Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Firmy i minifirmy, Zapraszam do wersji audio

Jak załatwiać reklamację – analiza cz.2

Zgodnie z Waszym życzeniem zamieszam teraz krótką analizę odpowiedzi sklepu Befsztyk.pl wraz z komentarzem dlaczego uważam ją za bardzo dobrą.
Zacznijmy od początku:
“Dzień dobry Panu,”
To jest jasne :-)
„Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi, ale wczoraj nie pracowaliśmy”
Ja akurat nie potrzebowałem żadnych przeprosin, bo wiedziałem że było Święto Niepodległości.
Ktoś inny mógłby się doczepić twierdząc „Jak to, zamówienia przyjmujecie cały czas, a reklamacje nie?”
Dlatego ja w tym konkretnym przypadku darowałbym sobie całe to zdanie, ale użycie go nie klasyfikuję jako błąd

„Dziękujemy za maila, słowa uznania dla naszego sklepu oraz uwagi.”
Bardzo dobre posunięcie!! Na samym początku koncentrujemy się na tym, co nas łączy a nie co nas dzieli. Do tego mówimy klientowi, że jego uwagi są dla nas ważne i dziękujemy mu. Klient czuje się potraktowany serio, co w sumie daje lepsza atmosferę do dalszej rozmowy

„Rzeczywiście, jeśli otrzymał Pan od nas steki tak krzywo ukrojone, to jest
to niedopuszczalne
.
”
Taktycznie bardzo dobre pociągnięcie, w praktyce zrobione nie do końca optymalnie. Od razu mówimy klientowi, że nie będziemy z nim polemizować w kwestii czy uznać reklamacje czy też nie. To jest bardzo dobre, bo natychmiast zmniejsza napięcie i poziom agresji u większości klientów. Użycie mocnego słowa „niedopuszczalne” jest bardzo dobre, bo pokazujemy klientowi, że w tej kwestii myślimy tak samo jak on, a dodatkowo sugerujemy, że coś takiego nie przydarza nam się często.
Jedyna słabość tego zdania to forma „ jeśli otrzymał Pan od nas steki tak krzywo ukrojone” bo niektórzy klienci mogliby to odebrać jako powątpiewanie z naszej strony, czy taki fakt miał miejsce i wdać się w niepotrzebną dyskusję. Ja osobiście napisałbym: „Rzeczywiście sprzedanie Panu tak krzywo ukrojonych steków jest niedopuszczalne”, albo „Tak krzywe ukrojenie steków, jak tych sprzedanych Panu jest oczywiście niedopuszczalne”. Efekt ten sam a unikamy tego wspomnianego powyżej niebezpieczeństwa.

„Zazwyczaj przykładamy dużą wagę do tego aby były one krojone równo i o grubości ok. 2 cm, chyba że Klient życzy sobie inaczej.”

To jest dobre, bo pokazujemy klientowi, że na ten czynnik, który jest dla niego ważny (grubość steku) też zwracamy dużą uwagę. W ten sposób dodatkowo pokazujemy, że rozumiemy jego potrzeby i nawet mamy na to standardową procedurę. Używając zwrotu „chyba że Klient życzy sobie inaczej.” pokazujemy, że zawsze jesteśmy otwarci na jego indywidualne potrzeby, co dodatkowo poprawia atmosferę rozmowy.
„Jeśli zakupy z nierówno pokrojonymi stekami robił Pan w środę to mogło się tak zdarzyć na skutek dość silnego oblężenia naszego sklepu przez Klientów. Krojenie steków należy do zadań naszych rzeźników, ale w środę mogło się zdarzyć tak, że z pośpiechu zostały one Panu pokrojone przez którąś z naszych ekspedientek.”
To jest niezłe wyjaśnienie jak mogło do tego dojść, że otrzymałem towar, z którego nie byłem zadowolony. Zwróćcie uwagę, że nie ma tutaj żadnych usprawiedliwień lub zaprzeczania lecz jedynie neutralnie przedstawiony jest najbardziej prawdopodobny scenariusz jak do tego doszło. Tak jest dobrze.

„Po przeczytaniu Pana maila zwróciłem uwagę
pracownikom, aby coś takiego się już nie powtórzyło i aby krojenie steków
było zawsze przekazywane chłopakom.
”
Bardzo dobre! Sygnalizuje natychmiastowe podjęcie akcji, aby przypadek klienta już się nie powtórzył. Dodatkowo dowartościowuje klienta (bo potraktowaliśmy jego sprawę bardzo serio) i pozytywnie wpływa na atmosferę dalszej rozmowy. Użycie określenia „chłopakom” sugeruje małą rodzinna firmę, gdzie każdy klient jest traktowany jak człowiek, a nie jak numer. Doskonale!

„Stąd mam nadzieję, że więcej Pana w tak
przykry sposób nie zaskoczymy.
”

Dobry pomysł, gorsze wykonanie :-)
Nadzieja w biznesie jest słabym substytutem właściwego planowania i wykonania, dlatego lepiej tego słowa w sytuacjach biznesowych nie używać. Użycie słów „w tak przykry sposób nie zaskoczymy.” wyciąga znowu przykrość klienta „na tapetę”, o której to on mógł już w międzyczasie zapomnieć.
Ja bym napisał np. „ W ten sposób zapewnimy, że w przyszłości będzie Pan otrzymywał steki przycięte zgodnie z Pana życzeniem”
Widzicie różnicę?
Końcówka znów jest bardzo dobra:
„Jeszcze raz dziękujemy za maila i życzliwość z niego płynącą. Chcielibyśmy
się Panu jakoś zrewanżować, dlatego proszę o maila przed Pana następnymi
zakupami z informacją kiedy Pan będzie. Ukroimy Panu gratisowego steka z
naszej najlepszej wołowiny:)
Z wyrazami szacunku,
Łukasz Prokopowicz
Befsztyk.pl
”
”

Podziękowania brzmią szczerze i adekwatnie, klientowi proponuje się też jakąś formę rekompensaty za niedogodności.
Ja, ze względu na chęć opublikowania całej sprawy na blogu nie mogłem tej oferty przyjąć, ale sam gest był miły.

Tyle krótkiej analizy, może komuś się przyda :-)
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania lub uwagi to jak zwykle zapraszam do komentarzy

Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (16) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex

Jak załatwiać reklamację – analiza cz. 1

W poprzednim poście opisałem Wam przykładny sposób załatwienia reklamacji przez firmę, której problem dotyczył i w komentarzach z mniejszym lub większym powodzeniem staraliście się zanalizować moje wypowiedzi w prowadzonej wtedy korespondencji. To jest blog edukacyjny więc zgodnie z obietnica wezmę teraz pod lupę mój pierwszy mail, może to się komuś przyda :-)

Uwagi wstępne:

  • Nie był to starannie przemyślany i napisany mail w ważnej sprawie biznesowej, lecz raczej coś dość luźno spłodzonego „na kolanie”. Dlatego nie należy tego traktować jako wzorzec korespondencji tego typu, bardziej jako wstępną inspirację.
  • Pisząc ten mail nie miałem zielonego pojęcia kto go będzie czytał. To jest istotne, bo w ważnych  sprawach biznesowych należy w miarę możliwości takie rozpoznanie zrobić a potem odpowiednio dopasować co i jak piszemy.
  • W moim mailu nie stosowałem żadnych tanich sztuczek manipulacyjnych, a wszystko co napisałem pokrywało się z prawdą. To jest niezmiernie istotne, jeśli chcemy cokolwiek załatwiać w zastosowany przeze mnie sposób.
  • Sprawa z mojego punktu widzenia była dość błaha. Z przyjemnością opisałbym Wam przypadek, jak się to robi, kiedy w grę wchodzą miliony złotych lub wiele miejsc pracy, ale jestem zobowiązany do poufności, dlatego ograniczmy się do tego kazusu.

A teraz analiza tekstu:

Napisałem: „Z przyjemnością odkryłem Państwa sklep na Puławskiej jako źródło dobrej wołowiny (Limousine i argentyńskiej), czego bardzo brakowało mi w Warszawie. Po pierwszych testach jakości mięsa pozwoliłem sobie też polecić Państwa innym znajomym. „

W tym fragmencie przedstawiłem się. To jest ważny element dobrego wychowania, który niestety ciągle jest zaniedbywany przez ludzi pozbawionych przyzwoitej edukacji. Zwróćcie uwagę, że przedstawiając się zacząłem od informacji, które dla nieznającej mnie osoby były najważniejsze a mianowicie:

„Jestem Twoim klientem i to klientem raczej droższych (więc prawdopodobnie  dla Ciebie profitowych) produktów z Twojego asortymentu. Jestem Twoim klientem bardzo chętnie i wolałbym nim pozostać, tym bardziej, że przekonany o jakości Twoich produktów położyłem na szalę moją reputacje polecając Twój biznes innym”

W tym przedstawieniu się na początku nie prezentowałem mojego nazwiska, bo to z punktu widzenia sprawy było nieistotne. Nie pisałem też, że jestem autorem bardzo popularnego blogu, bo mogłoby to teoretycznie odebrane jako próba wywierania presji lub nawet grożenia, a to zmniejsza szanse osiągnięcia porozumienia. Druga strona w końcu też ma swoje poczucie własnej wartości, a pamiętajcie, że nie miałem pojęcia kto ten mail przeczyta.

Potem napisałem: „Niestety jest mały problem, a mianowicie prosząc w sklepie o przygotowanie steków określonej grubości otrzymuję towar, w którym grubość zmienia się znacząco nie tylko pomiędzy poszczególnymi kawałkami mięsa, ale nawet w jednym steku! „

Tutaj jest zwięzły i konkretny opis problemu. Stwierdzenie (zgodnie z prawdą), że problem jest mały odejmuje sytuacji dramatyzmu i zmniejsza presję na drugą stronę. To zazwyczaj sprzyja znalezieniu dobrego rozwiązania.

Jak wspomniałem, nie wiedziałem kto dokładnie będzie czytał mój mail. Teoretycznie mógł to być jakiś pracownik, który nigdy w życiu nie grillował steku i nie rozumiał na czym dokładnie polegał mój problem. Dlatego, aby zminimalizować ryzyko uznania mnie za czepialskiego opisałem go dokładnie słowami: „Odpowiednie grilowanie kawałka rostbefu argentyńskiego, którego grubość od jednego końca do drugiego zmienia się od 2,5-1 cm jest utrudnione”
To każdemu, niezależnie od jego doświadczenia w grillowaniu,  tłumaczy, że opisywany przeze mnie problem (nierówno pokrojone mięso) nie jest tylko natury wizualnej, lecz powoduje konkretne utrudnienia w jego prawidłowym przyrządzaniu. Świadomie użyłem słowa „utrudnione” a nie „niemożliwe”, bo to drugie byłoby nie odpowiadającą prawdzie przesadą, co podkopałoby wiarygodność tego co mówię. Jak już na wstępie powiedziałem to jest bardzo ważne,bo  jeśli chcemy coś załatwić to wiarygodność jest podstawą!! Dla powyższego opisu wziąłem najdroższe mięso, które wtedy kupiłem aby zminimalizować ryzyko uznania przez adresata mojej sprawy za zbyt błahą, aby się nią zająć.

Jak piszemy takie rzeczy, to istnieje też ryzyko, że druga strona uzna nasz problem za jednostkowe potknięcie lub wręcz uzna nas za pieniacza. Dlatego podkreśliłem : „Dziś takie różnice musiałem stwierdzić we wszystkich 6 stekach (z 3 rodzajów mięsa), które kupiłem w Państwa sklepie. „
To powinno uprzejmie zasygnalizować rozmówcy „Hej, masz problem, który się powtarza, zrób coś z tym”

Dalej jest ważny element. Większość ludzi w takiej sytuacji sygnalizuje w mniej lub bardziej kategorycznej formie własne żądania lub postulaty.  Ja pozostawiłem szukanie tego rozwiązania rozmówcy. On przecież zna swoją firmę najlepiej !!
Gdyby przedstawił mi propozycje, które dla mnie byłyby nie do przyjęcia, to zawsze mogę je potem odrzucić, a przynajmniej poznam jego stanowisko :-)

Forma, w jakiej to zrobiłem nie była przypadkowa. Pierwsza część : „Co można zrobić, aby ten w sumie łatwy do usunięcia problem zlikwidować” zawiera następujące istotne elementy

  • koncentrujemy się na szukaniu rozwiązania a nie wskazywaniu winnego!!! To jest dokładnie odwrotne od tego, co dyktuje nam typowa polska mentalność (jeżeli uczciwie się jej przyjrzymy) i jest najlepszą strategią większości problematycznych sytuacji z innymi ludźmi.
  • pisząc „aby ten w sumie łatwy do usunięcia problem „ utrudniam drugiej stronie powiedzenie, że nie da się go usunąć. Przy tym oczywiście nie rozmijam się z prawdą, co jest bardzo ważne dla mojej wiarygodności.

Na wypadek, gdyby z jakichś nieznanym mi powodów (może tak się zdarzyć) globalne rozwiązanie problemu nie byłoby możliwe sygnalizuje gotowość zadowolenia się bardziej ograniczonym sposobem pisząc: „a przynajmniej co ja mam robić aby być pewien, że kupowane mięso będzie przycięte według mojej wyraźnie wyrażonej woli? „
I znów w tym „programie minimum” koncentruję się na szukaniu rozwiązania!!

Dalej ponownie sygnalizuję, że jestem chętnie klientem tej firmy i chcę nim pozostać pisząc: „Pisze to jako klient, który jest bardzo zadowolony, że Państwo istniejecie i sprzedajecie ten asortyment i chętnie będzie dalej kupował.”
To zwiększa motywację drugiej strony (o której, jak wspomniałem, w momencie pisania maila nic nie wiedziałem) aby zająć się tą sprawą.

Rezultat tego maila mogliście poznać w poprzednim poście :-) Oczywiście nie ma gwarancji, że zawsze otrzymamy taką odpowiedź, ale doświadczenie pokazuje, że powyższe podejście znacznie zwiększa prawdopodobieństwo takiego zakończenia sprawy.

Jeśli chcecie, to w przyszłości mogę podobnie zanalizować odpowiedź firmy befsztyk.pl, to może przydać się wszystkim tym, którzy muszą odpowiadać na reklamacje klientów.  Zapraszam wszystkich do dyskusji i ewentualnych pytań w komentarzach.

PS: Dziś w ramach eksperymentu dołączam wersje audio tego postu, niektórzy z Was od dawna sygnalizowali taką potrzebę. Nie jest to czytana przez lektora wersja studyjna, raczej jak zwykle na tym blogu „quick & dirty”, niemniej może być użyteczna dla tych, którzy chcieliby posłuchać w drodze do pracy lub szkoły . Dajcie mi znać, czy tak jest i czy  mam kontynuować.

Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na „Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (34) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Firmy i minifirmy

Jak załatwiać reklamację

Poniższa historia wydarzyła się niedawno:

Jestem wielbicielem smakowitych steków z wołowiny i gdziekolwiek mieszkam lokalizuję dobre źródła tego mięsa. Po przeniesieniu się do Warszawy był z tym spory problem, bo niezależnie od szumnie brzmiących nazw w większości odwiedzanych sklepów dostawałem mięso starych krów ras mlecznych, którego konsumpcja była niezłym, choć niezamierzonym ćwiczeniem mięśni żuchwy :-)

Z tym większą radością odkryłem, że niedaleko mojego miejsca zamieszkania, na Puławskiej jest sklep o nazwie „Befsztyk„, który nie tylko oferuje bardzo dobre mięso argentyńskie, ale też bardzo przyzwoitą (i znacznie tańszą) wołowine z polskiej hodowli bydła rasy Limousine.  Mimo możliwości zamawiania przez internet nie przebywam wystarczająco regularnie u siebie w mieszkaniu, więc wolałem robić zakupy po prostu w sklepie. Tuż przed Świętem Niepodległości zaopatrzyłem się w niezły zapasik, niestety w domu stwierdziłem, że każdy kawałek był po prostu krzywo ucięty. To ogromnie utrudnia precyzyjne grilowanie, szczególnie przy użyciu elektrycznego grila kontaktowego, co jest jedyną rozsądną opcją w mieszkaniu.

Moją pierwszą myślą była: „typowo polska firma – mają dobry produkt, ale nie potrafią nawet go równo uciąć!” Potem stwierdziłem, że zrobię użytek z ich formularza kontaktowego i napisałem następujący mail:

„Sent: Wednesday, November 10, 2010 4:52 PM
To: Sklep Befsztyk
Szanowni Państwo
Z przyjemnością odkryłem Państwa sklep na Puławskiej jako źródło dobrej
wołowiny (Limousine i argentyńskiej), czego bardzo brakowało mi w Warszawie.
Po pierwszych testach jakości mięsa pozwoliłem sobie też polecić Państwa
innym znajomym. Niestety jest mały problem, a mianowicie prosząc w sklepie o
przygotowanie steków określonej grubości otrzymuję towar, w którym grubość
zmienia się znacząco nie tylko pomiędzy poszczególnymi kawałkami mięsa, ale
nawet w jednym steku! Odpowiednie grilowanie kawałka rostbefu
argentyńskiego, którego grubość od jednego końca do drugiego zmienia się od
2,5-1 cm jest utrudnione. Dziś takie różnice musiałem stwierdzić we
wszystkich 6 stekach (z 3 rodzajów miesa), które kupiłem w Państwa sklepie.
Co można zrobić, aby ten w sumie łatwy do usunięcia problem zlikwidować, a
przynajmniej co ja mam robić aby byc pewien, że kupowane mieso będzie
przycięte według mojej wyraźnie wyrażonej woli?
Pisze to jako klient, który jest bardzo zadowolony, że Państwo istniejecie i
sprzedajecie ten asortyment i chętnie będzie dalej kupował.
Pozdrawiam
Alex Barszczewski”

Zaraz po dniu wolnym otrzymałem nastepująca odpowiedź:

„Dzień dobry Panu,

Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi, ale wczoraj nie pracowaliśmy.
Dziękujemy za maila, słowa uznania dla naszego sklepu oraz uwagi.
Rzeczywiście, jeśli otrzymał Pan od nas steki tak krzywo ukrojone, to jest
to niedopuszczalne. Zazwyczaj przykładamy dużą wagę do tego aby były one
krojone równo i o grubości ok. 2 cm, chyba że Klient życzy sobie inaczej.

Jeśli zakupy z nierówno pokrojonymi stekami robił Pan w środę to mogło się
tak zdarzyć na skutek dość silnego oblężenia naszego sklepu przez Klientów.
Krojenie steków należy do zadań naszych rzeźników, ale w środę mogło się
zdarzyć tak, że z pośpiechu zostały one Panu pokrojone przez którąś z
naszych ekspedientek. Po przeczytaniu Pana maila zwróciłem uwagę
pracownikom, aby coś takiego się już nie powtórzyło i aby krojenie steków
było zawsze przekazywane chłopakom. Stąd mam nadzieję, że więcej Pana w tak
przykry sposób nie zaskoczymy.

Jeszcze raz dziękujemy za maila i życzliwość z niego płynącą. Chcielibyśmy
się Panu jakoś zrewanżować, dlatego proszę o maila przed Pana następnymi
zakupami z informacją kiedy Pan będzie. Ukroimy Panu gratisowego steka z
naszej najlepszej wołowiny:)

Z wyrazami szacunku,

Łukasz Prokopowicz
Befsztyk.pl”

Hej, to było miłe zaskoczenie!! Tak dobrej odpowiedzi  jeszcze w Polsce nie otrzymałem! Dokładnie tam sam załatwiałbym sprawe reklamacji klienta.

Dlatego niezwłocznie odpisałem:

Dzień dobry :-)

Co za przykładna reakcja na uwagę klienta!!
Jeżeli w przyszłości będę dostawał steki odpowiednio przycięte, to nie ma
problemu :-)
Dziękuje też za propozycję „steka” za friko, choć jeśli zgodzi się Pan na
poniższy pomysł, to niestety nie będę mógł jej przyjąć.
Oprócz pracy zawodowej jestem autorem dość poczytnego „Blogu Alexa” (60-80
tys. Odwiedzin miesięcznie) i chętnie opublikowałbym naszą korespondencję
jako przykład właściwego podejścia do reklamacji klienta. Zgodzi się Pan na
to? Przy okazji może kilku innych miłośników dobrej wołowiny dowie się,
gdzie można ją w Warszawie kupić

Pozdrawiam serdecznie

Alex

Zgodę tę otrzymałem, dlatego publikuję cały ten przypadek tutaj.

Dlaczego to robię?

  • abyście zobaczyli jak komunikuję kiedy jako klient składam reklamację w firmie dostawcy. To podejście zazwyczaj maksymalizuje szanse pozytywnego jej załatwienia
  • odpowiedź pana Łukasza jest bardzo dobrym przykładem, jak takie rzeczy trzeba załatwiać, aby z początkowej „wpadki” zrobić to, co najlepsze (w tym przypadku zadowolony klient plus reklama za friko na poczytnym blogu na którym nie ma żadnych reklam). Porównajcie to z podejściem opisanym w poście http://alexba.eu/2006-04-08/rozwoj-kariera-praca/twoja-firma-zombie/
  • jak ktoś lubi dobre steki i jest z Warszawy to może sobie oszczędzić mojego szukania źródła :-)

Jako że jest to blog edukacyjny, jeśli macie jakiekolwiek uwagi lub pytania dlaczego użyłem konkretnych sformułowań, to zapraszam do komentarzy.


Komentarze (35) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Gościnne posty

Smutna historia z happy endem (?) (post gościnny)

Dzisiaj dla odmiany zapraszam do przeczytania i podyskutowania na temat historii jednego z naszych Czytelników, który w bardzo otwarty sposób ja opisuje.  W komentarzach do postu  „O czym tu pisać?” sugerowaliście między innymi, abym napisał o moich początkach. To były prehistoryczne dla większości z Was lata osiemdziesiąte, więc historia Rafała będzie zdecydowanie bardziej odpowiednia, choć to przygnębiające wrażenia zamknięcia w klatce okoliczności miałem dokładnie takie samo. Siedząc wtedy w zimnej piwnicy, bez pieniędzy i koncepcji jak tę nieustanna walkę o przetrwanie zmienić też byłem niezwykle zdołowany. Dziś pisze ten blog z zupełnie innej pozycji i mam silną nadzieję, że Rafał też dopisze nam nowe, bardziej pozytywne odcinki, czego mu serdecznie życzę. Umiejętność spojrzenia na własną sytuację i powiedzenia „tkwię w g…. i jestem za to odpowiedzialny”  jest podstawowym warunkiem takiej zmiany i jak widać poniżej Rafał też ma ten etap już za sobą. Zapraszam do lektury i dyskusji w komentarzach

__________________________________________

Na samym początku mojej drogi życiowej to i owo mi się udało. Skończyłem dobre studia, nieźle zarabiałem, a wszystko co robiłem było nowe i ciekawe. Myślałem, że będzie tak już zawsze. Że stale będę kroczył ścieżką chwały, od zwycięstwa do zwycięstwa. Że w dobrym zdrowiu dożyję późnej starości. Że w pracy będę robił tylko to, co lubię i jeszcze dostawał za to przyzwoite pieniądze. Że będę miał śliczną żonę i mądre dzieci. Że wszystko jakoś mi się ułoży.
Niestety. Nic się samo JAKOŚ nie ułoży. O wszystko trzeba ciągle zabiegać. O swoje życie i szczęście trzeba bezustannie walczyć.
Łatwo jest to robić, kiedy jesteś na właściwej drodze i masz spore zapasy, pozwalające Ci przetrwać zły okres. Wtedy od czasu do czasu wystarczy jedynie drobna korekta kursu.
Zdecydowanie gorzej mają Ci, którzy mocno zboczyli ze swej drogi. Którzy pozwolili, by sprawy potoczyły się bez ich nadzoru. Którzy zdryfowali gdzieś już tak serdecznie, że ugrzęźli na mieliźnie. Bez pieniędzy, bez perspektyw i bez pomysłu, co robić dalej.
I właśnie taką historię chcę wam dzisiaj opowiedzieć.
Historię mojego własnego dryfu i mozolnego powrotu na właściwy kurs. Opowiem wam o swoim upadku. O błędach i zaniedbaniach, które popełniłem. A każde z nich zilustruję linkiem do odpowiedniego postu z tego blogu.
Może dzięki temu poczujecie, że za każdą dobrą radą umieszczoną tu przez Alexa stoją lata doświadczeń, a za każdą przestrogą – czyjeś zmarnowane życie.

——————–

O takich jak ja, mówiło się: „zdolny, ale leniwy”. Byłem na tyle bystry, by uczyć się bez wysiłku. Nie na tyle jednak bystry, żeby zrozumieć, że samo zaliczanie kolejnych przedmiotów nie ma nic wspólnego z przygotowaniem do prawdziwego życia.
Żałuję, że w szkole czy na studiach nie musiałem, tak jak niektórzy, ciężko pracować, aby coś osiągnąć. Może dzięki temu nauczyłbym się, że sukces wymaga wytrwałości i determinacji. A tak, bez tej wiedzy, wychowany pod kloszem, bez bagażu doświadczeń ruszyłem beztrosko w życie paradnym krokiem idioty:
http://alexba.eu/2006-08-14/rozwoj-kariera-praca/pokaz-mi-twoje-blizny/
Najpierw miałem jedną pracę, potem drugą i trzecią. Za każdym razem lepszą i lepiej płatną. W końcu zacząłem realizować swoje marzenie – razem z grupą przyjaciół założyłem własną firmę.
Teraz, z perspektywy lat, widzę jak wiele kardynalnych błędów popełniłem. Jak swoje życzenia brałem za rzeczywistość. W jak wielu sprawach byłem naiwny aż do bólu. Teraz widzę, że w zasadzie od samego początku byłem skazany na klęskę. Kryzys roku 2000 jedynie przyśpieszył to, co i tak było nieuniknione. Splajtowałem:
http://alexba.eu/2007-07-30/rozwoj-kariera-praca/przetestuj-marzenia/
Był to wtedy dla mnie ogromny wstrząs. Wszystko zawaliło mi się jak domek z kart. I o ile finansowo dość szybko stanąłem znowu na nogi, to mentalnie podnosiłem się z tego upadku przez całe lata. Oto skutek braku wcześniejszych porażek, które by mnie zahartowały.
Po tej historii, przyjaciele rozjechali się gdzieś po świecie, poszli w dal własnymi drogami. A mnie na długo odechciało się własnego biznesu. Nie chciałem już ponosić ryzyka. Postanowiłem zostać pracownikiem etatowym. Mieć swój bezpieczny stołek w korporacji:
http://alexba.eu/2006-05-12/rozwoj-kariera-praca/stabilizacja-w-twoim-zyciu-szczescie-czy-pulapka/
Tak zaczął się mój upadek. Stabilizacja bowiem okazała się ponurą stagnacją, choć początkowo nic tego nie zapowiadało.
Nie stało się to bynajmniej z dnia na dzień. Proces trwał ładnych parę lat. W międzyczasie przeprowadziłem się do Warszawy, pojawiło się najpierw jedno dziecko, potem drugie. A ja straciłem gdzieś z oczu swój cel. Niby jeszcze płynąłem, ale już nie wiedziałem w jakim kierunku. Wypełniałem po prostu polecenia przełożonych. I dryfowałem. Ważne było dla mnie tylko chwilowe poczucie korporacyjnego bezpieczeństwa, wygoda i prestiż. Liczyła się jedynie chwila obecna. Zamiast podnosić swoją wartość rynkową, starałem się tylko być lepszy w tym, co robię:
http://alexba.eu/2006-03-20/rozwoj-kariera-praca/twoja-wartosc-rynkowa/
aż doszedłem do wyniku: 9 x 1 x 1. Klęska. Takie podejście oczywiście szybko się na mnie zemściło.
Muszę przyznać, że czuję się trochę jak żaba z tej historii o gorącej wodzie. Wiecie, tej opowieści, że jeśli wrzucić żabę do wrzątku, to natychmiast z niego wyskoczy. Ale jeśli włożyć ją do zimnej wody i powoli podgrzewać, to biedaczka nie zorientuje się w sytuacji i zagotuje na śmierć.
Pracodawca bowiem, ten nadzorca galerników, powoli podgrzewał wodę uzależniając od siebie coraz mocniej. Na przykład co chwilę spotykała mnie jakaś obniżka wynagrodzenia. Zawsze oczywiście sensownie umotywowana. A to, bo w tym roku były słabe wyniki. A to, bo mamy kryzys. A to, bo „redukujemy wszystkim pensje, aby utrzymać etaty”. Ciekawe tylko, że w ciągu dwóch lat z mojego jedenastoosobowego działu, pozostało raptem pięć osób?
W końcu, nie zdając sobie sprawy z tego, co się dookoła dzieje, nie kontrolując swojego życia, zabrnąłem w tak ciasny lejek, że aż nie mogę już ruszać rękami:
http://alexba.eu/2006-09-22/rozwoj-kariera-praca/swoboda-wyboru-w-trakcie-twojego-zycia/
Bez perspektyw, bez szansy na awans, na podwyżkę, czy choćby zawodową satysfakcję, dałem z siebie zrobić patentowanego galernika:
http://alexba.eu/2007-12-10/rozwoj-kariera-praca/droga-zyciowa/
Żałuję, że wcześniej nie zareagowałem. Że jak ostatni idiota pozwoliłem się zagnać do narożnika. Że przejadłem posiadane oszczędności, ruchomości sprzedałem na Allegro, na koniec dorobiłem się pokaźnego debetu.
Pluję sobie w brodę, że nie zauważyłem, jak sympatyczni, pełni pomysłów i z poczuciem humoru ludzie jeden po drugim odchodzą z firmy. Najpierw sami, dobrowolnie, potem po prostu zwalniani. Zostali tylko przytakujący szefowi na każdym kroku desperaci z gigantycznymi kredytami i ja. Patentowany dureń. Dokładnie taki:
http://alexba.eu/2006-04-08/rozwoj-kariera-praca/twoja-firma-zombie/
Wciąż siebie zapytuję: jak mogłem do tego dopuścić? Jak mogłem tak się zmienić? Dlaczego z obiecującego, dynamicznego i pełnego pomysłów faceta przerobiłem się na złośliwą, żałosną i pełną pretensji do świata, starą babę? Chcecie odpowiedzi? Znajdziecie ją tutaj:
http://alexba.eu/2008-04-25/rozwoj-kariera-praca/rezonans-limbiczny/
Jestem żywym przykładem człowieka, który niezauważalnie, dzień po dniu roztrwonił posiadane talenty. A wszystko przez własną krótkowzroczność i lenistwo.
Na koniec czułem się zmęczony, potwornie zmęczony i wypalony zawodowo wykonując przez lata tą samą pracę, jak człowiek przy taśmie. A z drugiej strony, każdego dnia drżałem z obawy, że w kadrach może już czeka na mnie wypowiedzenie. Nie miałem bowiem dokąd pójść. Czułem się dokładnie tak, jak ci zwalniani z pracy goście, z filmu „W chmurach”:
http://alexba.eu/2010-03-01/tematy-rozne/w-chmurach-lekcja-1/
Byłem zmęczony. Śmiertelnie zmęczony taką huśtawką nastrojów, takim życiem bez perspektyw. Miałem wrażenie, że każdy oprócz mnie, wie dokąd zmierza. A ja?
Kiedy w końcu zdałem sobie sprawę, że utknąłem na amen, zrozumiałem, że muszę się jakoś wyrwać, że muszę zacząć robić coś innego. Zdesperowany wpisałem więc w google: „Co zrobić, jak się nie wie, co chce się robić w życiu?” Idiotyczne, prawda? Do jakiej pustki umysłowej potrafi doprowadzić człowieka ogłupiająca praca! Ale o dziwo znalazłem odpowiedź:
http://alexba.eu/2007-01-18/rozwoj-kariera-praca/co-zrobic-kiedy-sie-nie-wie-co-chce-sie-robic-w-zyciu/
Zacząłem więc czytać. A im więcej czytałem, tym szerzej otwierały mi się oczy. Przyznaję się bez bicia, że nie przebrnąłem jeszcze przez wszystkie posty. Przyswajam wiedzę powoli. I widzę, jak wiele jeszcze muszę w sobie zmienić. Najważniejsze jednak, że wreszcie wiem, co chcę robić w życiu i zacząłem już działać w tym kierunku :-)
Szkoda tylko, że tak późno. Żadna siła bowiem nie zwróci straconego czasu.

__________________________________________________

O mnie:

Mam 40 lat, żonę i dwójkę dzieci.
Zawodowo utknąłem w ślepym zaułku i chciałbym jak najszybciej zapomnieć o pracy, którą od sześciu lat wykonuję. Moim marzeniem jest zarabiać na życie pisaniem.
Rafał

Od Alexa: Personalia Rafała są mi oczywiście znane, niemniej ze względu na jego szczególną sytuację i popularność tego blogu postanowiliśmy aktualny post opublikować tylko pod jego imieniem. Jestem przekonany, że przy następnych odcinkach nie będzie już takiej konieczności :-)

Komentarze (73) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Póki żyjesz nie jest za późno

Od czasu do czasu słyszę od osób w różnym wieku, że jest już dla nich za późno aby zacząć życie według ich wyobrażeń i pragnień. To bardzo smutne stwierdzenie, zwłaszcza jak słyszy się je od ludzi w wieku poniżej trzydziestki i już dawno chciałam napisać post na ten temat. Problemem było znalezienie odpowiednich przykładów. Mam co prawda kilka takich z własnego życia, ale jakoś nie bardzo chciałem je przytaczać. Całe szczęście kilka tygodni temu, oglądając w Berlinie audycję w publicznej telewizji (która w przeciwieństwie do jej polskiej karykatury miewa sporo wartościowych programów i dyskusji) natknąłem się na tak ekstremalny przykład słuszności zasady przytoczonej w tytule, że wszystkie moje „wymiękają” :-) W międzyczasie, przeczytałem też książkę w której ta pani bardzo otwarcie opisała całą historię i zacznę od kilku faktów, które uzmysłowią Wam jak wielkie były przeszkody, zarówno te „obiektywne”, jak i te czysto psychologicznej natury, które przed nią stały.

  • Elfriede Vavrik jest ponad 80 letnia Austriaczką mieszkająca pod Wiedniem. Jeżeli potrzebujecie wsparcia dla wyobraźni co to oznacza, to przyjrzyjcie się komuś znajomemu w tym wieku
  • Odebrała bardzo konserwatywne katolickie wychowanie, gdzie seks był absolutnym tabu
  • W młodości była chudą kobietą, która uważała się za nieatrakcyjną
  • Miała dwóch mężów, pierwszy uprawiał seks w myśl zasady wejść-dojść-wyjść, drugi był niedomytym alkoholikiem, który ja praktycznie po pijanemu gwałcił
  • Po drugim rozwodzie w wieku 40 lat, mając w międzyczasie 3 synów na utrzymaniu postanowiła zakończyć historie z mężczyznami i skoncentrować się wyłącznie na prowadzeniu jej małego sklepu papierniczo-księgarskiego i wychowaniu dzieci. To absorbowało ja tak bardzo, że do przejścia na emeryturę w wieku ponad 78 lat nie miała ani czasu ani ochoty na jakiekolwiek bliższe kontakty z mężczyznami
  • Po przejściu na emeryturę zaczęła mieć poważne kłopoty z bezsennością. Jak miała ponad 79 lat poszła z tym do lekarza, aby przepisał jej silne środki uspokajające i nasenne. Lekarz, zamiast spławić ja receptą, po zanalizowaniu sprawy bardzo taktownie powiedział, że leki nasenne mają silne skutki uboczne i może lepiej poczekać z ich stosowaniem, a zamiast tego poszukać sobie mężczyzny :-) Na to Elfriede stwierdziła, że ma 79 lat, a do tego od 40 lat nie współżyła, więc jak on sobie to wyobraża. Lekarz na to, że są mężczyźni preferujący starsze panie i jeśli takiego znajdzie, to rozwiązałoby to jej problem.

Teraz zatrzymajmy się chwilę i przeczytajmy powyższe punkty i spróbujmy wczuć się w to, co działo się w jej głowie. Możecie sobie wyobrazić ogrom niepewności i „logicznych” argumentów przemawiających przeciwko idei jej doktora? Wielkie tabu istniejące zarówno w jej głowie jak i w społeczeństwie (seks jest dla młodych i pięknych) z którym też trzeba było dać sobie radę?

Co z tego wynikło?
Znającym język Goethe’go polecam lekturę jej książki „Nacktbadestrand” (Plaża nudystów), gdzie ta kobieta opisuje swoje perypetie tak otwarcie i bezpośrednio, a jednocześnie bardzo ładnym, pozbawionym wulgarności niemieckim, że gdybym nie widział jej w telewizji, to nie uwierzyłbym że pisała to prawie 81 letnia kobieta.
Dla innych duży skrót poniżej (bez pikantnych szczegółów :-))

  • W Austrii jest taki magazyn bezpłatnych ogłoszeń i tam na początku Elfriede zamieściła ogłoszenie „Dama w wieku 69 lat szuka młodszego mężczyzny do seksu bez zobowiązań”. Pani, przyjmująca ogłoszenie przez telefon poradziła jej aby „odmłodzić się” o 10 lat i to był ostatni raz, kiedy nasza bohaterka to zrobiła.
  • Bardzo wiele odpowiedzi było wulgarnych, prostackich lub pełnych oburzenia, ale… kilka było akceptowalnych. Jeden z nich okazał się sympatycznym przedsiębiorcą, mającym firmę, dom, żonę i dzieci, z nim w końcu poszła do łóżka. Podczas tego seksu miała swój pierwszy w życiu orgazm (79 lat!!!)
  • Nie chciała się uzależniać od jednego mężczyzny, więc kontynuowała poszukiwania i „testowanie”. Jej celem było znalezienie kilku facetów którzy: byli dla niej dobrzy w łóżku, można było z nimi ciekawie porozmawiać i…. musieli mieć stałe partnerki, bo Elfriede nie chciała mieć nikogo permanentnie na głowie :-)
  • W wieku lat 80 miała swój pierwszy seks analny
  • Jedna z poznanych osób, ze względu na jej skłonności SM została zdyskwalifikowana jako partner do seksu, ale została partnerem do rozmów i to właśnie ten mężczyzna powiedział jej o internecie i możliwości ogłaszania się tam :-)  W rezultacie to on umieszczał dla niej anonse i dokonywał pierwszej selekcji kandydatów. W sumie zgłosiło się ponad 100 osób, kilkadziesiąt z nich zasługiwało na bliższe „przyjrzenie sie” :-)
  • Rezultat końcowy to wyłonienie, jak pisze Elfriede jej „czterech Muszkieterów”, którzy zostali jej stałymi partnerami i zakończenie okresu poszukiwań. Jako ciekawostka byli oni w wieku 22 (!!) do 44 lat, każdy miał żonę lub przyjaciółkę, każdy wiedział, że nie jest jedynym (ale nie znali się wzajemnie). Ci Muszkieterowie w pełni zaspokajali jej potrzeby zarówno seksualne i towarzyskie, co najwyraźniej dobrze jej zrobiło i robi :-)
  • W wieku ponad 80 lat Elfriede napisała książkę, z której czerpałem większość podanych informacji, egzemplarz który mam to jest już 8 wydanie :-) wystapiła tez w kilku dyskusjach telewizyjnych, na przykład możecie ją zobaczyć i usłyszeć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=cAogJuD54XI
    Jeśli znacie niemiecki warto posłuchać wszystkiego :-)

Po co przytaczam te historię?
Nie chodzi mi o pochwałę gerontofilli czy też określonych gustów ludzkich. Nie chodzi mi o ocenę moralną (wszyscy zainteresowani to dobrowolnie działający dorośli i nikomu z nich nie dzieje sie krzywda) Chodzi o to, aby zobaczyć jak człowiek z poważnym, leżącym w bardzo delikatnej materii  problemem, nie mający według „zdrowego społecznego rozsądku” żadnych szans na jego rozwiązanie poradził sobie ku zadowoleniu swoim, jak i wszystkich bezpośrednio zainteresowanych. O zastanowienie się, jak w porównaniu do Elfriedy wygląda stopień trudności naszych problemów i o przemyślenie, że może zbyt szybko, zbyt łatwo godzimy się z przysłowiowym losem, zamiast używając tego, co mamy do dyspozycji łapać przysłowiowego byka za rogi.

Dziś mam do Was dość wyjątkową prośbę. Zanim opisałem te historię opowiedziałem ją wielu osobom w różnym wieku i różnej sytuacji życiowej. Sporo z nich podziękowało mi za inspirację, parę poprosiło nawet o przetłumaczenie tej książki obiecując zajęcie się jej wydaniem. Na to, zajęty moim życiem i własną książką nie mam czasu, dlatego napisałem ten post. Proszę rozpropagujcie jego istnienie, może dla kogoś, kto widzi przed sobą tylko ścianę będzie to impuls do działania, problem w tym, że musi na ten impuls się natknąć. Pomóżcie mu w tym!

Oczywiście jak zwykle bardzo chętnie podyskutuję też z Wami w komentarzach, choć dziś dopiero wieczorem będę miał na to czas

Komentarze (113) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Jakie programy Tobą sterują

Kiedy byłem w krakowskiej „Bagateli” na granej od 1994 roku sztuce „Mayday” (nawiasem mówiąc polecam, doskonała zabawa przez 2 godziny) uświadomiłem sobie następującą sprawę: Po 6 latach grana tej farsy i około 1000 przedstawieniach każdy z aktorów nie tylko perfekcyjnie zna wszystkie swoje kwestie, ale też doskonale pamięta co mówią i robią koleżanki i koledzy grający pozostałe role. Oznacza to, że teoretycznie każdy z nich mógłby zagrać dowolną postać z tej sztuki. Oczywiście ewentualnie nie pasowałaby płeć czy wiek, ale przynajmniej wypowiedzi i zachowania każdej z nich są po 6 latach na scenie dobrze opanowane przez wszystkich  uczestników spektaklu.
Co z tego wynika dla nas?
Uświadommy sobie, że przez kilkanaście pierwszych lat naszego życia  staliśmy aktywnie na deskach sztuki pod tytułem „Moja Rodzina”. Tam zazwyczaj większość wzajemnych interakcji przebiegała według powtarzających się wzorców i tam nauczyliśmy się własnej „roli”, którą często nieświadomie próbujemy dalej „grać” w dorosłym życiu. Ta rola nierzadko staje się swoistym „więzieniem”, które skutecznie ogranicza nasze możliwości życiowe. Już choćby dlatego warto na spokojnie przyjrzeć się tej sprawie z zewnątrz i zastanowić, na ile takie zachowania przejęte z dzieciństwa są kulą u nogi w dniu dzisiejszym.
To jeszcze nie wszystko, bo w tej sztuce opanowaliśmy też istotne elementy wszystkich pozostałych „postaci” odgrywanych przez rodziców, rodzeństwo itp. Czasem zdarza się, że w życiu nie możemy „grać” naszej zwykłej roli i wtedy wskakujemy w inną rolę, którą dobrze znamy ze sztuki „Moja Rodzina”. Typowy przypadek to dziecko pary, z której jedna strona była agresywna i dominująca, a druga funkcjonowała z pozycji płaczliwej ofiary. Taka kombinacja zdaje się być dość często spotykana w Polsce, bo bycie ofiarą było wbudowane w mentalność wielu ludzi z mojego, a szczególnie jeszcze wcześniejszego pokolenia, to jest rodziców i dziadków większości z Was.
Często takie dziecko „wychowuje się” na rezolutnego, proaktywnego człowieka i wszystko jest w porządku, dopóki nie pojawiają się trudności uniemożliwiające funkcjonowanie według własnej „roli”. Wtedy nagle pojawiają się zdumiewające zmiany zachowań, tak jakbyśmy nagle mieli do czynienia z zupełnie innym człowiekiem! Najczęściej jest to wskoczenie w „rolę” któregoś z rodziców, choć zdarzyło mi się kiedyś mieć do czynienia z osobą, która w krótkich odstępach czasu naprzemiennie przeskakiwała pomiędzy rolami ofiara-agresor i to w stosunku do Bogu ducha winnych osób. Jak negatywny był wpływ takiego zachowania na długoterminowe  relacje z innymi, życzliwymi ludźmi nie muszę chyba pisać.
Takich przykładów odgrywania nie swoich ról można by mnożyć, ale nie chcemy tutaj pisać książki na ten temat, dlatego na razie ograniczę się do kilku zaleceń dla każdego z Was (sam je stosuję):

  • zastanów się, jakiej roli nauczyłeś się jako dziecko we własnej rodzinie i które jej elementy mogą być przydatne do osiągania Twoich aktualnych celów życiowych, a które szkodliwe i kontraproduktywne. Co możesz zrobić aby optymalnie wykorzystać te pierwsze i usunąć względnie skompensować te drugie
  • przyjrzyj się jakich innych „ról” mogłeś nieświadomie nauczyć się od innych osób, z którymi dużo przebywałeś w dzieciństwie.  Nie zakładaj optymistycznie, że roli jakiejś niesympatycznej dla Ciebie osoby na pewno się nie nauczyłeś. Przebywałeś z nią i wchodziłeś w interakcje – prawie na pewno masz ten program w sobie!
    Zastanówmy się w jakich okolicznościach możesz w te role nieświadomie „wskakiwać” i jakie to ma konsekwencje dla osiągania tego, co dla Ciebie jest ważne w życiu. Wskakiwanie nie musi być krótkoterminowe, może to być przyjęcie „roli zastępczej” w długoterminowej relacji
  • jeżeli planujesz długoterminowy związek według modelu drugiego opisanego w poście „O rodzajach relacji damsko-męskich” to w miarę możliwości przyjrzyj się jak te powyższe dwa punkty wyglądają u potencjalnego partnera/partnerki. To jest bardzo poważne zalecenie, które może uchronić Cię od wielu problemów i bolesnych sytuacji w przyszłości

Zdaje sobie sprawę, że dziś poruszyłem dość trudny temat, wymagający od Czytelnika sporej świadomości samego siebie i pewnego minimum umiejętności spojrzenia na siebie z zewnątrz. Mnie to bardzo pomogło, kiedyś też opowiedziałem to Czytelnikom na Power Walk. Dla niektórych z nich okazało się to tak przydatne, że postanowiłem napisać o tym tutaj.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania lub po prostu chcecie podyskutować, to zapraszam do komentarzy

Komentarze (37) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-01
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Rozsądek, czy obawa?

Dziś mam „dzień reorganizacyjny” więc przy okazji „prac reorganizacyjnych”  testuję różne kanały polskiej telewizji.
Właśnie w jednej dyskusji padło stwierdzenie „mężczyźni boją się małżeństwa”.
Nazywanie racjonalnego zaniechania robienia czegoś, co ktoś uważa za bezsensowne lub wręcz szkodliwe „obawą” to często spotykana forma amatorskiej manipulacji :-) Ma wywołać pewnego rodzaju uczucie zawstydzenia lub zażenowania i zwiększyc prawdopodobieństwo, że osoba manipulowana „udowodni” że nie jest tchórzem.
Widzicie to drodzy Czytelnicy? Uważajcie na tego rodzaju „argumentację”

Ten przykład jest banalny, ale czasem uleganie tej metodzie jest tragiczne w skutkach.  Po odmowie lądowania samolotem prezydenckim w Gruzji pierwszemu pilotowi też powiedziano, że prawdziwy oficer powinien być odważny. Załoga pod Smoleńskiem nie pozwoliła sobie na taki zarzut…..

Komentarze (62) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

O czym tu pisać :-)

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, o czym najlepiej pisywać na blogu. Poniżej znajdziecie kilka moich luźnych  przemyśleń i będę się cieszył, jeśli jak najliczniej wypowiecie własne zdanie na ten temat. Bardzo zależy mi też  na tych z Was, którzy dotąd pasywnie czytali nasze dyskusje. Patrząc na ilość Czytelników w ogóle  i ilość osób aktywnie dyskutujących jest Was milcząca większość. Wasze opinie i pomysły mogą być bardzo cenne i jak już czytacie ten blog, to skorzystajcie z okazji wpłynięcia na jego zawartość merytoryczną, zapraszam!
A teraz przejdźmy do przemyśleń:

  1. pierwotnie strona ta była kierowana do młodych managerów. W międzyczasie oprócz nich czytają nas zarówno studenci, jak i osoby w wieku 40-50 lat :-) Tak szeroki „target” nieco utrudnia sprawę, bo ze zrozumiałych względów zarówno zakres tematów, jak i sposób ich poruszania będą nieco inne, choć pewne zagadnienia na pewno są wspólne.
  2. Ze względu na konieczność zachowania poufności nie mogę pisać o mojej pracy zawodowej, choć opis przypadków i ich rozwiązań byłby niezwykle fascynujący i pouczający.
  3. Jeden z 23 letnich Czytelników napisał mi (cytuję za jego zgodą):
    „Dzięki Twoim postom pracowałem nad relacjami z ludźmi, pracowałem nad pewnością siebie i nad dążeniem do celu, podczas gdy miałem braki w innych sferach życia. Brakowało mi poczucia sensu w działaniach, których się podejmowałem. Czułem presję dążenia sukcesu nie wiedząc nawet, jak ma ten sukces wyglądać. Uogólniając wprowadzałem wiele Twoich rad w życie nie zdając sobie sprawy, że będą skuteczne dopiero gdy przygotuję się na ich zastosowanie.Uważam, że obecnie większość Twoich porad ma blogu skierowana jest do osób, które już działają w swojej dziedzinie i potrzebują czasem tylko drobnej korekty kursu.
    Zastanawiasz się teraz pewnie jaki jest cel tej wiadomości. Otóż chciałbym Cię prosić, byś częściej w swoich postach na blogu wracał do swoich korzeni i dzielił się doświadczeniami z okresu, gdy nie wszystko w Twoim życiu było ułożone tak jak teraz (odważnie zakładam, że w tej chwili Twoje życie jest bardziej ustabilizowane niż, przykładowo, 20 lat temu).Wiem, że na blogu można znaleźć „elementarne” porady, ale sądzę, że jest tam za mało Twoich doświadczeń z samego początku Twojej Drogi i rad dla osób, które dopiero ją zaczynają.Poza tym uważam, że nawet ukierunkowani ludzie mogli by skorzystać z takiej retrospekcji.
    ”
    Co Wy na to?
  4. Do większości postów prowadzę dyskusje dwojakiego rodzaju. Jedna to ta w komentarzach, ale istnieje jeszcze druga odbywająca się w formie rozmów telefonicznych, często bardzo głęboko idąca i ciekawa. Wielu z Was ma mój numer komórki i po prostu do mnie dzwoni :-) Zastanawiam się jak mogę udostępnić taki kanał na blogu.
  5. Abstrahując od tych wspomnianych w punkcie 2 spraw zawodowych i kilku specjalnych zagadnień (np. „cygańskie” życie na jachcie żaglowym) mogę dość kompetentnie wypowiadać się na takie tematy jak:
    a) komunikacja międzyludzka w ogóle, a we wszelkich aspektach biznesowych w szczególności
    b) relacje damsko-męskie w pełnym spektrum związanych z tym tematów :-)
    c) „budowanie” samego siebie jako człowieka, niezależnie od „stanu  początkowego”, a w szczególności zdrowego poczucia własnej wartości.
    d)  abc finansów osobistych
    e) osiąganie głębokiego osobistego zadowolenia według własnych kryteriów
    f) wiem też jak to zrobić, aby bez konieczności bycia celebrytą, protekcji czy  łapówek  „z doskoku” (a więc bez utrzymywania wielkiej firmy, biegania ciągle w garniturze z drogim zegarkiem na ręku itp. :-)) zajmować się ciekawymi rzeczami, które są tak wartościowe dla klientów, że bez wahania płacą oni topowe stawki na rynku.
    Co teraz z tego wybrać?
    Wielu z Was pewnie powie „naucz mnie tych rzeczy z punktu 'f’” :-) ale pieniądze, o ile na początku kariery nie wpakowaliśmy się w jakieś 30 letnie niewolnictwo zwane kredytem hipotecznym to jest stosunkowo mały problem. Większość z Was jest młodymi, inteligentnymi ludźmi z wykształceniem i horyzontami życiowymi a w takiej sytuacji zarobienie na normalne życie nie jest zadaniem aż tak trudnym, przynajmniej w obecnej sytuacji gospodarczej.
    Znacznie gorzej prezentują się kwestie z punktu „c” bo nasze społeczeństwo ciągle jeszcze nie ma problemu z oddaniem „na przemiał” niezależnych jednostek i wpajanie nam pewnych zachowań typowych dla chłopów pańszczyźnianych i innych dożywotnich poddanych. Tutaj można wiele zmienić i osobiście chce się do tego przyłożyć.
    Podobnie ma się sprawa w sprawie relacji damsko-męskich. Ja wiem, że niektórzy maja już dość tego tematu :-) ale dla mnie oczywistym jest, że więcej ludzi (pomijając obszary skrajnej biedy) nie osiąga zadowolenia ze swojego życia z powodu trudności i komplikacji w tym zakresie, niż z powodu niedostatku pieniędzy! Często te komplikacje biorą się z „automatycznego” przejmowania wzorców i „prawd” lansowanych w mediach i społeczeństwie, przy nieświadomości innych opcji, podejść a nawet własnych prawdziwych potrzeb. Tak jak w pozostałych obszarach życia nie mam patentu na „prawdę” czy „rację” w tym zakresie, niemniej przeżyłem tyle, aby móc wrzucić taki czy inny kamyczek do tego nico zastałego stawu i spowodować kilka fal :-)

Tyle luźnych przemyśleń z mojej strony. Zapraszam Was do zamieszczania tutaj Waszych, bo to przecież dla Was piszę ten blog!

Podobnie do tego, co napisałem powyżej  nie muszą to być jakieś poukładane koncepcje, wystarczy szkic jakiejś idei lub życzenia.  Kim jestem i co robię mniej więcej wiecie, napiszcie co mogę dla Was zrobić?

Komentarze (87) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Dla tych, co mnie nie lubią :-)

W ostatnim poście gościnnym Mariusz Kapusta bardzo ciekawie opisał sposób odbierania tego blogu przez zainteresowanego i otwartego na nowe przemyślenia Czytelnika. To dla mnie bardzo cenne i świadomość, że są tacy ludzie poza gronem, które bardziej bezpośrednio się ze mną kontaktuje, jest dodatkową motywacją, aby kontynuować pisanie tutaj.

Mariusz, jeszcze raz dziękuje Ci za ten post :-)
Wracając do meritum, ten blog nie jest (na szczęście) konkursem popularności autora, lecz ma głownie służyć jako zaczyn własnego, wolnego od stereotypów myślenia każdego z Was. Stąd często dość bezpośrednie i „wkurzające” tezy, które pozwalam sobie tutaj stawiać i dopóki będę miał takich Mariuszów jako Czytelników, to zamierzam ten „proceder” kontynuować.  Ciesze się, że są wśród Was osoby, które niezależnie od ewentualnych różnic potrafią to w pożyteczny sposób wykorzystać.
Jest całkowicie w porządku jeśli ktoś  po dokładnym przemyśleniu swojego systemu wartości dochodzi do odmiennych wniosków niż ja. Zawsze podkreślam, że nie należy kopiować czyjegokolwiek systemu , lecz wypracować sobie własny, dopasowany do swoich potrzeb. Uświadomienie sobie jaki ten własny naprawdę jest pomoże nam w jego stosowaniu i urzeczywistnianiu.
Nawiasem mówiąc im więcej facetów będzie miało odmienny od mojego system wartości, tym mniejszą będę miał konkurencję do wielu interesujących spraw w życiu, więc specjalnie się nie martwię, jeśli dochodzicie do odmiennych wniosków  (to jest napisane z przymrużeniem oka, bez cienia złośliwości :-))

Mariusz napisał: „Nie lubię Alexa też za to, że pokazuje swój styl życia, który w ogóle nie pasuje do standardów …”
Mogę Was zaniepokoić, że bardzo oględnie piszę o moim stylu życia :-) Gdybym pisał wszystko, to bardzo wielu Czytelników po prostu nie uwierzyłoby mi, a niektórzy pewnie wręcz zarzucili fantazjowanie :-) Tak wielka jest różnica pomiędzy tym, co ludzie wychowani na standardowych  stereotypach uważają za możliwe, a tym, co da się (do tego w miarę bezproblemowo)  zrobić.
No ale nie chcemy masowo sprowadzać na”manowce” młodych  ludzi poprzez proste pokazywanie wszystkiego co naprawdę można mieć i przeżywać, a do tego wcale nie mam ochoty być swojego rodzaju celebrytą i upubliczniać więcej mojego życia, niż to absolutnie konieczne. Tak więc na razie możecie być spokojni :-)

Ci, co naprawdę chcą znajdą dostęp i do tej wiedzy, parę osób już „zepsułem” :-)

Mariusz napisał też (a niektórzy z Was może pomyśleli): „To wkurzające jest, jeżeli ja tak nie mogę! „
Znam to uczucie, bo jak miałem około 27 lat byłem w podobnej sytuacji. Poznałem faceta po pięćdziesiątce, który zdawał się pracować tylko ułamek tego czasu co  ja, miał dość środków finansowych, podróżował po ciekawych miejscach, znał sporo interesujących i atrakcyjnych kobiet a nawet miał znacznie więcej seksu ode mnie! Jakie wkurzające!!
Potem poznałem jeszcze jednego takiego!!! I to ich spokojne, ale bardzo suwerenne poczucie własnej wartości połączone z otwartością na innych !! Ten wyczuwalny autentyczny luz i spokój wewnętrzny kiedy ja się miotałem z najprzeróżniejszych powodów!!! Wkurzające!!!
I podobnie jak Mariusz zacząłem wtedy zastanawiać się nad moim życiem i tym co, jak i dlaczego robię. Zacząłem wypytywać tych wkurzających piećdziesięciolatków jak robią różne rzeczy. Dlaczego tak a nie inaczej? Słuchać co mówią i myśleć.

W wieku lat 36 dokonałem decydującego zwrotu i od tamtego momentu jest mi (oczywiście z wieloma potknięciami i błędami) coraz lepiej i lepiej. Dziś, patrząc na moich ówczesnych mentorów śmiało mogę powiedzieć, że pod wieloma względami  zrobiłem to jeszcze lepiej od nich, nie dlatego że jestem ” lepszy”, ale ponieważ dzisiejszy świat daje większe możliwości w wielu dziedzinach.

Tego też życzę Mariuszowi i wszystkim innym Czytelnikom. Podepnijcie się pod wszelkie możliwe źródła, używajcie swojego umysłu i w rezultacie zróbcie to znacznie lepiej ode mnie.  Czego Wam serdecznie życzę

Komentarze (19) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-19
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Gościnne posty

Jak ja nie lubię Alexa! (post gościnny)

Latem Mariusz Kapusta podesłał mi poniższy tekst, który ze względu na Gypsy Time poleżał trochę razem z moimi. Czas już go opublikować i zapraszam wszystkich do lektury!

__________________________________________________________

Tytuł na post gościnny na Blogu Alexa ryzykowny, ale lepiej trudno byłoby ująć w jaki sposób oddziałuję z ideami Alexa. Na blog nie było trudno trafić, jeżeli ktoś interesuje się rozwojem osobistym i  od czasu do czasu przeskanuje sieć, to oczywiste. Mniej oczywiste jest to jakie reakcje wywołują w nas różne wpisy i w jaki sposób kształtuje się nasze postrzeganie.

Gdy trafiłem tu pierwszy raz byłem pod wrażeniem. Człowiek ze sporym doświadczeniem, z ciekawym podejściem do świata dzieli się swoimi doświadczeniami z ludźmi. Dokładnie to, co ja zacząłem robić u siebie. Różnica – jakieś 20 lat życiowego doświadczenia więcej po stronie „konkurencji” ;). Dwa wpisy, które bardzo mocno zapadły mi w pamięć i do których wracam dosyć często to o lejku (http://alexba.eu/2006-09-22/rozwoj-kariera-praca/swoboda-wyboru-w-trakcie-twojego-zycia/) i metafora drogi zawodowej. Szczególnie obraz właściciela galery utkwił mi plastycznie z tylu głowy (http://alexba.eu/2007-12-10/rozwoj-kariera-praca/droga-zyciowa/).

Jak pewnie zauważyliście napisałem o Alexie jako „konkurencji”. I bardzo duża nauczka dla mnie na przyszłość i na zawsze – jeżeli traktujesz kogoś, kto robi coś podobnego do Ciebie jako konkurenta z marszu to jest to oznaka braku pewności siebie, wycofanie się na pozycje obronne. Trudno, żeby pierwsza reakcja była inna, zaczynałem przygodę z coachingiem, a tutaj trafiam na mocną „przeszkodę”. To pierwsza rzecz, za którą nie lubię Alexa! Uświadomił mi, chociaż w bierny sposób, że problem leżał po mojej stronie. Robimy podobne rzeczy, działamy w podobnym obszarze. Zamiast traktować kogoś bardziej doświadczonego jako przeciwnika, traktuj go jako mentora i benchmark, nawet kiedy…

Nie zgadzasz się z jego systemem wartości! To druga sprawa, za którą nie lubię Alexa! Zmusił mnie do myślenia o moim systemie wartości, o moich wyborach i jeździe na autopilocie. Szczególnie w kontrowersyjnym temacie posiadania lub nieposiadania dzieci. Zdanie Alexa znacie, mojego może nie, ale łatwo się domyślić. W tym miejscu napotkałem po raz pierwszy tak naprawdę tak zdecydowane zdanie „nie musisz mieć dzieci, czy to wynika z twoich przekonań, czy z zaprogramowanych wartośći?”. Pierwsza reakcja „co ten człowiek gada, całkiem mądry facet, ale czasem mu odbija szajba”. Później trochę myślenia rozciągniętego w czasie. Ćwiczenie intelektualne, w czasie którego zacząłem sobie zadawać pytania kwestionujące moje najgłębsze przekonania dotyczące rodziny, sposobu na życie, stylu bycia. Wnioski z tego ćwiczenia? Warto mieć dzieci! :-) Nic się nie zmieniło, poza tym, że: moja decyzja o posiadania dzieci była częściowo na autopilocie, bo zawsze chciałem je „mieć” (trzeba znaleźć lepsze określenie na „mieć dzieci”, bo bzdurne jest). Po przemyśleniach tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to dobra dla mnie decyzja. Dla mnie. Nie znaczy, że dla każdego i dla wszystkich. I co z tego wynika? Nasz system wartości nie do końca musi być identyczny, żeby mimo wszystko móc się dogadać.

Nie lubię Alexa też za to, że pokazuje swój styl życia, który w ogóle nie pasuje do standardów i powinien zostać zakazany, albo obłożony dodatkowym podatkiem! Ile osób jest niezależnych w tak „podeszłym wieku” (wybacz Alex, ale odnosząc się do standardów powinieneś zamieszczać na blogu zdjęcia z wnukami ;) ), w taki sposób komunikuje się z młodymi ludźmi i pozwala sobie na „gypsy time”. To wkurzające jest, jeżeli ja tak nie mogę! Tutaj potwierdziłem sobie jeszcze jedno ciekawe życiowe doświadczenie – jak coś Cię wkurza, albo zachwyca, albo budzi jakiekolwiek emocje to znaczy, że coś tam w Tobie rezonuje i warto temu się przyjrzeć. I zastanowić. Jaki styl życia chcę prowadzić teraz? Za 5, 10, 15 lat? Tutaj mam pewien model pokazany przez Alexa, może są inne? Który mi bardziej odpowiada? W który naprawdę wierzę? „Gypsy time” nie dla mnie bo mam pracę, dzieci i nie mogę zniknąć? A może to nie chodzi o formę, tylko to co ten czas daje? Refelksję nad soba, nad życiem, nad celami i pragnieniami? Nie trzeba znikać na miesiące i zamykać się na odludziu na długo, żeby to zrobić. Ale może to fajny pomysł i tylko dlatego, że przez swoje decyzje „lejek” wspomiany wcześniej zrobił się za wąski żeby to zrobić i właśnie dlatego Cię to wkurza, że inni mogą?

Trochę tak wyglądał mój tok myślenia nad stylem życia. I doszedłem do wniosku, że jestem bardziej stadnym stworzeniem i potrzebuję w długim terminie pewnej struktury, która pomimo ograniczeń daje też pewne dodatkowe możliwości. Chociaż do „Gypsy time” będę konsekwentnie dążył :-).

Co wynika z tych rozważań, co dałoby się zastosować dla każdego? Jeżeli ktoś lub coś Cię wkurza to zadaj sobie kilka pytań:

  1. Czy nie czuję się zagrożony? Czemu „zagraża” ta osoba lub sytuacja? Co zrobić, żeby razem zrobić coś fajnego? – nie zawsze się uda, ale wiedząc co jest ważne po twojej stronie i wzmacniając poczucie własnej wartości i tak wygrywasz :-)
  2. Jakie wartości są dla mnie najważniejsze? Jakie dla drugiej strony? Gdzie się nie zgadzamy? Na ile te różnice uniemożliwiają tak naprawdę naszą współpracę? – oprócz ekstremalnych sytuacji rzadko zdarzają się sytuacje bez wyjścia. Zawsze, gdy coś Cię naprawdę mocno wyprowadza z równowagi to dyskomfort i poczucie zagrożenia tego, co dla Ciebie ważne. I to świetna okazja, żeby sobie uświadomić co to jest :-)
  3. Czego mogę się nauczyć z doświadczeń innych? Co w sposobie bycia drugiej strony jest fajne, co chcę przenieść do siebie? W jakiej formie to mogę zrobić? – zamykanie się na wiedzę płynącą z lat doświadczenia życiowego, tylko dlatego, że akurat teraz coś mi nie pasuje to marnotrawstwo. Jak często masz możliwość przyjrzeć się plusom i minusom wyborów życiowych innych ludzi? Gdy już masz to korzystaj na maxa, a później zdecyduj co z tym zrobisz.

Czy teraz już lubię Alex’a? A bo ja wiem? Wydaje mi się, że im więcej razy da mi powód do „nielubienia” tym bardziej na tym skorzystam ;). Lubię „nie lubić” jest chyba najlepszym określeniem.
Teraz wypada jakoś mądrze to zamknąć. Najmądrzejsze co mi przychodzi do głowy to: jeżeli pojawiła się u Ciebie silna emocja (pozytywna czy negatywna) to znaczy, że masz sporą szansę na rozwój i poznanie siebie lepiej. Nie marnuj jej! No  i przy negatywnych emocjach możesz być pewien, że rozwiązanie problemu leży po twojej, a nie po drugiej stronie!

Mariusz Kapusta

_________________________________________________________

O mnie: Mam spore doświadczenie managerskie (8 lat), od 2 lat kontynuuję karierę poza oficjalnymi strukturami firmy ;), czyli stałem się przedsiębiorcą rozwijającym własne projekty, działalność gospodarczą, a teraz firmę. Od zawsze interesowała mnie filozofia, która później przekształciła się w bardziej praktyczne podejście do psychologii biznesu i jej praktycznym zastosowaniu, szczególnie jeżeli chodzi o zarządzanie projektami. A ponieważ życie do biznesu jest bardzo podobne prowadzę od ponad trzech lat blog www.Proaktywnie.pl, gdzie przekazuję to co wiem, tym, którzy mogą potrzebować odrobiny praktycznej inspiracji.

Prywatnie jestem ojcem dwójki dzieci (Mateusza – 2 i Wiktorii – 5 lat), mężem Kariny (+7 lat) i ciągle się uczę jak być dobrym w tych rolach. Nadal dużo większe doświadczenie mam jako manager ;).


Komentarze (8) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-17
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 42 of 83« First...102030«4041424344»506070...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi

Najnowsze komentarze

  • Pozorny overkill  (39)
    • Ewa W: Meg, to co piszesz jest...
    • Meg: Bywa i tak, że jak przychodzi...
    • Ewa W: Meg, nie chodzi o słowo...
    • Meg: Użyłam słowa „trudnośc...
    • Ewa W: Meg, wyboldowane miało byc...
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Thomas: Witam.przeczytałem z uwaga...
  • Spotkanie Czytelników  (158)
    • Witold W. Wilk: Witaj Alex, Z chęcią...
    • Krzysztof Tadeusz: Witam, Czytam...
    • Marysia: Własnie modyfikuję moje...
    • Bartek: Witam ! Jak najbardziej...
    • MADA: extra! pomysł aby poznać...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Alabama: A co sądzicie o testach na...
    • Alex W. Barszczewski: Alabama...
    • Krzysztof Kroszka: Alabama Po...
    • Alabama: Moja polonistka zarzuca mi...
    • Alex W. Barszczewski: Wieczny frajer...
  • Parę informacji o Biblioteczce  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Ciesze...
    • Piotr_Kow: Pozwólcie na kilka...
  • Jaka jest Twoja definicja sukcesu?  (35)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Nie ma...
    • JJ: Alex, Oczywiście:) Nic tu nie...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...
    • JJ: Alex, Oczywiście nie ma co...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Powszechność...
  • Typowe strategie podrywania :-)  (89)
    • Justyna F.: Po kilku spotkaniach już...
  • Kiedy nie pasuje nam temat rozmowy….  (59)
    • Alex W. Barszczewski: Anonimowy...
    • A: Ze względu na fakt, iż mój pobyt...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • KP: Ja po wpisaniu swojego imienia i...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Mirek Jak już...
  • We własnej sprawie..  (4)
    • Alex W. Barszczewski: Wreszcie...
  • Miejsce na szczęśliwy przypadek  (51)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (25)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026