Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Porzuć wszystko i podążaj za pasją ????

Bardzo często, zwłaszcza ostatnio, natrafiam na takie zachęty (w tej czy innej formie) w internecie, na FB itp. Często okraszone budującymi zdjęciami czy nagraniami.

Czasem przytacza się przykłady przedsiębiorców, którzy tak zrobili i odnieśli sukces, czy choćby Corteza, który kazał spalić statki na których przybył na podbicie państwa Azteków w Ameryce.

To ładnie i inspirująco wygląda w internecie, ale jest, delikatnie mówiąc niemądre!

Osoby, które upowszechniają poglądy jak w tytule tego postu, z całym szacunkiem są nieco lekko niedouczone i “niedoczytane”.

Każdy, kto czytał coś więcej, niż beletrystykę i amerykańskie poradniki typu “jak zostać milionerem/miliarderem”, powinien wiedzieć, że jest coś takiego, jak survivor bias (”błąd przeżywalności”), który należy uwzględnić przy analizie takich przykładów. Co to oznacza?

Zazwyczaj mówi się o tych przypadkach, którym mimo dużego ryzyka, w ten czy inny sposób udało się osiągnąć sukces. Nikt specjalnie nie zajmuje się dziesiątkami, setkami, czy tysiącami podobnych prób, które skończyły się niepowodzeniem i totalnym bankructwem inicjatorów. Dotyczy to zarówno pojedynczych osób, jak i firm. W rezultacie, osoby mniej doświadczone w biznesie, często niestety ulegają takiej iluzji, że “trzeba mieć odwagę” i rzucając wszystko zacząć od zera. A to się zazwyczaj źle kończy, czego nikomu nie życzę.

Pisze o tym, bo ostatnio prowadziłem sporo rozmów z niezadowolonymi z życia ludźmi w wieku 35-55 lat, którzy doszli do wniosku, że szkoda ich życia na kontynuowanie tego, co robili i czas na duże zmiany. Mówię “Brawo!!!” i to jest szczere. Uważam, że mając to jedno życie, które mamy na pewno, spędzanie go w sposób znacznie odbiegający od tego, czego pragniemy, faktycznie byłoby marnotrawstwem. I sam “zaliczyłem” w życiu kilka radykalnych zwrotów.

Ale…

Prawie nigdy nie robiłem tego rzucając dotychczasowe działania i ślepo podążając za nowym pomysłem, nawet jak był on bardzo obiecujący!

Co najmniej stosowałem wtedy drugą zasadę eksperymentowania, o której mówiłem na moim kanale YT w filmie “Eksperymentuj odważnie, ale bezpiecznie” – “Eksperymentuj tak, aby ewentualne niepowodzenie Cię nie zabiło”

Bardzo Was proszę, pilnujcie tej zasady, niezależnie od tego, co mówią Wam różni “guru”. Nawet jak są medialnie bardzo wyeksponowani i “sławni”. Zapraszam do dyskusji i zadawania pytań w komentarzach. Czasem zdarza się, że odpowiadam po 1-2 dniach, ale ty staram się odpowiedzieć zawsze.

PS: Mogę Wam dać ostatni przykład z mojego życia.

Dość niechcący, razem z Karoliną wpadliśmy ostatnio na pomysł usługi dla MŚP która:

  • prawie każdemu przedsiębiorcy może znacząco zwiększyć jego skuteczność negocjacyjną
  • praktycznie każdego przedsiębiorcę będzie na nią stać
  • w tej jakości i skuteczności byłaby bardzo trudna do skopiowania przez innych
  • może przynosić profity różnym organizacjom biznesowym, zawodowym izbom gospodarczym itp.

Teoretycznie, przy tak dużym potencjalnym rynku należałoby rzucić się na to z całych sił, nieprawdaż? :)

A jednak Karolina nie porzuca swojej świetnie funkcjonującej kancelarii, a ja dalej staram się perfekcyjnie służyć moim klientom z “dużego” świata biznesu.

Mogąc wydać bardzo konkretne pieniądze, rzucić wszystko i wystartować “z grubej rury”, zamiast tego po prostu:

  • Wykupiłem domenę i założyłem fan page na Facebook – koszt kilkanaście zł
  • Spisałem na Cyprze bardzo ogólną koncepcję, konsultując ją z Karoliną – koszt 0 zł
  • Wysłałem ją kilku kompetentnym i zaufanym znajomym z prośbą o feedback – 0 zł
  • Doszlifowałem niejasności wynikające z feedbacku (generalnie bardzo pozytywnego) – koszt 0zł
  • Z bardziej wykrystalizowaną koncepcją zwracam się teraz do szerszego grona znanych mi przedsiębiorców z prośbą o feedback koszt 0zł
  • Pewnie trzeba będzie zrobić informacyjną stronę internetową, choć myślę, że to się będzie rozchodzić wirusowo :) Oczekiwane koszty strony -??? Pewnie pomijalne.
  • Koszty wystartowania ze świadczeniem usługi – hmmm, zapewne podobnie pomijalne :)

Piszę to, aby wielu z Was uświadomić, że nawet jeśli możemy sobie na to pozwolić, to są mało “sexy” podejścia typu “najpierw zamoczę palec stopy w basenie”, które długofalowo i statystycznie są znacznie bardziej obiecujące, niż tak propagowany “bohaterski” skok na główkę. Jeszcze bez sprawdzania, ile w tym basenie jest wody! I że bardzo często koszt wystartowania, jeśli się coś umie i ma odpowiednie grono znajomych, jest minimalny!

Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś z moich Znajomych ma podobnie jak ja, jakąś koncepcję, którą chciałby skonsultować, to też służę bezpłatnie do dyspozycji, tak naprawdę to robię to regularnie, tylko nie rozgłaszam tego (tylko wczoraj w 2 przypadkach :-)) Ale dotyczy to tylko osób, które znam :)
Tyle a propos budowania relacji :)

Zapraszam do dyskusji

PPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/540307449882001/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Czy już zabrałeś się za swoje życie, czy jeszcze rozwiązujesz testy osobowości?

W trakcie gorącej dyskusji pod moim poprzednim postem otrzymałem na PM komentarz pewnej młodej osoby, którą osobiście znam. Uznałem go za tak wartościowy, że poprosiłem ją o zgodę na publikację tutaj, jako post gościnny. Polecam przeczytanie i zapraszam do dyskusji. Tytuł pochodzi ode mnie :) więc w jego sprawie proszę mnie atakować :)

„Uwielbiam wszelkie testy, ale nie dlatego, że je traktuję jako wyrocznię i drogowskaz życiowy, ale dlatego, że lubię sobie popatrzeć, kto i jak to tak zaprogramował, że wyrzuca pasujące lub niepasujące do mnie rezultaty. Kilka lat temu ze względu na zobowiązanie służbowe zrobiłem test talentów Gallupa oraz dołączyłem do forum dyskusyjnego traktującego o wzmacnianiu tychże talentów. Cóż, przeraziłem się. To jest dorabianie ideologii do bycia normalnym, kulturalnym, serdecznym człowiekiem i/lub efektywnym pracownikiem. Kilka razy trafiłem na wpisy typu „pomogłam pani w sklepie zdjąć towar z półki, ponieważ mam talent Relator, który za to odpowiada”!!!

Nie mogę się nadziwić temu, że ludzie rozwiązują testy, kupują podręczniki, chodzą na szkolenia, próbują się na siłę nauczyć całej długiej listy jakichś „nawyków milionerów” zamiast po prostu zabrać się do roboty.

Żeby było zabawniej, ja sam mogę z boku wyglądać jak takie „zombie produktywności”, choćby dlatego, że wstaję bardzo wcześnie rano i pracuję w różnych dziwnych godzinach. Spośród listy wspominanych już „nawyków milionerów”, wykonuję na co dzień niemalże wszystkie (kiedyś sobie z ciekawości obejrzałem film na Youtubie na ten temat i całkiem mnie to rozśmieszyło). Ale to jest wszystko dla mnie naturalne i jeśli dla kogoś innego nie jest, to nie znaczy, że postępuje niewłaściwie. Zresztą już jakiś czas temu obalono mit, że „ludzie sukcesu wstają przed świtem i 20 minut czytają książkę”.

Wydaje mi się, że ludzie którzy poszukują tego typu instrukcji, są po prostu bardzo zagubieni. Szkoła nie dała im kreatywności ani pomysłu na siebie (nic dziwnego – nikomu nie dała), ale skutecznie wtłoczyła ich w schematy myślenia tego o czym pisałeś: poszukiwania instrukcji, potwierdzenia, zaszufladkowania. Dlatego błądzą po omacku i wydaje im się, że właśnie w ten sposób to znajdują. A tak naprawdę dalej dają się mamić i jedyne co znajdują, to poczucie bezpieczeństwa i „dotarcia do bezpiecznej przystani”. Co też jest oczywiście ważne, ale… do „milionerstwa” ich nie zaprowadzi.

Szczerze – ja się cieszę, że ludzie robią takie rzeczy, bo dzięki temu zostaje więcej miejsca dla tych, którzy potrafią szukać SWOJEJ drogi i SWOICH rozwiązań zgodnych ze SWOIMI predyspozycjami, czasem nieopisywalnymi, a nie instrukcji podanych na tacy. Umówmy się – ci, którzy takie instrukcje podają, wcale nie chcą, żebyś był człowiekiem sukcesu – byłoby im to bardzo nie po drodze.”

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/536989720213774/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Zabijmy kolejną „Świętą Krowę” :)

Dzisiejszy tekst będzie bardzo szczery, ale zapewne dla wielu kontrowersyjny, więc czujcie się ostrzeżeni :)

W czasie dyskusji pod jednym z postów tej grupy, wywiązała się dyskusja na temat testu Gallupa, a w szczególności stwierdzenia, że jego wyniki pokazały dwóm osobom ich silne strony, co ma się przyczynić do łatwiejszego osiągnięcia przez nie sukcesu. No cóż…

Nazwa grupy zaczyna się od “Bez ściemy…” ale zacznijmy najpierw delikatnie :)

  1. W całym moim życiu nigdy nie posłużyłem się jakimkolwiek testem, który miał mi powiedzieć jakie to mam mocne strony. Na różnych etapach życia były to zresztą różne rzeczy i wynajdywałem je metodą prób i błędów. Robiłem to poprzez działanie, patrzenie zarówno na rezultaty jak też na moje samopoczucie przy ich osiąganiu. Jak miałem 27 lat to starając się o przyjęcie do pracy jako programista zostałem poddany naukowemu testowi w jednej z największych wtedy firm IT na świecie. Wykazał on moją słabą przydatność do pracy jako programista :) Nie zważając na to, w wieku 28 lat założyłem własną firmę produkującą software, a jeden z systemów zarządzania, który sam zaprojektowałem i zaprogramowałem został u klienta zastąpiony nowym dopiero po ponad 20 latach!!! Potrzeba tu komentarza?
  2. Z racji mojego wieku i zawodu znam sporo osób, które naprawdę odniosły duży sukces biznesowy (nie w mediach, tylko naprawdę!!!) i niezależnie od ich wieku i branży nie znam nikogo, kto by powiedział “zrobiłem sobie na początku test i potem na bazie jego zaleceń rozwinąłem moją karierę” :)
  3. Żeby nie opierać się tylko na moich znajomych, jeśli ktoś przestudiuje biografię choćby Bransona, Vaynerchuka, czy młodszych milionerów, to znajdzie tam coś takiego “na początku zrobiłem sobie test mocnych stron i potem w oparciu o jego wyniki ustaliłem co mam robić, aby odnieść mój sukces”, albo przynajmniej “w którymś momencie mojej działalności zrobiłem sobie test i jego wyniki pozwoliły mi znacznie przyśpieszyć rozwój mojego biznesu”? Pisze tu o przypadkach biznesowych, bo o życiu prywatnym może następnym razem

Czy te powyższe punkty dają Ci co nieco do myślenia? Jeśli chcesz, to będziemy kontynuować, ale “będzie grubo” więc kontynuujesz na własne ryzyko i nie miej do mnie pretensji za bolesne wypowiedzi :)

  1. Większość ludzi w Polsce wychowano w braku zaufania do własnych obserwacji i osądów, wszczepiając w zamian za to przekonanie, że “ktoś inny wie lepiej kim jestem, co potrzebuję i do czego jestem zdolny”. W rezultacie mnóstwo wartościowych ludzi marnuje swój czas na często bezwartościowych studiach, kursach itp. tylko dlatego, że jakaś osoba odgrywająca rolę guru powiedziała im, że tak trzeba! I ta mentalna poddańczość jest często tak głęboko zakorzeniona, że dana osoba wcale tego nie odczuwa. Jeśli ktoś chce podejmować decyzje o poważnych działaniach życiowych w rezultacie zaleceń jakiegoś testu, to niech się nad tym lepiej dobrze zastanowi. Może odzyskanie wewnętrznej niezależności będzie znacznie większym krokiem do zadowolenia w życiu i sukcesów w biznesie! Moje obserwacje na sobie (bo też miałem kiedyś wszelkie te problemy) i innych ludziach mówią, że zdecydowanie tak! Powyższe dotyczy oczywiście testów związanych z osobowością, zdolnościami, charakterem i tym podobnymi sprawami. Nie zalecam ignorowania wyników testów medycznych czy choćby testu ciążowego! ;) Zalecam za to zdrowy dystans i sceptycyzm do wszystkiego, co zalecają nam inni ludzie, którzy przecież nie są w naszej sytuacji i nie mają pojęcia o całym kosmosie myśli, uczuć, wątpliwości i pragnień, które mieszkają w każdym z nas. To zalecenie sceptycyzmu dotyczy oczywiście i tego, co ja mówię i piszę :)
  2. Jeśli chodzi o moją osobę, to niezależnie od tej wspomnianej wpadki testu na programistę kiedy miałem 27 lat, to każdy porządny test przeprowadzony dzisiaj wykazałby całkowitą moją nieprzydatność do pracy wykraczającej poza pilnowanie parkingu :) Lenistwo, niesystematyczność, brak wytrwałości, kiepska pamięć, do tego kiedyś brak pewności siebie i słaba samoocena zdyskwalifikowałyby mnie na 100% :) A mimo tego, bez sugerowania się jakimikolwiek testami przez lata zbudowałem sobie taką unikalną kombinację umiejętności, która pozwala mi na bardzo dobre życie i to zarówno biznesowo jak i prywatnie. Droga do tej kombinacji i jej ostateczne składniki są tak pokręcone, że żaden test na świecie, żaden ekspert od psychologii i żadna metodologia nie mógłby mi ich podsunąć. Serdecznie Ci życzę znalezienia takiej właśnie indywidualnej drogi i kombinacji, która przecież może być i zapewne będzie całkiem inna od mojej. Musisz tylko zacząć ufać własnym wrażeniom, przemyśleniom i odczuciom, no i oczywiście przejąć odpowiedzialność za swoje losy. To ostatnie może być zresztą najtrudniejsze, o czym może napiszę w przyszłości.

PS: Jeśli chodzi testy psychologiczne i “utarte reguły” w znajdywaniu partnera/partnerki to jest tu jeszcze więcej ściemy, o czym mogę napisać przy okazji :)

Na razie życzę ciekawych przemyśleń i ciekaw jestem dyskusji w komentarzach.

PPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/535543997025013/

Komentarze (3) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-09
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Hustler czy „hustle-free”

Przy śniadaniu rozmawialiśmy z Karolina Gorczyca – Barszczewska o naszym własnym podejściu, które nazwałbym hustle-free :)

Mamy sympatycznych znajomych, którzy sami określają się hustlerami, mamy sympatycznych znajomych, którzy wstają bladym świtem, aby (często wspólnie) pracować nad rozwojem osobistym. Szanujemy ich sposób na życie i rozwój, niemniej sami jesteśmy praktykami czegoś zupełnie innego. Podstawowe cechy naszego podejścia to:

  • Ciekawość świata i innych ludzi
  • Życzliwość wobec innych ludzi, dopóki nie przekonają nas, że nie warto
  • Chęć faktycznego uczenia się nowych rzeczy (a nie brania udziału w różnych imprezach pseudoedukacyjnych)
  • Bezkompromisowe zaangażowanie w interesie klientów, którzy nam zaufali
  • Wynikająca z dwóch poprzednich punktów skuteczność w działaniu dla tych klientów
  • Tam, gdzie to tylko możliwe, zastąpienie długiej i męczącej pracy intensywnym myśleniem a potem szybką i zdecydowaną akcją

Jeżeli przy tym podejściu zarabianie pieniędzy nie jest Twoim priorytetem numer jeden, to prawdopodobnie nie zostaniesz multimilionerem, nie będą o Tobie mówić media, nie będziesz otrzymywać wyróżnień.

Możesz za to mieć dostatnie życie, pełne wielu różnorodnych przeżyć z bliską osobą/osobami i doświadczać rzeczy, które Cię interesują.

Dla mnie to jest ważne. A dla Ciebie?

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/532477080665038/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-09
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Czy masz własny komitet doradczy?

Generalnie w sprawach profesjonalnych jestem indywidualistą, takim typem niezależnego samuraja. Mimo tego, zwłaszcza przy całkiem nowych pomysłach, nie waham się zasięgnąć opinii kompetentnych ludzi, jeśli tylko jest taka możliwość. Piszę o tym, bo często spotykam albo „Zosie Samosie”, albo ludzi pytających niewłaściwe osoby, albo też robiące to w nieumiejętny sposób. A to znacznie ogranicza ich skuteczność. Na razie mówimy o zwykłym zasięgnięciu koleżeńskiej opinii na początku, a nie o angażowaniu profesjonalnego eksperta za pieniądze przy realizacji.

U mnie wygląda to tak:

  1. Jest stosunkowo niewielka grupa osób, od których mam „licencję” na swobodne korzystanie z ich wiedzy i doświadczenia (przeważnie one też mają taką „licencję” u mnie). Przeważnie mamy też obustronną „licence to kill” zapraszającą do dawania feedbacku bez zapytania, ale to tak na marginesie :) Ta grupa jest bardzo zróżnicowana zarówno jeśli chodzi o branże jak i o wiek.
  2. Istnieje grupa osób, do których mam kontakt, ale nasze dotychczasowe interakcje były ograniczone i nie mam od nich jednoznacznego zaproszenia do zadawania im pytań w razie potrzeby.
  3. W wyniku mojego niedbalstwa nie wynotowałem sobie kontaktów bardzo wielu osób, które kiedyś deklarowały same chęć wsparcia mnie w różnych dziedzinach :( To jest poważny błąd, do którego się przyznaję, abyście go nie powtórzyli. Gdybym dawno temu miał choćby kategorię „Wsparcie” w gmailu, to dziś nie musiałbym szukać na ślepo w tysiącach maili. Dziś zrobiłbym taką kategorię i podkategorie co pozwoliłoby mi łatwo odnaleźć pasujące osoby. Podkreślam, że nie chodzi tu o czyjeś usługi za darmo, ale przyjemność pracy z fajnymi ludźmi przy prototypowaniu czegoś ciekawego. Nie powtarzajcie mojego błędu!

Przyjrzyjmy się, jak w praktyce wykorzystuję takie ciało doradcze na przykładzie konkretnego pomysłu, jaki ostatnio miałem.

Pierwsza rzecz, to nawet mając licencje Grupy 1 szanuję jej czas. Odrabiam „zadanie domowe” i wysyłając im wystarczająco sprecyzowany opis, aby kompetentnie mogli się oni wypowiedzieć. Sam mam problem, kiedy ktoś zadaje mi krótkie i bardzo ogólne pytanie o coś, co może zaistnieć w wielu wariantach i w każdym z nich moja rekomendacja byłaby inna. Od członków mojej Grupy 1 nie otrzymuję takich kwiatków, ale czasem piszą do mnie inni ludzie, właśnie w tak nieprecyzyjny sposób i to nie jest dobry początek.

W moim konkretnym przypadku pierwszy szkic to były pełne 3 strony tekstu, gdzie starałem się w miarę dokładnie opisać, o co mi chodzi. Wysyłając ten szkic do kilku osób z Grupy 1 liczyłem się z tym, że ktoś może nie mieć czasu i/lub ochoty przyjrzeć się temu, więc w żadnym wypadku nie poganiałem i nie upominałem się o odpowiedź.

Po otrzymaniu feedbacku od tych ludzi, doprecyzowałem koncepcję do 6 stron i dopiero z takim dokumentem (ciągle nazwanym „szkic”) kieruję się do tych ludzi z Grupy 2, gdzie mam wrażenie, że mogą i zechcą się wypowiedzieć się na temat projektu. Naturalnie tutaj najpierw grzecznie pytam o zgodę, podając minimum informacji o co mi chodzi. Takie zapytanie nie byłoby zapewne konieczne, ale jest przejawem szacunku dla czasu tego drugiego człowieka. Nawet w wypadku jeśli np. ma on mniej, niż połowę lat ode mnie :)

To zapytanie o zgodę wygląda następująco (na początku jest imię adresata):

„Ostatnio, po przeprowadzeniu pewnego warsztatu pro bono dla nieformalnego klubu przedsiębiorców z południowo wschodniej Polski, wpadliśmy z Karoliną na pomysł, jak można w ciągu jednego dnia bardzo podciągnąć konkretne umiejętności negocjacyjne takich ludzi, przy cenie, która powinna dla większości być no-brainer :) Jak zwykle, najpierw chcę zapytać kilka zaufanych osób o zdanie i bardzo będę się cieszył, jeśli zechcesz się wypowiedzieć. Czy mogę podesłać szkic tego projektu?

Pozdrawiam serdecznie

Alex”

Nie wysyłam tego masowo do wielu adresów, które mam, lecz najpierw do kilku osób, przy których wiem, że mają w temacie coś ciekawego do powiedzenia i zapewne zechcą się wypowiedzieć. Potem w oparciu o ich feedback dalej szlifuję koncepcję i znów w podobny sposób pytam o zdanie :) Jeśli ktoś nie miałby czasu lub ochoty odpowiedzieć, to miałbym pełne zrozumienie, ale taki przypadek dotąd się nie zdarzył.

W rezultacie coś, co było tylko luźnym pomysłem nabiera bardzo konkretnych kształtów i wkrótce będzie gotowe do realizacji.

Mam nadzieję, że ten opis będzie przydatny, zachęcam do posiadania i wykorzystywania nie tylko „rady mędrców”, ale też i szerszego grona kompetentnych znajomych.
Ja z powodzeniem postępuję tak od dawna.

Napiszcie proszę w komentarzach, czy i jak wykorzystujecie taki „zespół doradczy”

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/533934187185994/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Którą ścieżką życiową się poruszasz?

Pozwólcie, że dziś zamiast bardzo długiego tekstu, dam Wam kilka spraw do przemyślenia, mając nadzieję, że spowodują one głębsze rozmyślania u każdej/każdego z Was.

W życiu bardzo ważnym dla jego jakości jest zrobienie sobie “rachunku sumienia” i podjęciem kilku strategicznych decyzji. Przy czym warto powiedzieć, że taką wcześniej podjętą decyzję możemy też zmienić, jeśli doszlibyśmy do wniosku, że to nie to. Z taką zmianą zazwyczaj wiąże się cena do zapłacenia, ale tak to już jest w życiu.

Jedna z tych ważnych decyzji to:

1. Czy chcesz prowadzić dostatnie życie celebryty, z tłumami bijącymi brawo, w świetle reflektorów, na okładkach czasopism, odznaczany różnymi tytułami i medalami?

2. Czy też wolisz równie dostatnie życie, ale poniżej światła reflektorów, delektując się nim w stosunkowo wąskim kręgu osób, z którymi masz bliskie relacje różnego typu. Kiedy generalnie nie zależy Ci na rozgłosie, odznaczeniach, wypasionych tytułach i wyróżnieniach? I w każdej sytuacji możesz sobie pozwolić na bycie autentycznym sobą?

3. Czy może zdecydowałeś, że dostatnie życie nie jest dla Ciebie bo….. (i tu długa lista słabości: prawdziwych, wmówionych przez otoczenie lub powstałych we własnej wyobraźni)

Nie mnie oceniać osoby, które wybrały wariant pierwszy, ma on swoje zalety, ale też często pokaźną cenę do zapłacenia, znacznie większą, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. To jest temat na całą serię postów, ale to może innym razem.

Ja w młodości byłem przedstawicielem tej trzeciej grupy i choć moja lista tych prawdziwych słabości specjalnie się nie zmniejszyła (!!!), to wywalenie tych wmówionych mi i urojonych, plus inteligentne wykorzystanie kilku silnych stron (każdy człowiek zdrowy na umyśle ma takie strony) umożliwiły mi zbudowanie bardzo dobrego życia i przez większość czasu równie dobrego samopoczucia.

Piszę powyższe, aby uświadomić wielkiej grupie ludzi, którzy utożsamiają się z trzecim punktem, że niezależnie od długości tej negatywnej listy prawie zawsze mogą zdecydować się obrócić kierownicą swojego życia (a może nawet wreszcie wziąć ją we własne ręce!), wyłączyć telewizor, kolorowe czasopisma i solidnie nacisnąć pedał gazu. Często będzie to wymagało doregulowania silnika, poprawienia hamulców i innych układów, nowej mapy drogowej, ale umożliwi katapultowanie się w zupełnie inną jakość życia i to prawie w każdym wieku. Szkoda byłoby, mając tylko to jedno życie, nie skorzystać z takiej możliwości.

Teraz powstaje pytanie, czy wybrać dla siebie drogę z punktu 1 czy też 2?

Tu przychodzi mi do głowy metafora pływania po oceanie:

● Życie celebryty jest jak pływanie motorówką. Możesz się szybko poruszać, ale tylko tak długo, jak masz ze sobą zapas benzyny. Chcesz popłynąć daleko, to ten zapas musi być naprawdę spory, a jak się skończy to łatwo stać się ofiarą fal (losu). Do tego szybka jazda wymaga dużej uwagi, szczególnie kiedy woda jest choć trochę sfalowana, a w życiu tak przeważnie jest.

● Życie niecelebryty przypomina pływanie żaglowcem. Generalnie poruszasz się wolniej, trochę musisz patrzeć na wiatr, czasem płynąć zygzakiem. Za to nie tylko nie potrzebujesz zapasów paliwa, ale też możesz przemieszczać się w sposób bardzo wyluzowany. Ustawiwszy żagle i autopilota i patrząc od czasu do czasu dookoła możesz oddać się różnym miłym aktywnościom ;) Spędziłem w sumie 2 lata na pokładzie 9 metrowego jachtu na Florydzie, więc wiem o czym piszę :)

Muszę tłumaczyć, że długofalowo bardziej odpowiada mi wariant drugi, bo można żyć nie tylko łatwiej, ale też dosłownie “pełną piersią”, robiąc naprawdę różne rzeczy, bo nikt nie patrzy ;)

Zapraszam do wypowiedzi w komentarzach, a jeśli będziecie zainteresowani tematem, to napiszę według jakich kryteriów szukać sobie nauczycieli, bo widzę że większość ludzi robi to dokładnie na odwrót :)

PS: Kilka dni temu siedząc z Karolina Gorczyca – Barszczewska w jacuzzi w Hotel Aquarion i rozmawiając o życiu przypomniałem sobie, jak słuchając w młodości popularnego przeboju Maryli Rodowicz o 3-4 dniach w Zakopanem byłem zdania, że nigdy w życiu na coś takiego nie będę mógł sobie pozwolić!!!! Tak samo zresztą, jak to, że stać mnie będzie na podróż samolotem :) :) Nie mówiąc już o tym, że gdyby ktoś mi powiedział, że w wieku 64 lat będę miał taki super związek z tak wspaniałą kobietą to uznałbym, że upadł na głowę!

Długą drogę odbyłem, prawda? Ty też możesz, zwłaszcza, że pewnie Twoja sytuacja wyjściowa jest lepsza od mojej. No i masz mnie po Twojej stronie, jeśli tylko zechcesz :)

PPS: Zapraszam do zapisania się do grupy dyskusyjnej Bez ściemy o dobrym życiu i biznesie :) Pamiętajcie tylko proszę o odpowiedzi na te 3 pytania przy rejestracji. Już ponad 180 nie może być przyjętych, bo to pominęło.

PPPS: Gdyby ktoś chciał zapisać się na moją listę mailingową, aby na pewno, niezależnie od kaprysów FB być informowanym, co sie pojawiło to zapraszam http://bit.ly/Alexba

PPPPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/530529427526470/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-03
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Porozmawiajmy o “dbałości o zasięg”

Dziś pozwolę sobie na tekst, który być może niektórym z Was się nie spodoba, ale ponieważ nazwa grupy brzmi “Bez ściemy…” to nawet jeśli chwilami spowoduję dyskomfort u niektórych z Was, to trzeba go napisać, bo może się przydać :)

Jako przykład wezmę licznych przedstawicieli branży nieruchomościowej, ale to samo dotyczy wielu innych takich jak np. ubezpieczenia, szkolenia, zdrowie, suplementy itp.

Zacznijmy od wyznania, że zazwyczaj bardzo lubię rozmowy z przedstawicielami tejże branży. Przeważnie są to mili, wygadani i inteligentni ludzie, bez tych cech trudno się w niej zresztą utrzymać na dłuższą metę. Dlatego, jeśli otrzymuję od kogoś z nich zaproszenie go grona znajomych, to zazwyczaj od razu je przyjmuję. Zdumiewa mnie to, co przeważnie dzieje się potem :(

Zazwyczaj rozgrywa się jeden z następujących scenariuszy:

  • Najczęściej nie dzieje się nic… nic… nic… Zastanawiam się wtedy, po co ktoś zaprosił mnie do grona znajomych??? Żeby sobie podbić licznik znajomości??? To rozumiałbym u jakiegoś nastolatka, ale u profesjonalisty żyjącego z budowania kontaktów???
  • Drugi przypadek jest jeszcze gorszy :) Niezwłocznie po mojej akceptacji zaproszenia, dostaję od takiej osoby propozycję polubienia jej strony firmowej. Hmmmm… Nie wymagam już, abyśmy najpierw polubili siebie jako ludzie, co byłoby dość logiczne, ale może warto byłoby przynajmniej poznać się jako ludzie? Co dokładnie myśli sobie osoba robiąca coś takiego??? W rezultacie od natychmiast wprowadzam politykę, że jeśli ktoś tak zaczyna, to będzie niezwłocznie usuwany z grona znajomych. W poważnym życiu biznesowym w realu dzieje się dokładnie tak samo, czy nam się to podoba, czy nie.

Innym tematem jest zalew ofert nieruchomościowych, które na ogólniedostępnym FB zamieszcza wielu pośredników. Próbowałem to powstrzymać wpływając na algorytm FB “pokazuj mnie wiadomości podobnych do tej”, ale ta powódź jest nie do powstrzymania w ten sposób. Zdesperowany, od dziś w takich przypadkach będę wybierał “Przestań obserwować użytkownika…” nawet, jeśli na zdjęciach profilowych widzę sympatycznych ludzi, z którymi pewnie chętnie nawiązałbym normalną bliższą znajomość.

Wystarczy tych negatywów, prawda :)
Aby post zawierał też coś, co można wykorzystać w praktyce, pozwolę sobie na kolejne wyznanie:

Faktycznie mając bardzo szeroki krąg znajomych, którzy mi ufają, jestem potencjalnie dobrym źródłem klientów :)

Jednakże, jeśli ja lub ktoś, kto mnie zna potrzebowałby usługi nieruchomościowca, to:

  • Na Mazowszu lub w Wielkopolsce kieruję do Krzysiek Kowalkowski
  • W południowo-wschodniej Polsce kieruję do Anna Berg
  • Jeśli miałbym taką sprawę gdziekolwiek indziej to zadzwonię do którejś z powyższych osób z prośbą o rekomendowanie kogoś dobrego

I teraz ciekawe:

  • Żadna z tych 2 osób nigdy nie przysłała mi prośby o polubienie strony firmowej, ba nawet nie wiem czy takową mają :)
  • Żadna z tych osób nie zaśmieca mi walla ofertami nieruchomości
  • W żadnym z tych przypadków nie mam w tym rekomendowaniu osobistego interesu, po prostu polecam dobrym potencjalnym klientom dobrych partnerów.
  • W obydwu przypadkach miałem przyjemność poznać tych ludzi osobiście i dość regularnie się spotykamy, aby porozmawiać o życiu i podejściu do biznesu. Miałem dzięki temu okazję wyrobić sobie zdanie o ich kwalifikacjach, podejściu i filozofii działania. Spodobało mi się to, czego się o nich dowiedziałem.
  • Każda z tych dwóch osób poznała mnie w różnych okolicznościach. Jedna na imprezie branżowej, gdzie miałem wystąpienie dla ponad 500 osób. Po nim, bardzo wielu uczestników robiło sobie ze mną zdjęcia i poprosiło o wizytówkę. Z nich wszystkich tylko jedna, jedyna osoba, właśnie ta którą polecam, utrzymuje ze mną normalny, ludzki kontakt :) Druga przeczytała w internecie o jednym z bezpłatnych spotkań przy kawie, które od czasu do czasu organizuję (najbliższe 16.11). Tam, z kamerą tuningowaliśmy też jej kazus biznesowy, spotkaliśmy się potem kilkakrotnie na kawie i dziś jesteśmy znajomymi w realu, którzy wzajemnie się cenią i szanują. Takie możliwości teoretycznie stoją do dyspozycji wszystkim 2700 znajomym, plus 2500 obserwującym, których mam na FB :) Ale ja się nikomu nie narzucam :) Mi wystarczy, jak widzę rezultaty tego co zalecam nie tylko u siebie, ale u młodych przedsiębiorców, którzy z tego korzystają.

To, co napisałem powyżej dotyczy nie tylko tej jednej branży, lecz też wielu innych, nieruchomości to tylko przykład. Tak samo znany Wam Alex Barszczewski jest na pewno tylko jedną z takich licznych potencjalnych, kompletnie niewykorzystanych sposobności. Wielu innych po prostu nie zadaje sobie trudu, aby o tym publicznie mówić. Jeśli ktokolwiek z Was ma wrażenie, że pracuje dużo, a rezultaty są marne, to zachęcam do zastanowienia się, na ile sama/sam przyczyniasz się do takiego stanu rzeczy. To w Polsce robi mniejszość… dlatego w tym kraju dość łatwo się pozytywnie wyróżnić. Czego Wam życzę!

Mam nadzieję, że ten szczery post przynajmniej niektórych z Was skłoni do zastanowienia się na własną strategią rozwoju biznesu i zdobywania klientów. Mógłbym napisać go jeszcze dosadniej, ale to zostawię sobie na rozmowy na żywo :)

PS: Czy wiecie, że już prawie 180 osób próbowało zapisać się do grupy dyskusyjnej Bez ściemy o dobrym życiu i biznesie nie odpowiadając na trzy proste pytania! I tylko kilka z nich napisało do mnie że ma z tym problem techniczny, po czym dołączyłem je do grupy? 7 osób odpowiedziało na pytania, ale ich “zdjęcia profilowe” to np rower, sylwetka z tyłu itp. Ja wiem, że większość grup stara się mieć możliwie wielu członków i coś takiego nie stanowiłoby przeszkody, ale u mnie dbamy o pewien poziom. Do tego należy też możliwość zobaczenia, z kim dyskutujemy. Szanujmy się nawzajem!

PPS: Jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił, a chce mieć na bieżąco informacje o moich postach, filmach, podcastach i działaniach na żywo, to polecam zapisanie się na moją listę mailingową: http://bit.ly/Alexba

PPPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/528934194352660/

Komentarze (1) →
Alex W. Barszczewski, 2019-10-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Pro publico bono, Tematy różne

Wracamy do spotkań na żywo!

Pisałem ostatnio, że wolę spotkania w realu z rzeczywistymi ludźmi i właśnie robię kolejny krok w tym kierunku :)

W sobotę 16.11 w godzinach 18:30-22:00 planuję spotkanie z grupą Czytelników w jednej z krakowskich kawiarni. Porozmawiamy sobie w małym gronie na interesujące Was tematy.

Zabiorę ze sobą kamerę, aby podobnie jak ostatnio pokazać uczestnikom kilka praktycznych i konkretnych rzeczy, abyśmy nie tylko o czymś mówili . Spotkanie jest jak zwykle bezpłatne, ale mam w sumie tylko ok 14 miejsc, więc zapewne będę musiał wybierać z większej grupy chętnych.

Jeśli masz ochotę wziąć aktywny udział, to na adres kontakt@alexba.eu z tekstem „spotkanie 16.11.2019” w temacie napisz do mnie kilka słów o tym:

  • co robisz,
  • o czym szczególnie chciałabyś/chciałbyś porozmawiać.

Każde z Was może zgłosić tylko siebie samego!

Tych informacji potrzebuję, aby z, jak zwykle licznych zgłoszeń, zestawić ciekawą i różnorodną grupę.

Tę informację wysłałem najpierw do abonentów tego newslettera, jesli chcesz się do niego zapisać to zapraszam http://bit.ly/Alexba

#ŻyciePełneŻycia

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/524631814782898/

Komentarze (1) →
Alex W. Barszczewski, 2019-10-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Relacje z innymi ludźmi, Tematy różne

Moje działania w społecznościówkach cz. 2

Otrzymałem dziś na PM wiadomość od młodej osoby, która na wiele rzeczy wymienionych przeze mnie w poprzednim poście ma odmienny punkt widzenia. Za jej zgodą pozwalam sobie przytoczyć anonimowo jego treść, odnosząc się do każdej z wypowiedzi, jak mówi nazwa naszej grupy, bez ściemy. Zrobi się z tego dłuższy tekst, niemniej mam wrażenie, że to może przydać się Czytelnikom. Proszę Was potem o wypowiedzi na ten temat, czy warto takie rzeczy pisać, bo mógłbym w tym czasie robić coś innego.

„Właśnie przeczytałam twój post „Po co działam w społecznościówkach?”
I mam nieco odmienną opinię na temat braku kontaktu do Ciebie po wysłaniu zaproszenia”.

Super, że spontanicznie się nią dzielisz, to już jest duży plus.

„Jestem młodą osobą, wychowaną w polsce przez pokoleniem lat 60, co niestety skutkuje załamanym poczuciem własnej wartości i prawdopodobnie jeszcze kilkoma latami terapii, zanim będę jednostką zdrowo podchodzącą do życia i otaczającego mnie świata.”

Nie będziemy się licytować, ale wierz mi, w tej materii nie wolałabyś być wychowywana przez pokolenie urodzone w trakcie wojny. To byli często dobrzy ludzie, ale trzeba było do nich stosować słynne „wybacz im bo nie wiedzą co czynią”

U mnie obyło się bez terapii, ale do 28 roku życia byłam dość zakompleksionym introwertykiem, co jest bardzo ważne zarówno w zrozumieniu podobnych problemów innych ludzi, jak też strategii pozwalających wyjść z takiego stanu.

„Wiem, że też miałeś pod górkę, czytałam Twoją książkę i bloga, za to od kilku ładnych lat żyjesz pełnią życia. A nasza perspektywa zależy w dużej mierze od miejsca w którym jesteśmy. Ergo, nasze perspektywy się różnią.”

Masz rację, że nasze perspektywy się różną. Z tym że to nie jest tak, że ja mam inną perspektywę niż Ty, tylko moja perspektywa jest szersza. Szersza, bo nigdy nie zapomniałem, jak to było kiedyś. Ta pamięć motywuje mnie do robienia rzeczy pro bono, aby ludzie w podobnej sytuacji nie musieli sami wszystkiego tak boleśnie odkrywać.

„Napisałeś, że z Twojego face widać, że jesteś normalnym facetem nie tworzącym wizerunku. Nope. Nie zgadzam się. Norma, to pojęcie bardzo wzgledne. Twój styl życia jest normalny dla Ciebie. True. Normalny dla każdego? Nie true. Wizerunek ma się zawsze. Jeśli nie tworzysz go swiadomie, to tworzy się sam. Ja widzę na fb starszego gościa, który często zmienia miasta, cały czas chodzi do wypasionych knajp i kawiarni. Prowadzi warsztaty, pisze książki i mówi na konferencjach. I robi wuchtę rzeczy pro bono. Plus ma młodszą żonę z którą wzajemnie chętnie chodzą na randki. Duże propsy.”

Nie twierdziłem, że mój styl życia jest normalny dla każdego :) Pisząc o wizerunku, miałem na myśli, że nie tworzę sztucznego obrazu mojej osoby, może niedostatecznie to podkreśliłem w poprzednim poście. Wiele znajomości internetowych, poznając mnie w realu stwierdza, że czują się jakby znali mnie od lat :) To chyba znak, że te obrazy są mniej więcej spójne :)

„Starszy gość”, faktycznie :) Nawet Karolina czasem nazywa mnie swoim ulubionym zabytkiem :) :)
Jeśli prześledzisz moje posty, to głównie przebywam w kawiarniach, które przy całej mojej sympatii trudno uznać za „wypasione”. Jak np. w Krakowie, gdzie ostatnio przeważnie pracuję w ciągu dnia w Coffee Street. W lokalu przeważają studenci, kawa americano kosztuje 9,50, a jak masz taką kartę klienta to dostajesz do niej niezłe ciastko marchewkowe albo rogalik za darmo. Podobnie jest w Warszawie z Ach Cafe.
Jeśli wspominam o takich lokalach, jak np. Voila Restaurant, to robię to, aby dać wskazówki osobom, które chcą partnera/partnerkę/klienta zaprosić do miejsca, gdzie będzie to całościowo miłe przeżycie. Wcale nie jest łatwo znaleźć takie restauracje, a tego typu informacjami dzielę się całkowicie bezinteresownie.
Piszę o randkach z żoną, aby zainspirować Panów do tego, aby częściej zabierali swoje partnerki na miły wieczór w lokalu, teatrze, koncercie itp. To nie musi kosztować wiele pieniędzy, a mam wrażenie, że w większości związków zdarza się o wiele za rzadko. Moje posty o konkretnych sztukach itp. mają na celu zmniejszyć „ryzyko”, że zaproszą wybrankę w miejsce, gdzie nie będzie to miły wieczór.

„Jest to styl życia, który w dużej mierze sama chciałabym mieć. Może poza żoną. I z odrobiną domku w lesie nad czystym jeziorem. Sprawia to wrażenie, że masz lepsze życie, i niestety, że jesteś lepszy.”

Jak sama napisałaś, słowo „lepsze” jest względne i zależy od osobistych potrzeb i preferencji. Nikogo nie namawiam do naśladownictwa, niemniej pokazuję istotne rzeczy dla tych, którzy chcieliby podobnie. Czy ja jestem lepszy? Jak każdy człowiek zapewne jestem lepszy w niektórych dziedzinach, w innych większość ludzi jest lepsza ode mnie. Dlatego warto komunikować i wchodzić w relacje.

„Wspominałeś, że raz chętnie spotkasz się z nieznajomym, ale drugie spotkanie, to już zupełnie inna bajka. My spotkaliśmy się raz. Na drugie spotkanie nie za bardzo miałeś czas a jak do Ciebie zadzwoniłam z pytaniem o warsztat to nie byłeś w stanie się zadeklarować. Dla „normalnej” osoby opwinno być to neutralne. Jednak przy zmiażdżonym poczuciu własnej wartości czrny wniosek sam się nasuwa. Że nie jestem osobą której przemyślenia i perspektywa mogą być dla Ciebie interesujące.”

Jeśli z jakichkolwiek powodów nie miałem czasu, to należy to uszanować, ja robię podobnie, jeśli jestem po drugiej stronie (dziś mam taki przypadek, co mnie zresztą dziwi). Jak było z tym pytaniem o warsztat, to nie pamiętam dokładnie, może było tam zbyt mało konkretu, a może wstrzeliłaś się w dość niedobry, paromiesięczny okres, kiedy miałem spory problem medyczny. Tak czy inaczej nie miało to nic wspólnego z Twoją wartością jako człowieka, musimy nauczyć się rozróżniać takie rzeczy.

„A skoro moje wiadomość miały by Cię nudzić i marnować czas, to lepiej tego unikać. Przecież jesteś bardzo zajętym czlowiekiem, co chwila wrzucasz na face info, że coś robisz.”

Jak jestem faktycznie zajęty, to nie ma mnie na FB :) Jeśli coś tutaj piszę, to albo, aby podzielić się wskazówkami jak powyżej, albo… dać ogarniętym nieznajomym sposobność spotkania się ze mną :) Działa :)

„Być może jest więcej ludzi, którzy potrzebują trochę odwagi by nawiązać kontak. Tak po prostu. Mi dał ją Twój post. Jeśli zamysł był taki, cześciej do Cb pisano, to udało się :-)”

Jak widzisz, nic złego się nie stało :) Akurat mam dziś czas i chciałem napisać coś na grupę dyskusyjną. W zeszłym tygodniu pewnie musiałabyś poczekać na odpowiedź i byłaby ona zapewne bardziej lakoniczna. No ale takie jest życie :)

Moi drodzy, zapraszam do szczerej dyskusji, jak widać, Wasze odpowiedzi mogą pociągnąć ją dalej w kierunku, który jest dla Was ważny. A mi pokażą, że jest sens odpowiadać tutaj tak obszernie.

Pozdrawiam wszystkich :)

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/519771515268928/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-10-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Po co działam w społecznościówkach?

Jak tak patrzę na to, co się dzieje na Facebook, to mam wrażenie, że większość ludzi robi to w jednym (lub obydwu) z następujących celów:

  • Aby promować swój biznes i/lub zdobywać klientów
  • Aby “masować” swoje ego :)

Obydwa cele są całkowicie w porządku i nie zamierzam ich krytykować.

Z drugiej strony moja motywacja do publikowania materiałów w mediach społecznościowych jest jednak całkowicie odmienna. Ostatnio się nad tym zastanawiałem i generalnie mam ku temu dwa powody, jeden egoistyczny a drugi altruistyczny :)

  1. Egoistyczny – chciałbym tutaj poznawać ciekawych ludzi, których, z różnych powodów, nie miałbym szans poznać w realu. Z tak poznanymi osobami chcę kontynuować interesującą i wzbogacającą obie strony znajomość w świecie realnym. Część tych kontaktów może mieć miejsce (i ma) w media społecznościowych, ale główny punkt ciężkości znajduje się w świecie realnym.
  2. Altruistyczny – wyobrażam sobie, że gdzieś tam jest przynajmniej kilka młodych Aleksandr i kilku młodych Alexów, którzy będąc wartościowymi i obiecującymi ludźmi szukają istotnych wskazówek, jak zbudować sobie dostatnie życie, pełne radości a jednocześnie pożyteczne dla innych. Ci ludzie napotykają na zalew naukowo brzmiących, przeważnie dość bezwartościowych szkoleń i konferencji, szablonowych studiów i wypowiedzi różnych “guru”, których głównym celem jest zarobienie na poszukujących. Tymczasem istnieje wiele trików i podejść, które są równie proste co skuteczne, tylko przez swoją prostotę słabo by się sprzedawały :)
    Tym się trzeba dzielić i dlatego robię to pro bono na blogu, YT i tutaj co najmniej od roku 2006.

Na temat punktu 2 wypowiem się w jednym z następnych postów, bo to jest dla mnie bardzo ważne zagadnienie. Dziś zatrzymajmy się na chwilę przy tym moim “egoistycznym” powodzie z punktu 1.

Jeśli ktoś postudiuje moje posty, to zobaczy całkiem normalnego faceta, który mając wiele wad i słabości, specjalnie tego nie ukrywa i nie stara się stworzyć, w ramach tzw. “personal brandingu”, wizerunku człowieka, który należy do jakiejś specjalnej kasty i który jest niedostępny dla “przeciętnego śmiertelnika”. Na moim wallu nie znajdziecie ani profesjonalnych zdjęć mojej osoby w wystudiowanych pozach i w takiej też garderobie, ani zdjęć luksusowych samochodów, czy super apartamentów :) Głownie dlatego, że do dostatniego i szczęśliwego życia nie są mi one potrzebne, a ludzie, dla których takie błyskotki mają znaczenie, są poza moim zakresem zainteresowań :) Dlatego moje przesłanie dla Ciebie jest chyba jasne: “jestem normalnym, życzliwym człowiekiem, który chętnie nawiąże z Tobą znajomość, jeśli i Ty jesteś fajnym człowiekiem i wykażesz odrobinę inicjatywy”.

To też przekłada się na moją pierwszą reakcję na zaproszenia do grona znajomych na FB. Dostając takie zaproszenie, wchodzę na profil zapraszającego i jeśli jest on w miarę OK, a zdjęcie profilowe przedstawia istotę ludzką :-), to je akceptuję. Wiecie co dzieje się potem ?

  • Najczęściej nie dzieje się nic! Zaproszona osoba powiększa mój licznik liczby znajomych na FB, który dla mnie osobiście nie ma żadnego znaczenia! Nic poza to!!! Po co w takim razie zapraszała mnie do znajomych? Wszystko, co publikuję na FB jest przecież publiczne i nie trzeba być w kręgu znajomych aby to czytać. Można też zawsze kogoś po prostu obserwować (co też robi ponad 2500 osób). To jest dla mnie zagadka i będę bardzo zobowiązany, jeśli pomożecie mi w komentarzach w wyjaśnieniu tego zjawiska :)
  • Często akceptuję zaproszenie nieznanej mi osoby, i zaraz po tym otrzymuję propozycję polubienia jej fan page, strony biznesowej czy jakiejkolwiek innej. Hallo!!! Może najpierw polubimy się jako ludzie??? To nie jest dobry początek znajomości!
  • Czasem po akceptacji zaproszenia zaczynam dostawać jakieś filmiki, cytaty z oklepanymi mądrościami itp. Bez zapytania mnie, czy jestem czymś takim zainteresowany!!! Zero osobistych wypowiedzi, komentarzy czy punktów widzenia świata!
  • Czasem ktoś przysyła mi od razu różne zadania do wykonania :) Lubię robić różne rzeczy pro bono, ale dla ludzi, o których coś wiem i przynajmniej choć trochę lubię :)
  • Od czasu do czasu ktoś przyjęty do grona znajomych po prostu pisze do mnie. To jest duży krok w porównaniu do poprzednich przypadków, ale bardzo rzadko w takiej wiadomości jest np. numer telefonu, o który wszędzie proszę. Robię to dlatego, bo nie zawsze mam czas na odpisywanie, ale oddzwonienie jest znacznie mniej problematyczne. Wiadomość z sensownym zaproszeniem do bliższego kontaktu, razem z numerem na który można zadzwonić to coś tak rzadkiego, jak biały jednorożec :) A to jest najrozsądniejsza rzecz, którą można zrobić, kiedy chcemy kogoś poznać!

W tej chwili licznik na moim FB pokazuje 2661 znajomych. Na palcach obu rąk można policzyć z iloma z nich utrzymuję normalne ludzkie kontakty, z wymianą myśli, doświadczeń czy lektur w jakiś bardziej ludzki sposób (telefon, wideo, na żywo). A w taki sposób można wzajemnie wzbogacać swoje życie, co pokazują te nieliczne przykłady znajomości, które w ten sposób działają. Potencjał jest ogromny, mało kto z tego korzysta. Najtrudniejszy pierwszy krok został przecież zrobiony zaakceptowanym zaproszeniem do grona znajomych :)

Ktoś z Was ma może podobne przemyślenia?

Albo inne związane z tym tematem?

Jestem bardzo zainteresowany Waszym zdaniem.

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/516572168922196/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-10-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 13 of 83« First...10«1112131415»203040...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi

Najnowsze komentarze

  • Pozorny overkill  (39)
    • Ewa W: Meg, to co piszesz jest...
    • Meg: Bywa i tak, że jak przychodzi...
    • Ewa W: Meg, nie chodzi o słowo...
    • Meg: Użyłam słowa „trudnośc...
    • Ewa W: Meg, wyboldowane miało byc...
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Thomas: Witam.przeczytałem z uwaga...
  • Spotkanie Czytelników  (158)
    • Witold W. Wilk: Witaj Alex, Z chęcią...
    • Krzysztof Tadeusz: Witam, Czytam...
    • Marysia: Własnie modyfikuję moje...
    • Bartek: Witam ! Jak najbardziej...
    • MADA: extra! pomysł aby poznać...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Alabama: A co sądzicie o testach na...
    • Alex W. Barszczewski: Alabama...
    • Krzysztof Kroszka: Alabama Po...
    • Alabama: Moja polonistka zarzuca mi...
    • Alex W. Barszczewski: Wieczny frajer...
  • Parę informacji o Biblioteczce  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Ciesze...
    • Piotr_Kow: Pozwólcie na kilka...
  • Jaka jest Twoja definicja sukcesu?  (35)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Nie ma...
    • JJ: Alex, Oczywiście:) Nic tu nie...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...
    • JJ: Alex, Oczywiście nie ma co...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Powszechność...
  • Typowe strategie podrywania :-)  (89)
    • Justyna F.: Po kilku spotkaniach już...
  • Kiedy nie pasuje nam temat rozmowy….  (59)
    • Alex W. Barszczewski: Anonimowy...
    • A: Ze względu na fakt, iż mój pobyt...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • KP: Ja po wpisaniu swojego imienia i...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Mirek Jak już...
  • We własnej sprawie..  (4)
    • Alex W. Barszczewski: Wreszcie...
  • Miejsce na szczęśliwy przypadek  (51)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (25)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026