Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Gościnne posty

Smutna historia z happy endem (?) (post gościnny)

Dzisiaj dla odmiany zapraszam do przeczytania i podyskutowania na temat historii jednego z naszych Czytelników, który w bardzo otwarty sposób ja opisuje.  W komentarzach do postu  „O czym tu pisać?” sugerowaliście między innymi, abym napisał o moich początkach. To były prehistoryczne dla większości z Was lata osiemdziesiąte, więc historia Rafała będzie zdecydowanie bardziej odpowiednia, choć to przygnębiające wrażenia zamknięcia w klatce okoliczności miałem dokładnie takie samo. Siedząc wtedy w zimnej piwnicy, bez pieniędzy i koncepcji jak tę nieustanna walkę o przetrwanie zmienić też byłem niezwykle zdołowany. Dziś pisze ten blog z zupełnie innej pozycji i mam silną nadzieję, że Rafał też dopisze nam nowe, bardziej pozytywne odcinki, czego mu serdecznie życzę. Umiejętność spojrzenia na własną sytuację i powiedzenia „tkwię w g…. i jestem za to odpowiedzialny”  jest podstawowym warunkiem takiej zmiany i jak widać poniżej Rafał też ma ten etap już za sobą. Zapraszam do lektury i dyskusji w komentarzach

__________________________________________

Na samym początku mojej drogi życiowej to i owo mi się udało. Skończyłem dobre studia, nieźle zarabiałem, a wszystko co robiłem było nowe i ciekawe. Myślałem, że będzie tak już zawsze. Że stale będę kroczył ścieżką chwały, od zwycięstwa do zwycięstwa. Że w dobrym zdrowiu dożyję późnej starości. Że w pracy będę robił tylko to, co lubię i jeszcze dostawał za to przyzwoite pieniądze. Że będę miał śliczną żonę i mądre dzieci. Że wszystko jakoś mi się ułoży.
Niestety. Nic się samo JAKOŚ nie ułoży. O wszystko trzeba ciągle zabiegać. O swoje życie i szczęście trzeba bezustannie walczyć.
Łatwo jest to robić, kiedy jesteś na właściwej drodze i masz spore zapasy, pozwalające Ci przetrwać zły okres. Wtedy od czasu do czasu wystarczy jedynie drobna korekta kursu.
Zdecydowanie gorzej mają Ci, którzy mocno zboczyli ze swej drogi. Którzy pozwolili, by sprawy potoczyły się bez ich nadzoru. Którzy zdryfowali gdzieś już tak serdecznie, że ugrzęźli na mieliźnie. Bez pieniędzy, bez perspektyw i bez pomysłu, co robić dalej.
I właśnie taką historię chcę wam dzisiaj opowiedzieć.
Historię mojego własnego dryfu i mozolnego powrotu na właściwy kurs. Opowiem wam o swoim upadku. O błędach i zaniedbaniach, które popełniłem. A każde z nich zilustruję linkiem do odpowiedniego postu z tego blogu.
Może dzięki temu poczujecie, że za każdą dobrą radą umieszczoną tu przez Alexa stoją lata doświadczeń, a za każdą przestrogą – czyjeś zmarnowane życie.

——————–

O takich jak ja, mówiło się: „zdolny, ale leniwy”. Byłem na tyle bystry, by uczyć się bez wysiłku. Nie na tyle jednak bystry, żeby zrozumieć, że samo zaliczanie kolejnych przedmiotów nie ma nic wspólnego z przygotowaniem do prawdziwego życia.
Żałuję, że w szkole czy na studiach nie musiałem, tak jak niektórzy, ciężko pracować, aby coś osiągnąć. Może dzięki temu nauczyłbym się, że sukces wymaga wytrwałości i determinacji. A tak, bez tej wiedzy, wychowany pod kloszem, bez bagażu doświadczeń ruszyłem beztrosko w życie paradnym krokiem idioty:
http://alexba.eu/2006-08-14/rozwoj-kariera-praca/pokaz-mi-twoje-blizny/
Najpierw miałem jedną pracę, potem drugą i trzecią. Za każdym razem lepszą i lepiej płatną. W końcu zacząłem realizować swoje marzenie – razem z grupą przyjaciół założyłem własną firmę.
Teraz, z perspektywy lat, widzę jak wiele kardynalnych błędów popełniłem. Jak swoje życzenia brałem za rzeczywistość. W jak wielu sprawach byłem naiwny aż do bólu. Teraz widzę, że w zasadzie od samego początku byłem skazany na klęskę. Kryzys roku 2000 jedynie przyśpieszył to, co i tak było nieuniknione. Splajtowałem:
http://alexba.eu/2007-07-30/rozwoj-kariera-praca/przetestuj-marzenia/
Był to wtedy dla mnie ogromny wstrząs. Wszystko zawaliło mi się jak domek z kart. I o ile finansowo dość szybko stanąłem znowu na nogi, to mentalnie podnosiłem się z tego upadku przez całe lata. Oto skutek braku wcześniejszych porażek, które by mnie zahartowały.
Po tej historii, przyjaciele rozjechali się gdzieś po świecie, poszli w dal własnymi drogami. A mnie na długo odechciało się własnego biznesu. Nie chciałem już ponosić ryzyka. Postanowiłem zostać pracownikiem etatowym. Mieć swój bezpieczny stołek w korporacji:
http://alexba.eu/2006-05-12/rozwoj-kariera-praca/stabilizacja-w-twoim-zyciu-szczescie-czy-pulapka/
Tak zaczął się mój upadek. Stabilizacja bowiem okazała się ponurą stagnacją, choć początkowo nic tego nie zapowiadało.
Nie stało się to bynajmniej z dnia na dzień. Proces trwał ładnych parę lat. W międzyczasie przeprowadziłem się do Warszawy, pojawiło się najpierw jedno dziecko, potem drugie. A ja straciłem gdzieś z oczu swój cel. Niby jeszcze płynąłem, ale już nie wiedziałem w jakim kierunku. Wypełniałem po prostu polecenia przełożonych. I dryfowałem. Ważne było dla mnie tylko chwilowe poczucie korporacyjnego bezpieczeństwa, wygoda i prestiż. Liczyła się jedynie chwila obecna. Zamiast podnosić swoją wartość rynkową, starałem się tylko być lepszy w tym, co robię:
http://alexba.eu/2006-03-20/rozwoj-kariera-praca/twoja-wartosc-rynkowa/
aż doszedłem do wyniku: 9 x 1 x 1. Klęska. Takie podejście oczywiście szybko się na mnie zemściło.
Muszę przyznać, że czuję się trochę jak żaba z tej historii o gorącej wodzie. Wiecie, tej opowieści, że jeśli wrzucić żabę do wrzątku, to natychmiast z niego wyskoczy. Ale jeśli włożyć ją do zimnej wody i powoli podgrzewać, to biedaczka nie zorientuje się w sytuacji i zagotuje na śmierć.
Pracodawca bowiem, ten nadzorca galerników, powoli podgrzewał wodę uzależniając od siebie coraz mocniej. Na przykład co chwilę spotykała mnie jakaś obniżka wynagrodzenia. Zawsze oczywiście sensownie umotywowana. A to, bo w tym roku były słabe wyniki. A to, bo mamy kryzys. A to, bo „redukujemy wszystkim pensje, aby utrzymać etaty”. Ciekawe tylko, że w ciągu dwóch lat z mojego jedenastoosobowego działu, pozostało raptem pięć osób?
W końcu, nie zdając sobie sprawy z tego, co się dookoła dzieje, nie kontrolując swojego życia, zabrnąłem w tak ciasny lejek, że aż nie mogę już ruszać rękami:
http://alexba.eu/2006-09-22/rozwoj-kariera-praca/swoboda-wyboru-w-trakcie-twojego-zycia/
Bez perspektyw, bez szansy na awans, na podwyżkę, czy choćby zawodową satysfakcję, dałem z siebie zrobić patentowanego galernika:
http://alexba.eu/2007-12-10/rozwoj-kariera-praca/droga-zyciowa/
Żałuję, że wcześniej nie zareagowałem. Że jak ostatni idiota pozwoliłem się zagnać do narożnika. Że przejadłem posiadane oszczędności, ruchomości sprzedałem na Allegro, na koniec dorobiłem się pokaźnego debetu.
Pluję sobie w brodę, że nie zauważyłem, jak sympatyczni, pełni pomysłów i z poczuciem humoru ludzie jeden po drugim odchodzą z firmy. Najpierw sami, dobrowolnie, potem po prostu zwalniani. Zostali tylko przytakujący szefowi na każdym kroku desperaci z gigantycznymi kredytami i ja. Patentowany dureń. Dokładnie taki:
http://alexba.eu/2006-04-08/rozwoj-kariera-praca/twoja-firma-zombie/
Wciąż siebie zapytuję: jak mogłem do tego dopuścić? Jak mogłem tak się zmienić? Dlaczego z obiecującego, dynamicznego i pełnego pomysłów faceta przerobiłem się na złośliwą, żałosną i pełną pretensji do świata, starą babę? Chcecie odpowiedzi? Znajdziecie ją tutaj:
http://alexba.eu/2008-04-25/rozwoj-kariera-praca/rezonans-limbiczny/
Jestem żywym przykładem człowieka, który niezauważalnie, dzień po dniu roztrwonił posiadane talenty. A wszystko przez własną krótkowzroczność i lenistwo.
Na koniec czułem się zmęczony, potwornie zmęczony i wypalony zawodowo wykonując przez lata tą samą pracę, jak człowiek przy taśmie. A z drugiej strony, każdego dnia drżałem z obawy, że w kadrach może już czeka na mnie wypowiedzenie. Nie miałem bowiem dokąd pójść. Czułem się dokładnie tak, jak ci zwalniani z pracy goście, z filmu „W chmurach”:
http://alexba.eu/2010-03-01/tematy-rozne/w-chmurach-lekcja-1/
Byłem zmęczony. Śmiertelnie zmęczony taką huśtawką nastrojów, takim życiem bez perspektyw. Miałem wrażenie, że każdy oprócz mnie, wie dokąd zmierza. A ja?
Kiedy w końcu zdałem sobie sprawę, że utknąłem na amen, zrozumiałem, że muszę się jakoś wyrwać, że muszę zacząć robić coś innego. Zdesperowany wpisałem więc w google: „Co zrobić, jak się nie wie, co chce się robić w życiu?” Idiotyczne, prawda? Do jakiej pustki umysłowej potrafi doprowadzić człowieka ogłupiająca praca! Ale o dziwo znalazłem odpowiedź:
http://alexba.eu/2007-01-18/rozwoj-kariera-praca/co-zrobic-kiedy-sie-nie-wie-co-chce-sie-robic-w-zyciu/
Zacząłem więc czytać. A im więcej czytałem, tym szerzej otwierały mi się oczy. Przyznaję się bez bicia, że nie przebrnąłem jeszcze przez wszystkie posty. Przyswajam wiedzę powoli. I widzę, jak wiele jeszcze muszę w sobie zmienić. Najważniejsze jednak, że wreszcie wiem, co chcę robić w życiu i zacząłem już działać w tym kierunku :-)
Szkoda tylko, że tak późno. Żadna siła bowiem nie zwróci straconego czasu.

__________________________________________________

O mnie:

Mam 40 lat, żonę i dwójkę dzieci.
Zawodowo utknąłem w ślepym zaułku i chciałbym jak najszybciej zapomnieć o pracy, którą od sześciu lat wykonuję. Moim marzeniem jest zarabiać na życie pisaniem.
Rafał

Od Alexa: Personalia Rafała są mi oczywiście znane, niemniej ze względu na jego szczególną sytuację i popularność tego blogu postanowiliśmy aktualny post opublikować tylko pod jego imieniem. Jestem przekonany, że przy następnych odcinkach nie będzie już takiej konieczności :-)

Komentarze (73) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Póki żyjesz nie jest za późno

Od czasu do czasu słyszę od osób w różnym wieku, że jest już dla nich za późno aby zacząć życie według ich wyobrażeń i pragnień. To bardzo smutne stwierdzenie, zwłaszcza jak słyszy się je od ludzi w wieku poniżej trzydziestki i już dawno chciałam napisać post na ten temat. Problemem było znalezienie odpowiednich przykładów. Mam co prawda kilka takich z własnego życia, ale jakoś nie bardzo chciałem je przytaczać. Całe szczęście kilka tygodni temu, oglądając w Berlinie audycję w publicznej telewizji (która w przeciwieństwie do jej polskiej karykatury miewa sporo wartościowych programów i dyskusji) natknąłem się na tak ekstremalny przykład słuszności zasady przytoczonej w tytule, że wszystkie moje „wymiękają” :-) W międzyczasie, przeczytałem też książkę w której ta pani bardzo otwarcie opisała całą historię i zacznę od kilku faktów, które uzmysłowią Wam jak wielkie były przeszkody, zarówno te „obiektywne”, jak i te czysto psychologicznej natury, które przed nią stały.

  • Elfriede Vavrik jest ponad 80 letnia Austriaczką mieszkająca pod Wiedniem. Jeżeli potrzebujecie wsparcia dla wyobraźni co to oznacza, to przyjrzyjcie się komuś znajomemu w tym wieku
  • Odebrała bardzo konserwatywne katolickie wychowanie, gdzie seks był absolutnym tabu
  • W młodości była chudą kobietą, która uważała się za nieatrakcyjną
  • Miała dwóch mężów, pierwszy uprawiał seks w myśl zasady wejść-dojść-wyjść, drugi był niedomytym alkoholikiem, który ja praktycznie po pijanemu gwałcił
  • Po drugim rozwodzie w wieku 40 lat, mając w międzyczasie 3 synów na utrzymaniu postanowiła zakończyć historie z mężczyznami i skoncentrować się wyłącznie na prowadzeniu jej małego sklepu papierniczo-księgarskiego i wychowaniu dzieci. To absorbowało ja tak bardzo, że do przejścia na emeryturę w wieku ponad 78 lat nie miała ani czasu ani ochoty na jakiekolwiek bliższe kontakty z mężczyznami
  • Po przejściu na emeryturę zaczęła mieć poważne kłopoty z bezsennością. Jak miała ponad 79 lat poszła z tym do lekarza, aby przepisał jej silne środki uspokajające i nasenne. Lekarz, zamiast spławić ja receptą, po zanalizowaniu sprawy bardzo taktownie powiedział, że leki nasenne mają silne skutki uboczne i może lepiej poczekać z ich stosowaniem, a zamiast tego poszukać sobie mężczyzny :-) Na to Elfriede stwierdziła, że ma 79 lat, a do tego od 40 lat nie współżyła, więc jak on sobie to wyobraża. Lekarz na to, że są mężczyźni preferujący starsze panie i jeśli takiego znajdzie, to rozwiązałoby to jej problem.

Teraz zatrzymajmy się chwilę i przeczytajmy powyższe punkty i spróbujmy wczuć się w to, co działo się w jej głowie. Możecie sobie wyobrazić ogrom niepewności i „logicznych” argumentów przemawiających przeciwko idei jej doktora? Wielkie tabu istniejące zarówno w jej głowie jak i w społeczeństwie (seks jest dla młodych i pięknych) z którym też trzeba było dać sobie radę?

Co z tego wynikło?
Znającym język Goethe’go polecam lekturę jej książki „Nacktbadestrand” (Plaża nudystów), gdzie ta kobieta opisuje swoje perypetie tak otwarcie i bezpośrednio, a jednocześnie bardzo ładnym, pozbawionym wulgarności niemieckim, że gdybym nie widział jej w telewizji, to nie uwierzyłbym że pisała to prawie 81 letnia kobieta.
Dla innych duży skrót poniżej (bez pikantnych szczegółów :-))

  • W Austrii jest taki magazyn bezpłatnych ogłoszeń i tam na początku Elfriede zamieściła ogłoszenie „Dama w wieku 69 lat szuka młodszego mężczyzny do seksu bez zobowiązań”. Pani, przyjmująca ogłoszenie przez telefon poradziła jej aby „odmłodzić się” o 10 lat i to był ostatni raz, kiedy nasza bohaterka to zrobiła.
  • Bardzo wiele odpowiedzi było wulgarnych, prostackich lub pełnych oburzenia, ale… kilka było akceptowalnych. Jeden z nich okazał się sympatycznym przedsiębiorcą, mającym firmę, dom, żonę i dzieci, z nim w końcu poszła do łóżka. Podczas tego seksu miała swój pierwszy w życiu orgazm (79 lat!!!)
  • Nie chciała się uzależniać od jednego mężczyzny, więc kontynuowała poszukiwania i „testowanie”. Jej celem było znalezienie kilku facetów którzy: byli dla niej dobrzy w łóżku, można było z nimi ciekawie porozmawiać i…. musieli mieć stałe partnerki, bo Elfriede nie chciała mieć nikogo permanentnie na głowie :-)
  • W wieku lat 80 miała swój pierwszy seks analny
  • Jedna z poznanych osób, ze względu na jej skłonności SM została zdyskwalifikowana jako partner do seksu, ale została partnerem do rozmów i to właśnie ten mężczyzna powiedział jej o internecie i możliwości ogłaszania się tam :-)  W rezultacie to on umieszczał dla niej anonse i dokonywał pierwszej selekcji kandydatów. W sumie zgłosiło się ponad 100 osób, kilkadziesiąt z nich zasługiwało na bliższe „przyjrzenie sie” :-)
  • Rezultat końcowy to wyłonienie, jak pisze Elfriede jej „czterech Muszkieterów”, którzy zostali jej stałymi partnerami i zakończenie okresu poszukiwań. Jako ciekawostka byli oni w wieku 22 (!!) do 44 lat, każdy miał żonę lub przyjaciółkę, każdy wiedział, że nie jest jedynym (ale nie znali się wzajemnie). Ci Muszkieterowie w pełni zaspokajali jej potrzeby zarówno seksualne i towarzyskie, co najwyraźniej dobrze jej zrobiło i robi :-)
  • W wieku ponad 80 lat Elfriede napisała książkę, z której czerpałem większość podanych informacji, egzemplarz który mam to jest już 8 wydanie :-) wystapiła tez w kilku dyskusjach telewizyjnych, na przykład możecie ją zobaczyć i usłyszeć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=cAogJuD54XI
    Jeśli znacie niemiecki warto posłuchać wszystkiego :-)

Po co przytaczam te historię?
Nie chodzi mi o pochwałę gerontofilli czy też określonych gustów ludzkich. Nie chodzi mi o ocenę moralną (wszyscy zainteresowani to dobrowolnie działający dorośli i nikomu z nich nie dzieje sie krzywda) Chodzi o to, aby zobaczyć jak człowiek z poważnym, leżącym w bardzo delikatnej materii  problemem, nie mający według „zdrowego społecznego rozsądku” żadnych szans na jego rozwiązanie poradził sobie ku zadowoleniu swoim, jak i wszystkich bezpośrednio zainteresowanych. O zastanowienie się, jak w porównaniu do Elfriedy wygląda stopień trudności naszych problemów i o przemyślenie, że może zbyt szybko, zbyt łatwo godzimy się z przysłowiowym losem, zamiast używając tego, co mamy do dyspozycji łapać przysłowiowego byka za rogi.

Dziś mam do Was dość wyjątkową prośbę. Zanim opisałem te historię opowiedziałem ją wielu osobom w różnym wieku i różnej sytuacji życiowej. Sporo z nich podziękowało mi za inspirację, parę poprosiło nawet o przetłumaczenie tej książki obiecując zajęcie się jej wydaniem. Na to, zajęty moim życiem i własną książką nie mam czasu, dlatego napisałem ten post. Proszę rozpropagujcie jego istnienie, może dla kogoś, kto widzi przed sobą tylko ścianę będzie to impuls do działania, problem w tym, że musi na ten impuls się natknąć. Pomóżcie mu w tym!

Oczywiście jak zwykle bardzo chętnie podyskutuję też z Wami w komentarzach, choć dziś dopiero wieczorem będę miał na to czas

Komentarze (113) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Jakie programy Tobą sterują

Kiedy byłem w krakowskiej „Bagateli” na granej od 1994 roku sztuce „Mayday” (nawiasem mówiąc polecam, doskonała zabawa przez 2 godziny) uświadomiłem sobie następującą sprawę: Po 6 latach grana tej farsy i około 1000 przedstawieniach każdy z aktorów nie tylko perfekcyjnie zna wszystkie swoje kwestie, ale też doskonale pamięta co mówią i robią koleżanki i koledzy grający pozostałe role. Oznacza to, że teoretycznie każdy z nich mógłby zagrać dowolną postać z tej sztuki. Oczywiście ewentualnie nie pasowałaby płeć czy wiek, ale przynajmniej wypowiedzi i zachowania każdej z nich są po 6 latach na scenie dobrze opanowane przez wszystkich  uczestników spektaklu.
Co z tego wynika dla nas?
Uświadommy sobie, że przez kilkanaście pierwszych lat naszego życia  staliśmy aktywnie na deskach sztuki pod tytułem „Moja Rodzina”. Tam zazwyczaj większość wzajemnych interakcji przebiegała według powtarzających się wzorców i tam nauczyliśmy się własnej „roli”, którą często nieświadomie próbujemy dalej „grać” w dorosłym życiu. Ta rola nierzadko staje się swoistym „więzieniem”, które skutecznie ogranicza nasze możliwości życiowe. Już choćby dlatego warto na spokojnie przyjrzeć się tej sprawie z zewnątrz i zastanowić, na ile takie zachowania przejęte z dzieciństwa są kulą u nogi w dniu dzisiejszym.
To jeszcze nie wszystko, bo w tej sztuce opanowaliśmy też istotne elementy wszystkich pozostałych „postaci” odgrywanych przez rodziców, rodzeństwo itp. Czasem zdarza się, że w życiu nie możemy „grać” naszej zwykłej roli i wtedy wskakujemy w inną rolę, którą dobrze znamy ze sztuki „Moja Rodzina”. Typowy przypadek to dziecko pary, z której jedna strona była agresywna i dominująca, a druga funkcjonowała z pozycji płaczliwej ofiary. Taka kombinacja zdaje się być dość często spotykana w Polsce, bo bycie ofiarą było wbudowane w mentalność wielu ludzi z mojego, a szczególnie jeszcze wcześniejszego pokolenia, to jest rodziców i dziadków większości z Was.
Często takie dziecko „wychowuje się” na rezolutnego, proaktywnego człowieka i wszystko jest w porządku, dopóki nie pojawiają się trudności uniemożliwiające funkcjonowanie według własnej „roli”. Wtedy nagle pojawiają się zdumiewające zmiany zachowań, tak jakbyśmy nagle mieli do czynienia z zupełnie innym człowiekiem! Najczęściej jest to wskoczenie w „rolę” któregoś z rodziców, choć zdarzyło mi się kiedyś mieć do czynienia z osobą, która w krótkich odstępach czasu naprzemiennie przeskakiwała pomiędzy rolami ofiara-agresor i to w stosunku do Bogu ducha winnych osób. Jak negatywny był wpływ takiego zachowania na długoterminowe  relacje z innymi, życzliwymi ludźmi nie muszę chyba pisać.
Takich przykładów odgrywania nie swoich ról można by mnożyć, ale nie chcemy tutaj pisać książki na ten temat, dlatego na razie ograniczę się do kilku zaleceń dla każdego z Was (sam je stosuję):

  • zastanów się, jakiej roli nauczyłeś się jako dziecko we własnej rodzinie i które jej elementy mogą być przydatne do osiągania Twoich aktualnych celów życiowych, a które szkodliwe i kontraproduktywne. Co możesz zrobić aby optymalnie wykorzystać te pierwsze i usunąć względnie skompensować te drugie
  • przyjrzyj się jakich innych „ról” mogłeś nieświadomie nauczyć się od innych osób, z którymi dużo przebywałeś w dzieciństwie.  Nie zakładaj optymistycznie, że roli jakiejś niesympatycznej dla Ciebie osoby na pewno się nie nauczyłeś. Przebywałeś z nią i wchodziłeś w interakcje – prawie na pewno masz ten program w sobie!
    Zastanówmy się w jakich okolicznościach możesz w te role nieświadomie „wskakiwać” i jakie to ma konsekwencje dla osiągania tego, co dla Ciebie jest ważne w życiu. Wskakiwanie nie musi być krótkoterminowe, może to być przyjęcie „roli zastępczej” w długoterminowej relacji
  • jeżeli planujesz długoterminowy związek według modelu drugiego opisanego w poście „O rodzajach relacji damsko-męskich” to w miarę możliwości przyjrzyj się jak te powyższe dwa punkty wyglądają u potencjalnego partnera/partnerki. To jest bardzo poważne zalecenie, które może uchronić Cię od wielu problemów i bolesnych sytuacji w przyszłości

Zdaje sobie sprawę, że dziś poruszyłem dość trudny temat, wymagający od Czytelnika sporej świadomości samego siebie i pewnego minimum umiejętności spojrzenia na siebie z zewnątrz. Mnie to bardzo pomogło, kiedyś też opowiedziałem to Czytelnikom na Power Walk. Dla niektórych z nich okazało się to tak przydatne, że postanowiłem napisać o tym tutaj.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania lub po prostu chcecie podyskutować, to zapraszam do komentarzy

Komentarze (37) →
Alex W. Barszczewski, 2010-11-01
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Rozsądek, czy obawa?

Dziś mam „dzień reorganizacyjny” więc przy okazji „prac reorganizacyjnych”  testuję różne kanały polskiej telewizji.
Właśnie w jednej dyskusji padło stwierdzenie „mężczyźni boją się małżeństwa”.
Nazywanie racjonalnego zaniechania robienia czegoś, co ktoś uważa za bezsensowne lub wręcz szkodliwe „obawą” to często spotykana forma amatorskiej manipulacji :-) Ma wywołać pewnego rodzaju uczucie zawstydzenia lub zażenowania i zwiększyc prawdopodobieństwo, że osoba manipulowana „udowodni” że nie jest tchórzem.
Widzicie to drodzy Czytelnicy? Uważajcie na tego rodzaju „argumentację”

Ten przykład jest banalny, ale czasem uleganie tej metodzie jest tragiczne w skutkach.  Po odmowie lądowania samolotem prezydenckim w Gruzji pierwszemu pilotowi też powiedziano, że prawdziwy oficer powinien być odważny. Załoga pod Smoleńskiem nie pozwoliła sobie na taki zarzut…..

Komentarze (62) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

O czym tu pisać :-)

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, o czym najlepiej pisywać na blogu. Poniżej znajdziecie kilka moich luźnych  przemyśleń i będę się cieszył, jeśli jak najliczniej wypowiecie własne zdanie na ten temat. Bardzo zależy mi też  na tych z Was, którzy dotąd pasywnie czytali nasze dyskusje. Patrząc na ilość Czytelników w ogóle  i ilość osób aktywnie dyskutujących jest Was milcząca większość. Wasze opinie i pomysły mogą być bardzo cenne i jak już czytacie ten blog, to skorzystajcie z okazji wpłynięcia na jego zawartość merytoryczną, zapraszam!
A teraz przejdźmy do przemyśleń:

  1. pierwotnie strona ta była kierowana do młodych managerów. W międzyczasie oprócz nich czytają nas zarówno studenci, jak i osoby w wieku 40-50 lat :-) Tak szeroki „target” nieco utrudnia sprawę, bo ze zrozumiałych względów zarówno zakres tematów, jak i sposób ich poruszania będą nieco inne, choć pewne zagadnienia na pewno są wspólne.
  2. Ze względu na konieczność zachowania poufności nie mogę pisać o mojej pracy zawodowej, choć opis przypadków i ich rozwiązań byłby niezwykle fascynujący i pouczający.
  3. Jeden z 23 letnich Czytelników napisał mi (cytuję za jego zgodą):
    „Dzięki Twoim postom pracowałem nad relacjami z ludźmi, pracowałem nad pewnością siebie i nad dążeniem do celu, podczas gdy miałem braki w innych sferach życia. Brakowało mi poczucia sensu w działaniach, których się podejmowałem. Czułem presję dążenia sukcesu nie wiedząc nawet, jak ma ten sukces wyglądać. Uogólniając wprowadzałem wiele Twoich rad w życie nie zdając sobie sprawy, że będą skuteczne dopiero gdy przygotuję się na ich zastosowanie.Uważam, że obecnie większość Twoich porad ma blogu skierowana jest do osób, które już działają w swojej dziedzinie i potrzebują czasem tylko drobnej korekty kursu.
    Zastanawiasz się teraz pewnie jaki jest cel tej wiadomości. Otóż chciałbym Cię prosić, byś częściej w swoich postach na blogu wracał do swoich korzeni i dzielił się doświadczeniami z okresu, gdy nie wszystko w Twoim życiu było ułożone tak jak teraz (odważnie zakładam, że w tej chwili Twoje życie jest bardziej ustabilizowane niż, przykładowo, 20 lat temu).Wiem, że na blogu można znaleźć „elementarne” porady, ale sądzę, że jest tam za mało Twoich doświadczeń z samego początku Twojej Drogi i rad dla osób, które dopiero ją zaczynają.Poza tym uważam, że nawet ukierunkowani ludzie mogli by skorzystać z takiej retrospekcji.
    ”
    Co Wy na to?
  4. Do większości postów prowadzę dyskusje dwojakiego rodzaju. Jedna to ta w komentarzach, ale istnieje jeszcze druga odbywająca się w formie rozmów telefonicznych, często bardzo głęboko idąca i ciekawa. Wielu z Was ma mój numer komórki i po prostu do mnie dzwoni :-) Zastanawiam się jak mogę udostępnić taki kanał na blogu.
  5. Abstrahując od tych wspomnianych w punkcie 2 spraw zawodowych i kilku specjalnych zagadnień (np. „cygańskie” życie na jachcie żaglowym) mogę dość kompetentnie wypowiadać się na takie tematy jak:
    a) komunikacja międzyludzka w ogóle, a we wszelkich aspektach biznesowych w szczególności
    b) relacje damsko-męskie w pełnym spektrum związanych z tym tematów :-)
    c) „budowanie” samego siebie jako człowieka, niezależnie od „stanu  początkowego”, a w szczególności zdrowego poczucia własnej wartości.
    d)  abc finansów osobistych
    e) osiąganie głębokiego osobistego zadowolenia według własnych kryteriów
    f) wiem też jak to zrobić, aby bez konieczności bycia celebrytą, protekcji czy  łapówek  „z doskoku” (a więc bez utrzymywania wielkiej firmy, biegania ciągle w garniturze z drogim zegarkiem na ręku itp. :-)) zajmować się ciekawymi rzeczami, które są tak wartościowe dla klientów, że bez wahania płacą oni topowe stawki na rynku.
    Co teraz z tego wybrać?
    Wielu z Was pewnie powie „naucz mnie tych rzeczy z punktu 'f’” :-) ale pieniądze, o ile na początku kariery nie wpakowaliśmy się w jakieś 30 letnie niewolnictwo zwane kredytem hipotecznym to jest stosunkowo mały problem. Większość z Was jest młodymi, inteligentnymi ludźmi z wykształceniem i horyzontami życiowymi a w takiej sytuacji zarobienie na normalne życie nie jest zadaniem aż tak trudnym, przynajmniej w obecnej sytuacji gospodarczej.
    Znacznie gorzej prezentują się kwestie z punktu „c” bo nasze społeczeństwo ciągle jeszcze nie ma problemu z oddaniem „na przemiał” niezależnych jednostek i wpajanie nam pewnych zachowań typowych dla chłopów pańszczyźnianych i innych dożywotnich poddanych. Tutaj można wiele zmienić i osobiście chce się do tego przyłożyć.
    Podobnie ma się sprawa w sprawie relacji damsko-męskich. Ja wiem, że niektórzy maja już dość tego tematu :-) ale dla mnie oczywistym jest, że więcej ludzi (pomijając obszary skrajnej biedy) nie osiąga zadowolenia ze swojego życia z powodu trudności i komplikacji w tym zakresie, niż z powodu niedostatku pieniędzy! Często te komplikacje biorą się z „automatycznego” przejmowania wzorców i „prawd” lansowanych w mediach i społeczeństwie, przy nieświadomości innych opcji, podejść a nawet własnych prawdziwych potrzeb. Tak jak w pozostałych obszarach życia nie mam patentu na „prawdę” czy „rację” w tym zakresie, niemniej przeżyłem tyle, aby móc wrzucić taki czy inny kamyczek do tego nico zastałego stawu i spowodować kilka fal :-)

Tyle luźnych przemyśleń z mojej strony. Zapraszam Was do zamieszczania tutaj Waszych, bo to przecież dla Was piszę ten blog!

Podobnie do tego, co napisałem powyżej  nie muszą to być jakieś poukładane koncepcje, wystarczy szkic jakiejś idei lub życzenia.  Kim jestem i co robię mniej więcej wiecie, napiszcie co mogę dla Was zrobić?

Komentarze (87) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Dla tych, co mnie nie lubią :-)

W ostatnim poście gościnnym Mariusz Kapusta bardzo ciekawie opisał sposób odbierania tego blogu przez zainteresowanego i otwartego na nowe przemyślenia Czytelnika. To dla mnie bardzo cenne i świadomość, że są tacy ludzie poza gronem, które bardziej bezpośrednio się ze mną kontaktuje, jest dodatkową motywacją, aby kontynuować pisanie tutaj.

Mariusz, jeszcze raz dziękuje Ci za ten post :-)
Wracając do meritum, ten blog nie jest (na szczęście) konkursem popularności autora, lecz ma głownie służyć jako zaczyn własnego, wolnego od stereotypów myślenia każdego z Was. Stąd często dość bezpośrednie i „wkurzające” tezy, które pozwalam sobie tutaj stawiać i dopóki będę miał takich Mariuszów jako Czytelników, to zamierzam ten „proceder” kontynuować.  Ciesze się, że są wśród Was osoby, które niezależnie od ewentualnych różnic potrafią to w pożyteczny sposób wykorzystać.
Jest całkowicie w porządku jeśli ktoś  po dokładnym przemyśleniu swojego systemu wartości dochodzi do odmiennych wniosków niż ja. Zawsze podkreślam, że nie należy kopiować czyjegokolwiek systemu , lecz wypracować sobie własny, dopasowany do swoich potrzeb. Uświadomienie sobie jaki ten własny naprawdę jest pomoże nam w jego stosowaniu i urzeczywistnianiu.
Nawiasem mówiąc im więcej facetów będzie miało odmienny od mojego system wartości, tym mniejszą będę miał konkurencję do wielu interesujących spraw w życiu, więc specjalnie się nie martwię, jeśli dochodzicie do odmiennych wniosków  (to jest napisane z przymrużeniem oka, bez cienia złośliwości :-))

Mariusz napisał: „Nie lubię Alexa też za to, że pokazuje swój styl życia, który w ogóle nie pasuje do standardów …”
Mogę Was zaniepokoić, że bardzo oględnie piszę o moim stylu życia :-) Gdybym pisał wszystko, to bardzo wielu Czytelników po prostu nie uwierzyłoby mi, a niektórzy pewnie wręcz zarzucili fantazjowanie :-) Tak wielka jest różnica pomiędzy tym, co ludzie wychowani na standardowych  stereotypach uważają za możliwe, a tym, co da się (do tego w miarę bezproblemowo)  zrobić.
No ale nie chcemy masowo sprowadzać na”manowce” młodych  ludzi poprzez proste pokazywanie wszystkiego co naprawdę można mieć i przeżywać, a do tego wcale nie mam ochoty być swojego rodzaju celebrytą i upubliczniać więcej mojego życia, niż to absolutnie konieczne. Tak więc na razie możecie być spokojni :-)

Ci, co naprawdę chcą znajdą dostęp i do tej wiedzy, parę osób już „zepsułem” :-)

Mariusz napisał też (a niektórzy z Was może pomyśleli): „To wkurzające jest, jeżeli ja tak nie mogę! „
Znam to uczucie, bo jak miałem około 27 lat byłem w podobnej sytuacji. Poznałem faceta po pięćdziesiątce, który zdawał się pracować tylko ułamek tego czasu co  ja, miał dość środków finansowych, podróżował po ciekawych miejscach, znał sporo interesujących i atrakcyjnych kobiet a nawet miał znacznie więcej seksu ode mnie! Jakie wkurzające!!
Potem poznałem jeszcze jednego takiego!!! I to ich spokojne, ale bardzo suwerenne poczucie własnej wartości połączone z otwartością na innych !! Ten wyczuwalny autentyczny luz i spokój wewnętrzny kiedy ja się miotałem z najprzeróżniejszych powodów!!! Wkurzające!!!
I podobnie jak Mariusz zacząłem wtedy zastanawiać się nad moim życiem i tym co, jak i dlaczego robię. Zacząłem wypytywać tych wkurzających piećdziesięciolatków jak robią różne rzeczy. Dlaczego tak a nie inaczej? Słuchać co mówią i myśleć.

W wieku lat 36 dokonałem decydującego zwrotu i od tamtego momentu jest mi (oczywiście z wieloma potknięciami i błędami) coraz lepiej i lepiej. Dziś, patrząc na moich ówczesnych mentorów śmiało mogę powiedzieć, że pod wieloma względami  zrobiłem to jeszcze lepiej od nich, nie dlatego że jestem ” lepszy”, ale ponieważ dzisiejszy świat daje większe możliwości w wielu dziedzinach.

Tego też życzę Mariuszowi i wszystkim innym Czytelnikom. Podepnijcie się pod wszelkie możliwe źródła, używajcie swojego umysłu i w rezultacie zróbcie to znacznie lepiej ode mnie.  Czego Wam serdecznie życzę

Komentarze (19) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-19
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Gościnne posty

Jak ja nie lubię Alexa! (post gościnny)

Latem Mariusz Kapusta podesłał mi poniższy tekst, który ze względu na Gypsy Time poleżał trochę razem z moimi. Czas już go opublikować i zapraszam wszystkich do lektury!

__________________________________________________________

Tytuł na post gościnny na Blogu Alexa ryzykowny, ale lepiej trudno byłoby ująć w jaki sposób oddziałuję z ideami Alexa. Na blog nie było trudno trafić, jeżeli ktoś interesuje się rozwojem osobistym i  od czasu do czasu przeskanuje sieć, to oczywiste. Mniej oczywiste jest to jakie reakcje wywołują w nas różne wpisy i w jaki sposób kształtuje się nasze postrzeganie.

Gdy trafiłem tu pierwszy raz byłem pod wrażeniem. Człowiek ze sporym doświadczeniem, z ciekawym podejściem do świata dzieli się swoimi doświadczeniami z ludźmi. Dokładnie to, co ja zacząłem robić u siebie. Różnica – jakieś 20 lat życiowego doświadczenia więcej po stronie „konkurencji” ;). Dwa wpisy, które bardzo mocno zapadły mi w pamięć i do których wracam dosyć często to o lejku (http://alexba.eu/2006-09-22/rozwoj-kariera-praca/swoboda-wyboru-w-trakcie-twojego-zycia/) i metafora drogi zawodowej. Szczególnie obraz właściciela galery utkwił mi plastycznie z tylu głowy (http://alexba.eu/2007-12-10/rozwoj-kariera-praca/droga-zyciowa/).

Jak pewnie zauważyliście napisałem o Alexie jako „konkurencji”. I bardzo duża nauczka dla mnie na przyszłość i na zawsze – jeżeli traktujesz kogoś, kto robi coś podobnego do Ciebie jako konkurenta z marszu to jest to oznaka braku pewności siebie, wycofanie się na pozycje obronne. Trudno, żeby pierwsza reakcja była inna, zaczynałem przygodę z coachingiem, a tutaj trafiam na mocną „przeszkodę”. To pierwsza rzecz, za którą nie lubię Alexa! Uświadomił mi, chociaż w bierny sposób, że problem leżał po mojej stronie. Robimy podobne rzeczy, działamy w podobnym obszarze. Zamiast traktować kogoś bardziej doświadczonego jako przeciwnika, traktuj go jako mentora i benchmark, nawet kiedy…

Nie zgadzasz się z jego systemem wartości! To druga sprawa, za którą nie lubię Alexa! Zmusił mnie do myślenia o moim systemie wartości, o moich wyborach i jeździe na autopilocie. Szczególnie w kontrowersyjnym temacie posiadania lub nieposiadania dzieci. Zdanie Alexa znacie, mojego może nie, ale łatwo się domyślić. W tym miejscu napotkałem po raz pierwszy tak naprawdę tak zdecydowane zdanie „nie musisz mieć dzieci, czy to wynika z twoich przekonań, czy z zaprogramowanych wartośći?”. Pierwsza reakcja „co ten człowiek gada, całkiem mądry facet, ale czasem mu odbija szajba”. Później trochę myślenia rozciągniętego w czasie. Ćwiczenie intelektualne, w czasie którego zacząłem sobie zadawać pytania kwestionujące moje najgłębsze przekonania dotyczące rodziny, sposobu na życie, stylu bycia. Wnioski z tego ćwiczenia? Warto mieć dzieci! :-) Nic się nie zmieniło, poza tym, że: moja decyzja o posiadania dzieci była częściowo na autopilocie, bo zawsze chciałem je „mieć” (trzeba znaleźć lepsze określenie na „mieć dzieci”, bo bzdurne jest). Po przemyśleniach tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to dobra dla mnie decyzja. Dla mnie. Nie znaczy, że dla każdego i dla wszystkich. I co z tego wynika? Nasz system wartości nie do końca musi być identyczny, żeby mimo wszystko móc się dogadać.

Nie lubię Alexa też za to, że pokazuje swój styl życia, który w ogóle nie pasuje do standardów i powinien zostać zakazany, albo obłożony dodatkowym podatkiem! Ile osób jest niezależnych w tak „podeszłym wieku” (wybacz Alex, ale odnosząc się do standardów powinieneś zamieszczać na blogu zdjęcia z wnukami ;) ), w taki sposób komunikuje się z młodymi ludźmi i pozwala sobie na „gypsy time”. To wkurzające jest, jeżeli ja tak nie mogę! Tutaj potwierdziłem sobie jeszcze jedno ciekawe życiowe doświadczenie – jak coś Cię wkurza, albo zachwyca, albo budzi jakiekolwiek emocje to znaczy, że coś tam w Tobie rezonuje i warto temu się przyjrzeć. I zastanowić. Jaki styl życia chcę prowadzić teraz? Za 5, 10, 15 lat? Tutaj mam pewien model pokazany przez Alexa, może są inne? Który mi bardziej odpowiada? W który naprawdę wierzę? „Gypsy time” nie dla mnie bo mam pracę, dzieci i nie mogę zniknąć? A może to nie chodzi o formę, tylko to co ten czas daje? Refelksję nad soba, nad życiem, nad celami i pragnieniami? Nie trzeba znikać na miesiące i zamykać się na odludziu na długo, żeby to zrobić. Ale może to fajny pomysł i tylko dlatego, że przez swoje decyzje „lejek” wspomiany wcześniej zrobił się za wąski żeby to zrobić i właśnie dlatego Cię to wkurza, że inni mogą?

Trochę tak wyglądał mój tok myślenia nad stylem życia. I doszedłem do wniosku, że jestem bardziej stadnym stworzeniem i potrzebuję w długim terminie pewnej struktury, która pomimo ograniczeń daje też pewne dodatkowe możliwości. Chociaż do „Gypsy time” będę konsekwentnie dążył :-).

Co wynika z tych rozważań, co dałoby się zastosować dla każdego? Jeżeli ktoś lub coś Cię wkurza to zadaj sobie kilka pytań:

  1. Czy nie czuję się zagrożony? Czemu „zagraża” ta osoba lub sytuacja? Co zrobić, żeby razem zrobić coś fajnego? – nie zawsze się uda, ale wiedząc co jest ważne po twojej stronie i wzmacniając poczucie własnej wartości i tak wygrywasz :-)
  2. Jakie wartości są dla mnie najważniejsze? Jakie dla drugiej strony? Gdzie się nie zgadzamy? Na ile te różnice uniemożliwiają tak naprawdę naszą współpracę? – oprócz ekstremalnych sytuacji rzadko zdarzają się sytuacje bez wyjścia. Zawsze, gdy coś Cię naprawdę mocno wyprowadza z równowagi to dyskomfort i poczucie zagrożenia tego, co dla Ciebie ważne. I to świetna okazja, żeby sobie uświadomić co to jest :-)
  3. Czego mogę się nauczyć z doświadczeń innych? Co w sposobie bycia drugiej strony jest fajne, co chcę przenieść do siebie? W jakiej formie to mogę zrobić? – zamykanie się na wiedzę płynącą z lat doświadczenia życiowego, tylko dlatego, że akurat teraz coś mi nie pasuje to marnotrawstwo. Jak często masz możliwość przyjrzeć się plusom i minusom wyborów życiowych innych ludzi? Gdy już masz to korzystaj na maxa, a później zdecyduj co z tym zrobisz.

Czy teraz już lubię Alex’a? A bo ja wiem? Wydaje mi się, że im więcej razy da mi powód do „nielubienia” tym bardziej na tym skorzystam ;). Lubię „nie lubić” jest chyba najlepszym określeniem.
Teraz wypada jakoś mądrze to zamknąć. Najmądrzejsze co mi przychodzi do głowy to: jeżeli pojawiła się u Ciebie silna emocja (pozytywna czy negatywna) to znaczy, że masz sporą szansę na rozwój i poznanie siebie lepiej. Nie marnuj jej! No  i przy negatywnych emocjach możesz być pewien, że rozwiązanie problemu leży po twojej, a nie po drugiej stronie!

Mariusz Kapusta

_________________________________________________________

O mnie: Mam spore doświadczenie managerskie (8 lat), od 2 lat kontynuuję karierę poza oficjalnymi strukturami firmy ;), czyli stałem się przedsiębiorcą rozwijającym własne projekty, działalność gospodarczą, a teraz firmę. Od zawsze interesowała mnie filozofia, która później przekształciła się w bardziej praktyczne podejście do psychologii biznesu i jej praktycznym zastosowaniu, szczególnie jeżeli chodzi o zarządzanie projektami. A ponieważ życie do biznesu jest bardzo podobne prowadzę od ponad trzech lat blog www.Proaktywnie.pl, gdzie przekazuję to co wiem, tym, którzy mogą potrzebować odrobiny praktycznej inspiracji.

Prywatnie jestem ojcem dwójki dzieci (Mateusza – 2 i Wiktorii – 5 lat), mężem Kariny (+7 lat) i ciągle się uczę jak być dobrym w tych rolach. Nadal dużo większe doświadczenie mam jako manager ;).


Komentarze (8) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-17
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Komentarz do artykułu w „Charakterach”

W dyskusji pod moim ostatnim postem o rodzajach relacji damsko-męskich Marcin Grąbkowski zwrócił uwagę, na opublikowany w Charakterach podwójny wywiad z prof.dr hab. Bogdanem de Barbaro i dr.  Marią de Barbaro pod tytułem „Święty rytuał czy świstek papieru”. Tekst wart jest przeczytania, aczkolwiek z niektórymi rzeczami warto popolemizować, co zgodnie z obietnicą zrobię poniżej.
Zanim do tego przejdziemy warto tylko uświadomić sobie i to bez wartościowania co jest lepsze a co gorsze, jak różny jest punkt widzenia tamtych fachowców od mojego. Z jednej strony mamy utytułowanych naukowców, z imponującym dorobkiem, reputacją i praktyką terapeutyczną, po drugiej moją skromną osobę, której jedynym atutem jest  prawie 30 lat intensywnych relacji ze sporą ilością bardzo różnych kobiet.  Przez te lata, mimo wielu popełnianych błędów, problemów i zgrzytów generalnie prowadziłem bardzo dobre życie, rzadko się w moich relacjach nudziłem i zazwyczaj był to też niezły czas dla moich partnerek :-) Tak więc też coś mogę na ten temat powiedzieć.

Po tych wyjaśnieniach przejdźmy do  poszczególnych kwestii:

„Zobowiązania nie są dziś w modzie, co więcej – zabierają wolność, a ona jest właśnie, wraz z przyjemnością, na topie. „

Tutaj jestem tego samego zdania. Dla mnie wolność jest jedną z naczelnych wartości i w wielu miejscach na tym blogu można znaleźć wypowiedzi przestrzegające przed niepotrzebnym jej wyzbywaniem się.
Przyjemność jest też bardzo ważna, bo jeśli Bóg/ewolucja/kosmos (niepotrzebne skreślić) dał nam możliwość jej przezywania, to dlaczego nie mielibyśmy z tego w jakiś w miarę odpowiedzialny sposób korzystać? Przez „odpowiedzialny” rozumiem głównie „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe” i „nie zabijaj sam siebie”
„Pokusa wolności może dyskretnie przejść w swawolę. A swa wola, czyli własna wola, nie zakłada odpowiedzialności za drugiego. „
Hmmm, według Słownika PWN http://sjp.pwn.pl/szukaj/swawola „swawola” to:
1) beztroska zabawa
2) brak posłuszeństwa i samowolne działanie

Które z tych znaczeń miał na myśli pan profesor?
A propos odpowiedzialności za innych, to w kontekście relacji damsko-męskich, egoistycznie ale racjonalnie nie chcę mieć do czynienia z osobami, które nie są w stanie przejąć odpowiedzialności za własne życie. To ostatnie zdanie nie dotyczy oczywiście  sytuacji specjalnych takich jak bycie liną asekuracyjną, czy też np. kiedy jako kapitan jachtu jestem odpowiedzialny za zdrowie i życie wszystkich na pokładzie.
Nie chcę też, aby ktoś w związku ze mną próbował przejąć odpowiedzialność za moje życie :-)

„Ludzie chcą być otwarci na ten świat. „
Brawo!!

„A to oznacza pewien rodzaj dyspozycyjności, czyli brak wkorzenienia się w cokolwiek. Brak zobowiązań i konieczności liczenia się z czymś, co mogłoby hamować tę dyspozycyjność. „

Ja bym powiedział „brak wkorzenienia się kiedy nie jest to konieczne” i „unikanie niepotrzebnych zobowiązań i konieczności”

Dalej jest bardzo słuszna obserwacja o pewnej wizji małżeństwa: „Będę miał dzieci, te dzieci będą musiały chodzić do jakiejś szkoły i nie będę mógł wyjechać na pół roku do Chin czy Tajlandii. Czyli odbiorę sobie różne możliwości, które są w ofercie świata”.

Dokładnie o to chodzi. Dlaczego pozbawiać się możliwości, jakie daje nam świat, szczególnie zanim zdążyliśmy je naprawdę poznać?? Jeżeli wielu młodych ludzi tak myśli, to niezależnie od ich ostatecznych wniosków do jakich dochodzą cieszy mnie to, bo oznacza użycie własnego umysłu a nie bezrefleksyjne dopasowanie się to tradycji i rytuałów.

Dalej niestety mamy do czynienia z kilkoma uproszczeniami, typowymi dla kogoś, kto długo jest w jednym związku a próbuje interpretować postępowanie, którego prawdopodobnie nie zna z własnego, w miarę aktualnego doświadczenia:

„A kiedy przyjemność mija, wymieniamy partnera. Jak w szowinistycznym stwierdzeniu: zmieniłem model na lepszą wersję. Pierwsze potknięcie i schodzimy z parkietu. To jest jedno rozumienie związku „
Po pierwsze nie zawsze chodzi o przyjemność a już prawie na pewno nie o tylko jedną, której brak oznacza koniec relacji. Oczywiście są związki których jedyną podstawą jest wzajemna przyjemność w uprawianiu seksu (nic przeciwko temu) i jeśli ta przyjemność się kończy, to logicznie dalszy związek traci rację bytu. Z drugiej strony wielu ludzi mnie wliczając wchodzi w relacje z osobą płci przeciwnej z całej kombinacji różnych powodów i wtedy sprawa jest nieco bardziej złożona, nawet jeśli rozpatrywalibyśmy ją tylko z punktu widzenia przyjemności. Weźmy taki nieco uproszczony przykład:
Załóżmy że ktoś jest z drugą osobą, bo ważne są dla niego są następujące aspekty relacji

1) udany seks – sprawia przyjemność
2) ciekawe i wzbogacające rozmowy – sprawiają przyjemność
3) wspólne wyprawy -sprawiają przyjemność
4) radość wspólnych śniadań i kolacji -sprawia przyjemność z definicji :-)
5) uczestnictwo w kulturze – sprawia przyjemność

Przy takiej kombinacji pierwsze potknięcie zazwyczaj spowoduje zmniejszenie lub zanik przyjemności  w konkretnym  elemencie związku, ale dopóki jest to tylko jeden punkt i nie zamienia się to w grubą nieprzyjemność, to mało kto będzie natychmiast „wymieniał partnera” nieprawdaż? Zwłaszcza, jeśli w większości potknięć, bo tych mowa, będzie to przejściowe.
I gdzie w tym wszystkim jest szowinizm, przynajmniej w ogólnie przyjętym znaczeniu tego słowa w języku polskim?

Jeśli chodzi o „przywileje”, jakie daje ślub to całkowicie zgadzam się z tym, co w tamtym artykule napisano :-)

Czytelniczkom szczególnie polecam wypowiedź pani de Barbaro zaczynającą się od słów „Kobiety nie czują małżeństwa jako ograniczenia wolności. A myślę, że właśnie dla nich często wiąże się ono z ogromną utratą wolności ….”
Ciesze się, że ktoś tak otwarcie o tym mówi.

Jeśli chodzi o podejście mężczyzn do faktu, że kobiety mogą już planować życie bez małżeństwa, to dziwi mnie nieco wypowiedź :”….lojalność pokoleniowa wymaga, by było tak samo jak u mojego ojca, dziadka i pradziadka. Jeśli jest inaczej, to czuję, jakbym ich zdradzał. „
Nawet ja, będąc w wieku rodziców większości z Was nigdy nie miałem takich myśli, jak to jest u Was młodzi Czytelnicy? Mi to pachnie interpretacją wydumaną z powietrza, ale może się mylę.

Warto poczytać o przyczynach kryzysów w małżeństwach spowodowanych „walką o władzę” i ewentualne przesunięcia tej ostatniej.  Opisany w poprzednim poście trzeci rodzaj relacji unika takiej sytuacji w zarodku, bo każdy zatrzymuje „władzę” na swoim terytorium i nie ma problemu  :-)
Ciekawa jest uwaga o wieloletnich małżeństwach w „starych dobrych czasach” kiedy: „Wiele z tych małżeństw później kamieniało w tej formie różnych wzajemnych gier, w jakimś nieszczęściu i poczuciu, że nie mogą się z tej formy wyrwać.”

Ja takie rzeczy ciągle jeszcze obserwuję w grupie wiekowej moich rówieśników :-(

Co do wypowiedzi: „Mówi się, że małżeństwo jest dobre wtedy, kiedy partnerzy stale chcą się zdobywać nawzajem…” to znowu pytam po co się zdobywać?? W trzecim modelu relacji nie ma takiej konieczności, bo relacją jest to, co w naturalny sposób pasuje obydwu stronom. Tego trzeba spróbować!! :-)

Opieranie się w dalszym wywodzie na tej kwestii zdobywania i mieszanie do tego zjawiska „reluctant young adults”  to wrzucanie do jednego pejoratywnego koszyka zarówno unikania małżeństwa (pochwalam :-)) jak też uchylania się od samodzielności w życiu (a fe, wstyd!!), a to jest tani chwyt retoryczny.

W pewnym momencie pada tam zdanie : „Czasami jeden z partnerów narzuca drugiemu taką ideologię: po co nam papierek? „
Tu też mamy do czynienia  z delikatna manipulacją Autorki wypowiedzi :-) To przecież  nie jest narzucanie ideologii, lecz normalne logiczne pytanie świadczące o tym, że pytający używa własnego mózgu do myślenia!

Dalej o małżeństwie „…..gdy mężczyzna prosi ją o rękę, to mówi jej tym samym, że ją bardzo kocha i jego uczucie do niej jest stabilne, w jakimś sensie dożywotnie. . A jak nie jest gotów tego powiedzieć, to wygląda, jakby się wahał, jakby jego uczucia były nie dość silne „
I tak ludziom wkłada się do głowy „probierz” jakości czyichś uczuć, którego zastosowanie to proszenie się o problemy w przyszłości.

„Czasem trudno jej mówić o tym, że nie czuje się dość ważna dla partnera. „
Jeżeli w relacji komunikacja jest na tyle zaburzona, że nie mówi się o takich rzeczach, to żadne małżeństwo tego nie uratuje.

Na zakończenie pan Profesor stwierdza: „Kiedy się oświadczam, to przekazuję: „kocham cię i wierzę, że będę z tobą do końca życia”. A jeżeli tego nie robię, to jakbym mówił: „kocham cię, ale nie wiem, co będzie za rok lub dwa”. ”
Hej, ta druga wersja jest odpowiedzialnym i realistycznym podejściem do życia!! Ja od partnerki nie chcę innego.

I jeszcze komentarz: „To jest bolesna informacja dla partnera, bo to znaczy, że nie oszalałem z miłości do niego. „
Hmmm… dla mnie bolesną byłaby informacja, że moja partnerka oszalała z jakiegokolwiek powodu, bo szaleństwo kwalifikuje się do terapii :-)

Sam miałem kiedyś wątpliwą przyjemność bycia prześladowanym przez taką „oszalałą z miłości do mnie” kobietę, a na koniec musiałem włamać się do jej mieszkania, aby ratować ją po próbie samobójczej. Wierzcie mi, to nie jest doświadczenie które polecam komukolwiek.

Pisze ten komentarz z przerwami już ponad 2 tygodnie, więc czas go wreszcie zakończyć i zabrać się za jakiś  porządny post :-)

Ważne jest, abyście zdawali sobie sprawę, że życie, a szczególnie relacje damsko-męskie są  czymś bardzo wielopłaszczyznowym. Dlatego jeżeli ktoś udziela nam rad na ten temat, to warto włączyć szare komórki i zastanowić się, na ile to co słyszę/czytam jest spójne wewnętrznie i spójne z moimi doświadczeniami i obserwacjami, a co jest tylko odbiciem różnych konwencji, stereotypów i uprzedzeń rozmówcy. Jak widać z powyższej dyskusji, przed tym ostatnim nie  chronią nawet tytuły naukowe :-)
PS: Naturalnie moje wypowiedzi trzeba również  brać pod lupę, bo i ja jestem omylnym i błądzącym człowiekiem :-)

Komentarze (38) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-15
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Spotkanie z Czytelnikami we Wrocławiu?

Po szkoleniach we Wrocławiu zostaję tam do soboty 23.10 i na razie mam wolny czas od ok. godziny 12 do 17.

Jeżeli byliby chętni moglibyśmy w tym czasie spotkać się i porozmawiać na dowolne tematy, tak jak zrobiliśmy to na wiosnę w Krakowie.

Proszę o wpisy zainteresowanych, abyśmy mogli oszacować czy i gdzie sie spotkamy.

Komentarze (62) →
Alex W. Barszczewski, 2010-10-14
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

O rodzajach relacji damsko-męskich

Po wielu wojażach i doświadczeniach czas znów na pisanie na blogu i interesujące dyskusje z Wami. Zastanawiałem się, czy zacząć od tematów biznesowych, czy też bardziej dotyczących naszego życia prywatnego i postanowiłem dokończyć istotny temat, o którym już wielokrotnie myślałem, a mianowicie jak właściwie różni ludzie budują swoje relacje z płcią przeciwną. Napisałem „różni ludzie” a właściwie powinienem napisać „my”, bo obserwacje wykazują, że bardzo wiele osób mnie w to wliczając, na jakimś etapie życia stosowało, bądź stosuje każde z wymienionych poniżej podejść.

Co to za podejścia?

Oby wyjaśnić co mam na myśli będę posługiwał się bardzo uproszczonym modelem, w którym czerwony lub niebieski okrąg symbolizują zakres cech charakteru i zainteresowań życiowych każdego z partnerów.  Dla uproszczenia założyłem też, że te zakresy są równe, choć w życiu mamy zazwyczaj do czynienia z bardziej skomplikowanymi konstelacjami.

Zacznijmy od najbardziej chyba romantycznej wizji dwóch połówek, które w oceanie życia szukają się długo, aby wreszcie wzajemnie się „dopełnić” i stworzyć jakąś „całość”, do tego może jeszcze niepodzielną.

dwie połówki

W tej koncepcji nie podobają mi się dwie rzeczy:

  • Określenie „połówka” symbolizuje coś, co z natury rzeczy nie jest kompletne. Jeżeli uważam się za niekompletnego człowieka co jest absurdalną koncepcją – przeważnie jesteśmy dalecy od doskonałości, ale jeżeli żyjemy i funkcjonujemy w społeczeństwie, to każdy z nas jest „całością”.  Odmienne postrzeganie prowadzi łatwo do wniosków „bez ciebie jestem nikim” i tym podobnych konkluzji niekorzystnych dla poczucia własnej wartości.
  • W wypadku ludzi efekt złączenia połówek bardziej kojarzy mi się z Frankensteinem niż z harmonijną jednostką :-)

Taka relacja znacznie lepiej wygląda w ckliwych romantycznych filmach niż później w życiu. Oczywiście zdarzają się też ludzie, którzy tę frazę o „dwóch połówkach” gdzieś zasłyszeli i potem bezrefleksyjnie „klepią” dalej, ale i to nie jest dobrym sygnałem.

Drugi rodzaj relacji jest bardzo rozpowszechniony.

Polega on na tym, że dwoje ludzie stwierdza, że pod wieloma względami pasują do siebie (obszar  zakreślony na żółto) i decydują się wejść w relację która mniej czy bardziej zakłada „uwspólnienie” wszystkich zakresów, też tych, w których nie ma naturalnego dopasowania „na dzień dobry”.  Następuje próba połączenia światów obydwu partnerów i zrobienia z tego jednej, wspólnej całości (zakreślonej kolorem zielonym).  To nie jest rzeczą prosta i często jest źródłem konfliktów lub prowadzi do wielu, czasem daleko idących kompromisów. A ten tak wychwalany w Polsce kompromis ma tę cechę, że żadna ze stron nie jest z nim naprawdę szczęśliwa. Jak nie wierzycie to rozejrzyjcie się dokładniej na ulicy lub wśród znajomych :-) Ile widzicie par, które uśmiechnięte i z tym charakterystycznym błyskiem w oku, trzymając się za rękę idą przez życie?

Dodatkowa trudność, to naturalna konieczność postawienia bardzo wysokiej poprzeczki w sprawie zbieżności charakterów, zainteresowań itp. u obydwu stron. To powoduje, że wiele osób stosujących to podejście w swoim życiu więcej czasu spędza na poszukiwanie tego teoretycznie „idealnego” partnera, niż na praktykowaniu ciekawych relacji damsko-męskich :-) A to czasem prowadzi do problemu małego Kazia, co w konsekwencji odcina nas od wielu przyjemności (w szerokim tego słowa znaczeniu, nie tylko chodzi tutaj o seks!), lub prowadzi do podejmowania decyzji, które wyglądałyby inaczej, gdybyśmy mieli lepsze rozeznanie „rynku” :-)

Trzeci rodzaj relacji, który po latach nie zawsze dobrowolnych eksperymentów :-) uważam za najlepszy dla mnie (co niekoniecznie oznacza najlepszy dla Ciebie Czytelniku!) ma postać następującą:

Dwoje „kompletnych” i świadomych siebie oraz swoich potrzeb (zarówno tych dotyczących brania jak i dawania) partnerów stwierdza, że istnieje pewien wspólny obszar charakterów, zainteresowań i potrzeb zaznaczony na rysunku kolorem żółtym. Ten obszar, w którym sprawy toczą się względnie bezproblemowo i wzbogacająco dla obydwu stron staje się całą relacją. Pozostałe obszary pozostają w gestii odpowiednio A i B, choć oczywiście drugi partner, jeśli chciałby i jest w stanie je poeksplorować, to jest mile widzianym gościem. Taka, pozornie „ograniczona” relacja ma istotne zalety takie jak np.:

  • Ponieważ zawartością relacji są elementy, które stosunkowo bezproblemowo działają, to odpada konieczność intensywniejszej „pracy nad związkiem”, a uwolniony czas i energię można zużytkować przyjemniej i produktywniej.  Kiedyś wspominałem już o tym w metaforze o motocyklu i samochodzie :-)
  • Z powodu opisanego powyżej, tym co jest naszą relacją możemy delektować się „na maxa”
  • Sam proces dobierania się jest znacznie uproszczony, bo jeżeli będziemy unikali przypadków patologicznych o których pisałem w postach „Stabilność emocjonalna” i „No hassle in my castle” to właściwie jakiekolwiek pokrywanie się obszarów A i B wystarczy do wystartowania z danym człowiekiem relacji opartej na tych wspólnych elementach. *) Uwaga, patrz uzupełnienie pod postem
    Dzięki temu możemy wchodzić w związki z osobami np. bardzo różnymi od nas, a to niesie ze sobą potencjał znacznego rozszerzenia naszych horyzontów.  To ostatnie zdanie piszę z własnego doświadczenia, które uważam za niezwykle cenne dla mnie, nawet jeśli po drodze zdarzały się różne komplikacje wynikające zresztą głownie z pomieszania opisywanego aktualnie podejścia z poprzednim.
  • Ta forma relacji jest często jedyną, jaką możemy mieć z całkiem sporą grupa ciekawych ludzi. Pisałem o tym w poście „Wolisz 100% przecietności, czy 10% czegoś super?„
  • W razie, gdyby relacja z jakichkolwiek powodów się skończyła, to znacznie prościej jest uporządkować wszystkie sprawy w takim układzie, niż w tym poprzednim, nie mówiąc już o „dwóch połówkach”. A obserwacje wskazują, że z czasem większość związków ulega co najmniej daleko idącej „metamorfozie” i ich zakończenie jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem.  Nawet jeśli miało by się to odbyć według niemieckiego powiedzenie „lepszy bolesny koniec, niż ból bez końca”

Zdaje sobie sprawę, że takie postawienie sprawy może wywołać sprzeciw u wielu z Was, niemniej możemy sobie przecież podyskutować tez i na taki temat.

Zapraszam do wypowiedzi w komentarzach.

*) Uzupełnienie 28.09 – trochę za bardzo uprościłem te kryteria.  W praktyce sprawdzam jeszcze, czy dana osoba nie robi czegoś, co  mogłaby być dla mnie niebezpieczne np. działalność przestępcza, narkotyki itp.

Komentarze (80) →
Alex W. Barszczewski, 2010-09-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 43 of 84« First...102030«4142434445»506070...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
  • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
  • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?

Najnowsze komentarze

  • Biblioteczka dla Czytelników  (112)
    • Orest Tabaka: Po nocnych...
    • Witold W. Wilk: Alex, Na wolniejsze...
    • Alex W. Barszczewski: Przemek mam...
    • Łukasz Muzyka: Witam serdecznie,...
    • Gracjan Polak: Witam, Inicjatywę...
  • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
    • Alex W. Barszczewski: No i mamy...
  • Bezpieczeństwo finansowe  (44)
    • Helena: Prawde mówiąc pomyślalam o...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jaki...
    • Helena: Zgadzam się oczywiscie, że...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jeśli...
    • Helena: Jeszcze a propos Kiyosakiego...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.2  (35)
    • Krzysztof Marciniak: Ludwik, Mam do...
    • Witold W. Wilk: Należy jeszcze...
    • Monika Góralska: Orest, Dziekuję :-)...
    • TesTeq: Ludwik C. Siadlak pisze:...
    • Alex W. Barszczewski: Paulina Na...
  • „Czytanie zagraża głupocie”  (15)
    • Michał P. Sadowski: Witam, Czytanie...
  • Alex goes (back) to Poland  (146)
    • Wojtek Szywalski: TestTeq, Alex:...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Już jest...
    • Orest Tabaka: Alex: Zgoda, że przy...
    • pink: :)
    • Alex W. Barszczewski: TesTeq Tego ze...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Witold W. Wilk: Igor, mam dość...
    • Alex W. Barszczewski: Igor Przede...
    • TesTeq: @Igor: Piszesz, że szukałeś...
    • Igor: Mam pewien problem dotyczący...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.1  (22)
    • Alex W. Barszczewski: Hanz Na pewno...
    • Hanz: Mam nadzieję, że link wzbudził...
  • Jak właściwie wykorzystać informację zwrotną  (45)
    • Alex W. Barszczewski: Krzysztof...
    • Krzysztof Janyst: Alex pisze:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (32)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026