Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Internet, media i marketing, Rozwój osobisty i kariera

Schylać się po każdą zdobycz, czy też nie?

Na bardzo cenionym przeze mnie serwisie VaGla.pl toczy się dyskusja na temat czy i ewentualnie jakie reklamy należy zamieszczać na profesjonalnej witrynie prowadzonej przez autora.  W rozwijającej się dyskusji jest wiele interesujących punktów widzenia, z którymi warto się zapoznać. Pozwoliłem sobie też wrzucić tam moje trzy grosze :-)

Warto zastanowić się nad znacznie szerszym aspektem, a mianowicie jak często w życiu schylamy się po drobne „trofea” i koncentrujemy się na nich. Taka postawa niejednokrotnie utrudnia nam osiągnięcie tych dużych „zdobyczy”, których po cichu pragniemy i na które normalnie zasługiwalibyśmy. To byłby znowu ciekawy, choć dość kontrowersyjny temat :-)

Chcemy podyskutować?

Komentarze (19) →
Alex W. Barszczewski, 2006-08-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Memento mori…..

„pomyśl, że musisz umrzeć” …..

Znaczenie tych słów ponownie dotarło do mnie z całą siłą, kiedy wczoraj dowiedziałem się o nagłej i całkowicie niespodziewanej śmierci jednego z moich bardzo serdecznych Kolegów. Jeszcze w zeszłym tygodniu rozmawiałem z nim przez telefon, umawiając się na spotkanie w Warszawie, a tutaj nagle człowieka nie ma wśród nas. I jeśli spotyka to kogoś względnie młodego, to siłą rzeczy oprócz bólu spowodowanego stratą zaczynamy mieć różne przemyślenia. Uświadamiamy sobie, że statystyka to jedna rzecz, a faktyczna ilość dni, godzin i minut, które każdy z nas ma do dyspozycji, to zupełnie inna i nieznana wielkość.

Mnie na szybko przychodzą do głowy następujące postulaty:

  • zadbaj, aby osoby, które są w istotny sposób od ciebie zależne miały funkcjonujący plan „B” na wypadek, gdyby ciebie zabrakło
  • jeśli nie możesz wypracować takiego planu, to unikaj wchodzenia w sytuacje, kiedy twoje odejście będzie dla innych nie tylko bolesne emocjonalnie, ale też stanie się katastrofą ekonomiczną
  • jeśli posiadasz cokolwiek, to spisz ważny testament (nawet w młodym wieku)
  • żyj bardzo intensywnie i pełną piersią tu i teraz, ciesz się każdym dniem, który możesz spedzić na tej planecie, bo nie wiadomo ile tak naprawdę takich dni masz
  • codzienność wymaga wyważenie pomiędzy dbałością o sprawy materialne a używaniem życia. W wypadkach wątpliwości lepiej mylić się po stronie tego drugiego
  • każdy dzień życia może okazać się bezcennym, więc uważajmy na co zamieniamy ten czas
  • żyjmy naszym własnym życiem, zgodnie z własnymi wyobrażeniami, a nie odgrywajmy ról napisanych nam przez innych

To są oczywiście moje osobiste przemyślenia. A jakie są Wasze?

Komentarze (32) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-26
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Interesujące wystąpienie Tony Robbinsa

Tutaj macie interesujące wystąpienie Tony’ego. Zawartości są Wam zapewne od wielu lat znane (z książek „Unlimited Power” i „Awaken the Giant Within”), interesująca jest dokładna obserwacja jak on to robi :-)

Czytelników proszę o zrozumienie, iż chwilowo mniej piszę od siebie – dość absorbujący projekt i temperatury trochę konkurują z pracą nad tym blogiem. Obiecuję poprawę, jak tylko te ostatnie spadną poniżej 25 C :-)

 via Guy Kawasaki

Komentarze (7) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Ciekawa strona o przemawianiu

Jeśli kogoś z Was, podobnie jak mnie interesuje zagadnienie przemówień publicznych, to polecam tę stronę. Jest tam kilka przemówień polityków amerykańskich i ich krótka analiza. Posłuchajcie np. co i jak mówi Arnold Schwarzenegger (i jak prostym językiem)

via Guy Kawasaki

Komentarze (14) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-21
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Motywacja i zarządzanie

Reakcja na błędy innych

Kilka postów wcześniej mówiłem o reakcji graczy zespołu Portugalii na strzelenie przez jednego z ich obrońców samobójczej bramki w małym finale Mistrzostw. W komentarzach wywiązała się interesująca dyskusja, która zmotywowała mnie do jasnego i otwartego przedstawienia mojego podejścia do tego zagadnienia.  Oto ono:

Jeżli akurat jesteś w trakcie jakiejkolwiek „gry” do której potrzebujesz całego zespołu, to mimo popełnienia przez kogoś błędu przede wszystkim grajcie dalej!!

Nie obwiniaj „winowajcy”, nie rób awantur, nie pozwól, aby on zaczął się obwiniać, czy rozpaczać – grajcie dalej!!

Tak było na tamtym meczu, o którym pisałem. Tak jest też, kiedy np. w trakcie koncertu orkiestry ktoś zagra niewłaściwy dźwięk. Możecie sobie wyobrazić, co byłoby, gdyby dyrygent zareagował zarzutami, albo delikwent próbował zagrać tą nute jeszcze raz???. Podobnie ma się rzecz w wielu innych sytuacjach, kiedy przede wszystkim sprawa musi pójść dalej.

Pamiętam jak kiedyś w dość ruchliwym kanale na Intracoastal Waterway moja ówczesna kobieca załoga wrzuciła do wody linę, która owinąwszy się w śrubę błyskawicznie pozbawiła 3,5 tonową łódkę napędu a co za tym idzie i możliwości sterowania. Po pierwszej myśli  „O shit!!” nie pozwoliłem „sprawczyni” tłumaczyć się i przepraszać, lecz natychmiast pokierowałem do postawienia jakiegokolwiek żagla, co po paru dziwnych manewrach chwilowo uratowało sytuację. W przeciwnym wypadku sprawa mogłaby skończyć się kolizją z kimś większym i szybszym, czego za wszelką cenę należało uniknąć.

Piszę o tym, bo często w życiu jesteśmy w podobnej sytuacji i wielu ludzi reaguje niewłaściwie (kiedyś widziałem jak na prezentacji jeden z prezentujących zrobił drobny błąd, którego pewnie nikt by nie zauważył, gdyby jego partner nie wtrącił się i nie zaczął go poprawiać :-)).

W takich sytuacjach zalecam punkt pierwszy z amerykańskiego podręcznika dla pilotów: „in any emergency in the air, first of all, fly the plane”

Ok, a co robić i jak reagować na błędy podwładnych po „wylądowaniu”?

Osobiście rozróżniam dwa przypadki:

  • błąd został popełniony przy próbie zrobienia czegoś nowego, zastosowania nowej, potencjalnie lepszej metody, gdzie była realna szansa powodzenia i spodziewany rezultat uzasadniał podjęcie ryzyka (w języku rachunku prawdopodobieństwa powiedzielibyśmy o dużej wartości oczekiwanej, bądź tzw. nadziei matematycznej :-)). W takim przypadku skłonny jestem zaksięgować straty jako koszt zdobycia doświadczenia i mówię delikwentowi „wyciągnij wnioski i próbuj dalej”
  • błąd był rezultatem niedbalstwa, niechlujstwa, niekompetencji, bylejakości i tym podobnych czynników. Tutaj wyznaję zasadą „zero tolerancji”, bo inaczej będę wzmacniał u podwładnego niepożądane zachowanie. Oczywiście jest rzeczą konieczną uprzedzenie pracowników o takim podejściu do tego rodzaju błędów, bo niestety nie jest ono w Polsce zbyt rozpowszechnione i w wielu firmach istnieje tolerancja dla bylejakości.  Przykładów z życia codziennego nie muszę Wam chyba przytaczać.

Myślę, że ten prosty post odpowiedział na kwestie, które poruszaliście w korespondencji ze mną. Jeśli któraś z nich pozostała otwarta , to jak zwykle zapraszam do rozmowy w komentarzach.

 

Komentarze (22) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Wasz człowiek w Berlinie

Polacy szturmują Love Parade w Berlinie

Właśnie wróciłem z małego spaceru po trasie, gdzie już niedługo odbędzie się słynna berlińska Love Parade.

Pierwsze nieodparte wrażenie, to fakt, że chyba 1/4 – 1/3 ludzi, którzy tam się zbierają to Polacy. Co chwilę słychać nasz język, ulicami przechodzą grupki z flagą narodową, skandujące „Polska, Polska!!”, w restauracji na Unter den Linden, gdzie wpadłem na wczesny obiad byli sami rodacy :-) To miło, tym bardziej, że najwyraźniej nikomu tutaj takie watahy sąsiadów zza Odry nie przeszkadzają. Jakoś trudno byłoby mi wyobrazić sobie analogiczną sytuację np. w Warszawie.

 Nawiasem mówiąc, Love parade jest miejscem luźnej zabawy najprzeróżniejszych ludzi w wieku od 0 (w wozkach z rodzicami) do co najmniej 60 lat (takich też widziałem).

Poniżej kilka migawek ze spaceru przed imprezą:

Parada zaraz się zaczyna, więc na razie kończę i wracam na miejsce akcji, reszta relacji później :-)

Dla niecierpliwych, oficjalna strona Parady z Live stream (jak się uda połączyć :-)) http://www.loveparade.net/index_dsl.php

 

UPDATE:

Party rozkręciła się na dobre. Znowu było (jeszcze jest) około miliona uczestników, którzy przy doskonałej pogodzie bawili się do upadłego (czasem dosłownie :-))

Jeszcze kilka ciekawostek: Parada była dotąd organizowana jako demonstracja polityczna, co powodowało, że miasto Berlin pokrywało wszelkie koszty zwiazane z zabezpieczeniem imprezy i sprzątaniem po niej. To był duży problem, bo stolica Niemiec balansuje od lat na granicy bankructwa. W tym roku organizatorzy znaleźli sponsorów, co z jednej strony naraziło ich na zarzuty purystów (komercjalizacja), ale z drugiej umożliwiło przeprowadzenie całej zabawy.

Powierzchnia na której odbywa się parada to ok 250 000 m2, a całe nagłośnienie ma moc ok 1 000 000 W. W tym roku było prawie 40 floats, czyli ciężarówek z muzyką, DJs i oczywiście fanami na poładzie, którzy od 14 do co najmniej 21 tańczyli bez przerwy :-)

Jak już wspomniałem, było mnóstwo Polaków, w centrum imprezy trudno było zrobić zdjęcie bez jakiejs biało-czerwonej w tle.  Wszyscy podniecają się wyjazdami Polaków do Londynu, czy Irlandii, a tutaj po cichu rodacy biorą abordażem to piękne i ciekawe miasto :-)

Jakby co, to pamiętajcie: Wasz człowiek już tu jest :-)

Poniżej kilka luźnych zdjęć zrobionych w okolicy Złotej Elzy.

 

poniżej widać, że niektóre telewizje we właściwy sposób ubrały swoich reporterów prowadzących wywiady

jak widać, nie brakowało też młodszych uczestników parady (to tylko dwa przykłady)

 

jak i też nieco zaawansowanych w latach :-)

 

interesujące tatuaże – inspiracją były chyba toalety publiczne :-)

 

poniżej jeden z najmłodszych uczestników (w brzuchu mamy, ale muzykę słyszał na pewno) :-)

 

Największym ryzykiem imprezy są uczestnicy spadający z latarni ulicznych. Na paradę zdarza się to średnio 2 razy, więc bawiąc się trzeba sprawdzić, czy nic nie zleci z góry i ewentualnie trzymać się z dala od potencjalnej strefy „zrzutu”:-)

 

 

poniżej mamy różnorodność aktualnych na Paradzie fryzur 

 

Jeden z pruskich generałów ze stoickom spokojem patrzy, co dzieje się na placu, który był zbudowany w zupełnie innym celu

 

Zabawa była przednia, choć ok 21 wokół głównej sceny zrobiło się już dość ciasno.

Zapraszam na przyszły rok!!

UPDATE II:

Jak donosi dzisiejsza prasa (Berliner Zeitung) Parada przebiegała w bardzo porządny sposób. Na około miliona uczestników policja zatrzymała 41 osób, głównie za „trawkę” i uszkadzanie mienia.  600-osobowa ekipa medyczna dostarczyła do szpitali 356 osób, najczęstszymi powodami były kłopoty z układem krążenia wywołane odwodnieniem i wyczerpaniem, a wieczorem dołożyło się do tego nadużycie alkoholu. Poza tym oraz skaleczeniami i otarciami nie wydarzyło się nic poważniejszego (co oznacza, że nikt nie spadł z latarni ulicznej :-)).

Dzięki specjalnej koncepcji (pobieranie kaucji na wszystkie opakowania sprzedawanych napojów) zebrano „tylko”  60 ton śmieci, dwa lata temu było to jeszcze 90 ton.

 

Około południa ulica 17 Czerwca po prawie 2 miesiącach (Mistrzostwa plus Parada) zaczęła przypominać normalną arterię komunikacyjną.

Love Parade kosztowała w tym roku 3 miliony euro, na które złożyli się sponsorzy (tym razem nie były zaangażowane żadne pieniądze publiczne). Hotele w mieście były bardziej zapełnione, niż w czasie Mistrzostw (!!) Tyle informacji na razie.

Miejmy nadzieję, że za rok znowu ktoś taką zabawę sfinansuje :-)

UPDATE SPECIAL dla Bart M.W. :-)

Miłej pracy!! :-)

UPDATE SPECIAL dla X, który w komentarzu napisał: „Na zdjęciach nawet nie pokazałeś pobliża polskiej platformy… za to masa nie-polaków”

Masz na myśli tę platformę z polską flagą

czy tę, na której niektórzy mieli wymalowane polskie flagi?

O obydwu nic mi bliższego nie wiadomo (jedną sfotografowałem naprawdę z daleka), stąd brak w pierwotnej relacji.

Komentarze (42) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-15
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Świadoma kompetencja – czy można ją pominąć?

Piotr napisał w swoim komentarzu:

„W pewnych organizacjach trenuje się ludzi w określonych celach, robi im się pranie mózgów (np. sekty). Czy moja intuicja dobrze mi podpowiada, że jest to takie wytrenowanie ludzi, gdzie pomija się 3 etap w ten sposób niejako ubezwłasnowalniając trenowanych?”

Jeśli chodzi o „pranie mózgu”, to uśmiechnąłem się czytając o sektach, bo większość ludzi tak zakłada nie uświadamiając sobie, jakie „pranie” robi każdemu z nas społeczeństwo w którym żyjemy :-) No ale to już całkiem odmienny temat.
Oczywiście, że pewne umiejętności nabywamy z pominięciem niektórych szczebli kompetencji. Przypomnij sobie jak np. nauczyliśmy się wszyscy naszego pierwszego języka, głównie było to naśladownictwo i metoda prób i będów. Nawiasem mówiąc ja podobnie nauczyłem sie niemieckiego w Austrii – zacząłem „mówić” mając zasób ok 50 słów, nie pytajcie jak to wyglądało :-)
Jak się tak nad tym teraz zastanawiam, to wiele umiejętności w komunikacji międzyludzkiej możesz też nauczyć nie przechodząc przez wszystkie fazy, szczególnie tę „świadomą kompetencję”.  Jest to możliwe, jeśli twoja praca polega na całościowym zmienianiu postaw ludzi, uzupełnianiu ich luk w umiejętnościach i nauczeniu synchronicznej pracy prawą i lewą półkulą mózgową. To brzmi wielce tajemniczo, jest jednak w gruncie rzeczy bardzo proste i polega na odwróceniu części niezwykle szkodliwego wpływu klasycznej ścieżki edukacyjnej ze studiami „wyższymi” włącznie. To czasem powoduje zdziwione miny u niektórych ludzi. Pamiętam, jak kiedyś szkoliłem pewien team sprzedażowy dużej i znanej firmy i po kilku miesiącach zadzwonił do mnie zbulwersowany nowy szef szkolenia, bo żaden z uczestników nie potrafił mu powiedzieć, czego dokładnie nauczyli się na treningu ze mną. To, co było bezsporne, to znaczna poprawa ich wyników sprzedaży, a o to w sumie chodziło :-) Tego nie mógł pojąc ograniczony na sekwencyjne myślenie umysł tego pana.

Czyli moja odpowiedź na Twoje zasadnicze pytanie brzmi: „Tak, choć nie zawsze jest to całkiem proste”

Uwzględniając powyższe, to teoretycznie można to samo robić w celu manipulacji trenowanymi, ale dla mnie jest to absolutnie nie do pomyślenia: uczestnik musi mieć zaufanie nie tylko do tego, że wiem o czym mówie, ale też być pewnym, że cokolwiek robię, robię w jego dobrze pojętym interesie. Inaczej, trenując dobrych i inteligentnych ludzi (a tacy przeważnie pracują u moich klientów), mógłbym bardzo szybko być zmuszonym do spakowania moich rzeczy i poszukania sobie łatwiejszej pracy :-)

Teraz zapewne u wielu z Was pojawi się pytanie, jak to się dokładnie robi, okraszone wyjaśnieniem, że chciecie poznać te metody tylko aby móc się przed nimi bronić :-)

Muszę Was rozczarować. W tej chwili (godzina 20:15) temperatura na moim  tarasie ciagle przekracza 30 C przy bardzo duzej wilgotności i w takich warunkach nie podejmuję się napisania tekstu na ten temat, który jednocześnie nie dawałby wskazówek jak taką nieetyczną manipulację przeprowadzić. A to nie jest celem tego blogu.

Może jak będzie chłodniej….

PS: Dawno temu, kiedy po latach nieużywania polskiego zacząłem od czasu do czasu szkolić w tym języku, to siłą rzeczy miałem dość wyraźny obcy akcent. Jeden z uczestników, po tygodniowym intensywnym treningu ze mną, zadzwonił do mnie z informacją, iż jego żona zwróciła mu uwagę na to, że nie tylko zaczął inaczej się wyrażać, ale też mówił po polsku z jakimś lekkim zagranicznym akcentem :-)

Komentarze (6) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-13
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Po kilku miesiącach blogowania

Ten czas minął jak z bicza strzelił i chcę się dziś z Wami podzielić paroma osobistymi refleksjami. Kiedy zaczynałem pisać ten blog, to miałem dość niewielkie wyobrażenie, jak to właściwie będzie wyglądać, kim będą czytelnicy i jakie dokładnie treści będę zamieszczał. Ponieważ śledząc wiele blogów i innych serwisów w internecie miałem ochotę spróbować jak to jest, to po prostu zastosowałem starą maksyme firmy HP brzmiącą „launch and learn”, poprosiłem kolegę o wsparcie w zakresie software (dziekuję Marcin) i zacząłem pisać.

Brak klarownej linii był szczególnie wyraźny na początku i dziękuję Czytelnikom, którzy zwrócili mi na to uwagę:-)

Bardzo szybko uświadomiłem sobie, że mam przed sobą 2 możliwe drogi:

  • być takim trochę lepszym newsbotem, zbierającym w internecie ciekawe informacje, agregującym je i z ewentualnym komentarzem zamieszczającym na własnym blogu.
  • pisać głównie rzeczy od siebie, różne przemyślenia, „przebudzacze”, doświadczenia, a wszystko to na dużym luzie i bez śmiertelnej powagi nieomylnego eksperta.

Ta pierwsza byłaby trochę łatwiejsza, bo i tak wiele czytam, wystarczy podać linka, dopisać parę w miare mądrych słów – cóż jest prostszego? Mimo powyższych zalet ten sposób całkowicie nie odpowiadał mojemu podejściu. Zbyt szybko skanuję wiele tekstów i wyhamowywanie tego procesu, aby dorobić jakiś komentarz zupełnie mi nie pasowało. Po prostu mam zbyt wiele ciekawych rzeczy do zrobienia w życiu, aby pełnić akurat taką funkcję.

Postanowiłem więc pójść tą drugą drogą. Komunikacja poprzez słowo pisane (na co dzień pracuję głównie językiem mówionym), do tego do czytelników, o których prawie nic nie wiem, to całkiem nowe doświadczenie i za każdym razem uważnie obserwowałem, czy ktoś mnie czyta, kto to jest i co mogę dla tego kogoś zrobić.

W międzyczasie widzę, że ten blog czytają nie tylko młodzi managerowie, ale też pracownicy firm i studenci, którzy proponują też inne tematy. Ponieważ mój serwis nie jest instrumentem marketingowym, tylko pożyteczną zabawą, więc możemy pozwolić sobie na meandrowanie poruszanymi tutaj zagadnieniami, na co możecie się już nastawić :-) Zapraszam też dalej do proponowania nowych „zakrętów”!

Myślę, że powoli (jak na moje standardy bardzo powoli :-)) zaczyna nam się też rozwijać dwustronna komunikacja, która dla mnie osobiście zawsze była i jest ważna. Zapraszam Was do dalszego swobodnego wypowiadania się w komentarzach. Dostaję też od Was maile i sporo z tych tematów mogłoby być opublikowane na blogu, wtedy z odpowiedzi skorzystałoby więcej osób. Oczywiście, że istnieją tematy, które są bardzo prywatne i wtedy poczta elektroniczna, bądź telefon są OK, każdy z Was może sam to oszacować.

Chwilowo temperatury zachęcają raczej do permanentnej sjesty, niemniej obiecuję regularniej pisać jak tylko słupek rtęci spadnie tutaj poniżej 28C :-)

PS: Choć ten blog nie był z założenia narzędziem marketingowym (nie ta grupa docelowa), to „niechcący” otrzymałem w międzyczasie kilka propozycji zrobienia szkoleń, na które z braku czasu musiałem niestety odpowiedzieć odmownie. Mimo tego była to okazja do poznania i porozmawiania z ciekawymi ludźmi. Piszę te słowa jako wskazówkę dla wszystkich z Was, którzy mają cokolwiek do powiedzenia (a w komentarzach widać, że są tacy): jeśli nie macie jeszcze własnego blogu, to weźcie ze mnie przykład: „Launch and learn” . To nie jest żadna gwarancja czegokolwiek, ale dodatkowa szansa, bo wielu potencjalnych pracodawców zacznie rekrutację od wrzucenia Waszego imienia i nazwiska w Google. Wtedy byłoby dobrze, aby pojawiły się tam wartościowe rzeczy, najlepiej ze stron, nad którymi macie kontrolę. Jak już wiecie, robię taki prywatny katalog wartościowych postów i chętnie wstawię tam link do wszelkich ciekawych rzeczy, które napiszecie. To Wam z pewnością nie zaszkodzi, bo ten serwis ma już Page Rank 4 :-)

Komentarze (8) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-12
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Jak zmieniać ludzi wokół nas, Rozwój osobisty i kariera

Samobójcza bramka

Właśnie wróciłem z ogromnej party na ulicach Berlina, gdzie ponad milion ludzi kibicowalo Niemcom w meczu z Portugalią. Doskonała zabawa. Normalnie piłka nie interesuje mnie wcale, od czasu do czasu trzeba jednak przetestować coś nowego, a mieszkając tak niedaleko berlińskiej Fun Mile to prawie obowiązek :-)

No, ale nie o tym chcę pisać. W czasie meczu była taka sytuacja, kiedy to przy stanie 1:0 dla Niemców, w zamieszaniu pod bramką Portugalii jej obrońca skierował piłke do własnej siatki. Katastrofa!! Mecz o tak wysoką stawkę i taki błąd!! Co było interesujące, to reakcja kolegów nieszczęsnego zawodnika. Nie robili mu zarzutów, czy wręcz awantury. Przeciwnie, jeden ze współgraczy podszedł do niego i zaczął go pocieszać, jakby mówiąc „nie przejmuj się, teraz musimy grać dalej aby wygrać”. I cała drużyna bardzo walecznie starała się odrobić stratę.

Spójrzmy teraz na siebie. Jak często my, jako managerowie, członkowie zespołu w pracy, czy nawet partnerzy w życiu osobistym reagujemy w zupełnie inny sposób na mniejsze, czy większe błędy innych, demotywując ich, bądź nawet zniechącając kompletnie? Moja obserwacja wykazuje, że w większości przypadków ludzie odpowiadają na błędy drugiej strony agresją, zarzutami, obwinianiem, złością. I dzieje się tak często nie tylko w sprawach życia czy śmierci, ale też przy rzeczach względnie błahych. Do czego jest to dobre??? Jak wpływa to na dalsze nasze kontakty z ludźmi, z którymi często musimy „grać ten mecz” znacznie dłużej niż 90 minut???

Rita, tutaj masz przykład jednego z wielu szkodliwych programów i wzorców zachowań, które ciągle są powielane przez represyjne wychowanie w Polsce. Jak się dobrze zastanowimy, to znajdziemy mnóstwo takich przykładów wokół nas.

Moje zalecenie: Niech każdy intensywnie zastanowi się, kiedy i jak często reaguje negatywnie w takich sytuacjach. Dla mnie takie spojrzenie na siebie było kiedyś dużym szokiem i myślę, że jak zrobicie to uczciwie, to może być takim dla wielu z Was. Całe szczęście, że to jest tylko pierwszy krok ku lepszemu, bo potem macie możliwość, aby tę swoją reakcję zmienić. Wierzcie, że warto, żyje się znacznie lepiej i ma się lepsze relacje z innymi.

Powodzenia w samoanalizie i wprowadzaniu zmian!!

PS: Jak już to zmienimy u siebie, to możemy szukać partnerów, którzy też będą mieli takie spokojne i wspierające podejście do naszch błędów. To zmieni w dużym stopniu jakość Waszego życia.

Komentarze (13) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Motywacja i zarządzanie

Konkurencja na dwa fronty

Kilka lat dużego bezrobocia w Polsce i całe rzesze młodych ludzi z wyżu demograficznego na rynku pracy spowodowały, iż wiele firm (oraz ich management) uległo iluzji, że najważniejsze wyzwanie leży w zakresie sprzedaży ich produktów, czy usług. Pracownik, w tym obrazie świata był czymś łatwo zastępowalnym, łatwo manipulowalną i poddającą się naciskom istotą, z którą nie bardzo trzeba było się liczyć. Jak to wpływało na atmosferę pracy nie trzeby chyba mówić.

Całe szczęście, że powoli do coraz większej ilości managerów dociera oczywista prawda, że muszą sprostać konkurencji nie tylko na jednym, ale na dwóch frontach i ten drugi może okazać się równie ważny i trudny jak front walki o klienta. Co to za front? To walka o przyciągnięcie i utrzymanie w Twoim zespole najlepszych ludzi, jakich możesz znaleźć.

I jeśli jesteś w branży, gdzie rzeczywiste umiejętności pracownika robią różnicę (a gdzie nie robią?) to warto zastanowić się co robisz jako przełożony, aby członkowie twego teamu cieszyli się z faktu, że mogą dla Ciebie pracować.

Oczywiście zaraz pojawi się kwestia pieniędzy, stwierdzenie, że gdzieś indziej mogą po prostu więcej płacić i w związku z tym niewiele da się zrobić.

Ten argument ma tylko ograniczoną ważność i to z co najmniej dwóch powodów:

  • inne firmy, niezależnie od wielkości mają też budżety, których nie mogą przekroczyć
  • dla wielu pracowników zarobki nie są jedynym, a czasem nawet nie najważniejszym kryterium oceny miejsca pracy.

Zdaję sobie sprawę, że to drugie spostrzeżenie nie dotyczy sporej grupy ludzi, którzy zapakowani po uszy w kredytach i innych zobowiązaniach desperacko starają się zarobić jak najwięcej pieniędzy. W mojej praktyce spotykam jednak wielu, nawet stosunkowo młodych pracowników, którzy w strategiczny sposób planują zarówno swoje życie, jak i karierę zawodową. Te osoby świadome są co to znaczy wartość rynkowa i wiele decyzji o zmianie pracy podejmują opierając się na takich czynnikach jak:

  • czego nowego się nauczą
  • kogo w tej nowej pracy poznają
  • kto dowie się o ich istnieniu
  • czy przełożony będzie je mentorował i promował (mam na myśli promocję też w sensie marketingowym, nie tylko awansu)
  • czy ich praca będzie, mówiąc przenośnie,  przypominać wiosłowanie na olimpiadzie w ósemce ze sprawnym sternikiem, czy też rutynowe machanie wiosłami na nieruchawej galerze z wywijającym batem poganiaczem.

I tutaj możemy, jako managerowie zrobić znacznie więcej, niż nam się wydaje. Zapraszam wszystkich, których może to dotyczyć do krytycznego przyjrzenia się jak robimy to na własnym podwórku i odpowiedzenia sobie, co mogę zrobić dla współpracowników w każdej z powyższych dziedzin. Jeśli przypadkiem odpowiedź brzmi „nic” to musimy stwierdzić „Houston, we have a problem!” i zastanowić się nad jego rozwiązaniem.

W niektórych branżach mamy już teraz niedobór dobrych pracowników i walkę o nich. Polecam przeczytanie ciekawego postu Marka Rafałowicza na temat wynikających z tego ograniczeń w rozwoju firm IT. To, co tam napisał pokrywa się z moimi obserwacjami i  to jest dopiero początek. Sam rozpoczynam wkrótce w pewnej sporej (ponad 700 inżynierów) i bardzo dobrej firmie z tej branży szeroko zakrojony cykl szkoleń dla managerów, który nie tylko podniesie ich sprawność zarządzania i wartość rynkową, ale też nauczy jak tworzyć i prowadzić zespoły, w których warto pracować z podanych wyżej powodów. To powinno średnioterminowo pokierować ssanie z rynku pracy we właściwym (dla klienta) kierunku.

Tak więc drodzy managerowie, popracujcie nad tą sprawą! Jeśli bedzie zainteresowanie możemy też ten temat troche dokładniej przedyskutować.

Komentarze (59) →
Alex W. Barszczewski, 2006-07-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 73 of 83« First...102030«7172737475»80...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi

Najnowsze komentarze

  • Pozorny overkill  (39)
    • Ewa W: Meg, to co piszesz jest...
    • Meg: Bywa i tak, że jak przychodzi...
    • Ewa W: Meg, nie chodzi o słowo...
    • Meg: Użyłam słowa „trudnośc...
    • Ewa W: Meg, wyboldowane miało byc...
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Thomas: Witam.przeczytałem z uwaga...
  • Spotkanie Czytelników  (158)
    • Witold W. Wilk: Witaj Alex, Z chęcią...
    • Krzysztof Tadeusz: Witam, Czytam...
    • Marysia: Własnie modyfikuję moje...
    • Bartek: Witam ! Jak najbardziej...
    • MADA: extra! pomysł aby poznać...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Alabama: A co sądzicie o testach na...
    • Alex W. Barszczewski: Alabama...
    • Krzysztof Kroszka: Alabama Po...
    • Alabama: Moja polonistka zarzuca mi...
    • Alex W. Barszczewski: Wieczny frajer...
  • Parę informacji o Biblioteczce  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Ciesze...
    • Piotr_Kow: Pozwólcie na kilka...
  • Jaka jest Twoja definicja sukcesu?  (35)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Nie ma...
    • JJ: Alex, Oczywiście:) Nic tu nie...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...
    • JJ: Alex, Oczywiście nie ma co...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Powszechność...
  • Typowe strategie podrywania :-)  (89)
    • Justyna F.: Po kilku spotkaniach już...
  • Kiedy nie pasuje nam temat rozmowy….  (59)
    • Alex W. Barszczewski: Anonimowy...
    • A: Ze względu na fakt, iż mój pobyt...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • KP: Ja po wpisaniu swojego imienia i...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Mirek Jak już...
  • We własnej sprawie..  (4)
    • Alex W. Barszczewski: Wreszcie...
  • Miejsce na szczęśliwy przypadek  (51)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (25)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026