Mam nadzieję, że wielu z Was, a szczególnie bardziej zagrożeni członkowie Waszych Rodzin, wzięło sobie do serca zalecenia, które opisywałem w poprzednich dwóch postach. Nawet, jeśli ktoś dotąd kompletnie zaniedbywał któryś ze wspomnianych tam elementów, to lepiej zacząć działać właśnie teraz, bo wirus zostanie z nami dłużej i każdy tydzień możemy wykorzystać do powiększenia naszych szans w wypadku złapania go.
Jak wspominałem wielokrotnie, nic nie daje nam absolutnej pewności, ale im więcej ze wskazanych elementów naszej obrony uruchomimy, tym większe będą nasze szanse przeżycia. A to jest, szczególnie w obliczu niezadbania przez rząd o właściwe przygotowanie Służby Zdrowia, bardzo ważne.
Na prośbę niektórych z Was nagrałem nawet wideo na YT, aby ci nieco starsi ludzie mogli zobaczyć, że nie poleca to jakiś młodzieniec, tylko człowiek w wieku zbliżonym do nich. Człowiek, który też jest w grupie podwyższonego ryzyka, a ma bardzo dobre życie, z którym nie chce się rozstawać, zwłaszcza w wyniku błędów czy niedopatrzeń, których można uniknąć. Jeśli jeszcze w jakiś sposób mogę pomóc komukolwiek w przekonaniu osoby bliskiej, to napiszcie w komentarzach, co mogę zrobić.
Sam stosuję wszystkie elementy tego, co napisałem w poprzednich postach tej serii, plus planuję jeszcze rozpocząć ćwiczenia siłowe w mieszkaniu. Nieźle mi idzie utrata wagi, choć odżywiając się w ostatnich tygodniach naprawdę smakowicie, znacznie wyhamowałem ten proces. Muszę go trochę stuningować, bo z jednej strony im szybciej zjadę z wagą tym lepiej, z drugiej dłuższe głodowanie podnosi poziom stresu i osłabia odporność. A z trzeciej, lubię delektować się życiem :-)
Powiedzmy sobie jeszcze o używaniu masek. Wiele osób, w tym jeden, podobno bardzo popularny w internecie lekarz, pogardliwie wypowiada się o ich używaniu „bo nic nie dają”. Tacy ludzie albo są totalnymi egoistami, albo po prostu są niedouczeni. Poczytajcie sobie tę pracę naukową https://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/2763852a szczególnie zobaczcie zamieszczone w niej wideo pokazujące w bardzo zwolnionym tempie efekt kichnięcia zdrowej osoby. W wypadku osoby z podrażnionymi infekcją drogami oddechowymi, będzie to prawdopodobnie znacznie silniejsze. Taką „chmurkę”, tylko mniejszą generujemy też kiedy mówimy, a nawet kiedy „tylko” wydychamy.
Dodajmy do tego, że spory odsetek osób zarażonych (i zarażających) może o tym nie wiedzieć, albo myśleć, że ma zwykły katar, stając się niechcący „aniołami śmierci” dla osób o osłabionym systemie odpornościowym.
Jakakolwiek maska, którą mamy na twarzy znacznie zmniejszy nie tylko ilość emitowanych przez nas potencjalnie zakaźnych drobinek śliny, śluzu itp. ale też bardzo ograniczy „zasięg” takiej chmury, jak na wideo w tych badaniach.
Używajmy ich właśnie do takiej ochrony współbliźnich i to od razu, bez administracyjnego przymusu, zwłaszcza kiedy nie możemy uniknąć mijania innych w dużej odległości, albo w pomieszczeniach.
Przy okazji, nawet bardzo niedoskonała maska też ograniczy wchłoniętą przez nas ilość kropelek z wirusem, które wyemitował ktoś zarażony. To może zrobić różnicę pomiędzy liczbą wirusów, z którą poradzi sobie nasza pierwsza linia obrony immunologicznej, a taką, która zacznie destruktywnie działać w naszym organizmie.
Masz już maskę?
Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, to proszę poszeruj go, aby dotarł do możliwe dużej grupy osób.
Drugą linią mojej obrony jest mój system odpornościowy. Wybaczcie mi wszelkie uproszczenia, którymi będę się zaraz posługiwał, ale to nie publikacja naukowa, a chodzi o łatwe zrozumienie dość skomplikowanych mechanizmów jego działania i tego, jak możemy na niego pozytywnie wpłynąć.
Nasz układ odpornościowy, to fantastyczna i bardzo zróżnicowana armia, która broni nas ciągle przed wszelkiego rodzaju intruzami próbującymi wtargnąć do naszego organizmu. Jeżeli macie teraz czas, to postudiujcie sobie w wiarygodnych źródłach jak on działa, naprawdę warto!
Mamy w nim „siły szybkiego reagowania”, które niezwłocznie rzucają się na każdego intruza i bardzo wielu z nich eliminują od razu, a jeśli nie dadzą mu od razu rady, to włącza się tzw. układ adaptacyjny, który zazwyczaj w ciągu kilku dni wypracowuje wyspecjalizowaną na tego napastnika broń, aby w końcu nie tylko wyeliminować go z organizmu, ale też zachować w „archiwum” gotowe jej plany, aby następnym razem zlikwidować go na samym początku inwazji. Czasem, z różnych powodów, ta „druga linia” wymyka się spod kontroli i jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany demoluje nie tylko napastników, ale i spore części naszego organizmu. Stąd się bierze na przykład taka duża różnica w reagowaniu na styczność z wirusem SARS-Cov2 u różnych ludzi, niektórzy mając mocny i skuteczny system obrony „wykańczają” wirusa na szybko i bezobjawowo, inni niestety nie, a u nielicznych z powodu słabości systemu i mechanizmów go kontrolujących dochodzi właśnie do takiej zabójczej demolki w płucach, czy mięśniu sercowym.
Stąd moja druga linia obrony to wzmacnianie tego systemu i jego mechanizmów kontrolnych, oraz redukowanie czynników, które na niego wpływają osłabiająco.
Zanim opisze jak to robię, znowu podkreślam, że nie jestem lekarzem, nie jestem dietetykiem, nie jestem epidemiologiem, a to, co napiszę jest tylko opisaniem moich doświadczeń i metod i ma być rozumiane tylko jako taki opis. Faktem jest, że od kilku lat hobbystycznie edukuję się w fizjologii, biochemii i medycynie funkcjonalnej korzystając wyłącznie ze źródeł angielsko i niemieckojęzycznych. Wszystkie działania które opisuję nie są więc rezultatem wyczytania czegoś w gazecie, lecz dość dogłębnych studiów i porównywania różnych źródeł, a następnie użycia własnego umysłu do wyrobienia sobie poglądu, jak w naszym organizmie działają te niezwykle skomplikowane i współzależne mechanizmy.
Czynniki, nad którymi przynajmniej w pewnym stopniu mam kontrolę i staram się z nimi robić coś, co dobrze wpływa na moją odporność opiszę poniżej. Podkreślam, żaden z nich nie gwarantuje, nawet jeśli zoptymalizujemy je wszystkie, że się nie zarazimy wirusem, ale razem powiększają szansę, że taka potyczka zakończy się naszym zwycięstwem. A to już dużo warte! Zacznijmy od tych najłatwiejszych do wprowadzenia:
Sen – jest bardzo ważny nie tylko dla naszego nastroju i formy mentalnej, ale też dla właściwego działania naszego układu odpornościowego. Ten czynnik bardzo łatwo poprawić, a działanie jest zdecydowanie pozytywne. To co robię to:
Najpóźniej 2h przed spaniem staram się zmienić oświetlenie mieszkania na ciemniejsze i w miarę możliwości bardziej czerwone.
W tym samym czasie, na wszystkich moich urządzeniach z ekranem włącza się tryb nocny, który ma właśnie barwy bardzo ciepłe.
Łóżko generalnie jest przeznaczone wyłącznie do spania, seksu i wszelkich miłych aktywności fizycznych we dwoje.
Pomieszczenie w którym śpimy powinno być zaciemnione, jeśli jest to niemożliwe, to używamy takich opasek do spania na oczy.
Pomieszczenie w którym śpimy nie powinno być zbyt ciepłe, a powietrze dobrze nawilżone.
Dla większości ludzi optymalną długością snu jest 7-8h, ograniczanie jej z jakichkolwiek powodów, na które mamy wpływ jest delikatnie mówiąc nierozsądne.
Jeśli zdarza się Wam iść w nocy do toalety, to wstawcie tam taką małą nocną lamkę w kolorze żółtym, aby nie trzeba było włączać głównego światła, które prawie na pewno przerwie Wam np. produkcję melatoniny.
Ruch – bardzo ważny czynnik, łatwy do zmiany i często niedoceniany, też czasem przeze mnie:
O ile to możliwe staramy się prawie codziennie maszerować z dala od ludzi 2-6 km.
O ile świeci słońce, to staramy się tak dobierać miejsce tego maszerowania, aby maksymalizować wystawianie twarzy na bezpośrednie promienie słoneczne. Wbrew temu, co twierdzi wiele osób, nie chodzi przy tym o wytwarzanie witaminy D, które o tej porze roku, przy odkrytej tylko twarzy jest praktycznie zerowe. Bardziej chodzi o dobroczynny wpływ takiego światła na układ nerwowy, nasz nastrój i ogólne samopoczucie. A te ostatnie też są istotne dla skutecznego działania układu odpornościowego.
To, co zamierzam wprowadzić, to w dni pochmurne robienie mojej wersji HIIT oraz trochę ćwiczeń w domu z użyciem ciężaru własnego ciała.
Stres – zwłaszcza ten długotrwały, bardzo zmniejsza naszą odporność. Typowy przykład to ktoś, kto tygodniami pracuje w napięciu nad ważnym projektem, potem jedzie na wakacje i tam łatwo łapie jakąś infekcję. Z minimalizacją stresu, w aktualnej sytuacji wiele osób może mieć problem, ale róbmy co możemy:
Jeżeli tego jeszcze nie zrobiłaś/zrobiłeś przestań natychmiast oglądać jakąkolwiek telewizję, ci ludzie utrzymują Twoją uwagę najbardziej alarmistycznymi meldunkami, aby sprzedać Cię reklamodawcom. To buduje fałszywy obraz rzeczywistości i niepotrzebnie stresuje widza, o stracie cennego czasu już nie mówiąc. Rzetelna informacja to jest ostatnia rzecz, której możesz się tam spodziewać.
Podobne zalecenie dotyczy większości innych mediów komercyjnych. Jeśli wprowadzą stan wyjątkowy, to gwarantowanie się o tym dowiesz i bez nich.
Jeśli tylko możliwe, to wywalaj z Twojego życia ludzi kłótliwych, upierdliwych itp. Nawet kiedy nie można spotykać się na żywo, można poznawać i współdziałać z nowymi znajomymi, jak to robią na przykład uczestnicy „Rozmowy w Klinice”. Takich możliwości jest wiele, rozejrzyj się.
Jeśli masz do tego partnera/partnerkę to uprawiaj dużo seksu, przytulania się, całowania. To oprócz wydzielania sporej dawki oksytocyny działa generalnie odstresowująco, więc jest korzystne dla naszej odporności :-)
Jak to nie pomoże, to sięgaj po medytację, jogę itp. Ja tego nie stosuję, więc się tu nie wypowiadam.
Suplementy – Nasz organizm potrzebuje oprócz odpowiedniego pożywienia różnych substancji, których nie potrafimy wytworzyć sami. Większość Polaków biega po świecie z różnymi deficytami, co bardzo niekorzystnie przekłada się na sprawność i zdolność samoregulacji (pamiętacie tego słonia w składzie porcelany) naszego systemu odpornościowego. Dlatego regularnie konsumuję dziennie następujące suplementy:
Witamina C naturalna (acerola+dzika róża) 400 mg. Używam naturalnej, bo oprócz kwasu askorbinowego zawiera też 3 inne istotne mikroskładniki tego kompleksu, których nie posiadają tabletki zrobione tylko z wytworzonego chemicznie kwasu askorbinowego. UPDATE: Od pewnego czasu stosuję 160mg+500mg oddzielnie w różnych porach dnia
Witamina D3+K2/MK7. Konsumuje 9000 I.U D3 oraz 200mcg K2. Normalnie podtrzymuje poziom D3 biorąc 5000 I.U, ale chwilowo chcę go sobie podwyższyć. UPDATE: Po kilku miesiącach stosowania 5000 I.U. na wszelki wypadek biorę 7000 I.U. postaram się zrobić wkrótce badanie D3 (25OH), bede tu raportował
Witamina A+E. Z witaminą A trzeba uważać, bo przedawkowanie może prowadzić do poważnych komplikacji! Biorę A 2500 IU oraz 200 mg E, będąc raczej po bezpiecznej stronie, bo to ok. połowa dawki, która mogę brać przy mojej masie ciała. Biorę od niedawna, jestem w fazie testowania mojego organizmu.
Magnez 200 mg w postaci cytrynianu magnezu, powinienem 300mg, ale mój żołądek tego nie lubi. UPDATE: Przestawiłem się z tabletek z cytrynianem na taki cytrynian magnezu spożywczy (nie taki do analizy!!!) 2g rozpuszczone w wodzie dają ok 300 mg magnezu w dobrze przyswajalnej formie. Nie kupujcie reklamowanych tabletek z deklarowaną dużą ilościa magnezu zawierających tlenek magnezu – bardzo kiepsko przyswajalna forma! 0,5 kg cytryniany spożywczego kosztuje ok 30 zł! :-), do tego mala łyżeczka pomiarowa i mamy.
Cynk 25 mg. Zalecenie ostatnio 50-75 mg, sprawdzę w innej literaturze, bo nadmiar cynku blokuje przyswajanie miedzi.
UPDATE: Od pewnego czasu razem z cynkiem biorę też 500mg Quercetin (Kwercetyna), która działa jak jonofor ułatwiający wnikanie cynku do wnętrza komórek, gdzie ma on działanie blokujące replikację wirusów. Protokół opublikowany ostatnio (28.09.20) przez Eastern Virginia Medical School, Norfolk, VA mówi o 250 mg dziennie, zbadam w innych źródłach.
Selen 200 µg.
Omega 3 (0,5 g DHA i 0,4 g EPA) plus ok 800 IU witaminy A, 800 IU witaminy D i 3 mg witaminy E. Te dodatkowe witaminy są w znakomitym „Tranie Norweskim”, który stosuję. Razem z branymi osobno suplementami tych witamin ciągle jestem w bezpiecznym zakresie, na co trzeba uważać. Jeżeli ktoś rozważa branie Omega 3 w postaci ALA (np. olej lniany), to warto wiedzieć, że sprawność organizmu w przekształcaniu ALA na konieczne potrzebne DHA i EPA jest bardzo kiepska.
4 kubki zielonej herbaty, w miarę możliwości bio ze względu na możliwe zanieczyszczenie pestycydami
½-1 łyżeczki kurkumy z odrobiną pieprzu. Też lepiej bio, jeśli macie dostęp
Biorąc różne suplementy, należy uważać, aby nie brać jednocześnie tych, które nawzajem mogą zaburzać wzajemne wchłanianie. Dlatego przyjmuję:
Rano przed jedzeniem Cynk i Quercetin
Do jedzenia witamina C, D3/K2, A/E, Magnez, Omega 3. Witaminy D3 i A najlepiej zażywać do posiłku z tłuszczami, to zwiększa wchłanianie
Długo po posiłku selen
Podkreślam, że powyżej opisałem tylko to, co sam stosuję, nie należy tego traktować jako poradę medyczną, choć we własnym interesie jest to oparte o dość intensywne studia aktualnej literatury medycznej.
Zażywanie tych suplementów nie uchroni nas od infekcji wirusem, niemniej wzmacnia nasz system odpornościowy zwiększając znacznie szanse, że sobie on z tym poradzi. Zwłaszcza jak ktoś, jak większość, ma niedobory. Wszystkie te preparaty są stosunkowo tanie i łatwo dostępne, nie potrzeba jakiś egzotycznych mikstur o nieznanym składzie i za spore pieniądze..
Metabolizm – jednym z czynników bardzo zwiększających ryzyko śmierci od zakażenia tym wirusem jest cukrzyca i inne czynniki towarzyszące często temu schorzeniu, jak nadwaga, nadciśnienie, czy schorzenia serca. Do tego wiele osób konsumuje produkty „hodujące” stany zapalne w organizmie jak np. te z nadmiarem omega 6 (większość tzw. olejów roślinnych) czy zawierające lektyny, szczególnie gluten. Do tego konsumpcja cukru, który dodawany jest praktycznie do wszelkich produktów przetworzonych, albo konsumowany w postaci „zdrowych” soków u wielu ludzi bardzo źle wpływa na stabilność poziomu cukru, co z kolei negatywnie wpływa na układ odpornościowy. Niektóre „zdrowe” warzywa, jak np. szpinak, botwinka, jarmuż itp. zawierają duże ilości szczawianów, które oprócz „hodowania” kamieni nerkowych i zmniejszania przyswajania wapnia tez powodują sporo komplikacji w organizmie. To wszystko zajmuje nasze siły obronne, zamiast mieć je w gotowości na agresję patogenów z zewnątrz.
Sam nie jestem bez grzechu, nie mam co prawda cukrzycy, ale za to ciągle jeszcze nadwagę i jak większość osób „z brzuszkiem” sporo tłuszczu trzewnego. A ta tkanka też podtrzymuje procesy zapalne, w tym wydzielanie cytokin. A wiemy, że tzw. burza cytokinowa jest powodem śmierci wielu ofiar COVID-19, zwłaszcza tych w młodszym wieku. Ja tam wolę nie mieć takiego dywersanta we własnym ciele i w ciągu ostatnich trzech miesięcy na spokojnie i bez męczenia się zrzuciłem już prawie 9 kg z dalszą tendencją spadkową. Prawdopodobnie, jak większość ludzi z nadwagą mam pewną insulinoodporność, którą przy okazji też zmniejszam. Co robię (w przybliżeniu):
Stosuję Intermittent Fasting – w wersji jedzenia w określonym „oknie czasowym” w ciągu doby. Uzależnionym od cukru zalecam na początek wariant 8 godzin jedzenia (np. 10-18) reszta to ew. tylko niesłodzone napoje jak woda, czarna kawa, herbata. Potem można to okno zawężać. Ja w międzyczasie mam dość elastyczny metabolizm i mogę bez problemu jeść w oknie 2h nie odczuwając głodu przez resztę doby, ale nie zalecam tego na początek. UWAGA! W obecnym okresie pandemii nie jest dobre poszczenie w dłuższych okresach, bo podnosi to poziom stresu w organizmie i przejściowo osłabia układ odpornościowy.
Jem bardzo mało węglowodanów – chyba, że mamy akurat z Karoliną dzień znakomitych bagietek z Flomaro, czy ciastek od Oskara. Okazyjnie można tez skusić się na pizzę, czy podobne grzeszki. Ale poza tymi dość rzadkimi wyjątkami nie jem pieczywa, ryżu, ziemniaków, makaronu, większości owoców za wyjątkiem borówek. Nie jem fast foodu i produktów gotowych, oraz wszelkich tych, o których wspomniałem na początku tego bloku.
Tak wygląda w skrócie dbałość mój układ immunologiczny. Mimo różnych błędów i zabranie się za jego tuningowanie dopiero stosunkowo niedawno, co najmniej od 6 lat nie miałem żadnej grypy czy przeziębienia z gorączką, raz miałem jelitówkę przez 24h i w listopadzie jakiś wirus pozbawił mnie na 48h normalnego głosu, ale bez gorączki. Piszę o tym, bo jeśli dotąd nie zadbaliście o tę linię obrony, to najwyższy czas zacząć. Koronawirus zostanie z nami na długo, pojawią się nowe i dobrze mieć naszą „armię” w dobrej kondycji i gotową do działań.
Na zakończenie podkreślam, że jest to tylko opis tego, co robię (i czego nie robię), a opisy zachodzących procesów są bardzo uproszczone. Jeśli ktoś jest zainteresowany i zna angielski, a może do tego i niemiecki, to znajdzie źródła, w których jest to dokładnie opisane, wszelkie badania naukowe dostępne są w bazie Pubmed.
Pozostańcie zdrowi!
PS: Jeżeli uważacie to za przydatne, to proszę udostępnijcie jak najszerzej. To może uratować czyjeś życie!
Jak wszyscy wiemy, mamy obecnie pandemię SARS-CoV-2, nowego wroga o którym jeszcze stosunkowo niewiele wiemy. To, co wiemy, to fakt, że dla niektórych ludzi zakażenie nim kończy się dość nieprzyjemną śmiercią i prawdopodobieństwo tego faktu wzrasta wraz z wiekiem i innymi czynnikami ryzyka. Innymi słowy, zakażając się bierzemy udział w tzw. rosyjskiej ruletce, przy czym liczba zabójczych nabojów w bębenku rośnie wraz ze wzrostem wspomnianych powyżej, powszechnie omawianych w mediach czynników.
Jako osoba dość zaawansowana wiekowo (64 lata) i z pewną nadwagą zaliczam się do grupy bardziej zagrożonych, a mając od wielu lat bardzo dobre życie zdecydowanie nie chciałbym się z nim też pożegnać. Dlatego stosuję 2 linie obrony, zdając sobie sprawę z tego, że jak na wojnie, nawet najlepsze przygotowanie nie jest gwarancją że nie zginiesz, choć odpowiednie przygotowanie i wyposażenie zmniejsza ryzyko takiego niefortunnego wydarzenia.
Dzisiaj podzielę się z Wami tym, co sam robię, może się to komuś przyda. Zacznę jednak od podkreślenia, że nie jestem lekarzem, nie jestem dietetykiem, nie jestem epidemiologiem, a to, co napiszę jest tylko opisaniem moich doświadczeń i metod i tylko jako taki opis ma byś rozumiane. Faktem jest, że od kilku lat hobbystycznie edukuję się w fizjologii, biochemii i medycynie funkcjonalnej korzystając wyłącznie ze źródeł angielsko i niemieckojęzycznych. Wszystkie działania które opisuję nie są więc rezultatem wyczytania czegoś w gazecie, lecz dość dogłębnych studiów i porównywania różnych źródeł, a następnie użycia własnego umysłu do wyrobienia sobie poglądu, jak w naszym organizmie działają te niezwykle skomplikowane i współzależne mechanizmy. Pozwólcie, że w tym tekście, zwłaszcza opisując moją 2 linię obrony, po prostu opiszę co robię, bez dogłębnego cytowania prac naukowych itp. zgoda?
No to do dzieła :-)
Pierwsza linia obrony – nie zaraź się!
Dopóki nie ma ani skutecznej szczepionki, ani terapii, a szpitale mogą być przeładowane, to jest to podstawowa strategia, polegająca na nie dopuszczeniu wirusa do mojego organizmu. Będąc w grupie podwyższonego ryzyka wolę też pomylić się przesadzając ze stosowanymi środkami, niż stosując je zbyt słabo. Do opisania mojego podejścia posłużę się najpierw małą metaforą:
Wyobraźcie sobie, że jakaś zbrodnicza organizacja postanowiła Cię zabić mając do dyspozycji preparat, który:
Jest w wielu przypadkach zabójczy, jeśli dostanie się do twoich śluzówek w nosie, ustach lub oczach.
Możesz zostać zaatakowany przez niewinnie wyglądających zamachowców, którzy rozpylą ten preparat w odległości do 2m od nich. Zamachowcem może być każdy, nawet zaatakowany preparatem członek Twojej rodziny.
Preparat ten dłużej utrzymuje się w powietrzu w pomieszczeniach zamkniętych.
Możesz zostać zaatakowany podstępnie, przez naniesienie tego preparatu na różne przedmioty, na których pozostaje on aktywny 2-5 dni.
Jeżeli atak się powiedzie, to nie jest obojętne, czy trafiło Cię dziesięć, sto, tysiąc czy też dziesięć tysięcy jednostek tego preparatu. Im mniej, tym masz większe szanse go od razu odeprzeć, o czym napiszemy w części drugiej.
Przy takim opisie wroga, przeciwdziałania pierwszej linii są dość oczywiste:
O ile nie jesteś absolutnie pewien, że Twoje dłonie nie zostały skażone tym preparatem, to w żadnym wypadku nie dotykasz twarzy, dopóki tej pewności nie masz. Możesz ją uzyskać poprzez staranne mycie i odkażanie dłoni, to drugie preparatem zawierającym co najmniej 65% alkoholu. Płyny „przeciwbakteryjne” o innym składzie są w tym wypadku wątpliwe, bo nasz wróg to nie bakteria. Odkażanie rąk jest więc konieczne po powrocie z wszelkich wyjść poza Twoje mieszkanie, jak też po kontakcie z przedmiotami, które z zewnątrz znalazły się w tymże mieszkaniu i odstawiłeś je do „kwarantanny” o czym za chwilę.
Starasz się minimalizować bezpośrednie kontakty Twoje i domowników z innymi ludźmi, a jeśli jest to nieuniknione, to staraj się mijać ich w odległości co najmniej 2 m. Bez absolutnej konieczności nie wpuszczasz do Twojego domu ludzi tam nie mieszkających! Ty też nie odwiedzasz innych, o ile nie jest to naprawdę konieczne. W miarę możliwości unikaj pomieszczeń poza swoim mieszkaniem, szczególnie tym mniejszych i kiedy są w nich inni ludzie. Jeśli musisz przebywać w takich miejscach, to staraj się działać antycyklicznie, bądź tam wtedy, kiedy większość robi coś innego. Ja na przykład robię zakupy w ogromnej hali Makro i to wtedy, kiedy jest bardzo niewiele osób i nie ma kolejek przy kasach. Jak nie masz własnych doświadczeń w tej kwestii, to posłuż się Google Maps, tam przy każdym większym sklepie jest pozycja „Popularne godziny” i możesz sprawdzić, jak w tym, który Cię interesuje to zazwyczaj wygląda a nawet jak wygląda w chwili obecnej!
Jeśli kurier lub listonosz przynosi Ci przesyłki do domu, albo lądują tam zakupy czy cokolwiek z zewnątrz, to zakładaj, że na każdym z tych przedmiotów zamachowcy mogli rozpylić ten zabójczy preparat. Aby się chronić możesz zrobić jedną z następujących rzeczy: – poddać przedmiot kwarantannie – ostrożnie odłożyć przedmioty w bezpieczne miejsce na odpowiedni czas, a samemu potem umyć i zdezynfekować zarówno ręce, jak i wszelkie powierzchnie które z tymi przedmiotami miały kontakt. Jeśli przedmioty są z papieru lub kartonu, to kwarantanna 48 h jest wystarczająca, jeśli to plastik lub metal, to zapomnij o ich istnieniu na 4-5 dni. To nie zawsze jest do zrobienia przy zakupie łatwo psującej się żywności, wtedy stosujemy następną metodę, a mianowicie odkażanie. Odkażamy co najmniej 70% roztworem alkoholu etylowego (spirytusu), który łatwo możemy zrobić sami np. z denaturatu. Bierzemy 0,5 l 92% denaturatu, dodajemy 157 ml wody i mamy gotowy 70% roztwór odkażający. Nie trzeba dodawać wody utlenionej, bo zwalczamy tylko wirusy, a nie przetrwalniki bakterii. Papier odkaża się źle (można zniszczyć), więc lepiej wysłać na kwarantannę. Większość przedmiotów szklanych (np. mój Samsung S7), plastikowych czy metalowych znosi takie odkażanie dość dobrze, ale próbujesz na własne ryzyko. W razie wątpliwości, lepiej na kwarantannę. Jeśli mówimy np. o zapakowanej hermetycznie żywności (wędliny itp.), czy coś psującego się w słoikach, lub pojemnikach plastikowych, to odkaź opakowanie, zanim włożysz je do lodówki. Inaczej przedłużysz nie tylko żywotność jedzenia, ale też naszego zabójczego preparatu, o którym mówimy. Jeśli chodzi o pozostałe produkty spożywcze, to lepiej zastosować zasadę żeglarzy podróżujących na jachtach w tropikach: „peel it, cook it, or throw away”. Czyli jeżeli możemy coś umyć i obrać, względnie ugotować, to robimy to, rezygnujemy zaś z produktów, gdzie jest to niemożliwe. To niestety eliminuje większość pieczywa i prawie wszelkiego rodzaju liściaste zieleniny, które mogły zostać skażone, a nie mamy możliwości zastosować na nich opisanych wcześniej metod deaktywacji „preparatu”. Na szczęście rezygnacja z takich produktów jest nie tylko możliwa bez szkody dla zdrowia, ale w wielu wypadkach wskazana, o czym napisze w części mówiącej o drugiej linii oporu. Ja np. konsumuje w tej grupie wyłącznie sałatę lodową i czasem bagietki z jednego, absolutnie pewnego źródła. Jeśli chodzi o sałatę lodową, to mogą być skażone zarówno sama folia, w której jest zapakowana, jak i sałata. Jak mam czas, to zostawiam ją po zakupach na kilka dni kwarantanny w samochodzie na parkingu. Sałata tak szybko się nie zepsuje, a wirus w tym czasie się dezaktywuje. Jeśli chcę zjeść sałatę lodową bezpośrednio po zakupieniu, to ostrożnie pozwalam sałacie wyśliznąć się z folii, którą niezwłocznie wyrzucam, dezynfekuję ręce, usuwam dwie wierzchnie warstwy i reszta jest na pewno OK. Podaję to jako przykład procedury, którą każdy może zastosować. Nawiasem mówiąc, sałata lodowa to doskonały podkład do konsumowania sporej ilości oliwy z oliwek Extra Virgin, do czego też jej używam.
W mojej kurtce jedna kieszeń jest przeznaczona na „izolatkę” dla przedmiotów, które używam wyłącznie na zewnątrz (klucze, karta do samochodu), a w drugiej trzymam małe opakowanie żelu do odkażania rąk. Kupiony żel przelewasz do małej butelki z dozownikiem, jakie używamy do podróży lotniczych (100 ml max) lub podobnego typu tubek i masz „zestaw spacerowo-zakupowy”.
Jeśli wychodzisz na zewnątrz, będziesz wyłącznie na świeżym powietrzu i jesteś pewien, że nie będziesz bliżej niż kilka metrów od innych ludzi, to maska nie jest Ci potrzebna, bo ani Ty, ani nikt inny nie może rozpylać „preparatu” tak, aby był niebezpieczny dla drugiej osoby. W innym przypadku lepiej zaopatrz się w maskę, którą należy używać! Nie musi to być ochrona klasy N95, przez którą zresztą ciężko się oddycha, ale cokolwiek pomiędzy Twoimi ustami i nosem, a resztą świata, zwłaszcza, jeśli będzie to dobrze przylegać do twarzy. Maska nie zablokuje wszelkich wirusów, ale nie przepuszczając większych kropelek wydzieliny je zawierających, drastycznie zmniejsza liczbę tych, które w najgorszym przypadku dostaną się do Twoich dróg oddechowych. A jak wspomniałem na początku, nie jest to wszystko jedno, bo z mniejszym atakiem bez problemu poradzi sobie zdrowy układ odpornościowy.
Cokolwiek robisz, zrób wszystko aby nie stać się pacjentem z innym problemem, zwłaszcza wymagającym intensywnej opieki. Przy wszelkich działaniach rozważ najpierw ryzyko zranienia się, złamania, oparzenia itp. tak, jakbyś był w dzikiej dżungli oddalony o 1000 km od najbliższej cywilizacji. Bądź szczególnie ostrożny i przewidujący, a ryzykowne zachowania zostaw na później
To są podstawowe działania mojej pierwszej linii obrony, nastawionej na to, aby się nie zarazić. W drugiej części opiszę moją drugą linię, którą buduję na wypadek, gdyby pierwsza zawiodła: metody wzmocnienia i utrzymania w dobrej formie układu odpornościowego.
Na razie tyle, jeśli macie jakiekolwiek pytania, to zapraszam do komentarzy, a jeśli uznacie ten tekst za przydatny, to szerujcie proszę dalej. To może uratować komuś życie, zwłaszcza jeśli ten ktoś jest, podobnie do mnie, w grupie podwyższonego ryzyka.
Ku mojemu zdziwieniu, po poprzednim poście nikt nie chciał wypisać się z tej grupy, brawo :-)
No to pozwolę sobie w następnych dołożyć jeszcze trochę do pieca, może być gorąco! Moją intencją nie jest jednak wprawienie kogokolwiek w zły humor, lecz otwarcie oczu chętnym, zanim o wiele brutalniej zrobi to rzeczywistość gospodarcza! Najlepszy moment dla wielu koniecznych zmian samego siebie i podejścia do biznesu i życia był dość dawno temu, ale drugi najlepszy jest teraz! Miejcie to przed oczami, bo nie będę nikogo oszczędzał.
To co piszę tworzy pewien ciąg, dlatego warto zacząć od początku, czyli tamtego tekstu.
Przejdźmy dziś do tworzenia i wykorzystywania szans. W epoce względnego dobrobytu, która właśnie niedawno się skończyła, dla większości ludzi i przedsięwzięć nie było to takie krytyczne. W wielu wyborach, bazując na założeniu że będzie ciągle lepiej, kierowaliśmy się wygodą, lenistwem albo co gorsza stając się przykładem pewnej ociężałości umysłowej i fizycznej. Dotyczyło to tego, na co zużywaliśmy czas i inne zasoby, a co gorsza i tego, czego nie robiliśmy, choć zdecydowanie powinniśmy.
Żeby nie było, że pisze to ten mądry, co jest bez skazy, to sam z lenistwa zaniedbałem na przykład intensywniejsze dbanie o formę fizyczną. Z lenistwa zaniedbałem też dokończenie kolejnej książki, które ciągnie się już bardzo długo, czy start Kliniki Negocjacji, która mogła być gotowa w październiku 2019 a nie w marcu 2020 :-( Całe szczęście, że przynajmniej rozwiązywanie trudnych kazusów moich klientów utrzymało mi elastyczność i czujność myśliwego w dżungli, a sytuacja finansowa pozwala na myślenie co mogę zrobić dla innych, zamiast zmartwień za co zapłacę zobowiązania.
Jak już jesteśmy przy tym pytaniu „co mogę zrobić dla innych?” to zauważmy, że większość ludzi tak naprawdę jest na co dzień egoistami, a o innych, poza ewentualnie bliską rodziną myśli najwyżej przy okazji różnych akcji dobroczynnych itp.
Jak wykazały badania małych dzieci, większość z nas ma wrodzony program pomocy innym w typowych zachowaniach, tylko potem pozwalamy, aby on w dużej mierze zaniknął. A to wielka szkoda, bo patrząc z perspektywy wielu lat i bardzo różnych sytuacji życiowch, takie automatyczne myślenie o innych jest współodpowiedzialne za moją wieloletnią bardzo wysoką jakość życia. Napisałem współodpowiedzialne, bo jest też kilka innych czynników, o których wspomniałem w tym cyklu, względnie napiszę o nich później.
Teraz polecam abyś zrobiła/zrobił sobie przerwę na zapoznanie się z filmem (trwa tylko 9min), który nagrałem 4 lata i X kilogramów temu, bo to dobra podstawa do zrozumienia dalszej rozmowy :-)
To teraz dam Wam praktyczny i dość szczegółowy przykład z ostatnich dni.
„Top Gun” to jest moja bezpłatna inicjatywa, którą raz na jakiś czas podejmuję dla młodych, obiecujących ludzi. Mała, dobrana grupa osób dostaje serię bardzo intensywnych warsztatów komunikacyjno-negocjacyjnych na poziomie, jaki zazwyczaj zarezerwowany jest dla Zarządów dużych firm. Nabyte umiejętności często katapultują uczestników do zupełnie innej ligi biznesowej i ludzkiej. Jeśli porównamy to co tam robimy z większością komercyjnych szkoleń, to obóz treningowy jednostki specjalnej w porównaniu do obozu harcerskiego. Ten drugi jest oczywiście przyjemniejszy i śpiewa się przy ognisku, jak ostro jest u mnie, to możecie posłuchać np. w filmie https://www.facebook.com/alex.barszczewski/videos/2297136640389213/
Do tego programu, który startuje tylko od czasu do czasu bardzo trudno się dostać, praktycznie „by invitation only”, choć wiele wiedzącym o jego potencjale osób dopytuje regularnie jak się zakwalifikować.
I teraz ciekawostka: Po długiej przerwie postanowiłem znowu zrobić Top Gun :-) W trochę innej formule, bo z konieczności na video, ale wiem jak mimo tego osiągnąć co najmniej 80% tej wysokiej skuteczności, a poza tym pandemia kiedyś się skończy i zrobimy potem też sesje „na żywo”.
Ja bardzo rzadko proszę o cos dla mnie, ale tym razem napisałem:
„jeśli tekst Wam się spodobał, to do szerowania z jak największa liczbą zainteresowanych. Pomóżcie mi pomóc innym!”
Nie miałem w tym żadnego osobistego interesu, po prostu chciałem aby więcej osób mogłoby skorzystać z przemyśleń. Jeżeli ktoś zgadza się z tekstem, to spełnienie mojej prośby nie kosztowałoby nic, prawda?
Postanowiłem więc wszystkim osobom, które go do poniedziałku 17:00 udostępnią zaproponować udział w najbliższym Top Gun :-) Jak zwykle udział jest bezpłatny i jeśli się zgodzą, to zrobię wszystko, aby dostały taką dawkę krytycznych umiejętności by bardzo dobrze poradzić sobie mimo trudnych czasów jakie nas czekają.
Teraz parę brutalnych stwierdzeń, po to aby pokazać jak to działa w prawdziwym życiu i jak niewielka jest różnica pomiędzy załapaniem się na różne sposobności, a pozostaniem na zewnątrz:
Ktoś pominął ten wpis, bo co tam pisze taki Alex, który robi to za darmo i nie jest celebrytą :-) Jego prawo, ale jest na zewnątrz :-)
Ktoś nie doczytał, albo nie wziął mojej prośby na serio. Jego prawo, ale jest na zewnątrz.
Ktoś przeczytał, ale nie zgadza się z moimi przemyśleniami. Jego prawo, w takim przypadku i tak nie pasowałby do projektu.
Ktoś przeczytał, zgodził się, ale zlekceważył moją prośbę. Jego prawo, ale jest na zewnątrz.
Ktoś przeczytał, zgodził się i poszerował, ale po mojej arbitralnie ustawionej deadline. Przykro mi, pech, nadchodzące czasy będą wymagały tego, aby wiedzieć, gdzie trzeba trzymać rękę na pulsie.
No teraz pewnie wielu z Was myśli, „jaki arogancki dupek z tego Alexa” :-)
A ja tylko na małym przykładzie pokazuję, co się dzieje w naszym życiu znacznie częściej niż sobie to uświadamiamy. W życiu, które z moją osobą nie ma nic wspólnego.
Inny mały przykład, trochę inny, ale rezultat jest podobny:
Razem z Karoliną organizujemy bezpłatny cykl „Rozmowy w Klinice” gdzie chcemy bezpłatnie i bardzo konkretnie pomagać konkretnym przedsiębiorcom w rozwiązywaniu ich konkretnych problemów negocjacyjnych i prawnych. Najpierw trzeba się oczywiście poznać, do tego służą spotkania typu „Stolik Kawiarniany”. Większość dotychczasowych uczestników tych spotkań stara się zapisać na kolejne, widząc w tym nie tylko wartość dodaną, ale też otrzymując poza nimi też bardzo konkretną pomoc. Zależy mi dotarciu z nią do jak największej liczby małych przedsiębiorców w potrzebie, więc wysłałem ładnych kilka dni temu informację do ponad 100, którzy sami zapisali się na specjalną listę mailingową. I wiecie co? Odzew był tak mały, że dziś spotykamy się w grupie dotychczasowych bywalców, a jutrzejsze stoi pod znakiem zapytania. Pytając, co może być przyczyną dostałem następujące odpowiedzi (pamiętajcie, że mówimy o przedsiębiorcach!):
Bezpłatne działania postrzegane jako mało wartościowe :-)
Ludzie się boją lub krępują (przedsiębiorcy w dzisiejszych czasach???)
Trzeba się zgłosić pisząc do mnie maila, a to za dużo zachodu, pewnie z uwzględnieniem punktu 1
Ludzie mają tyle źródeł informacji, że nie wiedzą co wybrać
Jakby nie było, to jest rezygnacja z możliwości wsparcia nie tylko z naszej strony, ale też kilku innych prawdziwych ekspertów, których mamy w odwodzie. Oni też nie musza zarabiać i chętnie pomogą, tylko nie chce ich pakować w interakcje z ludźmi, którzy sami nie wiedzą co chcą. My wszyscy mamy inne możliwości spędzania naszego czasu.
Uff, wystarczy na dziś :-)
Chcecie więcej takiego lekarstwa, czy mam to przenieść na zamkniętą grupę twardzieli?
Pozdrawiam serdecznie
Alex
PS: Wszystkiego, o czym pisze w tym cyklu sam musiałem się też nauczyć, przeważnie dostając solidnie w d….
Tego chce Wam oszczędzić, dlatego tak piszę, w końcu w nazwie grupy jest „Bez ściemy…”
Ten tekst rozpoczyna serię postów, które zgodnie z Waszym życzeniem napiszę „bez znieczulenia” i bez zważania na to, ile osób przestanie mnie lubić.
W moich przewidywaniach będziemy mieli wkrótce gospodarczo takie problemy, że rzeczywistość prawie każdego dnia będzie brutalnie mówiła „sprawdzam”, w porównaniu do tego wszelkie nieprzyjemne odczucia przy czytaniu tego cyklu, to będzie przysłowiowe „małe piwo”. Bardzo chciałbym się mylić, naprawdę, niemniej wiele lat życia i doświadczenia w różnych systemach, krajach oraz przez różne kryzysy (36 lat w biznesie, zaczynając od zera, trochę się nazbierało) włącza mi wszystkie lampki ostrzegawcze! Stąd zapraszam odważnych bądź zdesperowanych do przestudiowania całego cyklu i jeśli stworzymy sposobności do dyskusji, to skorzystania z nich.
Nie marnuj też czasu i zasobów np. na wiele przyjemnych kursów uczących Cię dość bezużytecznych sposobów podziału ludzi na różne, arbitralnie zdefiniowane typy, czy wiele innych, tak licznych rozważań teoretyków, nawet jeśli są bardzo znani.
Ciągle jesteś?
To zacznijmy od konkretów, z którymi koniecznie musisz coś zrobić, bo inaczej będzie bardzo kiepsko.
Ogarnij się! Otwórz oczy i zacznij używać tego fantastycznego organu, który masz pomiędzy uszami! Zacznij wreszcie postrzegać, zamiast jazdy na autopilocie. Brutalna ekonomicznie dżungla to środowisko, w którym najprawdopodobniej będziemy musieli działać.
Naucz się czytać ze zrozumieniem! I w ważnych sprawach traktować serio to, co przeczytałeś! W nawet tak banalnej sprawie, jak zapisanie się na moją grupę dyskusyjną ponad 1/3 kandydatów poległa na niemożności odpowiedzi na 3 prościutkie pytania. Do tego z tych prawie 300 osób tylko jedna napisała do mnie, że przeoczyła te pytania i czy może napisać gdzieś indziej, co pozwoliło niezwłocznie załatwić sprawę. Że nie warto, co tam zapisywać się do grupy jakiegoś Alexa? Powiedzcie to tym, którzy dzięki kontaktom w tej grupie uzyskali bardzo konkretne wsparcie albo ode mnie, albo od innych mądrych ludzi tu obecnych. Albo tym, którzy ostatnio „załapali się” na specjalny „Top Gun” online, który będzie na pewno mniej intensywny jak ten, o którym wspomina Ludwik C. Siadlak, ale zrobię wszystko, aby był tak samo skuteczny. Też rezultat uważnego czytania i traktowania serio tego, co piszę.
Naucz się zadawać dobre pytania! Pierwszy krok, to przestań wreszcie oglądać jakąkolwiek polską telewizje! Poza stronniczością i często nierzetelnością informacji, ładujesz się tam bardzo niekorzystnymi wzorcami rozmowy, zwłaszcza zadawania pytań! Znajdź sobie partnera/partnerkę do ćwiczeń, kupcie na spółkę Sukces w relacjach międzyludzkich i przeróbcie solidnie ćwiczenia z pierwszej części, szczególnie te, dotyczące pytań. Piszę to nie po to, aby zarobić parę złotych, tylko dlatego, że tam są ćwiczenia specjalnie ułożone tak, aby można się było tego nauczyć nawet samemu! Wydanie papierowe jest lepsze do nauki, ale jak się dwie osoby złożą na ebook po 12,50 to będzie to niezauważalny wydatek. Znam młodych ludzi, którzy już tak ćwiczą i to widać po rezultatach.
Naucz się właściwie budować argumentację i wyjaśnienia, do tego stosować właściwą strukturę. To wszystko oczywiście w praktyce, a nie w teorii. U większości ludzi poziom tej umiejętności jest bardzo kiepski i łatwo się w ten sposób pozytywnie wyróżnić. A w warunkach bardzo dużej konkurencji umiejętność wykazania potencjalnemu pracodawcy/klientowi, że to Wy jesteście właściwym partnerem będzie bardzo ważna.
Tych punktów jest znacznie więcej, ale nie chcemy teraz pisać książki więc zajmijmy się najpierw powyższymi :-) Do następnych przejdziemy później… jeśli będą chętni :-)
Zapraszam do dyskusji i pytań, nawet jak się ze mną nie zgadzacie, a jeśli ktoś uważa to za wartościowe, to szerowania dalej.
Nie lubię zaczynać od negatywnych rzeczy, ale wygląda na to, że ryzyko bardzo poważnego i powszechnego załamania gospodarczego jest bardzo duże i nie wiadomo, jak długo ono potrwa. Dotknie ono zapewne nas wszystkich, niemniej dziś skoncentruję się na tych z nas, którzy prowadzą działalność gospodarczą.
Mam nadzieję, że większość z Was zbudowała sobie „poduszkę” finansową, o czym pisałem na moim blogu już od kilkunastu lat. To pozwoli nam przeżyć wielomiesięczną lukę w przychodach, nie powinno jednak powodować tego, że odprężeni siądziemy sobie w fotelu grając w gry, czy oglądając Netflixa (bo mam nadzieję, że już żadne z Was nie ogląda polskiej telewizji). Pandemia w końcu minie, ale najprawdopodobniej obudzimy się w innej rzeczywistości gospodarczej. Jeśli naszą sytuację sprzed kilku miesięcy porównamy do stada krów, które pasły się na soczystej łące, to teraz mamy powódź, która tę łąkę zalała uśmiercając przy tym część stada. Jak się ona skończy, to okaże się, że prawie cała trawa zgniła, a o pozostałe resztki rozegra się walka jak z dobrego filmu katastroficznego.
Do tego nie będzie to walka dotychczasowych graczy, lecz np. do freelancerów dołączą tłumy zwolnionych z pracy byłych pracowników najemnych. Ok, ubędzie w międzyczasie sporo przedsiębiorców, którzy nie zadbali o rezerwy finansowe, ale mimo tego liczba często zdesperowanych chętnych, rzucających się na nieliczne możliwości zarobku wzrośnie. Nie muszę chyba tłumaczyć, co to oznacza.
Mimo tego dość czarnego scenariusza, o ile nie dojdzie do całkowitego załamania gospodarki, czy hiperinflacji, to możemy zrobić parę rzeczy, które znacząco zwiększą naszą „przeżywalność” w nowych warunkach. Szczególnie dotyczy to tych małych i zwinnych wśród nas.
Te rzeczy to:
Drastyczne ograniczenie kosztów stałych. Te można w wielu wypadkach zminimalizować znacznie bardziej, niż się to większości ludzi wydaje. Ja mam tu spore doświadczenie, bo zrobiłem to już wiele lat temu, ale to jest temat na osobną dyskusję.
Radykalne zwiększenie naszej zdolności szybkiego i ekonomicznego robienia znaczącej różnicy u klientów/zleceniodawców. Pamiętacie mój post o certyfikatach i bezwartościowych kursach i konferencjach. Wolałbym nie mieć wtedy racji, ale zobaczcie co się będzie działo. Tu też możemy otworzyć osobną dyskusję, jak się za to zabrać, choć w wielu wypadkach dobrym początkiem może być przestudiowanie moich postów i filmików na YT. Nie możemy też zlekceważyć ewentualnej konieczności zmiany dotychczasowego profilu działania!
Radykalne zwiększenie naszej umiejętności pozyskiwania zaufania klientów i negocjowania z nimi. Tutaj, wybaczcie szczerość, większość ludzi jest bardzo kiepska, a to oznacza, że ma ogromny niewykorzystany potencjał. Trzeba go tylko uruchomić i się tego nauczyć. Aby to zrobić szybko, musimy działać szybko i taka nauka może być piekielnie niekomfortowa psychicznie, jeśli ma być skuteczna.
Radykalnie zwiększenie naszego zasięgu, w sensie tego, aby: (A) jak najwięcej ludzi wiedziało o naszym istnieniu i (B) o tym, że jesteśmy bardzo dobrzy w tym co robimy. Dziś prowadziłem workshop dla adwokatów KGB adwokaci Kancelaria Gorczyca – Barszczewska i rozmawialiśmy o tym, o ile więcej będzie np. konieczności renegocjowania umów w biznesie, czy rozwodów po przymusowej kwarantannie. I jak to zrobić, aby ludzie nie będący dotychczasowymi klientami dowiedzieli się o nich i im przekazali prowadzenie tych spraw. Mówiliśmy o konkretnych krokach i działaniach. Spoiler: Ci klienci nie będą szukali na Fejsbuku
Mam tę komfortową sytuację, że bardzo długo nie muszę zarabiać, więc mogę sporą część czasu poświęcić innemu ulubionemu zajęciu – czynieniu dobra innym dobrym ludziom. Stąd też na przykład inicjatywa „Rozmowy w Klinice”, gdzie zamierzamy faktycznie całkowicie za darmo wspierać małych przedsiębiorców. Szczególnie mam na myśli powyższe zakresy 3 i 4, choć mam też deklarację kilku bardzo dobrych i doświadczonych ludzi, że chętnie pomogą bezpłatnie też i w innych dziedzinach. Że to jest możliwe w obecnych warunkach wiem na pewno od dzisiaj, właśnie po tym próbnym warsztacie z adwokatami.
Teraz potrzebna jest Wasza inicjatywa, bo jak zwykle nie będę nikogo namawiał ani przekonywał.
Tam też jest adres listy mailingowej, na którą trzeba się zapisać, aby być na bieżąco informowanym o tym, jakie aktywności i workshopy (wszystko bezpłatne) są aktualnie planowane. Jak się ktoś zapisze, to polecam zadbanie o to, aby te mailingi nie lądowały w spamie, bo to oznacza niepotrzebne marnowanie istotnych szans (poprzedni mailing został przeczytany przez 67% adresatów).
Tyle z mojej strony, zapraszam do dyskusji w komentarzach i jeśli tekst Wam się spodobał, to do szerowania z jak największa liczbą zainteresowanych. Pomóżcie mi pomóc innym!
Zapraszamy do naszych „Rozmów w Klinice” na wideo.
W ramach „Rozmów w Klinice” stwarzamy możliwość, aby w grupie ok 10 przedsiębiorców bezpłatnie spotykać się na 2h na wideo i wspólnie albo omawiać różne kwestie interesujące uczestników, albo też zajmować się konkretniej ich wyzwaniami negocjacyjnymi, czy prawnymi. Na początek będziemy organizować rozmowy następujących typów, zapraszając możliwie zróżnicowanych uczestników:
„Stolik kawiarniany” – grupa przedsiębiorców wymienia się uwagami i doświadczeniami na bardzo różne tematy, w zależności od aktualnych zainteresowań uczestników
„Zapytaj Alexa” – grupa o zbliżonych pytaniach rozmawia głównie ze mną chcąc poznać moje zdanie na tematy ich interesujące
„Zapytaj Adwokata” – grupa o zbliżonych pytaniach rozmawia głównie z Karoliną (http://kgb-adwokaci.pl/) chcąc poznać jej zdanie i pomysły na interesujące ich tematy prawne
„Jak pomóc klientom i potraktować aktualną sytuację jako szansę”
Jeśli pojawią się inne tematy, to z przyjemnością też je zorganizujemy
Jesteśmy pewni, że to dla Uczestników będzie nie tylko źródło ciekawych pomysłów i inspiracji, ale też sposobność poznania interesujących przedsiębiorców z „innej bajki”, bo generalnie staram się różnicować grupy. Tak było na dotychczasowych spotkaniach i będziemy to kontynuować. Teraz proszę przygotuj sobie i zapisz blok tekstowy, w którym napisz Twoje imię i nazwisko, czym się Twoja firma zajmuje i o ile chcesz wziąć udział w „Stoliku kawiarnianym”, jakie tematy Cię interesują. Zalecam gotowy blok tekstowy, bo na chwilę obecną, z powodów organizacyjnych, na każde spotkanie musisz zgłosić się osobno. W wypadku Stolika, jeśli chcesz wziąć udział to wysyłasz mi wiadomość na adres kontakt+rozmowa@alexba.eu z tematem „Spotkanie”+ data, np. „Spotkanie 24.03”. Jak wspomniałem, napisz też interesujące Cię tematy. Najpóźniej 2h przed spotkaniem dostaniesz albo zaproszenie z linkiem, albo info, że zabrakło miejsca, co niestety się zdarza. Grupa ok 10 osób okazała się optymalna do faktycznego porozmawiania i nie chcę jej przekraczać. Jeśli chcesz wziąć udział w „Zapytaj Alexa”, albo „Zapytaj Adwokata”, to na ten sam adres wyślij maila z tytułem „Zapytaj Alexa”, albo „Zapytaj Adwokata” i napisz konkretnie jakie zagadnienie/pytanie chciałbyś omówić. Pamiętaj, że będziemy je omawiać w grupie. Kiedy zbierzemy grupy z mniej więcej pasującymi tematami, to zostaniesz odpowiednio wcześniej zaproszony. Takie zgłoszenie oczywiście nie wyklucza możliwości zgłoszenia się do Stolika. Wszystkie te działania są naturalnie bezpłatne, a przesłane mi informacje będę traktował tak samo poufnie, jak komunikację z moimi klientami. Jeśli znasz kogoś (przedsiębiorcę, a więc również osobę prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą) to możesz mu polecić zapisanie się na ten newsletter http://bit.do/Rozmowa może tez skorzystać. Najbliższe sesje (na razie „Stolik kawiarniany”):
24.03 18-20
25.03 18-20
26.03 19-21
Potem zobaczymy, czym się będziecie interesować i uwzględnimy to w tematach wiodących danej rozmowy. Pozdrawiam serdecznie Alex
PS: Niektórzy zgłaszali, że jestem zbyt restrykcyjny, kiedy przy spotkaniu zaczynającym się o 18:00 zamykam drzwi o 18:01 i nie wpuszczam spóźnialskich. Kochani, jeśli chcemy efektywnie w tak dużej grupie spożytkować ten czas, to musimy rundę przedstawieniową zacząć tylko raz! Tym bardziej, że jestem w pokoju co najmniej 15 minut wcześniej, aby każdy mógł sprawdzić i ew. dostosować swoją kamerę i mikrofon.
PPS: Ci, którzy się zapisali na newsletter, sprawdźcie proszę, gdzie wylądował mój mail. Szkoda, abyście tracili sposobności tylko z powodu nadaktywnego filtra spamu :-)
Nasza sytuacja jest trochę nietypowa i to z dwóch powodów:
krakowska lokalizacja, w której teraz jesteśmy jest najmniejsza z naszych wszystkich i ma najmniejszą lodówkę. To jest duży minus przy robieniu zapasów
z drugiej strony oboje jesteśmy metabolicznie elastyczni i bezproblemowo funkcjonujemy na 1-2 posiłkach dziennie. Szczególnie ja, mając spore własne rezerwy (które w wypadku infekcji wirusem nie są korzystne, więc się ich pozbywam). To jest plus kompensujący małą lodówkę z jeszcze mniejsza zamrażarką
Zapasy między innymi to:
Spory zapas sardynek w oleju, które bardzo lubię. Sardynki są generalnie mało obciążone metalami ciężkimi i jako źródło białka bardzo zdrowe. Wadą tych puszek jest stosowany w nich olej słonecznikowy (za dużo prozapalnego omega-6), ale wystarczy go wylać przed spożyciem i zastąpić dobrym olejem z oliwek (patrz poniżej) :-)
Kanister z 5l bardzo dobrej kreteńskiej oliwy Extra Virgin kupowanej korzystnie w Amazonie :-) Starczy na bardzo długo, nawet przy naszym dość intensywnym użyciu
Solidnej wielkości polędwica wołowa pokrojona na steki i zamrożona w pojedynczych woreczkach
Solidnej wielkości antrykot wołowy pokrojony na pojedyncze rib eye zamrożone jak wyżej
Spora porcja ekologicznego boczku pokrojona na porcje (np. do jajecznicy) i zamrożona jak wyżej
Pewna liczba porcji dzikiego łososia alaskańskiego z datą ważności 9.04
Pomidory w puszce w sporej ilości (magazynowane w bagażniku samochodu na parkingu obok :-)
2 jednokilogramowe kawałki twardego sera żółtego z datą ważności do września
Spora porcja francuskiego Emental z Flomaro
Dwie duże paczki tortilli
Ok. 10 puszek tuńczyka do powyższych
Ok. 20 świeżych ekologicznych jajek – warto uzupełniać
1 kg masła irlandzkiego Kerrygold
Ryż i inne trwałe składniki do robienia sushi
Jakiś makaron jako rezerwa awaryjna
8 zgrzewek naszej ulubionej wody mineralnej ( częściowo w samochodzie :-) )
Pewne ilości trwalszych owoców jak borówki, kiwi, pomidory cherry, ananasy
Pewne ilości batatów, cebuli itp.
Zapasik dobrego wina
Zapas kapsułek do Nespresso :-)
Zapas zielonej herbaty
Spory worek mrożonych warzyw
Plus uzupełniane na bieżąco łatwiej psujące się produkty jak szynka, niektóre sery i bagietki z Flomaro, sałata lodowa, która nieźle trzyma się w lodówce i po wywaleniu zewnętrznych liści jest dość bezpieczna, jogurt, pakowane kabanosy itp.
Z takim zapasem nie musimy w ogóle chodzić po sklepach, raz na kilka dni wpadamy do Flomaro, gdzie jak wspomniałem w poprzednim poście bardzo bezpiecznie sprzedają świetne produkty, ale to bardziej w ramach wspierania dzielnych Kolegów, niż z konieczności. To jest ważne, bo bardzo zależy nam na uniknięciu konieczności chodzenia po normalnych sklepach.
Jeśli ktoś pominął mój komentarz, dotyczący suplementów, to regularnie bierzemy:
D3+K2 MK7
Naturalną C (aronia+hibiscus)
Cynk
Selen
Magnez w postaci cytrynianu magnezu
Omega-3 (bardzo dobry tran z wątroby dorsza)
Jeżeli zajrzeliście do teych badań na Pubmed, to te, które między innymi dobrze działają na odporność organizmu.
Mam nadzieję, że to wyliczenie się komuś przyda :-) Odzwierciedla mniej więcej stan naszych zapasów na wypadek kwarantanny i oczywiście nie każdemu musi pasować.
W wykorzystaniu tego wszystkiego bardzo pomocny jest dobry grill kontaktowy.
Mam nadzieję, że jesteście w dobrym zdrowiu. Doczytajcie do końca, bo nieco chaotycznie zamieszczam kilka istotnych spraw.
Dziś znów zaliczyliśmy 5 km marszu po Plantach, nie było tak całkiem pusto jak wczoraj, ale nielicznych ludzi/pary mijaliśmy w odległości co najmniej 5-10 m. Ruch na świeżym powietrzu jest ważny dla naszego układu odpornościowego i zamierzamy go kontynuować, dopóki nie będzie to stanowiło zagrożenia dla nas i dla innych, chyba, że wprowadzą totalną kwarantannę.
Na ten ostatni przypadek jesteście przygotowani? Na jak długo?
My jesteśmy gotowi na ok 1,5 miesiąca w zamknięciu, zwłaszcza, jeśli nie wyłączą nam prądu w małej lodówce, która tutaj mamy. Tak w ogóle, to spędzamy ten czas w najmniejszej z naszych lokalizacji, ale tak wyszło ze względu na kilka czynników rodzinnych. Przydaje się moje doświadczenie 2 lat życia na małym jachcie żaglowym, zarówno w kwestii zaprowiantowania, jak i praktycznej organizacji.
Sytuacja jest dynamiczna, może w rzeczywistości wyglądać znacznie gorzej niż to przedstawia aktualna propaganda i pogorszyć się jeszcze gwałtowniej. Dlatego, jeśli nie macie takiej rezerwy, to warto rozważyć „wyprawę” i zaopatrzyć się w miejscu i czasie, kiedy jest to w miarę bezpiecznie, też samemu na siebie uważając. Weźcie jako przykład moją wyprawę do Makro, którą opisywałem niedawno na prywatnym wallu.
Uważajcie przy zakupach produktów niezapakowanych, bo nie wiadomo, kto je wcześniej dotykał. Tutaj przydaje się zasada żeglarska z dalekich podrózy „peel it, cook it or throw it away”. Jeśli chodzi o produkty zapakowane, to New England Journal of Medicine opublikował badania, jak długo wirus który nam zagraża może pozostać aktywny na różnych powierzchniach, dołączam do zdjęć. Wynika z tego, że na kartonie może to być ok 24 h na stali nierdzewnej ponad 2 dni, a na plastiku ponad 3. Warto to uwzględnić i tam, gdzie możliwe, wprowadzić odpowiednią „kwarantannę” np. przesyłek pocztowych/kurierskich (od momentu dostarczenia!). Tam, gdzie nie jest to możliwe, np. paczkowane mięso, wędliny itp. to lepiej całe zewnętrzne opakowanie zdezynfekować 60-75% roztworem alkoholu. Trochę tu trudno kupić takie środki dezynfekujące, więc jutro zrobię płyn (tylko do dezynfekowania powierzchni!!!) na bazie denaturatu :) Podzielę się doświadczeniami.
Jeśli kupujecie coś, co musi być dotknięte, pokrojone i zapakowane, to bądźcie bardzo ostrożni. Ludzie często tymi samymi rękawiczkami pobierają od jednych gotówkę, potem dotykają towaru dla następnego klienta. Dlatego w takie produkty zaopatruję się wyłącznie w Flomaro, wszystko jest tam robione na odległość, do każdego klienta ubierane są nowe rękawiczki ochronne, wydaje się towar, rękawiczki lądują w koszu. Sprzęt jest regularnie odkażany.
Chodzimy tam co kilka dni, bo trzeba wspierać dzielnych młodych ludzi, którzy nie tylko nie poddali się, ale jeszcze robią to bardzo rozsądnie i bezpiecznie.
Akcja dostarczania Posiłków dla Medyka, którą prowadzi Poco Loco, też się rozkręca. Dziś dostarczyli już do 3 szpitali. Pomyślcie o tym, aby może też tak jak my, wspierać 1-2 lokalne, sympatyczne biznesy. Gospodarczo będzie bardzo dużo perturbacji i problemów, zwłaszcza z takim rządem, jaki mamy, nie wszystkiemu możemy zaradzić, nie wszystkim możemy pomóc. Ale może, wzorem tego chłopca, który w znanej historii Bruno Ferrero wrzucał rozgwiazdy z powrotem do morza, zrobimy różnice dla tych kilku.
Jeszcze jedna rada dla tych, którzy mają rodziców i krewnych w moim wieku, a może Was samych:
Zadbajcie o jak najlepszy stan ich układu odpornościowego. W ramach tego postarajcie się zminimalizować stres spowodowany np. oglądaniem programów telewizyjnych, czy innych mediów komercyjnych, które często konkurują o Wasza uwagę coraz bardziej katastroficznymi wiadomościami i zniekształconym przedstawianiem rzeczywistości. Stres bardzo osłabia układ immunologiczny, a tego zdecydowanie teraz nie potrzebujemy
Dla układu odpornościowego zadbajcie zarówno o odpowiednia ilość snu (dla większości ludzi 7-8h) jak też jego jakość. Jeśli podobnie jak ja, czytacie na ekranie wieczorem, to zainstalujcie sobie f.lux, czy inny filtr światła niebieskiego. Niefiltrowane światło monitora/telewizora oglądanego przed snem opóźnia wydzielanie potrzebnej melatoniny o ok. 2 h, psując bardzo jakość snu. Wieczorem lepiej też przyciemnić światłą w mieszkaniu, najlepiej przełączając się na ich cieplejszy kolor, jeśli macie taką możliwość.
Jest wiele kontrowersji o suplementacji. Oczywiście, zażycie kilku tabletek na pewno nie uchroni Was przed zarażeniem się corona virusem. Z drugiej strony, o ile najlepszy moment zadbania o regularną suplementację był dawno temu, to drugi najlepszy moment jest teraz. Wirus pozostanie z nami dłużej i mimo wszystkich środków ostrożności nie możemy wykluczyć, że i my się zarazimy. A wtedy od stanu naszego układu odpornościowego będzie zależeć, po której stronie statystyki wylądujemy. To jest typowa gra prawdopodobieństwami i biorąc pod uwagę, że i tu występuje tzw. efekt motyla, to ja wolę rozegrać wszystkie możliwe szanse na moją korzyść. I to mimo braku gwarancji jakiegokolwiek rodzaju. W sprawie suplementacja a układ odpornościowy poguglujcie sobie np. w Pubmed „A Review of Micronutrients and the Immune System-Working in Harmony to Reduce the Risk of Infection.” A jak Wam się nie chce, to przynajmniej zacytuję jedno zdanie z tych badań: „Micronutrients with the strongest evidence for immune support are vitamins C and D and zinc”
W miarę możliwości starajcie się też zdrowo odżywiać, minimalizując cukier i produkty działające prozapalnie. To jest osobny temat, wart poruszenia
Zrobił się długi I dość chaotyczny post. Mam nadzieję, że mimo tego komuś się przyda. Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zapraszam do komentarzy. Nie znam się na wszystkim, ale w miarę możliwości i wiedzy odpowiem.
Pozostańcie zdrowi!
PS: Wszystko co napisałem jest moją osobistą opinią lub wiedzą i używajcie własnego rozsądku interpretując to.
Co robić w bardzo niepewnej sytuacji, kiedy mamy niedobór informacji a wiele czynników jest niezależnych od nas?
Będąc (ze względu na wiek) w grupie podwyższonego ryzyka, nie bardzo mam ochotę zakończyć przedwcześnie moje działania tutaj bardzo nieprzyjemną śmiercią z powodu masywnej niewydolności oddechowej :(
Stąd też moje działania zmierzające do:
Minimalizacji ryzyka zarażenia się
Maksymalizacji skuteczności mojego układu odpornościowego
Jeśli chodzi o punkt pierwszy to działam przez:
Sprowadzenie fizycznych kontaktów z innymi ludźmi do absolutnego minimum, wyłączając oczywiście moją Karolinę, która ze swojej strony też przyjęła taką strategię :)
Dbałość o higienę ze szczególną uwagą na mycie rąk itp.
Dalej, edukowanie się (z dobrych medycznych źródeł amerykańskich) jak ten wirus właściwie się rozprzestrzenia, co sprzyja jego rozwojowi w organizmie itp.
Stosowanie powyższego przy koniecznych, lub wskazanych działaniach poza naszym krakowskim mieszkaniem. Koniecznym działaniem np. było zaopatrzenie się w rezerwy na spodziewany przeze mnie stan wyjątkowy i ogólną kwarantannę nie wtedy, kiedy tłumy ludzi walczyły (lub będą walczyć) w pustoszejących sklepach, lecz wtedy i tam, gdzie zaopatrzenie jest pełne a ludzi prawie nie ma. Tak było dziś w krakowskim Makro około południa, co widać na zdjęciach. W tym sklepie zasadą było min 1,5 m od najbliższego człowieka, jak widać, poza kasjerką nikogo nie mieliśmy w odległości co najmniej kilku metrów. Warto działać antycyklicznie :)
Punkt drugi to:
Zdrowe odżywianie się. Naprawdę zdrowe, a nie tzw. „zdrowe”, za jakie uważa się np. soki z owoców, zielone smoothie, pełnoziarniste pieczywo, czy tzw. „oleje roślinne”
Dbanie o suplementację D3, C, cynku, selenu i magnezu, oraz omega-3 (potrzebne DHA i EPA. Występujący w niektórych pokarmach roślinnych ALA jest prawie bezwartościowy, bo nasz organizm potrafi tylko max kilka procent przerobić na konieczne DHA i EPA). Tak samo z „suplementacją” tlenkiem magnezu, którego biodostępność jest minimalna.
Wysypianie się i dbałość o jakość tego snu
Regularny ruch na świeżym powietrzu (na słońcu), pod warunkiem, że jest to możliwe w odległości co najmniej 3-5 m od innych ludzi.
Prawie absolutna dieta od polskich mediów komercyjnych
Staranie się o codzienne przyjemności w życiu i delektowanie nimi
Suplementacja kontaktów socjalnych na żywo ożywionymi, dwugodzinnymi spotkaniami na wideo z ciekawymi ludźmi i szczere rozmowy z nimi
Ciekawe i inspirujące zadania do wykonania
Dodajmy do tego wspieranie innych dobrych ludzi, którzy często są w znacznie gorszej sytuacji ode mnie i mamy chyba komplet.
Podkreślam, to jest moje osobiste podejście, nikomu nie zalecam naśladowania, choć sam uważam je za zdroworozsądkowe.
Jak na wojnie, mogę mieć pecha i korona mnie zetnie, ale staram się rozegrać prawdopodobieństwa na moją korzyść, a przy tym dobrze żyć, a nie wegetować. To ma też wpływ na punkt 2.
Najnowsze komentarze