Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Półtora dnia offline – przeprowadzamy się!

Witajcie

Przez półtorej doby nie tylko ten blog, ale i cały serwis mojej dotychczasowej hosting company zniknęły z internetu, jej telefony zostały wyłączone a email nie działał. Swiadomość, że wielu Czytelników po prostu straciło kontakt ze mną była bardzo nieprzyjemna. W rezultatcie od wczoraj mam nowy serwer, tym razem w poważnej i niezawodnej firmie. Pewnym problemem jest odzyskanie kontroli nad domeną alexba.eu, tutaj jest trochę komplikacji. Dlatego na wypadek, gdyby ten serwis w najbliższym czasie zniknął ponownie to poszukajcie mnie w domenie www.alexba.eu ta domena powinna być live już jutro. W miarę jak będę miał więcej czasu postaram się rozwiązać to jakoś tak, aby nie stracić linków z innych stron, niemniej proszę o zrozumienie obecnego, nieco prowizorycznego stanu. Tak, czy inaczej robię codziennie backup, tak że w najgorszym wypadku nie stracimy wpisów, tylko będzie trochę zamieszania.

jeszcze raz: na wszelki wypadek zapamiątajcie adres www.alexba.eu

Pozdrawiam

Alex

PS: Oczywiście widzimy się w niedzielę, jutro wyruszam do Warszawy

Komentarze (2) →
Alex W. Barszczewski, 2006-11-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Jak rozszerzać swój zakres swobody i jakość życia cz3a.

W odpowiedzi na mój ostatni post o rozszerzaniu lejka możliwości Grzegorz Łobiński postawił na swoim blogu parę ciekawych pytań, na które ze względu na wygodę pozwolę sobie odpowiedzieć tutaj. Tych pytań było bardzo wiele, więc nie będę ich teraz wszystkich cytował (polecam lekturę oryginalnego postu Loby). Nie muszę też już chyba dodawać, że odpowiedzi poniżej odzwierciedlają moje osobiste doświadczenia i poglądy i nie pretendują do miana prawdy absolutnej.

Więc teraz odpowiedzi:

Nie zawsze można jednoznacznie stwierdzić, czym mam na coś realny wpływ, czy też nie. Zdarzało mi się też oczywiście mylić w takich osądach. Całe szczęście, że życie, przynajmniej z mojego doświadczenia nie opiera się na matematycznej logice „prawda, czy falsz”, lecz bardziej na tym, co znane jest jako „fuzzy logic”. W codziennym życiu (w przeciwieństwie do egzaminu na studiach, bądź jakiś krytycznych zadań) nie musisz mieć zawsze racji, wystarczy że masz ją wystarczająco często :-)

Tak samo stwierdzenie, że na coś nie mamy wpływu nie oznacza, iż nie będziemy go mieli w przyszłości. Właśnie skoncentrowanie się na rzeczach przy których możesz coś realnie zmienić powinno rezultować rozszerzeniem Twojej strefy wpływów w ogóle.

„Jeśli odwrócę się od sprawy to jasne jest, że nic nie zmienię, ale czy nie jest wysoce prawdopodobne również to, że w przyszłości w porę nie zauważę, gdy otoczenie, warunki zewnętrzne zmieną się same, bez mojego udziału na tyle, że mój wpływ mógłby być w tej nowej sytuacji istotny?” Tutaj właśnie istotna staje się różnica, czy przestajesz się interesować sprawami na które nie masz wpływu (czego nie powiedziałem), czy też tylko przestajesz się nimi przejmować (w sensie zaangażowania emocjonalnego). Aby zauważyć zmieniające się warunki na ogół wystarczy beznamiętna, lecz uważna obserwacja.

Jeśli nie przejmujesz się tym, na co nie masz wpływu, to masz więcej energii i zaangażowania, aby robić rzeczy na które tenże wpływ masz. Dzięki temu na ogół Twoje działania przynoszą konkretne rezultaty i to poszerza Twój zakres swobody (jeśli mądrze te działania dobrałeś).
Jeśli chodzi o źródła motywacji, to ja zazwyczaj czerpię je z moich marzeń, z tego co chcę osiągnąć, a nie tego co chcę naprawić (to jest subtelna, aczkolwiek istotna różnica). Z całą resztą Twojej wypowiedzi o pierwszym kroku zgadzam się, z zastrzeżeniem, że dobrze jest robić go tam, gdzie możemy coś realnie zmienić.

Kolej na Twoje, jak piszesz, najważniejsze pytania. Tutaj pozwolę sobie je dla precyzji zacytować:

„Czy porzucając tematy, na które, wydaje mi się nie mam wpływu, nie idę na tzw. łatwiznę?”
Zdefiniuj określenie „łatwizna”. Ja w życiu staram się osiągnąć moje cele możliwie najmniejszym nakładem środków, czasu i energii, pod warunkiem, że robię to w etyczny sposób a na koniec dnia wszyscy zainteresowani są w miarę „do przodu”. Co jest w tym złego?

„Czy to dobra analogia? Życie jak biznes, alokacja zasobów, efektywność, stopa zwrotu?”
„Dobroć” tej analogii musi sobie każdy indywidualnie ocenić :-) Tak czy inaczej większość z nas stara się (często nie zdając sobie z tego sprawy) postępować podobnie jak w prowadzeniu dobrego biznesu :-) Dla przykładu, dobrowolnie zadajesz się przecież z tymi ludzmi, z którymi (w szerokim tego słowa znaczeniu) jest Ci najlepiej (optymalna alokacja zasobów), a kiedy kochasz się z Twoją przyjaciółką, to starasz się (mam nadzieję!), aby obie strony miały z tego jak największą przyjemność (maksymalizacja „stopy zwrotu” :-)). Co w tym złego? :-)

„Czy naprawdę dobrze jest, żeby o tym czym będę zaprzątał swoje myśli decydowały warunki zewnętrzne?”
Uwaga, ja tego nie powiedziałem! Jeśli przejmuję się rzeczami na które mam wpływ, to o zakresie decyduje kombinacja zarówno warunków zewnętrznych jak i mojej zdolności wpływania na nie.

„Czy twoje ograniczenia wpływają na twoje wybory, czy też twoje wybory wpływają na twoje ograniczenia?”
To jest bardzo interesujące pytanie. Prawdopodobnie działa to w obie strony, przynajmniej u mnie :-)

Komentarze (12) →
Alex W. Barszczewski, 2006-11-06
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Za ile sprzedajesz godzinę Twojego życia?

Witajcie

Pamiętacie ten post o wartości rynkowej? Dzisiaj zajmiemy się innym aspektem tego samego zagadnienia, a mianowicie odpowiedzią na pytanie, za ile każdy z nas sprzedaje godzinę swojego życia.
Poniższe obliczenie jest bardzo uproszczone, a co za tym idzie wyniki są wyraźnie zawyżone, niemniej i tak warto sobie uświadomić pewne liczby.
1) zaczynamy od naszych miesięcznych dochodów „na rękę” po odliczeniu wszelkich podatków i składek socjalnych (ZUS)
2) od tego odejmujemy koszty naszych dojazdów do pracy
3) od tego ew. odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które ponosimy na odzież, którą kupujemy ze względu na wymagania naszej pracy
4) od tego ew. odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które ponosimy na szkolenia i kursy niezbędne w naszej pracy.
5) teraz mamy mniej więcej nasze zarobki miesięczne netto
6) dodajemy wszystkie godziny, które spędzamy miesiecznie w pracy (wszystkie!!)
7) dodajemy godziny spędzane miesięcznie w drodze do pracy i do domu
8) dodajemy czas, który potrzebujemy każdego dnia, aby po pracy „dojść do siebie”
9) dodajemy 1/12 czasu, który rocznie poświęcamy na związane z pracą dokształcanie się
10) w ten sposób mamy mniej więcej „wydatek czasowy” na zarobienie pieniędzy z punktu 5
11) dzielimy sumę z punktu 5 przez sumę z punktu 10 otrzymując w ten sposób cenę, za którą sprzedajemy godzinę naszego życia

Tę wartość warto sobie po prostu uświadomić. Wykorzystać ją możemy na przykład w ten sposób że:

  • uświadamiamy sobie, że niezbyt efektywnie zamieniamy czas naszego życia na środki pieniężne
  • przeliczając ceny różnych dóbr na godziny naszego życia, które musimy w zamian sprzedać możemy dokonywać bardziej świadomych wyborów, zwłaszcza jeśli ten przelicznik jest niekorzystny („czy ta szafa naprawdę warta jest 2 dni mojego życia??!!”)
  • możemy tego użyć jako argumentu, jeśli nasz partner domaga się jakiegoś większego zakupu, a my nie jesteśmy do jego konieczności przekonani :-)
  • możemy też w drugą stronę policzyć ile np. kosztowało nas pozwolenie komuś na zmarnowanie nam iluś tam godzin, dni a nawet miesięcy naszego życia

Powyższy eksperyment myślowy jest bardzo ciekawy i polecam każdemu, aby sobie go na własny użytek uczciwie przeprowadził. Naturalnie każdy powinien też wyciągać sobie własne wnioski, zalecam tylko pewnien umiar :-)

Ciekawych przemyśleń!!

Komentarze (47) →
Alex W. Barszczewski, 2006-11-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Spotkania Czytelników

W ostatnich komentarzach niektórzy z Was wysunęli propozycję, aby zorganizować spotkanie, na którym można by wzajemnie się poznać i podyskutować wzajemnie w szerszym gronie.

Mnie taka idea bardzo się podoba, zakładając ten blog miałem też na myśli stworzenie miejsca, w którym nie tylko będziemy komunikować się w systemie jeden do wielu, ale też będzie istniała sposobność do poznania się i networkingu między Czytelnikami. Gdzieś tam na stronie „O mnie” znajduje się permanentne zaproszenie do takich spotkań i kto powiedział, że muszą to być pojedyncze osoby? :-)

Tak więc więc nie stoi na przeszkodzie, choć jeśli chcielibyście zrobić to wkrótce, to na przeszkodzie mogą stanąć względy logistyczne: w przyszłym tygodniu jestem zajęty od rana do wieczora we Wrocławiu, potem jadę do Warszawy, gdzie szkolę 6 (!!) dni z rzędu, potem jadę do Berlina i 3 dni później wylatuję na 10 tygodni na Kanary. Czyli jedyna możliwość w tym roku to niedziela 12.11. Od marca 2007 można to lepiej zorganizować, a jak się zrobi ciepło to nawet spotkać w Berlinie (kupując odpowiednio wcześniej bilet ekspress kosztuje to 19 euro w jedną stronę, hotele nie są drogie), który o takiej porze jest fantastycznym miastem.

Co proponujecie?

Komentarze (40) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-31
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Jak rozszerzać swój zakres swobody i jakość życia cz3.

Dziś wróćmy na chwilę do dalszych metod pozytywnego wpływania na kształt lejka naszej swobody wyboru.
Nasze aktualne rozważania nawiążą luźno do koncepcji dwóch kręgów wspomnianych w starej i dość znanej książce Covey’a „Seven Habits of Highly Effective People” (uwaga, polskie wydanie ma w tym miejscu błąd, bo tłumacz nie zrozumiał idei autora i przełożył „circle of concern” na „krąg zainteresowań” zamiast na „krąg tego, czym się przejmujesz” i potem „dopasował” całą resztę :-)). To, co piszę poniżej stosuję z powodzeniem od początku lat 90, niemniej jak zwykle proponuję, abyście potraktowali moje słowa wyłącznie jako impuls do własnych przemyśleń.
Jeśli rozejrzymy się po otaczającej nas rzeczywistości, to z pewnością każdy może wyodrębnić ten zakres spraw i zagadnień, na który osobiście ma realny wpływ. Na przykład takimi rzeczami mogą być: zawód który wykonujesz, miejsce w którym żyjesz, partner, z którym jesteś, książki, które czytasz, system wartości, którym się kierujesz, ludzie, którymi się otaczasz i last but not least Twoją wartość rynkową. To jest tak zwany krąg Twoich wpływów. Cała reszta poza tym (do celów praktycznych upraszczając nieco zagadnienie, bo według niektórych religii i nowoczesnej fizyki wszystko jest w jakiś sposób ze sobą połączone i przez to wpływa na siebie wzajemnie) to morze spraw, nad którymi mamy taką kontrolę, jak nad pogodą, czyli żadną.
Z drugiej strony każdy z nas w życiu przejmuje się tym i owym.
Jeżeli teraz narysujemy sobie mentalnie okręgi symbolizujące zakres tego, na co mamy wpływ, jak i tego czym się przejmujemy, to u większości ludzi ten pierwszy będzie znacznie mniejszy od drugiego. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej to, że wielu z nas przejmuje się rzeczami na które nie ma realnego wpływu!!! Co to da??? Jakie karygodne marnotrawstwo czasu i energii!! Jeśli zamiast tego skoncentrujemy się tym, na co mamy wpływ, to zazwyczaj rezultat będzie znacznie lepszy a nasza strefa wpływów (a co za tym idzie możliwości wyboru) będzie się poszerzać.
Parę przykładów:

  • zobaczcie na ilu blogach dyskutuje się o sytuacji politycznej w kraju, ilu ludzi przejmuje się różnymi wyczynami aktualnej ekipy rządzącej. Nasz wpływ na takie rzeczy (realnie) – zero. Mamy za to wpływ na wybór kraju, w którym żyjemy, względnie taki model życia i zarabiania, aby (abstrahując od totalitarnej dyktatury) być w dużej mierze niezależnym od „rozgrywek na górze” w dowolnym państwie (też polskim). Teraz przeszukajcie blogosferę, albo choćby krąg znajomych i zobaczcie kto naprawdę przejmuje się tymi ostatnimi kwestiami (ja tak :-))
  • ilu ludzi przejmuje się tym, co powiedzą inni (wpływ minimalny, bo zawsze części otoczenia nie będziemy pasować), zamiast skoncentrować się na znalezieniu takiego środowiska, gdzie będziemy akceptowani, ba nawet pożądani dokładnie tacy, jacy jesteśmy.
  • ilu ludzi przejmuje się tym, co pomyśli o nich dana osoba X, względnie jak zrobić „odpowiednie” wrażenie na kliencie Y zamiast „przejąć się” tym, aby mieć do czynienia z osobami/klienami, którzy chcą nas takimi jacy jesteśmy
  • z podobnej beczki wiele osób przejmuje się jak „poprawić” szefa, kolegę z pracy, bądź partnera zamiast przejąć się tym, aby znaleźć lepiej pasujące egzemplarze :-)

Dla zainteresowanych mam teraz małe zadanie domowe: przemyślcie w jakim procencie przejmujecie się sprawami, na które nie macie realnego wpływu i jaki wpływ ma to na Wasze życie. Zapraszam też do dyskusji w komentarzach,

Komentarze (28) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Po bardzo pracowitym tygodniu

Witajcie

Znów byłem przez kilka dni niezwykle zajęty. Intensywne szkolenie i wiele spotkań nie zostawiły zbyt wiele energii na rozwinięcie kilku chodzących mi po głowie tematów. Zabiorę się za nie w niedzielę, a tymczasem podzielę się z Wami kilkoma sprawami, które nasunęły mi się w ostatnich dniach.

Dzięki pingowi trafiłem na bardzo miły dla mnie post Shrew. Cieszę się, że są młodzi, aktywni ludzie, którzy uznają to, co piszę za interesujący bodziec do przemyśleń (bo nie chodzi o to, aby ślepo się zgadzać z czymkolwiek). Z drugiej strony byłem dość zaskoczony, kiedy jeden z moich zajmujących wysokie stanowisko klientów przynióśł na spotkanie wydruki z mego blogu deklarując, że chciałby parę z poruszanych tam kwestii przedyskutować :-). Parę dni temu dostałem też maila od CEO całkiem sporej córki jednego ze światowych koncernów z bardzo pozytywną opinią na temat tego serwisu.

Wynika z tego, że to co piszę czytają naprawdę bardzo różni ludzie, w różnym wieku i w odmiennych sytuacjach życiowych. Stawia to przede mną spore wyzwanie, bo zgodnie z Zasadą 1 mojego podejścia do relacji z innymi ludźmi, każdy powinien z tego w jakiś sposób profitować. To naprawdę duże zadanie, tym bardziej, że pisanie nie jest tym rodzajem komunikacji, w której czuję się najlepiej. Ostatnio właśnie, po bardzo udanych szkoleniach we Wrocławiu krytycznie stwierdziłem, że w porównaniu z tym co robię „na żywo” w świecie rzeczywistym, ten blog jest tylko bardzo bladym odbiciem zarówno mojej osobowości, jak i tego co mam do powiedzenia. Gdzie tu moja (podobno zaraźliwa :-)) energia, charyzma, umiejętność indywidualnego poprowadzenia rozmówcy poprzez tok rozumowania i paru innych cennych rzeczy??? Z ograniczeń tego medium zdawałem sobie wcześniej sprawę, niemniej kontrast między siecią a „realem” jest bardzo duży. Za 3 tygodnie robię sobie dziesięciotygodniową przerwę kreatywną w działalności zawodowej, może wtedy przyjdzie mi do głowy jakiś skuteczny sposób pokonania tej przepaści (tak, tak, to jest przepaść!!). W międzyczasie będę robił to, co najlepsze w ramach ograniczeń o których wspomniałem.

Jednym z istotnych elementów poprawiania jakości tego blogu jest dialog z Czytelnikami. Generalnie wolę zawsze wymianę myśli i poglądów od głoszenia czegokolwiek w formie wykładu. Ta forma dyskusji wzbogaca cały przekaz dodając inne punkty widzenia, wprowadzając to kreatywne napięcie, które prowadzi na ogół do lepszych rezultatów. Z tym większym zdumieniem usłyszałem ostatnio kilka wypowiedzi osób, które nasz blog czytają, ale boją się (!!), wstydzą (!!), krępują (!!) zabierać na nim głos, mimo że właściwie by chciały!!!! Halooo!!!!! Cały czas podkreślam, że nie jest to moje okno wystawowe, lecz miejsce do dyskusji i jedyne o co proszę to aby:

  • wypowiedzi mniej więcej dotyczyły konkretnego tematu wątku w którym są umieszczane
  • były napisane w miarę poprawną polszczyzną
  • dotyczyły spraw merytorycznych bez wycieczek osobistych lub spamu
  • w wypadku komentowania czyjegoś wpisu poprzedzone były jego dokładną lekturą

To chyba nie są warunki zbyt trudne do spełnienia, nieprawdaż? :-)

Tak więc mili nieśmiali Czytelnicy, do dzieła!! Jeśli macie cokolwiek do powiedzenia bądź zapytania to zapraszam :-) Jeśli ktoś z Was chce pozostać anonimowym to też nie jest problem, podpisujcie się imieniem, inicjałami, czy jakkolwiek Wam wygodnie.

Inną sprawą, którą uświadomiłem sobie bardzo wyraźnie, to fakt, że część z Was to stosunkowo młode osoby o bardzo poukładanym życiu i nadziei na takąż jego kontynuację w przyszłości. Ja piszę ten blog bardziej z pozycji nieźle usytuowanego kota-dachowca, który biegał już po różnych alejkach oraz niejedno przy tym widział i przeżył. Dlatego powinienem ciągle zwracać Wam uwagę na to, że to co tutaj piszę jest odbiciem moich subiektywnych doświadczeń. One mogą być przydatne dla wielu z Was, u niektórych jednak niepotrzebnie zaburzyć ich własny obraz świata wprowadzając w ich życie różne komplikacje. Stąd moja prośba, abyście wszystko co znajdujecie na tych stronach bez wyjątku przepuszczali przez filtr Waszego krytycznego myślenia. Cokolwiek stosujecie w praktyce, robicie to na własną odpowiedzialność, dobrze?

To powiedziawszy obiecuję wrócić wkrótce do bardziej regularnego umieszczania tutaj różnych przemyśleń i wsadzania mentalnych kijów w przysłowiowe mrowisko :-)

Komentarze (19) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-28
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Relacje z innymi ludźmi – jakimi zasadami się kierujesz?

Dziś powiem Wam o bardzo prostych zasadach, którymi kieruję się w relacjach z innymi ludźmi. Niektórym z Was mogą one zdawać się nawet zbyt proste, niemniej w moim życiu funkcjonują one od dłuższego czasu bardzo dobrze, doprowadzając do rezultatów, które mi się podobają.
Ze względu na to, że są to moje wewnętrzne reguły pozwolę sobie przytoczyć je w tak samo kolokwialnym języku, w jakim działają one w mojej głowie :-)

  • Zasada 1 – każdy człowiek, który z własnej inicjatywy nawiązuje ze mną jakąkolwiek relację powinien być na niej „do przodu”. Oznacza to, że staram się aby dla każdej osoby jakikolwiek kontakt ze mną ze mną był czymś pozytywnym. To może oznaczać uśmiech i odrobinę słońca dla kogoś nieznajomego, z kim wymieniam kilka przyjaznych spojrzeń na ulicy (a robię to od lat każdego dnia :-)), może też oznaczać „przetransferowanie” kogoś do zupełnie innej ligi i danie mu narzędzi do osiągniącia tam sukcesu. Co prawda uważam za lekką przesadę twierdzenie paru osób, że to ja je „zrobiłem” tym kim są, niemniej w długotrwałych i intensywnych relacjach bardzo wiele jest możliwe i jeśli da się to zrobić stosunkowo prosto to dlaczego nie? :-).
    Stosowanie tej zasady polecam każdemu z Was, to doskonałe odczucie, kiedy wiesz, że jak za kometą Halleya ciagnie się za tobą długi warkocz ludzi, których życie uległo wzbogaceniu w rezultacie interakcji z tobą. Oczywiście, aby sobie przy tym nie zrobić krzywdy zalecam jednocześnie rozważenie pozostałych zasad, takich jak np. zasada nr 2
  • Zasada 2 – długoterminowo utrzymuję tylko te relacje, które są w jakiś sposób korzystne dla obydwu stron. W ten sposób unikam sytuacji, kiedy ja, albo druga strona mogłaby stać „wampirem” energetycznym, emocjonalnym, finansowym czy jakimkolwiek innym :-) Oszczędza to mnóstwo czasu i środków na bezsensowne kontakty co pozwala nam znacznie więcej „inwestować” w te pozostałe. Zasada te nie oznacza utrzymywania jakiegoś „konta”, na którym staramy się precyzyjnie zbilansować wzajemne korzyści, należy raczej traktować ją bardziej ogólnie :-)
  • Zasada 3 – długoterminowo każdy ma u mnie mniej więcej poziom na skali ważności, jaki ja mam u niego. Dawno temu zauważyłem, że często inni ludzie mieli u mnie znacznie wyższy priorytet niż ja u nich i to nawet w wypadkach, kiedy powinno być odwrotnie!! Odkąd to zmieniłem przebywam w gronie ludzi którzy wzajemnie cenią sobie możliwość robienia czegoś razem i nikt nikomu nie robi przysłowiowej „łaski”.

Te trzy punkty stanowią odbicie mojego osobistego podejścia do tego zagadnienia i zapewne wielu z Was może robić to w odmienny sposób. Jeśli tak to serdecznie zapraszam do wypowiedzi w komentarzach.

Komentarze (20) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

„Yes, I can!”

Właśnie zakończyłem niezwykle intensywne dwa tygodnie, które spędziłem we Wrocławiu szkoląc grupy młodych managerów. Porównując wysoki poziom i potencjał tych ludzi do tego, co na codzień widziałem w polskiej prasie i telewizji można pomyśleć, że chodzi tutaj o dwa zupełnie różne kraje, w których przypadkowo mówi się dość podobnym językiem!! Jestem bardzo ciekaw, która z tych Polsk na dłuższą metę przeważy.

Pracując z takimi ludźmi trzeba oczywiście dawać z siebie wszystko i to spowodowało pewną przerwę w pisaniu nowych postów, co z pewnością zrozumiecie. Dziś jadę do Warszawy, więc będzie okazja do popisania po drodze, tym bardziej że mam kilka przemyśleń, którymi warto się podzielić.

Teraz mały drobiazg na przedpołudnie:

W sumie mieszkałem już cały miesiąc we wrocławskim hotelu sieci Radisson. Sieć ta ma dewizę, która brzmi: „Yes, I can!” Oznacza to, że każdy pracownik ma okazywać w stosunku do życzeń klienta pozytywną postawę i zrobić wszystko, aby to życzenie spełnić (oczywiście w rozsądnym zakresie). Muszę przyznać, że w tym hotelu finkcjonowało to doskonale i dzięki temu został on tutaj moim standardowym miejscem postoju. Co to ma wspólnego z nami? Bardzo wiele, bo jakże często spotykamy się w życiu z postawami, które po angielsku można by opisać jako: „no I can not, may not, etc…” Czasami mam wręcz wrażenie, że wylądowałem w kraju impotentów obojga płci. Macie podobne odczucia?

Dobrą stroną tego stanu rzeczy jest to, że w takiej sytuacji można bardzo łatwo pozytywnie się wyróżnić, właśnie poprzez nastawienie takie, jak wspomniani pracownicy wrocławskiego Radissona. Co stoi na przeszkodzie, aby skonfrontowani z jakimkolwiek wyzwaniem, zamiast popularnego szukania usprawiedliwień „dlaczego się nie da”, zobaczyć co „da się zrobić”. Ja tak robię i to podejście ułatwia znalezienie rozwiązania nawet w sytuacjach pozornie beznadziejnych. To samo w odniesieniu do potrzeb bliskich, klientów, czy w ogóle ludzi z którymi mamy do czynnienia. Pamiętajmy, że nasze podejście ma ogromny wpływ, na image z którym idziemy przez życie (a to z kolei załatwia nam wiele innych rzeczy :-)). Nie jest wszystko jedno, czy jesteśmy postrzegani jako impotenci (w szerokim tego słowa zaczeniu) względnie „hamulcowi”, czy też jako ci, którzy coś mogą i dokonują.

Często nie wymaga to żadnego dodatkowego wysiłku, tylko drobnej zmiany sposobu komunikowania np. zamiast „nie mogę zrobić ci tego do środy” powiedzieć „od czwartku możesz to mieć kiedy zechcesz” :-) To niezwykle banalna wskazówka, która powinna być powszechnie znana, niemniej moje obserwacje wykazują, że prawie nikt tak nie robi :-)

Czasem otoczenie stawia przed nami zadania, których nie możemy wykonać i wtedy większość ludzi mówi: „tego nie mogę zrobić”. Zamiast tego powiedzcie lepiej: „oczywiście że mogę to zrobić, jesli tylko (i tutaj jakiś trudny, bądź niemożliwy do spełnienia warunek)” :-)

Jeśli się nad tym zastanowicie i uruchomicie trochę Wasze prawe półkule mózgowe, to znajdziecie pozytywną odpowiedź nawet na bardzo trudne pytania, jak na przykład: „możesz przetransportować mnie w ciągu 10 minut z Wrocławia do Warszawy?”. Większość zapytanych odpowie „oczywiście, że nie!!!”. Ja odpowiem „oczywiście że tak, jeśli tylko znajdziesz praktyczny sposób na przeprowadzenie teleportacji!!” :-)

Z innych dziedzin: na pytanie „możesz teraz zrobić zadanie X?” zamiast „nie, bo teraz jestem zajęty Y” odpowiadamy „oczywiście, jeśli tylko znajdziesz kogoś, kto teraz zrobi X (moją aktualną pracą)”

To taki mały „chwyt” retoryczny, którego zastosowanie wymaga od nas szybkiego myślenia i odpowiedniego sposobu spojrzenia, ale bardzo rozwija on kilka cennych umiejętności :-)

Zalecam Wam przemyślenie, jak moglibyście to zastosować w Waszych sytuacjach życiowych i naturalnie nie przesadzajcie z tym praktycznym użytkowaniu :-)

Komentarze (42) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-21
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jak rozszerzać swój zakres swobody i jakość życia cz2.

Dziś porozmawiajmy o kolejnym podejściu, przy pomocy którego znacząco możemy poszerzyć sobie zakres swobody, a mianowicie umiejętnym wykorzystaniu Zasady Pareto. Zasada ta powinna być dość dobrze znana, ale na wszelki wypadek powiedzmy krótko o co chodzi. Vilfredo Pareto był żyjącym na przełomie XIX i XX ekonomistą włoskim, który zauważył, że 20% ówczesnej populacji Włoch zbierało ok. 80% dochodów tejże populacji. Z czasem okazało się, że ta zasada mniej czy bardziej sprawdza się w zdumiewającej ilości bardzo różnych przypadków (20% klientów generuje 80% dochodów, ale też 80% problemów pochodzi od 20% klientów, to samo z pracownikami, sprawdza się też w tak banalnych sprawach jak idealne wysprzątenie mieszkania :-)) Innymi słowy, jeśli na jednej osi odłożymy nakłady na dowolny cel, a na drugiej stopień jego osiągnięcia, to w wielu (ale oczywiście nie wszystkich) sytuacjach życiowych linia od zera do 100% nie będzie prostą, lecz zbliżoną do krzywej logarytmicznej, czyli na początku łatwo jest osiągnąć wyraźną poprawę, potem coraz trudniej (ostatnio testuję to przy utracie wagi o 10 kg – pierwsze 2 kilo poszły prawie same :-))

OK, to większość z Was zapewne już zna :-) Cały trick zaczyna się przy podwójnym zastosowaniu Zasady Pareto:

Jeśli 20% nakładów może przynieść 80% rezultatu końcowego i przy założeniu, że ta zasada jest prawdziwa, to 20% z tych 20% (czyli 4% początkowych nakładów) może dać nam ciągle jeszcze 80% z 80% (czyli 64% pierwotnego maksymalnego wyniku końcowego).

Ta zasada najwyraźniej byłaby bardzo niebezpieczna w wypadku pojedynczych działań wymagających 100% koncentracji i wysiłku (np. skomplikowana operacja chirurgiczna, łądowanie Jumbo Jetem :-)), ale bez wątpienia warta jest rozważenia przy wielu dość złożonych sprawach życiowych.

Osobiście od wielu lat, zamiast jak wielu ludzi rzucać się na jakieś wyzwanie staram się najpierw znaleźć te krytyczne 4% i jeśli je zlokalizuję, to z całą energią koncentruję się na nich. W ten sposób w wielu wypadkach bardzo szybko osiągam całkiem przyzwoite rezultaty (64% maximum :-)) całkiem niewielkim nakładem czasu, pieniędzy, czy innych zasobów. Oczywiście zawsze można potem pracować nad doskonaleniem tego, co osiągnęliśmy (jest jeszcze do wygrania 36%), ale robimy to już z całkiem innej pozycji wyjściowej.

To funkcjonuje u mnie nie tylko w życiu prywatnym, ale też w praktyce zawodowej. Klienci są bardzo zadowoleni, jeśli działania szkoleniowe już po krótkim okresie czasu i stosunkowo niewielkim nakładem finansowym przynoszą znaczące rezultaty. A ja właśnie robie to tak, że najpierw wykorzystuję moje doświadczenie i czas do znalezienia tych 4 %, a następnie w umiejętny sposób realizuję dokładnie to, co w danym konkretnym przypadku robi największą różnicę. Potem wszyscy są zadowoleni i bazując na tych wynikach możemy pracować dalej.
Jak zwykle na tym blogu, przedstawiłem dziś wyłącznie mój osobisty punkt widzenia, to wyszukiwanie kluczowych 4% funkcjonuje bardzo dobrze dla mnie. Niekoniecznie musi to tak samo działać dla Ciebie drogi Czytelniku. Tak czy inaczej przemyśleć warto :-)

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, to zapraszam do dyskusji.

Komentarze (52) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-11
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jak można zostać trenerem :-)

W którymś z komentarzy jeden z Czytelników zapytał mnie jak zostaje się trenerem. Ponieważ ten temat powraca dość często, to zajmijmy się nim na chwilę
Odpowiedź będzie oczywiście zależała od sprecyzowania jakim trenerem chcesz zostać.
Generalnie, jeśli chodzi o tzw. umiejętności miękkie to wyróżniam 3 rodzaje Kolegów (i Koleżanek) po fachu:

1) trenerzy, którzy tłuką masówkę w licznych „szkoleniach” finansowanych z Unii Europejskiej. Przy dofinansowaniu w wysokości 60-80% wszyscy są szczęśliwi i nikt specjalnie nie przejmuje się konkretnymi i praktycznymi rezultatami tych „treningów” (OK, konduktorzy w Eurocity stali się bardziej mili :-).
Do tej samej grupy zaliczają się „eksperci”, którzy (biorąc za to niemałe pieniędze) ekipie negocjującej na bieżąco wielomilionowe interesy kazali kiedyś porównywać przeciwników do lisków, piesków i podobnych zwierzątek!!! :-) Tego kiedyś dowiedziałem się od moich uczestników
Jak zostać takim trenerem? Zapewne trzeba mieć troche tupetu i jakieś studia a co do reszty to może opowiem to w postaci historyjki:

Kiedyś, w dużym i pustym domu mieszkały dwie babcie. Ponieważ było im tam smutno i czuły się samotne postanowiły sprowadzić sobie istotę płci męskiej. Mężczyzna nie wchodził w rachubę, bo to istota zbyt skomplikowana w utrzymaniu, więc kupiły sobie wielkiego kocura. Kocur w pozytywny sposób wpłynął na atmosferę w domu, był taki miły, chetnie się łasił i tak przyjemnie mruczał. Jedyną wadą był fakt, że co wieczór wymykał się on na ulicę i po całych nocach słychać było jego „podboje”. Wkrótce okolica zaroiła się od małych kotów i coraz więcej było skarg sąsiadów. Rad nie rad, babcie postanowiły kocura wykastrować, licząc że to rozwiąże problem i tak też zrobiły.
Dwa tygodnie później pewna znajoma zadzwoniła do babci i zapytała, czy ich pupil siedzi wreszcie w domu. Na to babcia: „ależ skądże, znowu co noc wychodzi na ulice, tylko że teraz jako trener i coach!!” :-) :-)

2) trenerzy, którzy w ramach różnych, często znanych miedzynarodowych firm prowadzą różne, zazwyczaj licencjonowane programy szkoleniowe. Tutaj nie chcę się szczegółowo wypowiadać, bo poza krótkim epizodem (podczas którego stwierdziłem, że sam potrafię lepiej) nie mam osobistych doświadczeń i nie jest to mój sposób pracy. Z tego co wiem, istnieją całe firmy żyjące z prowadzenia kursów trenerskich, wydawania różnych certyfikatów itp. Jak już wspomniałem, nie jest to mój świat, więc decydując się na tę drogę zdani jesteście na siebie samych. Jedyną radą jaką mogę Wam dać, to sprawdźcie jakie honorarium dzienne kasuje taki chcący was uczyć trener na wolnym rynku (poza szkoleniem Was). Jeśli ktoś potem będzie potrzebował danych porównawczych, to proszę o maila.

3) wreszcie ostatnia grupa trenerów, a mianowicie ci, którzy mają na rynku reputację osób, które przyjdą, zrobią i będą z tego konkretne rezultaty. Ich dalsza egzystencja zaleśna jest właśnie od ich konkretnych wyników
Tacy ludzie nie muszą się ogłaszać, są podawani przez zaangażowanych managerów z rąk do rąk i nikt specjalnie nie usiłuje negocjować z nimi warunków współpracy. Wiadomo, że praktyczne rezultaty końcowe znacznie przewyższą wszelkie poniesione koszty i to się dla tych klientów liczy. Taki trener może dobierać sobie klientów i zadania, których się podejmuje, ma też znaczący wpływ na sposób ich realizacji. Dla mnie jest to wymarzona forma działania i tutaj jestem kompetentny, aby to opisać. Problem polega na tym, że jeśli chcesz zostać takim trenerem, to jest tego dość dużo. Chciałem już wcześniej opisać to w cyklu”Droga samuraja”, ale chwilowo brak mi czasu. Obiecuję że wrócę do tego tematu podczas mojej kreatywnej przerwy w drugiej połowie listopada i w grudniu.

PS: Myślę że zainteresowani potraktują punkt pierwszy z pewnym przymrużeniem oka. My trenerzy musimy umieć znieść kontrowersyjny feedback, nieprawdaż :-)

Komentarze (45) →
Alex W. Barszczewski, 2006-10-09
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 71 of 84« First...102030«6970717273»80...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
  • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
  • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?

Najnowsze komentarze

  • Biblioteczka dla Czytelników  (112)
    • Orest Tabaka: Po nocnych...
    • Witold W. Wilk: Alex, Na wolniejsze...
    • Alex W. Barszczewski: Przemek mam...
    • Łukasz Muzyka: Witam serdecznie,...
    • Gracjan Polak: Witam, Inicjatywę...
  • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
    • Alex W. Barszczewski: No i mamy...
  • Bezpieczeństwo finansowe  (44)
    • Helena: Prawde mówiąc pomyślalam o...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jaki...
    • Helena: Zgadzam się oczywiscie, że...
    • Alex W. Barszczewski: Heleno Jeśli...
    • Helena: Jeszcze a propos Kiyosakiego...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.2  (35)
    • Krzysztof Marciniak: Ludwik, Mam do...
    • Witold W. Wilk: Należy jeszcze...
    • Monika Góralska: Orest, Dziekuję :-)...
    • TesTeq: Ludwik C. Siadlak pisze:...
    • Alex W. Barszczewski: Paulina Na...
  • „Czytanie zagraża głupocie”  (15)
    • Michał P. Sadowski: Witam, Czytanie...
  • Alex goes (back) to Poland  (146)
    • Wojtek Szywalski: TestTeq, Alex:...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Już jest...
    • Orest Tabaka: Alex: Zgoda, że przy...
    • pink: :)
    • Alex W. Barszczewski: TesTeq Tego ze...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Witold W. Wilk: Igor, mam dość...
    • Alex W. Barszczewski: Igor Przede...
    • TesTeq: @Igor: Piszesz, że szukałeś...
    • Igor: Mam pewien problem dotyczący...
  • Eksperyment – rezultaty rok później cz.1  (22)
    • Alex W. Barszczewski: Hanz Na pewno...
    • Hanz: Mam nadzieję, że link wzbudził...
  • Jak właściwie wykorzystać informację zwrotną  (45)
    • Alex W. Barszczewski: Krzysztof...
    • Krzysztof Janyst: Alex pisze:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (32)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026