Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Tezy poprzedniego postu – bardzo prosto :-)

Wobec pojawiających sie nieporozumień związanych z moim poprzednim postem zamieszczam poniżej jeszcze bardziej uproszczoną wersję tych najbardziej problematycznych stwierdzeń :-)

Rzeczywistość obiektywna – rzeczywistość subjektywna:

Na niebiesko zakreślony jest obszar wszystkiego tego, co istnieje w obiektywnie istniejącej rzeczywistości wokół nas.

Na czerwono obszar wirtualnych obiektów i zdarzeń, których w tej rzeczywistości nie ma

Na zielono zakreślona jest nasza subiektywna rzeczywistość, to co i jak z tego świata postrzegamy i co na nas oddziałuje. Jak widać postrzegamy tylko część (niewielką) z tego, co faktycznie istnieje, za to dodajemy do naszej rzeczywistości obiekty i zdarzenia, których nie ma.

Dodatkowo w tej części rzeczywistości_ob, którą przejmujemy do rzeczywistości_sub wiele elementów zniekształcamy, co trudno było przedstawić na tym naprędce zrobionym szkicu.

Zrozumienie tego będzie krytyczne jeśli chcecie skorzystać z następnego, bardzo ważnego postu.

Inna teza poprzedniego postu, to :

W wypadku kiedy nie mówimy akurat o biznesie lub bardzo ważnych sprawach życiowych, to jeśli Twoja rzeczywistość_sub Ci się podoba, to delektuj się nią nie tracąc zbyt wiele czasu i energii na zgłębianie jaka w tym wypadku jest rzeczywistość_ob. To obejmuje ok 80-90% naszych aktywności życiowych poza pracą!! Delektuj się życiem zamiast rozkładać je mentalnie na atomy.

Jak już musisz bardzo dociekać to stosuj Brzytwę Ockhama.

Jeżeli ktoś przeoczył to z moim komentarzu, to polecam też przeczytać i przemyśleć następującą historię.

Do następnego postu :-)

Komentarze (49) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex, Rozwój osobisty i kariera, Zapraszam do wersji audio

Dwie rzeczywistości

W którymś z krytycznych komentarzy zarzucono mi, że żyję w „swoim świecie”, który nie ma wiele wspólnego z „polskimi warunkami”
Aby było zabawniej, ta osoba miała bardzo wiele racji, choć na pewno ta różnica nie jest kwestią geografii :-)
Dla wyjaśnienia przyjrzyjmy się pewnej pozornie teoretycznej, a jednocześnie niezmiernie istotnej kwestii, a mianowicie pojęciu„rzeczywistości”, co jest nieco trudne z powodu ułomności naszego ojczystego języka. Przy czym z góry proszę Czytelników, którzy studiowali filozofię o wyrozumiałość dla wszystkich uproszczeń i unikania fachowych terminów – ten blog jest przeznaczony dla szerokiego grona ludzi.
Ze względu na wspomnianą ułomność polskiego podeprzyjmy się na chwile językiem niemieckim, który jest znacznie bardziej  precyzyjny.
W języku sąsiadów zza Odry mamy dwa słowa odnoszące się do tego, co uważamy za „rzeczywistość”:
  • Realität czyli to, istnieje obiektywnie i niezależnie od nas, nazwijmy ją umownie „rzeczywistość_ob”
  • Wirklichkeit – słowo pochodzące od „wirken” czyli oddziaływać. Czyli jest to ta rzeczywistość, która na nas „oddziałuje”, ta, którą w jakikolwiek sposób odczuwamy Ze względu na konstrukcję naszego układu nerwowego, to co odczuwamy jest praktycznie zawsze subiektywne, do czego jeszcze wrócimy. Nazwijmy ja „rzeczywistość_sub”, to jest ta rzeczywistość, która na Was działa.
Dlaczego zajmujemy się takimi pozornie bardzo teoretycznymi rozważaniami?
Jest kilka powodów:
  • Nieumiejętność rozróżnienia tych dwóch pojęć powoduje, że w życiu codziennym niepotrzebnie intensywnie koncentrujemy się na badaniu rzeczywistości_ob. O ile takie badanie w ramach due diligence są jak najbardziej uzasadnione w sytuacjach biznesowych, czy w obliczu naprawdę poważnych decyzji prywatnych, o tyle w większości spraw codziennych jest to strzelanie z armaty do wróbla. Często w ten sposób wprowadzamy do naszej rzeczywistości_sub elementy całkowicie tam niepotrzebne i często ją psujące. Nasz czas i energię możemy spożytkować w lepszy i przyjemniejszy sposób.
  • Nieumiejętność rozróżnienia tych dwóch pojęć powoduje, iż uzurpujemy sobie prawo do wygłaszania „obiektywnych” opinii i osądów, czym ośmieszamy się w oczach nieco bardziej wykształconych ludzi!  To zdecydowanie szkodzi naszej reputacji i lepiej takich stwierdzeń unikać.
  • Nieumiejętność rozróżnienia tych dwóch pojęć powoduje, że łatwo stajemy się niewolnikami naszej rzeczywistości_sub uznając ją za gdzieś tam istniejącą i niezależną od nas rzeczywistość_ob. To jest bardzo poważny problem unieszczęśliwiający wielu nawet inteligentnych i wykształconych ludzi, bo przecież tę rzeczywistość_sub, która na nas oddziałuje możemy sobie zmienić!
Jak mamy możliwości zmiany rzeczywistości_sub? Ponieważ jest to ta rzeczywistość, która na nas oddziałuje, to możemy:
  • starać się usunąć elementy, których oddziaływanie na nas jest niekorzystne. Może to oznaczać np. selekcję ludzi, z którymi się zadajemy (http://alexba.eu/2011-01-14/jak-to-robi-alex/szybka-selekcja-alex-cz-1/) albo miejsca pracy (http://alexba.eu/2010-11-14/goscinne-posty/smutna-historia/ )
  • nauczyć się innej reakcji na bodźce otoczenia, co automatycznie zmieni naszą odczuwalną rzeczywistość. Pisałem o tym wielokrotnie i część Czytelników mi nie wierzyła, iż np. na wiele form ataków werbalnych nie reaguję złością lecz ciekawością. Nawiasem mówiąc w ich subiektywnej rzeczywistości_sub było to niemożliwe i osoby te błędnie pomyślały, że jest to rzeczywistość_ob obowiązująca dla wszystkich :-)
  • wystawić się próbnie na działanie bodźców, z którymi dotychczas nie mieliśmy do czynienia. Oczywiście w myśl starej rosyjskiej zasady „wsio wzmożno, tolko ostorożno” :-)
    W konteście kontaktów międzyludzkich wspominałem o tym np. w poście http://alexba.eu/2006-03-25/rozwoj-kariera-praca/twoje-kontakty-oaza-monokultura-czy-zroznicowanie/
Ja wykorzystuję wszystkie z opisanych powyżej sposobów od lat, co mimo kiepskiej sytuacji wyjściowej doprowadziło do takiej jakości życia, że nie mogę o niej pisać otwarcie na blogu, bo część ludzi nie uwierzy, część zrobi się bardzo agresywna, a niektórzy napiszą „bo ty żyjesz w innej rzeczywistości”  :-)  Przy tym nie ma żadnych „obiektywnych” przeszkód, aby w rozsądnym okresie czasu większość z Was zrobiła to nawet lepiej ode mnie!!! Jesteście młodsi, macie więcej czasu i nie musicie powtarzać moich błędów.
To jest chyba post dość trudny i jak na ten blog o dużym stopniu abstrakcji, więc jeśli macie jakiekolwiek pytania i uwagi, to oczywiście chętnie odpowiem.
PS: Wiele osób jest nieszczęśliwych ze swoją rzeczywistością i zmienia ją czasowo oglądając telewizję (nawet polską!!) lub nadużywając alkoholu i narkotyków. A są przecież lepsze metody!!

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (57) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex, Relacje z innymi ludźmi, Rozwój osobisty i kariera, Zapraszam do wersji audio

Jakie masz prawo tego ode mnie wymagać?

Pytanie zawarte w tytule jest standardową reakcją, która przebiega w moim umyśle, kiedy ktoś czegoś się ode mnie domaga lub dopomina.
Mam wrażenie, że wobec  mentalnego zniewolenia sporej części społeczeństwa jest to dość rzadka pierwsza reakcja, ja sam nauczyłem się jej mieszkając poza Polską i obserwując ludzi, którzy według moich kryteriów daleko zaszli w życiu.
W czym rzecz?
Jako człowiek miłujący wolność staram się między innymi dbać o niezawężanie jej w następujący sposób:
Unikam podejmowania zobowiązań, które nie uważam za konieczne. Nie oznacza to niepodejmowania zobowiązań w ogóle, lecz bardzo staranna analizę, zanim powiem „tak”. W ten sposób łatwiej jest mi je potem respektować bez jakiegokolwiek żalu. Dla zasady staram się minimalizować zarówno ilość jak i zakres moich zobowiązań. Jednocześnie, w miarę możliwości,  dbam przy tym o powstanie sytuacji win-win.  Zdarzało mi się „negocjować”  zobowiązania aby było lepiej dla drugiej strony. Ciekawe, że wiele osób ma z tym całym moim podejściem spory problem, o czym napisze w osobnym poście.
Nie pozwalam innym na skuteczne domaganie się ode mnie rzeczy i zachowań, za wyjątkiem tych :
  • które wynikają z moich jednoznacznych zobowiązań wobec danej osoby lub osób
  • które wynikają z prawa obowiązującego w miejscu, gdzie zdecydowałem się żyć lub aktualnie przebywam
  • których zastosowanie mogłyby bezpośrednio uchronić kogoś przed utratą życia lub poważnym uszczerbkiem na zdrowiu
  • których zignorowanie groziłoby mi utratą życia lub poważnym uszczerbkiem na zdrowiu
  • których niezastosowanie doprowadziłoby do poważniejszych skutków naruszających zasadę „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”
  • kiedy jestem dobrowolnym członkiem załogi jakiegoś pojazdy lądowego, wodnego, lub powietrznego
W każdym innym przypadku, jeżeli ktoś domaga się czegoś ode mnie, to „spuszczam go na drzewo” i osoba ta pozostaje tam aż zrezygnuje lub zmieni styl komunikacji ze mną.
Bo oczywiście po dobroci prawie wszystko można ze mną załatwić, jako że jestem przyjaźnie zastawionym do świata i w szerokim tego słowa znaczeniu szczodrym człowiekiem.
Możecie sobie nietrudno wyliczyć ile innych typowych źródeł nakazów i zakazów po prostu ignoruję :-) To, oprócz utrzymywania szerokiego zakresu wolności jest jednym ze źródeł mojej energii życiowej i pogodnego nastawienia do świata!
Poza tym ile zasobów zasobów wszelkiego rodzaju można zaoszczędzić i zużyć na przyjemniejsze cele  :-)
Teraz część z Was może pomyśleć, że takiemu Alexowi łatwo powiedzieć, bo może sobie na to pozwolić. Ja myślę, że związek przyczynowo-skutkowy jest dokładnie odwrotny: Dziś mogę sobie na wiele pozwolić, bo kiedyś podjąłem decyzję o przyjęciu postawy, którą powyżej opisałem. Naturalnie ponosząc wszelkie tego konsekwencje, ale tak to już jest w życiu :-)
Gdyby per saldo rezultat nie był tak dobry, to nie pisałbym o tym postu, ale to trzeba wypróbować w praktyce :-)
Jeżeli macie pytania lub myśli, którymi chcecie się podzielić to zapraszam do komentarzy
PS: Do tematu warto poczytać też: http://alexba.eu/2008-05-03/rozwoj-kariera-praca/musisz-umrzec/

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (36) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex, Zapraszam do wersji audio

Szybka selekcja – jak to robi Alex cz.1

W dyskusji pod postem o szybkiej selekcji ludzi, z którymi mamy do czynienia pojawiło się kilka głosów, świadczących, że część z Was zrozumiała mnie nieco inaczej niż zamierzałem.
Wielu Czytelników zastanawiało się na przykład, jak odciąć się od niepasujących osób, które  znają bliżej od dłuższego czasu.
U mnie ten problem raczej nie występuje, bo selekcja, o której pisałem dokonywana jest na samym początku znajomości a nie po miesiącach, czy latach. Dlatego nazwałem to „szybką selekcją”.
Po namyśle zdecydowałem, że może najlepiej w cyklu postów opiszę jak ja to konkretnie robię, wtedy każdy będzie mógł sobie wziąć i dopasować to, co mu odpowiada.
Zanim przejdziemy do szczegółów mam kilka bardzo ważnych uwag. Proszę o ich dokładne przeczytanie, bo zrozumienie ich będzie konieczne w dalszej dyskusji.
Pierwszą rzeczą jest fakt, że nie biegam po świecie z jakąś „checklistą” na której odhaczam punkty dodatnie lub ujemne i po przekroczeniu pewnej ilości tych ostatnich naciskam klawisz „game over”. Raczej czynię to dość intuicyjnie i aby napisać ten post musiałem intensywnie zastanowić się jak ja to właściwie robię. Tak więc tekst poniżej jest rezultatem swojego rodzaju „reverse engeneering”, kiedy na podstawie moich zachowań starałem się odtworzyć i opisać mechanizmy nimi rządzące. To jest istotne, bo inaczej mógłby powstać fałszywy obraz Alexa – komputera, który bezdusznie odrzuca ludzi.
Drugą rzeczą jest to, iż odrzucenie przeze mnie kogokolwiek nie oznacza zazwyczaj oceny tej osoby jako człowieka. Jedynym kryterium jest kompatybilność do mnie, co w którymś momencie dokładniej wyjaśnię. Jest na świecie prawdopodobnie mnóstwo wartościowych i interesujących ludzi, z którymi pozytywna komunikacja będzie dla mnie niemożliwa, lub co najmniej znacznie utrudniona. I lepiej będzie jak ją sobie darujemy.
To nic nie mówi o tym, czy ktoś jest „lepszy” lub „gorszy”, tak jak niepasowanie pewnego klucza do określonego zamka nic nie mówi o jakości każdego z nich.
Trzecie, wspomniana kompatybilność nie oznacza takich samych poglądów!!! Mam wielu bliskich znajomych, zarówno prywatnie jak i biznesowo, którzy w wielu sprawach mają kompletnie inne poglądy niż ja, to nam nie przeszkadza dopóki szanujemy naszą odmienność i komunikujemy jak cywilizowani ludzie.
Po tym istotnym wstępie przejdźmy do konkretów.
Generalną zasadą, którą się kieruję, jest wyeliminowanie z mojego bliskiego otoczenia osób niepasujących już na samym początku znajomości.
To wiąże się z najmniejszymi problemami natury emocjonalnej, nie pojawiają się też inwestycje jakiegokolwiek rodzaju, które powodowałyby, że będzie nam szkoda podjąć niezbędne decyzje „bo już tyle w tę relację włożyliśmy”.
Pierwszą rzeczą, którą robię to ……. pozwalam innym na zdyskwalifikowanie mnie jako bliskiego znajomego :-)
To ma tę zaletę, że nie wymaga żadnych specjalnych działań z mojej strony i oszczędza mi sporo czasu i środków na zadawanie się z ludźmi, z którymi nie jest mi „po drodze”.
Jak to robię? Bardzo prosto :-) po prostu jestem sobą i raczej nie udaję nikogo innego. Pisze „raczej” bo czasem wciągam brzuch i wypinam klatę, ale któż nie ma chwil słabości :-)
Ponieważ niektóre moje podejścia do życia są, delikatnie mówiąc, dość nietypowe, to wielu ludzi uznaje mnie za dziwaka, dziwoląga, albo wręcz stukniętego faceta, z którym lepiej się nie zadawać. W ten sposób niepasujące osoby same usuwają się z mojego życia i nawet nie muszę ich „selekcjonować” :-) Wygodne i ekonomiczne, nieprawdaż?
Dodatkowym „narzędziem”, które do tego wykorzystuje jest ten blog. Jako że wypowiadam się na nim otwarcie  o bardzo wielu różnych sprawach jest to kopalnia informacji o tym, jakim jestem człowiekiem i jakie mam poglądy na wiele spraw życiowych. Tak wiec, jak poznaje kogoś nowego, to gdzieś tam dość szybko przemycam informację, że taki blog prowadzę i ktoś zainteresowany może mnie tam „podejrzeć”. Potem patrzę jaki jest efekt tej lektury :-)
Z punktu widzenia selekcji istotne są następujące przypadki:
  • ktoś po poczytaniu moich wypowiedzi nie kontynuuje znajomości ze mną. To jest ciąg dalszy tej autoselekcji o której wspomniałem wyżej
  • ktoś po przeczytaniu wyraża się z pogardą lub brakiem szacunku o mnie, tym blogu lub jego Czytelnikach. Wtedy ja, jak w myśliwcu odrzutowym naciskam przycisk „eject” katapultujący daną osobę (z mojego życia oczywiście)
  • ktoś wykazuje kompletny brak zrozumienia dla idei tego blogu. Eject!!! Ten brak zrozumienia może przejawiać się  np. w pytaniu „Nie szkoda Ci czasu na takie bzdury?”, albo „Jak możesz się tak publicznie obnażać?” :-) :-) Z tym „obnażaniem” się to jest ciekawa sprawa, bo uważni Czytelnicy zauważą, że jestem bardzo powściągliwy jeśli chodzi o fakty z mojego życia prywatnego, a jeśli ktoś otwartą dyskusję o poglądach nazywa w ten sposób, to nie bardzo jest z mojej bajki :-)
Poza blogiem rzeczą dyskwalifikującą jest też, jeśli widzę, że ktoś nie szanuje ludzi o tzw. „niższym statusie społecznym” i np. z wyższością odnosi się do kelnerów, pokojówek, konduktorów, kasjerów, sprzedawców i…… osób młodszych wiekiem. Eject!!!
Jeżeli ktoś jest chamski, gburowaty, nieuprzejmy, ponury, arogancki, nie chce komunikować to też pociąga to za sobą natychmiastowe użycie katapulty :-)
Osobiście jestem bardzo otwartym człowiekiem i powyższe kryteria chyba wyczerpują listę tych, przy wystąpieniu których „kasuję ludzi na dzień dobry” (względnie pozwalam się kasować :-))
Oczywiście potem selekcja idzie dalej, bo chodzi o zakwalifikowanie się do jednej z 2 grup:
  • bliższa znajomość
  • niezobowiązujące kontakty społeczne
No ale o tym napiszę w następnym odcinku/odcinkach.
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania lub uwagi to zapraszam do dyskusji w komentarzach.
PS: Dalsze odcinki będą, jeśli temat okaże się dla Was interesującym.

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (148) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Dylematy Malwiny

Dzisiaj zauważyłem, że jedna  z naszych Czytelniczek zamieściła bardzo długi komentarz pod jednym ze starych postów. Był on bardzo szczery i dotyczy problemu, z którym w ten czy inny sposób spotyka się sporo młodych ludzi, którzy kontaktują się ze mną.  Szkoda mi było zostawiać go pod tamtym postem, kiedy może to być temat bardzo ciekawej i owocnej dyskusji. Za zgodą Autorki przenoszę go więc tutaj a pod nim skopiuje też dotychczasową dyskusję. Jestem przekonany, że bedziecie mieli na ten temat dużo  ciekawego do powiedzenia w komentarzach, a komuś jeszcze ta dyskusja się przyda.

A oto tekst:

„Nie wiedzieć czemu mój komentarz nie chce się wysłać. Postaram się rozbić go na dwa mniejsze i może wtedy pójdzie. Z góry przepraszam, że tak bardzo się rozpisałam, ale nie potrafiłam bardziej tego streścić, oraz za bałagan w wypowiedzi, ale odzwierciedla on mniej więcej to, co dzieje się teraz w mojej głowie.
Piszę tutaj, ponieważ mam kompletny mętlik w głowie i zupełnie nie wiem, co mam zrobić. Nie oczekuję cudownych, gotowych rozwiązań ani bezpośrednich rad. Po prostu myślę, że pomogłoby mi, gdyby ktoś to przeczytał i napisał cokolwiek, co nasuwa mu się na myśl, albo przychodzi do głowy. A wydaję mi się, że blog ten czytają ludzie o takich cechach, jakie ja w przyszłości chciałabym w sobie wykształcić.
Aktualnie jestem na pierwszym roku stomatologii. Moja mama jest stomatologiem i prawdę mówiąc gdyby nie jej stały, dobrze płatny zawód, już dawno mieszkalibyśmy w jakimś małym, jednopokojowym mieszkanku. Teraz mieszkamy w domku jednorodzinnym, na którego odnowienie został wzięty ogromny kredyt, który zostanie spłacony po 20-30 latach jak dobrze pójdzie, ale nie o tym chciałam mówić.
Jestem więc na tej stomatologii, ale prawdę mówiąc studiowanie tutaj nigdy nie było moim marzeniem. Jakoś tak “wyszło”, że w podstawówce wiedziałam, że “mam” lubić przyrodę, później biologię, następnie poszłam do klasy biologiczno-chemicznej w najlepszym liceum w mieście, a spośród studiów przyrodniczych już chyba te najbardziej mi pasowały. Zawsze słyszałam, że to będzie dla mnie cudny zawód, zwłaszcza że mam zdolności manualne. Że będę mieć świetny start, bo mama jest stomatologiem. Więc przyjmowałam to, zagłuszałam ten cichy głosik w mojej głowie, który mówił mi, że to może nie jest “to”, ciężko pracowałam przez liceum, żeby się tu dostać, a kiedy już zobaczyłam moje świadectwo maturalne… pomyślałam tylko “no fajnie, przynajmniej nie będę musiała ponownie pisać matury, nie będę mieć problemów”.
Od początku studiowania nie chciało mi się uczyć, bo nie dostrzegałam celu, który byłby wart tych pięciu lat wyjętych z życiorysu. Miałam tylko mamę, która stała nade mną i niczym wyrzut sumienia mówiła: “Ucz się, bo nie zaliczysz. Robisz wszystko, żeby tylko zawalić ten rok. I znowu gadasz po parę godzin z chłopakiem, jak niby chcesz zdać kolokwium, skoro swój czas poświęcasz na bezcelowe rozmowy, zamiast na naukę? W dzisiejszych czasach kobieta musi być niezależna, mieć pewny zawód, żeby w razie czego móc utrzymać siebie i dziecko”. I tak w kółko. Co jakiś miesiąc przechodziłam załamania pod tytułem “ja nie chcę tutaj być, rezygnuję”. Ale zawsze mama przywoływała mnie do porządku swoimi logicznymi argumentami, a ja później miałam dzikie wyrzuty sumienia, że znowu straciłam czas na rozmyślania, zamiast się uczyć.

Bo tak naprawdę moja wizja przyszłości nie jest tak pewna, jak stomatologia. Argumenty na jej korzyść są tak mało przekonujące, że aż boli. Moim największym marzeniem sprzed jakichś pięciu lat jest otworzyć własną kawiarnię. Już kiedyś na tym blogu był poruszany temat, że niedługo będzie cały wysyp kawiarni. Ale na nią mam konkretny, myślę że dobry pomysł. Mogłabym otworzyć firmę, sprzedającą ręcznie robioną biżuterię (robienie biżuterii to moja pasja, którą niestety zaniedbałam, bo trzeba się było uczyć). Mogłabym pracować w redakcji, bo uwielbiam pisać, co też w liceum zaniedbałam i teraz żałuję (wiem, że tutaj jest bardzo mała szansa na zatrudnienie). Mogłabym pracować w firmie reklamowej (choć nie wiem, czy nie jestem za mało dynamiczna i pewna siebie). Mogłabym być stylistką, projektantką, grafikiem, słowem robić cokolwiek bardziej twórczego, niż dłubanie ludziom w zębach. Tyle że te zawody są strasznie niepewne, co mojej mamy zupełnie nie przekonuje. Myślałam o tym, żeby pójść na psychologię, ale to tak dla siebie, aby rozwinąć swoje zainteresowania, poznać ciekawych ludzi. Ale mama mówi, żebym “dała sobie szansę”, czyli skończyła stomatologię, a później “będę mogła robić, co chcę, iść na jakie studia chcę i otwierać, co tylko mi się będzie podobać”. A skoro chcę już teraz pójść taki nic nie dający i łatwy kierunek, to żebym szła na studia zaocznie, poszła do pracy, opłacała studia i miała swój wkład w utrzymywanie 1/3 domu. Boję się, że nie dam rady tego pogodzić, zwłaszcza że podczas tego rodzaju studiów trzeba robić coś w kierunku rozwijania swoich kwalifikacji: podszlifować język, zrobić jakieś kursy, iść na bezpłatne praktyki do jakichś firm, etc. Atmosfera w domu jest gęsta, mama jest na mnie obrażona i próbuje na wszelkie sposoby wywołać we mnie poczucie winy. Ja jestem w kompletnym dołku i nie wiem, co zrobić.
Ktoś może spytać czemu nie posłucham mamy: czemu nie skończę tej stomatologii, aby mieć to zabezpieczenie, a później najwyżej otworzę sobie kawiarnię. Ja po prostu widzę, jak te studia mnie strasznie zmieniają. Nie potrafię cieszyć się życiem, nie mogąc bez wyrzutów sumienia zrobić czegoś, co lubię, bo w tym czasie mogłabym się pouczyć. Mój chłopak twierdzi, że staję się coraz bardziej smutna, nieufna w stosunku do ludzi, narzekająca. Mam wrażenie, że coraz bardziej upodabniam się do swojej mamy, którą naprawdę bardzo szanuję, ale nie chcę mieć życia, takiego jak ona. Nie chcę być drugą nią, a mam wrażenie, że postępując według jej rad i zasad, tak się właśnie dzieje. Z drugiej strony jest jeszcze tata, który z wykształcenia jest inżynierem, ale nigdy nie pracował w zawodzie. Od momenty skończenia studiów miał własną firmę, która dobrze prosperowała przez parę lat, a później świetlane czasy minęły. Otwierał kolejne firmy, które wpędzały nas w coraz to nowe długi. Przez wiele lat nasz cały dom utrzymywała mama ze swoją “pewną pracą”. Wszyscy mówią, że jestem podobna do taty. Mam świadomość, w którym miejscu to podobieństwo jest wadą i staram się nad tym pracować, ale boję się, że skończę tak, jak on mówiąc, że “ma 50 lat i zmarnowane życie”. Ciężko mi uwierzyć w siebie, skoro moi rodzice we mnie nie wierzą. Ciężko mi podjąć kroki w kierunku zmiany, bo boję się, że nie dam rady. Ciężko mi iść pod prąd, sprzeciwiać się mamie, która robi wszystko, abym w końcu dostrzegła swój “życiowy błąd”. Gdy tak mnie poczytać, to ręce opadają, prawda;)?
Jeśli ktoś z Was dotrwał do końca, pewnie załamał się moją osobą. Tak, jestem teraz w dołku i możliwe że ton mojej wypowiedzi przypomina użalanie się nad sobą (i może tym właśnie jest), ale chciałabym z tego dołka wyjść. Potrzebuję jakiejś obiektywnej rady kogoś rozsądnego, kto potrafiłby spojrzeć na sytuację z dystansem. Wytknąć błędy w myśleniu albo postępowaniu. Z góry naprawdę bardzo temu komuś dziękuję. Każdy odzew będzie dla mnie bardzo cenny.”
____________________
Zapraszam do dyskusji w komentarzach
Komentarze (95) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-11
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex, Relacje z innymi ludźmi, Zapraszam do wersji audio

Warto być miłym

Opowiem Wam małą historię.

Tej zimy znalazłem w Playa del Ingles bardzo dobry Steak House i jako miłośnik tego rodzaju jedzenia kilkakrotnie tam gościłem. W styczniu przeniesiono tam wielki grill na węgiel drzewny z kuchni na główna salę i kiedy byłem tam przedostatnio, to po bardzo udanym posiłku podszedłem do kucharza i w moim kulawym hiszpańskim podziękowałem mu za perfekcyjne przygotowanie steków dla mnie i moich gości. Potem jeszcze trochę przyjacielsko pogadaliśmy i pożegnaliśmy się.

W środę wpadłem znowu do nich i podchodząc do grilla zapytałem „Cześć Carmelo, co dobrego mi dziś zgrilujesz?”

Na to on „Alejandro, może zjesz solidnego T-bone?”. Tutaj małe wyjaśnienie, to co na wyspie nazywają „chuleton” i tłumaczą jako T-bone to tak naprawdę według mnie rib steak, ale tak czy inaczej jest to potężny kawał smakowitej argentyńskiej wołowiny.

Pożartowałem trochę, że jest to stek do popełniania samobójstwa, ale zamówiłem go medio-rojo, czyli medium-rare :-)

Ponieważ nawet jak dla mnie wielkość była rekordowa, to zrobiłem poniższe zdjęcie (a Carmelo ma naprawdę wielkie dłonie :-))

Ku mojemu zdziwieniu na moim talerzu wylądowało potem coś takiego:

Nie trzeba być uważnym obserwatorem, aby zauważyć, że temu stekowi nagle „dorósł” całkiem normalny kawał polędwicy, który normalnie wystarczyłby na samodzielne danie.  W ten sposób dostałem „skonstruowany” porterhouse steak, czego nie było ani w karcie, ani na rachunku, który przyszło mi tego dnia zapłacić :-)

Niektórzy z Was, mogą teraz się zapytać, po co to całe gadanie, cóż takiego w tym, że jakiś kucharz w restauracji sprezentował mi mięso za 10-12 euro?

Otóż piszę o tym, bo jest to typowy przykład bardzo wielu uprzejmości i prezentów otrzymywanych od innych ludzi, których często właściwie ledwo znam. Przy czym nie zawsze chodzi tu o drobiazgi jak ten powyższy, czy mieszkanie w jednym z 3 najlepszych apartamentów w  bardzo sympatycznym, kameralnym hotelu za superpromocyjną cenę.
W moim życiu otrzymywałem już  różne oznaki sympatii warte wiele tysięcy euro czy dolarów i to nie jako część jakiegoś dealu biznesowego!
A to robi już bardzo dużą różnicę w jakości życia i to nie tylko poprzez lepsze samopoczucie!!

Moja rada dla Was: Bądźcie mili dla innych ludzi i to wszystkich bez wyjątku, dopóki jakieś jednostki nie pokażą Wam jednoznacznie, że na to nie zasługują!!

Koniecznie przeczytajcie uważnie ten stary post http://alexba.eu/2006-04-03/rozwoj-kariera-praca/twoje-kontakty-czy-jestes-milym-czlowiekiem/ i od dziś zacznijcie stosować wspomniane tam zalecenia. Podkreślam słowo „stosować” bo sama teoria Wam nie pomoże.

Dodatkowo dostrzeżcie i wyraźcie uznanie, jeśli ktoś robi coś dla Was i robi to naprawdę dobrze. I to bez różnicy, czy jest to konsultant, któremu płacicie tysiące za godzinę, czy pokojówka sprzątająca wasz pokój. Szczególnie zróbcie to w wypadku tej  pokojówki!!! Chodzi o wyrobienie sobie pewnej postawy.

Jak się da, to rzucajcie promień słońca w życie innego człowieka,  a da się to zrobić znacznie częściej niż przypuszczacie.

Generalnie warto też stosować to podejście.

Dlaczego o tym piszę?

Konsekwentne stosowanie powyższych rad zrobi długoterminowo w Waszym życiu znacznie większą różnicę, niż większość z Was może sobie teraz wyobrazić. Mówię to zarówno z własnego bogatego doświadczenia, jak i wielu obserwacji.

Wypróbujcie i zobaczycie!

Jeżeli macie pytania lub uwagi to zapraszam do komentarzy.

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)
Komentarze (46) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak to robi Alex, Zapraszam do wersji audio

Szybka selekcja ludzi – dlaczego warto?

Czytając wiele moich postów takich jak np. „Stabilność emocjonalna, lub „No hassle in my castle” można by odnieść wrażenie, że jestem zimno kalkulującym człowiekiem, który dla czystej wygody „eliminuje” ze swojego otoczenia ludzi, którzy mu nie pasują. Pisałem wtedy o wpływie takich decyzji na moją jakość życia itp. a pominąłem jeszcze jeden ważny aspekt, który był dla mnie  tak oczywisty, że go nie zauważyłem :-)
Pamiętacie, jak w poście „Czego możemy nauczyć się z bajek cz.2″ twierdziłem, że chyba wszyscy przychodzimy na świat jako wrażliwe istoty, którym potem ta wrażliwość zostaje wyamputowana?
Jak pisałem o tej księżniczce, dzięki której nauczyłem się na nowo używać serca i mieć szeroka gamę subtelnych emocji?
Przy tym wszystkim odkryłem też, że jestem bardzo wrażliwym człowiekiem i że ta wrażliwość umożliwia mi bardzo wiele rzeczy zarówno prywatnie jak i zawodowo (tak, tak, bez niej nie byłbym dzisiaj tak daleko jak jestem!!)
Z drugiej strony wszyscy żyjemy w realnym życiu, gdzie pojawiają się różni ludzie, nie zawsze w stosunku do nas mili czy dobrze nastawieni.
W takiej sytuacji bardzo wrażliwa osoba ma następujące możliwe rozwiązania:
  • na nowo wyhodować sobie gruba skórę – czyli księżniczka męczyła się nadaremnie
  • zabarykadować się przed „złym światem” w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół – to prowadzi do „monokultury” http://alexba.eu/2006-03-25/rozwoj-kariera-praca/twoje-kontakty-oaza-monokultura-czy-zroznicowanie/ co znacznie ogranicza nasze możliwości wszechstronnego rozwoju
  • wytworzyć sobie zdejmowalny pancerz, który zakładamy wychodząc na zewnątrz, a  zdejmujemy w domu – jest to niewygodne i łatwo prowadzi do de facto rozszczepienia osobowości.
  • robić to tak jak ja – łatwo dopuszczać do siebie bliżej bardzo różnych ludzi, ale szybko i bez ceregieli eliminować za swojego życia tych, którzy po bliższym poznaniu nam nie pasują. Podkreślenia wymaga „szybko i bez ceregieli”, bo w naszej polskiej kulturze mamy tendencję do zbyt dużej pobłażliwości i cierpliwości w stosunku do niemiłych lub nieodpowiednich dla nas zachowań innych.
Jakie główne zalety dla mnie ma takie podejście:
  • nie muszę się ciągle przestawiać, mogę być cały czas tym samym człowiekiem z „sercem na dłoni”
  • mogę swobodnie dalej rozwijać we mnie subtelności odczuwania i postrzegania, co jest niezwykle przydatne w bardzo szerokim zakresie zagadnień od seksu począwszy a na trudnych negocjacjach biznesowych skończywszy
  • mam do czynienia z samymi miłymi ludźmi i to zarówno prywatnie, jak i w biznesie. To ostatnie uważam za duże osiągnięcie, bo ile osób może uczciwie coś takiego  stwierdzić.
  • wchodzę w bliskie kontakty z bardzo szeroką gamą różnych ludzi, od których wciąż uczę się czegoś nowego. Robiąc to mam coraz więcej doświadczenia i wprawy w nawiązywaniu takich kontaktów a to zmniejsza potencjalne uzależnienie o jakiejś konkretnej osoby

Jakie potencjalnie negatywne skutki uboczne mogą się pojawić i jak sobie  z tym radzę:

  • jak już wspomniałem powyżej jest to w naszej kulturze dość nietypowe podejście i przez niektórych ludzi będę uznany za dziwoląga lub po prostu zdyskwalifikowany. Nie mam z tym problemu, bo to otwiera drogę do tych, dla których jest to w porządku
  • mogę przedwcześnie zdyskwalifikować jakiś nieoszlifowany diament. To ryzyko akceptuję, zwłaszcza jeśli wciąż znajduję diamenty, które błyszczą bez konieczności szlifowania (metaforycznie)
  • wobec wspomnianej łatwości nawiązywania kontaktów bardzo trudno jest mieć mnie na wyłączność, zwłaszcza bez mojej woli w tym kierunku. To zawsze odstraszało sporą część ludzi, zwłaszcza płci przeciwnej :-) Na szczęście nie wszystkich, więc problemu nie ma :-)
  • jeśli jeszcze coś pominąłem, to na pewno Czytelnicy przypomną mi o tym w komentarzach  :-)
To, co napisałem powyżej jest jak zwykle moim osobistym podejściem, co nie oznacza że jedynym lub najlepszym.  Dla mnie funkcjonuje super i napisałem ten post w odpowiedzi na wasze sugestie abym pisał o tym jak robię różne rzeczy.
Serdecznie zapraszam dyskusji.
____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (39) →
Alex W. Barszczewski, 2011-01-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Wszystkiego Najlepszego w Roku 2011 !!!

Tak oto całkiem niepostrzeżenie skończył sie (prawie) rok 2010 :-)

Dla mnie końcówka była niezmiernie obfita w różne spotkania, dyskusje i projekty, co dobrze wróży na nadchodzący 2011.

Jeszcze parę spotkań, parę podróży, parę maili i znowu będzie czas na Gypsy Time, bo względnie pracowity rok widać już na horyzoncie :-)

Wszystkim Wam dziękuje za udział w naszych dyskusjach na blogu i poza nim, a w nadchodzącym roku życzę miłej i bezproblemowej realizacji tego, co dla każdego z Was jest najważniejsze

Wasz

Alex

Komentarze (17) →
Alex W. Barszczewski, 2010-12-31
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jak chcemy dyskutować?

Ostatnio zastanawiałem się nad formą i zakresem dyskusji,  które prowadzimy na blogu, a szczególnie moim w nich udziałem.
Niektórzy z Was, zwłaszcza ci, którzy stosunkowo niedawno są na blogu czytając nasze rozmowy mogą czasem odnieść wrażenie pewnej szorstkości, a czasem wręcz arogancji z mojej strony. Warto więc może wyjaśnić, skąd się to bierze.
Zacznijmy od tego, że jest to od początku swego istnienia blog edukacyjny, którego głównymi celami są:
  1. stworzenie dla jak największego grona osób możliwości dowiedzenia się jak do wielu rzeczy w życiu podchodzi taki dość nietypowy facet,  jakim jestem ja.  Nie chodzi tutaj o masowanie mojego własnego ego, czy niepotrzebną mi autoreklamę (bo jak mówią Rosjanie „ciszej idziesz, dalej zajdziesz”), lecz o poznanie wielu alternatywnych metod jak dość do naprawdę wysokiej jakości życia i to bez „pleców”, kumoterstwa, wchodzenia komukolwiek w tyłek, niewolniczej pracy, czy działań niezgodnych z prawem
  2. danie możliwości bezpiecznego potrenowania sztuki polemiki, argumentacji i prezentacji własnych racji, oraz otrzymania bardzo indywidualnego, bezpośredniego i otwartego feedbacku kogoś, kto jest życzliwym, choć niełatwym sparring partnerem
Ten pierwszy punkt, jeżeli nie ma to być grzeczne i konformistyczne powtarzanie rzeczy usłyszanych w mediach lub wyczytanych w książkach, wymaga ode mnie zrobienia dwóch dość trudnych rzeczy:
  • po pierwsze muszę przynajmniej bardzo oględnie opisać rezultaty, jakie długoterminowo mam  stosując opisywane metody i postawy. Rezultaty i samopoczucie przy ich osiąganiu są dla mnie kluczowym kryterium oceny własnego postępowania i pozbawienie Czytelników tych informacji stawiałoby mnie w jednym rzędzie z akademickimi pseudoekspertami życiowymi, jakich wielu  wokół nas. Z drugiej strony, jeśli napiszę na blogu, że w danym roku XXXX pracowałem bardzo intensywnie 40 dni, 90 dni siedziałem na Kanarach, 45 nad polskim morzem, 40 w fascynującej metropolii, a resztę czasu też spędziłem ciekawie i pożytecznie w towarzystwie interesujących osób, to wielu Czytelników zarzuci mi samochwalstwo, wywyższanie się i tym podobne rzeczy. A to nie o to chodzi!! Opis rezultatów powinien być integraną częścią opisu jakiejkolwiek metody! Jak proponujecie rozwiązać na otwartym, publicznym blogu? Podkreślam przy tym, że nie mam żadnego problemu z postawami jak w poście „Jak ja nie lubię Alexa” :-)
  • po drugie muszę mówić o bardzo niekonwencjonalnych metodach i podejściach, które stosuję.  Często są one rezultatem uważnej obserwacji, w miarę nieskrępowanego użycia własnego umysłu i mojej dużej gotowości do eksperymentowania w życiu. Bywa, że są one w sprzeczności do utartych i bardzo rozpowszechnionych „prawd” i „aksjomatów”, tego co mówią w mediach, na ambonie i uczelniach, a nawet, jakby to powiedział Goebbels „wbrew zdrowemu odczuwaniu Narodu”.  Nic na to nie poradzę, jeśli coś działa to jest to dla mnie „prawda”, choć oczywiście nie twierdzę, że prawda uniwersalna i do zastosowania dla każdego. Zawsze jestem chętny do bliższych wyjaśnień, problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś usiłuje mnie przekonać, że nie mam rezultatów, które mam :-) albo generalnie usiłuje mnie „nawrócić”  na „zdrowy sposób myślenia” bez bliższego zapoznania się i zrozumienia (co nie musi oznaczać zgody) moich racji.  Na to jest mi trochę szkoda mojego czasu. Co zrobimy z tą kwestią?
Przy realizacji drugiego celu blogu, pojawia sie pytanie jak to najlepiej zrobić, przy czy poprzez „najlepiej” rozumiem metodę, która da większości Czytelników najwięcej korzyści, bez wikłania mnie w długotrwałe i jałowe dyskusje na temat mojego charakteru lub podejścia :-) O co konkretnie chodzi?
Weźmy jako przykład coś z jednej z ostatnich dyskusji. Wszystko co zawarte jest w cudzysłowach jest  za wyjątkiem kilku dodanych wytłuszczeń dokładną kopią wypowiedzi na blogu.
W dyskusji http://alexba.eu/2010-12-03/rozwoj-kariera-praca/refleksje-o-poprzednim-poscie/
powiedziałem między innymi:
„Zauważasz: „..Dziewczynkom nie pozwala się z kolei na złość ..”
I słusznie, bo złość szkodzi na urodę :-)
A tak zupełnie serio, to po co odczuwać złość? Ja już nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to zdarzyło. Ja czasem się niecierpliwię, czasem, choć bardzo rzadko przełączam się w tryb zimnej bezlitosnej agresji, ale złośc?
Wyobraź sobie, jak zmieniłoby się Twoje życie i relacje z innymi, gdybyś nie odczuwała złości?
No ale to jest już zupełnie inny temat „
trochę później odpowiedziałem na pytanie jednej z Czytelniczek, jak w sytuacjach zazwyczaj generujących złość mieć inne emocje (wytłuszczenia dodane teraz):
„Pytasz o sposoby i jak to zrobić?
  • ogranicz interakcje z ludźmi, którzy mają tendencję do budzenia w tobie negatywnych emocji
  • powymieniaj sobie własną reakcję na różne bodźce np, tak prosta technika jak visual swish (wygugluj, jest szeroko opisywana). Na na przykład na wiele bodźców, na które ludzie reagują złością reaguje ciekawością i zainteresowaniem. Możesz sobie wyobrazić, jaki to ma wpływ na moją skuteczność i jakość życia?”
aby po kilku komentarzach dostać coś takiego (wytłuszczenia moje):
„Alex, brałam udział w kilku szkoleniach NLP i stosuję z powodzeniem wiele technik, które tam poznałam. Visual switch pozwala mi pozbyć się albo przynajmniej złagodzić nieprzyjemne uczucia związane z pewnymi osobami lub wydarzeniami, ale nie wpadłam jeszcze na pomysł w jakiej formie to ćwiczenie przeprowadzić, żeby od tej pory czuć jedynie błogość i radość w dowolnych życiowych okolicznościach. :-)
Piszesz, że zdarza Ci się odczuwać irytację czy frustrację i wydaje mi się, że może być tak, że Twoja irytacja oznacza to samo, co moja złość. Dla mnie to są uczucia z tej samej skali, tylko o różnym natężeniu. Kiedy piszę, że czułam złość to nie mam na myśli wściekłości, która mąci zmysły. „
I co mam teraz z czymś takim zrobić?
Mógłbym odpowiedzieć na to w dwóch równie prawdziwych wersjach:
_
Wersja light:
To dobrze, że już zaczęłaś wpływać na poprawę emocji w bardziej świadomy i skuteczny sposób. Możesz popróbować wykorzystać visual swish do dalszej zmiany odczuć, ale postaw sobie bardziej realistyczne cele niż odczuwanie w każdej sytuacji błogości i radości. Ja w moich wypowiedziach mówiłem o frustracji a nie irytacji. Podoba mi się, że w ostatnich dwóch zdaniach podkreślasz, że piszesz z Twojego własnego punktu widzenia.
Wersja full (taką zaserwowałbym płacącemu klientowi, z tym że w rzeczywistości nie miewają oni tak elementarnych problemów z komunikacją):
W Twojej ostatniej wypowiedzi jest kilka rzeczy, którymi koniecznie musimy się zająć, bo inaczej mogą Ci one znacząco zaszkodzić w rozmowach prywatnych i biznesowych.
Po pierwsze chwaląc się przejściem kilku szkoleń NLP i używając określenia „visual switch” ryzykujesz zaliczeniem Cię do bardzo licznego grona pseudowyedukowanych Polaków, u których „gdzieś dzwoni, ale nie bardzo wiadomo gdzie”. Technika o której pisałem to „visual swish”. Jest co prawda taka technika „foreground, background switch” ale to nie o tym tutaj mówimy :-)
Kiedy ja mówiłem „ Na na przykład na wiele bodźców, na które ludzie reagują złością reaguje ciekawością i zainteresowaniem”
to nawiązując do mojej wypowiedzi piszesz: „..żeby od tej pory czuć jedynie błogość i radość w dowolnych życiowych okolicznościach.”
To jest zupełnie inne ustawienie celów i jeżeli tak się wypowiadasz to albo nie słuchałaś/czytałaś uważnie, albo nie rozróżniasz znaczenia tych pojęć (bardzo niedobrze!!), albo robisz to manipulacyjnie. Tak czy inaczej bardzo zmniejsza to Twoją wiarygodność w oczach wielu rozmówców, zmień to jak najprędzej, bo zaszkodzi Ci to w oczach ludzi z górnej półki. A to są często osoby decydujące o Twojej dalszej karierze!!
Podobnie kiedy powołujesz się na rzekomo moje słowa: „ Piszesz, że zdarza Ci się odczuwać irytację czy frustrację i wydaje mi się, że może być tak, że Twoja irytacja oznacza to samo, co moja złość.”
W żadnym miejscu nie pisałem o mojej irytacji, więc odnoszenie się do niej jest absurdalne i bardzo podważa Twoją wiarygodność u rozmówcy, który po kilku takich wpadkach przestanie traktować Cię serio. Wkładanie w usta rozmówcy słów, których on nie powiedział pachnie manipulacją i bardzo pogarsza atmosferę rozmowy. To ujdzie Ci może w polskiej polityce, ale poważniejszych sprawach jest nie do przyjęcia.
Nie używaj określenia „wydaje mi się że..” bo w ostrej rozmowie wystawiasz się na strzał „nie jest to jedyna rzecz, która ci się wydaje!!”
Dobrym jest, że w ostatnich dwóch zdaniach podkreślasz, że piszesz z własnego punktu widzenia, ale po uprzednich wpadkach jesteś już „trafiona zatopiona”” i to Ci wiele nie pomoże
Teraz mam do Was, drodzy Czytelnicy dwa poważne pytania:
  1. Która wersja mojej odpowiedzi wnosi dla Was więcej wartości dodanej?
  2. Która wersję chcielibyście i jesteście gotowi ode mnie otrzymywać (to nie to samo pytanie co poprzednie:-))?
Prosze Was o chwilę zastanowienia i szczere wypowiedzi.
W wypadku, gdyby Wasza odpowiedź na ostatnie pytanie brzmiała „ta druga”, to czy jesteście gotowi zaakceptować kilka prostych warunków z mojej strony?
  • jeśli chcesz cokolwiek skomentować, to przeczytaj uważnie tekst, do którego się odnosisz
  • jeżeli jest w nim coś niejasnego to po prostu zapytaj, najlepiej używając pytania otwartego
  • jeżeli napisałeś komentarz do jakiejś wypowiedzi to zanim go opublikujesz przeczytaj na spokojnie oba teksty i sprawdź, czy odnoszą się do tego samego.
  • jeżeli komentujesz moją wypowiedź a ja poproszę Cię o jej ponowne przeczytanie, to nie jest to próba deprecjonowania Cię lub złośliwości, lecz szczerze pojęty feedback.
  • Jeżeli ponowne przeczytanie tekstu nie rozjaśni Ci o co chodzi, to zapytaj wprost o to, co jest dla Ciebie niejasne. Nie jest wstydem pytać, wstydem jest udawać że się wie i rozumie
  • możemy się wszyscy totalnie nie zgadzać w różnych kwestiach, to jest w porządku, ale nie atakujemy niemerytorycznie innych uczestników dyskusji

Możemy się umówić na takie zasady rozmowy?

Moim zdaniem znacznie podniosłoby to poziom naszych dyskusji i być może zachęciło wielu mających ciekawe rzeczy do powiedzenia Czytelników do wypowiadania się na blogu, a nie tylko w telefonicznych kontaktach ze mną. Skorzystamy na tym wszyscy.

Ten post jest kontynuacją tekstu „O czym tu pisać?” Tam wypowiedzieliście sie na temat zawartości naszych rozmów tutaj i uważni Czytelnicy na pewno zauważyli że zacząłem to już wprowadzać w życie. Teraz po tym „co” czas na „jak”

Zapraszam do wypowiedzi.

Komentarze (127) →
Alex W. Barszczewski, 2010-12-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne, Zapraszam do wersji audio

Wkrótce Święta


Wielu z Was wie, że nie jestem specjalnie przywiązany do kalendarza i różnych świąt w nim zawartych. Nie jest też moim zwyczajem, poddawanie się dyktatowi jakiejś daty i oczekiwanie w tym dniu czegoś bardziej szczególnego niż w innym.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że moje podejście jest bardzo nietypowe i dla wielu osób okres Świąt jest czymś szczególnym. Z własnych doświadczeń wiem też, że niektórzy nie są w stanie uczynić z tych dni niczego specjalnego, bo akurat znajdują się na samym dole drabiny społecznej, na samym dnie lejka, gdzie praktycznie nie ma swobody manewru.
Ludzie Ci tego dnia mogą i prawdopodobnie będą się czuli szczególnie źle, poprzez kontrast ich świata z tym pozornie kolorowym i wesołym  światem większości celebrującej Święta.
Zróbmy coś z tym.
Rozejrzyjmy się wokoło i znajdźmy takich współbliźnich. Rzućmy promień słońca w ich życie, przynajmniej w tych i dla nich szczególnych dniach. Ja doskonale pamiętam, jak siedziałem w Austrii biedny jak przysłowiowa mysz kościelna w tej mojej piwnicy i ktoś anonimowy wetknął mi w drzwi kopertę z pieniędzmi. Dzięki tym kilkuset szylingom ja wraz z moją ówczesną towarzyszką mogliśmy zrobić ŚWIĘTA!!! Pamiętam ten przeskok z przygnębienia do totalnej euforii, poczucia że świat o mnie nie zapomniał, że jakoś idzie dalej! Wow!!!
Zróbmy coś takiego dla innych!! Wyjdźmy poza krąg bliskiej rodziny, ciotek, wujków, kuzynów, poszukajmy w otoczeniu kogoś, komu możemy nawet niewielkim nakładem rzucić ten promień słońca.
Ja po powrocie do Polski zamierzam odwiedzić pewien kilkupiętrowy parking na Ursynowie, gdzie dość regularnie koczuje kilku bezdomnych. Musze ich odnaleźć, co nie jest banalne gdyż zimą dorabiają sprzątając śnieg, a z oczywistych powodów nie mogę do nich ani zadzwonić ani wysłać maila). Tych kilku, których znam jest generalnie w porządku, więc zapytam ich o plany na Święta. Ja sam obiecałem w Wigilie być u mamy w Katowicach więc czas jest większym problemem niż pieniądze, ale coś wykombinujemy.
Będę wam raportował pod tym postem co z tego wyszło. Każdego z Was zachęcam aby teraz, póki jest jeszcze czas pomyślał o swojej własnej, prywatnej akcji, bo niektóre działania wymagają rozpoznania i zaplanowania. Będę się bardzo cieszył, jeśli przeczytam coś o nich w komentarzach.
PS: Jeżeli macie inspiracje, co i dla kogo można zrobić to podzielcie się nimi tutaj, najlepiej jak najszybciej. Może pomoże to komuś, kto ma dobre chęci lecz brak pomysłów
_________________________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (100) →
Alex W. Barszczewski, 2010-12-17
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 40 of 83« First...102030«3839404142»506070...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi
  • Jesteś po czterdziestce? 5 obszarów gdzie wygrasz z młodszymi
  • Co zrobić, gdy partner biznesowy Cię wykorzystuje

Najnowsze komentarze

  • 2010 dobrze się zaczął – zadbajmy o ciąg dalszy  (49)
    • hajder: @Maksymilian: uważasz, że ze...
    • Maksymilian Barnaś: Witajcie!...
    • Marcin Wosinek: @hajder Mnie...
    • hajder: Alexie, piszesz: „Nie...
    • Olga: Alex Piszesz: “U mnie niestety...
  • Kilka myśli o dziękowaniu (post gościnny)  (30)
    • Marysia: Ewo, Masz rację –...
    • Emmy: Ewa, Spróbuję być bardziej...
    • Ewa W: To miłe, że ten mój post...
    • Emmy: Droga Ewo, Pięknie wyraziłaś to...
    • Tomasz Ciamulski: :) Dziekuję :)
  • Kiedy chciwość przesłania rozum  (117)
    • Alex W. Barszczewski: Tu jest niezły...
    • Olga: Taa, właśnie, polskie media nie...
    • Alex W. Barszczewski: Znalazłem to...
  • Nie przepraszaj bez potrzeby  (47)
    • Krzysztof Wesołowski: @TesTeq Właśnie...
  • Kilka spraw organizacyjnych  (24)
    • Olga: Alex, Ludwik, Nie wiem na ile...
  • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
    • Piotr Stanek: Alex Co do Twojego...
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Stanek...
    • Piotr Stanek: Udanego wypoczynku :)...
    • Alex W. Barszczewski: Właśnie się...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Czu-czu: Czy mógłby ktoś się odnieść...
    • Alex W. Barszczewski: Tomek Dziękuję...
    • tomek: Dzień Dobry ! Piszę ten...
    • Bart: @Wicher. Dziękuję za odpowiedź....
    • Rafał Ney: Czytam wynurzenia...
  • Get up and go – na Ursynowie  (83)
    • Alex W. Barszczewski: Wczoraj...
  • Uroda i atrakcyjność fizyczna  (134)
    • Justyna F.: Fajnie bo nie jestem w...
    • Grzegorz Kudybiński: Witam, Artykuł...
  • My i nasze emocje – kto jest czyim panem?  (18)
    • Michał: Joanna Nawiązując do...
  • Jak nie załatwiać spraw  (93)
    • Alex W. Barszczewski: Adrian Masz...
    • Adrian Zieniewicz: Z doswiadczenia...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (23)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2025