Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Kiedy chciwość przesłania rozum

Na sympatycznej kolacji, na której ostatnio byłem, miałem między innymi okazję porozmawiania z jedną z bardzo kompetentnych pani notariusz i usłyszałem od niej niesłychaną historię o nagminnym zrywaniu umów przez deweloperów i „nabijaniu w butelkę” klientów, którzy chcieli u nich kupić mieszkanie. Dziś, na portalu gazeta.pl w artykule o nieruchomościach natknąłem się na podobną informację i aż się prosi, aby na ten temat coś napisać. Zacznijmy od zacytowania tego fragmentu artykułu (całość jest rozsądnie napisana i warta przeczytania):

„Ze względu na piorunujący wzrost cen nieruchomości deweloperom bardziej opłaca się zrywać umowy i wypłacać odszkodowania, niż ich dotrzymywać.
Deweloper, który w pogoni za zyskiem chce nabić klientów w butelkę, działa w następujący sposób:
• Podpisuje umowy z klientami.
• Za wpłacone przez nich pieniądze rozpoczyna budowę.
• Z regularnie wpłacanych rat finansuje zamknięcie kolejnych etapów.
• Kilka miesięcy przed zakończeniem prac z błahych powodów zrywa umowy z częścią klientów.
• Uzyskane w ten sposób mieszkania sprzedaje za cenę przynajmniej o kilkadziesiąt procent wyższą niż pierwotna.
Na taki proceder pozwalają mu dwie rzeczy:
• umowa przedwstępna nie jest podpisywana w formie aktu notarialnego. Akt umożliwia przeniesienie własności mieszkania bez zgody dewelopera na kupującego.
• niskie kary umowne. Jeśli deweloper musi zapłacić wysoką karę za wypowiedzenie umowy z własnej winy, rzadko kiedy się na to zdecyduje.
Jednak kary umowne wynoszą zazwyczaj ok. 5 proc. wartości umowy, a na wyższe deweloperzy nie chcą się zgodzić.”

W rozmowie z panią notariusz zapytałem, jak w takim razie wygląda kwestia dochodzenia przed sądem odszkodowania za utracone przez klienta korzyści (bo przecież ktoś mógł kupować mieszkanie w celach spekulacyjnych, bądź zawrzeć umowę kredytową i na takim zerwaniu ponosi konkretne straty) i ze zdumieniem dowiedziałem się, że w przypadku znakomitej większości umów (mówimy teraz o tych nie będących aktem notarialnym) nie ma to w Polsce szans. Nie mam w tej chwili pod ręką jakiegoś specjalisty od polskiego prawa cywilnego, aby to dodatkowo sprawdzić, jeśli tak rzeczywiście jest, to bardzo źle świadczy to o kilku sprawach:

  • polskie prawodawstwo sprzyja mocniejszym i bezwzględnym. To bardzo niedobry znak, bo tworzy pętlę sprzężenia zwrotnego, która wzmacnia takie zachowania i umacnia w tym kraju ludzi o wątpliwej etyce biznesowej. W rezultacie coraz więcej osób nabiera zdrowego nastawienia mówiącego „w ważnych sprawach życiowych, uważaj na to, co polskie” , albo wręcz decyduje się na szukanie swojego szczęścia poza krajem. Jako ciekawostka, w niemieckim prawie cywilnym (i o ile pamiętam, to w austriackim też) istnieje pojęcie tzw. Sittenwidrigkeit czyli w pewnym uproszczeniu niezgodności elementów umowy z dobrymi obyczajami i przyzwoitością. Ta klauzula jest nadrzędną nawet w stosunku do wolności zawierania umów i ma na celu ochronę słabszej, mniej zorientowanej w materii strony kontraktu. W rezultacie każdą umowę, w której są punkty wykorzystujące nieświadomość jednej ze stron w celu „nieprzyzwoitego” uzyskania korzyści przez drugą można zaskarżyć w sądzie cywilnym, który może orzec nieważność takich porozumień. Polski prawnik opisałby to zapewne lepszym językiem, w tej dziedzinie mój niemiecki jest lepszy od polskiego :-)
  • Tak jak to wygląda, to w większości umów z deweloperami można mówić o umowie kupna sprzedaży, lecz wystawieniu przez nich klientowi opcji na sfinansowanie budowy: jeśli ceny nie podskoczą zbyt wysoko, to budujący zawsze może przekazać mieszkanie osobie, który jego budowę sfinansowała, jeśli pójdą w górę, to to deweloper podziękuje swojemu taniemu „bankierowi” i sprzeda mieszkanie komuś, kto da więcej. Fakt, że takie zjawisko jest w danym kraju możliwe na masową skalę prowadzi do wniosków, których ze względu na patriotyczne uczucie wielu Czytelników nie będę tutaj publikował.
  • Najbardziej dramatyczną rzeczą jest fakt, że tak wielu ludzi (często z wyższym wykształceniem!!!) takie umowy w ogóle podpisuje. Jest to szczególnie problematyczne, kiedy na taką „inwestycję” trzeba załatwić kredyt i w wypadku zerwania takiego „kontraktu” przez dewelopera zostają oni „na lodzie” z kupą kłopotów i kosztów. Oczywiście, jeśli ktoś ma dużo pieniędzy i możliwości, to może sobie zaryzykować, bo najwyżej nic z tego nie wyjdzie, ale większość ma zupełnie inną sytuację. Wtedy jest dla mnie niepojęte, jak ktokolwiek przy zdrowych zmysłach, nie mając przyłożonego do głowy pistoletu, może w coś takiego w ogóle wchodzić?? Kto ich nauczył zawierania umów, w których jak pójdzie dobrze (czyli cena nieruchomości znacząco wzrośnie), to będą z tego interesu wykopani bez żadnej możliwości obrony, a jak pójdzie źle (ceny będą stagnować), to łaskawie otrzymają mieszkanie, którego budowę bezodsetkowo sfinansowali? Jasne, że wielu niedoświadczonych ludzi wykalkulowało sobie jak bardzo „zarobią” na dalszym wzroście cen, zapominając o kosztach kredytu, kosztach straconych możliwości, a także o tym, jak ten zysk, w wypadku mieszkania w którym mieszkają, będą chcieli zrealizować (wyprowadzą się do namiotu??). Są też osoby, które zdobywanie pozycji życiowej zaczynają od kupowania na kredyt mieszkania, bo tak robą wszyscy wokoło. Osobiście uważam to za kiepską strategię (jeśli chcecie mogę ten temat rozwinąć), ale OK, to jest ich życie, ich decyzja. To, co mnie dziwi, to fakt, że w swojej desperacji spowodowanej chciwością (nazwijmy rzecz po imieniu), albo błędnym obrazem świata i możliwości, które on oferuje, podpisują umowy w oczywisty sposób niekorzystne dla nich, często co gorsza nawet nie starając się zasięgnąć rady kogoś kompetentnego. Proszę, wyświadczcie sobie tę przysługę i zamiast brać udział w takim marszu lemingów używajcie Waszego umysłu. Życie pełne jest różnorakich sposobności i nie ma konieczności pakowania się w wątpliwe interesy!!

    Ktoś może powiedzieć, że często deweloperzy nie pozostawiają Wam innego wyjścia, jak zawarcie takiej „umowy”. Kto Cię zmusza do udziału w takiej grze?? Pamiętacie to skuteczne narządzie w postaci stwierdzenia „beze mnie” ? Pamiętacie, co pisałem o współczynniku PITA ?

    PS:

    • Na nieruchomościach najlepiej zarabia się tak, jak na używanych samochodach – kupując je poniżej ceny rynkowej
    • Full disclosure: posiadam kilka nieruchomości, w żadnej z nich sam nie mieszkam, każdą kupiłem poniżej rynku :-) Sam mieszkam w różnych atrakcyjnych miejscach bezproblemowo wynajmując mieszkania zgodnie z życzeniem i za rozsądną cenę
    • W tamtym artykule podane jest jak to ktoś na 55 metrowym mieszkaniu w Warszawie „zarobił” w ubiegłym, dość wyjątkowym roku (czysto rachunkowo) 70.000 zł. To daje ok. 5800 miesięcznie. Niby dużo, ale taki przyrost dochodów (ok. 1500 euro) można uzyskać na kilka innych sposobów i to do tego na trwale :-)
    Komentarze (117) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-19
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Relacje z innymi ludźmi, Rozwój osobisty i kariera

    Jesteś autentykiem czy pozłacaną wydmuszką?

    W ostatnich dniach miałem wiele bardzo przyjemnych przeżyć. Od poniedziałkowego popołudnia spotykałem się z różnymi klientami i rezultat był taki, że już we wtorek wieczorem mój kalendarz był zapełniony zleceniami aż do połowy czerwca. To jest oczywiście samo w sobie miłą sprawą dla każdego freelancera, ale nie o tym chcę dziś pisać. Najciekawsze w tym było doświadczenie, kiedy spotykasz się z ludźmi na wysokim poziomie, którzy bez większych dyskusji angażują cię do ciekawych przedsięwzięć tylko i wyłącznie dlatego, bo jesteś takim, jakim jesteś. Bez reklamy, marketingu, upiększania czegokolwiek, udawania kogoś innego, tworzenia jakichkolwiek pozorów czy złudzeń. To jest wspaniałe uczucie i życzę Wam abyście doświadczali go jak najczęściej, tym bardziej, że nie jest to w gruncie rzeczy takie trudne.
    Kluczowym punktem w osiągnięciu tego jest uświadomienie sobie, że jest to w ogóle możliwe, aby będąc po prostu sobą być dokładnie tym, czego szukają i potrzebują klienci. Wielu z nas było od dzieciństwa wychowywanych w przeświadczeniu o naszej trwałej niedoskonałości (kłania się polska szkoła), w tym, że musimy się specjalnie starać o względy innych ludzi, często udając kogoś “lepszego”, że życie to jest nieustanne przebieranie się, upiększanie i pokazywanie z najlepszej strony. W rezultacie bardzo często możemy obserwować wokół “plastikowych ludzi”, osoby, które wyprane z autentyzmu odgrywają najprzeróżniejsze role w złudnym przekonaniu że to umożliwi im osiągnięcie trwałego szczęścia, czy sukcesu zawodowego. Jeśli mogę dać Wam jedną radę, to proszę nie idźcie tą drogą!!! Umiejętne stwarzanie pozorów może co prawda przynieść nam różne “sukcesy”, ale będą one na dłuższą metę równie “prawdziwe”, jak to, co pokazywaliśmy światu przy ich osiąganiu. Oczywiście w wielu firmach na różnych stanowiskach siedzą czasem osoby, które wylądowały tam nie ze względu na swoje prawdziwe wartości i osiągnięcia, lecz korzystając z różnych układów i pozornie jest im z tym dobrze. Sęk w tym, że znakomita większość ludzi potrzebuje tego wewnętrznego przekonania dokonania czegoś rzeczywistego i gdzieś na dnie duszy każdy mniej czy bardziej zdaje sobie sprawę z tego, czy tworzy coś, co ma znaczenie, czy tylko, jak mówią Niemcy, gorące powietrze. W tym drugim przypadku często można później u takiego człowieka zaobserwować rozpaczliwe próby skompensowania sobie wynikających z tego deficytów w poczuciu własnej wartości :-) Całe branże handlu i usług żyją z „pomocy” takim nieszczęśnikom, tylko czy musimy naprawdę się w tej grupie znaleźć? Po co??
    To, że mamy wokół nas mnóstwo ukrywającej swoją “cienkość” miernoty bardzo ułatwia nam zadanie :-) Wystarczy jeśli zdobędziemy się na choć trochę wysiłku, aby popracować nad naszymi umiejętnościami, a już możemy uzyskać znaczącą przewagę nad tymi „udawaczami”, którzy po prostu nauczyli się „prześlizgiwać się”. To przyniesie nam to nie tylko dobre samopoczucie (bo świadomość, że jesteś rzeczywiście dobry wpływa na samoocenę), ale też znacznie ułatwi sukces zawodowy. Potem trzeba jeszcze tylko znaleźć „klientów”, którzy będą potrafili to docenić, ale z innymi na dłuższą metę i tak nie warto się zadawać . Cały proces wymaga może trochę więcej wysiłku, niż to co robi większość, ale wierzcie mi, gra jest warta świeczki.

    Następnym razem napiszę, jak to wszystko odnosi się do naszych relacji osobistych, bo tam różnica jest jeszcze bardziej dramatyczna…

    PS: Gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego tak kategorycznie o tym piszę, to ze wstydem śpieszę z wyjaśnieniem: kiedyś też byłem taką pełną gorącego powietrza wydmuszką i mam porównanie :-)

    Komentarze (28) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-16
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Tematy różne

    Prośba do Czytelników

    Drodzy Czytelnicy

    Proszę Was o jeszcze kilka dni cierpliwości w oczekiwaniu na nowe posty na blogu. Po przyjechaniu do kraju zostałem zaskoczony nadspodziewanie dużym zainteresowaniem moimi usługami i jestem chwilowo zajęty od rana do wieczora spotkaniami, co utrudnia pisanie rozsądnych tekstów (właśnie, ze względu na ich niewystarczającą jakość, skasowałem dwa napisane „na kolanie” :-))

    Pozdrawiam serdecznie

    Alex

    Komentarze (5) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-12
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Internet, media i marketing

    Adblock śmiercią bezpłatnego internetu?

    Niedawno natknąłem się na niewiarygodną dyskusję w polskim internecie wywołaną akcją mającą na celu skłonienie internautów do zaprzestania korzystania z plug-ins blokujących wyświetlanie reklam. Normalnie nie pisałbym o czymś takim na moim blogu, ale ostatnio ujawniło się u nas sporo młodszych Czytelników, więc parę przemyśleń może być dla nich przydatnych.

    Pierwsza rzecz, to proszenie użytkowników (“klientów”), aby zaniechali robienia czegoś, co ci ostatni uważają za korzystne dla siebie. Już pisaliśmy kiedyś, że tak naprawdę znakomita większość z nas działa z egoistycznych pobudek i tego typu apele raczej przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Ja np. dzięki całej tej dyskusji jestem od wczoraj entuzjastycznym użytkownikiem Adblock Plus i paru mniej technicznie sprawnych znajomych poprosiło mnie o zainstalowanie takiej wtyczki :-) Jaki piękny przykład niezamierzonego marketingu wirusowego :-)
    Zamierzeniom autorów akcji nie pomogło określanie użytkowników Adblock “złodziejami” “kradnącymi” za stron cenne zawartości bez oglądanie przynoszących dochód reklam (w sytuacji, kiedy nie ma takiego warunku pokazanego przy wejściu na stronę). To jest znacznie poniżej poziomu “jak mały Kazio wyobraża sobie marketing” i mam nadzieją, że nikt z Was nie wpadnie w życiu na podobny pomysł. Metoda “na wyskomlenie” jest bardzo nieskuteczna, o pozyskiwaniu “klientów” przez ich obrażanie już w ogóle nie mówiąc. I to nie tylko w biznesie, ale też i w życiu prywatnym!
    Jeśli chodzi o ogólny wpływ adblocków na biznes internetowy, to omówienie go pozostawiam specjalistom z branży mediowej (może Moniko napiszesz coś na ten temat?). Tutaj zajmę się jeszcze tylko wyrażaną powszechnie obawą, iż wraz z rozpowszechnieniem tych dodatków znikną dostępne za darmo wartościowe treści w internecie.
    Osobiście jakoś się tego nie obawiam bo:

    • dla dużych portali i firm znajdą się na pewno inne modele biznesowe, jako adaptacja do nowej sytuacji. Tak było, jest i będzie, nie tylko zresztą w biznesie internetowym
    • coraz więcej osób rozumie, że własny dobry serwis internetowy to przede wszystkim sposób budowania reputacji na rynku, która może przełożyć się na dochody w realnym życiu, które będą znacznie większe, niż te parę (w gruncie rzeczy) groszy, jakie przyniosłaby im reklama. Jako przykład Wykop kasuje za tydzień linku sponsorowanego 200 PLN, nawet Guy Kawasaki zarobił na reklamach w zeszłym roku zaledwie 4000 USD. Co to jest?? Ci ludzie dalej będą publikować swoją wiedzę nie patrząc na przychody z reklamy.
    • jeśli ktoś naprawdę nie ma pieniędzy, mając pomysł na użyteczny serwis, to przy dzisiejszych cenach hostingu (zwłaszcza w USA) bez problemu może znaleźć dobrą duszę, która mu to zasponsoruje. Aby zacząć zarabiać lepiej pójść ścieżką z poprzedniego punktu.
    • Są ludzie, dla których te, jak już wspomniałem niewielkie pieniądze z reklam są całkowicie bez znaczenia i będą oni kontynuować zamieszczanie interesujących treści wyłącznie pro publico bono. Dla niektórych z nich wstawianie obcych reklam byłoby antyreklamą dla nich samych, bo może powstać wrażenie, że jeśli potrzebują takich dodatkowych wpływów, to nie mogą być zbyt dobrzy (i odpowiednio opłacani) w ich głównej działalności. Ci autorzy dalej więc będą robić to za darmo.

    Ja więc korzystam od 24 godzin z Adblock i śpię spokojnie. A Wy?

    PS: Gdyby ktoś chciał pośledzić te dyskusje to są one tutaj: 1, 2, 3,

    Komentarze (56) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-02-05
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Tematy różne

    Spotkanie z Czytelnikami blogu

    Witajcie

    Jutro wracam do Europy i w dniach 12.02-23.02 będą w Warszawie. W dni robocze będę dość zajęty, niemniej w weekend 17.02 albo 18.02 moglibyśmy spotkać się w jakimś sympatycznym miejscu. Ostatnie spotkanie było bardzo ciekawą okazją poznania się nawzajem i podyskutowania bez ograniczeń związanych z pisaniem.

    Zapraszam chętnych do zgłaszania się w komentarzach z propozycją, który z tych dni byłby dla Was lepszy i w jakich godzinach pasowałoby Wam się spotkać.

    Komentarze (61) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-30
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Rozwój osobisty i kariera

    Rozważania na temat dylematów Marcina

    Do napisania tego postu skłonił mnie komentarz Marcina, który napisał (w oryginalnej pisowni):”Latwo powiedziec, zeby zaczac szukac, ale jak to zrobic. Powiedziec rodzicom wiem, ze to dla was spory wydatek mnie utrzymywac, ale rzucam po 2,5 roku studia bo mnie totalnie nudza. I co dalej? Nie moge ot tak sobie zaczac innych studiow i zyc przez kolejne 5 lat na ich utrzymaniu. Jaka ja moge znalezc prace ze srednim wyksztalceniem, bez zadnego zawodu? Kolejna kwestia to jakie studia zaczac. Co bedzie gdy te rowniez okaza sie niewypalem. Wieczny student na utrzymaniu rodzicow? „

    O ile nie podejmuję się, zwłaszcza bez dokładnej znajomości konkretnej sytuacji, dawania tutaj jakichkolwiek wiążących rad, o tyle myślę, że możemy sobie pozwolić na teoretyczne (niezwykła rzecz na tym blogu, nieprawdaż? :-)) rozważenie poruszonych kwestii. Podkreślam tę teoretyczność, bo nie zalecam nikomu przejmowanie poniższych przemyśleń bez intensywnego zastanowienia się z uwzględnieniem własnej sytuacji.
    Po tych ostrzeżeniach przyjrzyjmy się bliżej pytaniom Marcina

    „Powiedziec rodzicom wiem, ze to dla was spory wydatek mnie utrzymywac, ale rzucam po 2,5 roku studia bo mnie totalnie nudza.”
    Co by było, gdybyś potraktował swoich rodziców jak osoby dorosłe i po prostu ich o parę rzeczy zapytał?
    Możesz zacząć od zasadniczego pytania o ich preferencje, a mianowicie czy finansują Twoje studia przede wszystkim po to, abyś jak najszybciej przestał być dla nich obciążeniem finansowym, czy też po to, abyś w przyszłości był szczęśliwym człowiekiem. Te dwie rzeczy nie wykluczają się wzajemnie, chodzi bardziej o ustalenie rzeczywistych priorytetów „darczyńców”.
    W tym drugim przypadku masz nieco ułatwione zadanie, bo możesz wprost powiedzieć, że dotychczasowy wybór był pomyłką i ewentualnie wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem.
    W tym pierwszym musisz taki stan rzeczy zaakceptować , bo Twoi rodzice mają pełne prawo do takiego podejścia i masz znowu dwie możliwości :-) Jedna to ta, że zaciskasz zęby i jak najszybciej kończysz ten nielubiany kierunek i zaczynasz pracować w zawodzie, który Cię nie „kręci”. To jest moim zdaniem kiepska alternatywa, ale tak postępuje większość ludzi. Inne to znalezienie jakiegoś źródła finansowania się a potem wybór dalszego kierunku rozwoju zawodowego według własnych preferencji. Nie musisz od razu wskakiwać w pełne „dorosłe życie”, zapewne wystarczy, że będziesz mieszkając w domu dokładał swój udział do budżetu rodzinnego, co powinno ograniczyć Twoje koszty stałe. To przy okazji da Ci przedsmak tego, jak trzeba dbać o pewne rzeczy będąc na swoim, a jednocześnie ograniczy innym możliwości wywierania nacisku na wybory, których dokonujesz.

    „ Nie moge ot tak sobie zaczac innych studiow i zyc przez kolejne 5 lat na ich utrzymaniu „
    To stwierdzenie składa się z dwóch odrębnych części i tak też je będziemy omawiać.
    Dlaczego miałbyś nie móc zacząć innych studiów, jeśli uznasz że są one naprawdę konieczne do robienia tego, co pragniesz w życiu (tę konieczność należałoby też najpierw sprawdzić)? W dzisiejszych czasach możesz przyjąć prawie za pewnik, że działając w normalnej, rynkowej części gospodarki będziesz musiał w ciągu Twojego życia co najmniej kilkakrotnie się przekwalifikowywać. To nic strasznego i dzięki temu Twój umysł zachowa młodzieńczą świeżość :-) Będąc na początku drogi życiowej masz przy tym najmniejsze ryzyko takich zmian, więc w czym problem?
    Nikt nie każe Ci przez dalsze 5 lat być na utrzymaniu rodziców. To, per saldo może nawet okazać się dla Ciebie bardzo szkodliwe, przede wszystkim mentalnie. Jasne, że bycie na czyimś utrzymaniu jest wygodne, ale popatrzmy na cenę tej przyjemności. Po pierwsze, jak mówią Austriacy, ten kto płaci decyduje jaką muzykę należy grać. Czyli masz znacznie słabszą pozycję w ukierunkowywaniu Twojej własnej drogi życiowej, zwłaszcza jeśli Twoje wyobrażenia różnią sie od wyobrażeń osób łożących na Ciebie. Drugą, bardzo poważną wadą, jest brak doświadczenia, jak to jest zarobić na siebie, a co ważniejsze poczucia, że potrafisz tego dokonać. I to poczucie jest jednym z czynników, które jak w pewnej reklamie, „separate the men from the boys”. To ostatnie zdanie nie jest przesadą, możemy ten temat w razie potrzeby rozwinąć.
    Ważne jest przy tym, że nikt nie każe Ci natychmiast wyprowadzić się, wynająć mieszkanie itp. Po prostu, jak już wspomniałem uprzednio, możesz zacząć od uczciwego dokładania się do rodzinnego budżetu.

    „Jaka ja moge znalezc prace ze srednim wyksztalceniem, bez zadnego zawodu?”
    Jeśli przez pracę rozumiesz etat w jakiejś firmie, to szanse mogą nie wyglądać najlepiej, ale kto każe Ci iść tą drogą? Dlaczego nie poszukać możliwości robienia pożytecznej różnicy dla innych w mniej sformalizowany sposób? Ja wokół siebie widzę sporo takich możliwości, trzeba tylko chcieć i przykładać się do tego, co robisz.

    „ Kolejna kwestia to jakie studia zaczac „
    Tutaj aż się prosi, aby dokonać dokładnego rozeznania przed podjęciem takiej decyzji. Rozmawiaj z praktykami, popróbuj sam jak dana działalność wygląda, będziesz miał więcej informacji. I nie ładuj się w kilkuletnie studia zanim nie będziesz przekonany, że na pewno chcesz wykonywań ten określony zawód i że takie akurat studia są Ci niezbędne.

    „ Co bedzie gdy te rowniez okaza sie niewypalem „
    To oznacza, że źle zrobiłeś pracę domową, o której napisałem w poprzednim punkcie :-)
    W Armii Czerwonej było coś takiego jak rozpoznanie bojem, ale prowadziło to zawsze do dużych i możliwych do uniknięcia strat. Po co, jak można inaczej?

    „Wieczny student na utrzymaniu rodzicow?”
    Wieczny student, to brzmi interesująco. Ja tak naprawdę jestem takim wiecznym studentem, „wciągając” w siebie raz na 2-3 lata ilość wiedzy odpowiadającą przeciętnym studiom. I robię to z wielką przyjemnością oraz korzyścią dla mojej działalności zarobkowej. O byciu na utrzymaniu rodziców napisałem już powyżej, im wcześniej będziesz odpowiedzialny za siebie finansowo, tym na ogół lepiej dla Ciebie.

    Tyle moich luźnych przemyśleń na ten temat. Jak już wspomniałem, każdy powinien wyciągnąć z tego własne, indywidualne wnioski. Jest tak wiele sytuacji życiowych, układów rodzinnych i innych, że nie sposób podać jednej, uniwersalnej recepty. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, bądź odmienne zdanie to zapraszam do dyskusji w komentarzach.

    Komentarze (56) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-25
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Tematy różne

    Noworoczne refleksje o blogu..

    Początek roku jest dobrym momentem do robienia bilansów i podejmowania nowych postanowień. Jeśli chodzi o ten blog, to zrobiłem coś takiego ponad trzy tygodnie temu, nowe tematy nie pozostawiały mi czasu na podzielenie się tym z Wami. Jeśli nie zrobię tego teraz, to trzeba będzie poczekać do następnego Sylwestra, a to trochą za długo, więc do dzieła :-)
    Myślę, że te parę informacji i rozważań przyda się kilku Czytelnikom, choćby jako przykład, jak można zacząć robić coś, o czym ma się tylko blade pojęcie praktyczne. Taka ilustracja zasady HP „Launch and learn” :-)
    Idea pisania blogu wzięła się z dwóch przemyśleń:

    • chciałem móc uczynić coś ludzi, którzy chcą zrobić coś więcej ze swojego życia, a nie mieliby normalnie nigdy okazji porozmawiać ze mną. Z doświadczeń innego mojego projektu wiem, że jest w Polsce mnóstwo osób, które potrzebują tylko niewielkiego „kopa” i inspiracji do przemyśleń, aby wystartować z życiem, które będzie dla nich o wiele bardziej satysfakcjonujące.
    • interesowało mnie, jak to jest komunikować pewne rzeczy przy pomocy słowa pisanego i to do tego pisanego na dużym luzie. Bez fałszywej skromności uważam, że o ile jestem bardzo dobry w komunikacji face to face (to w końcu mój zawód!!), to komunikacja pisemna ( i to do tego typu jeden „mówiący” do wielu odbiorców) była i jest dla mnie sporym wyzwaniem, tym bardziej że brak mi cierpliwości aby dłużej siedzieć przy klawiaturze i pisać bo ten realny świat przynosi ze sobą zbyt wiele pokus :-)

    Założenia były następujące:

    • ma to być przedsięwzięcie całkowicie niekomercyjne
    • ze względu na charakter mojej pracy, gdzie liczy się skuteczność i dyskrecja nie będę pisał na jej temat
    • głównym celem ma być dostarczanie czytelnikom wartości dodanej i to niezależnie od tego, czy zgadzają się z autorem, czy też nie
    • w związku z tym jakość tego, co się tutaj dzieje jest dla mnie znacznie ważniejsza od czysto statystycznego ruchu na stronie itp.
    • dlatego też mogłem zacząć od nieznanej domeny alexba.eu zamiast podpinać się pod jakiś większy serwis, co mogłoby być pomocne w generowaniu ruchu na blogu
    • blog ma stać się sympatycznym i bezpiecznym miejscem, gdzie interesujący ludzie mogliby poznać się wzajemnie, czy też w ogóle zaistnieć w internecie
    • blog ma być miejscem konwersacji, która wzbogaca wszystkich uczestników, a nie sceną do autoprezentacji, czy autopromocji autora

    Tyle założeń. Na samym początku poprosiłem pewnego kolegę o małą adaptację template (lubię proste, klarowne formy bez zbędnych upiększeń) i 19 marca po prostu zacząłem pisać. Moje pierwotna koncepcja zakładała, że jeśli będę dzielił się tutaj tym co czytam (a czytam bardzo dużo i to z najprzeróżniejszych dziedzin) to będzie to z pożytkiem dla czytelnika. Stąd też wzięła się struktura kategorii, która dziś nie jest optymalnie dostosowana do tego, co dzieje się na blogu. Początkowy pomysł okazał się chybiony bo:

    • blog stałby się jeszcze jednym integratorem newsów, jakich pełno w internecie
    • czytam bardzo szybko „skanując” tekst i jeśli miałbym przy tym komentować to, co przeczytałem, lub nawet robić linki do blogu, to wyhamowywało by mnie to tak bardzo, że koszt tej straty czasu byłby nieproporcjonalnie duży w stosunku do użyteczności dla Was
    • zbiór linków nie pobudza do dyskusji i wzajemnej wymiany poglądów.

    Szybko zacząłem iść w zupełnie innym kierunku, pisząc „w ciemno” o różnych sprawach i patrząc po komentarzach na ile znajdują one zainteresowanie Czytelników. Ze względu na hobbystyczność tego przedsięwzięcia mogłem sobie pozwolić na spore meandrowanie tematami i tę wolność dosyć mocno wykorzystywałem :-)

    Jak wykazuje poniższa statystyka, mimo tego coraz więcej Czytelników zaczęło nas odwiedzać (piszę „nas”, bo Wasze wypowiedzi stanowią też bardzo ważny element tego serwisu).

    Nie ufałbym temu wskaźnikowi „unique visitors” bo wielu z Was otrzymuje dynamiczny IP, kiedy łączycie się z internetem, więc jest zapewne mniej odwiedzających, niż zarejestrowanych w logach adresów IP. Cała reszta wygląda dość przyzwoicie, zwłaszcza biorąc pod uwagę pewną niszowość poruszanych na tym blogu tematów. Widać, że mamy ciągle rosnące grono czytelników i to jest oczywiście fakt motywujący do kontynuacji całego przedsięwzięcia.
    W bieżącym roku obiecuję kontynuować prowadzenie tego serwisu, chcę też wprowadzić możliwość w miarę regularnego spotykania się z zainteresowanymi Czytelnikami. Zrobiliśmy jedno takie spotkanie przed moim wyjazdem z Europy i była to ciekawa sposobność osobistego poznania się, co jak myślę wzbogaciło każdego z nas. Mam w tym roku parę sporych projektów w Warszawie i Wrocławiu, więc tam można będzie bez problemu coś organizować, bez konieczności odwiedzania mnie w Berlinie. Osobisty kontakt daje możliwości głębszego porozmawiania na różne tematy i to otwiera duże dodatkowe możliwości.
    Zapraszam Was też bardzo serdecznie do dalszego brania aktywnego udziału w naszych dyskusjach. Wasze wypowiedzi często pokazują cenne punkty widzenia, bądź skłaniają mnie do wyjaśnienia zagadnień, które z różnych powodów zbyt płytko potraktowałem. W ten sposób ten blog staje się jeszcze lepszym źródłem przemyśleń i inspiracji dla każdego z nas!

    Powyższe dotyczy też przypadków, kiedy macie zdanie odmienne od mojego :-) Abstrahując od rozsyłanego przez boty spamu, to dopóki ktoś pisze używając cywilizowanego języka, w miarę na temat i bez wycieczek osobistych, to każda wypowiedź jest tutaj mile widziana. Jak dotąd, to na ponad 1500 napisanych komentarzy zainterweniowałem tylko 3 razy: raz zablokowałem anonimową stertę niecenzuralnych obelg pod adresem polskich uczestników Love Parade, raz podziękowałem czytelnikowi, który na moją uprzejmą mailową prośbę, aby dokładnie czytał posty z którymi chce polemizować odpowiedział wycieczkami osobistymi i ostatnio wyiksowałem w jednym z komentarzy nazwe firmy o ktorej inny anonimowy czytelnik napisal nieprawdziwe informacje i przez prawie tydzień nie zareagował na moje pytanie o ich źródło.

    Bardzo budującym jest fakt, że pomimo tak niewielu działań z mojej strony mamy tutaj poziom kultury dyskusji znacznie wyższy od wielu znanych serwisów blogowych, nawet takich, które mają w nazwie wielce zobowiązujące słowo „Salon” :-) Za to Wam bardzo dziękuję i proszę o więcej!!

    Życzę nam wszystkim udanego blogowego roku 2007 !! :-)

    Komentarze (26) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-23
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Rozwój osobisty i kariera

    Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?

    Wielu młodych ( i nie tylko :-)) ludzi zadaje mi to pytanie co robić w życiu, ostatnio Martyna w sąsiedniej dyskusji.
    Jeśli nie wiesz co chcesz robić, drogi Czytelniku, nie jest wcale taka zła sytuacja, zwłaszcza, jeśli jesteś w stosunkowo młodym wieku. Dzięki temu możesz bez jakichkolwiek uprzedzeń zacząć badać, co tak naprawdę Cię „kręci” i to nie tylko jeśli chodzi o karierę zawodową, ale też i życie w ogóle. To bardzo zaniedbywany temat i dlatego mamy potem tak wielu ludzi w wieku 35-50 lat, którzy przechodzą w którymś momencie ciężki kryzys wieku średniego. Nagle uświadamiają sobie, że przeżyli sporą część życia zupełnie inaczej niż tak naprawdę by chcieli i potem zaczynają się albo dramaty, albo „życie w cichej desperacji”. Po co tak długo czekać?? Po co tak długo żyć „sztucznym” życiem?

    Stąd moja rada dla każdego, kto mnie o to pyta: próbuj bardzo różnych rzeczy, stylów życia, rodzajów relacji z najprzeróżniejszymi ludźmi, ewentualnie zawodów i sposobów zarabiania na siebie. To wszystko najlepiej w różnych krajach i kręgach kulturowych. Po kilku latach takich praktycznych doświadczeń, będziesz mieć znacznie lepsze pojęcie, co dla Ciebie jest dobre i ważne, oraz na czym polega Twoja misja życiowa. Ta wiedza jest moim zdaniem niezbędna, aby długoterminowo prowadzić satysfakcjonujące i spełnione życie.
    Zdobywając ją warto pamiętać, aby w trakcie tego poszukiwania:

    • nie narażać się na niepotrzebne ryzyko w sensie fizycznym i zdrowotnym. Tu naprawdę warto być rozsądnym i mieć oczy szeroko otwarte – niestety nie wszyscy ludzie to anioły, a pewne przyjemności (niezabezpieczony seks, alkohol, narkotyki itp.) mogą mieć bardzo niepożądane długoterminowe skutki
    • nie tworzyć przedwcześnie nieodwracalnych, lub trudnych do zmiany faktów (małżeństwo, dzieci, duże kredyty itp.)
    • być uczciwym w stosunku do innych ludzi, nawet jeśli czasem może to być niewygodne. Nigdy nie zdobywaj doświadczenia oszukując lub wykorzystując kogokolwiek innego!
    • zamiast starać się sobie logicznie uzasadnić rzeczy, które „powinniśmy” robić „bo takie jest życie”, słuchajmy głosu naszego serca, czy to co aktualnie robimy jest rzeczywiście dla nas i czy czujemy się z tym naprawdę dobrze (ta rada brzmi dość niezwykle w ustach człowieka, który coachuje topowych managerów i teamy negocjacyjne, nieprawdaż?)
    • być ostrożnym i bardzo krytycznie analizować wszelkie rady udzielane Ci przez inne osoby, dotyczy to oczywiście też i tego, co ja piszę. Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma nieomylnych „guru”, tak naprawdę, to wszyscy jesteśmy na etapie szukania różnych odpowiedzi. Coś dobrego dla kogoś innego, nie musi być dobre dla Ciebie. Z drugiej strony, jeśli podobają Ci się czyjeś rezultaty, to zapytaj jak on to robi (i o cenę którą za nie płaci też!!)
    • szybko rozpoznawać toksyczne środowiska nieszczęśliwych, sfrustrowanych ludzi (wtedy bierzmy nogi za pas i to szybko). To dotyczy szczególnie relacji jeden na jeden. Przy tych miliardach ludzi na świecie, nie ma potrzeby szkodliwego uzależniania się od jakiejkolwiek jednostki, czy grupy.

    W trakcie tych poszukiwań powinieneś utrzymywać się we w miarę dobrej formie fizycznej i zdrowiu, oraz (niezależnie od zainteresowań) nauczyć biegle operować co najmniej dwoma językami. Jeśli do tego zadbasz o umiejętność komunikowania się z innymi, to masz bardzo duże szanse na wylądowanie w zupełnie innych realiach, niż te w których żyje większość ludzi i to niezależnie od Twojej pozycji wyjściowej (pamiętasz, że ja kiedyś mieszkałem w piwnicy i sprzedawałem gazety?)

    Tyle moja nieco uproszczona, ale szczera i otwarta odpowiedź.

    Koniecznie należy przy tym zwrócić uwagę na parę efektów ubocznych, z którymi trzeba się liczyć rozpoczynając takie odkrywanie siebie:

    • powyższe podejście jest w wielu punktach dokładnie odwrotne od tego powszechnie uznanego w polskim społeczeństwie za „normalne”. Stosując je masz duże szanse narazić się na ostrą krytykę ze strony dotychczasowego środowiska, możesz stracić wielu znajomych, czy nawet „przyjaciół”. Z drugiej strony możesz nagle odkryć, że jest wielu ludzi znajdujących się na podobnej drodze jak Ty, z którymi łatwo będzie Ci znaleźć wspólny język.
    • na samym początku możesz mieć wrażenie, że zostajesz w tyle za tymi, którzy szybko skoncentrowali się na jakiejś karierze zawodowej, pozakładali rodziny a Ty nie. Jeśli tylko naprawdę pracujesz nad sobą (a nie tylko udajesz), to nic złego się nie dzieje. Życie to, jak już gdzieś wspomniałem, bardzo długodystansowa „gra” i wcale nie chodzi o to, aby pewne sprawy rozwiązać jak najszybciej, tylko o to, aby rozwiązać je dobrze. Dotyczy to zarówno sposobu, w jaki zarabiasz na siebie, gdzie i jak mieszkasz, jak też człowieka, z którym chcesz przejść przez życie.
    • jeśli przeprowadzisz takie poszukiwania tego, jak naprawdę chciałbyś żyć, to jest duża szansa, że doprowadzi to u Ciebie do dobrej znajomości Twoich potrzeb, łatwości komunikowania ich, oraz podwyższonego poczucia własnej wartości. To może, szczególnie w wypadku kobiet spowodować zawężenie puli potencjalnych partnerów życiowych, bo wielu mężczyzn będzie się przy Was czuć niepewnie. Z drugiej strony nabycie takich cech będzie czynić Was atrakcyjniejszymi dla całkiem innych grup potencjalnych partnerów, niekoniecznie tych gorszych :-)
    • będziesz wcześniej świadom odpowiedzialności za własne życie (Ty, a nie państwo, społeczeństwo czy krewni), co na początku może zmniejszyć Ci poziom beztroski wywołanej ignorancją. Z drugiej strony możesz uzyskać potem większą beztroskę opierającą się na własnych możliwościach i zasobach, a ta jest chyba lepsza :-)

    Na zakończenie kilka ważnych uwag:

    • To co napisałem powyżej jest moim osobistym zdaniem, które nie pretenduje do miana prawdy absolutnej. Niemniej przyniosło to pozytywne skutki zarówno w moim życiu, jak i życiu dość sporej grupy osób w wieku 20-54 lat i to mimo często bardzo niedoskonałej implementacji.
    • Postępowanie w wyżej omówiony sposób nie gwarantuje Ci szczęśliwego i spełnionego życia, po prostu znacznie zwiększa Twoje szanse i upraszcza wiele procesów.
    • Postępowanie wbrew moim zaleceniom nie oznacza, że nie masz szans na szczęśliwe i spełnione życie. Po prostu będziesz stał przed innymi wyzwaniami i niektórzy tak wolą.
    • I jak zwykle apel: „use your judgement!”

    Jeśli po uważnym przeczytaniu tego postu macie jakiekolwiek pytania lub uwagi, to zapraszam do komentarzy i to niezależnie od tego, czy podzielacie moje zdanie, czy też nie.

    Uzupełnione 14.11.2010 : Jeżeli ktoś z Was uważa, że jest za stary na pewne zmiany to zapraszam do przeczytania postu „Póki żyjesz nie jest za późno„

    Komentarze (673) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-18
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Rozwój osobisty i kariera

    Pytania AniR

    W komentarzu do postu „Konkurencja na dwa fronty cz.2” AniaR zadała nam parę pytań, nad którymi warto osobno podyskutować. Zapraszam Was w tym poście do wymiany Waszych doświadczeń i opinii. Może w ten sposób powstać coś równie ciekawego i przydatnego jak dyskusja „Na ile programiście przydają się studia”

    Pytania AniR:

    1. czy sądzicie ze warto planować karierę zawodową ?
    2. czy jest to realizowane przez młodych ludzi?
    3. czego według Was oczekują oni od rynku pracy i od przyszłych (obecnych) pracodawców, biorąc pod uwagę, że jednak dużo wykształconych wyjeżdża realizować się za granicą?
    4. czy pracodawcy w Polsce biorą pod uwagę to, żeby inwestować w rozwój?

    Zakładam, że w tym ostatnim pytaniu Ani chodziło o rozwój pracowników.

    Zapraszam Was teraz do dzielenia się własnymi doświadczeniami i obserwacjami. w komentarzach. Ja jak znajdę chwilę i przemyślę trochę ten temat też obiecuję wrzucić tam moje trzy grosze

    Komentarze (62) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-15
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Rozwój osobisty i kariera

    Czy już posmakowałeś twoich marzeń?

    Dzisiaj rano, siedząc sobie na tarasie i czytając „Die Zeit” natknąłem się na interesującą historię pochodzącą od Paulo Coelho (i to akurat w części gazety poświęconej polityce :-)). Podaję ją w skrócie:

    Pewna młoda kobieta dowiaduje się od swojego lekarza, że ma jeszcze tylko cztery dni życia. Rankiem piątego dnia zabije ją choroba, którą nosi ona w sobie. Młoda kobieta żyje przez cztery dni pełną piersią, jak nigdy z życiu, po czym kładzie się do łóżka, aby umrzeć. Ku swojemu zaskoczeniu budzi się jednak piątego dnia rano, nadal w dobrym zdrowiu. Lekarz mówi jej, że po prostu chciał, aby wreszcie poczuła co to jest prawdziwe życie. Że wcale nie była chora, tylko nie zdawała sobie sprawy z tego, że jest zdrowa.

    Co by było, gdybyśmy pewnego dnia, bez pomocy takiego lekarza, postanowili przeżyć kilka, kilkanaście dni tak, jak gdyby miały to być ostatnie naszego życia. Tak, jak gdybyśmy nie mieli nic do stracenia, za to bardzo ograniczony czas, aby w pełni zanurzyć sią w tym cudownym fenomenie, jakim jest prawdziwe delektowanie się swoim istnieniem i doznaniami na tej planecie.
    Zapewniam Was, po takim praktycznym eksperymencie, jeśli naprawdę przeprowadzilibyście go uwzględniając Wasze najskrytsze marzenia i pragnienia, to prawie nikt z Was nie wróciłby do stanu, w którym jest dzisiaj. Zmiana nastąpiłaby najpierw mentalnie w Waszych głowach, a potem prawie nieuchronnie w prawdziwym życiu.
    Przeprowadzenie takiej próby wcale nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza jeśli zauważymy, że tak naprawdę odczuwalną jakość naszego życia determinuje jakość naszych doznań i uczuć „tu i teraz” (które to kryteria są oczywiście specyficzne dla każdego z nas), a nie jakiekolwiek posiadłości materialne. Zapytajcie o te ostatnie kogoś, kto ma naprawdę niewiele dni do przeżycia, albo kogoś, kto kiedyś przez pomyłkę tak uważał, a usłyszycie, że jest to jedna z najmniej istotnych spraw na świecie.
    Przypomniała mi się teraz jeszcze jedna stara historia, którą przed wieloma laty wyczytałem w którejś książce Mario Puzo: W pewnej włoskiej, mieszkającej w USA rodzinie wychowywał się młody chłopak, który miał przepiękny „słowiczy” głos. Dzięki jego występom zarówno manager, jak i rodzice zarabiali duże pieniądze. Ich jedyną troską był fakt, że zbliżający się okres pokwitania spowoduje wielką zmianę głosu ich pupila i stratę intratnego źródła dochodów. Manager najpierw przekonał rodziców młodego nastolatka, że jedynym rozwiązaniem jest kastracja chłopca, a potem wspólnie jakoś siłą perswazji uzyskali na to zgodę młodzieńca. Tuż przed planowaną operacją cała sprawa rozbiła się o ciotkę, która dowiedziawszy się o co chodzi, zaciągnęła chłopaka do pokoju i praktycznie pokazała mu, co straci :-) Po tej prezentacji o jego zgodzie na kastrację nie było już mowy!! :-)
    Dziś czyn tej pani podpadałby zapewne pod jakiś paragraf i nie chcemy go tutaj gloryfikować. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Co by było, gdybyśmy będąc równie nieświadomymi jak ten młody człowiek, byli nakłaniani przez środowisko do podejmowania różnych decyzji, które per saldo mogą być dla nas bardzo niekorzystne? I nie ma cioci, która pokazałaby nam co stracimy?
    Eksperyment polegający na intensywnym próbowaniu przez kilka, kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt takiego życia, jakie naprawdę pragniemy, da nam punkt odniesienia i zmieni nas na zawsze. Jednocześnie uzyskamy perspektywę potrzebną do oceniania tego, co chcą od nas inni. Czy jest to warte zachodu? Na to pytanie każdy z Was musi już sobie odpowiedzieć sam, bo to przecież o Was chodzi. Ja tak kiedyś zrobiłem i bez przesady mogę twierdzić, że była to rzecz, która uratowała mi życie. Wcześniej miałem co prawda sukcesy, za które ludzie poklepywali mnie z uznaniem, ale jednocześnie byłem wypalonym fizycznie i trochę kalekim emocjonalnie człowiekiem. Bez tego kluczowego przeżycia robiłbym tak dalej i pewnie źle by się to skończyło.

    Tyle na dzisiaj. Teraz idę pomyśleć nad brzeg oceanu a Wam życzę miłej niedzieli!

    PS: jeśli ktoś ma chwileczkę czasu to warto zajrzeć jeszcze tutaj i obejrzeć spot, do którego linkuję

    Komentarze (23) →
    Alex W. Barszczewski, 2007-01-14
    FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
    Page 51 of 67« First...102030«4950515253»60...Last »
    Alex W. Barszczewski: Avatar
    Alex W. Barszczewski
    Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
    O mnie

    E-mail


    Archiwum newslettera

    Książka
    Alex W. Barszczewski: Ksiazka
    Sukces w Relacjach Międzyludzkich

    Subskrybuj blog

    • Subskrybuj posty
    • Subskrybuj komentarze

    Ostatnie Posty

    • TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE
    • Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026
    • Ważna decyzja na początek roku 2026
    • Jak mieć więcej możliwości wyboru w życiu
    • Jak zdobyć krytyczne umiejętności aby dobrze żyć

    Najnowsze komentarze

    • Kwestie materialne w poszukiwaniu partnera  (101)
      • Krzysztof Marciniak: Witam, Alex...
      • kasia: Alexie, czy w związku z takim...
      • Alex W. Barszczewski: Gniotek...
      • Artur Jaworski: Hej Agnieszko,...
      • Agnieszka: I jeszcze nieśmiałe;)...
    • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
      • Iza: Właściwie to na blogu, a nie na...
      • Iza: Ewa Dziękuje za komentarz. Nie...
      • Alex W. Barszczewski: Luna Witaj na...
      • Luna: Dzis mam zly dzien mam go od...
      • kasia: Jarku, dziękuję za wypowiedź....
    • Związek a zarobki partnerów?  (180)
      • Olga: WItam, Tydzień urlopu bez...
      • Ewa W: Stanisław, mimo, ze Alex...
      • Avigayil: Krzysztof, odpowiadając na...
      • Alex W. Barszczewski: Artur S. Nie...
      • Stanisław: Ewo W, uprzejmie proszę...
    • Jak często rozmawiać jeden-na-jeden z pracownikiem?  (102)
      • Michał Cach: Alex, czy masz może...
      • Alex W. Barszczewski: Artur To, co...
      • artur: hmm, dlaczego ostatnio po...
      • artur: Alex, czy możesz odpowiedzieć...
      • Alex W. Barszczewski: Komentator...
    • Biblioteczka Czytelników otwarta !  (260)
      • Alex W. Barszczewski: Łukasz Witaj na...
      • Łukasz O: Witam Cię Aleksie i...
    • Alex goes (back) to Poland  (146)
      • Alex W. Barszczewski: Właśnie dziś...
    • Wolisz 100% przeciętności, czy 10% czegoś super?  (237)
      • Alex W. Barszczewski: Romskey...
      • Romskey: Alex. Właśnie to że swój...
      • Alex W. Barszczewski: Romskey...
    • Pięć plusów i minusów początkującego przedsiębiorcy  (28)
      • Maciej K.: Alex, w takim razie gdzie...
      • Alex W. Barszczewski: MichałG Nie...
      • artur: a business angels, venture...
    • Czy Google jest Twoim przyjacielem?  (65)
      • artur: witam Warto spojrzeć też na to...

    Kategorie

    • Artykuły (2)
    • Dla przyjaciół z HR (13)
    • Dostatnie życie na luzie (10)
    • Dyskusja Czytelników (1)
    • Firmy i minifirmy (15)
    • Gościnne posty (26)
    • Internet, media i marketing (23)
    • Jak to robi Alex (34)
    • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
    • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
    • Linki do postów innych autorów (1)
    • Listy Czytelników (3)
    • Motywacja i zarządzanie (17)
    • Newsletter (27)
    • Pro publico bono (2)
    • Przed ukazaniem się.. (8)
    • Relacje z innymi ludźmi (44)
    • Rozważania o szkoleniach (11)
    • Rozwój osobisty i kariera (236)
    • Sukces Czytelników (1)
    • Tematy różne (394)
    • Video (1)
    • Wasz człowiek w Berlinie (7)
    • Wykorzystaj potencjał (11)
    • Zapraszam do wersji audio (16)
    • Zdrowe życie (7)

    Archiwa

    Szukaj na blogu

    Polityka prywatności
    Regulamin newslettera
    Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026