Czekanie na brzegu, polowanie czy selektywna grawitacja?

Ten nieco przydługi tytuł opisuje typowe strategie stosowane przez ludzi w celu osiągnięcia tego, czego pragną. Tym „czymś” może być np. interesująca praca, takież towarzystwo, czy też partner życiowy.

Przyjrzyjmy się, jak to wygląda w szczegółach

Metaforyczne  czekanie na brzegu to siedzenie w jednym miejscu i codzienna obserwacja, co też fale życia nam na ten brzeg wyrzucą. To jest strategia bardzo oszczędna energetycznie i nie wymagająca wysiłku. Nic dziwnego, że zdumiewająco wiele osób ją stosuje, mimo jej generalnie kiepskiej skuteczności. To polega na tym, że:

  • Bardzo wielu ludzi przyjmuje dość byle jaką pracę, bo akurat jest ona w pobliżu aktualnego miejsca zamieszkania, często miejsca w którym dana osoba mieszka od urodzenia.
  • Towarzystwo, z którym spędza się najwięcej czasu, to dość przypadkowa zbieranina bliższej i dalszej rodziny, znajomych ze szkoły i studiów.
  • Partnera życiowego zazwyczaj dobiera się z kręgu „starych znajomych”, sąsiadów, szkoły, studiów lub miejsca pracy.

Ludzie stosujący powyższą strategię mają zazwyczaj dość roszczeniowe nastawienie, bo to np. państwo powinno im zapewnić pracę i godne warunki życia, a partner troszczyć się o jego codzienną jakość. A jak tej jakości nie ma to albo demonstrują, albo siedzą sfrustrowani „bo takie jest życie”. Jak już coś mają, to drżą, że mogą to stracić i znów trzeba będzie wiecznie czekać na nową okazję.

Polowanie polega na aktywnym poszukiwaniu na szeroko rozumianym rynku, poprzez rozpoznanie jego „oferty”, mechanizmów działania, ustaleniu naszych potrzeb i celów, a potem mniej czy bardziej udanym proaktywnym ich zaspokajaniu/osiąganiu. Ta strategia wymaga znacznie większej aktywności i mobilności, wiąże się też z wydatkowaniem sporej energii (co niekoniecznie musi być czymś negatywnym). Zazwyczaj wymaga uświadomienia sobie czego chcemy, analizy gdzie i na jakich warunkach możemy to otrzymać, a potem podjęcia konkretnych działań.  W naszych konkretnych przykładach oznacza to:

  • W kwestii pracy zarobkowej (wszystko jedno, czy jako pracownik najemny, czy niezależny) jest to ciągłe trzymanie ręki na pulsie, rozszerzanie własnych kwalifikacji i rozglądanie się za interesującymi ofertami. Jeśli takie się pojawią, to praktyczne wypróbowanie, czy jesteśmy w stanie się zakwalifikować i czy na koniec dnia one też tak nam się podobają jak na początku.
  • Jeśli chodzi o towarzystwo, to szuka się miejsc i środowisk, gdzie mogą przebywać osoby o interesujących nas cechach i tam stara się ich jak najwięcej poznać poprzez wspólne imprezy, networking itp.
  • Na partnera życiowego można też „zapolować”, wiedząc jak dotrzeć do dużej liczby potencjalnych kandydatów/kandydatek, jak z nimi komunikować i nawiązywać bliższe relacje. Zwłaszcza internet daje tu ogromne możliwości, jeśli się umie z niego odpowiednio skorzystać.

Większość ludzi szeroko rozumianego sukcesu stosuje różne warianty tej strategii, bo jest ona skuteczna. Dodatkowo, jeśli jesteś dobra/dobry w „polowaniu”, a nie masz poważnych zobowiązań w postaci np. dużego kredytu, to niezbyt się martwisz o ewentualne zawirowania w gospodarce, Twoim życiu towarzyskim czy prywatnym. Jakby coś,  to weźmiesz tę metaforyczną dwururkę, pójdziesz do dżungli i upolujesz sobie to, co potrzebujesz :-)

Znakomitą większość działań ludzi wokół nas można zakwalifikować do jednej z powyższych strategii, niemniej chcę zwrócić Wasza uwagę na jeszcze jedną, która odpowiednio zastosowana w bardzo skuteczny i jednocześnie wygodny sposób umożliwia nam zaspokojenie naszych potrzeb. Mnie bardzo pomogła ona w zakresie biznesowym, gdzie  od ponad 20 lat doskonale radzę sobie na trudnym polskim rynku w obliczu mas „certyfikowanych coachów”,  wypaczających rynek dofinansowań z Unii itp. komplikacji. Od około roku eksperymentuję z nią w zakresie kontaktów prywatnych, też z bardzo dobrymi rezultatami.

Na własny użytek nazywam tę strategię selektywna grawitacją, bo zamiast wyczekiwać, lub biegać „polując”, po prostu przyciągamy do siebie odpowiednich ludzi, klientów i zlecenia. Pojawiają się oni “sami”, bez naszych specjalnych starań, czy inicjatywy. I nie mam tego na myśli w jakiś metafizycznym znaczeniu, lecz w bardzo trzeźwym i konkretnym. Sprawa jest w gruncie rzeczy dość prosta.  Jeżeli w jakimś zakresie życia jesteśmy w 100% sobą, nie udajemy nikogo innego, a jednocześnie jesteśmy bardzo wyraziści  w tym co robimy, to po przekroczeniu pewnej „masy krytycznej” naszego działania zaczynamy ściągać do siebie odpowiednich ludzi, firmy i zlecenia. Jak już wspomniałem, w zakresie biznesowym od bardzo dawna nie szukam klientów, ci właściwi i ciekawi znajdują mnie sami, czasem w bardzo niezwykły sposób. Przez tak długi okres czasu, to musi byc coś więcej niż szczęśliwy przypadek! Nie jest to może najlepsza metoda, jeśli ktoś ma ADHD, albo musi zarabiać miliony, niemniej dla kogoś w miarę rozsądnie delektującego się życiem i starającego się pracować zarobkowo 50 dni w roku to świetne rozwiązanie.  Polecam spróbowanie :-)

Ciekawym zastosowaniem jest użycie selektywnej grawitacji do znajdywania bliskich sobie ludzi. Ja przez wiele lat byłem w tej dziedzinie raczej zwolennikiem strategii „polowania”, co wynikało z mojej dość dobrej umiejętności szybkiego nawiązywania kontaktów i jeszcze szybszej selekcji (pisałem o tym np. http://alexba.eu/2011-01-04/jak-to-robi-alex/szybka-selekcja-ludzi/ ) Wyniki byłe niezłe i mnie osobiście się podobały.

Zdanie zmieniłem dopiero w roku 2014, kiedy w rezultacie napisania i wydania przeze mnie popularnej książki „Sukces w relacjach międzyludzkich” nagle sami z siebie zaczęli pojawiać się w moim życiu fantastyczni ludzie, których istnienia wcześniej nie podejrzewałbym! Doprowadziło to do znacznych przetasowań w kręgach moich znajomych, a jakość mojego życie ogromnie się poprawiła. W rzeczy samej, moja ograniczona działalność na tym blogu jest jednym z efektów ubocznych tego wzbogacenia i delektowania się jego owocami!

Zastanawiam się, czy warto pociągnąć ten temat na blogu, bo aby osiągnąć te „masę krytyczną”  np. w zakresie przyciągania ludzi trzeba być w tym dość dobrym, znacznie powyżej poziomu większości ludzi, których znam. Z drugiej strony, ja też się tego wszystkiego kiedyś nauczyłem, a gra jest warta świeczki.

Przemyślcie proszę, jakie strategie stosujecie w życiu (bez ściemy!!!) i jeśli chcecie, to podzielcie się tymi przemyśleniami w komentarzach. Napiszcie też, czy chcecie, abym pociągnął ten temat.

 

Top Gun dla Prawników cz. 3

Z małym opóźnieniem, spowodowanym moją podróżą na Gran Canaria, zgodnie z umową relacjonuje kolejny odcinek projektu Top Gun dla Prawników, który odbył się dzień przed moim wylotem.

Ponieważ sporo osób pytało mnie, po co to robię, to zacznę od tego tematu.

Jak wiecie, zawodowo pracuję z bardzo wymagającymi klientami, często na najwyższych szczeblach w organizacjach.  Tam trzeba szybko dostarczyć bardzo konkretnych rezultatów, inaczej przy całej sympatii do mnie wylądowałbym za burtą.

Coś podobnego chcę osiągnąć pracując z młodymi ludźmi i tu pojawiają się dwa wyzwania, w zależności czy robię to dla klienta, czy pro bono. W tym pierwszym przypadku mamy ograniczenia budżetowe, często w 1-2 dni muszę nauczyć młodych managerów skuteczniejszego radzenia sobie z ich najtrudniejszymi problemami i tu naprawdę jest co robić. W wypadku działań pro bono przeszkodą jest zazwyczaj krótki czas takich spotkań, często niestety w połączeniu z kiepskim przygotowaniem Uczestników, którzy (za wyjątkiem ostatnich Igrzysk Przedsiębiorczości) raczej nastawiają się na wysłuchanie gładkiej prezentacji, niż na konkretne zmiany.

To, czego bardzo mi brakowało było stworzenie bardzo obiecującej grupy „zwykłych” młodych ludzi i systematyczne zaopatrzenie ich w umiejętności dające kolosalną przewagę nad większością konkurencji.  Możecie uznać to za moje hobby, którego w tej formie nie uprawiałem już od około 10 lat. Wtedy też poprowadziłem taką grupę, z której dziś wiele osób jest na prezesowskich, bądź dyrektorskich stanowiskach i pomyślałem, że czas zrobić kolejną edycję.

I taką właśnie grupę zrekrutowałem w Krakowie, akurat w środowisku prawniczym. Dobrałem pięć różniących się pod wieloma względami osób (różnorodność jest dla takiego zespołu bardzo dobra), które łączyły takie cechy jak aktywna postawa wobec życia, inteligencja, etyka postepowania i wielka chęć osiągnięcia czegoś więcej w życiu. Mając za sobą już trzy całodzienne sesje z nimi uważam to za świetny pomysł, choć godziny, które spędzamy razem do najłatwiejszych nie należą :-)

Koniec żartów -Ilona walczy z trudnym przeciwnikiem

Ostatnie spotkanie w sporej części wypełnione było praktycznym negocjowaniem kazusów przyniesionych przez Uczestniczki. Ciągle jesteśmy na stosunkowo prostym etapie, kiedy w tych negocjacjach jestem sympatycznym przeciwnikiem, który jednakże bezlitośnie wykorzystuje wszystkie błędy i nieostrożności drugiej strony. W tej konkurencji robimy już spore postępy i Uczestniczki meldowały mi sukcesy po wykorzystaniu nowo nauczonych umiejętności. W przyszłości dołożymy do tego dominującego, chamskiego przeciwnika i z tym też Panie będą sobie musiały poradzić.

Aby szok nie był zbyt duży, już teraz pewną część sesji spędzamy na praktykowaniu szermierki słownej z przeciwnikiem, który stosuje wszelkie możliwe chwyty poniżej pasa włącznie z chamskimi atakami ad personam :-) To znakomicie trenuje reakcję psychiczną, umiejętność analitycznego słuchania i elastyczność  językową. Tych umiejętności nie da się nauczyć z książki, ani podczas prelekcji jakichkolwiek  „guru biznesu”, a ponieważ większość społeczeństwa jest w tym niezwykle słaba, to nawet cząstkowe jej opanowanie daje dużą przewagę. I o to mi chodzi :-)

Będziemy raportować co dalej….

PS: Dziękujemy Business Link Kraków za ponowne udostepnienie nam pomieszczeń.

 

Naciągnięto mnie na 5,20 … i nie tylko

Dziś, odbierając moją Europejską Kartę Ubezpieczenia, spotkałem na ulicy dość biednie wyglądającego mężczyznę w wieku ok. 27-29 lat, który podszedł do mnie, pokazał kopertę zaadresowaną do Austrii i łamaną polszczyzną zapytał, czy mogę dać mu 5,20 na znaczek.

Sam z dawnych czasów wiem, jak to jest być bez grosza w obcym kraju, więc bez zastanowienia dałem mu te pieniądze, próbując przy tym wciągnąć go w rozmowę. Nie za bardzo to wyszło poza tym, że powiedział, że jest z Ukrainy, więc życzyłem mu tylko powodzenia i przyjaźnie pożegnałem się.

Kilkanaście minut później, wychodząc z NFZ ze zdziwieniem widziałem, jak kilkadziesiąt metrów dalej próbuje on tego samego z innym przechodniem! No cóż, dałem się nabrać :-)

Na pocieszenie, wiem, że z takim podejściem nie zajdzie on zbyt daleko w życiu i właściwie mi go żal.

Pewnie teraz zastanawiacie się, dlaczego taki drobny incydent skłonił mnie do pisania, prawda?

Jadąc do domu, uzmysłowiłem sobie, że podobne było postępowanie tych kilku osób, którym w swoim czasie „ratowałem tyłek” stawiając do dyspozycji nie złotych 5,20, lecz kwoty cztero- i pięciocyfrowe! I to nie w formie pożyczki, lecz zaliczki na przyszłe działania dla mnie. Oczywiście, jak wśród dżentelmenów obojga płci przystało, całkowicie na gębę. To oznaczało że:

  • Miałem pełne zaufanie do przyzwoitości tych osób i ich podejścia do własnych obietnic
  • Miałem pełne zaufanie do ich kompetencji fachowych
  • Oczywiście, jako wzorowy „kichacz”, biorąc pod uwagę powyższe punkty rekomendowałem te osoby na prawo i na lewo. A to ma swoją wartość, bo docieram do bardzo ciekawych ludzi i organizacji

To normalnie działa znakomicie, w kilku przypadkach niestety osoby te wygodnie „zapomniały” o fakcie wzięcia zaliczki, niektóre pod różnymi pretekstami nie dostarczyły tego, co obiecały. W najlepszym wypadku wylądowałem u nich na ostatnim miejscu jakichkolwiek priorytetów i do dziś jestem na jakiejś „liście oczekujących” .

Jaki jest tego rezultat:

  • Jako człowiek wierzący w ludzi i niezbyt naiwny, jestem prawie pewien, że kiedy się ze mna umawiały to nie było z ich strony zamiaru oszustwa.  Nie zmienia to faktu, że w moich oczach zdolność zawarcia z nimi umów spadła poniżej poziomu mojego zaufania do pięcioletniego dziecka znajomych
  • Ze względu na powyższe, ich kompetencje fachowe są bez znaczenia
  • Od natychmiast umarły wszelkie rekomendacje, a te uprzednio udzielone zostały sprostowane przez opisanie zaistniałego ze mną stanu rzeczy, bo przecież musze dbać o moja reputację.
  • W każdym z przypadków, straty tych osób wynikające z wykluczenia z pewnych projektów i kontaktów znacznie przekroczyły kwoty udzielonych zaliczek

Czyż to nie głupota z ich strony? Pisze to, jako ostrzeżenie, gdyż wiele osób nie zdaje sobie sprawy z rezultatów takiego postępowania.

Pamiętajcie że:

  • Niełatwo jest spotkać ludzi sympatycznych i skorych do pomocy
  • Jeszcze trudniej jest spotkać  ludzi sympatycznych, skorych do pomocy i posiadających duże możliwości
  • Najtrudniej jest spotkać ludzi sympatycznych, skorych do pomocy, posiadających duże możliwości, którzy wpuszczą nas w wąski krąg zaufania i udostępniania zasobów

Jak już ktoś dotarł do tego ostatniego punktu, to trzeba to sobie cenić i uważać, aby przez głupotę  takiej relacji nie zniszczyć.  W życiu może okazać się to krytycznym czynnikiem!

Co o tym sądzicie?

Zapraszam do wypowiedzi w komentarzach

 

 

Szkolenia Top Gun dla Prawników – co robimy

Poniewaz z jednej strony dostaję coraz więcej maili od osób zainteresowanych zawartością naszego eksperymentalnego programu szkoleń dla prawnikow, a z drugiej razem z Uczestniczkami postanowilismy prowadzić go w sposób otwarty, to z przyjemnościa publikuję wiadomośc, którą właśnie do nich wysłałem.

Na poprzednim spotkaniu dokładnie omawialiśmy konkretne przypadki negocjacyjne uczestniczek i do każdego wypracowaliśmy zarówno strategię działania, jak i konkretne zagrania i wypowiedzi.  Uczestniczki uznały to za bardzo wartościowe, więc “pomęczę” je trochę z praktycznego zastosowania tego wszystkiego z żywym i niełatwym przeciwnikiem.

Dzisiejszy mail:

“Witajcie

 Zapewne zastanawiacie się, czym bedziemy zajmować sie w najbliższa niedzielę :-)
 
Poniewaz celem naszych warsztatów jest nie tylko dowiedzenie się “jak” radzić sobie z trudnymi sytuacjami, lecz też praktyczne opanowanie tych umiejętności, to po rozgrzewce zaczniemy od tego, że będziecie negocjować ze mną Waszy przypadki, które omówilismy poprzednim razem. Tak więc siegnijcie do notatek i potrenujcie nieco :-) Na poczatek będę przeciwnikiem, który co prawda wykorzysta każdą Waszą słabość i potknięcie, ale będzie grał fair i bez prób onieśmielania Was. 
W praktyce będzie to wygladało tak, że każda z Was siądzie na “gorącym krześle”, zrobi mi krótki opis sytuacji i pozycji, którą przyjąłby Wasz przeciwnik, a potem powalczymy :-)  
Myslę, że przez cały dzień zrobimy dwie rundy takich negocjacji każdego z Waszych przypadków razem z omówieniem ich na wideo, chyba że któraś z Was pokona mnie w pierwszej :-)
 
Dodatkowo, jesli czekają Was jakieś inne ważne negocjacje, to możemy krótko omówić strategię do nich i konkretne wypowiedzi, które Wam pomogą.
 
Podczas całego spotkania, poza ćwiczeniami przed kamerą, będe od czasu do czasu konfrontował Was z niespodziewanymi, często absurdalnym zarzutami. Na trzecim spotkaniu spodziewam się już prawidłowej reakcji z Waszej strony :-)
 
PS: Dla tych z Was, które dołączyły dopiero w zeszłym tygodniu, rozgrzewka polega na krótkiej,lecz bardzo intensywnej potyczce słownej ze mną, gdzie wykorzystuję wszystkie możliwe nieczyste chwyty i zagrywki, oraz z uwielbieniem atakuję Was ad personam celujac w Wasze indywidualne słabości :-)  
 
Życzę Wam udanego tygodnia i do zobaczenia :-)
Alex”

“Top Gun dla Prawników” i parę przemyśleń

20150111_093829

W miejscu tego zdjęcia powinno pojawić się znacznie lepsze z pięcioma młodymi prawniczkami z Krakowa, ale decyzje o upublicznieniu składu naszej eksperymentalnej grupy podjęliśmy dopiero przy wspólnym obiedzie wieczorem, kiedy było już za ciemno na fotografowanie. Dlatego zdjęcie naszego teamu będzie następnym razem :-)

Jak już uprzednio pisałem, po raz pierwszy od roku 2009, kiedy to zrobiliśmy projekt „Aniołki Alexa”  postanowiłem  wystartować  serię warsztatów klasy „Top Gun” dla naprawdę obiecujących młodych ludzi.

Skąd się to wzięło?

Wiecie, że lubię robić pożyteczne rzeczy i wielu z Was zna mnie osobiście ze spotkań z Czytelnikami  Bloga, albo moich sesji Q&A, które wielokrotnie prowadziłem. Spotkania Czytelników bloga (średnio po 120 osób) były fantastycznym sposobem spędzenia wspólnie całego dnia i pracy nad ciekawymi zagadnieniami, niemniej stanowiły dla mnie spory balast organizacyjny, plus wynikające z tego konkretne koszty, bo przecież, w przeciwieństwie do wielu „guru” zawsze traktowałem Was jak zaproszonych gości, a nie ludzi, od których wymagam pieniędzy.  Imprezy były super, niemniej po utracie możliwości stosunkowo taniego wynajmowania bardzo pasującej sali rozejrzałem się za innymi możliwościami działania.

Sesje Q&A, które zaczęły się w 2014 w Krakowie i potem były przeprowadzane w różnych miastach Polski, stały się możliwością udostępnienia mojej wiedzy i doświadczenia dla bardzo wiele osób. Korzystanie z niej w tej formie mogłoby być bardzo efektywne, o czym świadczy używanie przez jednego z klientów takich sesji (dla ok. 40 osobowych grup), jako skutecznego i w miarę taniego sposobu podpowiedzenia praktycznych rozwiązań dla początkujących managerów najniższego szczebla. Niestety, formuła nie do końca sprawdza się w wypadku młodych ludzi, którzy są po i w trakcie studiów. Zdają się oni być przyzwyczajeni do tego, że przyjdzie ktoś, kto poda im parę uniwersalnych recept, których wysłuchanie (tak, tak!!) przyczyni się do ich sukcesu. Niestety świat nie działa w ten sposób i ja na pewno nie będę karmił tego rodzaju wyobrażeń, nawet gdyby to, przy odpowiednim opakowaniu, pozwoliło zarobić na takich osobach sporo pieniędzy tylko przez danie im sposobności, aby przez parę godzin poczuli się lepiej. To nie jest moja bajka, ja jestem konsultantem żyjącym z bardzo konkretnych rezultatów, a nie sprzedaży złudzeń i jak robię cos pro bono, to też nie zamierzam działać inaczej!!!

Przy dalszym poszukiwaniu niezłym przedsięwzięciem okazały się warsztaty dla mam wychowujących małe dzieci, bo poziom ich zaangażowania bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Dzięki temu doświadczeniu, postanowiłem w 2015 zrobić kilka takich bezpłatnych sesji w różnych miastach Polski, oczywiście o ile znajdą się chętni do organizacji i uczestnictwa. Parę takich grup już się zgłosiło i około marca zaczynamy. Jak mnie dla takiej grupy zaprosić opisałem w specjalnym poście .

W zamyśle robienia pożytecznych i ciekawych rzeczy z pozytywnymi i interesującymi osobami, ciągle jednak odczuwałem pewien niedosyt, bo niestety między poziomem tego, co robię zawodowo dla moich klientów, a tym, co dało się zrobić z dotychczasowymi sympatycznymi grupami pro bono była i jest ogromna przepaść. Ta przepaść nigdy nie była moim zamiarem (zawsze mówię „korzystajcie z wszystkiego, co wiem”) i szukałem takiej grupy zdolnych, ambitnych i wysoko zmotywowanych młodych ludzi , dla których przez całą serię bezlitosnych warsztatów i udostępnianie innych możliwości mógłbym zrobić naprawdę wielką różnicę. Taka grupa, dość „przypadkowo” znalazła się wśród krakowskich prawników (tu warto przeczytać post o zaletach „wychylania się”) . W tym regionie na aplikacjach adwokackich i radcowskich znajduje się wiele setek osób, co zapowiada nie tylko ogromna konkurencję po jej ukończeniu, ale też powoduje duże trudności, jeśli ktoś w międzyczasie musi sam utrzymać się z pracy w tej branży (jak się dowiedziałem jakie są stawki, to nie chciałem uwierzyć!!!).  Z drugiej strony, umiejętności negocjacyjne albo nie są tam w ogóle praktycznie szkolone, albo odbywa się to w taki sposób (np. prelekcje na temat negocjacji), że jest to bardzo nieefektywne. Aż się prosiło, aby wybrać odpowiedni zespół wartościowych ludzi i zrobić z nimi coś naprawdę super.

Tak też uczyniłem. Bardzo szybko dobrałem 5 osób, które nie tylko są bardzo dobre merytorycznie (mimo młodego wieku mają często po 2 fakultety i studia podyplomowe), ale też mają bardzo silną motywację i odpowiednią postawę. Po dwóch sesjach i małych przetasowaniach mogę powiedzieć, że ostał się naprawdę super zespół, z którym praca daje wielką satysfakcję. Po wspólnych dyskusjach uzgodniliśmy, że nie będziemy tylko ograniczać się do planowanych spraw czysto negocjacyjnych i komunikacyjnych, lecz też przy okazji poznawać i rozwijać ważne umiejętności i podejścia interpersonalne, rzeczywiście bardzo przydatne w biznesie. To wczoraj nie przeszkodziło nam przez bite 6 godzin rozpracowywać konkretne kazusy Uczestniczek, co chyba dało im mały przegląd, ile jeszcze w tej dziedzinie można się nauczyć :-)

Dla mnie było super i bardzo chętnie będę prowadził kolejne sesje przy najbliższych nadarzających się okazjach. Dodatkowo ustaliliśmy, że rezygnujemy z formy „tajnego” projektu i możemy o tym mówić publicznie. Asia, Bożena, Karolina, Ilona i Monika, witam Was na pokładzie eksperymentalnego projektu “Top Gun dla Prawników” i cieszę się na wspólne treningi!!! Z mojej strony zrobię co możliwe, aby to, czego się nauczycie katapultowało Was do zupełnie innej ligi. Zasługujecie na to!!!

Przy okazji dziękuję też Managerowi Business Link Kraków, Łukaszowi Ubogiemu, za udostępnienie bardzo dobrego pomieszczenia w Waszym biurze.  Chętnie przyjmę Twoje zaproszenie dołączenia do grupy Mentorów AIP Business Link, zaraz wypełnię formularz :-)

Na koniec apel do wszystkich ludzi, którzy nie są medialnymi wydmuszkami, lecz rzeczywiście wysoko opłacanymi ekspertami, lub takich, którzy prowadzą porządny biznes (czyli przynoszący solidny i stabilny dochód). Znajdźcie sobie obiecującą grupę młodych ludzi i zajmijcie się nimi regularnie, poświęcając im bezpłatnie trochę Waszego czasu. Jeżeli jesteśmy rzeczywiście tacy dobrzy, to bezproblemowo powinno być nas na to stać, zarówno finansowo, jak i czasowo, nieprawdaż?

PS: Jak zwykle zapraszam do komentarzy, jeśli macie jakiekolwiek uwagi lub pytania

 

 

Żyj dobrze, dostatnio i na luzie – mój 2014

Poniższy tekst powstał z inspiracji szefowej Działu Blogi natemat.pl, dlatego aby być fair wyjątkowo opublikowałem go najpierw tam. Ponieważ wisiał on na stronie głównej tylko podczas Świąt, a sądzę że parę przemyśleń może być przydatnych, to zamieszczam go poniżej i zapraszam do pytań i dyskusji.

Zaproszony do osobistego podsumowania roku 2014 robię to z przyjemnością, bo podczas ostatnich miesięcy, w moim i tak pełnym zadowolenia życiu bardzo wiele zmieniło się na lepsze. Ponieważ nie jestem żadnym celebrytą, sam ten fakt dla Czytelnika pewnie nie ma większego znaczenia. Z drugiej strony zastosowane przeze mnie metody i podejścia mogą przydać się wielu ludziom w podobnym pozytywnym „postawieniu na głowie” ich własnego życia, dlatego chętnie się nimi podzielę.

Najmniej zmieniło się u mnie w kwestiach zarobkowych – tak jak dotychczas, staram się pracować z pełnym zaangażowaniem do 60 dni w roku, wykonując ciekawe zadania dla wymagających klientów, którzy zamiast pseudonaukowego ględzenia i stosu certyfikatów potrzebują szybkich i konkretnych rezultatów. Aktualna sytuacja gospodarcza stwarza bardzo korzystną „pogodę” dla takich dostawców, warto więc pójść w tym kierunku. W obliczu zalewu rynku przez różnego rodzaju szamanów i „kołczów” dobrze jest się w ten sposób zróżnicować,pamiętając przy tym o dbaniu o szerzej rozumianą wartość rynkową, z czym u większości ludzi ciągle jest nie najlepiej.

Oczywiście w tej lidze nie ma zmiłuj, albo dostarczasz, albo cię nie ma, ale jak coś naprawdę umiesz, to warto w niej pograć. Szczerze zachęcam!

Tyle o pracy, o wiele więcej nowego i lepszego zadziało się w innych zakresach mojego życia.
Najbardziej brzemienną w skutki była decyzja, aby po raz pierwszy od 16 lat zostać właścicielem butów zimowych i NIE uciekać o tej porze roku do ciepłych krajów. To jest typowy przykład na to, że czasem pozorne „pogorszenie” jakiegoś elementu życia może prowadzić do znacznie większego zadowolenia z całości, o czym napiszę poniżej.

Powodem tej decyzji były zeszłoroczne przemyślenia, że mam w sumie niezłe życie, ale do pełni zadowolenia brakuje mi:

• więcej ciekawych, różnorodnych zajęć i wyzwań
• spotkań i rozmów z dużą liczbą ciekawych i różnorodnych ludzi

Do tego doszła spora popularność mojej książki „Sukces w relacjach międzyludzkich kluczem do zadowolenia w życiu i powodzenia w biznesie”, która mimo nieobecności w dość dysfunkcyjnym polskim systemie dystrybucji sprzedawała się znakomicie. W rezultacie zacząłem spotykać się z najprzeróżniejszymi Czytelnikami i nie były to typowe spotkania kilkunastu osób w jakiejś księgarni, lecz kilkugodzinne konferencje, podczas których dyskutowałem „na żywo” z setkami osób na interesujące nas tematy. W ten sposób miałem te wiele rozmów, na których mi zależało i to zachęciło mnie do dalszego pójścia w tym kierunku!!!

Jestem wdzięczny za to, że te spotkania, początkowo pomyślane jako możliwość zrobienia czegoś dodatkowego dla Czytelników, „przy okazji” nie tylko wzbogacająco wpłynęły na mój punkt widzenia, ale też znacznie rozszerzyły moje horyzonty w paru dziedzinach. To jest nawiasem mówiąc dowód na to, że robiąc coś dobrego dla innych prawie zawsze dostaniemy coś wartościowego z powrotem, choć czasem z dość niespodziewanej strony i w niespodziewany sposób :-) Tak było i ze mną.

W rezultacie, od połowy roku wyklarowały się u mnie następujące priorytety:

• Chcę przeżywać jak najwięcej chwil szczęścia. Generalnie jestem zadowolonym z życia człowiekiem, ale wspomniane doznania szczęścia zapierają nam dech w piersiach i o takie właśnie chwile mi chodzi.
• Chcę dalej rozwijać się jako człowiek, rozumiejąc więcej, doznając więcej, to wszystko w otoczeniu ciekawych ludzi pełnych pozytywnej energii.
• Chcę robić ciekawe i pożyteczne rzeczy, najlepiej z ludźmi takimi, jak w poprzednim punkcie.

Jak widać, wszystkie te punkty wymagają otaczania się właściwymi ludźmi, więc zacząłem od wywalenia z mojego życia wszelkich osób, które wnosiły w nie negatywną energię. Wcześniej miałem już moje metody selekcji, o których pisałem w naTemat, ale od lata tego roku jeszcze uprościłem ten proces i daje to znakomite rezultaty.

Obecnie porównuję mój stan wewnętrzny przed interakcją (spotkanie, rozmowa) z drugą osobą z tymże stanem po. Jeśli ten stan “po” jest gorszy od tego “przed” po raz pierwszy, to najpierw przyglądam się co się stało, bo każdy może mieć gorszy dzień. Jeśli jest gorszy po raz kolejny, to wywalam człowieka z mojego życia, chyba że wchodzą w grę jakieś względy humanitarne. Podkreślam, że przez takie wywalenie nie osądzam danej osoby, po prostu nie chcę mieć jej w moim otoczeniu.

W ten sposób po raz kolejny zrobiło się wokół mnie nieco „luźniej”, lecz nie na długo. Kiedy tylko zrobiłem w moim życiu wolne miejsce, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęły pojawiać się osoby dokładnie takie, o jakie mi chodziło. Polecam każdemu wypróbowanie tej metody, pod warunkiem, że sam jesteś miłym, sympatycznym człowiekiem, który wnosi do tego świata pozytywną energię. Jeśli nie jesteś, to lepiej najpierw popracuj nad zmianą tego stanu rzeczy!

Aby dla urozmaicenia robić ciekawe i pożyteczne rzeczy poza pracą zawodową, wystartowałem kilka inicjatyw pro publico bono, w których udostępniam mój czas i umiejętności całkowicie za darmo. Po tym, jak prowadzona z naTemat akcja profesjonalnych warsztatów negocjacyjnych dla niepełnosprawnych, umarła z braku chętnych (!!!), zastanawiałem się, dla jakich innych wartościowych ludzi poza kręgiem moich klientów mogę zrobić znaczącą różnicę.

Odpowiednia grupa „znalazła się” sama. Skontaktowała się ze mną młoda mama z Krakowa, która poinformowała mnie, że ma kontakt z wieloma innymi mamami, które siedzą w domu na urlopie wychowawczym i wcale nie chcą ograniczać się do „pieluch, kupki i kaszki”, lecz zainteresowane są też własnym rozwojem, w tym też poprawą szans na rynku pracy. Biję się w piersi, że w pierwszej chwili stereotypowo uważałem taką grupę za oddaloną o lata świetlne od mojego stylu życia, ale ponieważ lubię eksperymentować, a Lucyna obiecała zorganizować salę i prawie setkę uczestniczek, to zrobiliśmy takie warsztaty. Zaangażowanie i postawa uczestniczek tak mi zaimponowały, że postanowiłem zrobić z tego w przyszłym roku ogólnopolską akcję!! Już mam zgłoszenia z 3 miast, zobaczymy jak będzie dalej.

Ponieważ tego rodzaju działania są doskonałą intelektualną rozrywką, to podjąłem się też poprowadzenia grupy młodych, ambitnych i niezwykle pracowitych prawników, mentorowania startupów w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości, Business Linku i paru innych ciekawych zadań. Jest co robić i nie brakuje nam w kraju ludzi, w których warto zainwestować trochę czasu, a frajda z ich sukcesów jest wielka!!

Jak widać z tego bardzo skrótowego podsumowania, rok 2014 był dla mnie bardzo łaskawy, a 2015 zapowiada się niezwykle obiecująco.

Zdaję sobie sprawę, że porównując moją wypowiedź do większości tekstów w mediach i internecie można odnieść wrażenie, że żyję w jakiejś równoległej rzeczywistości i sam mam też czasem takie odczucia, choć podkreślam, że podobnie jak większość ludzi mam swoje wyzwania, słabości i kłopoty. Nie zmienia to faktu, że ta moja, tak atrakcyjna rzeczywistość dzieje się naprawdę i to w tym kraju nad Wisłą, z wszelkimi jego niedoskonałościami i problemami. Dlaczego zresztą miałaby być mniej realna od tego padołu płaczu, w którym nawiasem mówiąc sam kiedyś tkwiłem po uszy?

Zachęcam wszystkich, którzy chcą żyć nie tylko lepiej, ale i na luzie do poeksperymentowania podając kilka wskazówek:

• Koniecznie wnoś pozytywną energię do tego świata, nawet jeśli wnoszenie tej negatywnej jest łatwe i zapewniłoby Ci chwilową popularność oraz poklask tłumów.
• Eliminuj w miarę możliwości z Twojego życia wszystko (ludzi, media itp.), co wnosi w nie negatywną energię i odczucia. Masz najprawdopodobniej tylko jedno życie i szkoda marnować je dla niewłaściwych osób i idei.
• Zastanów się szczerze, co tak naprawdę dla Ciebie jest ważne w życiu i to niezależnie od tego, co sądzi otoczenie. Jak nie wiesz, co to jest to nie bój się poeksperymentować, nawet robiąc różne “odjechane” rzeczy!
• Jeśli dokładnie wiesz, co jest ważne, to nie bój się też od czasu do czasu poeksperymentować, bo mogło się to u Ciebie zmienić, a Ty w rozpędzie życia tego nie zauważyłeś (mnie się tak zdarzyło parę razy).
• Miej odwagę śmiało realizować Twój styl życia i nie bój się być po prostu sobą, o ile nie ogranicza to wolności innych ludzi i mieści się w granicach obowiązującego prawa.
• Naucz się wnoszenia w czymś konkretnej wartości dodanej w życie innych ludzi i/lub organizacji. Nie zaszkodzi, jeśli w swojej dziedzinie staniesz się jednym z lepszych w Polsce :-)  Mamy w kraju tyle pozerstwa i udawania, że nie jest to aż tak trudne, jak na pierwszy rzut oka wygląda.
• Pomagaj innym osobom i organizacjom w odnoszeniu sukcesów, pamiętając oczywiście o biblijnym „nie rzucaj pereł przed wieprze”.
• Naucz się budowania relacji z bardzo różnymi ludźmi.
• Nie staraj się dogodzić wszystkim.
• Płać podatki uczciwie i na czas (!!)

Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę wielu chwil szczęścia w roku 2015 i zapraszam do pytań i dyskusji :-)

Inteligencja kobiety jest bardzo sexy – pokaż ją!!

Mój krótki post na Facebook cieszył się sporym zainteresowaniem, więc zgodnie z obietnicą napisze więcej na ten temat.

Wbrew powszechnemu mniemaniu, inteligencja partnerki jest dla sporej grupy mężczyzn potężnym afrodyzjakiem i jeśli jesteś kobietą obdarzona nią przez naturę, to zrób z tego właściwy użytek.

Poprzez właściwy użytek rozumiem:

  • Skierowanie się do odpowiedniej grupy docelowej (“nie rzucaj pereł przed wieprze”)
  • Odpowiednie wykorzystanie jej wraz z innymi ważnymi cechami/umiejętnościami

Zacznijmy od tego pierwszego punktu. Rozpowszechniony pogląd, że mężczyźni boją się inteligentnych kobiet nie wziął się z powietrza, lecz niestety odzwierciedla podejście bardzo wielu facetów w naszym kraju. To brzmi pesymistycznie, ale pomyśl, ze w samej Polsce jest ok. 14 000 000 mężczyzn, nawet uwzględniając, że spora część z nich to dzieci i starcy, ciągle jest z czego wybrać tych, którzy:

  • Mają silne i autentyczne poczucie własnej wartości
  • Sami są inteligentni, nie tylko w aspekcie intelektualnym, lecz też emocjonalnym
  • Lubią wszelkiego rodzaju kontakty z kobietami (nie tylko seksualne, choć te też są ważne)
  • Niezależnie od wieku maja jeszcze dość testosteronu we krwi :-)

Tacy kandydaci w żadnym stopniu nie będą onieśmieleni Twoją inteligencją, nawet jeśli występuje ona w parze z ponadprzeciętną uroda, choć ta ostatnia, akurat dla takich mężczyzn, nie będzie tak wielkim atutem, jak dla generalnej populacji.

Teraz oczywiście pojawia się pytanie, jak takich facetów znaleźć i jak się u nich zakwalifikować (bo tam jest spora konkurencja!!) i tu mam pewien dylemat. Polega on na tym, że zanim zaczniemy szukać warto byłoby sprawdzić, czy same nie macie jakiejś kombinacji cech/zachowań, która Was zdyskwalifikuje, albo przynajmniej znacznie utrudni nawiązanie/podtrzymanie bliższej relacji z nimi.

Kilka rad dla Was to:

  • Nie udawaj głupszej niż jesteś! To jest powszechne (!!!) zachowanie wielu inteligentnych kobiet, przekonanych, że inaczej odstraszą mężczyzn. Oczywiście, że odstraszysz większość z nich, ale to dobrze, bo przecież zależy Ci na tych wspomnianych w poprzednim wyliczeniu. Wiele kobiet, ma deprecjonowanie się tak silnie we krwi, że nawet nie zdają sobie z tego sprawy, a to poważny błąd. Przyjrzyj się sobie uważnie!!
  • Sprawdź Twoje poczucie własnej wartości! To jest znów temat rzeka, którym może zajmę się w osobnym poście. Na szybko przeanalizuj co najmniej następujące punkty:
    - co opowiadano Ci o Tobie kiedy byłaś dziewczynką i w co z tego uwierzyłaś. Dotyczy to zarówno opinii o Tobie osobiście, jak i ogólnych stereotypów krążących o kobietach w społeczeństwie
    - jakie masz zdanie na temat Twojej urody, figury itp. Znów często jesteście ofiarami powszechnych stereotypów i obserwowanych zachowań facetów, z którymi i tak nie warto  zadawać się na dłuższą metę. Dla mężczyzn z interesującej nas teraz grupy, o ile inne czynniki są w porządku, to domniemane „defekty” Waszej urody w bardzo szerokim zakresie nie będą miały żadnego znaczenia. Im szybciej o tych „defektach” zapomnicie, tym lepiej dla obydwu stron. Podkreślam, że nie dotyczy to niestety ogólnej populacji mężczyzn, ale nie o takich chcemy zabiegać.
  • Uświadom sobie, że nie jesteś tylko mózgiem, który przez przypadek i całkowicie niepotrzebnie wyposażony został w kobiece cechy płciowe! Wiesz już, że w nagrodę za wszystkie te miesiączki, porody itp. dostałaś praktycznie nieograniczoną możliwość doznawania rozkoszy? Przy tym też dawania potężnej dawki rozkoszy mężczyźnie? Korzystaj z tego i im szybciej odrzucisz cały ten stereotypowy kram, jakie zachowania i potrzeby „wolno” Ci mieć, a jakie nie, to tym lepiej dla Ciebie! Do tego mężczyźni z grupy o której mówimy, są zazwyczaj bardzo seksualnymi istotami i oczywiście szukają partnerek, które oprócz inteligencji mają podobnie nieskrępowane podejście do własnej płciowości i apetyt na nią jak oni. To naturalnie nie powinno mieć nic wspólnego z jakąkolwiek presją, czy konkurencją, bo całość powinna być wyluzowanym, bardzo przyjemnym zajęciem dla obydwu stron :-)
    PS: Jak już robisz coś dobrego mężczyźnie, to też nie rób tego bezmyślnie :-) Inteligencja w parze z dobrym postrzeganiem potrafią tutaj czynić cuda :-)
  • Nie wykorzystuj Twojej inteligencji do wyszukiwania lub tworzenia problemów. Lepiej użyj jej do budowania porozumienia, kreowania wspólnych interesujących przedsięwzięć itp. Inteligentna, lecz „czepialska” kobieta zdradza, że ma problem albo z poczuciem własnej wartości, albo z własną seksualnością (tzw. syndrom smutnej pochwy), albo co gorsza i z tym i z tym! Takie zachowanie jest niestety u Was dość powszechne i prowadzi do dyskwalifikacji u większości mężczyzn, za wyjątkiem może masochistów lub „zdobywców”   Potem się mówi, że wszyscy faceci boją się inteligentnych kobiet :-)

Ten temat można oczywiście kontynuować, niemniej nie chcę zrobić tego postu zbyt obszernym, podyskutujmy sobie najpierw. Zapraszam do wypowiedzenia się w komentarzach, a jak zechcecie, to napiszę ciąg dalszy.

W międzyczasie zachęcam do przestudiowania dwóch serii postów zaczynających się od:

http://alexba.eu/2011-07-13/tematy-rozne/jak-mu-to-powiedziec-cz-1/

http://alexba.eu/2011-01-14/jak-to-robi-alex/szybka-selekcja-alex-cz-1/

oraz tekstu

http://www.huffingtonpost.com/kristen-houghton/the-new-trophy-wife_b_6207364.html

 

Coworking metodą Alexa

Większość z Was zna definicję słowa coworking –kiedy ludzie pracują niezależnie w tym samym pomieszczeniu. Ja jak zwykle wiele rzeczy robię inaczej i dlatego w moim wypadku wygląda to następująco:

Dwójka osób, z których każda jest w czymś w miarę dobra, spotyka się w lokalu i przez pewien czas pracują wspólnie nad problemem jednego z rozmówców, a potem nad wyzwaniami drugiego. To jest nie tylko okazja, aby skorzystać z wiedzy, pomysłów i kontaktów partnera, ale też sympatycznie i pożytecznie spędzić razem czas. Dla mnie ten aspekt towarzyski jest bardzo istotny, przecież mógłbym dokupić każdą potrzebną mi usługę, ale tak fun factor jest znacznie większy. Do tego chętnie umożliwiam sympatycznym młodym ludziom dostęp do w miarę zaawansowanych rozwiązań z mojej „działki”, na co normalnie nie mieliby szans.

Często robię to nawet jednostronnie, ostatnio kiedy pewien Kolega zaproponował mi pomoc, a ja znalazłem lepsze rozwiązanie, to po prostu zaprosiłem go na kawę i ponad godzinę ćwiczyłem jak konkretnie rozmawiać w firmie, do której chciał się dostać :-) Od czasu do czasu robię to profesjonalnie dla osób starających się o topowe stanowiska na poziomie zarządów krajowych  i dyrekcji europejskich, więc chyba jestem i w tym temacie dość kompetentny :-)

Generalnie zarówno ja, jak i partnerzy takich spotkań mamy bardzo dobre doświadczenia z tym podejściem. Jak na razie jedyna „wpadka” miała miejsce, kiedy po pewnym okresie dość jednostronnego wsparcia z mojej strony zostałem  „porzucony” w chwili, kiedy wreszcie ja czegoś potrzebowałem (chodziło o wsparcie marketingowe).

Jako ciekawostka, przyczyną zerwania współpracy było opublikowanie przeze mnie latem poniższego postu na Facebook:

Przechwytywanie

A uzasadnienie brzmiało:

Sposób prowadzenia Twoich zabiegów promocyjnych znacznie odbiega od wyznawanych przeze mnie wartości.”

Oczywiście mail bez słowa “dziękuję” lub tym podobnym. Biorąc to pod uwagę dobrze, że tak się stało i dobrze że względnie szybko :-) To był jedyny negatywny przypadek w ciągu ostatnich 7 lat.

Tak wiec, jeśli umiesz coś ciekawego (nie musi to być poziom mistrzowski) i chcesz się pobawić w taki coworking uzyskując przy tym dostęp do mojego know how, to się odezwij na maila pisząc COWORKING w temacie, a w tekście jakie know-how możesz przynieść ze sobą. Z tego może zrobić się coś ciekawego („coworker” o najdłuższym, prawie siedmioletnim stażu zawsze może do mnie zadzwonić jak coś potrzebuje) o fun factor już nie mówiąc.

Zdziwilibyście się, jak szeroki jest zakres różnego rodzaju eksperymentów, gdzie przydałoby mi się takie wsparcie.

Na szybko np. przydałoby mi się wsparcie marketingowe mojej książki :-) , albo kogos, kto ma opanowane Premiere Elemenst, lub generalnie know how z zamieszczania video na YouTube. Sam nauczyłem się sporo korzystając z internetu, ale zdaje sobie sprawę z moich luk w tym zakresie.

I wszystko inne, co przychodzi Wam do głowy, nie musi być bardzo praktyczne (ostatnio np. interesuje mnie współczesna astronomia)

Jacyś chętni? :-) Zapraszam! Piszcie na kontakt(at)alexba.eu

PS: Jak dobrze pójdzie, to jest to jeden z ostatnich postów, który ukazuje się bez wersji wideo i audio :-)

 

 

 

Brutalny trening komunikacji i negocjacji dla prawników

Dziś podzielę się z Wami kolejnym projektem, który rozpocząłem pro bono z czystej ciekawości i sympatii do paru ambitnych osób, a z którego może zrobimy pożyteczny produkt komercyjny dla wielu.

Tym razem grupą docelową są prawnicy, szczególnie ci, którzy w swojej działalności potrzebują:

  • Szybkiej i trafnej reakcji werbalnej w różnych sytuacjach z innymi ludźmi.
  • Umiejętności zachowania klarownego myślenia i radzenia sobie we wszelkiego rodzaju potyczkach słownych.
  • Umiejętności skutecznego i subtelnego wyciągnięcia z rozmówcy potrzebnych informacji np. bez narażania się na zarzut sugerowania odpowiedzi w trakcie procesu, oraz wyłapywania sprzeczności w jego wypowiedziach.
  • Skutecznych umiejętności negocjacyjnych.

Tym potrzebom, według mojego stanu wiedzy, nie wychodzi się naprzeciw na uczelniach, a wiele  oferowanych potem kursów to mądre dyskusje  teoretyczne, z których nie wynika znaczący wzrost tych krytycznych umiejętności. Tak nie musi być!!

Moim zamiarem jest przeprowadzenie warsztatów, lub lepiej całej serii warsztatów na bardzo wysokim poziomie, z głównym celem znacznego poprawienia praktycznych umiejętności Uczestników, a co za tym idzie ich szans zawodowych na zatłoczonym rynku prawniczym.

Trening byłby poprowadzony w podobny sposób, jak dla klientów biznesowych na najwyższym szczeblu, gdzie liczy się:

  • Znaczny wzrost umiejętności praktycznych.
  • Wypracowanie konkretnych rozwiązań wyzwań uczestnika i metod ich wypracowywania na przyszłość.
  • Szybkość i efektywność, bo czas klientów na poziomie zarządów czy top managementu jest niezwykle cenny.

Aby to w miarę szybko osiągnąć potrzebny jest trening  bardzo skoncentrowany na osiągnięciu powyższych celów, bez zważania na ewentualny dyskomfort Uczestników. To oznacza, że ja, będąc na co dzień sympatycznym i miłym człowiekiem, w trakcie warsztatów będę bardzo konkretnym źródłem zarówno feedbacku, jak i rozwiązań, będąc jednocześnie bezlitosnym sparingpartnerem przy trenowaniu konkretnych negocjacji. Czasem, jak przygotowuję Klientów biznesowych do różnych trudnych sytuacji, to potem słyszę, że faktyczne „starcie” w rzeczywistości było łatwiejsze niż trening je poprzedzający :-) I tak ma być!!

Myślę, że minimalnym poziomem Uczestników tego projektu powinny być osoby co najmniej w połowie aplikacji, lub z 2-3 letnim doświadczeniem prawniczym, jeśli ktoś aplikację sobie darował.

Do pilotowego eksperymentu znalazłem kilka naprawdę dobrych prawniczo „królików doświadczalnych”, które w zamian za odwagę otrzymają taki trening pro bono i mam nadzieję nie tylko dobrze go przeżyją, ale też uzyskają dzięki niemu sporą przewagę nad koleżankami i kolegami :-) Pierwsza sesja za trochę ponad tydzień, potem będziemy wiedzieć  więcej. Zobaczymy do czego im porzyda się moje ponad 20 lat doświadczenia praktycznego :-)

Jeśli ten post czytają jacyś zainteresowani prawnicy, to uprzejmie proszę o Waszą wypowiedź w następujących kwestiach:

  • Na ile zgodzicie się ze stwierdzeniem, że znaczne podniesienie Waszych umiejętności w zakresach wyliczonych na początku postu pomogłoby Wam bardzo w karierze zawodowej? Szczególnie jak ktoś zaczyna, w mieście z dużą konkurencją  i nie mając np. prawników w rodzinie?
  • Czy dla Was przydatne byłyby sesje w małych grupach z intensywnymi ćwiczeniami (znacznie wyższy koszt), czy też w większych, z pokazywaniem konkretnych rozwiązań, ale bez możliwości przećwiczenia każdego Uczestnika przeze mnie (znacznie mniejszy koszt)? A może jakaś forma mieszana?
  • Jakie szanse miałby cały cykl spotkań według któregoś z powyższych modeli, w którym każde następne budowałoby na umiejętnościach poprzednich, a Uczestnicy musieliby solidnie poćwiczyć pomiędzy nimi?
  • Jakie konkretne wyzwania komunikacyjne i negocjacyjne chcielibyście opanować. Na to pytanie proszę o odpowiedź mailową na kontakt(at)alexba.eu W temacie maila napiszcie proszę PRAWNIK

Będę Wam bardzo zobowiązany za wszelkie wypowiedzi, w najlepszym razie stworzymy coś pożytecznego dla Was, w najgorszym hobbystycznie dam potężnego „kopa skutecznościowego” grupie pilotażowej.

Tak czy inaczej, moją ambicją jest zrobienie czegoś super, a nie kolejnego klona ładnie opakowanej bylejakości. Jesteście za?


Do 16.03 jestem nieosiągalny pod polskim numerem telefonu. Kliknij tutaj aby wysłać mi mail