Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Rozwój osobisty i kariera

Ciekawy wywiad z Ben Casnocha

Podczas moich ostatnich w tym roku dni w Polsce jestem dość zajęty całą masą interesujących i absorbujących zagadnień.

Z tego powodu proszę Was jeszcze o kilka dni cierpliwości w oczekiwaniu na nowe posty (otrzymałem już parę „ponagleń” zarówno mailem jak i telefonicznie :-))

W międzyczasie polecam obejrzenie ciekawego wywiadu z Benem Casnocha, młodym Amerykaninem, który w wieku 14 lat założył funkcjonującą do dziś firmę internetową Comcate. Od pewnego czasu śledzę jego blog, niedawno wydał też ciekawą książkę o swoich doświadczeniach i poszukiwaniach „My Start-up Life”, która jest godna przeczytania, szczególnie dla młodszych Czytelników.
Sam wywiad składa się z 4 części:

Część 1

Część 2

Cześć 3

Część 4

Całość jest w łatwym do zrozumienia angielskim (więc jeśli ktoś ma trudności, to niech to będzie wskazówka, że musi nad nim jeszcze trochę popracować :-)) a wiele rzeczy o których mówi Ben jest istotna też i w naszych warunkach.

Miłego oglądania (włączcie sobie Full Screen)

Komentarze (10) →
Alex W. Barszczewski, 2007-11-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Pytaj bez strachu

W wartym obejrzenia filmie „The legend of Bagger Vance” jest taka scena, kiedy młody chłopak Hardy, który marzył o byciu forecaddie jednego z bohaterów boi się podejść do Bagger i zapytać o to. Przywołany i zapytany czy chce przejąć tę rolę dwukrotnie odpowiada „Nie„, aby za trzecim razem wyznać „może tak, ale nie miałem odwagi zapytać„. Na to Bagger: „nie mam czasu aby czekać, aż się zdecydujesz, więc umówmy się – w tym samym momencie, kiedy zdobędziesz się na odwagę, w tym samym momencie ja postanowię że odpowiem ci TAK”

Ta rozmowa przypomniała mi jak często widuję podobne zachowania w życiu i to w wykonaniu dorosłych, pełnych potencjału ludzi.

To zaczyna się od tego, że czasami sami przed sobą nie zdobywamy się na wystarczającą odwagę, aby powiedzieć sobie, czego tak naprawdę chcemy, nie mówiąc już o zakomunikowaniu tego innym osobom. Tak, jak gdybyśmy „nie zasługiwali” na dobre życie, albo pewnych pragnień „nie wypadało” mieć. Bzdura, przynajmniej dopóki nie chcemy w tych pragnieniach robić krzywdy drugiemu człowiekowi, albo ograniczać jego wolności wyboru!!

Prawdziwe „schody” zaczynają się wtedy, kiedy to co chcemy zależy od zgody drugiego człowieka. Zaczynamy wtedy często puszczać sobie przed oczami film, w którym ta druga osoba odmawia nam, jesteśmy przez nią ośmieszani, odrzucani itp. W rezultacie wiele osób obawia się zapytać, albo poprosić o różne rzeczy, szczególnie ludzi, których nie zna tak dobrze.

Częściowo może to wynikać z dość rozpowszechnionego w Polsce postfeudalnego przekonania, że gdzieś tam są ludzie „lepsi”, „bardziej godni” od nas. Zgadzam się, że istnieją osoby o różnych dokonaniach, ale każda z nich jest tylko człowiekiem, w gruncie rzeczy podobnie funkcjonującym do nas wszystkich. Kimkolwiek by oni nie byli, nie ma powodów robienia z nich bogów, co zresztą dobrze oddają nawet księgi takie jak Biblia – „nie będziesz miał innych bogów przede mną„, czy znacznie radykalniej Koran – „jest tylko jeden Bóg„. Więc w czym problem?

Oczywiście pytając innego człowieka zawsze musimy liczyć się z tym, że otrzymamy odpowiedź odmowną. No i cóż z tego? Czy w większości przypadków po odpowiedzi odmownej jesteśmy w gorszej sytuacji niż przedtem? Nie mieliśmy tego o co pytaliśmy i nadal nie mamy :-)
Najwyżej pozbawiliśmy się pewnych iluzji, co może krótkoterminowo zaboleć, ale długoterminowo ułatwi nam skuteczne nawigowanie w życiu. Przynajmniej wiemy na czym stoimy. Nie ma więc się czego obawiać!

Zdradzę Wam tajemnicę, że dawno, dawno temu byłem kiedyś człowiekiem, który w nieskończoność rozważał, czy warto, albo wypada zapytać w różnych sytuacjach zarówno zawodowych, jak i prywatnych (tutaj miałem kolosalne problemy z płcią przeciwną :-)) Pewien „samobójczy” (jak mi się wtedy zdawało) eksperyment polegający na wypróbowaniu przez pewien czas strategii o 180 stopni odmiennej od dotychczasowej (pytaj otwarcie i prosto z mostu) przyniósł tak zdumiewające rezultaty, że odmieniło to moje całe życie.

Oczywiście, że wielu ówczesnych znajomych zaczęło mieć z „nowym Alexem” spory problem, na szczęście na ich miejsce znalazły się tabuny nowych, bardziej „kompatybilnych”. Z tym zawsze się trzeba liczyć, per saldo tak jest lepiej, bo potem otaczają Cię ludzie, którzy do Ciebie pasują.

Tak więc moje zalecenie dla każdego z Was:

Przez najbliższe 3 miesiące, przynajmniej raz na tydzień pytaj lub proś ludzi o rzeczy, o które krępowałeś się prosić dotychczas. Rób to w kulturalny i nienatarczywy sposób, ale pytaj.

Może (i będzie) zdarzać się, że otrzymasz odpowiedź odmowną, nawet czasem nieprzyjemną. Potraktuj to jako informację zwrotną, że albo zapytałeś niewłaściwą osobę, albo uczyniłeś to w niewłaściwy sposób. Te dwa czynniki możesz i powinieneś zmieniać w kolejnych podejściach. Internet daje Ci przecież możliwość poznania i kontaktu ze znacznie większą ilością najprzeróżniejszych ludzi, nie jesteś ograniczony do grona podobnych do siebie znajomych z pracy lub uczelni. Korzystaj z tego!!

Jeśli przez pewien czas popróbujesz tego, to nabierzesz dużego wyczucia kogo, kiedy i jak zapytać. To wyczucie też ułatwi Ci praktyczne doświadczenie mojej obserwacji życiowej o względnie bezproblemowym przychodzeniu do mnie różnych dobrych rzeczy. Czego każdemu życzę!

PS: Pamiętajcie, że może nie pojedyncze osoby, ale całe życie jako takie mówi nam: ” jeśli tylko odważysz się zapytać, to ja w tym samym momencie postanowię, że odpowiem ci TAK”

PPS: Kontynuacja tego zagadnienia znajduje się tutaj

Komentarze (49) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-28
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Spotkania, telekonferencje i parę spraw organizacyjnych

Jak zauważyliście, ostatnio moja aktywność na blogu była, delikatnie mówiąc, dość nieregularna :-)
No cóż, oprócz zaplanowanych na jesień działań pojawiło się kilka niezwykle interesujących projektów, które musiałem jakoś „wcisnąć” w mój kalendarz dodatkowo wypełniony podróżami i wieloma spotkaniami.

To wszystko dostarcza mnóstwo tematów do dyskusji, jednak nie pozostawia zbyt wiele czasu na pisanie. Stąd jeszcze przez chwilę nowe posty będą ukazywać się rzadziej niż kiedyś.

Mimo tego chcę jeszcze przed moim wylotem do ciepłych krajów spotkać się z zainteresowanymi Czytelnikami i dlatego mam dla Was następujące propozycje:

  • telekonferencja na Skype 2.11 albo 3.11 wieczorem (jestem w Berlinie, gdzie mam bardzo dobre łącze)
  • spotkanie we Wrocławiu 4.11 w hotelu Radisson w godzinach popołudniowych (powiedzmy od 17:00)
  • spotkanie w Warszawie 11.11 – miejsce i czas do ustalenia

Jeśli ktoś z Was chce wziąć udział to proszę o dopisanie się w komentarzach.

Mam jeszcze jedną kwestię do poruszenia. Podczas najbliższej przerwy kreatywnej chcę napisać obiecane Training Survival Guides dla uczestników, managerów i HR-ów. Myślę, że jest to dobry pomysł, aby scalić je potem w jeden e-book, który byłby do ściągnięcia i wysłania zainteresowanym przez każdego chętnego, zgodnie z duchem tej strony oczywiście bezpłatnie. Do tego przyda się wsparcie kogoś, kto zna się na grafice trochę lepiej ode mnie :-)

Jeśli ktoś z Was chciałby przyłożyć ręki do tego projektu to proszę o wiadomość na adres alex.barszczewski (at) gmail.com

Komentarze (68) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Motywacja i zarządzanie

Mamy fantastycznych ludzi!

W ostatnim tygodniu miałem okazję szkolić dwie zupełnie różne grupy, które pokazały mi bardzo wyraźnie, że mamy w Polsce ogromny ludzki potencjał, którego wykorzystanie (najlepiej w tutaj, a nie na Wyspach) może bardzo szybko zmienić oblicze kraju.

Pamiętacie, jak w marcu pisałem o takiej wyjątkowej grupie młodych managerów IT, którą miałem przyjemność szkolić? Wtedy myślałem, że to kwestia wymagającej branży, w której trzeba naprawdę być dobrym, stąd łatwiej znaleźć tam takich ludzi.
Z przyjemnością donoszę Wam, że wcale tak nie jest. „Epidemia” tych pozytywnych cech. które wtedy opisywałem rozlewa się w najróżniejszych środowiskach. Ostatnio szkoliłem młodziutką grupę początkujących sprzedawców B2B jednego z moich klientów i po pierwszych godzinach opadła mi ta przysłowiowa szczęka. Ci ludzie nie tylko mieli nastawienie zbliżone do wspomnianych wyżej managerów, ale jeszcze przewyższali ich w takich cechach jak „głód” umiejętności, gotowość ponoszenia ryzyka „zblamowania się” na treningu i ogólnej energii życiowej. Wow!! Dwa dni przeleciały jak z bicza strzelił i właściwie obie strony najchętniej natychmiast kontynuowałyby dalej :-)

Pierwszą rzeczą po szkoleniu było zadzwonienie do dyrektorów tego biznesu z gratulacjami i zapytaniem jak wyrekrutowali takich ludzi na „wymiecionym do czysta” rynku pracy w tej branży. Potem zapytałem ich o zgodę na zadzwonienie do dyrektorów sprzedaży innych biznesów tego samego koncernu z zaleceniem odwiedzenia tego teamu i przekonania się jak dobrych pracowników można znaleźć, jeśli się odpowiednio szuka (tyle a propos „kichania” wewnątrz firmy :-))

W końcu odwiedziłem dziś cały dział sprzedaży na cotygodniowym meetingu i zastałem pomieszczenie buzujące energią i optymizmem, co było dużym kontrastem do zrezygnowania i apatii widocznej w wielu firmach, gdzie ludzie „chodzą do pracy”, bo „muszą utrzymać rodzinę i spłacić kredyt”. W rezultacie dałem się namówić, aby przełożyć na później pewne bardzo lukratywne zajęcie i jeszcze przed moim wyjazdem do Berlina przeszkolić też managerów tych sprzedawców. Mimo negatywnego wpływu tej decyzji na mój wynik finansowy (plus konieczność wynegocjowania przesunięcia tej zaplanowanej sprawy) nie miałem z jej podjęciem specjalnego problemu – przyjemność w tym co robimy jest i dla mnie bardzo ważna.

Drugim interesującym doświadczeniem była zakończona właśnie seria szkoleń młodego polskiego zarządu jednego ze znaczących koncernów międzynarodowych. W takich firmach, które rzeczywiście działają w gospodarce rynkowej (a nie żerują na Waszych pieniądzach) zazwyczaj na takich stanowiskach pracują dobrzy ludzie, więc ten fakt nie był czymś odkrywczym. Niezwykła była ich umiejętność stworzenia teamu, który przy bardzo różnych osobowościach jego członków był sumą ich silnych stron, a nie, jak się to często zdarza, sumą ich słabości. Do tego ci ludzie mieli ten sam głód umiejętności i gotowość eksperymentowania co znacznie młodsi od nich sprzedawcy, o których pisałem wcześniej, a co na tak wysokich szczeblach zarządzania wcale nie jest oczywiste. Takie cechy predestynują ich do przysłowiowego sięgania po gwiazdy i miło stwierdzić, że „dorobiliśmy się” w kraju i takich top managerów.

Jeśli takie grupy, jak te opisane będą spotykać się w jednej firmie, to strzeż się Europo!!!

To nastraja niezwykle optymistycznie, a Czytelników zachęcam do zastanowienia się:

  • czy pracują w takich firmach/działach
  • czy mogli by się do którejś z takich grup zaliczyć
  • czy też może ich praca bardziej przypomina: „bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy..”

W zależności od odpowiedzi warto podjąć właściwe działania, to przecież Wasze życie

Komentarze (20) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Nasza osobista wolność

Na pytanie „czy jesteś człowiekiem wolnym?” większość z Was zapewne bez zastanowienia się odpowie „oczywiście”. Zyjemy przecież w krajach (bo czytają ten blog nie tylko ludzie z Polski) w których obowiązujący system prawny mniej czy więcej gwarantuje nam wolność osobistą.

Przy bliższym przyjrzeniu się sprawa staje się nieco mniej trywialna, gdyż najwyraźniej możemy mówić o dwóch rodzajach wolności:

  • wolność polegająca na tym, że w bardzo szerokich granicach zakreślonych prawem wolno Ci robić z Twoim życiem co tylko zechcesz
  • wolność polegająca na tym, że nie tylko jak w tej pierwszej wolno Ci robić z życiem co chcesz, ale też faktycznie możesz to zrobić

W tym drugim przypadku odpowiedź w wielu wypadkach nie będzie już taka oczywista, bo do tego by móc (być w stanie) konieczne jest posiadanie wolnych zasobów w postaci na przykład:

  • środków materianych
  • czasu
  • zdrowego i sprawnego ciała

Jeśli rozejrzę się wokoło, to widzę mnóstwo ludzi, którzy będąc formalnie wolnymi siedzą w wirtualnym (ale przez to wcale nie mniej dotkliwym) więzieniu spowodowanym brakiem któregoś w wyżej wymienionych czynników.

Abyście nie sądzili, że te słowa pisze jeden „mądry”, który zawsze to wiedział przyznaję otwarcie iż na różnych etapach mojego życia „przerabiałem” każde z tych więzień, więc wiem jak to jest :-)

Zapraszam każdego z Was, aby na własny użytek zastanowił się, czy jest naprawdę (ale tak bez oszukiwania samego siebie!) wolnym człowiekiem (w tym szerszym sensie tego słowa), czy też jeszcze „niecałkiem”.

Zwróćcie przy tym uwagę na typowe błędy popełniane nawet przez bardzo inteligentnych ludzi:

  • koncentracja na tylko jednym z tych zasobów przy deficycie innych (ilu ludzi pędzi tylko za pieniędzmi i przedmiotami, które można za nie kupić?)
  • podejmowanie działań, które rozsądnie rzecz biorąc przyczyniają się do praktycznego zniewolenia danej osoby (patrz na post o lejku)
  • nieuświadamianiu sobie, że wiele z ich rozdrażnienia, czy złego samopoczucia pochodzi właśnie z braku tej wolności, o której teraz rozmawiamy

Ja taką analizę robie sobie dość regularnie od wielu lat i za każdym razem odkrywam przy tym różne „kwiatki” (a właściwie chwasty), których przy wykorzystaniu rozumu i inteligencji dałoby się uniknąć. Jestem prawie pewien, że podobnie dla wielu z Was zastanowienie się na tym może przynieść duże korzyści, zwłaszcza w dłuższym horyzoncie czasowym.

Na zakończenie jeszcze mała dygresja. Wielu ludzi pyta mnie, jak ja to robię, że w moim wieku mam jeszcze tyle energii i jestem w stanie pociągnąć dość niezwykłe przedsięwzięcia. Odpowiedź jest bardzo prosta, bo (przy wielu wyzwaniach, z którymi też muszę się borykać) to właśnie to szerokie poczucie wolności daje mi „power” do wszystkiego.

Czego i Wam z całego serca życzę.

Komentarze (41) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-17
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Internet, media i marketing

Ryba która kosztowała 500 000 euro

Jeden z moich austriackich przyjaciół jest nie tylko bogatym człowiekiem, lecz także smakoszem i miłośnikiem dobrego jadła i picia. W Austrii jest sporo dość niepozornie wyglądających lokali w których można naprawdę smakowicie zjeść i doskonale pamiętam, jak już w latach osiemdziesiątych, kiedy pracowaliśmy nad software dla jego firmy, to prawie co wieczór rezerwował on całą salę w pewnym Gasthaus (gospoda) gdzie cały management brał udział w prawdziwej uczcie :-)

Tak mu zostało do dzisiaj, z tym że od kilkunastu lat takie spotkania odbywają się w innej gospodzie, gdzie szef osobiście gotuje dla niego i jego gości najróżniejsze specjały. Ostatnio z ciekawości zapytałem ile pieniędzy pozostawił on w tym nowym lokalu w ciągu tych ostatnich piętnastu lat. Konserwatywne licząc wyszło mu w przeliczeniu około pół miliona euro, oczywiście rozłożone na cały ten okres, a spora część tej sumy została wliczona w koszty reprezentacyjne :-)

Austriacy tacy jak on na ogół niechętnie zmieniają swój ulubiony Gasthaus więc zapytałem go, jak do tego doszło, że porzucił ten poprzedni. Odpowiedź była frapująca: ” Z powodu jakiejś grupy musiałem długo czekać na jedzenie, a jak je w końcu podano to ryba była zimna!”

To wydarzenie, plus brak właściwej reakcji ze strony personelu (nawet nie właściciela) spowodował, że mój przyjaciel powędrował sobie gdzieś indziej, a za nim (jak dotąd) pół miliona euro.

Co możemy z tej historii wyciągnąć dla nas?

  • często niewielkie i w gruncie rzeczy banalne przyczyny mogą mieć bardzo duże skutki („the butterfly effect”)
  • jeśli mamy dobrych klientów, to w wielu wypadkach warto koncentrować się na jak najlepszym zaspokajaniu ich potrzeb (polecam „The Pursuit of WOW!„), bo wartość takiegoż klienta w ciągu wieloletniej relacji może być bardzo znaczna
  • warto sobie uświadomić, którzy z naszych klientów są tymi kluczowymi

Piszę ten post ku przestrodze, bo jeśli rozejrzymy się to zobaczymy że sporo firm wokół nas tak samo jak ten pierwszy Gasthaus dba o pozyskanie nowych klientów bardziej, niż o wyjątkowe zadowolenie już istniejących, nie zdając sobie do końca sprawy z prawdziwych kosztów takiego postępowania.
Dużym firmom, zwłaszcza w sytuacji monopolu albo oligopolu na rynku (np. telekomunikacja) i ze względu na skalę takie postępowanie często dłużej „uchodzi na sucho”. Mają one też odpowiednie zasoby (pieniądze i ludzi), aby wiele rzeczy przeforsować samą swoją masą.
Dla nas jako pojedynczych osób może to być długoterminowo bardzo kontraproduktywne, zwłaszcza jeśli posiadamy już dobrych „klientów” z którymi korzystnie współpracujemy.

Nawiasem mówiąc napisałem „klientów” w cudzysłowie, bo dotyczy to nie tylko relacji gospodarczych, lecz też i prywatnych. W tych ostatnich często zdarza się, że ich postrzegana „wartość” spada tylko dlatego, że ją już „mamy”, ale o tym napiszę przy okazji :-)

Na razie zalecam Wam przyjrzenie się jak wygląda u Was kwestia relacji pomiędzy zdobywaniem nowego biznesu a ponadprzeciętnym się zaspokajaniem potrzeb istniejących klientów. Uświadomienie sobie tego i ewentualna optymalizacja proporcji mogą być bardzo ważne.
Jeśli interesuje Was jak to jest u mnie, to proszę bardzo:

  • wysiłki w celu zdobycia nowego biznesu – prawie zero
  • wysiłki w celu dostarczenia optymalnych rezultatów istniejącym klientom – prawie cała reszta :-)

W rezultacie same oszczędności na nieistniejącym marketingu pozwalają mi na całkiem niezłe życie, a nowi klienci znajdują mnie sami.

Może dla niektórych z Was jest to model wart rozważenia.

Komentarze (24) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-15
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Urlop w Krainie Wina

Jak zapewne zauważyliście w ostatnich kilku dniach znacznie rzadziej jestem obecny na blogu.

Spowodowane jest to tym, iż w ostatnią środę po zakończeniu szkoleń we Wrocławiu spakowałem moje rzeczy i po 9 godzinach jazdy dotarłem na południowy cypel Austrii, tuż przy granicy ze Słowenią. W małym domku przy Drodze Wina (Südsteirische Weinstrasse), z oknami i tarasem wychodzącymi na winnice robię sobie mały wypoczynek umysłu, przed kolejną serią intensywnych szkoleń. Zakończone wczoraj Swięto Winobrania, na które zjeżdżają się ludzie z całej Austrii znacznie utrudniło mi pisanie głębszych postów i komentarzy, moje zobowiązania towarzyskie przedłużą ten stan jeszcze o kilka dni :-)

Mam już parę interesujących przemyśleń, i wkrótce zabiorę się za ich opisanie na blogu. Na razie proszę o odrobinę cierpliwości, jeśli chodzi o odpowiedzi na Wasze komentarze i maile.

W międzyczasie przesyłam Wam mały widoczek z okna

i moje aktualne miejsce pracy

Komentarze (49) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-08
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Project manager – mrówka w silosie czy polityk?

Nie bójcie się, w tym poście nie będę Was zachęcał do kandydowania w wyborach :-)

Jeśli akurat jesteście, bądź planujecie zostanie project managerem, to warto zastanowić się nad jakiego rodzaju projektami macie pracować i jakie umiejętności do tego będą Wam niezbędne. Istnieje oczywiście całe mnóstwo wiedzy i metodologii na ten temat (np. PMBOK, PRINCE2 itp.) i wielu managerów ma za sobą takie kursy. Dopóki taka osoba pracuje wewnątrz dużego silosu wielkiej korporacji przy względnie autonomicznych projektach, to takie kompetencje zapewne wystarczają.

Ciekawie zaczyna się dziać wtedy, kiedy taki projekt trzeba zrobić na zewnątrz, wchodząc w bezpośrednie interakcje z klientami, poddostawcami czy zewnętrznymi partnerami. W realnym życiu sytuacje w takich przedsięwzięciach rzadko układają się tak, jak w podręcznikach i często jesteśmy skonfrontowani z wyzwaniami, których nie można rozwiązać przy pomocy techniki. Typowymi przykładami takich komplikacji może być np. sprzedanie przez sprzedawców rozwiązania, którego nie da się zrealizować, rozgrywki personalne i wewnętrzna walka o wpływy u klienta, totalny niedobór stojących do dyspozycji zasobów, czy utrata współpracowników posiadających umiejętności kluczowe dla realizacji danego projektu. W takich przypadkach bardzo często nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania i decydująca jest umiejętność „dogadania się” z innymi ludźmi, aby uratować projekt wart być może miliony złotych.
Problem polega na tym (a wiem to z kontaktów z wieloma PM-ami pracującymi w różnych firmach) , że klasyczne oferowane w tym kierunku szkolenia (nawet te, wieńczone dyplomami renomowanych instytucji) w całkowicie niewystarczającym stopniu przekazują kursantom praktyczne umiejętności i postawy niezbędne w takich problematycznych okolicznościach. Oferowana wiedza jest oczywiście przydatna, lecz jak to określił jeden z bardzo cenionych przeze mnie PM-ów „klasyczna wiedza jest dla PM-a jak umiejętność pisania i czytania – prawdziwa sztuka zaczyna się wtedy, kiedy musisz działać jak zręczny polityk”.

Dokładnie taką samą tendencję widzę obserwując trudne przypadki, z którymi pojawiają się na szkoleniach moi uczestnicy (ostatnio większość to byli wykształceni PM-owie). Oznacza to, że coraz bardziej potrzebna jest pewna umiejętność, którą mało kto szkoli w sposób zadowalający i to jest oczywiście szansą dla tych, którzy takową posiadają.

Stąd moja gorąca rada dla wszystkich z Was, którzy zajmują się tym tematem: Trenujcie takie umiejętności przy każdej nadarzającej się okazji! To może już wkrótce zrobić dużą różnicę w Waszym życiu zawodowym, zwłaszcza kiedy nie chcecie być dalej anonimowym trybikiem w wielkiej maszynie.

PS: Użycie słowa „polityk” w tytule nie sugeruje, że macie stosować metody używane przez niektórych przedstawicieli tej warstwy w Polsce. To byłoby dla Was na dłuższą metę niezwykle kontraproduktywne!!!

Powodzenia!!!

Komentarze (37) →
Alex W. Barszczewski, 2007-10-06
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Motywacja i zarządzanie

Nie przepraszaj bez potrzeby

Dziś, po całodziennym szkoleniu udałem się do pewnej restauracji na kolację. Jedzenie było bardzo dobre, obsługa też.

Jedyne co mi przeszkodziło to identyfikator na koszuli obsługującego nas sympatycznego młodego człowieka (wybaczcie jakość tego zdjęcia):

Warto powiedzieć, iż ten kelner obsługiwał nas bez zarzutu, bardzo sprawnie i z uśmiechem na ustach (to jest prawdziwe oblicze nowej Polski, w przeciwieństwie do tych dinozaurów i plastikowych postaci, które widać po włączeniu telewizora). Na moje pytanie za co w takim razie z góry przeprasza odpowiedział, że to szef kazał mu nosić taki napis.

Jaką informację o sobie przekazuje manager nakazujący początkującemu pracownikowi noszenie takiego napisu?

Możliwości jest kilka:

  • temu człowiekowi zdarzyło się w przeszłości wyrekrutować paru całkowitych idiotów i takie przekonanie o uczących się pracownikach pozostało mu do końca życia – przypadek dla terapeuty
  • dodatkowo, biorąc pod uwagę fakt, że nie tylko ten młody kelner, ale cały personel restauracji był sprawny, szybki i miły to taki manager nie ma pojęcia co się dzieje w restauracji, za którą odpowiada – przypadek dla HR
  • jest to sieciowa restauracja, więc może jest to wymysł jakiegoś mądrali z centrali

Jeśli macie jakieś inne hipotezy to zapraszam do komentarzy.

To co mnie w tym wszystkim boli, to obserwowany fakt, że wielu młodych ludzi na samym początku ich kariery zawodowej pozbawianych jest w różny sposób motywacji do pracy. Jednym każe się, podobnie jak bohaterowi dzisiejszego postu, przepraszać że żyją, innym wmawia się na „profesjonalnych szkoleniach„, że mają upokarzać się przed klientem, a jest to ciąg dalszy procesu łamania poczucia własnej wartości i szacunku do samego siebie, które mają miejsce w szkole i na wielu tzw. „uczelniach wyższych” (tam gdzie kadra i personel lekceważy studentów i traktuje ich jak ludzi gorszej kategorii).

Młodzi Czytelnicy, nie dajcie się!!!!

Komentarze (47) →
Alex W. Barszczewski, 2007-09-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Nasz blog nr 3 na Blogfrog.pl ??

Wczoraj ze zdziwieniem stwierdziłem, że nasz blog znajduje się na trzecim miejscu najpopularniejszych blogów w rankingu serwisu Blogfrog.pl. Na początku myślałem, że to jakiś przypadek, bo ani nie jest to blog o typowych „chodliwych” tematach, ani nie mamy tutaj żadnych przycisków do głosowania. Dwadzieścia cztery godziny później ciągle jesteśmy na tym samym miejscu :-)

Nie bardzo wiem kto i gdzie głosował, niemniej dziękuję „sprawcom”.

Każdy sposób jest dobry na propagowanie wartościowych (mam nadzieję :-)) treści.

Komentarze (7) →
Alex W. Barszczewski, 2007-09-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 44 of 67« First...102030«4243444546»5060...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE
  • Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026
  • Ważna decyzja na początek roku 2026
  • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
  • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć

Najnowsze komentarze

  • Kwestie materialne w poszukiwaniu partnera  (101)
    • Krzysztof Marciniak: Witam, Alex...
    • kasia: Alexie, czy w związku z takim...
    • Alex W. Barszczewski: Gniotek...
    • Artur Jaworski: Hej Agnieszko,...
    • Agnieszka: I jeszcze nieśmiałe;)...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Iza: Właściwie to na blogu, a nie na...
    • Iza: Ewa Dziękuje za komentarz. Nie...
    • Alex W. Barszczewski: Luna Witaj na...
    • Luna: Dzis mam zly dzien mam go od...
    • kasia: Jarku, dziękuję za wypowiedź....
  • Związek a zarobki partnerów?  (180)
    • Olga: WItam, Tydzień urlopu bez...
    • Ewa W: Stanisław, mimo, ze Alex...
    • Avigayil: Krzysztof, odpowiadając na...
    • Alex W. Barszczewski: Artur S. Nie...
    • Stanisław: Ewo W, uprzejmie proszę...
  • Jak często rozmawiać jeden-na-jeden z pracownikiem?  (102)
    • Michał Cach: Alex, czy masz może...
    • Alex W. Barszczewski: Artur To, co...
    • artur: hmm, dlaczego ostatnio po...
    • artur: Alex, czy możesz odpowiedzieć...
    • Alex W. Barszczewski: Komentator...
  • Biblioteczka Czytelników otwarta !  (260)
    • Alex W. Barszczewski: Łukasz Witaj na...
    • Łukasz O: Witam Cię Aleksie i...
  • Alex goes (back) to Poland  (146)
    • Alex W. Barszczewski: Właśnie dziś...
  • Wolisz 100% przeciętności, czy 10% czegoś super?  (237)
    • Alex W. Barszczewski: Romskey...
    • Romskey: Alex. Właśnie to że swój...
    • Alex W. Barszczewski: Romskey...
  • Pięć plusów i minusów początkującego przedsiębiorcy  (28)
    • Maciej K.: Alex, w takim razie gdzie...
    • Alex W. Barszczewski: MichałG Nie...
    • artur: a business angels, venture...
  • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
    • artur: witam Warto spojrzeć też na to...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (27)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026