Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Moje zapasy na ewentualność całkowitej kwarantanny

Pytaliście w komentarzach do poprzedniego postu https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/629211624324916/ o skład moich zapasów na wypadek totalnej kwarantanny, więc poniżej z grubsza je opisuję. Pomijam przy tym takie rzeczy jak przyprawy itp. bo to jest oczywiste.

Nasza sytuacja jest trochę nietypowa i to z dwóch powodów:

  • krakowska lokalizacja, w której teraz jesteśmy jest najmniejsza z naszych wszystkich i ma najmniejszą lodówkę. To jest duży minus przy robieniu zapasów
  • z drugiej strony oboje jesteśmy metabolicznie elastyczni i bezproblemowo funkcjonujemy na 1-2 posiłkach dziennie. Szczególnie ja, mając spore własne rezerwy (które w wypadku infekcji wirusem nie są korzystne, więc się ich pozbywam). To jest plus kompensujący małą lodówkę z jeszcze mniejsza zamrażarką

Zapasy między innymi to:

  • Spory zapas sardynek w oleju, które bardzo lubię. Sardynki są generalnie mało obciążone metalami ciężkimi i jako źródło białka bardzo zdrowe. Wadą tych puszek jest stosowany w nich olej słonecznikowy (za dużo prozapalnego omega-6), ale wystarczy go wylać przed spożyciem i zastąpić dobrym olejem z oliwek (patrz poniżej) :-)
  • Kanister z 5l bardzo dobrej kreteńskiej oliwy Extra Virgin kupowanej korzystnie w Amazonie :-) Starczy na bardzo długo, nawet przy naszym dość intensywnym użyciu
  • Solidnej wielkości polędwica wołowa pokrojona na steki i zamrożona w pojedynczych woreczkach
  • Solidnej wielkości antrykot wołowy pokrojony na pojedyncze rib eye zamrożone jak wyżej
  • Spora porcja ekologicznego boczku pokrojona na porcje (np. do jajecznicy) i zamrożona jak wyżej
  • Pewna liczba porcji dzikiego łososia alaskańskiego z datą ważności 9.04
  • Pomidory w puszce w sporej ilości (magazynowane w bagażniku samochodu na parkingu obok :-)
  • 2 jednokilogramowe kawałki twardego sera żółtego z datą ważności do września
  • Spora porcja francuskiego Emental z Flomaro
  • Dwie duże paczki tortilli
  • Ok. 10 puszek tuńczyka do powyższych
  • Ok. 20 świeżych ekologicznych jajek – warto uzupełniać
  • 1 kg masła irlandzkiego Kerrygold
  • Ryż i inne trwałe składniki do robienia sushi
  • Jakiś makaron jako rezerwa awaryjna
  • 8 zgrzewek naszej ulubionej wody mineralnej ( częściowo w samochodzie :-) )
  • Pewne ilości trwalszych owoców jak borówki, kiwi, pomidory cherry, ananasy
  • Pewne ilości batatów, cebuli itp.
  • Zapasik dobrego wina
  • Zapas kapsułek do Nespresso :-)
  • Zapas zielonej herbaty
  • Spory worek mrożonych warzyw

Plus uzupełniane na bieżąco łatwiej psujące się produkty jak szynka, niektóre sery i bagietki z Flomaro, sałata lodowa, która nieźle trzyma się w lodówce i po wywaleniu zewnętrznych liści jest dość bezpieczna, jogurt, pakowane kabanosy itp.

Z takim zapasem nie musimy w ogóle chodzić po sklepach, raz na kilka dni wpadamy do Flomaro, gdzie jak wspomniałem w poprzednim poście bardzo bezpiecznie sprzedają świetne produkty, ale to bardziej w ramach wspierania dzielnych Kolegów, niż z konieczności. To jest ważne, bo bardzo zależy nam na uniknięciu konieczności chodzenia po normalnych sklepach.

Jeśli ktoś pominął mój komentarz, dotyczący suplementów, to regularnie bierzemy:

  • D3+K2 MK7
  • Naturalną C (aronia+hibiscus)
  • Cynk
  • Selen
  • Magnez w postaci cytrynianu magnezu
  • Omega-3 (bardzo dobry tran z wątroby dorsza)

Jeżeli zajrzeliście do teych badań na Pubmed, to te, które między innymi dobrze działają na odporność organizmu.

Mam nadzieję, że to wyliczenie się komuś przyda :-) Odzwierciedla mniej więcej stan naszych zapasów na wypadek kwarantanny i oczywiście nie każdemu musi pasować.

W wykorzystaniu tego wszystkiego bardzo pomocny jest dobry grill kontaktowy.

Napiszcie o Waszych przygotowaniach

#ŻyciePełneŻycia mimo pandemii

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/629345994311479/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2020-03-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Kilka osobistych refleksji i rad w czasach zarazy

Mam nadzieję, że jesteście w dobrym zdrowiu. Doczytajcie do końca, bo nieco chaotycznie zamieszczam kilka istotnych spraw.

Dziś znów zaliczyliśmy 5 km marszu po Plantach, nie było tak całkiem pusto jak wczoraj, ale nielicznych ludzi/pary mijaliśmy w odległości co najmniej 5-10 m. Ruch na świeżym powietrzu jest ważny dla naszego układu odpornościowego i zamierzamy go kontynuować, dopóki nie będzie to stanowiło zagrożenia dla nas i dla innych, chyba, że wprowadzą totalną kwarantannę.

Na ten ostatni przypadek jesteście przygotowani? Na jak długo?

My jesteśmy gotowi na ok 1,5 miesiąca w zamknięciu, zwłaszcza, jeśli nie wyłączą nam prądu w małej lodówce, która tutaj mamy. Tak w ogóle, to spędzamy ten czas w najmniejszej z naszych lokalizacji, ale tak wyszło ze względu na kilka czynników rodzinnych. Przydaje się moje doświadczenie 2 lat życia na małym jachcie żaglowym, zarówno w kwestii zaprowiantowania, jak i praktycznej organizacji.

Sytuacja jest dynamiczna, może w rzeczywistości wyglądać znacznie gorzej niż to przedstawia aktualna propaganda i pogorszyć się jeszcze gwałtowniej. Dlatego, jeśli nie macie takiej rezerwy, to warto rozważyć „wyprawę” i zaopatrzyć się w miejscu i czasie, kiedy jest to w miarę bezpiecznie, też samemu na siebie uważając. Weźcie jako przykład moją wyprawę do Makro, którą opisywałem niedawno na prywatnym wallu.

Uważajcie przy zakupach produktów niezapakowanych, bo nie wiadomo, kto je wcześniej dotykał. Tutaj przydaje się zasada żeglarska z dalekich podrózy „peel it, cook it or throw it away”. Jeśli chodzi o produkty zapakowane, to New England Journal of Medicine opublikował badania, jak długo wirus który nam zagraża może pozostać aktywny na różnych powierzchniach, dołączam do zdjęć. Wynika z tego, że na kartonie może to być ok 24 h na stali nierdzewnej ponad 2 dni, a na plastiku ponad 3. Warto to uwzględnić i tam, gdzie możliwe, wprowadzić odpowiednią „kwarantannę” np. przesyłek pocztowych/kurierskich (od momentu dostarczenia!). Tam, gdzie nie jest to możliwe, np. paczkowane mięso, wędliny itp. to lepiej całe zewnętrzne opakowanie zdezynfekować 60-75% roztworem alkoholu. Trochę tu trudno kupić takie środki dezynfekujące, więc jutro zrobię płyn (tylko do dezynfekowania powierzchni!!!) na bazie denaturatu :) Podzielę się doświadczeniami.

Jeśli kupujecie coś, co musi być dotknięte, pokrojone i zapakowane, to bądźcie bardzo ostrożni. Ludzie często tymi samymi rękawiczkami pobierają od jednych gotówkę, potem dotykają towaru dla następnego klienta. Dlatego w takie produkty zaopatruję się wyłącznie w Flomaro, wszystko jest tam robione na odległość, do każdego klienta ubierane są nowe rękawiczki ochronne, wydaje się towar, rękawiczki lądują w koszu. Sprzęt jest regularnie odkażany.

Chodzimy tam co kilka dni, bo trzeba wspierać dzielnych młodych ludzi, którzy nie tylko nie poddali się, ale jeszcze robią to bardzo rozsądnie i bezpiecznie.

Akcja dostarczania Posiłków dla Medyka, którą prowadzi Poco Loco, też się rozkręca. Dziś dostarczyli już do 3 szpitali.
Pomyślcie o tym, aby może też tak jak my, wspierać 1-2 lokalne, sympatyczne biznesy. Gospodarczo będzie bardzo dużo perturbacji i problemów, zwłaszcza z takim rządem, jaki mamy, nie wszystkiemu możemy zaradzić, nie wszystkim możemy pomóc. Ale może, wzorem tego chłopca, który w znanej historii Bruno Ferrero wrzucał rozgwiazdy z powrotem do morza, zrobimy różnice dla tych kilku.

Jeszcze jedna rada dla tych, którzy mają rodziców i krewnych w moim wieku, a może Was samych:

  • Zadbajcie o jak najlepszy stan ich układu odpornościowego. W ramach tego postarajcie się zminimalizować stres spowodowany np. oglądaniem programów telewizyjnych, czy innych mediów komercyjnych, które często konkurują o Wasza uwagę coraz bardziej katastroficznymi wiadomościami i zniekształconym przedstawianiem rzeczywistości. Stres bardzo osłabia układ immunologiczny, a tego zdecydowanie teraz nie potrzebujemy
  • Dla układu odpornościowego zadbajcie zarówno o odpowiednia ilość snu (dla większości ludzi 7-8h) jak też jego jakość. Jeśli podobnie jak ja, czytacie na ekranie wieczorem, to zainstalujcie sobie f.lux, czy inny filtr światła niebieskiego. Niefiltrowane światło monitora/telewizora oglądanego przed snem opóźnia wydzielanie potrzebnej melatoniny o ok. 2 h, psując bardzo jakość snu. Wieczorem lepiej też przyciemnić światłą w mieszkaniu, najlepiej przełączając się na ich cieplejszy kolor, jeśli macie taką możliwość.
  • Jest wiele kontrowersji o suplementacji. Oczywiście, zażycie kilku tabletek na pewno nie uchroni Was przed zarażeniem się corona virusem. Z drugiej strony, o ile najlepszy moment zadbania o regularną suplementację był dawno temu, to drugi najlepszy moment jest teraz. Wirus pozostanie z nami dłużej i mimo wszystkich środków ostrożności nie możemy wykluczyć, że i my się zarazimy. A wtedy od stanu naszego układu odpornościowego będzie zależeć, po której stronie statystyki wylądujemy. To jest typowa gra prawdopodobieństwami i biorąc pod uwagę, że i tu występuje tzw. efekt motyla, to ja wolę rozegrać wszystkie możliwe szanse na moją korzyść. I to mimo braku gwarancji jakiegokolwiek rodzaju.
    W sprawie suplementacja a układ odpornościowy poguglujcie sobie np. w Pubmed „A Review of Micronutrients and the Immune System-Working in Harmony to Reduce the Risk of Infection.” A jak Wam się nie chce, to przynajmniej zacytuję jedno zdanie z tych badań: „Micronutrients with the strongest evidence for immune support are vitamins C and D and zinc”
  • W miarę możliwości starajcie się też zdrowo odżywiać, minimalizując cukier i produkty działające prozapalnie. To jest osobny temat, wart poruszenia

Zrobił się długi I dość chaotyczny post. Mam nadzieję, że mimo tego komuś się przyda. Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zapraszam do komentarzy. Nie znam się na wszystkim, ale w miarę możliwości i wiedzy odpowiem.

Pozostańcie zdrowi!

PS: Wszystko co napisałem jest moją osobistą opinią lub wiedzą i używajcie własnego rozsądku interpretując to.

PPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/629211624324916/

Komentarze (1) →
Alex W. Barszczewski, 2020-03-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Corona virus – moje podejście praktyczne

Co robić w bardzo niepewnej sytuacji, kiedy mamy niedobór informacji a wiele czynników jest niezależnych od nas?

Będąc (ze względu na wiek) w grupie podwyższonego ryzyka, nie bardzo mam ochotę zakończyć przedwcześnie moje działania tutaj bardzo nieprzyjemną śmiercią z powodu masywnej niewydolności oddechowej :(

Stąd też moje działania zmierzające do:

  1. Minimalizacji ryzyka zarażenia się
  2. Maksymalizacji skuteczności mojego układu odpornościowego

Jeśli chodzi o punkt pierwszy to działam przez:

  • Sprowadzenie fizycznych kontaktów z innymi ludźmi do absolutnego minimum, wyłączając oczywiście moją Karolinę, która ze swojej strony też przyjęła taką strategię :)
  • Dbałość o higienę ze szczególną uwagą na mycie rąk itp.
  • Dalej, edukowanie się (z dobrych medycznych źródeł amerykańskich) jak ten wirus właściwie się rozprzestrzenia, co sprzyja jego rozwojowi w organizmie itp.
  • Stosowanie powyższego przy koniecznych, lub wskazanych działaniach poza naszym krakowskim mieszkaniem. Koniecznym działaniem np. było zaopatrzenie się w rezerwy na spodziewany przeze mnie stan wyjątkowy i ogólną kwarantannę nie wtedy, kiedy tłumy ludzi walczyły (lub będą walczyć) w pustoszejących sklepach, lecz wtedy i tam, gdzie zaopatrzenie jest pełne a ludzi prawie nie ma. Tak było dziś w krakowskim Makro około południa, co widać na zdjęciach. W tym sklepie zasadą było min 1,5 m od najbliższego człowieka, jak widać, poza kasjerką nikogo nie mieliśmy w odległości co najmniej kilku metrów. Warto działać antycyklicznie :)

Punkt drugi to:

  • Zdrowe odżywianie się. Naprawdę zdrowe, a nie tzw. „zdrowe”, za jakie uważa się np. soki z owoców, zielone smoothie, pełnoziarniste pieczywo, czy tzw. „oleje roślinne”
  • Dbanie o suplementację D3, C, cynku, selenu i magnezu, oraz omega-3 (potrzebne DHA i EPA. Występujący w niektórych pokarmach roślinnych ALA jest prawie bezwartościowy, bo nasz organizm potrafi tylko max kilka procent przerobić na konieczne DHA i EPA). Tak samo z „suplementacją” tlenkiem magnezu, którego biodostępność jest minimalna.
  • Wysypianie się i dbałość o jakość tego snu
  • Regularny ruch na świeżym powietrzu (na słońcu), pod warunkiem, że jest to możliwe w odległości co najmniej 3-5 m od innych ludzi.
  • Prawie absolutna dieta od polskich mediów komercyjnych
  • Staranie się o codzienne przyjemności w życiu i delektowanie nimi
  • Suplementacja kontaktów socjalnych na żywo ożywionymi, dwugodzinnymi spotkaniami na wideo z ciekawymi ludźmi i szczere rozmowy z nimi
  • Ciekawe i inspirujące zadania do wykonania

Dodajmy do tego wspieranie innych dobrych ludzi, którzy często są w znacznie gorszej sytuacji ode mnie i mamy chyba komplet.

Podkreślam, to jest moje osobiste podejście, nikomu nie zalecam naśladowania, choć sam uważam je za zdroworozsądkowe.

Jak na wojnie, mogę mieć pecha i korona mnie zetnie, ale staram się rozegrać prawdopodobieństwa na moją korzyść, a przy tym dobrze żyć, a nie wegetować. To ma też wpływ na punkt 2.

A jak Wy podchodzicie do sprawy?

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/626807881231957/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2020-03-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Czasy korona wirus

No to mamy „czarnego łabędzia”, który zapewne zostanie z nami przez dłuższy czas :(

Właśnie jadę prawie pustym Pendolino do Krakowa, mnóstwo ludzi musiało poodwoływać, bo tydzień temu na tej trasie rezerwacje na dziś były prawie pełne. Konduktor w rozmowie powiedział mi, że pewnie będą odwoływać te pociągi, bo nie opłaca się puszczanie składu przy takim obłożeniu

Warsztaty, które miałem prowadzić w najbliższym czasie zostały przełożone, co się da z prac koncepcyjnych dla klientów, to zrobię teraz, a za kilka godzin będę na video call w kilku sprawach które nie mogą czekać.

Rozmawiałem wczoraj z Karolina Gorczyca – Barszczewska która wracała z ważnej rozprawy w centrum Polski o tym, jak to dobrze, że „od zawsze” prowadzimy nasze osobiste biznesy z jednej strony bardzo skutecznie, ale z drugiej też dość konserwatywnie, bez żyłowania finansowego, czy wręcz kredytów. Pod tym względem jesteśmy bardzo wyluzowani i raczej zastanawiamy się, co możemy zrobić dla tych kilku sympatycznych mniejszych klientów i dostawców, którzy nie mieli tej przezorności lub szczęścia. Tak na szybko, to na pewno będziemy ociągać się z wystawianiem im faktur lub dawać długie okresy płatności, za to niezwłocznie regulować przychodzące. Jak macie w tym względzie też komfortową sytuację, to pomyślcie o Waszych partnerach biznesowych. Jak ktoś jest całkiem w porządku, to może zapłacicie z góry za usługi, których będziecie potrzebować w przyszłości? Albo pomożecie free of charge? W moim życiu to były i są normalne praktyki.

Jak dojadę do Krakowa, to odwiedzę naszą sąsiadkę, która ma ponad 90 lat i zobaczymy, co możemy dla niej zrobić, aby nie musiała wychodzić z domu. Rozejrzycie się wokoło, czy też nie macie takich przypadków i zróbcie coś, póki jeszcze zaopatrzenie jako tako działa.

Następną ważną kwestią, jest robocze założenie, że prędzej czy później będziemy mieli kontakt z wirusem i podkręcenie naszej odporności. Ja teoretycznie, ze względu na wiek i nadwagę jestem w grupie podwyższonego zagrożenia.

Tutaj jak zwykle mówimy o prawdopodobieństwach, które staram się przesunąć na moją korzyść:

  • Na szczęście od dość dawna redukuję nadwagę i to bez szkodliwych diet, praktyk, czy medykamentów.
  • Bardzo ograniczyłem (za wyjątkiem ostatnich Walentynek ;-) ) jedzenie, które powoduje skoki w poziomie insuliny (węglowodany wszelkiego rodzaju i produkty przetworzone doprawiane syropem fruktozowo glukozowym, czyli większość tego, co leży na półkach sklepowych).
  • Praktycznie wywaliłem z jadłospisu wszystko, co poprzez nadmierną zawartość omega-6 działa prozapalnie (resztę produktów przetworzonych, tę doprawianą olejami „roślinnymi”) jak też wszystko, co jest na nich przyrządzane.
  • Dbam o hormezę w moim organizmie poprzez zróżnicowanie aktywności, odpowiedni rytm jedzenia a nie jedzeniem zawierającym różne (naturalne!) składniki chemiczne, które nasze ciało musi zneutralizować.
  • W związku z tym, np. wywaliłem z jadłospisu wszystko, co w znaczących ilościach zawiera substancje nam szkodzące, takie jak lektyny, czy szczawiany.
  • Poza sporadycznymi wyjątkami, wysypiam się dbając o higienę snu (bo sen snowi nie równy) i do głowy by mi nie przyszło wstawać wcześnie, aby „pracować nad rozwojem osobistym”. Wszystko jedno, ilu ludzi to zaleca.
  • Poprzez unikanie głupich decyzji i konserwatywne prowadzenie mojego biznesu unikam poważniejszego stresu.
  • Dzięki wielu intensywnym, zarówno psychicznym, jak i fizycznym interakcjom z kochającą mnie kobietą jestem przeważnie w dobrym nastroju :)
  • Dbam o właściwy poziom D3, Omega-3, Magnezu. Cynk i selen też się facetowi przydają, to suplementuję ;-)

Każdy z tych elementów z osobna ma pozytywny wpływ na skuteczność naszego systemu odpornościowego, razem potęgują swoje działanie. I większość z nich może być bezproblemowo zastosowana :-)

Oczywiście, to jest tylko wpływ na prawdopodobieństwa i zawsze może się zdarzyć, że jakiś niefortunny zbieg okoliczności wyśle mnie na tamten świat, ale postępując jak powyżej zmniejszam to ryzyko bez pogarszania sobie aktualnej jakości życia. Wręcz przeciwnie.

Napisałem ten tekst, bo może będzie to inspiracją dla kogoś z Was. Zwróćcie uwagę, że nie wspomniałem o żadnych cudownych miksturach, egzotycznych dodatkach czy jedzeniu. Nasz gatunek przetrwał co najmniej setki tysięcy (a nawet do 2 milionów, zależnie jak liczyć) lat i jesteśmy potomkami wielu pokoleń, które poradziły sobie z bardzo różnymi mikroorganizmami. Pozwalajmy wreszcie pozwolić działać naszemu systemowi immunologicznemu, zamiast go rozbrajać pod wpływem złych wzorców, reklam i powszechnej niewiedzy.

Życzę Wam wszystkim zdrowia!

#ŻyciePełneŻycia

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/623372571575488/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2020-03-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Twoje wykrywanie oraz wykorzystywanie szans i sposobności

Moje wieloletnie obserwacje życia pokazują, że abstrahując od różnych nieszczęśliwych wypadków i innych „czarnych łabędzi”, niekoniecznie prawdą jest, że są tacy ludzie którzy mają dużo szczęścia w życiu jak i tacy, których to szczęście omija.

Bardziej wygląda na to, że każdy z nas dostaje od czasu do czasu różne możliwości od losu/Wszechświata/Boga (w zależności od osobistych przekonań), wielkie różnicę pojawiają się w:

  • Rozpoznawaniu, że to jest szansa
  • Jak już ją rozpoznaliśmy, we właściwym wykorzystaniu

Teraz może być nieprzyjemnie, więc czytacie dalej na własną odpowiedzialność :)

Większość ludzi patrzy na rzeczywistość przez pryzmat stereotypów wykształconych przez media społecznościowe, albo co gorsza polską telewizję (wszystko jedno którą). To powoduje, że mają, delikatnie mówiąc, nieco zniekształcone wyobrażenia, jak taka szansa może wyglądać i przechodzą obok nich nie zdając sobie z tego sprawy. To w dzisiejszym, bardzo konkurencyjnym świecie bardzo pogarsza ich możliwości i tacy ludzie lądują potem w sytuacji życiowej, kiedy wyzwań jest dużo, a perspektywy takie sobie.

Niewłaściwe wykorzystanie szans, to następny „grzech główny”, często wiążący się właśnie z nierozpoznaniem potencjału tych ostatnich. Ktoś dostaje do ręki klucze do zrobienia naprawdę dużego skoku w rozwoju czy pozycji życiowej, ale…

  • Nie wierzy własnym oczom :)
  • Uważa, że na to nie zasługuje
  • Wietrzy jakiś podstęp
  • Myśli, że ma mnóstwo czasu na skorzystanie
  • Jest naprawdę nieprzytomny życiowo

Jakby nie było, możliwości nie trwają wiecznie, a te stwarzane przez ludzi, którzy podobnie do mnie wyznają zasadę „Entuzjastycznego współudziału”, bardzo szybko się ulatniają :)

Warto więc zastanowić się, czy przypadkiem nie jesteśmy ofiarą tego upośledzenia. Ja przyznaję otwarcie, że na różnych etapach życia popełniałem takie błędy i dopiero uświadomienie ich sobie i usunięcie pomogło mi osiągnąć taki poziom zadowolenia z życia, jaki mam.

Podzielę się teraz z Wami kilkoma przykładami.

Jestem jedną z tych osób (nie ma ich tak wiele, ale są!), które kiedyś skorzystały ze wsparcia ludzi, dziejących się z nami cenną wiedzą i doświadczeniem, a także otwierających różne drzwi. Teraz, w miarę możliwości przekazujemy dalej pałeczkę za darmo tym, których uważamy za wartościowych. Podkreślam słowa za darmo, bo nie mamy nic wspólnego z różnymi popularnymi „guru”, którzy zbudowali sobie lukratywne biznesy budując całe rzesze oddanych wyznawców.

Teraz, jeżeli ktoś taki jak ja postanawia wziąć kogoś pod skrzydła, to ma on dwa zagrożenia:

  • Czas poświęcony rozwojowi takiej osoby będzie zmarnowany
  • Otwierając komuś drzwi kładę na szalę moją reputację

Stąd prawie zawsze jest jakaś „rekrutacja” osoby mentorowanej, nawet jeśli ona nie zdaje sobie z tego sprawy :) Jak się to dobrze zrobi, to potem można podjąć działania po których ja mam ogromną satysfakcję, a osoba mentorowana ogromny skok w karierze i o to właśnie chodzi. W moich działaniach pro bono w ostatnich latach miałem sporo takich przykładów, tutaj wspomnę tylko o dwóch, gdzie mam zgodę na ich upublicznienie.

Karolina Gorczyca – Barszczewska wykorzystując uzyskaną wiedzę oraz umiejętności i bazując wyłącznie na skromnych oszczędnościach postawiła na nogi bardzo dobrze funkcjonującą kancelarię adwokacką KGB adwokaci Kancelaria Gorczyca – Barszczewska.

Basia Kubicka poszła jeszcze dalej i USA buduję firmę, o której posłuchajcie w dołączonym filmiku. Czapki z głów :) Wybaczcie tylko, że na końcu filmu jest rekomendacja, nie chciałem go już ciąć.

Ostatnio stwierdziłem, że w gronie 20-26 latków też mamy w Polsce osoby o wybitnym potencjale, dla których warto coś zrobić i prowadzę cichą rekrutację na specjalny „Top Gun” dla nich :)

Jednym z testów gotowości i chęci rozwoju jest np. sprezentowanie danej osobie mojej książki Sukces w relacjach międzyludzkich (która była zresztą napisana dla młodych ludzi) i zobaczenie, co się będzie działo dalej.

Jak myślicie, jaki jest mój werdykt, kiedy ktoś po 2 tygodniach mówi, że nie miał czasu do niej zajrzeć? :)

Albo ktoś podjął się drobnego zadania, z którego się nie wywiązał?

Będąc gotowy sprezentować 5 osobom coś, co na rynku warte jest bardzo dużo pieniędzy, mogę trochę powybierać, prawda? Jak na razie mam 3 prawie pewnych kandydatów, pozostali obiecujący odpadli. Jakie potencjalne szanse zostały zmarnowane? :(

To jest tylko przykład z mojego życia, jak wspominałem, nie jestem jedynym człowiekiem w Polsce, który w ten sposób postępuje. Rozejrzyjcie się za takimi mentorami i spróbujcie się u nich zakwalifikować! To może zrobić ogromną różnicę w Waszym życiu!

I jest prawie wszystko jedno, ile macie lat!
Powodzenia!

#ŻyciePełneŻycia

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/621287435117335/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2020-03-16
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Skuteczny detektor ściemy chłopów austriackich

Mieszkając w różnych krajach i zanurzając się w lokalną kulturę, nauczyłem się wielu ciekawych podejść i spojrzeń na życie. Są wśród z nich takie miłe i sympatyczne, jak np. “Pura vida”, którą podłapałem w Kostaryce, są też brutalne w swojej bezpośredniości, jak to cytowane w tytule powiedzenie dawnych chłopów z południowej Styrii (Steiermark/Austria). Ci ludzie, którzy dawniej zajmowali się rolnictwem w górach, w naprawdę trudnych warunkach terenowych i klimatycznych, musieli wyrobić sobie ekstremalnie pragmatyczne i odporne na ściemę nastawienie życiowe, bo inaczej by po prostu nie przeżyli. Z tamtych czasów pochodzi lokalne powiedzenie „Was wiegt’s das hat’s” (WWDH), które wymawia się mniej więcej “woas wieagts, des hoats” :) Dosłownie oznacza ono “tyle ile waży, tyle ma”, czyli np. jeśli kupujesz na targu świnię na mięso (wybaczcie to porównanie, ale stamtąd pochodzi to powiedzenie), to patrzysz na naprawdę istotny czynnik, jak w tym przypadku jej waga, ignorując wszelkie marketingowe “story”, które dotychczasowy właściciel chciałby ci opowiedzieć na jej temat :) Nie ma też znaczenia, jakie tytuły ma ten właściciel, czy jest ładnie ubrany, czy nie, czy będziemy mogli się pochwalić, że akurat od niego coś kupiliśmy itp. Sprawdziwszy, że świnia jest zdrowa wrzucasz ją na wagę i… tyle ile waży, tyle ma, niezależnie od ewentualnego przypudrowania czy opakowania :-)

Ostro, prawda?

Niekoniecznie zalecam stosowanie tego na co dzień w życiu prywatnym, choć od czasu do czasu, taka bezpardonowa i pozbawiona upiększeń analiza pozwoliłaby rozpoznać różnych wampirów energetycznych schowanych w strojach “przyjaciół”, czy tez tzw. “bliskich”.

Osobiście stosuję WWDH w następujących kontekstach:

  • Biznesowym kiedy coś dostarczam – koncentruję się na bardzo konkretnym rezultacie dla klienta, tak, aby wnoszona wartość dodana była oczywista i bezdyskusyjna. Dzięki temu od ponad 20 lat to klienci znajdują mnie :-)
  • Kiedy ktoś chce mi coś sprzedać, zarówno jeśli chodzi o rzeczy materialne jak i np. szkolenia. Tutaj “trup ściele się gęsto”, ilość “wypełniaczy” i “upiększaczy” w ofertach na rynku jest niewiarygodnie wielka :) Gdybym zaczął się tym dzielić publicznie, to bardzo wielu ludziom zepsułbym biznes, a jeszcze większej liczbie osób humor, bo kto lubi dochodzić do wniosku, że zamienił i nadal zamienia sporą część życia (bo pieniądze trzeba kiedyś zarobić) na błyskotki niewiele wpływające na faktyczną jakość naszego życia. Nie mam prawa tak robić, dlatego ograniczam rozważania WWDH dla siebie i kilku bliskich mi osób. Większość i tak nie chciałaby przyjąć tego do wiadomości, choć nasza efektywność, po usunięciu wypełniaczy niezwykle wzrasta :-) To pozwala na łatwe wyprzedzenie tejże większości, która ciągle się tymi błyskotkami bawi :-)
  • W stosunku do własnych pomysłów i działań, co jest zresztą najtrudniejsze i najbardziej bolesne, bo kto lubi przyznawać się przed samym sobą do próżności, iluzji i innych form ściemniania samego siebie :-) Mimo tych wad, takie stosowanie WWDH w dużej mierze przyczyniło się do osiągnięcia ulubionej przeze mnie kombinacji wysoka jakość życia przy rozsądnym czasie zużywanym do jej sfinansowania.
  • Czasem, w niewielkich dawkach, kiedy kogoś mentoruję pro bono, ale tylko wtedy, kiedy widzę chęć i odporność psychiczną i dużą potencjalną korzyść mentorowanego :-)

Jeśli ktokolwiek z Was chciałby tego spróbować, to ostrzegam przed zarówno negatywnymi jak i pozytywnymi skutkami ubocznymi do których mogą należeć:

  • Potężna frustracja
  • Postawienie wielu “oczywistości” pod potężnym znakiem zapytania
  • Wyobcowanie w dotychczasowym środowisku znajomych
  • Zaskoczenie, jak łatwo można wylądować w życiu w całkiem innej, bardziej dla nas wartościowej lidze.

Jako ciekawostka, koncepcja WWDH w swojej istocie nie występuje tylko u bauerów w Styrii :-) Nasz genialny Stanisław Lem opisał coś podobnego w książce “Kongres Futurologiczny”. Jedyna jego pomyłka, to założenie, że powszechna ściema będzie wywoływana substancjami chemicznymi, a nie informacją :-) Dlatego zamiast o WWDH pisał on o “antychu z grupy ocykanów” (od “ocknąć się”), który pozwalał spojrzeć na rzeczywistość jaka jest. Pozwolę sobie zacytować odpowiedni fragment opisujący rezultat takiego ocknięcia się:

„Trzęsącymi się rękami odkorkowałem flaszeczkę. Profesor odebrał mi ją, ledwie się zaciągnąłem ostrym migdałowym oparem; do oczu napłynęły mi obfite łzy. Gdy je strąciłem końcem palca i otarłem powieki, straciłem dech. Wspaniała sala, wyłożona kobiercami, pełna palm, o majolikowych ścianach, z wykwintnie roziskrzonymi stołami, z dworską kapelą w głębi, co przygrywała nam do pieczystego, znikła. Siedzieliśmy w betonowym bunkrze, przy nagim stole drewnianym, ze stopami zanurzonymi w porządnie już starganej, słomianej macie. Muzykę słyszałem nadal, ale widziałem teraz, że płynie z głośnika zawieszonego na pordzewiałym drucie. Kryształowo tęczujące kandelabry ustąpiły miejsca zakurzonym nagim żarówkom; najokropniejsza przemiana zaszła jednak na stole. Śnieżysty obrus znikł; srebrny półmisek z dymiącą kuropatwą na grzance obrócił się w fajansowy talerz, na którym leżała nieapetyczna, szarobrunatna bryja, klejąca się do cynowego widelca, bo i jego stare szlachetne srebro zgasło”

Jak myślicie, jaki byłby rezultat tak trzeźwego spojrzenia na naszą „rzeczywistość”? Ktoś chętny na porcję antychu/WWDH? :-)

PS: jeśli uważacie ten tekst za pożyteczny, to proszę pomóżcie rozpowszechnić go dalej. Może pomoże jeszcze komuś :-)

PPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/577584462820966/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2020-01-06
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Szczodrość – warunek konieczny poważnego związku

W języku, który słyszymy wokół nas, jednym z bardzo rzadko używanych słów stało się słowo “szczodry”

Według Słownika PWN oznacza ono “rozdający coś obficie”.

Ja na własny użytek mam definicję: “rozdający obficie coś, co jest jego własnością, bez oczekiwania konkretnych korzyści w zamian”, bo polityków, rozdających moje i Twoje pieniądze w celu uzyskania głosów należałoby raczej określić mianem złodziei , a o licznych “guru”, którzy rozdają różnego rodzaju błyskotki, aby wrzucić Ciebie w ich “lejek sprzedażowy” to wyróbcie sobie własne zdanie.

Dlaczego większość ludzi nie jest szczodra?

Na pewno podpowiesz mi co najmniej kilka powodów, ja osobiście mam następującą hipotezę:

Większość ludzi żyje w stanie rzeczywistego, lub urojonego niedoboru!

Ten niedobór przeważnie ma charakter materialny, czasem jest to niedobór czasu, a czasem tylko asertywności, aby powiedzieć blisko spokrewnionym osobom “teraz nie będę z wami, bo robię coś dla obcych ludzi”. W tym ostatnim użyłem tu rozróżnienia zapożyczonego z mojej książki o relacjach , bo w stosunku do osób naprawdę bliskich nie potrzebujesz w takich sprawach się tłumaczyć, prawda?

Szczodrość jest bardzo silnym wskaźnikiem szeroko rozumianego bogactwa, bo generalnie tylko ten, kto ma wystarczająco dużo pieniędzy, czasu, wiedzy, inteligencji lub innych zasobów, jest w stanie bezinteresownie rozdawać coś bardziej znaczącego. Świadomie użyłem słowa “lub”, bo do szczodrości nie potrzeba posiadać wszystkich tych zasobów razem, choć oczywiście kombinacja “nadmiarowości” we wszystkich, lub przynajmniej większości wymienionych zakresów jest bardzo pomocna.

Ma to dla Ciebie sens?

No to zróbmy eksperyment myślowy:

Co by było, gdybyś jako miernika prawdziwego bogactwa drugiego człowieka używała jego szczodrości, a nie posiadanych przez niego dóbr materialnych, lub co gorsza, dobrze zainscenizowanych zdjęć na FB, Instagramie itp?

Gdybyś, podobnie jak ja, potrafiła wprawdzie dogadać się, szanować, a nawet zaprzyjaźnić z ludźmi pod tym względem bardzo różnymi od Ciebie, ALE do pewnych dziedzin życia kwalifikowała wyłącznie osoby bogate według tego, co powyżej napisałem?

O jakich dziedzinach myślę?

Na przykład przy doborze partnera do długoterminowych związków i małżeństwa! Ile problemów i rozczarowań można by uniknąć wchodząc w nie wyłącznie z ludźmi prawdziwie bogatymi?

Podkreślam, że zachęcam do konsekwentnego stosowania tego kryterium głównie do poważnych związków, bo w przypadku luźniejszych relacji możesz (szczególnie wobec chwilowego braku lepszych możliwości) obniżyć nieco poprzeczkę, choć szczodrość partnera (NIE rozumiana tutaj materialnie), nawet w przypadku one night stand prawdopodobnie zrobi pozytywną różnicę ;)

Oczywiście sama szczodrość nie wystarczy do zbudowania szczęśliwego długoterminowego związku, ale bez niej bardzo trudno go stworzyć i… utrzymać. Mówiąc językiem logiki, jest to warunek konieczny, choć na pewno nie wystarczający! O tych innych możemy sobie porozmawiać przy następnej okazji, o ile będzie zainteresowanie.

Piszę to nie tylko z mojego osobistego wieloletniego doświadczenia, ale też niezliczonych, bardzo szczerych rozmów z osobami obojga płci i w bardzo różnym wieku.

Warto też pamiętać, że u takiego partnera prawdopodobnie trzeba będzie się zakwalifikować podobnym podejściem. Zakwalifikujesz się?

Jeszcze parę słów jeśli myślisz, że nie możesz być hojna, bo masz mało pieniędzy. Jako były sprzedawca gazet, który mieszkał w piwnicy, wiem jak to jest być bardzo biednym. To jest ciekawa historia, jak mimo tej biedy, dzięki kilku aktom szczodrości wylądowałem na drodze, która doprowadziła mnie do dzisiejszego, bardzo dobrego życia, ale to może opowiemy sobie przy okazji :) Zamiast tego, kilka współczesnych praktycznych przykładów jako inspiracja:

Kiedy ostatnio byłem w Warszawie, przez 3 dni spotykałem się z różnymi znajomymi. Prawie każdy z nich dostał ode mnie prezent, choć w żądnym z przypadków nie było to coś materialnego. Jednej osobie podpowiedziałem rozwiązanie, dzięki któremu będzie mogła zabłysnąć w miejscu pracy, innej przypomniałem dawno zapomniany pomysł, komuś rozwiązałem sporą zagwozdkę biznesowa, komuś otworzyłem bardzo wartościowe drzwi. Żaden z tych prezentów nie wymagał wydania ani złotówki, choć przy właściwym wykorzystaniu będą one z pewnością o wiele bardziej wartościowe, niż jakiś zdawkowy upominek. Pomyśl, czy możesz zrobić coś podobnego? Prawie na pewno, a jeśli myślisz, że jeszcze nie, to może po prostu nie doceniasz własnych możliwości :)

Inny przykład, to ostatnie 1,5h w Wigilię, kiedy zrobiłem spotkanie na wideo dla osób, które spędzały ją same. Każdy, kto ma laptopa z kamerką, albo smartfona i dostęp do internetu mógł to zrobić! Może to pomysł dla Ciebie na następny raz?

Zobacz na Twoją obecność w internecie. Czy większość postów, które zamieszczasz jest po to, aby ktoś z tego skorzystał, czy bardziej służą one Twojemu ego i biznesowi? Czy w tym drugim przypadku mogłabyś ( i chciała) coś zmienić?

Mała wskazówka – jeśli poznasz faceta, z którym rozważasz dłuższy związek, to przeanalizuj jego “twórczość” pod tym względem :) Podkreślam, koncentracja na zaspokajaniu ego i na biznesie to nie są czynniki wykluczające kogoś ze znajomości, ale jeśli chodzi o poważniejszą, intymną relację … bądź sceptyczna.

Na razie tyle, pozwolę sobie tylko stwierdzić, że dziś prowadzę dostatnie życie właśnie dlatego, bo od bardzo dawna byłem szczodrym człowiekiem, a nie odwrotnie.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach

PS: Tekst jest napisany do Czytelniczki, ale oczywiście odnosi się też do Panów.

PPS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/573445799901499/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-12-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Ulepszasz świat (i siebie), delektujesz się nim, czy walczysz o przetrwanie

Kiedy tak próbuję beznamiętnie spojrzeć na siebie i innych ludzi, to widzę, że generalnie to, co robimy (poza snem i czynnościami fizjologicznymi) można zaliczyć do jednej z trzech kategorii:

  1. Ulepszanie otaczającego nas świata, w tym też i naszej skromnej osoby, naszego biznesu itp.
  2. Delektowanie się otaczającym nas światem i jego możliwościami
  3. Szeroko rozumiana walka o przetrwanie

U różnych ludzi, te aktywności występują w różnych proporcjach i ciekawym może być zrobienie sobie małej inwentaryzacji, jak to wygląda u każdej/każdego z nas. Spróbujecie?

Moją istotną strategią od wielu lat było unikanie sytuacji, które mogłyby mnie zmusić do zajmowania się trzecią kategorią. To brzmi mało sexy, ale co najmniej kilka razy unikanie “owczego pędu” który widziałem wokoło (szaleństwo mieszkaniowe na kredyt, zbyt ambitne próby zbudowania niepotrzebnie dużego biznesu itp.) pozwalały na spokojne, “organiczne” rozszerzanie moich możliwości, tak aby “walka o przetrwanie” nie zajmowała zbyt wiele czasu, a do tego sama w sobie była interesującym i wzbogacającym zajęciem.

Oczywiście, zdarzają się losowe wyzwania ograniczające nas, sam miałem przez pierwszą połowę roku spore niedogodności wynikające z pewnej komplikacji medycznej, ale niezależnie od tego warto być ostrożnym w wydawaniu pieniędzy, których nie mamy lub porywanie się na zbyt ambitne przedsięwzięcia, tylko dlatego, aby komuś coś udowodnić, względnie pomasować własne ego!

Piszę to, bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mnóstwo ludzi wmanewrowało się w takie przymusowe sytuacje a pod wpływem mediów, rodziny i różnych guru kolejna grupa jest w pełnej gotowości, aby to zrobić. To, jak wspomniałem może być tylko moje wrażenie, więc jeśli ktoś pokaże mi, że nie mam racji, to chętnie ten pogląd zrewiduję.

Dla mnie osobiście, dużym wyzwaniem jest wyważenie pomiędzy aktywnościami pierwszej i drugiej grupy.

Czysto teoretycznie, powinienem w moim dość zaawansowanym wieku skoncentrować się na tej drugiej, szczególnie, że mam z jednej strony nieźle opanowaną „Strategię Jastrzębia”, a z drugiej bardzo dobrze pasująca partnerkę :) Jako hedonista, mam też ku temu silną tendencję, co przejawia się w często stosowanym przeze mnie procesie decyzyjnym typu: “Gdybyś wiedział że za miesiąc umrzesz, to które działanie wybrałbyś” :) :) Podobnie nie bardzo mogę zrozumieć (choć szanuję takie decyzje!) ludzi, którzy codziennie około 6 rano zaczynają swoją rutynę samorozwoju, nie mówiąc już o zalecanej przez Robina Sharmę rutynie o 5 rano, czy całkowicie dla mnie abstrakcyjnej optymalizacji życia niektórych miliarderów, zaczynającej się o 4 rano!!! Ranek jest do spania, a jak już się budzisz wcześniej niż musisz, to do intensywnych czułości z kimś bliskim!!! W moim świecie nie ma lepszego początku dnia ;) Dziwię się, dlaczego nikt nie zaleca tego, przecież to takie ludzkie, nic nie kosztuje i nie wymaga specjalnego sprzętu.

Mimo tego nastawienia, ciągle aktywują się we mnie działania tej pierwszej kategorii. Ulepszanie siebie jest u mnie pewnie rezultatem ogromnej ciekawości życia i tego, co można jeszcze w nim zrobić. Ulepszanie świata wokoło, jest chyba przejawem takiego bardzo ludzkiego programu wspierania innych, który podobno ma każdy z nas, choć czasem wątpię w to twierdzenie obserwując świat wokoło. Też tak macie?

Po co na przykład piszę ten tekst w Pendolino do Warszawy, zamiast obejrzeć coś na Netflixie, czy poczytać dla siebie? Powodów jest kilka: Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta (choć jak na FB jest to długi tekst), zastanowi się nad sobą, zrobi wspomnianą wcześniej inwentaryzację i dojdzie do nowych wniosków, które zresztą wcale nie musza być podobne do moich. Albo wkurzy się myśląc “taki Alex może to robić, to ja tym bardziej”, albo, jak ostatnio mi się zdarzyło, umówi się ze mną na kawę i będziemy mieli wartościową rozmowę o różnych aspektach życia, kompletnie niezwiązanych z zarabianiem pieniędzy.

A jaki odzew wywołał u Ciebie ten tekst? Zakładając optymistycznie, że doczytałaś/doczytałeś go do końca :)

Podziel się proszę z nami :)

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/553097125269700/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-12-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Na ile potrzebujesz dyplomów i certyfikatów?

(uwaga! post jest kontrowersyjny)

Oglądając FB co chwila napotykam się na zdjęcia ludzi, którzy dumnie prezentują różne certyfikaty i dyplomy ukończenia jakiegoś kursu. Nie mówię teraz o formalnym wykształceniu koniecznym do wykonywania niektórych zawodów (np. lekarz, adwokat, architekt), lecz o różnych innych kursach, wykładach itp.

Zastanawiam się, jaki sens ma taki certyfikat i w ilu przypadkach ma on zastąpić konkretne rezultaty i stworzyć wrażenie udziału w czymś pożytecznym :)

Wielu z Was się teraz oburzy, ale spróbujcie spojrzeć na to świeżym okiem. Jeżeli biorę udział w jakiejś imprezie edukacyjnej, to podchodząc do tego pragmatycznie, jedyne co się liczy, to kombinacja umiejętności, postawy i adekwatnej wiedzy, którą z tego wynoszę. Jeżeli widzę znaczącą różnicę, to niepotrzebny mi certyfikat, że coś ukończyłem. Jeśli potrafię to z powodzeniem zastosować w biznesie, to drugiej stronie takie „zaświadczenie” tym bardziej nie jest potrzebne.

Czy nie jest to w takim razie tylko gadżet marketingowy, pomagający sprzedawać następne kursy, szkolenia i seminaria?

Jeżeli sam organizujesz takie rzeczy, to czy jesteś tak dobra/dobry w tym co robisz, że nie potrzebujesz tego rodzaju wsparcia? A jeśli nie, to jak dojść do takiej skuteczności?

Potraktuj to jako radę, jeśli chcesz możliwie szybko osiągnąć taki poziom zarobków, aby nie musieć pracować dużo i mieć środki na dobre życie.

Jako ciekawostka, od ponad 20 lat prowadząc warsztaty na bardzo wysokim poziomie, nigdy nie wystawiłem certyfikatów, chyba za wyjątkiem jednego przypadku w zamierzchłych czasach, kiedy poprosił mnie o to klient :) Niezależnie od tego, czy pracowałem z Zarządem dużej firmy, czy pro bono z młodymi ludźmi w projektach Top Gun.

Ba, wszyscy ci ludzie bardzo by się zdziwili, gdybym chciał im coś takiego wystawić :) Daje Wam to do myślenia?

Ciekaw jestem Waszych przemyśleń

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/550304438882302/

Komentarze (5) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jaki niedobór odczuwasz w życiu?

Od czasu do czasu sam zastanawiam się nad takim pytaniem starając się odpowiedzieć sobie na nie całkiem „bez ściemy”.

To wcale nie jest takie proste, bo na pierwszy rzut oka pojawiają się przed nami różne aktualne problemy, od których też nie jestem wolny. Większość z nas ma zapewne całą kolekcję wyzwań do przewalczenia, począwszy od „banalnych” jak zalany laptop, czy bałagan w różnych kwestiach życiowych, po tak poważne jak choroba własna, czy bliskiego członka rodziny. Takie rzeczy w moim odczuciu należą do naszej egzystencji, tak samo, jak jedzenie czy oddychanie. Jest to więc „normalka”, z którą w danym momencie w lepszym czy gorszym stopniu sobie radzimy i jakoś radzić będziemy (miejmy nadzieję, że w miarę wzrostu doświadczenia coraz lepiej).

Wiele osób koncentruje się przy tym na pieniądzach i ich zarabianiu. Wbrew powszechnemu mniemaniu, o ile ktoś jest na swoim (a nie na garnuszku rodziców, społeczeństwa lub partnera), przy tym nie postępuje jak całkowicie bezmyślny głupiec albo nie miał akurat jakiegoś poważnego zdarzenia losowego, pieniądze nie muszą być największym z niedoborów (dla mnie nie były, nawet jak żyłem ze sprzedaży gazet na ulicy i wedle „normalnych” standardów byłem biedny jak przysłowiowa mysz kościelna!!!!) I a propos „postepowania w sprawach finansowych jak bezmyślny głupiec”, to ten, komu się to nigdy nie zdarzyło niech pierwszy rzuci kamieniem ;)

Znacznie większym problemem, często całkowicie nieuświadamianym lub wepchniętym w jakiś kąt, to niezaspokojona potrzeba bliskości. Nie mówię teraz o seksie, bo przy odrobinie właściwego podejścia można mieć niezależnie od płci i wieku znacznie więcej sposobności, niż fizycznych możliwości skorzystania z nich :) Mówię o tym prawdziwym ludzkim poczuciu bliskości, w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, nie tylko fizycznym.

Jeżeli niezależnie od Twojej sytuacji rodzinnej odczuwasz taki niedobór, to mam dla Ciebie dwa obiecujące kierunki działania, które możesz obrać nie zakłócając dotychczasowych relacji.

Są to:

  • głęboka i otwarta rozmowa z drugim człowiekiem
  • robienie rzeczy wielkich razem z innymi ludźmi (chodzi o własne poczucie wielkości, niekoniecznie o opinię otoczenia, czy tzw. autorytetów!!)

Zajmijmy się dziś tym pierwszym.

O jakiej rozmowie mówimy?

Przede wszystkim chodzi tu o nie związaną z biznesem, prywatną rozmowę dwojga świadomych siebie, dorosłych ludzi.

Ludzi, którzy:

  • trochę zastanawiają się nad swoim życiem i w związku z tym mają o czym rozmawiać ponad suchą relacją jakiś faktów i powtarzaniem cudzych opinii
  • chcą w tym życiu jeszcze osiągnąć coś, ponadto co mają (niekoniecznie tylko w sferze materialnej)
  • wiedzą, że rozmowa w każdym wypadku pozostanie pomiędzy nimi
  • w związku z tym nie mają problemu, aby bezpośrednio i „bez ściemy” mówić o swoich przemyśleniach, błędach i wątpliwościach. I to niekoniecznie tych banalnych, lecz i tych bardzo głębokich i intymnych, które ma większość z nas.
  • niezależnie od tematu rozmowy prowadzą ją, aby się wzajemnie nauczyć, zainspirować, zrobić coś dla przyszłości, a nie bezproduktywnie przeżuwać coś, co wydarzyło się w przeszłości.
  • mają zdrowy dystans do samego/samej siebie
  • nie oceniają, czy wręcz osądzają drugiej osoby zdając sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy ma swoja kolekcję głupich zachowań, niemądrych decyzji itp.

Każdy z tych warunków jest w sumie dość prosty do spełnienia ale zastanów się, czy potrafisz spełnić je wszystkie razem? Jeśli nie, to warto zrobić sobie z tego „projekt rozwoju własnego”, bo długofalowo będzie to miało znacznie większy wpływ na jakość Twojego życia niż posiadane dobra materialne! A z całym szacunkiem i sympatią, muszę stwierdzić, że większość ludzi tego nie potrafi, co zresztą stanowi znakomitą możliwość pozytywnego wyróżnienia się.

Porozmawiamy?

PS: Dyskusja na tent temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/542400499672696/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-11-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 12 of 83« First...«1011121314»203040...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć
  • Ludzie marnują życie w pracy. Ty nie musisz.
  • Wybierz siebie- nikt inny tego nie zrobi

Najnowsze komentarze

  • Pozorny overkill  (39)
    • Ewa W: Meg, to co piszesz jest...
    • Meg: Bywa i tak, że jak przychodzi...
    • Ewa W: Meg, nie chodzi o słowo...
    • Meg: Użyłam słowa „trudnośc...
    • Ewa W: Meg, wyboldowane miało byc...
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Thomas: Witam.przeczytałem z uwaga...
  • Spotkanie Czytelników  (158)
    • Witold W. Wilk: Witaj Alex, Z chęcią...
    • Krzysztof Tadeusz: Witam, Czytam...
    • Marysia: Własnie modyfikuję moje...
    • Bartek: Witam ! Jak najbardziej...
    • MADA: extra! pomysł aby poznać...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Alabama: A co sądzicie o testach na...
    • Alex W. Barszczewski: Alabama...
    • Krzysztof Kroszka: Alabama Po...
    • Alabama: Moja polonistka zarzuca mi...
    • Alex W. Barszczewski: Wieczny frajer...
  • Parę informacji o Biblioteczce  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Piotr Ciesze...
    • Piotr_Kow: Pozwólcie na kilka...
  • Jaka jest Twoja definicja sukcesu?  (35)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Nie ma...
    • JJ: Alex, Oczywiście:) Nic tu nie...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...
    • JJ: Alex, Oczywiście nie ma co...
    • Alex W. Barszczewski: JJ Powszechność...
  • Typowe strategie podrywania :-)  (89)
    • Justyna F.: Po kilku spotkaniach już...
  • Kiedy nie pasuje nam temat rozmowy….  (59)
    • Alex W. Barszczewski: Anonimowy...
    • A: Ze względu na fakt, iż mój pobyt...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • KP: Ja po wpisaniu swojego imienia i...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Mirek Jak już...
  • We własnej sprawie..  (4)
    • Alex W. Barszczewski: Wreszcie...
  • Miejsce na szczęśliwy przypadek  (51)
    • Alex W. Barszczewski: JJ Piszesz:...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (25)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026