Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Gościnne posty

O tym jak klaps klapsowi równy (post gościnny)

Bardzo gorąca dyskusja w poprzednim poście o przemocy wobec dzieci skłoniła mnie do poproszenia Anny Polek,  aby z punktu widzenia matki i zajmującej się problematycznymi dziećmi terapeutki napisała ten post gościnny. Jestem przekonany, iż będzie to wartościowe uzupełnienie naszych rozważań. Życzę ciekawej lektury i zapraszam do zadawania Annie pytań, bo tym razem mamy do czynienia z fachowcem w tej dziedzinie.

_________________________________________________________________________

Zainspirowana toczącą się dyskusją, a także na prośbę Alexa pozwoliłam sobie na napisanie tego postu gościnnego. Jest on zbiorem moich refleksji, pisanych z punktu widzenia człowieka, który też kiedyś był zbity, jak również matki, która poszukiwała (i błądziła!) innych metod wpływania na własne dzieci, niż te wyniesione z domu, ale także z punktu widzenia pedagoga, terapeuty, przed którym stawia się trudne zadanie „naprawy dziecka”, na które klaps już nie działa. Naprawić trzeba zawsze najpierw rodziców.

Klaps jest przemocą. Jest wykorzystaniem siły i pozycji dorosłego do osiągnięcia swoich celów. Przemoc zawsze przynosi szkodę, choć nie zawsze natychmiastową. Najgorsza w skutkach jest przemoc skierowana przeciwko dziecku przez osobę najbliższą jaką jest rodzic. Rodzic jest pierwszym „ważnym kimś”, który wprowadza nas w świat. To w jego oczach się przeglądamy i uzyskujemy pierwsze informacje zwrotne o sobie: jaki jestem, na co zasługuję, czy można na mnie liczyć, czy dam radę naprawić błąd?  Bicie rodzica jest tym ciężkie w skutkach, bo uruchamia pewien mechanizm w podświadomości, który może w przyszłości sprawić, ze krąg agresji rozszerzy swój zasięg. Dzieje się tak bo osoba bita uczy się …bić.

Jak wiemy dzieci najwięcej lekcji wynoszą z obserwacji rodziców i ważnych dorosłych: ich zachowania, ich relacji z innymi, z nami, i wreszcie z ich własnymi uczuciami.. Czego uczy rodzic bijący? Oto kilka możliwych odpowiedzi:

  • że złość można wyrazić agresją skierowaną ku innej osobie,
  • że agresja jest dopuszczalna w kierunku silniejszy-słabszego, nigdy na odwrót,
  • że bicie jest rewanżem, po którym wina zostaje odkupiona,
  • i wreszcie, bijący rodzic daje swojemu dziecku informacje o własnej słabości i niemocy.

W efekcie czego, jego frustracja skierowała się przeciwko dziecku. Warto pamiętać, że dziecięce łzy po tzw. „klapsie” to nie są łzy wyrażające żal za swoje czyny, ani też najczęściej nie są to łzy z bólu. To są łzy z naruszenia godności. Ten żal nad sobą pozbawia dziecko jakże ważnej wewnętrznej analizy swojego postępowania. Pozwala natomiast na rozwój uporu i nieposłuszeństwa. Bite dziecko zacznie unikać robienia „niewłaściwej rzeczy” nie dlatego że już czuje, że poprzednim razem postąpiło źle. Ono zacznie unikać robienia „tej rzeczy” ze strachu, i to tylko wtedy, kiedy bijący jest w pobliżu, lub mógłby się dowiedzieć.

Nawet bardzo małe dziecko ma wrodzone poczucie własnej godności i cierpi, gdy jest ono naruszone. Bicie- i każda inna przemoc- mogą poważnie zaburzyć rozwój psychiczny, i moralny. Traktowanie dziecka  z szacunkiem jest wyrazem kultury osobistej dorosłego, ale przede wszystkim też warunkiem zdrowego rozwoju emocjonalnego dziecka. Jeżeli chcemy dziecko nauczyć szacunku nie ze strachu, czy pod presją, lecz takiego płynącego z głębokiego przekonania że każdy człowiek jest tego szacunku godny, powinniśmy od urodzenia zawsze traktować je z szacunkiem. Dziecko, któremu nie okaże się szacunku, nie zbuduje szacunku do samego siebie. A ten szacunek dla siebie jest warunkiem odczuwania i okazywania prawdziwego szacunku innym. Dzieci poniżane,  gdy dorosną poniżają. Dzieci bite, gdy dorosną- biją.

Za warty wspomnienia uważam też fakt że najczęściej biją mężczyźni i że biją…swoich synów, częściej niż córki. A więc to „nie żałowanie” pasa skutkuje czy nie? Udowodnione naukowo jest, że chłopcy od urodzenia są rzadziej przytulani i pocieszani niż dziewczęta. Mają być bardziej męscy i się nie mazgaić. Skutki tej ignorancji uczuć dorastających chłopców wciąż widać na ulicach po zmroku. To wciąż chłopcy najczęściej popadają w konflikt z prawem, wdają się częściej w bójki, są impulsywni i nadruchliwi.

Czy rodzicom odbierając prawo do bicia odbiera się prawo do słabości? Do chwilowego nie zapanowania nad sobą? Tak. Oczywiście prawdopodobnie zagorzali zwolennicy klapsa dalej w zaciszu domowym przyleją swojej kochanej latorośli. Różnicę czyni jednak fakt, że ta latorośl, kiedy już dorośnie dojdzie do wniosku: ”moi rodzice łamali prawo, nie zasłużyłem na to”, a nie do takiego do jakiego wielu wciąż dochodzi „no cóż skoro nic innego na mnie nie skutkowało…”

Czy rodzicowi, który nie potrafi inaczej radzić sobie z niewłaściwymi zachowaniami dziecka należy pomóc? Tak. Ale przede wszystkim pomóc w pracy nad sobą, a nie w pracy nad dzieckiem.

Czy fakt, ze w Polsce wciąż większość społeczeństwa przyznaje się do bicia dziecka (przynajmniej raz) nie powinien oznaczać, że większość z nas musiałaby przejawiać zaburzenia emocjonalne? Całe szczęście za efekt końcowy procesu „socjalizacja” odpowiedzialni są zarówno geny jak i środowisko. To, że ktoś w dzieciństwie bity wyrósł na porządnego człowieka nic nie znaczy.  Jedynie szkoda, że nie wiemy kim by ten ktoś był, gdyby nie był bity, jaki potencjał by rozwinął? O poziomie poczucia własnej wartości u Polaków pisać nie trzeba. To nasz najsłabszy punkt!

Nasi rodacy pytani o to, co jest dla nich w życiu najważniejsze, odpowiadają rodzina i zaraz obok DZIECI. Jesteśmy w stanie poświęcić dla nich tyle pieniędzy niezbędnych na utrzymanie, tyle godzin które spędzamy na dowożeniu ich na zajęcia dodatkowe. Kupujemy im ubrania, zabawki, mieszkanie, nawet samochód. Najtrudniej przychodzi nam obdarowanie naszych dzieci…czasem, cierpliwością i wiarą że wyrosną na wspaniałych ludzi. Zamiast poświęcić kilka tygodni na bycie z niemowlęciem i reagowanie na każde jego zwołanie poświęcamy ten czas na zarabianie pieniędzy na przyszłą jego edukację. Jeśli już zostajemy w domu to przeprowadzamy konieczny trening samodzielnego zasypiania/bawienia/pogodnej zgody na wszystkie nasze propozycje. Zamiast podejmując decyzję o dziecku zastanowić się czy mamy siłę w sobie do wychowania dziecka a także, opartą na trwałych i pozytywnych fundamentach osobowość, myślimy tylko o tym, czy starczy nam na ratę kredytu i paczkę pieluch. Zamiast poważnie zająć się pracą nad sobą (przecież nikt nie jest doskonały!), również rozwojem własnych umiejętności rodzicielskich, obmyślamy zajęcia rozwijające dla naszych coraz młodszych pociech….I to wszystko robimy w trosce o najwyższe dobro, jakim jest nasze dziecko…

Co zrobić, żeby nie spełniły się przepowiednie wróżące w niedalekiej przyszłości rozkwit branży psychiatrycznej i psychoterapeutycznej? Ja bym streściła to w tych kilku słowach: kochajmy swoje dzieci, inwestujmy w nie (czas i uwagę) i spodziewajmy się po nich wszystkiego co najlepsze!

_________________________________________________________________________

Anna Polek jest prywatnie matką dwójki dzieci, zawodowo pedagogiem i neuroterapeutą. Prowadzi Centrum Terapii Integros. Pracuje głównie z dziećmi mającymi problem z uwagą, kontrolą zachowania, posiadającymi trudności szkolne i emocjonalne, oraz upośledzonymi. W obszarze jej zainteresowań od lat jest również rodzina, jako środowisko wychowawcze, wspieranie rozwoju dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, uwarunkowania osiągnięć szkolnych dziecka, a także wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych wspierających terapię.

Komentarze (72) →
Alex W. Barszczewski, 2010-06-02
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Przemoc fizyczna wobec dzieci elementem polskiej kultury?

Właściwie to chciałem napisać dzisiaj inny post, ale po przeczytaniu porannych wiadomości postanowiłem najpierw podyskutować z Wami na  dość bulwersujący mnie temat.

W Senacie dyskutowano o ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie w której możemy przeczytać:

„Art. 961. Osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka.”

Wreszcie powiew cywilizacji w tych kwestiach, choć to dopiero tylko ustawa, a trzeba zmienić zrozumienie pewnych rzeczy w szerokich rzeszach społeczeństwa. Inaczej ciągle podstawowym problemem Polaków wbrew powszechnemu mniemaniu będzie nie brak mieszkania, czy pieniędzy, lecz poważne braki w poczuciu własnej wartości, które obserwuję na każdym kroku i które też jest tematem bardzo wielu maili otrzymywanych od Was!

W trakcie dyskusji, w roku 2010, XXI wieku senator mojego Państwa z ramienia PIS, Ryszard Bender (profesor!!!)   twierdzi (wytłuszczenia moje):

„….. ustawa „wariacka i niemoralna, narusza nie tylko prawo naturalne i moralność chrześcijańską, ale także prawo zwyczajowe”. „Kiedyś się mówiło: zły to ojciec, co żałuje pasa dla syna. Dla syna, bo dawniej nie trzeba było go używać wobec dziewcząt. Ileż to porzekadło zawiera mądrości!„”

Czy użycie przemocy wobec słabszych ma coś wspólnego z moralnością chrześcijańską??!!!

Jeśli tak, to przestańcie mi opowiadać o wartościach chrześcijańskich!!!

Jaki obraz świata ma taka osoba i kto ja wybrał???

Dalej senator Witold Idczak (PiS) (wytłuszczenie moje)

„Państwo zaczyna brać większą odpowiedzialność za wychowanie dziecka niż rodzice, rodzice nie będą mieli możliwości wpływu na dzieci poza upominaniem. Kto będzie odpowiadał za czyny tych dzieci?”

Ten pan też nie jest świadom, że są inne metody wpływania na ludzi, niezależnie od ich wieku, metody nie wymagające koncentrowania się na negatywach lub wręcz używania przemocy fizycznej jak choćby dobry przykład oraz te opisane w serii postów zaczynającej się tutaj

Inny przedstawiciel Narodu, Stanisław Kogut (PiS) twierdzi:

„Rodzina to jest świętość i precz od świętej rodziny polskiej”

Z tego co czasem słyszę i widzę w tym kraju to dziękuję za taka świętość!!!

Podkreślam, że w tym poście chodzi mi wyłącznie o  stosowanie przemocy w stosunku do dzieci, nie wypowiadam się ani o innych aspektach tej ustawy,ani też o generalnych zagadnieniach związanych z wychowaniem.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Dopisane 1.06.2010: Polecam przemyślenie tego, co w komentarzu napisała Diana Cz.

„widziałeś kiedyś dziecko, które po dostaniu w tyłek uspokoi się, przemyśli i powie, że rozumiało swój błąd? Czy raczej będzie płakało i żywiło złość czy nawet nienawiść? Jak myślisz, która reakcja jest bardziej pożądana i w jaki sposób najlepiej ją uzyskać?”

PS:Cytaty wypowiedzi pochodzą z
http://wiadomosci.onet.pl/2176999,11,zly_to_ojciec__co_zaluje_pasa_zakaz_bicia_dzieci_dzieli_senat,item.html

Komentarze (169) →
Alex W. Barszczewski, 2010-05-28
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Kraków I am coming again :-)

Zamieściłem już tę informację w komentarzach pod poprzednim postem o mojej wizycie w Krakowie, ale Bartłomiej zwrócił mi uwagę, że pojawiając się tylko tam mogła ona  zostać łatwo przeoczona.

W środę 2.06 mogę wpaść do Krakowa i podobnie jak ostatnio spotkać się z zainteresowanymi Czytelnikami gdzieś w godzinach od 11-12 do ok 16-17. Dokładne ramy czasowe mogę ustalić w ciągu najbliższych 2 dni.

Niestety nie mam możliwości podjęcia jakichkolwiek działań organizacyjnych i to musiałby załatwić ktoś z Was.

Proszę o wpisywanie poniżej Waszych zgłoszeń i propozycji.

PS: Wybaczcie mi ostatnio niewielką aktywność na blogu. Jak zwykle oznacza to dużą aktywność w życiu, co przełoży się na pewno na ciekawe posty w przyszłości

Komentarze (115) →
Alex W. Barszczewski, 2010-05-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Internet, media i marketing, Tematy różne

Marketingowy strzał w stopę

Jeżeli wrzucicie w Google hasło „serwis Nikon” lub „serwis Nikona” to w chwili obecnej na pierwszym miejscu  znajdziecie link do strony zoltyserwisfotograficzny.info na którym niezliczeni internauci opowiadają o swoich, przeważnie negatywnych perypetiach z polskim serwisem firmy Nikon.
Dlaczego akurat „Żółty Serwis”???? i skąd ja, użytkownik Canona się o tym dowiedziałem (a nawet o tym piszę)??
Historia zaczęła się od…. kiepskiego serwisu dla aparatów Nikona w Polsce. To samo w sobie nie jest nic niezwykłego, bo niestety w Polsce obsługa klienta wielu światowych marek wciąż odbiega od ogólnych standardów (moja ostatnia przygoda http://blip.pl/s/75897177 ) nie mówiąc już o jakości przeznaczonych na Polskę produktów (patrz
http://alexba.eu/2008-10-14/rozwoj-kariera-praca/etikettenschwindel/ ).
Problem polegał na tym, że w wypadku Nikona było najwyraźniej tak źle, że jeden ze sfrustrowanych brakiem poprawy serwisu użytkowników założył forum http://polishnikonservice.com/  gdzie błyskawicznie pojawiło się mnóstwo wpisów towarzyszy niedoli. I to nie wpisów typu „onetowego”, lecz konkretnych opisów przypadków, często podpisanych przez ludzi z imienia i nazwiska, czasem z nikonowskimi numerami zleceń. Testowo wyguglowałem kilka z tych osób, są to rzeczywiście profesjonaliści zarabiający na życie fotografowaniem, wiec opinia takich klientów powinna być dla firmy bardzo cenna. Tym bardziej, jeśli w konkluzjach wielu historii pojawiają się słowa takie jak (cytaty zachowane w oryginalnym brzmieniu i ortografii):

„Wnioski jak zwykle smutne, oryginalny serwis Nikona nie gwarantuje dobrej i 100% naprawy sprzętu. Za to niemal pewne, że będzie wyceniona bardzo drogo po maksymalnych stawkach. Jestem też przekonany, że po naprawie sprzęt jest testowany bardzo pobieżnie jeśli wogóle.”

„Po 15 latach robienia Nikonami, pomimo świetnej optyki i wielu zalet ich sprzętu serwis Nikona właściwie uniemożliwia mi profesionalne użytkowanie ich sprzetu. W momencie kiedy nie mogę mieć pewności co do poziomu ich napraw (naprawdę drogich) raczej nie kupię już nic w tym systemie… „

„Niniejszym, przestrzegam wszystkich: jeśli zastanawiacie się jaki system wybrać, a liczy się dla Was poszanowanie klienta – nie bierzcie Nikona choćby wam za darmo dawali. Stracicie wszystkie nerwy walcząc z olewactwem Nikona w Polsce.”

„Reasumując: D R O Ż Y Z N A, D Ł U G O – o WIELE ZA DŁUGO,  naciąganie na części których niekoniecznie chciało się wymieniać, dwa razy obietnica oddzwonienia – co nie miało miejsca, raz obietnica oddzwonienia przez pracownika – o dziwo oddzwonił, raz obietnica oddzwonienia kierownika jednego dnia – nie doczekalem sie, druga obietnica drugiego dnia – kierownik zadzwonil przed 19-stą 16.09.09, że aparat wysłali, potwierdził że na adres redakcji, SETKI prób dodzwonienia się w sumie, po kilkadziesiąt przy każdej próbie kontaktu z serwisem, naciąganie na 'usługę serwisową’ szybki do sb-600 kiedy lampy u nich w ogóle nie było… „

Komórka Marketingu i PR każdej większej firmy powinna monitorować co piszą o nich ludzie w internecie, a jeśli nie mają na to budżetu, to przynajmniej od czasu do czasu zapytać Google, co nie kosztuje nic :-)
Może na studiach jeszcze tego nie uczą, może przyczyny były inne, w każdym razie brak poprawy sytuacji spowodował, że użytkownicy forum http://polishnikonservice.com/  wystosowali do firmy Nikon list otwarty, którego treść możecie przeczytać tutaj: http://zoltyserwisfotograficzny.info/pl/ogolnie/komunikaty/98-list-otwarty-do-serwisu-nikon-polska.html
W nim, w kulturalny sposób sformułowano następujące postulaty, które cytują abyście zobaczyli, że nie chodziło o nic niezwykłego:

„Chcemy aby spełniony został najważniejszy postulat: chcemy szybkich i sprawnych napraw, traktowania klientów serwisu w taki sposób, w jaki my traktujemy markę Nikon, której zawierzyliśmy i jesteśmy wierni. Prosimy również o rozważenie następujących postulatów:
– ujednolicenie i egzekwowanie procedur serwisowych
– poprawa komunikacji miedzy serwisem a klientem
– jasne sprecyzowanie terminów napraw gwarancyjnych i pogwarancyjnych oraz ich przestrzeganie
– doprecyzowanie cennika usług (niezrozumiałe różnice w cenie miedzy serwisami w Europie i Polsce)
– rozszerzenie gwarancji na produkty na okres 2 lat od daty zakupu tak, jak ma to miejsce w Europie
– wprowadzenie płatnej dodatkowej gwarancji, którą użytkownik sprzętu może wykupić w całym okresie gwarancji podstawowej (np. po przeglądzie w serwisie, który potwierdzi stan faktyczny sprzętu)
– wysyłka do i z serwisu na koszt producenta
„

To był ostatni dzwonek dla firmy, aby odpowiedzieć na przykład w tym stylu:
„Dziękujemy za feedback, który jest dla nas bardzo cenny. Wydarzyło się wiele rzeczy, które nie miały prawa wydarzyć się w serwisie światowej firmy kierującej swoje produkty do profesjonalistów i zaangażowanych amatorów a to musi ulec zmianie.
To i to (odpowiednie wpisać) możemy zmienić i niezwłocznie się za to zabieramy. Potrzebujemy dodatkowo informacji XY (np. numeru zlecenia przy każdej skardze) aby zbadać konkretne przypadki i podjąć odpowiednie działania naprawcze, o których przebiegu będziemy Was informować.
Tego i tego (odpowiednie wpisać) w danej chwili nie możemy zmienić, gdyż ……. (w biznesie są często  różne ograniczenia, które przeciętnemu konsumentowi nawet nie przyszłyby do głowy, trzeba mu to uświadomić)
W miarę możliwości postaramy się znaleźć rozwiązania aby zminimalizować negatywne skutki tych rzeczy, których zmiana obecnie nie jest możliwa.”
Oczywiście w tym liście wypadałoby konkretnie odnieść się do wszystkich postulatów z listu otwartego, w ten sposób pokazujemy szacunek naszemu rozmówcy.
Zakład, że w ten sposób firma, podchodząc do sprawy bez „ściemniania” i bardzo konstruktywnie zyskałaby duże grono entuzjastycznych zwolenników?
Zamiast tego Nikon Polska odpowiedział w sposób następujący: http://zoltyserwisfotograficzny.info/pl/component/content/article/55-komunikaty/115-oficjalna-odpowied-nikona-na-qlist-otwartyq.html

Tę odpowiedź przeanalizujcie i oceńcie sami, zwłaszcza na ile w sposób konkretny odpowiedziała ona na postulaty użytkowników.
Właściwa katastrofę wywołało pismo, które autor serwisu otrzymał potem, a z którego treścią możecie się zapoznać tutaj : http://zoltyserwisfotograficzny.info/pl/ogolnie/komunikaty/161-polish-nikon-service-staje-sie-zoltym-serwisem-fotograficznym.html
Pismo, podpisane przez Dyrektora Generalnego Nikon Polska najwyraźniej zostało napisane przez prawników a nie marketingowców, bo ci pierwsi mogli nie wiedzieć, że taka akcja spowoduje coś, co najlepiej obrazuje amerykańskie powiedzenie „shit hit the fan”, czyli g…wno trafiło w (wirujący) wentylator :-)
Sprawa rozlała się w internecie i dała firmie Nikon Polska zapewne wyjątkowy skok w rozpoznawalności marki, niestety chyba niekoniecznie w pożądanym kierunku :-)
Teraz możemy zaobserwować np. na Facebooku ( http://www.facebook.com/NikonPolska#!/topic.php?uid=177221768037&topic=14010 ) dość słabe próby damage control, co w ogóle nie byłoby konieczne przy innym rozegraniu całej kwestii.
Nawiasem mówiąc, to ostatnie pociągnięcie, które spowodowało „rozpryśnięcie” niemiłej zawartości niekoniecznie musi w 100% być winą polskiego zarządu, bo przyjrzyjmy się dokładniej pierwszym słowom wspomnianego pisma firmowanego przez dyrektora generalnego:
’ Działając w imieniu …… informuję, że mój mocodawca …..”
Jak na lidera zarządzającego poważną organizacją dość szczególny dobór słów, nieprawdaż?

Jakie wnioski wynikają z tego dla nas wszystkich:

  • Rzeczowy feedback odbiorców naszych produktów/usług jest zawsze czymś pożądanym, bo pozwala nam dojrzeć problemy, o których moglibyśmy nic nie wiedzieć, jak też te aspekty naszej działalności, które nasi konsumenci cenią najbardziej, co niekoniecznie odpowiada naszym wyobrażeniom. Jeżeli klienci maja powtarzające się problemy z tym, co im dostarczamy to lepiej dowiedzieć się o tym jak najprędzej, aby podjąć działania zaradcze.
  • Jeżeli klienci mają swobodnie dawać upust swoim wrażeniom i emocjom, to lepiej aby swobodnie robili to na stronie firmy, a nie na stronach osób trzecich. Czy Twoja firma daje klientom taką możliwość?
  • Próby administracyjnego zamykania ust klientom dają przeważnie skutek odwrotny do zamierzonego. Nie słuchaj bezkrytycznie prawników, którzy twierdza że masz do tego prawo. To Ci nic nie pomoże w sytuacji takiej jak opisywana.
  • Jako manager wyższego szczebla powinieneś zdecydowanie przeczytać książkę: „Here comes everybody” http://www.amazon.com/Here-Comes-Everybody-Organizing-Organizations/dp/1594201536
    Jako konsument zresztą też (można pożyczyć ode mnie )
  • Jako konsumenci powinniśmy sobie uświadomić, jaka siłę rażenia mamy jako społeczność aktywnie używająca internetu, często nie obok, ale zamiast tradycyjnych mediów. Jeżeli będziemy tej siły używać mądrze i odpowiedzialnie, bez przesady i wulgaryzmów, to będziemy w stanie nauczyć wiele korporacji, że Polska nie jest  jakimś Bantustanem, zamieszkałym przez ciemny lud, który kupi wszystko i z którym wszystko można zrobić, lecz krajem w którym żyje wielu inteligentnych, świadomych tego jak powinno być konsumentów, z których zdaniem lepiej się liczyć. W tym zakresie jest jeszcze u nas wiele do zrobienia, bo różnice w stosunku do innych krajów są często zdumiewające.
  • Uważajmy, aby jacyś lobbyści pod pozorem walki z hazardem albo pornografią nie przepchnęli „Rejestru Stron Zakazanych”, bo stamtąd byłby juz tylko jeden krok do blokowania dostępu do takich stron”szkodliwych gospodarce” jak „Żółty Serwis Fotograficzny”

Co o tym wszystkim sądzicie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

PS:Celem tego postu nie jest „dowalenie” komukolwiek, napisałem go wyłącznie w celach edukacyjnych

PPS: Na informacje o tej „niezręczności” natknąłem się po raz pierwszy u Vagli, co dla przyzwoitości należy wspomnieć

Komentarze (43) →
Alex W. Barszczewski, 2010-05-13
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Lina asekuracyjna czy holownicza

Wzajemne wsparcie w relacjach wszelkiego rodzaju (nie tylko damsko-męskich, a nawet nie tylko prywatnych) jest sprawa bardzo istotną. Będąc życzliwym człowiekiem trudno mi sobie wyobrazić w miarę trwałe interakcje z innymi ludźmi pozbawione tego elementu i zapewne u większości z Was jest podobnie.

Ostatnio zastanawiałem się nad tym i jeśli takie wsparcie możemy porównać do liny łączącej dwie osoby, to wyraźnie można tutaj wyróżnić dwie kategorie:

  • lina asekuracyjna – każdy partner relacji pokonuje przeszkody życia samodzielnie. Lina służy wyłącznie jako zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianego obsunięcia się lub podobnego niezawinionego wypadku. Po w miarę szybkim i aktywnym znalezieniu gruntu pod nogami lina znowu jest luźna.
  • lina holownicza – jeden z partnerów „wisi” na tym drugim wykorzystując jego energie do pozostania w miejscu, lub poruszania się dalej. Taki stan jest mniej czy bardziej permanentny.

Jestem wielkim zwolennikiem łączenia się bardzo różnych ludzi „linami asekuracyjnymi” i sam „podpięty” jestem do takiej ogromnej sieci. Niestety wokół nas jest wiele osób, które te pożyteczną koncepcje nadużywają wykorzystując ją właśnie jako linę holowniczą.

Szczególnie często zdarza się to w związkach damsko-męskich, gdzie jeden partner ma wrażenie iż posiada „prawo” do zawiśnięcia na drugim.  Często nie dzieję się tak od razu, ale z biegiem czasu jedna strona dochodzi do wniosku, że ma takie „uprawnienia” i jeżeli druga nie uważa, to szybko może się to skończyć sytuacją, kiedy metaforycznie mówiąc, z dwóch silników samolotu jeden pracuje na pełnym gazie, a drugi w najlepszym wypadku obraca się „na luzie”. Piszę w najlepszym, bo czasem zdarza się, że taka „wisząca” osoba działa jak silnik pracujący wstecz!!

Dlatego zalecam Wam wszystkim przeanalizowanie tego zagadnienia pod kątem własnej sytuacji życiowej i podjęcie zdecydowanych i konsekwentnych działań, jeśli stwierdzicie że z kimś macie relację „holowniczą”.

To jest istotne z następujących powodów:

  • dla osoby będącej „holownikiem”  – takie holowanie kosztuje Cię oczywiście energię, którą mógłbyś spożytkować na własny rozwój i pójście do przodu. W naszym bardzo konkurencyjnym i dość twardym świecie nie jest to sprawa bez znaczenia, bo długoterminowo może w dużym stopniu zaważyć na dostępnych dla Ciebie opcjach życiowych. Przy tym długoterminowo nie wyświadczasz osobie holowanej przysługi, co będzie jasne po przeczytaniu następnego punktu
  • dla osoby „holowanej” – jest co najmniej kilka powodów, aby tę pozornie wygodną sytuację zmienić. Po pierwsze długoterminowo będzie na tym cierpieć Twoje poczucie własnej wartości, a to jest bardzo poważna strata. Po drugie przyzwyczajając się do bycia holowanym stracisz umiejętność samodzielnego radzenia sobie w życiu, a to poważna słabość, bo nic nie jest nam dane na zawsze. Dalej, pozostając w tej roli w końcu stracisz poważanie partnera, a może nawet jego samego, tego zapewne nie chcesz.  Wielu interesujących ludzi ma w międzyczasie dość dobrze rozwinięty „detektor szukających holu” i u takich osób nie będziesz miał/miała żadnej szansy na bliższą relację.  Ostatni powód jest taki, że jest to  postępowanie  nieetyczne

Oczywiście od powyższego jest kilka wyjątków takich jak np. sytuacja w której bliski partner w wyniku ciężkiej choroby lub wypadku jest trwale niezdolnym do stanięcia na nogi, albo kiedy trzeba zaopiekować się starzejącymi się rodzicami, zwłaszcza jeśli nie zadbali oni sami o odpowiednie zabezpieczenie na jesień życia, nie o nich teraz rozmawiamy. Wszystkie pozostałe sytuacje warte jest bliższego przyjrzenia się i… działania.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Komentarze (156) →
Alex W. Barszczewski, 2010-05-06
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Warsztaty dla startupów – refleksje

Wczoraj spędziłem ponad 10 godzin zajmując się drugimi już Warsztatami Sprzedaży B2B dla startupów, z czego ponad 9 godzin to był twardy trening nie różniący się intensywnością od tych prowadzonych przeze mnie komercyjnych szkoleń dla starych wygów biznesowych.

To było kolejne działanie, które z ogromną przyjemnością podejmuję dla młodych, obiecujących Koleżanek i Kolegów,  do czego zresztą  zachęcałem wszystkich ludzi sukcesu w drugim punkcie postu http://alexba.eu/2010-04-18/tematy-rozne/spotkanie-ze-studentami/

Na początek nieco o kwalifikacji. Mimo iż zgłosiło się prawie 30 firm to w sumie było dość łatwo znaleźć się na tym szkoleniu.  Wystarczało mieć jakiś startup, przysłać mi w zgłoszeniu dokładnie to, o co prosiłem i już było się na tzw. krótkiej liście.

Jak więc przebiegała selekcja?

  • W pierwszym etapie odrzuciłem zgłoszenia, których Autorzy mieli tylko jakiś pomysł na biznes.  Pomysły to ważna rzecz, ale decydująca w biznesie jest ich realizacja i ja wspieram ludzi czynu.
  • Z przykrością  odrzuciłem zgłoszenia startupów, które prowadzą sprzedaż B2C, czyli bezpośrednio konsumentom.  Na ten temat można znaleźć sporo literatury w przeciwieństwie do realiów prawdziwej sprzedaży B2B szczególnie w warunkach polskich
  • W następnym etapie odrzuciłem zgłoszenia, które były napisane bardzo niechlujnie jak np. cytuję (wyiksowania moje):  „Produktem jaki chciałym zaoferowaćklientom bęzie usłga wynajmu xxxxxxxxxx. Na polskim rynku jest jużklikanaśie takich projektow jednakż, mój bęzie inny od wszystkich ” (pisownia oryginalna). Hej, Koledzy, jeżeli już chcecie za friko wziąć udział w zaawansowanym szkoleniu, które normalnie jest dostępne za bardzo duże pieniądze dla wybranych firm to mogę oczekiwać, że się choć trochę przyłożycie!!!
  • Potem zdyskwalifikowałem zgłoszenia, w których po uważnym czytaniu nie doszukałem się odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Typowym „kilerem” było pominięcie punktu 7 „Wstępne przemyślenia co Twój produkt miałby dla nich dobrego zrobić”
  • Wreszcie najtrudniejszy etap wybory finalnej siódemki bo to jest maksymalna ilość uczestników, którymi mogę indywidualnie się zająć w ciągu jednego dnia.  Pozostałym napisze maila i znajdziemy jakieś dobre rozwiązanie na przyszłość

Z wybranej grupy jedna osoba miała kolizje ważnych terminów (ze względu na przesunięcia spowodowane żałobą narodową) i po uprzedzeniu mnie ustaliliśmy, że wstawię ją na listę kandydatów na następne warsztaty. W zamian zaprosiłem kogoś z listy rezerwowej

Jedna z zaproszonych osób (z Warszawy!!!) nie zjawiła się w ogóle nie uprzedzając o tym i o ile nie ma jakiegoś naprawdę bardzo ważnego powodu (wypadek, choroba z utratą przytomności itp.) to może się nie fatygować kontaktowaniem mnie. Zamiast Ciebie mógł wziąć udział ktoś, komu zależało.

Same warsztaty były dla mnie bardzo interesujące. Po wysłuchaniu wstępnych prezentacji zapytałem uczestników, jak późno mają ostatnie połączenia do domu bo zapowiadał się bardzo długi dzień :-)

Tutaj nikt się chyba nie obrazi, jeśli stwierdzę, że znakomita większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o skutecznej sprzedaży B2B, chyba że ktoś robi to zawodowo i był porządnie szkolony (patrz np. http://alexba.eu/2007-06-02/szkolenia-rozwazania-trening/zasada-pareto-szkolenia/ )

Tym większe wyzwanie stało przed uczestnikami, tym bardziej że na początku umówiliśmy się, że nie robimy żadnego obniżenia poziomu i szkolenie będzie tak intensywne i twarde jak dla zaawansowanych profesjonalistów.

Musze przyznać, że wszyscy bez wyjątku spisali się na medal!! W trakcie treningu byłem dla Was bezlitosny, bo chciałem, aby każdy wyjechał do domu z konkretnymi umiejętnościami, ale w głębi ducha podziwiałem Was jak radziliście sobie z całkiem nowym podejściem, sposobami myślenia i wyrażania się i to wszystko w stresie rozmowy z trudnym partnerem przed kamerą i na oczach wszystkich. Gratulacje!!! Zachowajcie tę postawę na dalsze życie!!

Warto też zauważyć, że normalnie, że względu na intensywność takie treningi trwają max. 7 godzin dziennie, a nasi uczestnicy wytrzymali ponad 9 dopiero pod koniec pokazując pewne „zmęczenie materiału” :-)

Każdy z nich stał się też członkiem ekskluzywnego klubu Uczestników Szkoleń Alexa. Mi bardzo zależy na tym, aby każdy człowiek, który wylądował na jakimkolwiek szkoleniu prowadzonym przeze mnie i zakończył je z powodzeniem odniósł sukces w życiu. Dlatego też uczestnicy otrzymali  mój mail oraz numer telefonu i razie potrzeby mogą mnie zapytać o radę, naturalnie „free of charge”.  Witajcie w klubie, w którym w międzyczasie jest już paru prezesów, dyrektorów generalnych, wolnych przedsiębiorców i wielu innych którzy zaczynając podobnie do Was zaszli daleko w życiu.

Co dalej?

Uczestnikom zalecam intensywne trenowanie i rozwijanie umiejętności, które nabyliście na naszych warsztatach. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to jest zaledwie parę procent tego co jest możliwe, niemniej dzięki odpowiedniemu doborowi tych „procentów”  i podwójnej (a nawet potrójnej :-)) zasadzie Pareto powinno dać Wam to dużą przewagę nad innymi ludźmi. Teraz bardzo ważną rzeczą jest trenowanie, trenowanie i jeszcze raz trenowanie, tak aby ten nowy sposób myślenia, wyrażania się i argumentowania wszedł Wam w krew i abyście w różnych sytuacjach potrafili swobodnie improwizować, tak jak wam to pokazałem wczoraj.  Wtedy bardzo wiele rzeczy stanie przed Wami otworem, czego Wam serdecznie życzę. Niezbędną do tego inteligencję i ducha walki macie, teraz czas na resztę!!!

Wszystkich innych, którzy mają jakiś startup zapraszam do uważnego śledzenia kiedy odbędzie się następna edycja Warsztatów, bo zamierzam kontynuować ten projekt.  Jak napisać zgłoszenie aby się zakwalifikować możecie przeczytać powyżej, reszta należy do Was.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach, mam nadzieję, że uczestnicy podzielą się też swoimi wrażeniami.

PS: Dziękuję agencji Los Mejores a szczególnie Kubie za udostępnienie nam pomieszczeń biurowych oraz Monice za wsparcie logistyczne.
Miło było też gościć tym razem Macieja Budzicha z Mediafun, wreszcie mogliśmy spotkać się w realu :-)

PPS: Tradycyjne zdjęcie z Warsztatów pojawi się w piątek jak wrócę z Wrocławia

Komentarze (30) →
Alex W. Barszczewski, 2010-04-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Spotkanie ze studentami – nowe doświadczenie

Wczoraj wieczorem miałem przyjemność spędzić 4,5 godziny na spotkaniu z członkami Koła Naukowego jednej z naszych uczelni. Nie pisze tutaj jakiego i z jakiej uczelni, bo nie wiem czy sobie tego życzą a poufność to podstawa :-) Moi mili rozmówcy – jeśli chcecie to możecie ujawnić się w komentarzach.

UPDATE: Uzyskałem zgodę na opublikowanie jaka grupa to była. Spotkałem się z członkami Koła Naukowego PROLEPSIS z Uniwersytetu Szczecińskiego

Dotychczas raczej spotykałem się z ludźmi nieco starszymi, mającymi już doświadczenie w pracy zawodowej i praktyczne rozeznanie w realiach biznesu, więc byłem ciekaw jak będzie przebiegała rozmowa z osobami znajdującymi się dopiero w przedsionku takiego życia, tym bardziej, że dotąd nie byłe to moja „grupa docelowa”.

Muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Dziś zastanawiając się nad tym, co wczoraj mówiłem uświadomiłem sobie, że bardzo szybko zapomniałem iż rozmawiam z bardzo młodymi ludźmi i cały czas mogłem dyskutować jakbym miał do czynienia co najmniej z uczestnikami naszych Power Walk, albo nawet z klientami. A poruszaliśmy bardzo szeroki zakres tematów! Nawet jak pokazywałem im pewne dość trudne ćwiczenie, to dzielnie sobie radzili, wcale nie gorzej od ich starszych koleżanek i kolegów. Duże brawa!!!

To oznacza, że na studiach dojrzewa nam kolejna generacja, która może dać sporego pozytywnego „kopa” zarówno gospodarce jak i społeczeństwu.  Z tego „na szybko” wynika kilka wniosków:

  • Nawet jeżeli moi wczorajsi Gospodarze są tylko częścią bardzo zróżnicowanej grupy studentów, to oznacza to iż mamy stojący w dołkach startowych „kapitał ludzki”, aby zrealizować „Złotą Dekadę” o której dyskutowaliśmy wcześniej.  Musimy tylko jako społeczeństwo zacząć wreszcie patrzeć do przodu (a nie żyć przeżuwaniem przeszłości) i wykorzystywać nasz bezsporny atut jakim są młodzi, inteligentni i żądni sukcesu ludzie.
  • Ci z nas, którzy w ostatnich kilkunastu latach o własnych siłach osiągnęli jakiś znaczący sukces ekonomiczny powinni się zastanowić się, czy nie czas na wsparcie tego następnego pokolenia.  I nie mam tutaj na myśli tylko własnych genetycznie spokrewnionych dzieci (ograniczenie się tylko do nich jest, z całym szacunkiem,  typowe dla mentanlości chłopskiej), ale szersze rzesze dobrych, zdolnych i chętnych do rozwoju młodych Polaków, którym z różnych powodów Państwo nie daje istotnych elementów sukcesu takich jak odpowiednie wzorce postaw, czy krytyczne umiejętności. My posiadamy i to i to, inaczej nie bylibyśmy dzisiaj tam gdzie jesteśmy. Dzielmy się tym z chętnymi, młodszymi Rodakami, bo jak my im tego nie przekażemy, to z braku odpowiednich umiejętności nikt inny tego nie zrobi. Na uczelniach ciągle jeszcze zbyt wielu jest  teoretyków, którzy zamulają ludziom umysły wiedzą nieadekwatną do XXI wieku, a za mało praktyków, którzy z własnego doświadczenia wiedzą co jest istotne i potrafią to przekazać. Wypełnijmy te lukę. Zdaję sobie sprawę, że przy naszych stawkach dziennych chyba żadna szkoła wyższa w Polsce nie mogłaby sobie na nas pozwolić, a procedury dofinansowywania z Unii powodują u nas odruch wymiotny, dlatego trzeba do sprawy podejść „po naszemu”:  Jeżeli w miarę rozsądnie podchodzimy do finansów, to przecież  mamy i zarabiamy dość pieniędzy, aby całkiem wygodnie i przyjemnie żyć. Jeżeli część naszego czasu (tak, czasu!!) poświęcimy nie na dalsze ich pomnażanie, lecz sprezentujemy go wartej tego młodzieży ucząc za darmo, to spowoduje to co prawda pewną różnicę w zapisie komputerowym w jakimś banku, ale ta różnica nie będzie miała odczuwalnego wpływu na jakość naszego życia! Z drugiej strony możemy zainicjować kolosalna pozytywna zmianę w życiu innych.  Czyż to nie jest warte spróbowania??! Ja tak robię i zapewniam Was, że warto, a korzyści dla samego siebie nie dadzą się przeliczyć na żadne pieniądze (priceless – jak w pewnej reklamie :-)).
  • Rada dla młodych Koleżanek i Kolegów: wychylajcie się ! Zróbcie robocze założenie, że ukończone studia nie dają Wam żadnej przewagi w stosunku do tysięcy innych osób, które też skończyły takie lub podobne studia a nadal macie decydującą słabość w stosunku do ludzi, którzy pracując już zdążyli nabrać pewnego doświadczenia i umiejętności praktycznych. To trzeba koniecznie czymś skompensować, na przykład robiąc coś konkretnego jeszcze w trakcie nauki, albo zdobywając rzadkie umiejętności niedostępne dla szerokiej rzeszy studiujących. Tego nikt Wam na tacy nie poda, musicie sami przejąć inicjatywę i zrobić coś wykraczające poza szablon. I nie jest to takie trudne, zobaczcie ile inicjatyw powstało choćby na tym blogu tylko dlatego, że ktoś zaprosił mnie na herbatę, czy tez napisał miłego i rzeczowego maila. Jeśli chcecie to wkrótce napisze Wam jak się za to zabrać, aby zwiększyć szanse powodzenia.

Tyle na razie, zapraszam do dyskusji w komentarzach.

PS: Do grupy, z którą się spotkałem – na początku lata będę w Waszych okolicach, to zrobimy sobie ostre warsztaty negocjacyjne :-)

Komentarze (37) →
Alex W. Barszczewski, 2010-04-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Katastrofa

Od kilku dni planowałem, że właśnie w niedzielę, po zakończeniu ostatnich z serii bardzo wymagających i absorbujących zajęć, wreszcie znowu napiszę jakiś pogodny i optymistyczny post na blogu.

Z oczywistych względów jest inaczej i pozwólcie, że teraz podzielę się z Wami kilkoma moimi spontanicznymi przemyśleniami

  • Jeśli ginie ponad 90 osób, to jest to zawsze wielka osobista tragedia dla bardzo dużej grupy ludzi.  Łączmy się z nimi we współczuciu, niezależnie od tego, kogo ta tragedia bezpośrednio dotknęła. W obliczu śmierci nie ma ważnych i mniej ważnych.
  • Niezależnie od naszej osobistej oceny ich działania, ci którzy zginęli, to byli ludzie czynu, bo nie zajmuje się takich stanowisk siedząc w domu i oglądając telewizję.  I ci ludzie zginęli biorąc udział w czymś, co uważali za bardzo istotne, co dla tego rodzaju osobowości ma znaczenie i nadaje ich śmierci większy sens, niż np. zejście ze świata po długiej chorobie. Wiem, że to niewielka pociecha, ale  każdy z Was, który ma podobnie aktywne podejście do życia i otaczającego nas świata zapewne zrozumie o co mi chodzi.
  • Ta katastrofa jeszcze raz w pełni podkreśla rozważania, które prawie cztery lata temu opisałem w poście „Memento mori”
  • Głębokim niesmakiem napełniają mnie pierwsze próby wykorzystania tej tragedii do zbicia kapitału politycznego, albo co gorsza zarobienia pieniędzy (patrz http://zlozkondolencje.pl/payment.php znalezione przez VaGla ). W tym drugim przypadku, gdyby odpowiednie służby namierzyły autorów tego pomysłu uznałbym to za dobre wykorzystanie moich podatków.
  • Kiedyś może dowiemy się kto naprawdę podjął decyzję lądowania na krótkim (1600m) pasie kiepsko wyposażonego lotniska (brak ILS) przy widoczności pionowej rzędu 70m. Wtedy trzeba będzie wyciągnąć dalsze wnioski

Zapraszam każdego, kto chciałby podzielić się swoimi odczuciami i przemyśleniami do komentarzy

Komentarze (100) →
Alex W. Barszczewski, 2010-04-11
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Komu mój jeden procent?

Niedługo będzie czas na moje pierwsze rozliczenie podatków w Polsce. Mimo stosowania stosunkowo niewielkiej stawki 19% dzięki dobremu biznesowi zebrała się z tego całkiem przyzwoita kwota, którą dokładam się do funkcjonowania tego państwa.

Jako że mam prawo przeznaczyć jej 1% na dowolna fundację upoważnioną do odbioru takich datków to pojawia się mały dylemat komu te pieniądze przekazać.

Nie mam tutaj rozeznania, dlatego proszę Was, moich aktywnych Czytelników o wskazówki.

Nie chce dawać tych pieniędzy na rozdmuchane fundacje jak np. pani  Dymnej, które jak na mój gust poszły zbytnio w marketing  lub bardzo poważne inwestycje nieruchomościowe. Wole przekazać pieniądze takim, które bez zbytniego rozgłosu robią coś naprawdę dobrego (jak ja na tym blogu :-))

Aby nie stwarzać na tym blogu płaszczyzny reklamowej dla wszystkich tym razem wyjątkowo zapraszam do wypowiedzi tych Czytelników, którzy dotąd opublikowali na blogu choć jeden komentarz.

Proszę o Wasze propozycje z następującymi informacjami:

  • jaką fundację polecacie
  • czym się ona zajmuje
  • dlaczego akurat tę mam wesprzeć

Wierzę, że rzetelnie wesprzecie mnie Waszą wiedzą i czekam na Wasze komentarze.

Komentarze (55) →
Alex W. Barszczewski, 2010-03-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Power Walk na Ursynowie w 2010

Witajcie

Pogoda zaczyna robić się taka, że znowu możemy wystartować nasze Power Walks na Ursynowie.

Dla Tych z Was, którzy jeszcze o nich nie słyszeli kilka informacji:

  • zaczynamy zazwyczaj koło Multikina (stacja metra Imielin) i idziemy najpierw wzdłuż Al. KEN na południe, co daje możliwość dołączenia do nas ze stacji Natolin i Kabaty, jeśli ktoś nie mógł wcześniej dotrzeć
  • maszerujemy sobie dość żwawym tempem trasą ok. 7 km po Ursynowie, wszystko po normalnych chodnikach, więc nie potrzeba specjalnego obuwia. Zdarzali się uczestnicy przyjeżdżający na Power Walk prosto od klienta w garniturze i krawacie :-)
  • kończymy w tym samym miejscu, jeśli jest czas to idziemy jeszcze porozmawiać do Starlight Cafe
  • podczas takiego marszu jest okazja do porozmawiania na dowolne tematy ze mną i innymi ciekawymi ludźmi
  • można przyjść z jakimś problemem i wspólnie poszukać jego rozwiązania korzystając z mojej wiedzy i doświadczenia
  • robiąc to kontynuujemy mającą ponad 2000 lat tradycję perypatetyków z czasów, kiedy jeszcze nie było szkółek zwanych uczelniami wyższymi
  • oczywiście wszystko jest bezpłatne poza kosztami Waszego dotarcia na Ursynów (metro z Centrum 2 złote) i z powrotem :-)

W momencie kiedy wiem o której idę na Power Walk wysyłam SMS z dokładnym czasem do wszystkich, którzy wpiszą się na listę i proszę tylko o potwierdzenie przybycia.

Jak wpisać się na listę:

  • jeżeli ktoś ma już mój numer telefonu, to proszę o SMS z informacją o chęci dopisania się do listy. Proszę też o podanie  preferowanych godzin. Do dotyczy też osób, które były wpisane na listę w 2009
  • jeżeli ktoś nie ma tego numeru, to proszę o kontakt przez formularz kontaktowy z podaniem Waszego numeru i chęci dopisania się do listy wraz z preferowanymi godzinami takich spacerów.

Jest rzeczą zrozumiałą samą przez się, że podane kontakty będą mi służyły wyłącznie do informowania o kolejnych Power Walks. Od Was oczekuję, że zachowacie mój numer wyłącznie do własnej wiadomości

Zgłaszajcie się, a jeśli macie jakieś pytania lub uwagi to zapraszam do komentarzy

PS: Typową trasę macie na zdjęciu poniżej, jest tak dobrana, że przez większość czasu spacerujemy w promieniach słońca

Komentarze (6) →
Alex W. Barszczewski, 2010-03-21
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 44 of 83« First...102030«4243444546»506070...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi

Najnowsze komentarze

  • Pozorny overkill  (39)
    • Ewa W: Meg, to co piszesz jest...
    • Meg: Bywa i tak, że jak przychodzi...
    • Ewa W: Meg, nie chodzi o słowo...
    • Meg: Użyłam słowa „trudnośc...
    • Ewa W: Meg, wyboldowane miało byc...
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Thomas: Witam.przeczytałem z uwaga...
  • Spotkanie Czytelników  (158)
    • Witold W. Wilk: Witaj Alex, Z chęcią...
    • Krzysztof Tadeusz: Witam, Czytam...
    • Marysia: Własnie modyfikuję moje...
    • Bartek: Witam ! Jak najbardziej...
    • MADA: extra! pomysł aby poznać...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Alabama: A co sądzicie o testach na...
    • Alex W. Barszczewski: Alabama...
    • Krzysztof Kroszka: Alabama Po...
    • Alabama: Moja polonistka zarzuca mi...
    • Alex W. Barszczewski: Wieczny frajer...
  • Parę informacji o Biblioteczce  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Ciesze...
    • Piotr_Kow: Pozwólcie na kilka...
  • Jaka jest Twoja definicja sukcesu?  (35)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Nie ma...
    • JJ: Alex, Oczywiście:) Nic tu nie...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...
    • JJ: Alex, Oczywiście nie ma co...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Powszechność...
  • Typowe strategie podrywania :-)  (89)
    • Justyna F.: Po kilku spotkaniach już...
  • Kiedy nie pasuje nam temat rozmowy….  (59)
    • Alex W. Barszczewski: Anonimowy...
    • A: Ze względu na fakt, iż mój pobyt...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • KP: Ja po wpisaniu swojego imienia i...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Mirek Jak już...
  • We własnej sprawie..  (4)
    • Alex W. Barszczewski: Wreszcie...
  • Miejsce na szczęśliwy przypadek  (51)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (25)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026