Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Spotkanie Czytelników Wrocław 13.09.2013

Drodzy Czytelnicy

Kończę mój „Gypsy Time” nad polskim morzem, książka tez powoli „dochodzi”, więc czas pomyśleć o kolejnym spotkaniu. Ponieważ w połowie września będę we Wrocławiu, a tam Hotel Śląsk jest dla nas bardzo dobrą lokalizacją, więc spotkajmy się tam, gdzie zawsze.

Tym razem niestety soboty nie są dostępne (ludzie się żenią/wychodzą za mąż), więc pozostaje nam piątek, w tym przypadku 13.09 Ze względu na osoby pracujące zrobimy znowu spotkanie popołudniowe, z dość późnym zakończeniem.

Imprezę zrobimy jeśli zgłosi się co najmniej 20 uczestników, maksymalna ilość to 120 osób (więcej nie pomieści sala)

Potrzebuję jak zwykle ochotników (2), którzy na zmianę lub w szczytowym okresie razem zajmą się wydawaniem identyfikatorów gościom i kierowaniem do szatni. Te osoby powinny być dyspozycyjne w godzinach 15:45 – 17:15

Tak jak zawsze uczestnictwo w spotkaniu jest bezpłatne, chyba że zdecydujecie się na posiłek (będą 2 zestawy do wyboru) to każdy kosztuje 25 zł. Szczegóły posiłku znajdziecie na końcu tego postu, jak wiecie są to smaczne i niedrogie obiady.

Planowany przebieg:

„Nieoficjalne” spotkanie tych, którzy mogą przybyć wcześniej zaczynamy o 15:45. Tak jak ostatnio będziecie mieli do dyspozycji salę, kawę i herbatę, które będą opłacone przeze mnie.

Ze względu na Czytelników, którzy pracują we Wrocławiu „oficjalnie” zaczniemy o 17:15

Do około 19 podyskutujemy sobie jak zwykle, najlepiej jeśli przygotujecie zagadnienia i pytania, które Was interesują.

Od 19 będziemy mogli zająć całą sale restauracyjną i chętni będą mogli posilić się oraz porozmawiać w mniejszych grupach (tak z powodzeniem zrobiliśmy ostatnio).

Myślę, że ta część konsumpcyjno – networkingowa może potrwać do 20:30. To pozwoli Wam porozmawiać z większa ilością osób, co bardzo podobało się Wam ostatnio.

Potem, w zależności od potrzeb możemy kontynuować dyskusję, lub popracować nieco nad różnymi przypadkami z kamerą. W zależności od tego, jak nam pójdzie kończymy albo o 22:00 albo o 23:00.

Jak możecie się zgłaszać?

Tutaj proszę o uwagę, bo jest kilka zmian:

  • każdy może zgłosić tylko jedną osobę – siebie samego
  • pierwszeństwo mają Czytelnicy, którzy zgodnie z moją prośbą napisali komentarz pod postem po ostatnim spotkaniu http://alexba.eu/2013-04-13/tematy-rozne/po-spotkaniu-we-wroclawiu-3/
    Ci mogą zgłaszać się od natychmiast
  • Od 29.08 zapraszam Czytelników, którzy są lub byli aktywni na blogu. Dlatego od 29.08 godz. 23:55 zgłaszać się mogą wyłącznie osoby, które do dnia 22.08 godz. 19:30 opublikowały na blogu co najmniej jeden komentarz albo post gościnny inny niż zgłoszenie na któreś z poprzednich spotkań. Ich obowiązkiem przy wypełnianiu zgłoszenia (patrz poniżej) jest umieszczenie na samym jego początku linku do własnego komentarza/postu, który pojawił się na naszym blogu. PROSZE WPISUJĄĆ LINK NIE PODAWAJCIE “HTTP://”  Czyli zamiast http://alexba.eu…..” piszcie tylko “alexba.eu….”
  • Od 01.09 godz. 23:56 mogą zgłaszać się pozostali Czytelnicy

Zgłoszenie wygląda nastepująco

  • Piszesz komentarz, w którym deklarujesz, że przyjedziesz
  • Jeśli jesteś w grupie, która może zgłaszać się od razu, lub od 29.08 podajesz link do Twojego komentarza/postu na tym blogu
  • Poniżej piszesz krótko jakie zagadnienia do dyskusji interesują Cię szczególnie
  • Jeśli chcesz, abym z Tobą przerobił jakiś konkretny case (z kamerą) to go krótko opisz (jedno, dwa zdania) abyśmy z grubsza wiedzieli o co chodzi. Na przykład to co robiliśmy ostatnio z ta sympatyczna Czytelniczką można opisać jako „negocjacje płacowe po wniesieniu znaczącej wartości dodanej dla firmy”. W miarę możliwości wybierz przypadek dotyczący Twojego życia, relacji i komunikacji z innymi. Jeśli jesteś managerem lub przedsiębiorcą i chcesz zrobić jakiś przypadek z pracownikiem, to musi on być ciekawy dla większości, bo normalnie jest to coś na wewnętrzne szkolenie organizowane przez firmę. Jeżeli przy Twoim zgłoszeniu pojawi się jakiś case, to patrz co ja tam potem dopisze innym kolorem. Jeśli case będzie dobry, to oczekuj ode mnie maila z prośba o przygotowanie szczegółów (bo nie teoretyzujemy, tylko rozwiązujemy konkretne problemy). Zachęcam do skorzystania z tej bezpłatnej możliwości, bo jest stosunkowo rzadka okazja
  • Jeżeli chcesz coś zjeść w trakcie naszego wspólnego obiadu (polecam), to w następnym punkcie deklarujesz który zestaw wybierasz. Zestawy do wyboru są opisane poniżej.
  • Jeśli chcesz zanocować w Hotelu Śląsk to zróbcie im przysługę (wychodzą nam bardzo naprzeciw z salą!!) i rezerwujcie korzystając z podanego Wam mailem kodu telefonicznie na recepcji.
  • BARDZO WAŻNE! Zobaczcie w poprzednim komentarzu jaka liczba stoi przy pozycji „Uczestników razem ze mną”. Jeśli jest ona równa lub większą od 115, to piszesz „Lista zamknięta, tutaj zaczyna się lista rezerwowa”. Jeżeli jest mniej niż 115 dodajesz do tamtej liczby jeden i piszesz „ Uczestników razem ze mną” + suma, którą wyliczyłeś. Kto nie potrafi wykonać tak prostego zadania nie potrzebuje przyjeżdżać na spotkanie

Te wszystkie powyższe informacje powinny pojawić się w Waszym zgłoszeniu!

Informacje dodatkowe dla Was:

Zestawy na obiad:

  • Zestaw 1: zupa jarzynowa, ziemniaki puree, karczek w sosie, surówka
  • Zestaw 2: zupa jarzynowa, ryba panierowana , frytki, surówka.

Każdy z zestawów kosztuje 25 zł i biorąc pod uwagę czas naszego spotkania naprawdę warto. Ostatnio były bardzo smaczne, dlatego nie zmieniamy ich. Gdyby ktoś chciał zjeść ten obiad, a nie miał budżetu to niech napisze mi maila, załatwimy to po cichu :-)

 Dojazd do Hotelu Sląsk

Taksówka (lepiej nie brać z postoju przy dworcu) MPT numer z komórki 7119191 ok 15 zł od Dworca PKP

Tramwaje 4, 5, 11  przystanków od Dworca PKP 3 zł

Dojazd do Hotelu Śląsk z Dworca PKP

 

PS: Mam nadzieję, że będę mógł zabrać ze sobą co najmniej kilka egzemplarzy z próbnego nakładu książki :-)

Komentarze (126) →
Alex W. Barszczewski, 2013-08-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Gościnne posty, Rozwój osobisty i kariera

Bądź kim naprawdę jesteś – post gościnny (in memoriam)

Dzisiaj zapraszam Was do lektury i dyskusji postu gościnnego, który powstał w bardzo nietypowy sposób. Po pierwsze, prawie cała zawartość merytoryczna została mi przekazana w rozmowach przez osobę, która wiekowo zdecydowanie odbiegała od naszego „targetu”, a po drugie to ja spisałem ją, nieco tylko dopasowując i doprecyzowując słownictwo (choć było to potrzebne tylko w niewielkim stopniu). Oczywiście zachowałem przy tym zarówno zawartość jak i przesłanie oryginału.

__________________________________________

Zacznijmy od pewnej opowieści:

Na łożu śmierci leży bardzo sfrustrowany starszy mężczyzna.

Na pytanie znajomego, dlaczego tak jest odpowiada on:

„Widzisz ja od zawsze byłem gejem. W mojej młodości nie mogłem się do tego nawet przyznać, bo takie były czasy i byłem samotny. Potem zacząłem się zastanawiać, kto na łożu śmierci poda mi tę ostatnia szklankę wody, więc na wszelki wypadek zacisnąłem zęby i ożeniłem się.

Jak już byłem żonatym, to uświadomiłem sobie, że przecież żona może umrzeć przede mną i kto wtedy poda mi tę szklankę wody. Na wszelki wypadek spłodziłem więc i wychowałem dwóch synów tak aby na pewno miał mi kto ją podać.”

Znajomy pyta „To dlaczego jesteś teraz taki sfrustrowany?”

Mężczyzna odpowiada: „przez cały czas żyłem nie swoim życiem, robiąc nie to co chciałem z nie tymi ludźmi, którymi chciałem tylko po to, aby na łożu śmierci miał mi kto podać ostatnia szklankę wody. A teraz umieram i w ogóle nie chce mi się pić!!!”

Z tego można wyciągnąć kilka morałów:

  • generalnie jako osoba prywatna nie warto robić zbyt konkretnych planów obliczonych na wiele lat czy wręcz dziesięcioleci, bo bardzo trudno przewidzieć jak wtedy będzie wyglądać ogólna sytuacja i nasze potrzeby
  • nie powinniśmy poświęcać tego, kim naprawdę jesteśmy, jakie naprawdę mamy pragnienia i potrzeby w imię jakiegoś mitycznego „bezpieczeństwa” w dość odległej przyszłości. W szczególności zaprzeczanie naszej prawdziwej naturze rzadko długofalowo prowadzi do życia pełnego zadowolenia i radości a z powodów opisanych w poprzednim punkcie przeważnie i tak nie warto

Ważnym jest też spostrzeżenie, że jeśli zauważyliśmy popełnienie któregoś z powyższych błędów, to dopóki żyjemy to możemy zmienić kurs i choć często nie jest to całkiem proste, to przynajmniej w sporej części zacząć żyć życiem, które jest dla nas ważne. Wynik, nawet jak nie będzie stuprocentowy, to nagroda warta zawalczenia o nią.

__________________________________________

†Irena Barszczewska – moja Mama, do piątku najstarsza znana mi osoba czynnie praktykująca „Gypsy Time”. Mimo niełatwego, w sumie 81 letniego życia (gdzie wychowanie mnie nie było akurat najprostszym zadaniem) dzielnie dawała sobie z nim radę, a 8 lat temu, po śmierci Ojca w zdumiewający sposób znalazła drogę do spełnionego, radosnego a jednocześnie wzbogacającego innych życia. Wyglądała na 20 lat mniej, luzu i podejścia mogłoby się od niej nauczyć sporo całkiem młodych ludzi. Wielu osobom będzie jej brakowało……..

PS: W rozmowach z Autorką wspomniałem, ze chcę się tym podzielić liczną rzeszą Czytelników tego blogu i uzyskałem na to zgodę. Zgodnie z podejściem Autorki proszę o merytoryczne komentarze, bo temat jest ważny

Komentarze (49) →
Alex W. Barszczewski, 2013-02-06
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Wikia, nie wikipedia – czyli mój (prawie) błąd :-)

Czas na moją, całkiem świeżą historię, kiedy myśląc szablonowo i „z automatu” o mało nie pozbawiłem się możliwości pracy z sympatycznymi i ciekawymi ludźmi, tracąc przy tym jeszcze interesującą możliwość biznesową. Zazwyczaj zgodnie z moim ogólnym podejściem nie piszę tutaj o mojej pracy i konkretnych klientach, w tym wypadku Andrzej Swędrzyński, który jest szefem polskiego oddziału Wikia Inc. wyraził zgodę na jej opisanie, co skwapliwie wykorzystuję. Proszę tylko nie śmiejcie się ze mnie, publikuję tutaj mój tok myślenia i postępowania, aby ktoś mógł nauczyć się z moich błędów.

Historia zaczęła się w lecie, kiedy podczas mojego Gypsy Time miałem okazję podyskutować trochę z Andrzejem na różne tematy managerskie. To nie było nic specjalnie niezwykłego, bo szczególnie podczas tych okresów łatwo jest się umówić ze mną, jeśli ma się interesujący dla mnie temat rozmowy. Po sympatycznej dyskusji pożegnaliśmy się i każdy wrócił do swoich projektów.

Kilka miesięcy później, w okresie kiedy byłem totalnie zajęty bardzo trudnymi wyzwaniami (np. praca z Zarządem pewnej międzynarodowej firmy nad skomplikowanymi zagadnieniami i negocjacjami oraz parę innych tego rodzaju projektów z podobnymi klientami) dostałem od Andrzeja maila, w którym powoływał się na moje stwierdzenie, że od czasu do czasu szkolę młode obiecujące zespoły za preferencyjną stawkę i chciał wiedzieć ile ona wynosi. To, co wtedy wiedziałem o firmie (nazwa podobna do Wikipedii ale nie mają z nią nic wspólnego, umożliwiają tworzenie „jakichś” communities w internecie, w Polsce pracuje w Poznaniu 40 osób w R&D, reszta w San Francisco) właściwie lokowało nią poza grupą moich możliwych klientów. Powody były następujące:

  • w Wikii w Polsce, przy 40 pracownikach i płaskiej strukturze nie ma tylu managerów, aby zrobić choć jedną grupę.
  • firmy, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, nie są skłonne inwestować w pracowników, którzy nie są managerami średniego szczebla, kwot umożliwiających zaangażowanie mnie przy rozsądnej wielkości grupy. Wyjątkiem są teamy sprzedaży B2B, ale ten nie miał tutaj zastosowania bo chodziło o działalność R&D
  • tak mała firma ukierunkowana na R&D ma ewentualnie fundusze na szkolenia fachowe, ale zero na warsztaty interpersonalne
  • a w ogóle to jestem konsultantem i coachem top managementu dużych, przeważnie międzynarodowych organizacji :-)

Tak więc odpisałem Andrzejowi podając tę stawkę, właściwie tylko z grzeczności będąc absolutnie przekonanym, że z powodów podanych powyżej nic konkretnego z tego nie wyjdzie :-) Ponieważ miałem też bardzo miłe wrażenie z rozmowy z nim, to aby maksymalnie wyjść mu naprzeciw dopisałem „Jeśli grupa jest mała i nie ma odpowiedniego budżetu to można zrobić warsztaty jednodniowe za połowę tej ceny, ale wtedy jest mniej czasu, aby każdym uczestnikiem zająć się indywidualnie „.

Teraz zaczyna być ciekawie :-)

Tego samego dnia, po ustaleniu wielkości grupy (bo okazało się że firma ma określony budżet na każdego pracownika) dostaję wiadomość „Chcemy zamówić dwa razy po dwa dni w tym roku, a resztę w przyszłym”!

Teraz to mnie szczęka opadła :-) :-)

Wiedziałem, że mój rozmówca mimo młodego wieku to konkretny człowiek i na pewno nie robi sobie ze mnie przysłowiowych „jaj” :-)

Czas więc na profesjonalne podejście do tematu!

Najpierw gorączkowe szukanie wolnych terminów przed moim wylotem na Kanary. Z biedą ale są!! Szybko ustalamy je z klientem.

Potem trzeba przyjrzeć się firmie i zdobyć jak najwięcej informacji o ludziach. Opiszę ten proces, bo może się to komuś przyda aby wiedzieć, na co zwracają uwagę tacy ludzie jak jak ja (to dla managerów), może też służyć jako wzór wstępnej ewaluacji nowego pracodawcy (dla potencjalnych pracowników).

Zazwyczaj spotykam się przed warsztatami z grupą, z która będę pracował w ich firmie, tutaj nie było na to czasu.

Pozostało więc Ask Google :-)

Strona główna powiedziała mi niewiele poza faktem, że serwis odwiedziło w miesiącu ponad 60 milionów ludzi, co szybko zmieniło moje wyobrażenie o znaczeniu nowego klienta :-)

(widzicie jak się zaczerwieniam ze wstydu… )

Sprawdziłem też, że firma ma znanych w branży inwestorów o dobrej reputacji.

W poszukiwaniu dogrzebałem się do strony rekrutacyjnej dla polskiego oddziału i wszedłem na jedno z ogłoszeń bo dla wprawnego oka mówią one co nieco jakich ludzi można się spodziewać.

W opisie pracy Web Developera znalazłem:

„Hack like crazy! Or, um… „Create implementation prototypes” „ :-)

a w punktach, które przemawiają na korzyść kandydata:

„Play fussball (aka table football; yes, seriously) „ :-) :-)

To raczej nie wyglądało na sztywny, tak często spotykany corporate bullshit, więc nowy klient miał u mnie natychmiast punkty dodatnie :-)

Fakt otwartego podania przez firmę widełek przyszłych zarobków też jest w Polsce raczej wyjątkiem niż regułą i bardzo dobrze świadczy o otwartości pracodawcy.

To już wyglądało nieźle i uzbrojony w taką wiedzę wraz z listą wyzwań uczestników zjawiłem się w przeddzień pierwszych warsztatów w Poznaniu ciekaw w jakim to „ekonomicznym” hotelu zostanę umieszczony, bo klienci pokrywają i ten wydatek…. a końcu to Poznań :-) :-):-) (to ostatnie potraktujcie z przymrużeniem oka :-))

Znowu opadłą mi szczęka, bo ktoś nie żałował ani zachodu ani środków aby umieścić mnie w bardzo dobrym pokoju, w hotelu naprawdę wysokiej klasy położonym blisko firmy!

Tego by się nie powstydził nawet koncern z tysiącami pracowników w samej Polsce!!

Możecie sobie wyobrazić, z jakim pozytywnym nastawieniem pojawiłem się następnego dnia rano u klienta :-)

A tam swobodna atmosfera :-) Sporo młodych, sympatycznych ludzi, w przeszklonym pokoju konferencyjnym jakiś meeting na siedząco, leżąco :-) :-) W drodze do pomieszczenia, gdzie mają odbyć się warsztaty wymijam stół do piłkarzyków (w międzyczasie standard wyposażenia firmy IT :-)) a w innym pokoju ….. elektroniczną perkusję :-) co w firmie tego typu zobaczyłem po raz pierwszy.

Co mam Wam powiedzieć o warsztatach? Było ciekawie, bardzo intensywnie, czasem ścieraliśmy się mocno, choć w konstruktywny sposób. Dla mnie było to wzbogacające super przeżycie, które chętnie w każdej chwili gotów jestem powtórzyć.

Gdybym załadowany pracą i mając w głowie wspomniane na początku uprzedzenia zlekceważył to pierwsze zapytanie, albo też łagodnie wytłumaczył Andrzejowi, że moi klienci to całkiem inne firmy, to pozbawiłbym się czegoś bardzo wartościowego a byłoby szkoda.

Co uchroniło mnie przed tym błędem?

  • wiele tego typu błędów popełnionych w przeszłości. W rezultacie, kiedy na jakąś propozycję, szczególnie ze strony kogoś, kogo szanuję chciałbym odpowiedzieć „z automatu”: „to nie jest dla mnie”, to robię stop i analizuje sytuację. To jest podejście,które w życiu dostarczyło mi nie tylko wiele szans biznesowych, ale też ciekawych i wzbogacających relacji :-)
  • jestem generalnie przyjaznym i uczynnym człowiekiem. Jeśli ktoś prosi mnie o coś, co nie wymaga wiele moich zasobów, to w miarę możliwości spełniam te prośbę. To czasem też uchroniło mnie przed utratą możliwości, które na podstawie ówczesnego doświadczenia i wiedzy błędnie uznałem za nie mające żadnego potencjału dla mnie

Takich przypadków jak powyższy mógłbym jeszcze na szybko znaleźć kilka, choć przeważnie są one starej daty (czegoś się w końcu nauczyłem :-)). Ważnym jest, aby zdać sobie sprawę, że nawet moje doświadczenie i wiedza nie chronią mnie od tego rodzaju błędów. Dlatego „wbudowałem” sobie taki system ostrzegawczy, co ma coś wspólnego z bardziej świadomym podejmowaniem decyzji, też w sensie uświadomienia sobie, jak ten proces u mnie zachodzi. To gorąco polecam każdemu z Was…

Zapraszam do dyskusji w komentarzach

Komentarze (10) →
Alex W. Barszczewski, 2012-11-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Parę pytań organizacyjnych

Pozwólcie, że siedząc na lotnisku i czekając na samolot do stolicy podzielę się z Wami kilkoma pomysłami i zapytam o Wasze zdanie.

Sprawa pierwsza, to Power Walks i inne formy spotkań w realu.

Te pierwsze w sensie sportowym musimy chyba zakończyć :-(

„Od zawsze” mam problem z jednym stawem w stopie (stare, nieleczone złamanie, które się nieoptymalnie zrosło), w te wakacje przesada w maszerowaniu spowodowała, że przez kilka tygodniu mogłem nosić maksymalnie sandałki nie mówiąc już o innych niedogodnościach. Sandałki lecie ujdą, jesienią są problematyczne, zwłaszcza do garnituru i krawata więc Power Walks idą w odstawkę

W związku z tym mam 2 pytania:

  1. co zrobić z listą telefonów do Power Walk. Mam ja skasować, czy tez zachować do innych, alternatywnych spotkań?
  2. Jaka forma alternatywnych spotkań byłaby najlepsza. Nie mówię teraz o przedsięwzięciach, na których zjawiają się setki ludzi, lecz małej kameralnej grupie. Po Power Walks zazwyczaj lądowaliśmy w „Mylos” i dyskutowali przy stoliku, może należałoby pójść w tym kierunku? W takim wypadku podpowiedzcie, co można zrobić, aby mieć pewność, że będziemy rozmawiać o sprawach istotnych i nikt nie przyjdzie tylko po to, „aby zobaczyć jak wygląda Alex”? Można takie spotkania robić ad hoc jak power walks, czy lepiej choć średnioterminowo je zaplanować?

Sprawa druga

Czasem jestem zapraszany do wzięcia udziału w różnych dyskusjach, wykładach itp. oczywiście w ramach mojej działalności pro bono (czyli za friko :-))

Tutaj cały czas ma zastosowanie to, co napisałem w poście http://alexba.eu/2012-04-08/tematy-rozne/jak-zaprosic-alexa/

Dodatkowo, w oparciu o kilka ostatnich doświadczeń proszę Was o zwrócenie uwagi na dwa dodatkowe punkty

  1. rezerwujcie mój czas, jeśli jesteście pewni, że impreza się odbędzie. Jeśli komuś obiecuje że przyjadę, to jest to równie zobowiązujące jak przyjechanie do klienta na bardzo lukratywny kontrakt i konkretna (terminowo) rezerwacja jest tak samo pewna. Jeżeli ktoś potem taką imprezę odwołuje, to powoduje to u mnie niepotrzebne starty, bo być może w międzyczasie powiedziałem „nie” potencjalnemu klientowi biznesowemu.
  2. Jeśli zapraszacie mnie gdzieś, to podajcie dokładną lokalizację, przynajmniej jeśli chodzi o miasto, gdzie spotkanie ma się odbyć. Zdarzyło mi się być zaproszonym do poprowadzenia warsztatów dla studentów w sporym mieście wojewódzkim, do którego bez problemu i szybko dojechałbym pociągiem. Mając dość zapchany kalendarz skalkulowałem, że w pociągu mogę popracować, na miejscu spędzę 3 godziny ze studentami, potem spotkam się jeszcze z kimś biznesowo i wrócę pociągiem dalej pracując, więc chętnie powiedziałem „tak”. 6 dni (!) przed imprezą dowiedziałem się, że odbędzie się ona w innym miejscu, oddalonym o dodatkowe 60 km bez dobrego połączenia kolejowego. To kompletnie rozwaliło moje kalkulacje logistyczne i z ubolewaniem musiałem mój udział odwołać. W biznesie czasem trzeba być niezwykle elastycznym i stanąć na głowie, ale jak chcecie mnie mieć za darmo, w dodatku poza Gypsy Time, to nie wymagajcie tego ode mnie.

Sprawa trzecia

Od czasu do czasu potrzebuje wsparcia w różnych sprawach, w których nie bardzo chcę korzystać z firm, które nie znam, lub zrobić to na ich warunkach (nie chodzi o finanse!!)

Na przykład od dłuższego czasu powinienem zainstalować od zera system na moim bardzo dobrym laptopie, który przez producenta został zamulony różnymi „śmieciami”, zainstalować na nim najnowsze sterowniki itp. Nie chciałbym przy tym fizycznie rozstawać się z maszyną. Teoretycznie mógłbym zrobić to sam, niemniej nie będąc absolutnie na bieżąco ze szczegółami Win 7 64 bit mógłbym popełnić jakiś błąd, kosztujący mnie sporo czasu, którego teraz nie mam. Gdyby znalazł się ktoś naprawdę dobry (aby poradzić sobie sprawnie w razie jakichkolwiek komplikacji) to chętnie zapłaciłbym jakąś rozsądną cenę rynkowa za taką usługę.

Gdybym na takie sprawy wrzucił w menu stronkę „Alex potrzebuje” byłoby to dla Was ok?

Sprawa czwarta

Ostatnio straciłem 4 dni dlatego, bo lekarz na dyżurze ortopedycznym w Luxmedzie na Puławskiej nie do końca zdiagnozował mój problem i podjął działanie, które było równie nieadekwatne co nieskuteczne. Wiedziałem, że pewna znajoma ma dobrego ortopedę, ale nie mogłem ustalić kto to jest bo była ona nieosiągalna. Dziś pomyślałem, że żyjąc już trochę na tym świecie zebrałem sobie zarówno nieco kontaktów do dobrych ludzi w wielu dziedzinach, jak i takich drobnych, praktycznych informacji jak np. gdzie w Warszawie można dostać dobrą wołowinę na steki i którą dokładnie należy kupić. Znajomi często pytają mnie o różne rekomendacje, podobnie jak ja pytam ich i ta wiedza może przydać się i Wam.

W związku z tym pytam, czy chcecie, abym wstawił gdzieś tutaj stronkę „Rekomendacje Alexa”, na której sukcesywnie będę dzielił się z Wami takimi informacjami? Zasady byłyby takie:

  1. zamieszczenia tam nie można by kupić, to należałoby jasno powiedzieć, ten blog jest niekomercyjnym przedsięwzięciem i tak ma pozostać. Całe szczęście, że zarabiam tyle, że nie muszę i nie będę korzystać z takich możliwości dorobienia paru groszy :-)
  2. dzieliłbym się informacjami wynikającymi z osobistego doświadczenia, doświadczenia osób bliskich z którymi mam bardzo dobry kontakt, lub akcji pro bono, bo i takie się zdarzały.
  3. informacje podawane byłyby według mojej najlepszej wiedzy i woli, jednakże nie mogę i nie chcę czegokolwiek gwarantować.
  4. informacje byłyby sukcesywnie dodawane w miarę jak mam czas i przypomną mi się różne dobre źródła :-)

Chcecie coś takiego?

Zapraszam do wypowiedzi w komentarzach

PS: Otrzymuję zaproszenia do kontaktu przez LinkedIn od osób, które często w ogóle nie kojarzę abym znał, a w samych zaproszeniach nie ma ani słowa od nich. Jak mam to traktować? CO sobie myśli osoba, wysyłająca takie zaproszenie?

Komentarze (50) →
Alex W. Barszczewski, 2012-10-02
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Książka – odpowiedzi na pytania Czytelników cz. 1

Może odpowiem zbiorczo na Wasze zapytania, postaram się żadnego nie pominąć.

Po pierwsze książka jest cały czas pisana i sporo jeszcze przede mną. Plusem jest wyklarowanie się kierunku i formy w jakiej to zrobię, co na początku nie było takie oczywiste i ulegało zmianom. Po przebałaganieniu tego lata sporej części Gypsy Time na razie się nieźle rozpędziłem i pisanie idzie mi bardzo gładko :-) Nie zmienia to faktu, że np. już w przyszłym tygodniu pracuję dwa dni z Zarządami moich klientów, muszę a nowo zorganizować się w mieszkaniu w Warszawie itp.  tydzień później działam we Wrocławiu, co też nieco spowolni prace. Stąd trudno mi teraz podawać Wam jakiekolwiek konkretne terminy, poza zapewnieniem, że pisanie sprawia mi wielką przyjemność, a to przy moim hedonistycznym nastawieniu dobrze wróży zakończeniu projektu w rozsądnym czasie.

Sama książka jest pisana w znanym Wam, bezpośrednim, luźnym a jednocześnie bardzo konkretnym stylu, bo:

  • ma sprawiać mi przyjemność przy tworzeniu
  • ma sprawiać Wam przyjemność przy czytaniu
  • ma służyć konkretnemu poprawieniu przez Was zarówno zakresu jak i jakości Waszych relacji z innymi, a przez to też jakości Waszego życia. To ostatnie naturalnie według Waszych wyobrażeń, bo narzędzia będą uniwersalne

Ten ostatni postulat wcale nie jest taki łatwy do spełnienia, bo jeśli chcemy umożliwić Czytelnikowi wprowadzenie znaczących zmian na lepsze, a nie tylko spowodowanie, że poczuje się lepiej i pokiwa głową, to zwykła książka nie wystarczy. To co będzie potrzebne do takich zmian wykracza znacznie poza wiedzę teoretyczną możliwą do zdobycia przez czytanie! Tutaj będzie konieczne rozszerzenie postrzegania i wyczucia wraz z pewnymi zmianami w postawie danej osoby. Normalnie w życiu mogę to zrobić poprzez bezpośredni kontakt z daną osobą, bycie jej przykładem lub sparringpartnerem. Książka nie daje mi takich możliwości a bardzo nie chciałem tworzyć na rynku jeszcze jednej przemądrzałej pozycji, która niezdolna jest zrobić dużą pozytywną różnicę. Stąd to, co otrzymacie to będzie formą prowadzenia Czytelnika przez istotne zagadnienia, które omówimy najpierw nieco podobnie jak na blogu, a potem dostanie on konkretne zadania i ćwiczenia do wykonania, tak, aby wyrobił on sobie te niezbędne kompetencje, których nie da się przekazać czysto werbalnie. Tutaj wiele będzie zależało od jego odrobiny samodyscypliny, bo oczywiście nie mogę i nie chcę nikogo pilnować (mam z tym dość roboty w stosunku do samego siebie :-)) Na pocieszenie mogę dodać, że zadania zazwyczaj będą stosunkowo proste, bo większość ludzi w relacjach z innymi wykłada się na banalnych rzeczach! Do opanowania tego w wystarczającym stopniu na pewno nie potrzeba będzie lat studiów :-)

Dla wsparcia tych z Was, którzy będą rzeczywiście coś ze sobą zrobić stworzę na blogu specjalne możliwości dyskutowania o wyzwaniach i dzielenia się sukcesami pojawiającymi się w całym procesie. Potem zobaczymy, co jeszcze ewentualnie można postawić na nogi.

Tyle jeśli chodzi z grubsza o zawartość. Pewne znane Wam tematy, takie jak np. cała seria „Nie masz prawa prawie do niczego” pojawią się też w książce, ale zawsze jako element większego przedsięwzięcia edukacyjnego, a nie tylko odosobnione  teoretyczne rozważania.

W międzyczasie zrobiła się 2:30 w nocy, a jutro chcę dalej popracować nad tym wysokojakościowym produktem dla Was. Dlatego do kwestii typu: w jakiej formie, czy z wydawcą i ewentualnie którym, co chcę w ogóle osobiście osiągnąć i jak zamierzam to robić, oraz wszelkich Waszych innych pytań wróćmy może jutro w nocy.

W międzyczasie mówię wszystkim dobranoc i życzę miłego przebudzenia za kilka godzin

Komentarze (21) →
Alex W. Barszczewski, 2012-09-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

„Lifestyle coacha” – czy trzeba być coachem?

W jednym z komentarzy pod poprzednią dyskusją Czytelnik Jot napisał:

„A mnie od dłuższego czasu zastanawia nie jak zostać coachem ale jak nie będąc coachem mieć taki sam “lifestyle”. Dla mnie sprowadzałoby się do – interesującej pracy, dobrej stawki godzinowej pozwalającej na pisanie bloga z wysp kanaryjskich, gipsy time itp. „

Muszę przyznać, że uśmiechnąłem się czytając ten komentarz :-) Myślę, że wielu, szczególnie młodszych Czytelników rozważa karierę coacha właśnie z podobnych powodów, więc może przyjrzyjmy się tym czynnikom po kolei.

  • interesująca praca – to jest praca która interesuje Ciebie!! Nie to co robi Alex, co otoczenie uważa za cool, rodzina za spełniające jej ambicje a mass media za przyszłościowe. Tobie musi się podobać, a jesteś unikalną osobą we Wszechświecie!! Tutaj musisz się wysilić i sam poeksperymentować, najlepiej nie „uwalając sie” w jakikolwiek sposób. Do tego pamiętaj, że z interesująca pracą jest podobnie jak z interesującą partnerką/partnerem. Jeżeli będziesz dłużej robił bardzo podobne rzeczy, to wszystko Ci się z czasem znudzi. To jest naturalny proces i nie ma co utrudniać go poprzez niepotrzebne zobowiązania.
    Praca coacha jest tutaj korzystna, bo każdy przypadek jest inny, ale tak jest w bardzo wielu dziedzinach od pewnych zadań w IT począwszy, a np. stomatologii skończywszy (ostatnio miałem ciekawą rozmowę na ten temat)
  • dobra stawka godzinowa – rzeczywiście ułatwia wiele rzeczy. Przede wszystkim, mając dobrą stawkę godzinową nie musisz pracować dużo, co zapobiega częściowo temu wspomnianemu wyżej znudzeniu a poza tym daje czas na inne poszukiwania i delektowanie się życiem. Zastanówmy się tylko, co to jest „dobra stawka godzinowa”?
    Niekoniecznie jest to określona w złotówkach bezwzględna kwota pieniędzy, lecz taka kwota, która w zamian za pracę w jakimś rozsądnym wymiarze czasowym pozwala nam na zaspokajanie naszych istotnych potrzeb. Świadomie podkreśliłem słowo „naszych”, bo większość ludzi zaspokaja potrzeby sztucznie wygenerowane im przez wpływ i manipulację innych, a zaniedbuje tak kluczowe dla szczęścia, jak np. potrzeba bycia kreatywnym, dobrej rozmowy czy dobrego seksu. I tutaj jest przysłowiowy pies pogrzebany, wielu z Was, którzy nie zdążyli jeszcze wpakować się w kredyty, mieszkania i dzieci mogłoby bardzo szybko zacząć „coachingowy” lifestyle, przynajmniej jeśli chodzi o podobny do mojego :-) Bo moje życie jest w gruncie rzeczy proste (w sensie rezygnacji z niepotrzebnej kompleksowości) i kosztuje tylko niewielki ułamek tego, co zarabiam. Czy wiecie, że są miesiące, kiedy wydaję więcej pieniędzy na różne działania pro bono niż na siebie? Nie odczuwając przy tym w ogóle jakiegokolwiek niedostatku!
  • „pisanie bloga z Wysp Kanaryjskich” – składa się z dwóch składników. Po pierwsze trzeba pisać blog, a więc robić coś za darmo dla innych, często nieznanych sobie osób. Większość ludzi tego nie robi, a być może jest to ważny czynnik (postawa) umożliwiający ten drugi człon „..z Wysp Kanaryjskich” :-)
    Jeśli chodzi o Kanary, to większość ludzi ma całkiem fałszywe wyobrażenia ile to kosztuje, zwłaszcza w zimie, kiedy ja tam bywam. Nawet nie oszczędzając specjalnie, a używając tylko zdrowego rozsądku i może odrobinę obcego języka mam tam koszty życia porównywalne do tych w Warszawie, hotelik za bardzo specjalna cenę (obiecałem nie przyznawać jaką), tylko normalne liniowe loty trochę podrożały (z WAW ok. 1300 zł w obie strony). Można znacznie taniej i wcale nie gorzej, czego dowodem jest post gościnny młodych Kolegów . Jak widać do tego wcale nie trzeba być coachem,
  • Gypsy Time – tak nazywam okres, kiedy biegając w szortach, koszulce i sandałkach/butach żeglarskich zadowolony z zycia żyję na bardzo dużym luzie. Do tego też nie trzeba być coachem, ani posiadać dużych pieniędzy, bo wyposażenie (kilka koszulek, szortów i sandały) jest tanie, podstawowa żywność w Polsce ciągle jest niedroga, a to co najważniejsze (postawa myślowa) nie kosztuje żadnych pieniędzy. Ja na przykład mam teraz tak śmieszne koszty życia, że aż wstyd się przyznać :-) Aha, Gypsy Time można w lecie praktykować w dowolnym miejscu w Polsce, bo to sprawa podejścia, a nie geografii.
  • Itp. – tutaj muszę zgadywać, co Kolega „Jot” miał na myśli:-) Jeśli miał na myśli ciekawe towarzystwo i sporo dobrego seksu, to rzeczywiście zawód coacha nieco to ułatwia, bo masz ogromne doświadczenie w kontaktach i komunikacji z bardzo wieloma różnymi ludźmi. W ten sposób łatwiej i szybciej selekcjonujesz odpowiednie osoby. Nie jest to jednak warunek konieczny, bo praktycznie każdy człowiek może być (zacząć być) osobą otwartą na innych, a po zdobyciu minimum doświadczenia i wykorzystaniu internetu poznasz więcej interesujących Cie osób, niż będziesz miał czasu nimi się zająć. Jak się za to zabrać możecie przeczytać na blogu, zacząłem też pisanie książki na ten temat.

Tyle odpowiedzi dla Jot.

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga dla młodych Czytelników:

Bądźcie wdzięczni Waszym Rodzicom za to, że dali Wam życie i wychowali najlepiej jak mogli. To na pewno kosztowało większość z nich sporo wyrzeczeń i trzeba to docenić. Bądźcie jednak ostrożni w powielaniu ich zasad i podejścia do życia, bo w międzyczasie mamy już zupełnie inne czasy, czego chyba nikomu z Was nie muszę tłumaczyć. Tak samo bądźcie ostrożni w powielaniu osób nawet tylko o 10 lat starszych od Was, bo tak samo startowali oni w innych czasach niż Wy.

No chyba, że ktoś chce przyjąć drogę życiową jak np. opisana tutaj albo tutaj czego zdecydowanie nie polecam. Źle wpływa na poczucie własnej wartości – potem trzeba kupować drogie domy, biżuterię, samochody itp. aby sobie to (dość bezskutecznie) podreperować.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Komentarze (22) →
Alex W. Barszczewski, 2012-07-26
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera, Wykorzystaj potencjał

Nie masz prawa (prawie) do niczego cz.5

Dziś porozmawiajmy o kolejnej dość delikatnej kwestii a mianowicie:

Nie masz prawa wymagać od innych poświęceń, ani małych ani dużych”

Część z Was oczywiście powie: „Jak to, w bliskim związku trzeba czasem poświęcać się dla drugiej osoby!!”

Trzeba, albo i nie trzeba, to pytanie pozostawimy na razie jako otwarte. To, o czym piszę, to sprawa domagania się, a przynajmniej oczekiwania, że inny człowiek „się poświęci”.

Czyli zrezygnuje z czegoś, co jest dla niego ważne i/lub przyjemne, aby zrobić coś, co jest dobre dla nas.

Oczekiwanie poświęceń jest tak rozpowszechnione w polskim społeczeństwie, że jednostki, które głoszą poglądy opisane powyżej mogą na pierwszy rzut oka być postrzegane jako aspołeczne :-), przyjrzyjmy się więc temu bliżej.

Na początek podkreślmy więc co następuje:

  1. każdy ma prawo do dowolnych poświęceń ze swojej strony, zwłaszcza jeśli nie wiąże się to z koniecznością poświęcania się przez osoby trzecie

  2. dobrowolna rezygnacja z pewnych przyjemności i zasobów, aby zrobić coś dla drugiego człowieka jest zazwyczaj rzeczą dobrą i sam robię to bardzo często

Teraz mówimy o innym aspekcie, a mianowicie o tym, że nie mamy żadnego prawa oczekiwać tego od drugiego człowieka, wszystko jedno kim on jest.

Teoretycznym wyjątkiem może być zawarta wcześniej jednoznaczna umowa mówiąca że w wypadku X osoba Z zachowa się w sposób Y. Tutaj muszę Wam wyznać, że generalnie nie zawieram umów tego rodzaju (pomijamy teraz porozumienia czysto biznesowe). Dlaczego? Bo nie chcę, aby ktoś robił coś dla mnie tylko dlatego, że zmusza go do tego umowa!! To ja muszę tak planować moje życie i zasoby, aby nie stać się ciężarem dla innych, nawet w wypadku sporych katastrof życiowych. A nawet gdybym stracił wszystko łącznie z możliwością zarobkowania, to wtedy będę miał nadzieję na dobrowolną humanitarna pomoc z czyjejś strony, a nie oczekiwał tego od konkretnej osoby, chyba że będę stary i zniedołężniały a wcześniej zawre umowę o charakterze biznesowym jak opisałem kilka linijek wyżej.

W moim obecnym zyciu, nawet jak ktoś dobrowolnie chce się poświęcać dla mnie, to robie wszystko, co mozliwe aby tego unioknąć.

Co daje takie nastawienie jak opisuję w tym poście?

Jeżeli rzeczywiście je posiadamy (a nie tylko deklaratywnie), to ludzie wokół nas czuja brak jakiejkolwiek presji w tym kierunku i odważniej wchodzą z nami w relacje, które w wypadku postrzeganego zagrożenia „zobowiązaniami” nie byłyby możliwe. A to otwiera ogromne dodatkowe możliwości, nie tylko w biznesie :-)

Na zakończenie kilka przykładów oczekiwania gotowości do poświęceń:

  1. Rodzice oczekują że dzieci zajmą się nimi na starość – jest to niemądre i nie do końca fair, bo nikt przed przyjściem na świat nie pytał, czy zgadzają sie na taki deal. Full disclosure: Od lat wspieram moją 80-letnia mamę, ale czynie to z potrzeby serca a nie obowiązku. Poza tym fajnie jest zobaczyć , jak może żyć osiemdziesięciolatka, kiedy dostaje do dyspozycji trochę zasobów do Gypsy Time :-) Moja mama nigdy nie postrzegała tego, co robię jako zobowiązania, często wręcz muszę ją namawiać do przyjmowania czegokolwiek. To bardzo dobrze wpływa na nasze relacje.

  2. Dzieci oczekują, że rodzice będą je nadal wspierać nawet po uzyskaniu tzw. wieku dorosłego!! – To jest bardzo niebezpieczne założenie, które często prowadzi do przedwczesnych i niekoniecznie optymalnych życiowo decyzji dotyczących np. założenia rodziny, posiadania dzieci, czy tez kredytu na mieszkanie. Idealnie zrobił to kochający ojciec jednej mojej znajomej, której w wieku 18 lat powiedział: „Kiedy zdecydujesz się na założenie rodziny i dorosłość, to wiedz, że będziesz odpowiedzialna za wszystko, łącznie ze znalezieniem sobie własnego mieszkania, pracy itp.” To zabrzmiało w jej uszach niezwykle szokująco, ale dwadzieścia kilka lat później, mimo pochodzenia z typowego polskiego małego miasteczka, może ona spojrzeć na barwne i urozmaicone życie, którego nigdy nie zamieniałaby na to będące udziałem jej koleżanek. Tych, które od rodziców oczekiwały wsparcia i co gorsza je dostały. Polecam to uwadze zarówno dzieci jak i rodziców!

  3. Na zakończenie trochę nietypowy przykład z mojego życia. Od połowy lat dziewięćdziesiątych spędzam sporą część każdej zimy poza Europą. Po prostu niezbyt dobrze znoszę te ciemne i zimne miesiące a ponieważ w wyniku dobrego planowania mam możliwość spędzenia ich gdzieś indziej, to to robię. W tym czasie miałem różne przyjaciółki, z których znaczna część z powodów zawodowych lub biznesowych nie mogła wyrwać się z kraju na dłużej niż na zazwyczaj 2 tygodnie, czasem mniej. Ciekawą obserwacją było świadome lub podświadome zakładanie przez wiele z nich, że ponieważ one nie mogą z powodów czasowych (bo finansowych związanych z kosztami nie było) na tak długo wyjechać, to ja powinienem im towarzyszyć i siedzieć na miejscu! To przejawiało się albo w postaci otwartych pretensji, albo poprzez różne „humory”. Jak myślicie, jak wpływało to długofalowo na jakość tej relacji? Podkreślam, że nie mówimy tutaj o jakiejś sytuacji awaryjnej drugiej strony, tylko o normalnych zobowiązaniach zawodowych.

Tyle na razie w tym temacie, zapraszam do dyskusji w komentarzach

„Nie masz prawa wymagać od innych poświęceń, ani małych ani dużych”

Część z Was oczywiście powie: „Jak to, w bliskim związku trzeba czasem poświęcać się dla drugiej osoby!!”

Trzeba, albo i nie trzeba, to pytanie pozostawimy na razie jako otwarte. To, o czym piszę, to sprawa domagania się, a przynajmniej oczekiwania, że inny człowiek „się poświęci”. Czyli zrezygnuje z czegoś, co jest dla niego ważne i/lub przyjemne, aby zrobić coś, co jest dobre dla nas.

Oczekiwanie poświęceń jest tak rozpowszechnione w polskim społeczeństwie, że jednostki, które głoszą poglądy opisane powyżej mogą na pierwszy rzut oka być postrzegane jako aspołeczne :-), przyjrzyjmy się więc temu bliżej.

Na początek podkreślmy więc co następuje:

  1. każdy ma prawo do dowolnych poświęceń ze swojej strony, zwłaszcza jeśli nie wiąże się to z koniecznością poświęcania się przez osoby trzecie
  2. dobrowolna rezygnacja z pewnych przyjemności i zasobów, aby zrobić coś dla drugiego człowieka jest zazwyczaj rzeczą dobrą i sam robię to bardzo często

Teraz mówimy o innym aspekcie, a mianowicie o tym, że nie mamy żadnego prawa oczekiwać tego od drugiego człowieka, wszystko jedno kim on jest.

Teoretycznym wyjątkiem może być zawarta wcześniej jednoznaczna umowa mówiąca że w wypadku X osoba Z zachowa się w sposób Y. Tutaj muszę Wam wyznać, że generalnie nie zawieram umów tego rodzaju (pomijamy teraz porozumienia czysto biznesowe). Dlaczego? Bo nie chcę, aby ktoś robił coś dla mnie tylko dlatego, że zmusza go do tego umowa!! To ja muszę tak planować moje życie i zasoby, aby nie stać się ciężarem dla innych, nawet w wypadku sporych katastrof życiowych. A nawet gdybym stracił wszystko łącznie z możliwością zarobkowania, to wtedy będę miał nadzieję na dobrowolną humanitarna pomoc z czyjejś strony, a nie oczekiwał tego od konkretnej osoby, chyba że będę stary i zniedołężniały a wcześniej zawre umowę o charakterze biznesowym jak opisałem kilka linijek wyżej.

W moim obecnym zyciu, nawet jak ktoś dobrowolnie chce się poświęcać dla mnie, to robie wszystko, co mozliwe aby tego unioknąć.

Co daje takie nastawienie jak opisuję w tym poście?

Jeżeli rzeczywiście je posiadamy (a nie tylko deklaratywnie), to ludzie wokół nas czuja brak jakiejkolwiek presji w tym kierunku i odważniej wchodzą z nami w relacje, które w wypadku postrzeganego zagrożenia „zobowiązaniami” nie byłyby możliwe. A to otwiera ogromne dodatkowe możliwości, nie tylko w biznesie :-)

Na zakończenie kilka przykładów oczekiwania gotowości do poświęceń:

  1. Rodzice oczekują że dzieci zajmą się nimi na starość – jest to niemądre i nie do końca fair, bo nikt przed przyjściem na świat nie pytał, czy zgadzają sie na taki deal.
    Full disclosure: Od lat wspieram moją 80-letnia mamę, ale czynie to z potrzeby serca a nie obowiązku. Poza tym fajnie jest zobaczyć , jak może żyć osiemdziesięciolatka, kiedy dostaje do dyspozycji trochę zasobów do Gypsy Time :-) Moja mama nigdy nie postrzegała tego, co robię jako zobowiązania, często wręcz muszę ją namawiać do przyjmowania czegokolwiek. To bardzo dobrze wpływa na nasze relacje.
  2. Dzieci oczekują, że rodzice będą je nadal wspierać nawet po uzyskaniu tzw. wieku dorosłego!! – To jest bardzo niebezpieczne założenie, które często prowadzi do przedwczesnych i niekoniecznie optymalnych życiowo decyzji dotyczących np. założenia rodziny, posiadania dzieci, czy tez kredytu na mieszkanie. Idealnie zrobił to kochający ojciec jednej mojej znajomej, której w wieku 18 lat powiedział: „Kiedy zdecydujesz się na założenie rodziny i dorosłość, to wiedz, że będziesz odpowiedzialna za wszystko, łącznie ze znalezieniem sobie własnego mieszkania, pracy itp.” To zabrzmiało w jej uszach niezwykle szokująco, ale dwadzieścia kilka lat później, mimo pochodzenia z typowego polskiego małego miasteczka, może ona spojrzeć na barwne i urozmaicone życie, którego nigdy nie zamieniałaby na to będące udziałem jej koleżanek. Tych, które od rodziców oczekiwały wsparcia i co gorsza je dostały. Polecam to uwadze zarówno dzieci jak i rodziców! Nawiasem mówiąc, część młodych ludzi ma całkowicie fałszywe wyobrażenia o tym, ile możliwości delektowania się życiem (łącznie z bardzo dobrym seksem!!) mają osoby czterdziesto-, pięćdziesięcioletnie i powyżej, zwłaszcza te z grupy na „zielonej linii” opisanej w poście http://alexba.eu/2011-02-09/rozwoj-kariera-praca/nasza-osobista-wolnosc-2/ Ludzie ci utrzymali Was i wychowali, często z wielkimi wyrzeczeniami ze swojej strony. Bądźcie fair, i nie obciążajcie ich konsekwencjami Waszych decyzji życiowych!
  3. Na zakończenie trochę nietypowy przykład z mojego życia. Od połowy lat dziewięćdziesiątych spędzam sporą część każdej zimy poza Europą. Po prostu niezbyt dobrze znoszę te ciemne i zimne miesiące a ponieważ w wyniku dobrego planowania mam możliwość spędzenia ich gdzieś indziej, to to robię. W tym czasie miałem różne przyjaciółki, z których znaczna część z powodów zawodowych lub biznesowych nie mogła wyrwać się z kraju na dłużej niż na zazwyczaj 2 tygodnie, czasem mniej. Ciekawą obserwacją było świadome lub podświadome zakładanie przez wiele z nich, że ponieważ one nie mogą z powodów czasowych (bo finansowych związanych z kosztami nie było) na tak długo wyjechać, to ja powinienem im towarzyszyć i siedzieć na miejscu! To przejawiało się albo w postaci otwartych pretensji, albo poprzez różne „humory”. Jak myślicie, jak wpływało to długofalowo na jakość tej relacji? Podkreślam, że nie mówimy tutaj o jakiejś sytuacji awaryjnej drugiej strony, tylko o normalnych zobowiązaniach zawodowych.

Tyle na razie w tym temacie, zapraszam do dyskusji w komentarzach

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)
Komentarze (83) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Powrót na blog

Witajcie po dłuższej przerwie :-)
Dziś w Berlinie zapakowałem większość mojego sprzętu do samochodu, który już jest w drodze do Warszawy. To oznacza zbliżanie się końca kolejnego „Gypsy Time”, który tym razem nie tylko był dość długi, ale też obfitował w interesujące wydarzenia i przemyślenia. Ci z Was, którzy znają mnie bliżej poprawnie zinterpretowali moje milczenie na blogu jako sygnał, że miałem, jak to mówią Amerykanie, „very, very good time” i słusznie założyli, że zbieram nowe doświadczenia, które w ten czy inny sposób znajdą swoje odbicie na tej stronie.
Czego więc możecie się spodziewać?
Za tydzień wracam osobiście do Warszawy (ciekawe, siedzę teraz w Berlinie i piszę „wracam do Warszawy”, jak przez te 2 lata zmieniła mi się perspektywa :-)) Tam, o ile pogoda pozwoli, na pewno będziemy spotykać się na Power Walks, tym bardziej że ostatnio naprawdę zabrałem się za moją formę. Mam nadzieję, że w ich trakcie będziemy mieli wiele interesujących i inspirujących rozmów.
Z innych rzeczy postanowiłem na razie zawiesić prowadzenie bezpłatnych warsztatów B2B dla startupów. Stopniowo wyglądało to coraz bardziej tak, że robię coś pełnowartościowego dla osób, z których większość widzę po raz pierwszy w życiu, a dla których potem napisanie choćby małego komentarza na blogu jest problemem nie do przeskoczenia :-) Zamiast tego sprzedam ten dzień moim płacącym klientom, uzyskane w ten sposób fundusze pozwolą mi na zorganizowanie 2-3 wspólnych wyjść do teatru, razem z zaproszeniem chętnych na lunch i rozmowy w „Mylos”, tak, jak nam to super wyszło ostatnim razem. Fun Factor będzie znacznie większy.
Może zrobimy też wspólna wyprawę na „MAYDAY” do Krakowa.
Jeśli chodzi o blog, to oczywiście spodziewajcie się wkrótce nadrobienia moich zaległości komentarzowych i ostatniego odcinka serii „Jak mu to powiedzieć” :-)
Potem mam wielka ochotę napisać post o tym, jak robienie w życiu „odjechanych” rzeczy rozszerza nasze horyzonty i doznania, oraz jak takie przedsięwzięcia w miarę bezpiecznie przeprowadzać.  Oczywiście z góry zapowiadam, że nie będę przejmował odpowiedzialności za Wasze późniejsze eksperymenty w tym kierunku :-)
Pamiętam też, że obiecałem Panom post pod tytułem „Nie przynoś jej kwiatów”, więc i do tego wrócimy.
Na razie życzę Wam udanego weekendu i do usłyszenia wkrótce.
Komentarze (24) →
Alex W. Barszczewski, 2011-09-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jak mu to powiedzieć? cz.3

Czas na kolejną, ostatnia już grupę facetów – Koneserów (KON) :-)
Koneserzy są dość rzadko występującym „gatunkiem”, czasem opowiadając o nich spotykam sie wręcz z zarzutem, że tacy mężczyźni nie istnieją w rzeczywistości :-) Istnieją proszę Pań, choć nie jest to typ mężczyzny,  który spotyka się na każdym kroku.
KON – to mężczyźni, którzy ogólnie mówiąc znają kobiety, lubią kobiety i bardzo chętnie wchodzą z nimi w różnego rodzaju interakcje.
Faceci ci, zamiast spłacać wieloletnie kredyty, budować duży biznes i zajmować się podobnymi długoterminowo absorbującymi przedsięwzięciami, woleli przez lata i dziesięciolecia zgłębiać (w przenośni i dosłownie :-)) tajniki kobiecości. W rezultacie:
  • na ile jest to w ogóle dla mężczyzny możliwe, to znają psychikę i sposób myślenia kobiet
  • potrafią z kobietą swobodnie i kompetentnie rozmawiać na najbardziej intymne tematy, prawie jak inna kobieta
  • poprzez wiele różnorakich przeżyć z bardzo często różnymi kobietami mają świadomość i luźne podejście do własnych słabości i ograniczeń, dokładnie tak samo podchodzą do ewentualnych „problematycznych elementów” kobiety
  • przez to nie mają potrzeby dodatkowego dowartościowywania się, szczególnie kosztem innych
  • te poprzednie punkty plus sympatia dla kobiet powodują, że potrafią dać kobiecie bardzo dużo bezpieczeństwa emocjonalnego (bo finansowe, czy fizyczne to jest w porównaniu do tego „małe piwo”)
  • to umożliwia  wspólne przeżywanie pięknych doznań, też tych najbardziej intymnych i to niekoniecznie w ramach jakiegoś „oficjalnego” związku.
  • z drugiej strony większości koneserów nie można mieć „na własność”, bo maja silne poczucie własnej wartości i są niezależni
  • koneserzy nie bawią się w różnego rodzaju gierki i podchody. Uważają udawanie i stwarzanie pozorów w relacjach damsko-męskich za dziecinadę.
  • koneserzy nie „walczą o związek” cokolwiek by to miało znaczyć, choć oczywiście mogą być wartościowymi, dożywotnimi przyjaciółmi niezależnie od aktualnej formy relacji

Te cechy powodują, że komunikacja z nim na temat poruszony w pierwszym poście (ale nie tylko) może odbywać się nieco inaczej niż z poprzednim grupami.

No ale to, razem z zaleceniami dla wspomnianych już wcześniej 4 „gatunków”  będzie przedmiotem ostatniego postu w tym cyklu. Od jutra muszę na parę dni wyjść z Gypsy Mode i zająć się poważnymi sprawami biznesowymi, dlatego proszę o chwilę cierpliwości. W międzyczasie zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Komentarze (157) →
Alex W. Barszczewski, 2011-07-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Gościnne posty

Travel light&cheap – zimowa przygoda (post gościnny)

Wśród wielu ludzi ciągle pokutuje przeświadczenie, że Wyspy Kanaryjsie są czymś dla “bogaczy”, w czym pomagają też niektórymi relacjami tzw. kolorowe czasopisma i portale.  Tymczasem przy odpowiednim podejściu i odrobinie wolnego czasu prawie każdy mógłby sobie “zafundować” chocby krótki “gypsy time” tutaj. Kiedy ja to mówię, to zaraz odzywają się głosy typu “tobie Alex to łatwo, bo sporo zarabiasz”, dlatego cieszę się, że Alek i Kamil nie tylko zdecydowali się na wpadnięcie tutaj, ale też na krótki opis jak i za ile to zrobili. Podczas tego pobytu mieliśmy okazję kilkakrotnie się spotkaćiI wierzcie mi, wyglądali cały czas na zadowolonych za wyjątkiem pożegnania przy autobusie odwożącym ich na lotnisko, co widać na poniższym zdjęciu :-)
Myślę że w komentarzach możecie dopytac ich o szczegóły jeśli ktoś jest zainteresowany. Ja, w miarę wolnego czasu wstawię w Notatkach Alexa też kilka rad i wskazówek dotyczących Gran Canarii, co może się Wam przydać. Mam tylko jedna prośbę, jak już tu będziecie, to dajcie innym przykład zachowania się w cywilizowany sposób, to jest naprawdę fajna wyspa.
________________________________________________________________
10 dni spędzonych na rajskiej wyspie. Kanaryjskie słońce, długie, piękne plaże, Atlantyk, piękne widoki, górskie trasy i szczyty oraz średnio 28 stopni Celsjusza w styczniu. Całkiem niezły początek nowego roku, prawda? A na dodatek wszystko to za naprawdę niewielkie pieniądze. Niemożliwe? A jednak :-)
Jak się okazuje w dzisiejszych czasach nie potrzeba wcale wielkich pieniędzy, aby podróżować. Tanimi liniami lotniczymi przy odpowiednim czasie rezerwacji biletów możemy dostać się ekonomicznie w naprawdę sporo miejsc na świecie. Nocleg w wielu miejscach możemy załatwić sobie po przystępnych cenach, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać lub/i kogo zapytać o rekomendację.  Kolejną opcją jest skorzystanie z faktu, że wielu ludzi daje nocleg pod swoim dachem podróżującym z całego świata za darmo – mowa o inicjatywie COUCHSURFING – zainteresowanych odsyłamy do świetnego artykułu Michała Hubickiego (pozdrawiamy :-)). Z kwestią wyżywienia jest podobnie – trzeba wiedzieć, gdzie kupować, aby nie przepłacać. Tyle tytułem wstępu. Chcemy pokazać na własnym przykładzie jak świetnie i wartościowo można spędzić czas za granicą za nieduże kwoty. Być może będzie to dobra inspiracja dla niektórych z Was :-)
A teraz od początku. W pierwszym tygodniu grudnia wpadliśmy na pomysł, aby spędzić część zimy w ciepłych krajach.  Jako stali czytelnicy bloga i osoby znające Autora osobiście postanowiliśmy skorzystać z faktu, że Alex spędza zimę na Wyspach Kanaryjskich i jako cel naszej destynacji wybraliśmy Gran Canarię.
Niezwłocznie zakupiliśmy bilety z Londynu do Las Palmas płacąc 180 zł od osoby za lot w obie strony (!!). Do Londynu, jak powszechnie wiadomo, połączenia lotnicze również nie należą do najdroższych :-) Zgodnie z zasadą „travel light” wzięliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy – nasz cały „bagaż” było widać na zdjęciu powyżej :-) Początkowo planowaliśmy nocleg przez Couchsurfing w Las Palmas, jednak po skonsultowaniu tego z Kolegą mieszkającym na wyspie zdecydowaliśmy się wynająć na 10 dni  bungalow w trójkę, płacąc za niego 370 zł od osoby. Biorąc pod uwagę to, że znajdowało się ono niecałe 2 km od Playa del Ingles w najbardziej atrakcyjnej naszym i nie tylko zdaniem części wyspy (Maspalomas) to jak dla nas była to bardzo rozsądna cena. Dodatkowym atutem okazał się fakt, że trasa prowadząca na plażę była wspaniałym miejscem spacerowym  – z czego korzystaliśmy podczas przechadzek, joggingów i wypadów na plażę o każdej porze dnia i nocy :-)
Generalnie, przy odpowiednim podejściu Gran Canaria jest jednym z tańszych miejsc turystycznych w Europie, także niespecjalnie martwiliśmy się o koszty wyżywienia jako że:
  • ceny produktów są niejednokrotnie niższe niż w Polsce a ich jakość jest wyższa;
  • mieliśmy dostęp do kuchenki, co w połączeniu z naszą kuchenną kreatywnością spowodowało, że nasze podniebienia i żołądki nie miały powodów do narzekania mimo niskich kosztów :-)
  • koszty wyżywienia tak czy inaczej ponosimy na co dzień żyjąc w Polsce, więc nie ma sensu wliczać ich do kwoty przeznaczonej na podróż, szczególnie przebywając w miejscu, gdzie ceny produktów są w miarę podobne. Warto sobie to uświadomić :-)
Poza spędzaniem czasu na bardzo długich spacerach w pięknej scenerii, chodzeniu po górach, plażowaniu i ogólnie rzecz ujmując delektowaniu się chwilą załatwiliśmy sobie kilkanaście godzin pożytecznie spędzonego czasu z topowym ekspertem komunikacji w biznesie, czyli coś, na co „normalnie” przez najbliższe kilka lat nie moglibyśmy sobie pozwolić finansowo – kto zna rynkowe stawki wie o co chodzi :-)
Tutaj linki do stron, które przydały się nam podczas planowania podróży:
www.booking.com – wyszukiwarka akomodacji
www.skyscanner.net – porównywarka połączeń lotniczych*/**
*w poszukiwaniach atrakcyjnych cen połączeń warto też śledzić na bieżąco połączenia lotnicze na stronach linii – skyscanner nie zawsze pokazuje wszystkie możliwości.
**Decydując się na wybór tanich linii dobrze jest zapoznać się z regulaminem i wadami podróżowania z  z tańszymi przewoźnikami, takimi jak np. niezapewnienie odszkodowania za odwołanie lotu w przypadku jego odwołania.
Reasumując: warto podróżować :-) Warto poznawać nowe miejsca, nowych ludzi,  sposób, w jaki żyją, ich podejścia do różnych kwestii. W naszym przypadku ta przygoda znacząco poszerzyła wyobrażenie  tego, co naprawdę jest w życiu możliwe i co można osiągnąć :-)
Na zakończenie znany, inspirujący cytat Marka Twaina, którego przesłanie towarzyszyło nam podczas tej przygody:
„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Jeśli macie pytania to zapraszamy do komentarzy
_______________________________________________________________
Aleksander Piechota o sobie: Interesuję się podróżami, językami obcymi oraz zagadnieniami związanymi z komunikacją interpersonalną. Mówię po angielsku i komunikuję po hiszpańsku. Pracowałem w USA jako Beach Attendant oraz na własną rękę jako ogrodnik i osoba myjąca jachty motorowe :-) Sprawdziłem się również jako nauczyciel angielskiego oraz tłumacz. Jestem członkiem Toastmasters International. Lubię grać na gitarze elektrycznej.  Aktualnie przygotowuję  się do maratonu i szukam swojej drogi :-) Mam 21 lat.
Kamil Przeorski o sobie: Zamiłowany w nowych technologiach co objawia się śledzeniem trendów i zainteresowaniem innowacją. Prowadziłem speech na spotkaniach branży IT GrillIT #12 Wrocław na temat 10 typów innowacji – video na ten temat znajdziesz pod tym linkiem.  Społecznie współorganizowałem dwie konferencje  o temacie biznesowym – na Politechnice Wrocławskiej – Wrocław Sunrise – i Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie (która odbywała się w ramach Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości). W wolnym czasie podróżuje, poznaje różnych ludzi, w czym odnajduję frajdę. Miłuję teatr oraz aktywności fizyczne. Również mam 21 lat :-)
Komentarze (30) →
Alex W. Barszczewski, 2011-02-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 2 of 3«123»
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE
  • Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026
  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć

Najnowsze komentarze

  • Projekt „Aniołki Alexa” rozpoczęty !  (62)
    • Tomasz Witkowski: Zawsze wiedziałem...
    • Alex W. Barszczewski: Monika,...
    • Żaneta: Dawno nic mnie tak nie...
    • Justyna F.: Trudno po tak intensywnym...
    • Monika S.: Alex Dzieki za całodniowy...
  • Czego możemy nauczyć się z bajek cz. 1  (142)
    • jwojtas: Witam, dla mnie ten temat...
    • Artur Jaworski: Alesz pisze: Do...
    • Ewa W: Alex, napisałeś;...
    • M.D: Czyli wszystko jasne –...
    • Alex W. Barszczewski: Kamil Masz...
  • Zapraszam do Notatek Alexa  (15)
    • Alex W. Barszczewski: Dziś zabrałem...
  • Wolisz 100% przeciętności, czy 10% czegoś super?  (237)
    • LFCFan: Agnieszko, „Ale ja...
    • Jurek: Moj drogi LFCFan, nie widze...
    • Agnieszka: Polemika z LFCFanem...
    • LFCFan: Jurku, „nie...
    • Witold W. Wilk: Żaneta, odpowiadając...
  • W życiu liczą się nie chęci, lecz rezultaty  (42)
    • TesTeq: @Seba: Interesy w gronie...
    • Witold W. Wilk: Seba, Dla mnie...
    • Alex W. Barszczewski: Seba Jeżeli ten...
    • Seba: Witam ponownie, bardzo dziekuje...
    • TesTeq: @Seba: Czyżbyś był szefem...
  • Biblioteczka Czytelników otwarta !  (260)
    • Alex W. Barszczewski: Proszę bardzo...
    • Orest Tabaka: Alex: Tak też uczynię....
    • Alex W. Barszczewski: Orest Możemy...
    • Orest Tabaka: Alex: Piszesz, że...
    • Alex W. Barszczewski: Właśnie...
  • Zadaj pytanie bądź zaproponuj temat  (137)
    • jakub: Wczoraj w mojej głowie rodził...
  • Twoje kontakty – czy jesteś miłym człowiekiem?  (31)
    • tim35: witam Wszystkie tu rozważania...
  • Dziecko czy kariera?  (55)
    • Olga: Witajcie, Długo się...
  • Eksperyment 2009 – rekrutacja  (159)
    • Alex W. Barszczewski: Witajcie juz z...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (27)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026