Spotkaniu Widzów i Czytelników w Warszawie.

Zacznijmy od tego pierwszego”

Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile energii zabierają im te projekty, które nie zostały domknięte i “wiszą” gdzieś w podświadomości. Nie mówię o codziennych zadaniach, rachunkach czy mailach. Mówię o projektach, które kiedyś były Twoimi marzeniami, a teraz leżą w kącie i patrzą na Ciebie z wyrzutem.

Może to pomysł na biznes, który nigdy nie ruszył. Relacja, którą ciągniesz od lat. Nauka języka zaczynana trzy razy. Zmiana kariery odkładana od pięciu lat.

I co się z nimi dzieje?

One nie znikają. Tkwią w Twojej głowie, zajmują tam miejsce, odbierają Ci energię. Za każdym razem, gdy myślisz o nowym projekcie, w tle słyszysz szept: „A co z tamtym? Miałeś dokończyć tamto”. I to paraliżuje. Bo z jednej strony chcesz iść do przodu, ale z drugiej czujesz, że najpierw powinieneś posprzątać to, co zostawiłeś. W efekcie? Tkwisz w miejscu.

Sam przez lata ciągnąłem projekty, które „kiedyś dokończę”. Dopiero kiedy zdałem sobie sprawę, że to są kotwice trzymające mnie w miejscu, zacząłem świadomie zamykać różne działania, a było ich wiele. Jedno po drugim.

JAK ROZPOZNAĆ PROJEKT KTÓRY WARTO ROZWIJAĆ

Pewnie zapytasz jak odróżnić projekt który warto kontynuować od tego który należy zakończyć? Nie chodzi przecież o rzucanie wszystkiego, co nie idzie od razu. I w wartościowych projektach czasem trzeba przejść przez trudny okres.

Aby pomóc sobie w decyzji zadaj sobie trzy pytania:

Po pierwsze: Czy ten projekt nadal pasuje do Twojego dzisiejszego życia?

Wiele projektów zaczynamy w innym miejscu życiowym. Trzy lata temu miałeś inne priorytety, zasoby, wizję. Projekt, który wtedy miał sens, dzisiaj może go nie mieć. To nie znaczy, że była to zła decyzja. To znaczy, że się zmieniłeś. U mnie tak było z mieszkaniem w zimie na łódce na Florydzie, czy na Kanarach. Tak samo jak z projektem “kariera zawodowa w Warszawie”

Po drugie: Czy ten projekt daje Ci energię, czy ją zabiera?

Są projekty trudne, ale dające poczucie sensu i posuwania się do przodu jako człowiek. I są projekty, do których musisz się zmuszać, które odkładasz, które odbierasz jak obowiązek, a nie możliwość. Jeśli za każdym razem czujesz ciężar zamiast podekscytowania – to sygnał, którego nie powinieneś lekceważyć.

Po trzecie: Czy realnie inwestujesz w ten projekt czas, energię i zasoby, czy tylko mówisz, że inwestujesz?

„Wrócę do tego jak będę miał czas”. Ale od sześciu miesięcy nic nie zrobiłeś. Zawsze są „ważniejsze sprawy”. To nie jest wtedy Twój prawdziwy priorytet – to jest projekt, przy którym się oszukujesz. I to jest też bardzo ludzkie, ale wtedy powiedz sobie szczerze: „To nie jest teraz dla mnie ważne”. Nie: „Kiedyś do tego wrócę”.

JAK ROZPOZNAĆ PROJEKT KTÓRE TRZEBA ZAKOŃCZYĆ?

Sprawdź dwa główne sygnały:

Pierwszy: “Ciągniesz” projekt od miesięcy lub lat, ale zawsze znajdujesz wymówkę, żeby go porządnie nie ruszyć.

To często nie są trudności czy chwilowy brak motywacji. To sytuacja, w której, jeśli jesteś szczery, po prostu nie chcesz tego robić. Ale być może z różnych powodów nie potrafisz przyznać, że to już nie jest Twój cel. Więc trzymasz się tego, bo „to był plan”, „zainwestowałem czas”, „wszyscy wiedzą”.

Drugi: Ten projekt zabiera energię, którą mógłbyś przeznaczyć na coś ważnego.

Twoja energia nie jest nieskończona. Jeśli część idzie na projekty, które tak naprawdę nie są już Twoje, to masz mniej na projekty, które mogłyby zmienić Twoje życie na lepsze.

Sam ciągnąłem pomysły biznesowe latami, bo „szkoda rzucić”. Trzymałem relacje zawodowe, bo „może z tego coś wyjdzie”. Dopiero gdy powiedziałem: „To już nie jest moje. Dziękuję za lekcję, ale kończę” – poczułem ulgę. I przestrzeń na coś nowego.

SZTUKA ŚWIADOMEGO ZAKOŃCZENIA

Najważniejsze to uświadomienie sobie, że zakończenie projektu to nie jest porażka. To jest decyzja.

Porażka to gdy coś się nie udaje mimo najlepszych starań. Świadome zakończenie to moment, gdy mówisz: „Nauczyłem się, co mogłem. To mi dało, co miało dać. Ale teraz idę dalej”. Czas nie był zmarnowany – był etapem, nie celem.

To dotyczy bardzo różnych “projektów” , od zawodowych, przez prywatne na związkach z płcią przeciwną skończywszy :-) W tym pierwszym przypadku polecam “Sukces w relacjach biznesowych” a w ostatnim naszą książkę “Sukces w relacjach damsko-męskich”, obie bezproblemowo kupisz w naszym sklepie, a dadzą Ci solidne podstawy, aby akurat te “projekty” dobrze zaczynać, dobrze przeprowadzać i we razie konieczności też dobrze kończyć.

CO ZALECAM CI ABYŚ ZROBIŁ DZIŚ

Trzy konkretne kroki:

Krok pierwszy: Wypisz wszystkie projekty które masz w głowie – te które chcesz rozpocząć i te ciągnięte od dawna.

Krok drugi: Przy każdym zadaj pytanie: „Czy to pasuje do mojego życia? Czy daje mi energię? Czy realnie w to inwestuję?”.

Krok trzeci: Wybierz jeden projekt, który już Ci nie służy – i świadomie go zakończ. Nie „odłożę”. Nie „może wrócę”. Zakończ. Napisz mail. Usuń plik. Zwolnij przestrzeń.

Dopiero wtedy wybierz jeden, maksymalnie dwa nowe projekty odpowiadające temu, kim jesteś dzisiaj.

Bo nowy rok to nie jest czas na dodawanie ciężarków do plecaka. To czas na wyrzucenie tego, co nie pasuje, żeby zrobić miejsce na to, co naprawdę ma znaczenie.

PROJEKTY ALEXA

Jeśli interesuje Cię, jaki jest w tej chwili mój główny projekt, oczywiście oprócz cieszenia się życiem z Karoliną, to po takiej analizie wystartowałem projekt FENIX2. Numer dwa, bo 7 lat temu w podobnym projekcie zrzuciłem bezproblemowo 25 kg i bardzo podniosłem moją formę fizyczną. W rezultacie mam sporo wiedzy na ten temat i ciągle jeszcze bardzo elastyczny metabolizm, choć w rezultacie tych wszystkich rejsów i celebrowania życia parę kilo “odzyskałem”. Na szczęście tym razem to jest 10 kg, choć ze względu na mój wiek nie powinienem robić to tak jak wtedy (muszę tracić wagę nie tracąc tkanki mięśniowej) Mam jeszcze parę innych ograniczeń, ale umiejętnie podchodząc można je obejść i to bez psucia sobie jakości życia. To jest typowe zadanie konsultanta – znaleźć dobre rozwiązanie przy wielu zmiennych i ograniczeniach, a to potrafię. Nie będę się teraz na ten temat rozpisywał, bo nie wiem ilu z Was to interesuje, będzie zainteresowanie to wrócimy albo tu albo na kanale YT

SPOTKANIE WIDZÓW I CZYTELNIKÓW W WARSZAWIE

Zapraszam w lutym na pierwsze w tym roku spotkanie, którego głównym tematem będzie “Nowy rok, nowe wyzwania i nowe szanse -jak sobie poradzić”

Spotkanie jest jak zwykle bezpłatne i odbędzie się w centrum Warszawy 6.02 w godzinach 19:30-22. Tym razem trochę krócej niż zwykle, ale na pewno będziemy mieli interesujące rozmowy. Jest ono jak zwykle tylko na zaproszenie i aby takie uzyskać napisz do mnie na adres kontakt@alexba,eu maila z tekstem 06022026 w temacie, a tym mailu krótko o sobie, czym się zajmujesz i jakie tematy związane ze spotkaniem Ciebie szczególnie interesują. Mamy tylko 19 miejsc, więc nie zwlekaj. Możesz przy tym zgłosić tylko siebie. Subskrybenci tego newslettera mają do 30.01 godz 22 wyłączność na zgłoszenia, potem, jeśli będą jeszcze miejsca, opublikuję tę wiadomość w mediach społecznościowych. Po wysłaniu zgłoszenia do 2.02 godz 20 dostaniesz albo zaproszenie, albo informację, że może innym razem. W Warszawie nie mam możliwości dostawienia miejsc, w przeciwieństwie do Krakowa.

Tyle na razie

Pozdrawiam serdecznie

Alex

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE

Cześć

Możesz wyobrazić sobie taką scenę: ktoś siedzi wieczorem w swoim luksusowym mieszkaniu, ogląda na swoje drogie rzeczy – luksusowy samochód za oknem, “odpowiedni” zegarek na ręce, ekskluzywne meble, których nawet nie używa, a mimo tego czuje… dziwną pustkę. Te rzeczy ani nie robią na nim wrażenia, ani nie podnoszą jego samopoczucia.

Może i Tobie zdarzyło się coś podobnego?

Osiągnąłeś coś, na co pracowałeś latami, co wymagało wyrzeczeń, poświęceń, konsekwencji – i potem, gdy już to masz, odkrywasz, że wcale nie jesteś przez to szczęśliwszy?

To nie jest przypadek i nie jesteś jedyną osobą, której się to przydarzyło. To jest pułapka myślenia, w którą wpadamy prawie wszyscy, zanim ktoś nam na nią nie zwróci uwagi. Pozwól mi być dzisiaj takim “ostrzegaczem”

DLACZEGO MYLIMY WYSIŁEK Z WARTOŚCIĄ

Ludzie mają takie proste równanie w głowie, które często bezwiednie stosuja: jeśli coś jest trudne do osiągnięcia, to musi być wartościowe.

I owszem – w wielu przypadkach to prawda. Co prawda zazwyczaj to, co wartościowe, faktycznie wymaga wysiłku, aby to osiągnąć. Dobre relacje trzeba budować. Rozwój osobisty wymaga konsekwencji. Zdrowie wymaga regularności. Kariera wymaga nauki i czasu.

Ale jeśli przyjmiemy ilość włożonego wysiłku jako równoznaczną z wartością tego, co osiągnęliśmy, to łatwo znajdą się tam rzeczy z punktu widzenia jakości życia naprawdę mało wartościowe.

Na przykład: towary luksusowe. Prestiż społeczny. Tytuły, które tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Utrzymywanie relacji, które nas wyczerpują, bo przecież „tyle w to włożyłem”. Praca w miejscu, które nas wypala, bo „po tylu latach starania się nie mogę tego zostawić”.

Pamiętaj, że wysiłek sam w sobie nie jest gwarancją wartości tego, co otrzymałeś w zamian. Jest tylko miarą tego, ile kosztowało Cię aby to osiągnąć.

MOJA WŁASNA LEKCJA – DWA TYGODNIE NA FLORYDZIE

Ja sam na początku mojej kariery zawodowej wpadłem w tę pułapkę i to na ładnych parę lat.

Budowałem swoją firmę, osiągałem kolejne cele biznesowe, zbierałem dowody na to, że odnoszę sukcesy. I byłem przekonany, że właśnie to da mi poczucie spełnienia, te wszystkie osiągnięcia, na które musiałem ciężko pracować.

Dopiero pewne dwa tygodnie spędzone na Florydzie uświadomiły mi, że dotąd goniłem za nie tymi rzeczami w życiu.

Mając własną firmę, wyrwałem się z moją ówczesną partnerką na te dwa tygodnie. Wynająłem za jakieś tysiąc dolarów tygodniowo prosty, niewielki jacht żaglowy. Żadnego luksusu, żadnego prestiżu, żadnych udogodnień, które miałyby robić wrażenie na innych. Po prostu żeglowanie na luzie, prosta kabina i minimalne potrzebne wyposażenie.

Żyliśmy na nim w równie prosty i bezpretensjonalny sposób, żeglując bez pośpiechu i kotwicząc między wyspami. Słońce, plaże, wiatr, i inne miłe aktywności (a mieszkając we dwoje na niewielkim jachcie, możesz sobie wyobrazić, jakie to były aktywności).

I przez te dwa tygodnie czułem się o niebo lepiej niż po wszystkich tych latach budowania firmy i ganiania za materialnymi dowodami, że odnoszę sukcesy.

Pamiętam moment, gdy siedziałem na pokładzie tego prostego dziewięciometrowego jachtu, patrzyłem na wodę i słońce zachodzące nad Zatoką Meksykańską, wtedy nagle do mnie dotarło, że to właśnie jest coś co daje mi prawdziwą wartość. Nie wysiłek, jaki włożyłem w zdobycie czegoś. Nie prestiż, który mi to daje. Tylko to, czy naprawdę sprawia, że żyje mi się lepiej i to każdego dnia.

To diametralnie zmieniło moje podejście, po powrocie wprowadziłem sporą rewolucję, co  doprowadziło mnie do super życia, jakie mam od kilku dziesięcioleci.

Bo zrozumiałem wtedy, że zmarnowałem lata na gonienie za rzeczami, które wydawały mi się wartościowe tylko dlatego, że wymagały wysiłku. A prawdziwa wartość leżała w czymś zupełnie innym – w prostych chwilach, w luzie, w obecności tu i teraz, w bliskiej relacji, w słońcu i wietrze.

CO NAPRAWDĘ MA WARTOŚĆ?

Po latach obserwacji i to zarówno własnego życia, jak i życia setek ludzi, z którymi pracowałem, zauważyłem pewien wzorzec.

Rzeczy, które naprawdę mają wartość, mają jedną wspólną cechę: sprawiają, że Twoje codzienne życie faktycznie jest lepsze. Nie raz na jakiś czas. Nie tylko w momencie, gdy je zdobywasz. Ale na co dzień.

Dobre relacje dają Ci wsparcie każdego dnia. Zdrowie pozwala Ci funkcjonować każdego dnia. Sensowna praca daje Ci poczucie sensu każdego dnia. Umiejętności, których się nauczyłeś, pomagają Ci każdego dnia.

A teraz pomyśl o rzeczach, które wydają się wartościowe, bo wymagały wysiłku – ale nie długoterminowo zmieniają Twojego życia na lepsze.

Dyplom na ścianie, który tak naprawdę nikogo nie obchodzi? Prestiżowe stanowisko, które Cię wypala? Drogi samochód,  który ma „udowodnić”, że dobrze sobie radzisz, a który stracił ok 15% wartości już w momencie, kiedy wyjechałeś nim od dealera? Relacje, które utrzymujesz z poczucia obowiązku, bo „tyle w to włożyłem”?

To wszystko są rzeczy, które kosztowały Cię wysiłek. Ale czy naprawdę dodają jakości Twojemu życiu?

JAK NIE WPAŚĆ W TĘ PUŁAPKĘ?

Warto zadać sobie jedno proste pytanie – zanim włożysz czas, energię i wysiłek w coś nowego:

„Czy to, co chcę osiągnąć, naprawdę sprawi, że moje codzienne życie będzie lepsze?”

Nie pytaj się: „Czy to będzie trudne?”. Nie pytaj się: „Czy inni będą pod wrażeniem?”. Nie pytaj się: „Czy udowodnię coś sobie lub innym?”.

Tylko: „Czy to da mi więcej radości, spokoju, sensu – każdego dnia?”

Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie” – to nie ma znaczenia, jak dużo wysiłku w to włożysz. To nie stanie się dla Ciebie naprawdę wartościowe tylko dlatego, że było trudne.

I odwrotnie – jeśli coś naprawdę poprawia jakość Twojego życia, to jest to warte wysiłku. Nawet jeśli inni tego nie docenią. Nawet jeśli nie dostaniesz za to medalu albo wyróżnienia na konferencji.

Czasem dwa tygodnie na prostym jachcie za tysiąc dolarów tygodniowo są warte więcej niż wszystkie luksusowe zdobycze, na które pracujesz latami. Bo to nie o wysiłek chodzi. To o to, czy naprawdę żyjesz.

ZALECENIA DLA CIEBIE

Jeśli czujesz, że gonisz za czymś, bo „powinno” być wartościowe – zatrzymaj się na chwilę.

Zapytaj siebie uczciwie: czy to naprawdę sprawia, że żyje mi się lepiej? Czy po osiągnięciu tego będę szczęśliwszy na co dzień?

Bo życie jest za krótkie, żeby tracić je na rzeczy, które są trudne do zdobycia, ale nie przynoszą Ci nic w zamian.

Warto inwestować wysiłek w to, co naprawdę ma znaczenie. W relacje. W zdrowie. W rozwój. W pracę, która daje sens. W proste chwile, które sprawiają Ci radość – nie dlatego, że wymagały wysiłku, ale dlatego, że faktycznie czynią Twoje życie lepszym.

Może właśnie dziś warto zapytać siebie: co jest moim jachtem na Florydzie? Co jest tym prostym, bezpretensjonalnym, ale prawdziwym CZYMŚ, czym powinienem się zajmować, zamiast gonić za kolejnym dowodem, że odnoszę sukcesy?

Życzę Ci dobrych odpowiedzi. Moje zacząłem znajdywać w wieku około 35 lat i potem już nie oglądałem się za siebie.

Tego też Ci życzę

Alex

PS: Od natychmiast kupując ebooki naszych książek otrzymujesz od razu linki do ściągnięcia ich w formatach PDF i EPUB. Jesli wyjątkowo potrzebujesz MOBI, to też nie jest problem, doślemy jak dotąd. Dziękuje firmie IMKER za udostepnienie tego udoskonalenia i pełną implementację w moim sklepie, w którym możesz kupić wszystkie nasze książki, też jako audiobooki i książki papierowe . 
PPS: Po powrocie do Polski i wspaniałej imprezie urodzinowej, którą potajemnie zorganizowała moja ukochana Karolina najpierw złapałem potężne przeziębienie, a potem bardzo bolesny stan zapalny w stopie, co wyłączyło mnie na 2 tygodnie,  dlatego ciągle jeszcze nie odpowiedziałem indywidualnie na setki życzeń, które dostałem. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości. Podobnie dopiero teraz zabieram się za przygotowywanie kolejnych filmów na moim kanale YT, na który serdecznie zapraszam.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026

Cześć

Czy też Ci się tak zdarza: siedzisz przy biurku, komputer masz włączony, lista zadań gotowa, kawa pachnie obok, krótko mówiąc wszystko jest idealne do produktywnej pracy. I wtedy… nic. Patrzysz w ekran, ale twoje myśli są gdzie indziej. Próbujesz się zmobilizować, odtwarzasz odpowiednią muzykę, ba, zamykasz nawet wszystkie zakładki w przeglądarce. A mimo to, zamiast pracować, scrollujesz coś w  telefonie, sprawdzasz mail po raz piąty w ciągu dziesięciu minut, albo po prostu gapisz się w przestrzeń.

Ja biję się w piersi, ale może i Tobie tak się zdarza?

I wtedy ludzie często mówią: „Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię się skupić?” Zaczynają szukać rozwiązań – kupują kolejną aplikację do zarządzania czasem, czytają artykuły o technice Pomodoro, zapisują się na kurs produktywności. Ale gdzieś głęboko w środku czują, że to chyba nie o to chodzi. I mają rację!

Bo prawda jest taka: bardzo często problem nie leży w twoich narzędziach, aplikacjach czy technikach. Problem leży w tym, czego jeszcze nie domknąłeś w swoim życiu.

DLACZEGO TWÓJ MÓZG NIE MOŻE SIĘ SKUPIĆ

Kiedy próbujesz usiąść do pracy z głową pełną nierozwiązanych spraw, to trochę jak próba jazdy samochodem z zaciągniętym ręcznym hamulcem – silnik hałasuje, spala sporo paliwa, ale nie jedziesz do przodu tak, jak powinieneś. Twoje ciało siedzi przy biurku, ale twój mózg rozpaczliwie próbuje rozwiązać wszystkie te rzeczy, które zepchnąłeś na później.

I tu pojawia się coś, o czym rzadko się mówi: te „nierozwiązane sprawy” to nie są tylko, albo nawet przeważnie zadania z listy „to do”. To są często różne sprawy życiowe. Rozmowy, których unikasz. Decyzje, które odkładasz od miesięcy, a czasem lat. Nieobojętne Ci relacje zawieszone w próżni, kiedy nie wiesz, czy to przyjaźń, czy coś się skończyło, ale w sumie nigdy tego nie wyjaśniliście. Uczucia, które zepchnąłeś pod dywan, bo były „niewygodne” albo „nie był na nie czas”.

I wszystko to siedzi w tobie, w Twojej głowie i zajmuje miejsce oraz zabiera Ci energię.

Wyobraź sobie, że Twój mózg to jak mój komputer z otwartymi czterdziestoma zakładkami w przeglądarce, ja pisząc te słowa tyle widzę przed sobą :-) Każda z tych zakładek to jakaś niedokończona sprawa – ta rozmowa z partnerem, którą „kiedyś odbędziesz”, decyzja o zmianie pracy, o którą zadbasz „jak będzie dobry moment”, konflikt z przyjacielem, który „sam się rozwiąże”. I teraz próbujesz otworzyć czterdziestą pierwszą zakładkę – swoją pracę – i dziwisz się, że wszystko zwalnia, że nic nie działa płynnie. Naprawdę się dziwisz?

Bo to nie jest kwestia dyscypliny, tylko kwestia przeciążenia.

Znam to z własnego doświadczenia wcale nie byłem lepszy, a pod niektórymi względami (patrz 40 otwartych zakładek w przeglądarce) ciągle nie jestem lepszy. Ale takie rzeczy często zjadają więcej energii, niż  jakakolwiek praca i trzeba to koniecznie zmienić.

I tutaj pojawia się magiczne słowo: domykanie. Domykanie otwartych spraw, przed które ulatuje Ci energia.

Nie chodzi o to, żebyś z dnia na dzień uporządkował całe swoje życie. Chodzi o to, żebyś jak najszybciej zaczął domykać po jednej rzeczy na raz. Jedna decyzja. Jedna rozmowa. Jedno zadanie – od początku do końca. To nie muszą być optymalne “domknięcia”, ważne aby były skuteczne i nie powodowały długoterminowych negatywnych skutków. Jeśli czytasz mój newsletter od pewnego czasu, to zapewne pojęcie “wystarczająco dobre” nie jest Ci obce.

Za każdym razem, kiedy coś domkniesz, coś naprawdę skończysz bez zostawiania różnych “ogonów”, to Twoja głowa zrobi się odrobinę lżejsza. Oddychasz głębiej. I co najważniejsze: następna rzecz do zrobienia staje się łatwiejsza. Nie dlatego, że nagle jesteś bardziej zdyscyplinowany czy zmotywowany. Tylko dlatego, że masz w głowie więcej miejsca.

To trochę jak z walizkami w bagażniku samochodu. Każda niedokończona sprawa to kolejna walizka, którą próbujesz wepchnąć do już zapakowanego auta. I w pewnym momencie po prostu nie ma już miejsca, nawet na małą torbę podróżną. Ale kiedy zaczynasz wyciągać, a nawet wyrzucać walizki jedną po drugiej, nagle okazuje się, że masz mnóstwo przestrzeni. Nie dlatego, że bagażnik urósł. Tylko dlatego, że przestałeś próbować wszystko w nim zmieścić na raz.

Weźmy prosty przykład. Masz w głowie tę rozmowę, którą musisz odbyć – z szefem o podwyżce, z partnerem o przyszłości związku, ze starym znajomym, z którym się pokłóciłeś. Odkładasz ją, bo myślisz „teraz nie jest dobry moment” albo „poczekam, aż będę lepiej przygotowany”. Wyznanie Alexa: skąd ja to znam! 
Tymczasem ta rozmowa zajmuje miejsce w Twoim umyśle każdego dnia. Co rano wstajesz i ona tam jest. Każdego wieczora kładziesz się spać i ona tam jest.

A potem, pewnego dnia, okej, koniec z tym, dzisiaj to załatwiam”. Odbywasz tę rozmowę. Może pójdzie świetnie, może średnio, może nawet ciężko, ale po prostu ją masz za sobą. I wtedy czujesz tę ulgę. Jakby ktoś zdjął ci plecak z ramion.

I teraz najważniejsze: nie chodzi o to, żeby rozmowa koniecznie dobrze się skończyła (choć to oczywiście byłoby miło). Chodzi o to, żeby przestała zajmować miejsce w twojej głowie. Abyś mógł wreszcie pomyśleć o czymś innym.

To samo dotyczy decyzji. Odkładasz decyzję o zmianie pracy? O rozstaniu? O przeprowadzce? Codziennie ta decyzja siedzi w tle i pożera Twoją energię. Podejmij ją i nagle zobaczysz że masz energię na działanie, zamiast na dalsze rozwałkowywanie.

Jest jeszcze jeden element, o którym muszę powiedzieć, bo współcześni ludzie go unikają jak zarazy. To jest Cisza.

Nie oglądanie Netflixa. Nie oglądanie YouTube (nawet jeśli to są moje filmy). Nie scrollowanie Instagrama. Tylko takie prawdziwe chwile, w których jesteś sam ze sobą. Bez rozpraszaczy. Bez hałasu. Tylko Ty i Twoje myśli.

Wiem, że to dla wielu ludzi, być może i dla Ciebie brzmi niepokojąco. Dlaczego? Bo w ciszy wypływa to wszystko, co było spychane pod dywan. Te trudne uczucia. Te niewygodne pytania. Ten wewnętrzny głos, który próbowałeś zagłuszyć.

I to jest dokładnie powód, dla którego ludzie unikają ciszy. Bo ona zmusza nas do konfrontacji z tym, co naprawdę siedzi w nas w środku.

Ale – i to jest absolutnie kluczowe – właśnie tam, w tej ciszy, odzyskujesz prawdziwego siebie. Nie w kolejnej aplikacji, nie na kolejnej konferencji, nie w kolejnym kursie produktywności, nie w kolejnej metodzie hakowania życia. W takiej ciszy.

Może pamiętasz taką sytuację: jedziesz gdzieś samochodem w dłuższą trasę, sam, bez podcastów, bez muzyki – po prostu cisza i droga przed tobą. Albo siedzisz w poczekalni bez telefonu, bo bateria się wyczerpała. Albo leżysz wieczorem w łóżku i akurat nie sięgasz od razu po komórkę.

I przez pierwsze minuty może czujesz się dziwnie, niespokojnie. Ręce same sięgają po coś, czym można się zająć.  Znasz to?

Ale jeśli zostaniesz w tej ciszy choć trochę dłużej, to zaczynają wypływać myśli, o których zapomniałeś, że w ogóle je masz. Ta rozmowa, którą ciągle odkładasz. Ta decyzja, która wisi nad tobą od miesięcy. To uczucie, które zepchnąłeś gdzieś głęboko, bo „nie było czasu się tym zajmować”. Wszystko to tam było, pod powierzchnią, czekało, aż zwolnisz na tyle, żeby to w końcu usłyszeć. I blokowało Twoje zasoby umysłowe, choć nie zdawałeś sobie z tego sprawy.

I nie mówię teraz, że musisz jechać w góry czy na pustynię. Wystarczy pół godziny dziennie bez telefonu, bez telewizora, bez niczego. Najpierw będzie niewygodnie. Potem zacznie być… ważne. Ważne, choć nie zawsze wygodne. Wielu ludzi zbudowało duże biznesy, bo uciekali przed tą niewygodą. Ale taka ucieczka, choć często prowadzi do poklasku społeczeństwa rzadko kończy się spełnionym życiem. Nie idź tą drogą.

Więc jeśli chcesz naprawdę odzyskać skupienie, spokój i poczucie sprawczości w życiu, to prawdopodobnie nie potrzebujesz więcej narzędzi. Potrzebujesz zacząć domykać otwarte sprawy.

Jedną po drugiej.

To jest ta rozmowa, którą odkładasz. Ta decyzja, która wisi w powietrzu. To zadanie, które zacząłeś dwa miesiące temu i zostawiłeś w połowie.

Domknij to.

I zobaczysz, że to, co dziś wydaje się ciężarem, zacznie z ciebie spadać. Bo problem raczej nie był w czymś na zewnątrz – w brakujących aplikacjach czy złych technikach. Problem był w tym, co nie zostało domknięte u Ciebie w środku.

Więc mam dla Ciebie pytanie na teraz: którą jedną rzecz w swoim życiu domkniesz jako pierwszą?

Spróbuj, aby rok 2026 nie był kolejnym sprintem “produktywności”. Zastąp go umiejętnością zamykania rozdziałów i otwierania nowych – spokojnie, świadomie, bez ciągnięcia za sobą całego bagażu niedomkniętych spraw. Czego Ci serdecznie życzę

Alex

PS: Tych z Was, którzy chcieli kupić książkę “Wojna na słowa” ale z powodu niespodziewanego wyprzedania dodruku (pewnie w oczekiwaniu na Święta z rodziną :-)) informuję, że nowy dodruk 1000 egz. jest już dostępny i niezawodny IMKER wysyła zamówienia na bieżąco. Jeśli ktoś chce zabrać się solidnie za swoje życie w 2026, to warto poznać też inne nasze książki, które w formie papierowej, jako ebook i audiobook można kupić w naszym sklepie. Też w korzystnych cenowo zestawach.
PPS: Od wtorku złapałem potężne przeziębienie, dlatego dopiero zaczynam odpisywać indywidualnie na setki życzeń, które dostałem. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Ważna decyzja na początek roku 2026

Cześć

Kilka dni temu, w Sylwestra skończyłem 70 lat.

I to jest bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony wiesz, że metryka mówi że raczej jesteś w schyłkowej fazie życia, a z drugiej strony patrzysz na to swoje życie i czujesz w środku coś w w rodzaju: „Jakim cudem ja mam dziś więcej spokoju, więcej sensu, więcej swobody i więcej radości niż większość ludzi, których znam? Mimo że są młodsi, piękniejsi i częściowo mają więcej pieniędzy ode mnie?”

Jeśli mam być szczery to nie jest tak dlatego, że byłem szczególnie pracowity. Nie dlatego, że byłem „lepszy”. I na pewno nie dlatego, że wszystko robiłem dobrze.

Wręcz przeciwnie.

Osiągnąłem wysoką jakość życia dlatego, że dość dawno przestałem próbować ogarniać wszystko na tip-top.

Zobacz, wmawia się nam, że aby mieć dobre życie to konieczny jest plan, lista celów, lista nawyków, lista do poprawy, lista rzeczy do zoptymalizowania, lista rzeczy do nadrobienia, lista rzeczy, których „jeszcze nie ogarniasz”. Ale jak to zrobisz, to nagle życie zaczyna wyglądać jak wieczny projekt do poprawy.

Tylko że to nie buduje jakości życia. To buduje ciągłe poczucie bycia z czymś spóźnionym i niedoskonałym.

Czujesz, że zawsze coś robisz za mało dobrze, za wolno, za słabo, za późno. Zawsze coś „jeszcze trzeba”. I to jest dokładnie ten moment, w którym większość ludzi traci spokój i radość życia!

Ale prawdziwy koszt tego podejścia jest jeszcze znacznie wyższy, niż myślisz. Zobaczmy jakie to koszty:

Po pierwsze: koszt energii mentalnej. Każda decyzja o tym, jak coś poprawić, wymaga energii. A im więcej takich decyzji podejmujesz codziennie, tym bardziej jesteś zmęczony wieczorem. Niekoniecznie fizycznie, ale mentalnie. I ta energia już do Ciebie nie wraca. Widziałem ludzi, którzy planowali swój dzień tak dokładnie, że potem nie mieli siły ani czasu  go zrealizować. O cieszeniu się nim już nie mówiąc.

Po drugie: koszt utraconych okazji. Gdy skupiasz się na doskonaleniu drobnych rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia, przegapiasz rzeczy, które mogłyby naprawdę zmienić Twoje życie. Ile razy widziałem ludzi, którzy spędzili weekend na dopracowywaniu CV do perfekcji, zamiast zadzwonić do znajomych z branży? Albo którzy czytali kolejną książkę o produktywności, zamiast w końcu zacząć działać i zdobywać praktyczne doświadczenia i nawiązywać odpowiednie relacje?

Po trzecie: właśnie koszt straconych lub zmarnowanych relacji. Ludzie, którzy próbują wszystko optymalizować, często stają się trudni we współżyciu. Bo jeśli ktoś ma idealnie zaplanowany dzień, a osoba bliska chce spontanicznie spędzić z nim czas, to co wtedy? Albo odrzuca tę okazję, albo czuje frustrację, że ktoś „psuje mu plan”. A najlepsze chwile w życiu rzadko są rezultatem precyzyjnego planowania, prawda?

Po czwarte: koszt utraconej radości. Najwięcej radości w życiu pochodzi z rzeczy nieplanowanych, niedoskonałych, spontanicznych. Ale jeśli żyjesz w trybie ciągłej optymalizacji, nie ma miejsca na takie momenty. Bo one nie pasują do planu. Bo nie są „wydajne”. Bo nie mieszczą się w Twoim życiowym “arkuszu excela”.

RZECZ, KTÓRA NAPRAWDĘ ZMIENIŁA MOJE ŻYCIE

Przez wiele lat sam byłem perfekcjonistą, który wszystko chciał mieć pod kontrolą. W pewnym momencie, a miałem wtedy około 35 lat, zrozumiałem jedną, bardzo wtedy dla mnie niewygodną prawdę:

W danym okresie życia masz jeden, maksymalnie dwa obszary, które realnie zmieniają wszystko. Reszta, o ile jej totalnie nie zaniedbasz, to w sumie tło i dekoracje.

Nie masz dziesięciu obszarów, które są kluczowe. Masz jeden, dwa.

I kiedy zacząłem budować swoje życie wokół tego jednego, dwóch obszarów, wszystko zaczęło się układać samo. Nie dlatego, że byłem mądrzejszy. Tylko dlatego, że przestałem rozpraszać swoje życie na dziesięć kierunków.

Potem przez całe życie bardzo starannie dokonywałem selekcji tego, co faktycznie optymalizuję, a czego nie ruszam, bo jest „wystarczająco dobre”.

Kiedy pracowałem dla klienta, zwłaszcza na początku choć nie tylko, to stawałem na głowie, aby dostarczyć jak najlepszy rezultat. Bo to budowało zaufanie i to przynosiło efekty. Bo za to dostawałem pieniądze. Tak mi zostało do dziś, choć teraz starannie dobieram sobie z kim chcę pracować.

W pewnych okresach życia optymalizowałem także moje wyniki finansowe a szczególnie moją wartość rynkową. Nie dlatego, że chodziło mi o kolekcjonowanie zer na koncie w banku, ale dlatego, że pieniądze dawały mi wolność wyboru. Mogłem zdecydować, z kim pracuję, nad czym pracuję i jak spędzam swój czas. To był kolejny kluczowy obszar.

Optymalizowałem też relacje z ludźmi, którzy byli dla mnie ważni. To był obszar, który zmienił jakość mojego życia i jeśli śledzisz mnie w mediach społecznościowych, to wiesz o czym mówię

Ale wszystko inne? Nie optymalizowałem sposobu, w jaki organizuję codzienne sprawy domowe. Nie optymalizowałem tego, jak robię zakupy. Nie optymalizowałem każdego posiłku, każdej podróży, każdej rozmowy. Nawet nie optymalizowałem jak mieszkam i czym podróżuję. Te rzeczy po prostu były. I działały wystarczająco dobrze. A czasem wystarczyło, że po prostu działały :-) 

RZECZ, KTÓRĄ WARTO ZNAĆ

Ludzie, którzy naprawdę zbudowali dobre życie, wiedzą że dla osiągnięcia takiego sukcesu ważny jest świadomy wybór tego, co należy kontrolować, a co można odpuścić

I przeważnie, jeśli chcemy naprawdę dobrze żyć, to raczej nie należy kontrolować więcej, tylko mniej.

Masz wtedy kilka prostych zasad. Masz kilka jasnych wyborów. Masz swoje „tak” i swoje „nie”.

I nagle okazuje się, że masz mniej stresu, masz więcej czasu, masz więcej pieniędzy, masz więcej sensu, masz więcej spokoju.

Nie dlatego, że „lepiej ogarniasz”. Tylko dlatego, że lepiej wybierasz co warto ogarniać.

To znaczy, że na przykład w moim życiu były okresy, kiedy całą swoją uwagę kładłem na relację, albo na sposób zarabiania, albo na swoją pozycję, albo na to, z kim w ogóle buduję życie. A reszta była świadomie „na pół gwizdka” i “wystarczająco dobra”.

I to nie było lenistwo. To była strategia dorosłego człowieka, który wie, że nie da się żyć z pełną intensywnością we wszystkich obszarach naraz. Nie wszystko warto poprawiać. Nie wszystko trzeba mierzyć. Nie wszystko trzeba usprawniać.

CZTERY PYTANIA DLA CIEBIE NOWY ROK

Jeśli stoisz teraz na progu nowego roku, to nie dam Ci kolejnej listy celów. Bo bardziej potrzebujesz odpowiedzi na te cztery pytania:

Pytanie pierwsze: Jaki jest mój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok?

Nie dziesięć obszarów. Jeden. Taki, że jeśli poprawi się TO JEDNO ZAGADNIENIE, to wpłynie to pozytywnie na resztę? Może to jest zdrowie. Może to jest relacja z partnerem. Może to jest sposób, w jaki zarabiasz pieniądze. Może to jest miejsce, w którym mieszkasz. Ale to jest jedna rzecz.

Pytanie drugie: Co mogę teraz świadomie robić „na pół gwizdka”?

Co może być “wystarczająco dobre”? Co nie wymaga perfekcji? Co możesz przestać próbować kontrolować? To pytanie jest równie ważne jak pierwsze, bo bez niego dalej będziesz próbował ogarniać wszystko.

Pytanie trzecie: Z czego przestanę robić problem?

Ile energii tracisz na rzeczy, które za pięć lat nie będą miały żadnego znaczenia? Ile czasu poświęcasz na martwieniu się o rzeczy, które są poza Twoją kontrolą? Na problemy, które nie są Twoimi problemami? Co możesz po prostu odpuścić?

Pytanie czwarte: Ile okazji już straciłem, bo byłem zbyt zajęty doskonaleniem różnych szczegółów?

To pytanie boli najbardziej. Bo gdy zaczynasz liczyć – wieczory, weekendy, rozmowy, spotkania, które odłożyłeś „bo teraz nie masz czasu” – widzisz prawdziwy koszt ciągłej optymalizacji.

Te cztery pytania i odpowiedzi na nie są moim zdaniem warte więcej, niż sto typowych postanowień noworocznych.

Nie potrzebujesz „lepszej wersji siebie”. Nie potrzebujesz kolejnej aplikacji. Nie potrzebujesz nowego wyrafinowanego planera.

Potrzebujesz mniej rzeczy, które udają że są ważne.

Aby móc wybrać jedną, dwie rzeczy, które robisz naprawdę i na 100%

I to jest decyzja, która – jeśli ją podejmiesz – zacznie zmieniać wszystko, spokojnie, naturalnie, bez spinania się.

To jest dokładnie ta decyzja, która pozwoliła mi mieć 70 lat, a mimo tego czuć, że życie wciąż się przede mną otwiera, a nie zamyka.

W tym wieku wiem, że czas to jedyny zasób, którego nie można odzyskać. Dlatego zamiast marnować go na poprawianie rzeczy, które nie mają znaczenia, wolę go spędzić z ludźmi, którzy mają dla mnie znaczenie. W miejscach, które lubię. Robiąc rzeczy, które dają radość zarówno mi jak i tym ludziom.

Dlatego zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie na jedno pytanie:

Jaki będzie Twój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok? A przynajmniej na jego pierwszą część?

I od tego zacznij. Nie od listy, ale od wyboru.

Życzę Ci dobrych wyborów w roku 2026!

Alex

PS: Jak widać, pomiędzy tematyką newslettera, a tym co publikuję na moim kanale YT jest ostatnio spora różnica. Dane oglądania tam pokazują, że była to dobra decyzja, jeśli chcę pozytywnie wpłynąć na wielu ludzi. Jak myślisz, powinienem w każdym newsletterze mieć jeden temat życiowy, jak ostatnio (i dzisiaj), czy też dwa tematy: jeden życiowy a drugi o relacjach? A może coś innego? Proszę wejdź w ten Formularz Google i zaznacz tam Twoje preferencje.

PPS: Jeśli chciałeś kupić “Wojnę na słowa”, której nakład został przed Świętami niespodziewanie szybko wyprzedany, to informuję, że po 7.01 kolejny duży dodruk będzie znów dostępny. Wszystkie inne książki i zestawy są dostępne cały czas w naszym sklepie.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu

Cześć

Wiele osób mówi dziś o wolności i wyborze. „Masz wybór”, „wszystko zależy od Ciebie”, „możesz zmienić swoje życie”.

Brzmi dobrze i motywująco. Tylko że w praktyce większość ludzi nie żyje tak, jakby miała wybór. Żyje tak, jakby wybór był luksusem dostępnym dla innych.

I dziś chciałbym to uporządkować. Bez filozofii i bez wielkich słów. Z poziomu zwykłego dnia.

Zacznijmy od ważnego rozróżnienia:

W TEORII WYBÓR OZNACZA MOŻLIWOŚĆ
W PRAKTYCE WYBÓR OZNACZA GOTOWOŚĆ PONIESIENIA KONSEKWENCJI
To jest pierwsza rzecz, której nikt nie mówi wprost. Większość ludzi uważa, że „mieć wybór” to:
– móc zmienić pracę
– móc odejść z relacji
– móc powiedzieć „nie”
– móc zrobić coś inaczej niż wszyscy

A prawda jest taka, że wybór zaczyna się dopiero wtedy, gdy jesteś gotów:
– stracić aprobatę innych
– poczuć dyskomfort
– przez jakiś czas mieć gorzej, nie lepiej
– nie mieć natychmiastowej nagrody

Dopóki nie jesteś gotów na te rzeczy, nie wybierasz, tylko reagujesz.

NAJCZĘSTSZA ILUZJA WYBORU
Wielu ludzi mówi: „Zostaję w tej pracy, bo nie mam wyboru”. „Zostaję w tym związku, bo nie mam wyboru” i tak dalej w tym stylu.

A gdy spojrzysz bliżej, okazuje się, że:
– mogliby odejść, ale boją się reakcji
– mogliby zmienić, ale nie chcą chwilowej straty i kosztów tej zmiany
– mogliby powiedzieć „dość”, ale wolą znane cierpienie niż nieznane szanse

To nie jest brak wyboru. To jest konkretny wybór: wybór bezpieczeństwa emocjonalnego kosztem siebie i wykorzystania szans życiowych.

I nie mówię tego aby oceniać. To bardzo ludzki mechanizm i sam tak kiedyś miałem.

Ale warto go nazwać po imieniu, bo bez tego nie ma sprawczości.

MIEĆ WYBÓR TO ZNACZY MÓC i CHCIEĆ ZAPŁACIĆ CENĘ
W praktyce „mieć wybór” oznacza na przykład:

– możesz pracować inaczej, ale wtedy ktoś uzna Cię za nierozsądnego
– możesz żyć spokojniej, ale przestaniesz imponować innym
– możesz odejść z niedobrej relacji, ale przez jakiś czas będziesz sam
– możesz powiedzieć „nie”, ale ktoś się obrazi

I teraz ważne pytanie, które rzadko sobie zadajemy: czyja reakcja innych i przejściowe konsekwencje są dla Ciebie ważniejsza niż Twoje życie?

Bo jeśli cudze emocje są ważniejsze niż Twoje granice, to wybór zawsze będzie pozorny. Bardzo wielu ludzi tkwi w takiej iluzji wyboru!

WYBÓR NIE ZACZYNA SIĘ OD WIELKICH DECYZJI
To kolejna rzecz, którą ludzie źle rozumieją. Wybór nie zaczyna się od:
– rzucenia pracy
– rozwodu
– przeprowadzki
– radykalnej zmiany życia

Wybór zaczyna się od małych, codziennych rzeczy, których należy się pozbyć:
– gdy mówisz „tak”, kiedy czujesz „nie”
– gdy tłumaczysz się, gdy nie musisz
– gdy robisz coś wbrew sobie, żeby było „miło”
– gdy nie zostawiasz sobie choć kawałka dnia dla siebie

Jeśli w tych drobiazgach nie masz wyboru, to nie łudź się, w dużych sprawach też go nie będzie.

PRAWDZIWY WYBÓR JEST CZĘSTO CICHY I MAŁO EFEKTOWNY
To, co teraz powiem, bywa dla wielu ludzi dość zaskakujące.

Prawdziwy wybór:
– rzadko wygląda spektakularnie
– często nie jest widoczny z zewnątrz
– nie zbiera lajków
– często oznacza prostsze życie, a nie „lepsze” według jakiś arbitralnych kryteriów

To jest wybór:
– spokoju zamiast napięcia
– sensu życia zamiast przerośniętej ambicji
– jakości zamiast ilości
– własnych wartości zamiast cudzych oczekiwań

I dlatego tak niewiele osób go dokonuje. Bo kultura, w której żyjemy, nagradza coś zupełnie innego, prawda?

SPRAWCZOŚĆ TO NIE JEST KONTROLA NAD ŚWIATEM
Na koniec coś bardzo ważnego. Sprawczość nie polega na tym, że wszystko układasz pod siebie. Nie polega na kontroli ludzi ani sytuacji.

Sprawczość polega na tym, że:
– wiesz, na co masz wpływ
– bierzesz odpowiedzialność za swoje decyzje
– nie udajesz, że „musisz”, kiedy po prostu się boisz
– i wiesz, że każde powiedzenie „tak” jest jednocześnie powiedzeniem „nie” dla czegoś innego

To jest dorosła wersja wolności. Cicha i mało widowiskowa, ale prawdziwa.

NA DZIŚ ZOSTAWIAM CI JEDNO PYTANIE
W jakim jednym obszarze swojego życia mówisz sobie „nie mam wyboru”, choć tak naprawdę po prostu nie chcesz zapłacić ceny za zmianę?

Nie musisz od razu coś z tym robić, wystarczy, że to zobaczysz.

Bo moment, w którym zaczynasz widzieć i uświadamiać sobie swoje faktyczne wybory, to jest moment, w którym powoli zaczynasz odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem.

Jeśli chcesz pogłębić temat sprawczości i autentycznych wyborów w relacjach – zarówno biznesowych, jak i osobistych – napisaliśmy o tym szczegółowo w książkach „Sukces w relacjach biznesowych” i „Sukces w relacjach damsko-męskich”. Jeśli jeszcze ich nie znasz, to zajrzyj do naszego sklepu i zaopatrz się w nie. We własnym interesie.

W piątek wylatuję do Barcelony, skąd płyniemy na rejs na Kanary. Dlatego już teraz życzę Ci Wesołych Świąt :-)

Alex

PS: Ostatnio zacząłem nagrywać znowu filmy bardziej przeznaczone dla kobiet i ostatni ma prawie 9 razy tyle wyświetleń, co zazwyczaj. To jest wskazówka, że może w tym kierunku powinienem pójść z kanałem. W newsletterze będę dalej trzymał się tematyki rozwojowej, chyba że zażyczycie sobie inaczej. Może będę też nagrywał dalej filmy rozwojowe, ale to zobaczymy. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować takiej wiedzy. Czasem jedna taka wskazówka może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się tutaj , jest to bezpłatne :-)

PPS: Książka “Wojna na słowa” cieszyła się ostatnio ogromną popularnością i w rezultacie wyprzedał się cały jej nakład i zostało tylko kilka egzemplarzy w zestawach. Nowy pojawi się w sprzedaży po 7.01 dlatego chwilowo zablokowałem jej sprzedaż.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2025-12-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć

Cześć

Po filmie „Pracować 50 dni w roku” dostałem na różnych kanałach wiele komentarzy z tym samym pytaniem „Alex, ale JAK to zrobić? Jak przejść z pracy 250 dni w roku do 50 dni?”

I to jest bardzo dobre pytanie. Bo mówienie „żyj na własnych warunkach” bez pokazania konkretnej drogi to trochę jak mówienie „bądź bogaty” – brzmi pięknie, ale nic nie zmienia.

Dlatego dziś odpowiem jak się za to zabrać. I zacznę od czegoś, o czym większość ludzi często nie pomyśli.

KRYTYCZNY ELEMENT: EDUKACJA

Oprócz ustawienia priorytetów życiowych (o czym mówiłem w poprzednim newsletterze), jest jeszcze jeden absolutnie kluczowy element: edukacja.

Ale uwaga – nie taka edukacja, o której wszyscy mówią. Nie kolejne studia. Nie certyfikaty. Nie udział w konferencjach różnych „guru” za tysiące złotych.

Mówię o dwóch zupełnie różnych rodzajach wiedzy:

WIEDZA Z KSIĄŻEK I INTERNETU vs WIEDZA UKRYTA

Pierwsza rzecz, którą musisz zrozumieć: większość tego, co nazywamy „wiedzą” w dzisiejszych czasach, to tzw. wiedza skodyfikowana. To wiedza, którą można zapisać, przekazać słowami, znaleźć w książkach, kursach, YouTube.

I tu mam dla Ciebie dobrą wiadomość: tę wiedzę dziś możesz zdobywać prawie za darmo, jeśli potrafisz używać AI.

ChatGPT, Claude, inne narzędzia AI – to są źródła wiedzy dostępne 24/7. Możesz zapytać o praktycznie wszystko: od Excela, przez negocjacje, po strategię biznesową a nawet jak przyrządzić jagnięcinę sous-vide. Zazwyczaj dostaniesz odpowiedź w parę sekund. Często lepszą niż z płatnego kursu.

Kiedyś, żeby nauczyć się czegoś nowego, musiałem kupić książkę za 100 złotych, przeczytać 300 stron i wyciągnąć 3 praktyczne wnioski. Dziś możesz zapytać AI i dostaniesz te 3 wnioski w 30 sekund.

To ogromna zmiana. Wykorzystaj ją. Tutaj idzie prawdziwa rewolucja i lepiej abyś znalazł się po stronie jej beneficjentów, niż (bardzo licznych) ofiar.

ALE – i to jest ogromne „ale” – istnieje drugi rodzaj wiedzy.

TACIT KNOWLEDGE – WIEDZA, KTÓREJ NIE MA W INTERNECIE

W języku angielskim nazywa się to „tacit knowledge” – wiedza ukryta. To wiedza, a właściwie umiejętności, których NIE da się przekazać słowami. Nie ma jej w żadnej książce. Nie znajdziesz jej w żadnym kursie. AI jej nie wygeneruje. Przykładami może być granie na instrumencie, jazda na rowerze, jak być dobrym kochankiem rodzicem, czy negocjatorem, tego nie da się nauczyć tylko o tym czytając.

To jest wiedza praktyczna, którą zdobywasz TYLKO albo przez własne eksperymentowanie (często bolesne i kosztowne), albo przez bezpośrednią interakcję z ludźmi, którzy już tam byli, gdzie Ty chcesz dojść.

Chcesz przykład z mojego początku działalności?

Pewien dostawca komputerów w Wiedniu i mój nieoficjalny mentor kiedy prowadził negocjacje ze Stanami, to jak u niego byłem to zamykał drzwi, włączał telefon na głośnik i mówił „Słuchaj, jak to się robi.” Widziałem, jak używa tonu głosu. Jak robi pauzy. Jak buduje napięcie. Jak pozwala drugiej stronie „wygrać” w drobnych sprawach, żeby samemu wygrać w tych ważnych.

Tego nie opiszesz w podręczniku. Tego nie nauczy Cię AI. To się czuje. To się obserwuje. To się wchłania.

I właśnie dlatego potrzebujesz mentora.

DLACZEGO MENTOR JEST KLUCZEM DO PRZEJŚCIA Z 250 DO 50 DNI

Mentor nie jest luksusem, tym bardziej że jak zaczynasz, to tych najlepszych możesz mieć za darmo. To jest konieczność, jeśli naprawdę chcesz żyć na własnych warunkach.

Dlaczego?

Po pierwsze: OSZCZĘDZA CI LAT BŁĄDZENIA. Zamiast próbować 10 różnych dróg przez 10 lat, mentor pokazuje Ci tę jedną, która działa. Bo sam nią przeszedł.

Jedno zdanie od mojego mentora  „Nie idź tą drogą. Też tam byłem. Zmarnowało mi to 2 lata życia” – oszczędziło mi prawdopodobnie rok błędnego kierunku działań.

Po drugie: DOSTĘP DO „CICHEJ WIEDZY”. Jak wyczuć, że negocjacje schodzą na złą ścieżkę? Jak poznać, że klient blefuje? Co powiedzieć w tej KONKRETNEJ sytuacji z KONKRETNYM klientem?

To nie jest coś co znajdziesz w książkach. To jest rezultat dziesiątek lat praktyki.

Po trzecie: OTWIERA DRZWI. Dobry mentor ma sieć kontaktów budowaną przez dekady. Jeden telefon od właściwej osoby może zdziałać więcej niż miesiące samodzielnych starań.

Po czwarte: WIĘKSZA ODWAGA W DECYZJACH. Kiedy podejmujesz trudną decyzję sam, towarzyszy Ci cień wątpliwości. Z mentorem zyskujesz pewność, że ktoś z większym doświadczeniem to przeanalizował. To dodaje odwagi.

JAK ZNALEŹĆ MENTORA (NAWET JEŚLI MYŚLISZ, ŻE TO NIEMOŻLIWE)

Teraz pewnie „Ok Alex, brzmi świetnie. Ale JA nie znam nikogo takiego. Skąd mam wziąć mentora?”

Są dwie główne drogi:

DROGA #1: REKOMENDACJA Najlepsza, ale wymaga, żebyś wcześniej zbudował zaufanie u kogoś, kto zna potencjalnego mentora. To najtrudniejsza droga, bo wymaga rozbudowania własnych kontaktów, ale bardzo skuteczna.

DROGA #2: BEZPOŚREDNI KONTAKT Możesz napisać do kogoś bezpośrednio nie mając z nim wspólnych kontaktów. Ale uwaga – większość ludzi to robi źle.

Najskuteczniejszy mail, jaki kiedykolwiek dostałem, przyszedł od Karoliny – tak, od mojej obecnej żony. Składał się z 324 słów i zawierał cztery kluczowe elementy:

Element 1: Zrozumienie dla mojej zajętości, co od razu pokazało: szanuje mój czas. Nie będzie marnować go na ogólniki.

Element 2: 2-3 zdania o sobie (konkretne, nie ogólniki), czego tutaj nie będę cytować, ale to pokazało mi, że ma konkretną sytuację i dało pojęcie o jej wartościach

Element 3: Dwa mądre, konkretne pytania Nie „jak odnieść sukces” – ale pytania o moje zdanie i sugestie w 2 konkretnych sytuacjach z jej życia. To pokazało trzy rzeczy: (a) już myślała, (b) już próbowała, (c) potrzebuje kierunku, nie gotowej odpowiedzi na wszystko.

Element 4: Propozycja czegoś wartościowego w zamian,  możliwość pomocy gdybym potrzebował czegoś związanego z prawem. To pokazało: ma coś do zaoferowania – nie tylko bierze.
Więcej o tym piszę w naszej książce „Sukces w relacjach biznesowych”

W przypadku maila Karoliny długofalowy rezultat przeszedł wszelkie oczekiwania, zarówno jej jak i moje, ale to już zupełnie inna historia. Wróćmy do sedna sprawy:

KLUCZOWA ZASADA: MENTOR MUSI WIDZIEĆ W TOBIE WARTOŚĆ

Dobry mentor nie będzie tracił czasu na kogoś, kto tylko „bierze”. Musisz pokazać, że:

  • Masz potencjał rozwoju
  • Jesteś gotów działać (nie tylko słuchać)
  • Robisz coś dobrego dla innych (karma działa)
  • Traktujesz jego czas z szacunkiem

I najważniejsze: że chcesz się rozwijać w etyczny sposób. Bo nikt nie chce pomagać komuś, kto wykorzysta tę wiedzę do robienia krzywdy innym.

JAK SIĘ ZAKWALIFIKOWAĆ PO PIERWSZYM KONTAKCIE

Jeśli po pierwszym kontakcie otrzymasz odpowiedź, która nie jest uprzejmą odmową, to masz przed sobą kolejny etap, w którym musisz sprawić, aby ten człowiek chciał poświęcić swój czas i zająć się Tobą.

Ogólne kryteria większości mentorów:

  • Osobiste zaangażowanie – posiadanie przez Ciebie jakiejś interesującej wizji dalszego rozwoju i wykazanie się, że zacząłeś już sam coś robić w kierunku, w którym chcesz się rozwijać. Wielu mentorów działa trochę podobnie jak Unia Europejska – da Ci „dofinansowanie” wiedzą i kontaktami, jak masz kapitał własny i już zrobiłeś coś konkretnego.
  • Umiejętność przyjmowania bezpośredniej informacji zwrotnej – wielu ludzi, zwłaszcza młodszego pokolenia ma tę umiejętność dość słabo rozwiniętą, a dobry mentoring wymaga często bezpośredniej i otwartej komunikacji. Tu nie chodzi o głaskanie po głowie, tylko szczery feedback.
  • Gotowość zrobienia czegoś dobrego dla innych – jeżeli ktoś chce wsparcia mentora, ale z rozmowy nie wynika, że robił coś dla innych ludzi, to ma na starcie znacznie gorsze karty.
  • Elastyczność – wielu mentorów ma zazwyczaj sporo innych zajęć i dlatego często ważne jest, abyś wykazał się elastycznością, jeśli chodzi o czas i miejsce możliwych spotkań.

ZALECENIA DLA CIEBIE

Jeśli naprawdę chcesz przejść od pracy 250 dni w roku do 50 dni, to po ustawieniu właściwych priorytetów potrzebujesz dwóch rzeczy:

1. Naucz się używać AI do zdobywania wiedzy skodyfikowanej (informacje, techniki, narzędzia)

2. Znajdź mentora do zdobycia wiedzy ukrytej (intuicja, rozpoznawanie wzorców, doświadczenie)

Bez tego pierwszego będziesz tracił czas i pieniądze na drogie kursy. Bez tego drugiego,  będziesz popełniał błędy, których inni już popełnili przed Tobą. Po co?

A połączenie tych dwóch? To prawdziwa superpower.

Jak już wspomniałem, napisałem o tym wszystkim znacznie więcej w naszej książce „Sukces w relacjach biznesowych”, gdzie cały rozdział poświęciłem temu, jak znaleźć mentora, jak z nim pracować, jak zakwalifikować się po pierwszym kontakcie, i dlaczego to może być najlepsza decyzja edukacyjna Twojego życia.

Audiobook i książkę papierową znajdziesz na stronie:https://relacje.biz/

Pamiętaj: ludzie, którzy osiągnęli sukces, rzadko zrobili to w pojedynkę. Znalezienie odpowiedniego mentora i nauczenie się korzystania z dostępnych narzędzi może zrobić znacznie większą różnicę niż niejedne studia i kursy.

A jeśli chcesz zgłębić temat budowania autentycznych relacji i życia zgodnego z własnymi wartościami, to wszystko znajdziesz w naszych książkach, szczególnie w bestsellerowym Zestawie Sukcesu, pokazanym na obrazku poniżej.

Pozdrawiam serdecznie 

Alex

P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować takiej wiedzy. Czasem jedna taka wskazówka może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się tutaj , jest to bezpłatne :-)

PPS: Widzę, że coraz więcej ludzi korzysta z prostego triku, aby taniej kupić nasze książki na prezenty :-) Kupują taki korzystny cenowo zestaw jak na obrazku na końcu tego maila (klikając na niego) i każdą książkę przeznaczają na prezent dla innej osoby :-)  My się nie gniewamy :-)
Podobnie, jeśli potrzebujesz prezentów dla współpracowników i klientów, napisz do mnie, przy większych zamówieniach zrobimy specjalny rabat, możliwe jest też opakowanie prezentowe każdej książki.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2025-12-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 1 of 8412345»102030...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
  • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
  • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?

Najnowsze komentarze

  • Alex goes (back) to Poland  (146)
    • Alex W. Barszczewski: Wczoraj...
    • TesTeq: @Lasu -Marek Kozieł-: Kwestii...
    • Lasu -Marek Kozieł-: Mnie się jakoś...
    • LFCFan: Alex napisal: Już jest...
    • Alex W. Barszczewski: PS: :-) Wbrew...
  • Biblioteczka dla Czytelników  (112)
    • Marcin 'Icewall' Noga: Pomysł...
    • monikardz: witam wszystkich...
    • Grzegorz Kudybiński: Orest, Będę...
    • Alex W. Barszczewski: ...
    • TesTeq: @Grzegorz Kudybiński:...
  • Dziesięć minut przyjemności  (58)
    • Emi: witaj ponownie Alex :) „10...
    • Bartek: Witam! W ramach...
    • Monika Góralska: Dziękuję RomeoAD,...
    • Alex W. Barszczewski: Krzysztof Witaj...
    • RomeoAD: @Monika Góralska: »Czy jest...
  • Sposoby wprowadzania innowacji cz.1  (44)
    • Piotrek Cieślak: Witam, Jeśli chodzi...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Witold W. Wilk: Igor, Sam napisałeś,...
    • TesTeq: @Igor: Piszesz: „Dziś...
    • Igor: Witam Robi w branży...
    • Mirek Kordos: Igor, Nie napisałeś w...
  • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
    • Orest Tabaka: Alex: Ahh… ta...
    • Alex W. Barszczewski: TesTeq...
    • TesTeq: @Alex: Załóż sweterek, bo...
    • Alex W. Barszczewski: Jak względne są...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.2  (35)
    • Jarek: TesTeq Ja również pozwolę...
    • Mirek Kordos: http://www.kord...
    • TesTeq: @Jarek: Pozwolę sobie...
    • Jarek: TesTeq „to tworzenie...
    • Mirek Kordos: Ludwik, Ja bym...
  • Dziecko czy kariera?  (55)
    • Tomasz Ciamulski: Właśnie pojawił się...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (32)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026