Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Rozwój osobisty i kariera

Parę uwag o wychylaniu się

Mój poprzedni post wywołał niezwykle ciekawą dyskusję, której rozmiar przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Najwyraźniej jest to bardzo istotne zagadnienie, więc będę od czasu do czasu dzielić się z Wami refleksjami na ten temat.

Refleksja pierwsza i niezwykle ważna:

Nie musisz być perfekcyjny, aby pokazać się światu. Ba, często nawet nie musisz być specjalnie dobry :-)

Wczoraj byłem w przedstawicielstwie Brandenburgii w Berlinie (jako firma mająca swoją bazę w Niemczech :-)) na prezentacji Wrocławia i całego województwa mającej bliżej nieokreślony cel, o czym za chwilę. W obecności licznych polityków i przedstawicieli biznesu pokazano trzy prezentacje (wszystkie były symultanicznie tłumaczone dla potrzebujących :-)):

1) Szef referatu rozwoju gospodarczego województwa przeprowadził „prezentację” na temat polityki innowacyjnej województwa. „prezentacja” polegała na monotonnym czytaniu (po polsku) slajdów pełnych tekstu (też po polsku!!!), gdzie polskie „haczyki” miały inną czcionkę, niż cała reszta. Przy całej sympatii dla regionu, była to po prostu katastrofa, która np. u każdego z moich klientów miałaby dla prowadzącego poważne reperkusje

2) Młody człowiek odpowiedzialny za turystykę w województwie pokazał (mówiąc po polsku) dynamiczną prezentację o turystycznych urokach regionu. To już było znacznie lepsze, choć niektóre atrakcje były pokazywane zdecydowanie za wiele razy. Slajdy były przynajmniej po niemiecku :-)
3) Młoda kobieta z Urzędu Miasta w nienagannej niemczyźnie opowiadała dlaczego Wrocław powinien dostać organizację Expo 2012. Slajdy były naturalnie też dopasowane do języka audytorium, a całość robiła najbardziej profesjonalne wrażenie (jeszcze jeden argument, że do wielu spraw trzeba dopuścić młodych i ambitnych ludzi a całą polityczną gerontokrację wysłać na emeryturę). W prezentacji można było mniej mówić na temat „dlaczego zasługujemy na Expo”, a zamiast tego powiedzieć „co będziecie z tego mieli, jeśli wygramy”, ale trudno wymagać od nieprzeszkolonych ludzi zrobienia prezentacji „sprzedającej” pewne idee.

Po części oficjalnej był bardzo dobry polski bufet i polska grupa jazzowa. Całość, przykładając biznesowe kryteria należy ocenić jako taką sobie, zwłaszcza biorąc pod uwagę zgromadzone audytorium.

Czy w związku z tym był sens takiego „wychylenia się”? Naturalnie!!! Nawet jeśli było to dalekie od perfekcji to przynajmniej część obecnych (wnioskuję to z moich rozmów) wyniosła stamtąd co najmniej dwie rzeczy: we Wrocławiu dzieje się coś ciekawego, co warto mieć na oku i że z Berlina do Wrocka jedzie się obecnie tylko 3 godziny samochodem. Samo miasto ponownie pojawiło się na radarze ludzi, którzy mogą coś tam zrobić i o to w gruncie rzeczy chodziło.
Wrocław ma tradycję takich „nieperfekcyjnych” starań. Jego ubieganie się o organizację poprzedniego Expo, przy ówczesnym stanie miasta można eufemistycznie określić jako odważną :-), ale było to działanie ściągające uwagę potencjalnych inwestorów na sam fakt jego istnienia. Dokładnie to, o czym napisałem w poprzednim poście :-)

Dlaczego nie mielibyście robić tego jak stolica Dolnego Sląska? Też nie musisz ani być perfekcyjny, ani robić to perfekcyjnie.
Refleksja druga:

Nawet nieznaczące wychylenie się może mieć znaczące skutki

Opowiem Wam teraz historię, która dotyczy jednego z naszych Czytelników (za jego zgodą, ze względu na obiecaną dyskrecję będę się tylko bardzo oględnie wyrażał).

Ten Czytelnik dość dawno temu umówił się ze mną na spotkanie przy kawce, aby pogadać. Chciał on przy okazji wysondować możliwość przeprowadzenia szkoleń dla swoich ludzi (prowadził mały team w jednej firmie IT), co, ze względu na ograniczenia budżetowe zakończyło się fiaskiem. Mimo tego mieliśmy ciekawą rozmowę i bardzo podobało mi się jego nastawienie do biznesu i samorozwoju. Niby nic takiego, bo znam kilkudziesięciu podobnych ludzi z branży.
Kilka miesięcy później pewien ważny manager z dużego koncernu opowiadał mi przy kolacji (spotykam się regularnie z różnymi ludźmi, aby pofilozofować o życiu i biznesie), że szuka dobrego Project Managera do dość ciekawego i przyszłościowego zadania. Na jego pytanie czy znam jakiegoś odpowiedziałem: „oczywiście, znam całe mnóstwo, tylko nie mogę Ci o nich nic powiedzieć, bo pracują u mojego klienta. Sorry. Ale znam jednego, który pracuje gdzieś indziej :-) Widziałem go co prawda tylko raz w życiu, ale zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Warto, abyście się poznali”. Mój rozmówca wyraził ochotę, więc w środku nocy wyrwałem mojego młodszego Kolegę z uregulowanego życia rodzinnego i po uzyskaniu jego zgody przekazałem kontakty dalej. Dziś Kolega ten zdobywa doświadczenia w zupełnie innej lidze i jestem przekonany, że doprowadzi go to do bardzo interesującej pozycji. A wszystko zaczęło od wychylenia się!

Refleksja trzecia:

Im mniej anonimowo wychylasz się tym lepiej

Im bardziej otwarcie (nie anonimowo) wychylasz się tym lepiej

W internecie panuje najwyraźniej moda, na ukrywanie swojej prawdziwej tożsamości, w myśl zasady im bardziej anonimowo tym lepiej. Generalnie, pominąwszy specjalne przypadki, to odwrotność tego jest prawdziwa. Jeśli chcesz, zwłaszcza w młodym wieku budować swoją reputację, to lepiej jest robić to z otwartą przyłbicą i pod własnym nazwiskiem. Wymaga to co prawda większej odpowiedzialności za to co piszemy, ale podnosi naszą wiarygodność.
Specjalnym punktem, który chcę przy okazji poruszyć, jest korespondencja do mnie. Generalnie mam zasadę, że nie odpowiadam na maile, których autor nie zadał sobie trudu, aby podpisać się choćby imieniem. Nie tylko ja mam taką zasadę, więc warto o tym pamiętać.

Refleksja czwarta:

Zachowuj się z klasą!

Już gdzieś wspominałem, nasze pojawianie się na radarze innych ludzi powinno odbywać się bez próby nachalnej autopromocji, czy też podobnych działań. Jeśli tego nie będziemy przestrzegali, to skutek będzie odmienny od zamierzonego. Na przykład ja mam na tym blogu zasadę, że jako nick autora nie może być użyta nazwa produktu, bądź serwisu (bo to jest miejsce dyskusji a nie promocji, do tego często wątpliwych zawartości) i w wypadku jej naruszenia zazwyczaj uprzejmie zwracam na to uwagę. Dzisiaj miałem taki przypadek, kiedy w odpowiedzi otrzymałem zarzut o „cenzurze” :-) Taki człowiek może sobie publikować gdzie chce….. tylko nie tutaj. Dokładnie tak samo funkcjonuje to w świecie realnym i warto o tym pamiętać.

Pozostałe refleksje wynikną zapewne w dyskusji :-)

Komentarze (62) →
Alex W. Barszczewski, 2007-03-16
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Jak wybić się w życiu cz. 1

Jadę właśnie w pociągu z Katowic do Wrocławia. Za oknami mamy piękny, słoneczny dzień, widać już zbliżającą się wiosnę. Nad oknem w przedziale napis w czterech językach ostrzega “Nie wychylać się!” Wychylanie się z jadącego pociągu mogłoby być niebezpieczne, moglibyśmy wypaść, uderzyć o coś, a co najmniej nabawić się przeziębienia. Rezygnacja z wychylania się w takiej sytuacji to bardzo rozsądna decyzja, zapewniająca nam, że w miarę wygodnie i bezpiecznie dotrzemy do ustalonego przez nas celu.
Czytelnicy przyzwyczajeni do znajdywania na tym blogu konkretnych i praktycznych uwag zastanawiają się pewnie teraz, dlaczego piszę o takich rzeczach, więc już śpieszę z wyjaśnieniem.
Obserwując współbliźnich widzę, że znakomita ich większość postępuje w życiu dokładnie tak, jak gdyby znajdowali się w wygodnym ekspresie błyskawicznie zmierzającym do zamierzonej stacji przeznaczenia. “Nie wychylać się” zdaje się być mottem ich życia, najważniejszym zdaje się być wygodne usadowienie się w przedziale, kontakty z kilkoma współpasażerami i bierna obserwacja przesuwającego się za oknem krajobrazu.
Jeśli już pozostaniemy przy tej metaforze z pociągiem, to problem w życiu polega na tym, że zazwyczaj znajdujemy się raczej w dość zdezelowanym składzie, jadącym z niewielką prędkością po bardzo niepewnych torach i do tego przez stosunkowo mało atrakcyjne tereny. Jeśli się nie wychylimy, to nawet tam nigdy nie poznamy zapachu powietrza, czy dotyku mijanych osób i przedmiotów, nie mówiąc już o dotarciu do atrakcyjniejszych okolic.
Wielu z Was, zarówno na spotkaniach ze mną, jak i w prywatnej korespondencji pyta “co mam zrobić, aby wybić się z otoczenia, w którym żyję?” Pierwsza odpowiedź brzmi właśnie :”Wychyl się!!!”. Zrób cokolwiek, co powie światu “oto jestem”, najlepiej coś dobrego i pożytecznego :-) To oczywiście nie gwarantuje Ci niczego, jeśli jednak będziesz to konsekwentnie robił, to znacznie zwiększy to Twoje szanse, że “wpadniesz w oko” komuś, kto może znacząco Ci pomóc. Nie chodzi tutaj o nachalne lansowanie się czy wpychanie gdziekolwiek na siłę, po prostu o miłe i najlepiej konstruktywne zaznaczenie swojej obecności, zwłaszcza w takich miejscach i wobec takich osób, gdzie takie zaistnienie mogłoby być obiecujące.
Aby zilustrować to, co mam na myśli weźmy dla przykładu mnie, choćby dlatego że w tym przypadku mogę ze znajomością tematu mówić o obydwu stronach interakcji.
Ci z Was, którzy dłużej znają mnie osobiście, wiedzą że jestem skorym do pomocy człowiekiem o dość sporej wiedzy i niezwykle rozbudowanych kontaktach. Jak widzę kogoś dobrego, starającego się zrobić coś dobrego ze sobą, albo światem wokół nas, to chętnie w ten, czy inny sposób przykładam do tego ręki. Takich ludzi jest, nawet w Polsce, znacznie więcej niż na podstawie konsumpcji mediów masowych może się wydawać i “pojawienie się na radarze” kogoś takiego z pewnością nie będzie szkodliwe, a w pewnych sytuacjach wręcz bardzo pomocne, bo umożliwi Wam skorzystanie z jego szeroko rozumianych zasobów. Ile osób robi z tego użytek? Bardzo niewiele, większość nie wykorzystuje nawet bardzo prostych i pozbawionych ryzyka możliwości.
Spójrzmy choćby na ten blog. Według statystyk serwera (po odfiltrowaniu robotów) ten serwis odwiedzany jest ok 1200-1300 razy w ciągu doby. Nawet uwzględniając, że pojedynczy Czytelnik robi to kilka razy w ciągu dnia, to ciągle wchodzi w rachubę spora grupa ludzi o których praktycznie nic nie wiem, a właściwie szkoda. Jak mogę dla nich zrobić cokolwiek więcej, jeśli nawet nie wiem, że istnieją jako konkretne osoby? Dlaczego tak niewielu z nich ujawnia się w komentarzach?
W bezpośrednich rozmowach niektórzy z Was mówili mi, że nie piszą, bo nie mają nic mądrego do dodania. Hm, jak to jest możliwe? Jeśli ktoś z Was zgadza się z jakąś sprawą o której dyskutujemy, to zawsze może napisać chociaż to, wtedy wiemy, że więcej osób podziela pewien pogląd. Jeśli się nie zgadza, to tym bardziej ma do powiedzenia coś, co może wzbogacić obraz świata nas wszystkich. A jak ktoś nie ma wyrobionego zdania, to zawsze może o coś zapytać. I wszystko to można zrobić u nas bez jakiegokolwiek ryzyka, bo ten blog jest jak salon kulturalnych ludzi (w przeciwieństwie do pewnego znanego serwisu, który ma co prawda w nazwie słowo “salon”, ale gdzie chwilami panuje dość plebejski styl komunikacji :-)) i nikomu tu nie może stać się krzywda. Więc dlaczego nie ? :-) :-)
Pojawienie się na radarze to tylko pierwszy, ale niezmiernie istotny krok, który do tego nie wymaga ani specjalnych nakładów, ani podejmowania ryzyka Praktyka pokazuje, że już tak niewiele może wprowadzić znaczącą rolę w podnoszeniu jakości naszego życia. Nawet na tym stosunkowo od niedawna ukazującym się blogu mamy przykłady “wychylających się” Czytelników, którzy nagle zaczęli grać w zupełnie innej lidze i jeśli to odpowiednio wykorzystają, to “sky is the limit”. Nie mam ich autoryzacji, więc nie będę podawał szczegółów, ale wierzcie mi: bardzo niewielka różnica zrobiła bardzo dużą różnicę :-)
Stąd moje gorące zalecenie na zakończenie tego postu: Nad oknem Waszego życia przyczepcie tabliczkę “Wychylaj się”. Stosując się do niej zachowujcie oczywiście odrobinę rozsądku i ostrożności, ale wychylajcie się !!!

Ciekawych wrażeń

Alex

PS: 1.) Tę obawę przed wychylaniem się przejęliście prawdopodobnie od Waszych rodziców, którzy przecież żyli w zupełnie innych czasach (coś o tym wiem, bo w przypadku wielu z Was jestem mniej więcej w ich wieku :-)). To warto sobie uświadomić
2) Zalecenie wychylania się nie dotyczy wychylania się z bogactwem materialnym, lub jak ktoś robi coś nielegalnego, ale oba te przypadki nie dotyczą zapewne Czytelników tego blogu.

3) Wziąłem za przykład ten blog nie dlatego, aby zmotywować Was do większej aktywności tutaj, lecz ponieważ jest to dobry przykład, który akurat mamy „pod ręką”

4) O tym, jak jeszcze intensywniej „podpiąć” się do czyjejś sieci napiszę w następnym odcinku

Komentarze (146) →
Alex W. Barszczewski, 2007-03-11
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Czy dobierasz sobie sympatycznych ludzi?

Niezależnie od tego, jak bardzo bylibyśmy niezależni, rodzaj ludzi, jaki nas otacza ma bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie. Zaskakuje mnie często, jak niewielu z nas podejmuje konsekwentne działania, aby mieć wokół siebie miłe i pozytywnie nastawione do życia osoby. Całkiem wyraźnie widzimy dwie postawy:

  • Spora część społeczeństwa traktuje obecność nieprzyjemnych i psujących atmosferę osobników jako normalną i nieuchronną okoliczność w życiu, z którą zaciskając zęby trzeba się pogodzić.
  • Inni łudzą się zapewne, że w jakiś cudowny sposób „poprawią” takich delikwentów, przeważnie jest to płonna nadzieja, która oprócz frustracji i straty czasu niewiele przynosi.

Skąd się te ograniczające nastawienia biorą? Mam wrażenie, że ich początki pochodzą ze szkoły podstawowej, kiedy to wylądowaliśmy w klasie złożonej z dość przypadkowo dobranych dzieci, na której skład nie mieliśmy żadnego wpływu. Mogliśmy co najwyżej zaprzyjaźnić się z niektórymi uczniami i schodzić z drogi innym. Podobnie sprawa wyglądała w szkole średniej i ten sumaryczny okres na ogół wystarczy. aby wykształcić w ludziach te powyższe szkodliwe przekonania.

Potem zaczynamy dorosłe życie i często długo nie uświadamiamy sobie, jak wielkie możliwości wyboru mamy w tej dziedzinie. Wpadamy albo w ten program rezygnacji, albo modyfikacji tego drugiego człowieka, obydwa nieprzyjemne i nieefektywne. Rzecz ma miejsce zarówno w pracy, jak i życiu osobistym, co każdy z Was bez trudu może zaobserwować rozglądając się wokoło.

Moja rada dla Was: nie róbcie sobie tej krzywdy!!! Nasze życie na tej planecie jest zdecydowanie za krótkie, aby tracić czas na użeranie się z negatywnymi, złośliwymi, czy zgorzkniałymi ludźmi. Jeśli zrobicie z tej sprawy priorytet i przez kilka lat będziecie w miarę konsekwentnie nad nim pracować, to pewnego dnia obudzicie się w zupełnie innym świecie, otoczeni pozytywnymi, inspirującymi istotami ludzkimi, których obecność doda Wam skrzydeł. To robi zdecydowaną różnicę w jakości życia i to niezależnie od posiadanych dóbr materialnych!!

Teraz naturalnie może pojawić się pytanie, czy to co piszę, to nie jest jakiś idealistyczny, nierealny obraz? Otóż nie, moja osobista praktyka dowodzi, że jest to możliwe. I tak na przykład:

  • mam w otoczeniu prywatnym wyłącznie sympatycznych ludzi
  • mam sympatycznych klientów
  • mam sympatycznych uczestników szkoleń, które prowadzę
  • mam sympatycznych właścicieli mieszkań, które wynajmuję
  • mam sympatycznych lekarzy, z których usług korzystam
  • mam sympatycznych doradców podatkowych
  • mam sympatycznego bankiera
  • mam sympatycznych kierowców, którzy mnie wożą
  • mam sympatycznego mechanika
  • i tak dalej…….

Patrząc na sprawę chłodnym okiem, to jestem całkiem normalnym człowiekiem i jeśli ja mogłem taki stan osiągnąć, to oznacza że każdy z Was też może. Czyż nie jest to kusząca perspektywa?

Gdyby ktokolwiek z Was też zapragnął takiej sytuacji to pamiętajcie że:

  • trzeba sobie najpierw uświadomić, że to jest możliwe
  • trzeba z tego zrobić wysoki priorytet w Waszym życiu (i to na serio!!!)
  • trzeba konsekwentnie działać w kierunku jego realizacji. W większości przypadków oznaczać to będzie bezpardonową selekcję z kim się zadajecie, w naprawdę wyjątkowych modyfikację zachowań drugiego człowieka. W moim osobistym przykładzie tylko w jednym przypadku (moja mama – tej nie da się wymienić na inną osobę) zmodyfikowałem parę drobiazgów używając opisywanych na tym blogu prostych technik, reszta to rezultat świadomych wyborów z mojej strony i rozstawania się z osobami niekompatybilnymi pod tym względem
  • pamiętając, że podobne przyciąga się z podobnym (przynajmniej w zakresie relacji międzyludzkich) trzeba być równie konsekwentnie miłym człowiekiem

Sądzę, że powyższy tekst dostarczy Wam przynajmniej materiału do własnych przemyśleń, jak zwykle to Wy decydujecie, co chcecie zastosować w Waszym życiu. Zapraszam też oczywiście do dyskusji w komentarzach.

Komentarze (40) →
Alex W. Barszczewski, 2007-03-05
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Dla przyjaciół z HR, Motywacja i zarządzanie

Pojawia się nowa generacja

Znów kilka ładnych dni nie pisałem nowych postów, co jak zwykle oznaczało, iż prowadziłem „ciurkiem” treningi uzupełniane różnego rodzaju spotkaniami. Na ogół staram się unikać Takich „pracoholicznych” tygodni, ale zdarzają mi się one od czasu do czasu. Zazwyczaj decyduję się na nie mając jakieś atrakcyjne zajęcia i tak było też i tym razem. Między innymi miałem okazję trenować całkiem młodych, początkujących managerów IT w wieku ok. 25 lat. Wniosek nasuwający się z tego spotkania: starsi Koledzy, miejcie się na baczności!!!

Ci młodzi ludzie mogą być na początku trochę nieporadni w działaniach interpersonalnych (bo skąd mieli wziąć dobre wzorce) a mężczyźni wśród nich ciągle jeszcze wykazywać rezultaty powszechnej psychicznej kastracji, która ma miejsce w polskim społeczeństwie (tak, tak, to temat na całą książkę). Nie zmienia to faktu, że kiedy widać, z jakim zapałem i determinacją zabierają się oni za zdobywanie brakujących im umiejętności to staje się oczywiste, iż pojawia nam się nowa generacja Polaków, którzy za 5-7 lat zrobią gdzieś sporą rewolucję w firmach i życiu społecznym. Jaki kraj będzie z tego profitował, to się jeszcze okaże, ale nie o tym chcę teraz pisać.
Co tak szczególnie podobało mi się w tych Koleżankach i Kolegach?

  • Totalny głód konkretnych umiejętności. O ile wielu przedstawicieli generacji niedoszłego bankiera Kazia często woli bazować na mydleniu oczu otoczeniu i wykorzystaniu koneksji do „załatwienia” sobie kariery, do której mają wątpliwe kwalifikacje, o tyle ci najmłodsi chcą coś umieć naprawdę, bez „ściemy” i udawania. Zdumiewające jest też to, że dzieje się tak mimo demoralizującego wpływu tzw. studiów wyższych, gdzie kombinowanie i plagiaty zdają się być dość powszechnym zjawiskiem.
  • Związana z powyższym gotowość stanięcia twarzą w twarz ze stanem faktycznym własnych umiejętności, bez upiększania i łagodzenia obrazu własnych niedostatków.
  • Duża odporność na „corporate bullshit” i wszelką inną indoktrynację. Ci ludzie jeszcze stosunkowo niewiele wiedzą o życiu, ale potrafią bardzo krytycznie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) podejść do tego, co się im mówi i to niezależnie od pozycji i tytułu rozmówcy.
  • Gotowość całościowego podejścia do życia, gdzie praca jest ważnym, ale nie jedynym jego elementem.
  • Wyraźnie mniejsza skłonność do bezmyślnego konformizmu wszelkiego rodzaju
  • Po wychowaniu się na grach komputerowych (gdzie w menu jest prawie zawsze punkt „zacznij od nowa”) mniejsza obawa przed tzw. „niepowodzeniami”

Jak to poskładamy razem, to powstaje mieszanka o ogromnym potencjale, który trudno jest przecenić. Jako starsi wiekiem managerowie, możemy teraz albo zastanowić się, jak możemy tę drzemiącą energię wykorzystać, albo zamknąć oczy i pewnego dnia obudzić się z taką ręką w nocniku, jak robotnicy wielkoprzemysłowi po 1990.

Widzicie takich ludzi w Waszych firmach? Jeśli tak, to co robicie, aby ich zatrzymać i odpowiednio wykorzystać?
Jeśli nie, to dlaczego nie trafiają oni do Waszej organizacji??? Houston, you have a problem!!!
W tym temacie napiszę wkrótce o śmierci tradycyjnie rozumianej motywacji pracowników, na razie życzę ciekawych przemyśleń i zapraszam do komentarzy

PS: Ta grupa „pistoletów” pod koniec niezwykle intensywnego, dwudniowego treningu zakomunikowała mi, że najchętniej dołożyłaby natychmiast jeszcze 4 dni, dodatkowo do zaplanowanych 2 następnych modułów :-) Atmosfera była taka, że gdybym miał wolny czas i lokalizację to zrobiłbym to dla nich nawet za darmo :-)

Komentarze (42) →
Alex W. Barszczewski, 2007-03-03
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Małe spotkanko we Wrocławiu?

Witajcie

Jestem kilka dni we Wrocławiu i 27.02 lub 28.02 moglibyśmy spotkać się wieczorem na małą herbatkę/kawę (w dzień szkolę)

Czy ktoś jest chętny?

Komentarze (34) →
Alex W. Barszczewski, 2007-02-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Kiedy chciwość przesłania rozum

Na sympatycznej kolacji, na której ostatnio byłem, miałem między innymi okazję porozmawiania z jedną z bardzo kompetentnych pani notariusz i usłyszałem od niej niesłychaną historię o nagminnym zrywaniu umów przez deweloperów i „nabijaniu w butelkę” klientów, którzy chcieli u nich kupić mieszkanie. Dziś, na portalu gazeta.pl w artykule o nieruchomościach natknąłem się na podobną informację i aż się prosi, aby na ten temat coś napisać. Zacznijmy od zacytowania tego fragmentu artykułu (całość jest rozsądnie napisana i warta przeczytania):

„Ze względu na piorunujący wzrost cen nieruchomości deweloperom bardziej opłaca się zrywać umowy i wypłacać odszkodowania, niż ich dotrzymywać.
Deweloper, który w pogoni za zyskiem chce nabić klientów w butelkę, działa w następujący sposób:
• Podpisuje umowy z klientami.
• Za wpłacone przez nich pieniądze rozpoczyna budowę.
• Z regularnie wpłacanych rat finansuje zamknięcie kolejnych etapów.
• Kilka miesięcy przed zakończeniem prac z błahych powodów zrywa umowy z częścią klientów.
• Uzyskane w ten sposób mieszkania sprzedaje za cenę przynajmniej o kilkadziesiąt procent wyższą niż pierwotna.
Na taki proceder pozwalają mu dwie rzeczy:
• umowa przedwstępna nie jest podpisywana w formie aktu notarialnego. Akt umożliwia przeniesienie własności mieszkania bez zgody dewelopera na kupującego.
• niskie kary umowne. Jeśli deweloper musi zapłacić wysoką karę za wypowiedzenie umowy z własnej winy, rzadko kiedy się na to zdecyduje.
Jednak kary umowne wynoszą zazwyczaj ok. 5 proc. wartości umowy, a na wyższe deweloperzy nie chcą się zgodzić.”

W rozmowie z panią notariusz zapytałem, jak w takim razie wygląda kwestia dochodzenia przed sądem odszkodowania za utracone przez klienta korzyści (bo przecież ktoś mógł kupować mieszkanie w celach spekulacyjnych, bądź zawrzeć umowę kredytową i na takim zerwaniu ponosi konkretne straty) i ze zdumieniem dowiedziałem się, że w przypadku znakomitej większości umów (mówimy teraz o tych nie będących aktem notarialnym) nie ma to w Polsce szans. Nie mam w tej chwili pod ręką jakiegoś specjalisty od polskiego prawa cywilnego, aby to dodatkowo sprawdzić, jeśli tak rzeczywiście jest, to bardzo źle świadczy to o kilku sprawach:

  • polskie prawodawstwo sprzyja mocniejszym i bezwzględnym. To bardzo niedobry znak, bo tworzy pętlę sprzężenia zwrotnego, która wzmacnia takie zachowania i umacnia w tym kraju ludzi o wątpliwej etyce biznesowej. W rezultacie coraz więcej osób nabiera zdrowego nastawienia mówiącego „w ważnych sprawach życiowych, uważaj na to, co polskie” , albo wręcz decyduje się na szukanie swojego szczęścia poza krajem. Jako ciekawostka, w niemieckim prawie cywilnym (i o ile pamiętam, to w austriackim też) istnieje pojęcie tzw. Sittenwidrigkeit czyli w pewnym uproszczeniu niezgodności elementów umowy z dobrymi obyczajami i przyzwoitością. Ta klauzula jest nadrzędną nawet w stosunku do wolności zawierania umów i ma na celu ochronę słabszej, mniej zorientowanej w materii strony kontraktu. W rezultacie każdą umowę, w której są punkty wykorzystujące nieświadomość jednej ze stron w celu „nieprzyzwoitego” uzyskania korzyści przez drugą można zaskarżyć w sądzie cywilnym, który może orzec nieważność takich porozumień. Polski prawnik opisałby to zapewne lepszym językiem, w tej dziedzinie mój niemiecki jest lepszy od polskiego :-)
  • Tak jak to wygląda, to w większości umów z deweloperami można mówić o umowie kupna sprzedaży, lecz wystawieniu przez nich klientowi opcji na sfinansowanie budowy: jeśli ceny nie podskoczą zbyt wysoko, to budujący zawsze może przekazać mieszkanie osobie, który jego budowę sfinansowała, jeśli pójdą w górę, to to deweloper podziękuje swojemu taniemu „bankierowi” i sprzeda mieszkanie komuś, kto da więcej. Fakt, że takie zjawisko jest w danym kraju możliwe na masową skalę prowadzi do wniosków, których ze względu na patriotyczne uczucie wielu Czytelników nie będę tutaj publikował.
  • Najbardziej dramatyczną rzeczą jest fakt, że tak wielu ludzi (często z wyższym wykształceniem!!!) takie umowy w ogóle podpisuje. Jest to szczególnie problematyczne, kiedy na taką „inwestycję” trzeba załatwić kredyt i w wypadku zerwania takiego „kontraktu” przez dewelopera zostają oni „na lodzie” z kupą kłopotów i kosztów. Oczywiście, jeśli ktoś ma dużo pieniędzy i możliwości, to może sobie zaryzykować, bo najwyżej nic z tego nie wyjdzie, ale większość ma zupełnie inną sytuację. Wtedy jest dla mnie niepojęte, jak ktokolwiek przy zdrowych zmysłach, nie mając przyłożonego do głowy pistoletu, może w coś takiego w ogóle wchodzić?? Kto ich nauczył zawierania umów, w których jak pójdzie dobrze (czyli cena nieruchomości znacząco wzrośnie), to będą z tego interesu wykopani bez żadnej możliwości obrony, a jak pójdzie źle (ceny będą stagnować), to łaskawie otrzymają mieszkanie, którego budowę bezodsetkowo sfinansowali? Jasne, że wielu niedoświadczonych ludzi wykalkulowało sobie jak bardzo „zarobią” na dalszym wzroście cen, zapominając o kosztach kredytu, kosztach straconych możliwości, a także o tym, jak ten zysk, w wypadku mieszkania w którym mieszkają, będą chcieli zrealizować (wyprowadzą się do namiotu??). Są też osoby, które zdobywanie pozycji życiowej zaczynają od kupowania na kredyt mieszkania, bo tak robą wszyscy wokoło. Osobiście uważam to za kiepską strategię (jeśli chcecie mogę ten temat rozwinąć), ale OK, to jest ich życie, ich decyzja. To, co mnie dziwi, to fakt, że w swojej desperacji spowodowanej chciwością (nazwijmy rzecz po imieniu), albo błędnym obrazem świata i możliwości, które on oferuje, podpisują umowy w oczywisty sposób niekorzystne dla nich, często co gorsza nawet nie starając się zasięgnąć rady kogoś kompetentnego. Proszę, wyświadczcie sobie tę przysługę i zamiast brać udział w takim marszu lemingów używajcie Waszego umysłu. Życie pełne jest różnorakich sposobności i nie ma konieczności pakowania się w wątpliwe interesy!!

    Ktoś może powiedzieć, że często deweloperzy nie pozostawiają Wam innego wyjścia, jak zawarcie takiej „umowy”. Kto Cię zmusza do udziału w takiej grze?? Pamiętacie to skuteczne narządzie w postaci stwierdzenia „beze mnie” ? Pamiętacie, co pisałem o współczynniku PITA ?

    PS:

    • Na nieruchomościach najlepiej zarabia się tak, jak na używanych samochodach – kupując je poniżej ceny rynkowej
    • Full disclosure: posiadam kilka nieruchomości, w żadnej z nich sam nie mieszkam, każdą kupiłem poniżej rynku :-) Sam mieszkam w różnych atrakcyjnych miejscach bezproblemowo wynajmując mieszkania zgodnie z życzeniem i za rozsądną cenę
    • W tamtym artykule podane jest jak to ktoś na 55 metrowym mieszkaniu w Warszawie „zarobił” w ubiegłym, dość wyjątkowym roku (czysto rachunkowo) 70.000 zł. To daje ok. 5800 miesięcznie. Niby dużo, ale taki przyrost dochodów (ok. 1500 euro) można uzyskać na kilka innych sposobów i to do tego na trwale :-)
    Komentarze (117) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-19
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Relacje z innymi ludźmi, Rozwój osobisty i kariera

    Jesteś autentykiem czy pozłacaną wydmuszką?

    W ostatnich dniach miałem wiele bardzo przyjemnych przeżyć. Od poniedziałkowego popołudnia spotykałem się z różnymi klientami i rezultat był taki, że już we wtorek wieczorem mój kalendarz był zapełniony zleceniami aż do połowy czerwca. To jest oczywiście samo w sobie miłą sprawą dla każdego freelancera, ale nie o tym chcę dziś pisać. Najciekawsze w tym było doświadczenie, kiedy spotykasz się z ludźmi na wysokim poziomie, którzy bez większych dyskusji angażują cię do ciekawych przedsięwzięć tylko i wyłącznie dlatego, bo jesteś takim, jakim jesteś. Bez reklamy, marketingu, upiększania czegokolwiek, udawania kogoś innego, tworzenia jakichkolwiek pozorów czy złudzeń. To jest wspaniałe uczucie i życzę Wam abyście doświadczali go jak najczęściej, tym bardziej, że nie jest to w gruncie rzeczy takie trudne.
    Kluczowym punktem w osiągnięciu tego jest uświadomienie sobie, że jest to w ogóle możliwe, aby będąc po prostu sobą być dokładnie tym, czego szukają i potrzebują klienci. Wielu z nas było od dzieciństwa wychowywanych w przeświadczeniu o naszej trwałej niedoskonałości (kłania się polska szkoła), w tym, że musimy się specjalnie starać o względy innych ludzi, często udając kogoś “lepszego”, że życie to jest nieustanne przebieranie się, upiększanie i pokazywanie z najlepszej strony. W rezultacie bardzo często możemy obserwować wokół “plastikowych ludzi”, osoby, które wyprane z autentyzmu odgrywają najprzeróżniejsze role w złudnym przekonaniu że to umożliwi im osiągnięcie trwałego szczęścia, czy sukcesu zawodowego. Jeśli mogę dać Wam jedną radę, to proszę nie idźcie tą drogą!!! Umiejętne stwarzanie pozorów może co prawda przynieść nam różne “sukcesy”, ale będą one na dłuższą metę równie “prawdziwe”, jak to, co pokazywaliśmy światu przy ich osiąganiu. Oczywiście w wielu firmach na różnych stanowiskach siedzą czasem osoby, które wylądowały tam nie ze względu na swoje prawdziwe wartości i osiągnięcia, lecz korzystając z różnych układów i pozornie jest im z tym dobrze. Sęk w tym, że znakomita większość ludzi potrzebuje tego wewnętrznego przekonania dokonania czegoś rzeczywistego i gdzieś na dnie duszy każdy mniej czy bardziej zdaje sobie sprawę z tego, czy tworzy coś, co ma znaczenie, czy tylko, jak mówią Niemcy, gorące powietrze. W tym drugim przypadku często można później u takiego człowieka zaobserwować rozpaczliwe próby skompensowania sobie wynikających z tego deficytów w poczuciu własnej wartości :-) Całe branże handlu i usług żyją z „pomocy” takim nieszczęśnikom, tylko czy musimy naprawdę się w tej grupie znaleźć? Po co??
    To, że mamy wokół nas mnóstwo ukrywającej swoją “cienkość” miernoty bardzo ułatwia nam zadanie :-) Wystarczy jeśli zdobędziemy się na choć trochę wysiłku, aby popracować nad naszymi umiejętnościami, a już możemy uzyskać znaczącą przewagę nad tymi „udawaczami”, którzy po prostu nauczyli się „prześlizgiwać się”. To przyniesie nam to nie tylko dobre samopoczucie (bo świadomość, że jesteś rzeczywiście dobry wpływa na samoocenę), ale też znacznie ułatwi sukces zawodowy. Potem trzeba jeszcze tylko znaleźć „klientów”, którzy będą potrafili to docenić, ale z innymi na dłuższą metę i tak nie warto się zadawać . Cały proces wymaga może trochę więcej wysiłku, niż to co robi większość, ale wierzcie mi, gra jest warta świeczki.

    Następnym razem napiszę, jak to wszystko odnosi się do naszych relacji osobistych, bo tam różnica jest jeszcze bardziej dramatyczna…

    PS: Gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego tak kategorycznie o tym piszę, to ze wstydem śpieszę z wyjaśnieniem: kiedyś też byłem taką pełną gorącego powietrza wydmuszką i mam porównanie :-)

    Komentarze (28) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-16
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Tematy różne

    Prośba do Czytelników

    Drodzy Czytelnicy

    Proszę Was o jeszcze kilka dni cierpliwości w oczekiwaniu na nowe posty na blogu. Po przyjechaniu do kraju zostałem zaskoczony nadspodziewanie dużym zainteresowaniem moimi usługami i jestem chwilowo zajęty od rana do wieczora spotkaniami, co utrudnia pisanie rozsądnych tekstów (właśnie, ze względu na ich niewystarczającą jakość, skasowałem dwa napisane „na kolanie” :-))

    Pozdrawiam serdecznie

    Alex

    Komentarze (5) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-12
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Internet, media i marketing

    Adblock śmiercią bezpłatnego internetu?

    Niedawno natknąłem się na niewiarygodną dyskusję w polskim internecie wywołaną akcją mającą na celu skłonienie internautów do zaprzestania korzystania z plug-ins blokujących wyświetlanie reklam. Normalnie nie pisałbym o czymś takim na moim blogu, ale ostatnio ujawniło się u nas sporo młodszych Czytelników, więc parę przemyśleń może być dla nich przydatnych.

    Pierwsza rzecz, to proszenie użytkowników (“klientów”), aby zaniechali robienia czegoś, co ci ostatni uważają za korzystne dla siebie. Już pisaliśmy kiedyś, że tak naprawdę znakomita większość z nas działa z egoistycznych pobudek i tego typu apele raczej przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Ja np. dzięki całej tej dyskusji jestem od wczoraj entuzjastycznym użytkownikiem Adblock Plus i paru mniej technicznie sprawnych znajomych poprosiło mnie o zainstalowanie takiej wtyczki :-) Jaki piękny przykład niezamierzonego marketingu wirusowego :-)
    Zamierzeniom autorów akcji nie pomogło określanie użytkowników Adblock “złodziejami” “kradnącymi” za stron cenne zawartości bez oglądanie przynoszących dochód reklam (w sytuacji, kiedy nie ma takiego warunku pokazanego przy wejściu na stronę). To jest znacznie poniżej poziomu “jak mały Kazio wyobraża sobie marketing” i mam nadzieją, że nikt z Was nie wpadnie w życiu na podobny pomysł. Metoda “na wyskomlenie” jest bardzo nieskuteczna, o pozyskiwaniu “klientów” przez ich obrażanie już w ogóle nie mówiąc. I to nie tylko w biznesie, ale też i w życiu prywatnym!
    Jeśli chodzi o ogólny wpływ adblocków na biznes internetowy, to omówienie go pozostawiam specjalistom z branży mediowej (może Moniko napiszesz coś na ten temat?). Tutaj zajmę się jeszcze tylko wyrażaną powszechnie obawą, iż wraz z rozpowszechnieniem tych dodatków znikną dostępne za darmo wartościowe treści w internecie.
    Osobiście jakoś się tego nie obawiam bo:

    • dla dużych portali i firm znajdą się na pewno inne modele biznesowe, jako adaptacja do nowej sytuacji. Tak było, jest i będzie, nie tylko zresztą w biznesie internetowym
    • coraz więcej osób rozumie, że własny dobry serwis internetowy to przede wszystkim sposób budowania reputacji na rynku, która może przełożyć się na dochody w realnym życiu, które będą znacznie większe, niż te parę (w gruncie rzeczy) groszy, jakie przyniosłaby im reklama. Jako przykład Wykop kasuje za tydzień linku sponsorowanego 200 PLN, nawet Guy Kawasaki zarobił na reklamach w zeszłym roku zaledwie 4000 USD. Co to jest?? Ci ludzie dalej będą publikować swoją wiedzę nie patrząc na przychody z reklamy.
    • jeśli ktoś naprawdę nie ma pieniędzy, mając pomysł na użyteczny serwis, to przy dzisiejszych cenach hostingu (zwłaszcza w USA) bez problemu może znaleźć dobrą duszę, która mu to zasponsoruje. Aby zacząć zarabiać lepiej pójść ścieżką z poprzedniego punktu.
    • Są ludzie, dla których te, jak już wspomniałem niewielkie pieniądze z reklam są całkowicie bez znaczenia i będą oni kontynuować zamieszczanie interesujących treści wyłącznie pro publico bono. Dla niektórych z nich wstawianie obcych reklam byłoby antyreklamą dla nich samych, bo może powstać wrażenie, że jeśli potrzebują takich dodatkowych wpływów, to nie mogą być zbyt dobrzy (i odpowiednio opłacani) w ich głównej działalności. Ci autorzy dalej więc będą robić to za darmo.

    Ja więc korzystam od 24 godzin z Adblock i śpię spokojnie. A Wy?

    PS: Gdyby ktoś chciał pośledzić te dyskusje to są one tutaj: 1, 2, 3,

    Komentarze (56) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-05
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Tematy różne

    Spotkanie z Czytelnikami blogu

    Witajcie

    Jutro wracam do Europy i w dniach 12.02-23.02 będą w Warszawie. W dni robocze będę dość zajęty, niemniej w weekend 17.02 albo 18.02 moglibyśmy spotkać się w jakimś sympatycznym miejscu. Ostatnie spotkanie było bardzo ciekawą okazją poznania się nawzajem i podyskutowania bez ograniczeń związanych z pisaniem.

    Zapraszam chętnych do zgłaszania się w komentarzach z propozycją, który z tych dni byłby dla Was lepszy i w jakich godzinach pasowałoby Wam się spotkać.

    Komentarze (61) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-30
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Page 67 of 84« First...102030«6566676869»7080...Last »
    Alex W. Barszczewski: Avatar
    Alex W. Barszczewski
    Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
    O mnie

    E-mail


    Archiwum newslettera

    Książka
    Alex W. Barszczewski: Ksiazka
    Sukces w Relacjach Międzyludzkich

    Subskrybuj blog

    • Subskrybuj posty
    • Subskrybuj komentarze

    Ostatnie Posty

    • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
    • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
    • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
    • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
    • Które projekty czas zakończyć w 2026?

    Najnowsze komentarze

    • Biblioteczka dla Czytelników  (112)
      • Orest Tabaka: Po nocnych...
      • Witold W. Wilk: Alex, Na wolniejsze...
      • Alex W. Barszczewski: Przemek mam...
      • Łukasz Muzyka: Witam serdecznie,...
      • Gracjan Polak: Witam, Inicjatywę...
    • Mój „Gypsy Time 2008”  (44)
      • Alex W. Barszczewski: No i mamy...
    • Bezpieczeństwo finansowe  (44)
      • Helena: Prawde mówiąc pomyślalam o...
      • Alex W. Barszczewski: Heleno Jaki...
      • Helena: Zgadzam się oczywiscie, że...
      • Alex W. Barszczewski: Heleno Jeśli...
      • Helena: Jeszcze a propos Kiyosakiego...
    • Eksperyment – rezultaty rok później cz.2  (35)
      • Krzysztof Marciniak: Ludwik, Mam do...
      • Witold W. Wilk: Należy jeszcze...
      • Monika Góralska: Orest, Dziekuję :-)...
      • TesTeq: Ludwik C. Siadlak pisze:...
      • Alex W. Barszczewski: Paulina Na...
    • „Czytanie zagraża głupocie”  (15)
      • Michał P. Sadowski: Witam, Czytanie...
    • Alex goes (back) to Poland  (146)
      • Wojtek Szywalski: TestTeq, Alex:...
      • Alex W. Barszczewski: Orest Już jest...
      • Orest Tabaka: Alex: Zgoda, że przy...
      • pink: :)
      • Alex W. Barszczewski: TesTeq Tego ze...
    • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
      • Witold W. Wilk: Igor, mam dość...
      • Alex W. Barszczewski: Igor Przede...
      • TesTeq: @Igor: Piszesz, że szukałeś...
      • Igor: Mam pewien problem dotyczący...
    • Eksperyment – rezultaty rok później cz.1  (22)
      • Alex W. Barszczewski: Hanz Na pewno...
      • Hanz: Mam nadzieję, że link wzbudził...
    • Jak właściwie wykorzystać informację zwrotną  (45)
      • Alex W. Barszczewski: Krzysztof...
      • Krzysztof Janyst: Alex pisze:...

    Kategorie

    • Artykuły (2)
    • Dla przyjaciół z HR (13)
    • Dostatnie życie na luzie (10)
    • Dyskusja Czytelników (1)
    • Firmy i minifirmy (15)
    • Gościnne posty (26)
    • Internet, media i marketing (23)
    • Jak to robi Alex (34)
    • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
    • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
    • Linki do postów innych autorów (1)
    • Listy Czytelników (3)
    • Motywacja i zarządzanie (17)
    • Newsletter (32)
    • Pro publico bono (2)
    • Przed ukazaniem się.. (8)
    • Relacje z innymi ludźmi (44)
    • Rozważania o szkoleniach (11)
    • Rozwój osobisty i kariera (236)
    • Sukces Czytelników (1)
    • Tematy różne (394)
    • Video (1)
    • Wasz człowiek w Berlinie (7)
    • Wykorzystaj potencjał (11)
    • Zapraszam do wersji audio (16)
    • Zdrowe życie (7)

    Archiwa

    Szukaj na blogu

    Polityka prywatności
    Regulamin newslettera
    Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026