I to jest bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony wiesz, że metryka mówi że raczej jesteś w schyłkowej fazie życia, a z drugiej strony patrzysz na to swoje życie i czujesz w środku coś w w rodzaju: „Jakim cudem ja mam dziś więcej spokoju, więcej sensu, więcej swobody i więcej radości niż większość ludzi, których znam? Mimo że są młodsi, piękniejsi i częściowo mają więcej pieniędzy ode mnie?”
Jeśli mam być szczery to nie jest tak dlatego, że byłem szczególnie pracowity. Nie dlatego, że byłem „lepszy”. I na pewno nie dlatego, że wszystko robiłem dobrze.
Wręcz przeciwnie.
Osiągnąłem wysoką jakość życia dlatego, że dość dawno przestałem próbować ogarniać wszystko na tip-top.
Zobacz, wmawia się nam, że aby mieć dobre życie to konieczny jest plan, lista celów, lista nawyków, lista do poprawy, lista rzeczy do zoptymalizowania, lista rzeczy do nadrobienia, lista rzeczy, których „jeszcze nie ogarniasz”. Ale jak to zrobisz, to nagle życie zaczyna wyglądać jak wieczny projekt do poprawy.
Tylko że to nie buduje jakości życia. To buduje ciągłe poczucie bycia z czymś spóźnionym i niedoskonałym.
Czujesz, że zawsze coś robisz za mało dobrze, za wolno, za słabo, za późno. Zawsze coś „jeszcze trzeba”. I to jest dokładnie ten moment, w którym większość ludzi traci spokój i radość życia!
Ale prawdziwy koszt tego podejścia jest jeszcze znacznie wyższy, niż myślisz. Zobaczmy jakie to koszty:
Po pierwsze: koszt energii mentalnej. Każda decyzja o tym, jak coś poprawić, wymaga energii. A im więcej takich decyzji podejmujesz codziennie, tym bardziej jesteś zmęczony wieczorem. Niekoniecznie fizycznie, ale mentalnie. I ta energia już do Ciebie nie wraca. Widziałem ludzi, którzy planowali swój dzień tak dokładnie, że potem nie mieli siły ani czasu go zrealizować. O cieszeniu się nim już nie mówiąc.
Po drugie: koszt utraconych okazji. Gdy skupiasz się na doskonaleniu drobnych rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia, przegapiasz rzeczy, które mogłyby naprawdę zmienić Twoje życie. Ile razy widziałem ludzi, którzy spędzili weekend na dopracowywaniu CV do perfekcji, zamiast zadzwonić do znajomych z branży? Albo którzy czytali kolejną książkę o produktywności, zamiast w końcu zacząć działać i zdobywać praktyczne doświadczenia i nawiązywać odpowiednie relacje?
Po trzecie: właśnie koszt straconych lub zmarnowanych relacji. Ludzie, którzy próbują wszystko optymalizować, często stają się trudni we współżyciu. Bo jeśli ktoś ma idealnie zaplanowany dzień, a osoba bliska chce spontanicznie spędzić z nim czas, to co wtedy? Albo odrzuca tę okazję, albo czuje frustrację, że ktoś „psuje mu plan”. A najlepsze chwile w życiu rzadko są rezultatem precyzyjnego planowania, prawda?
Po czwarte: koszt utraconej radości. Najwięcej radości w życiu pochodzi z rzeczy nieplanowanych, niedoskonałych, spontanicznych. Ale jeśli żyjesz w trybie ciągłej optymalizacji, nie ma miejsca na takie momenty. Bo one nie pasują do planu. Bo nie są „wydajne”. Bo nie mieszczą się w Twoim życiowym “arkuszu excela”.
RZECZ, KTÓRA NAPRAWDĘ ZMIENIŁA MOJE ŻYCIE
Przez wiele lat sam byłem perfekcjonistą, który wszystko chciał mieć pod kontrolą. W pewnym momencie, a miałem wtedy około 35 lat, zrozumiałem jedną, bardzo wtedy dla mnie niewygodną prawdę:
W danym okresie życia masz jeden, maksymalnie dwa obszary, które realnie zmieniają wszystko. Reszta, o ile jej totalnie nie zaniedbasz, to w sumie tło i dekoracje.
Nie masz dziesięciu obszarów, które są kluczowe. Masz jeden, dwa.
I kiedy zacząłem budować swoje życie wokół tego jednego, dwóch obszarów, wszystko zaczęło się układać samo. Nie dlatego, że byłem mądrzejszy. Tylko dlatego, że przestałem rozpraszać swoje życie na dziesięć kierunków.
Potem przez całe życie bardzo starannie dokonywałem selekcji tego, co faktycznie optymalizuję, a czego nie ruszam, bo jest „wystarczająco dobre”.
Kiedy pracowałem dla klienta, zwłaszcza na początku choć nie tylko, to stawałem na głowie, aby dostarczyć jak najlepszy rezultat. Bo to budowało zaufanie i to przynosiło efekty. Bo za to dostawałem pieniądze. Tak mi zostało do dziś, choć teraz starannie dobieram sobie z kim chcę pracować.
W pewnych okresach życia optymalizowałem także moje wyniki finansowe a szczególnie moją wartość rynkową. Nie dlatego, że chodziło mi o kolekcjonowanie zer na koncie w banku, ale dlatego, że pieniądze dawały mi wolność wyboru. Mogłem zdecydować, z kim pracuję, nad czym pracuję i jak spędzam swój czas. To był kolejny kluczowy obszar.
Optymalizowałem też relacje z ludźmi, którzy byli dla mnie ważni. To był obszar, który zmienił jakość mojego życia i jeśli śledzisz mnie w mediach społecznościowych, to wiesz o czym mówię
Ale wszystko inne? Nie optymalizowałem sposobu, w jaki organizuję codzienne sprawy domowe. Nie optymalizowałem tego, jak robię zakupy. Nie optymalizowałem każdego posiłku, każdej podróży, każdej rozmowy. Nawet nie optymalizowałem jak mieszkam i czym podróżuję. Te rzeczy po prostu były. I działały wystarczająco dobrze. A czasem wystarczyło, że po prostu działały :-)
RZECZ, KTÓRĄ WARTO ZNAĆ
Ludzie, którzy naprawdę zbudowali dobre życie, wiedzą że dla osiągnięcia takiego sukcesu ważny jest świadomy wybór tego, co należy kontrolować, a co można odpuścić
I przeważnie, jeśli chcemy naprawdę dobrze żyć, to raczej nie należy kontrolować więcej, tylko mniej.
Masz wtedy kilka prostych zasad. Masz kilka jasnych wyborów. Masz swoje „tak” i swoje „nie”.
I nagle okazuje się, że masz mniej stresu, masz więcej czasu, masz więcej pieniędzy, masz więcej sensu, masz więcej spokoju.
Nie dlatego, że „lepiej ogarniasz”. Tylko dlatego, że lepiej wybierasz co warto ogarniać.
To znaczy, że na przykład w moim życiu były okresy, kiedy całą swoją uwagę kładłem na relację, albo na sposób zarabiania, albo na swoją pozycję, albo na to, z kim w ogóle buduję życie. A reszta była świadomie „na pół gwizdka” i “wystarczająco dobra”.
I to nie było lenistwo. To była strategia dorosłego człowieka, który wie, że nie da się żyć z pełną intensywnością we wszystkich obszarach naraz. Nie wszystko warto poprawiać. Nie wszystko trzeba mierzyć. Nie wszystko trzeba usprawniać.
CZTERY PYTANIA DLA CIEBIE NOWY ROK
Jeśli stoisz teraz na progu nowego roku, to nie dam Ci kolejnej listy celów. Bo bardziej potrzebujesz odpowiedzi na te cztery pytania:
Pytanie pierwsze: Jaki jest mój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok?
Nie dziesięć obszarów. Jeden. Taki, że jeśli poprawi się TO JEDNO ZAGADNIENIE, to wpłynie to pozytywnie na resztę? Może to jest zdrowie. Może to jest relacja z partnerem. Może to jest sposób, w jaki zarabiasz pieniądze. Może to jest miejsce, w którym mieszkasz. Ale to jest jedna rzecz.
Pytanie drugie: Co mogę teraz świadomie robić „na pół gwizdka”?
Co może być “wystarczająco dobre”? Co nie wymaga perfekcji? Co możesz przestać próbować kontrolować? To pytanie jest równie ważne jak pierwsze, bo bez niego dalej będziesz próbował ogarniać wszystko.
Pytanie trzecie: Z czego przestanę robić problem?
Ile energii tracisz na rzeczy, które za pięć lat nie będą miały żadnego znaczenia? Ile czasu poświęcasz na martwieniu się o rzeczy, które są poza Twoją kontrolą? Na problemy, które nie są Twoimi problemami? Co możesz po prostu odpuścić?
Pytanie czwarte: Ile okazji już straciłem, bo byłem zbyt zajęty doskonaleniem różnych szczegółów?
To pytanie boli najbardziej. Bo gdy zaczynasz liczyć – wieczory, weekendy, rozmowy, spotkania, które odłożyłeś „bo teraz nie masz czasu” – widzisz prawdziwy koszt ciągłej optymalizacji.
Te cztery pytania i odpowiedzi na nie są moim zdaniem warte więcej, niż sto typowych postanowień noworocznych.
Nie potrzebujesz „lepszej wersji siebie”. Nie potrzebujesz kolejnej aplikacji. Nie potrzebujesz nowego wyrafinowanego planera.
Potrzebujesz mniej rzeczy, które udają że są ważne.
Aby móc wybrać jedną, dwie rzeczy, które robisz naprawdę i na 100%
I to jest decyzja, która – jeśli ją podejmiesz – zacznie zmieniać wszystko, spokojnie, naturalnie, bez spinania się.
To jest dokładnie ta decyzja, która pozwoliła mi mieć 70 lat, a mimo tego czuć, że życie wciąż się przede mną otwiera, a nie zamyka.
W tym wieku wiem, że czas to jedyny zasób, którego nie można odzyskać. Dlatego zamiast marnować go na poprawianie rzeczy, które nie mają znaczenia, wolę go spędzić z ludźmi, którzy mają dla mnie znaczenie. W miejscach, które lubię. Robiąc rzeczy, które dają radość zarówno mi jak i tym ludziom.
Dlatego zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie na jedno pytanie:
Jaki będzie Twój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok? A przynajmniej na jego pierwszą część?
I od tego zacznij. Nie od listy, ale od wyboru.
Życzę Ci dobrych wyborów w roku 2026!
Alex
PS: Jak widać, pomiędzy tematyką newslettera, a tym co publikuję na moim kanale YT jest ostatnio spora różnica. Dane oglądania tam pokazują, że była to dobra decyzja, jeśli chcę pozytywnie wpłynąć na wielu ludzi. Jak myślisz, powinienem w każdym newsletterze mieć jeden temat życiowy, jak ostatnio (i dzisiaj), czy też dwa tematy: jeden życiowy a drugi o relacjach? A może coś innego? Proszę wejdź w ten Formularz Google i zaznacz tam Twoje preferencje.
Wiele osób mówi dziś o wolności i wyborze. „Masz wybór”, „wszystko zależy od Ciebie”, „możesz zmienić swoje życie”.
Brzmi dobrze i motywująco. Tylko że w praktyce większość ludzi nie żyje tak, jakby miała wybór. Żyje tak, jakby wybór był luksusem dostępnym dla innych.
I dziś chciałbym to uporządkować. Bez filozofii i bez wielkich słów. Z poziomu zwykłego dnia.
Zacznijmy od ważnego rozróżnienia:
W TEORII WYBÓR OZNACZA MOŻLIWOŚĆ W PRAKTYCE WYBÓR OZNACZA GOTOWOŚĆ PONIESIENIA KONSEKWENCJI To jest pierwsza rzecz, której nikt nie mówi wprost. Większość ludzi uważa, że „mieć wybór” to: – móc zmienić pracę – móc odejść z relacji – móc powiedzieć „nie” – móc zrobić coś inaczej niż wszyscy
A prawda jest taka, że wybór zaczyna się dopiero wtedy, gdy jesteś gotów: – stracić aprobatę innych – poczuć dyskomfort – przez jakiś czas mieć gorzej, nie lepiej – nie mieć natychmiastowej nagrody
Dopóki nie jesteś gotów na te rzeczy, nie wybierasz, tylko reagujesz.
NAJCZĘSTSZA ILUZJA WYBORU Wielu ludzi mówi: „Zostaję w tej pracy, bo nie mam wyboru”. „Zostaję w tym związku, bo nie mam wyboru” i tak dalej w tym stylu.
A gdy spojrzysz bliżej, okazuje się, że: – mogliby odejść, ale boją się reakcji – mogliby zmienić, ale nie chcą chwilowej straty i kosztów tej zmiany – mogliby powiedzieć „dość”, ale wolą znane cierpienie niż nieznane szanse
To nie jest brak wyboru. To jest konkretny wybór: wybór bezpieczeństwa emocjonalnego kosztem siebie i wykorzystania szans życiowych.
I nie mówię tego aby oceniać. To bardzo ludzki mechanizm i sam tak kiedyś miałem.
Ale warto go nazwać po imieniu, bo bez tego nie ma sprawczości.
MIEĆ WYBÓR TO ZNACZY MÓC i CHCIEĆ ZAPŁACIĆ CENĘ W praktyce „mieć wybór” oznacza na przykład:
– możesz pracować inaczej, ale wtedy ktoś uzna Cię za nierozsądnego – możesz żyć spokojniej, ale przestaniesz imponować innym – możesz odejść z niedobrej relacji, ale przez jakiś czas będziesz sam – możesz powiedzieć „nie”, ale ktoś się obrazi
I teraz ważne pytanie, które rzadko sobie zadajemy: czyja reakcja innych i przejściowe konsekwencje są dla Ciebie ważniejsza niż Twoje życie?
Bo jeśli cudze emocje są ważniejsze niż Twoje granice, to wybór zawsze będzie pozorny. Bardzo wielu ludzi tkwi w takiej iluzji wyboru!
WYBÓR NIE ZACZYNA SIĘ OD WIELKICH DECYZJI To kolejna rzecz, którą ludzie źle rozumieją. Wybór nie zaczyna się od: – rzucenia pracy – rozwodu – przeprowadzki – radykalnej zmiany życia
Wybór zaczyna się od małych, codziennych rzeczy, których należy się pozbyć: – gdy mówisz „tak”, kiedy czujesz „nie” – gdy tłumaczysz się, gdy nie musisz – gdy robisz coś wbrew sobie, żeby było „miło” – gdy nie zostawiasz sobie choć kawałka dnia dla siebie
Jeśli w tych drobiazgach nie masz wyboru, to nie łudź się, w dużych sprawach też go nie będzie.
PRAWDZIWY WYBÓR JEST CZĘSTO CICHY I MAŁO EFEKTOWNY To, co teraz powiem, bywa dla wielu ludzi dość zaskakujące.
Prawdziwy wybór: – rzadko wygląda spektakularnie – często nie jest widoczny z zewnątrz – nie zbiera lajków – często oznacza prostsze życie, a nie „lepsze” według jakiś arbitralnych kryteriów
To jest wybór: – spokoju zamiast napięcia – sensu życia zamiast przerośniętej ambicji – jakości zamiast ilości – własnych wartości zamiast cudzych oczekiwań
I dlatego tak niewiele osób go dokonuje. Bo kultura, w której żyjemy, nagradza coś zupełnie innego, prawda?
SPRAWCZOŚĆ TO NIE JEST KONTROLA NAD ŚWIATEM Na koniec coś bardzo ważnego. Sprawczość nie polega na tym, że wszystko układasz pod siebie. Nie polega na kontroli ludzi ani sytuacji.
Sprawczość polega na tym, że: – wiesz, na co masz wpływ – bierzesz odpowiedzialność za swoje decyzje – nie udajesz, że „musisz”, kiedy po prostu się boisz – i wiesz, że każde powiedzenie „tak” jest jednocześnie powiedzeniem „nie” dla czegoś innego
To jest dorosła wersja wolności. Cicha i mało widowiskowa, ale prawdziwa.
NA DZIŚ ZOSTAWIAM CI JEDNO PYTANIE W jakim jednym obszarze swojego życia mówisz sobie „nie mam wyboru”, choć tak naprawdę po prostu nie chcesz zapłacić ceny za zmianę?
Nie musisz od razu coś z tym robić, wystarczy, że to zobaczysz.
Bo moment, w którym zaczynasz widzieć i uświadamiać sobie swoje faktyczne wybory, to jest moment, w którym powoli zaczynasz odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem.
Jeśli chcesz pogłębić temat sprawczości i autentycznych wyborów w relacjach – zarówno biznesowych, jak i osobistych – napisaliśmy o tym szczegółowo w książkach „Sukces w relacjach biznesowych” i „Sukces w relacjach damsko-męskich”. Jeśli jeszcze ich nie znasz, to zajrzyj do naszego sklepu i zaopatrz się w nie. We własnym interesie.
W piątek wylatuję do Barcelony, skąd płyniemy na rejs na Kanary. Dlatego już teraz życzę Ci Wesołych Świąt :-)
Alex
PS: Ostatnio zacząłem nagrywać znowu filmy bardziej przeznaczone dla kobiet i ostatni ma prawie 9 razy tyle wyświetleń, co zazwyczaj. To jest wskazówka, że może w tym kierunku powinienem pójść z kanałem. W newsletterze będę dalej trzymał się tematyki rozwojowej, chyba że zażyczycie sobie inaczej. Może będę też nagrywał dalej filmy rozwojowe, ale to zobaczymy. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować takiej wiedzy. Czasem jedna taka wskazówka może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się tutaj , jest to bezpłatne :-)
PPS: Książka “Wojna na słowa” cieszyła się ostatnio ogromną popularnością i w rezultacie wyprzedał się cały jej nakład i zostało tylko kilka egzemplarzy w zestawach. Nowy pojawi się w sprzedaży po 7.01 dlatego chwilowo zablokowałem jej sprzedaż.
Po filmie „Pracować 50 dni w roku” dostałem na różnych kanałach wiele komentarzy z tym samym pytaniem „Alex, ale JAK to zrobić? Jak przejść z pracy 250 dni w roku do 50 dni?”
I to jest bardzo dobre pytanie. Bo mówienie „żyj na własnych warunkach” bez pokazania konkretnej drogi to trochę jak mówienie „bądź bogaty” – brzmi pięknie, ale nic nie zmienia.
Dlatego dziś odpowiem jak się za to zabrać. I zacznę od czegoś, o czym większość ludzi często nie pomyśli.
KRYTYCZNY ELEMENT: EDUKACJA
Oprócz ustawienia priorytetów życiowych (o czym mówiłem w poprzednim newsletterze), jest jeszcze jeden absolutnie kluczowy element: edukacja.
Ale uwaga – nie taka edukacja, o której wszyscy mówią. Nie kolejne studia. Nie certyfikaty. Nie udział w konferencjach różnych „guru” za tysiące złotych.
Mówię o dwóch zupełnie różnych rodzajach wiedzy:
WIEDZA Z KSIĄŻEK I INTERNETU vs WIEDZA UKRYTA
Pierwsza rzecz, którą musisz zrozumieć: większość tego, co nazywamy „wiedzą” w dzisiejszych czasach, to tzw. wiedza skodyfikowana. To wiedza, którą można zapisać, przekazać słowami, znaleźć w książkach, kursach, YouTube.
I tu mam dla Ciebie dobrą wiadomość: tę wiedzę dziś możesz zdobywać prawie za darmo, jeśli potrafisz używać AI.
ChatGPT, Claude, inne narzędzia AI – to są źródła wiedzy dostępne 24/7. Możesz zapytać o praktycznie wszystko: od Excela, przez negocjacje, po strategię biznesową a nawet jak przyrządzić jagnięcinę sous-vide. Zazwyczaj dostaniesz odpowiedź w parę sekund. Często lepszą niż z płatnego kursu.
Kiedyś, żeby nauczyć się czegoś nowego, musiałem kupić książkę za 100 złotych, przeczytać 300 stron i wyciągnąć 3 praktyczne wnioski. Dziś możesz zapytać AI i dostaniesz te 3 wnioski w 30 sekund.
To ogromna zmiana. Wykorzystaj ją. Tutaj idzie prawdziwa rewolucja i lepiej abyś znalazł się po stronie jej beneficjentów, niż (bardzo licznych) ofiar.
ALE – i to jest ogromne „ale” – istnieje drugi rodzaj wiedzy.
TACIT KNOWLEDGE – WIEDZA, KTÓREJ NIE MA W INTERNECIE
W języku angielskim nazywa się to „tacit knowledge” – wiedza ukryta. To wiedza, a właściwie umiejętności, których NIE da się przekazać słowami. Nie ma jej w żadnej książce. Nie znajdziesz jej w żadnym kursie. AI jej nie wygeneruje. Przykładami może być granie na instrumencie, jazda na rowerze, jak być dobrym kochankiem rodzicem, czy negocjatorem, tego nie da się nauczyć tylko o tym czytając.
To jest wiedza praktyczna, którą zdobywasz TYLKO albo przez własne eksperymentowanie (często bolesne i kosztowne), albo przez bezpośrednią interakcję z ludźmi, którzy już tam byli, gdzie Ty chcesz dojść.
Chcesz przykład z mojego początku działalności?
Pewien dostawca komputerów w Wiedniu i mój nieoficjalny mentor kiedy prowadził negocjacje ze Stanami, to jak u niego byłem to zamykał drzwi, włączał telefon na głośnik i mówił „Słuchaj, jak to się robi.” Widziałem, jak używa tonu głosu. Jak robi pauzy. Jak buduje napięcie. Jak pozwala drugiej stronie „wygrać” w drobnych sprawach, żeby samemu wygrać w tych ważnych.
Tego nie opiszesz w podręczniku. Tego nie nauczy Cię AI. To się czuje. To się obserwuje. To się wchłania.
I właśnie dlatego potrzebujesz mentora.
DLACZEGO MENTOR JEST KLUCZEM DO PRZEJŚCIA Z 250 DO 50 DNI
Mentor nie jest luksusem, tym bardziej że jak zaczynasz, to tych najlepszych możesz mieć za darmo. To jest konieczność, jeśli naprawdę chcesz żyć na własnych warunkach.
Dlaczego?
Po pierwsze: OSZCZĘDZA CI LAT BŁĄDZENIA. Zamiast próbować 10 różnych dróg przez 10 lat, mentor pokazuje Ci tę jedną, która działa. Bo sam nią przeszedł.
Jedno zdanie od mojego mentora „Nie idź tą drogą. Też tam byłem. Zmarnowało mi to 2 lata życia” – oszczędziło mi prawdopodobnie rok błędnego kierunku działań.
Po drugie: DOSTĘP DO „CICHEJ WIEDZY”. Jak wyczuć, że negocjacje schodzą na złą ścieżkę? Jak poznać, że klient blefuje? Co powiedzieć w tej KONKRETNEJ sytuacji z KONKRETNYM klientem?
To nie jest coś co znajdziesz w książkach. To jest rezultat dziesiątek lat praktyki.
Po trzecie: OTWIERA DRZWI. Dobry mentor ma sieć kontaktów budowaną przez dekady. Jeden telefon od właściwej osoby może zdziałać więcej niż miesiące samodzielnych starań.
Po czwarte: WIĘKSZA ODWAGA W DECYZJACH. Kiedy podejmujesz trudną decyzję sam, towarzyszy Ci cień wątpliwości. Z mentorem zyskujesz pewność, że ktoś z większym doświadczeniem to przeanalizował. To dodaje odwagi.
JAK ZNALEŹĆ MENTORA (NAWET JEŚLI MYŚLISZ, ŻE TO NIEMOŻLIWE)
Teraz pewnie „Ok Alex, brzmi świetnie. Ale JA nie znam nikogo takiego. Skąd mam wziąć mentora?”
Są dwie główne drogi:
DROGA #1: REKOMENDACJA Najlepsza, ale wymaga, żebyś wcześniej zbudował zaufanie u kogoś, kto zna potencjalnego mentora. To najtrudniejsza droga, bo wymaga rozbudowania własnych kontaktów, ale bardzo skuteczna.
DROGA #2: BEZPOŚREDNI KONTAKT Możesz napisać do kogoś bezpośrednio nie mając z nim wspólnych kontaktów. Ale uwaga – większość ludzi to robi źle.
Najskuteczniejszy mail, jaki kiedykolwiek dostałem, przyszedł od Karoliny – tak, od mojej obecnej żony. Składał się z 324 słów i zawierał cztery kluczowe elementy:
Element 1: Zrozumienie dla mojej zajętości, co od razu pokazało: szanuje mój czas. Nie będzie marnować go na ogólniki.
Element 2: 2-3 zdania o sobie (konkretne, nie ogólniki), czego tutaj nie będę cytować, ale to pokazało mi, że ma konkretną sytuację i dało pojęcie o jej wartościach
Element 3: Dwa mądre, konkretne pytania Nie „jak odnieść sukces” – ale pytania o moje zdanie i sugestie w 2 konkretnych sytuacjach z jej życia. To pokazało trzy rzeczy: (a) już myślała, (b) już próbowała, (c) potrzebuje kierunku, nie gotowej odpowiedzi na wszystko.
Element 4: Propozycja czegoś wartościowego w zamian, możliwość pomocy gdybym potrzebował czegoś związanego z prawem. To pokazało: ma coś do zaoferowania – nie tylko bierze. Więcej o tym piszę w naszej książce „Sukces w relacjach biznesowych”
W przypadku maila Karoliny długofalowy rezultat przeszedł wszelkie oczekiwania, zarówno jej jak i moje, ale to już zupełnie inna historia. Wróćmy do sedna sprawy:
KLUCZOWA ZASADA: MENTOR MUSI WIDZIEĆ W TOBIE WARTOŚĆ
Dobry mentor nie będzie tracił czasu na kogoś, kto tylko „bierze”. Musisz pokazać, że:
Masz potencjał rozwoju
Jesteś gotów działać (nie tylko słuchać)
Robisz coś dobrego dla innych (karma działa)
Traktujesz jego czas z szacunkiem
I najważniejsze: że chcesz się rozwijać w etyczny sposób. Bo nikt nie chce pomagać komuś, kto wykorzysta tę wiedzę do robienia krzywdy innym.
JAK SIĘ ZAKWALIFIKOWAĆ PO PIERWSZYM KONTAKCIE
Jeśli po pierwszym kontakcie otrzymasz odpowiedź, która nie jest uprzejmą odmową, to masz przed sobą kolejny etap, w którym musisz sprawić, aby ten człowiek chciał poświęcić swój czas i zająć się Tobą.
Ogólne kryteria większości mentorów:
Osobiste zaangażowanie – posiadanie przez Ciebie jakiejś interesującej wizji dalszego rozwoju i wykazanie się, że zacząłeś już sam coś robić w kierunku, w którym chcesz się rozwijać. Wielu mentorów działa trochę podobnie jak Unia Europejska – da Ci „dofinansowanie” wiedzą i kontaktami, jak masz kapitał własny i już zrobiłeś coś konkretnego.
Umiejętność przyjmowania bezpośredniej informacji zwrotnej – wielu ludzi, zwłaszcza młodszego pokolenia ma tę umiejętność dość słabo rozwiniętą, a dobry mentoring wymaga często bezpośredniej i otwartej komunikacji. Tu nie chodzi o głaskanie po głowie, tylko szczery feedback.
Gotowość zrobienia czegoś dobrego dla innych – jeżeli ktoś chce wsparcia mentora, ale z rozmowy nie wynika, że robił coś dla innych ludzi, to ma na starcie znacznie gorsze karty.
Elastyczność – wielu mentorów ma zazwyczaj sporo innych zajęć i dlatego często ważne jest, abyś wykazał się elastycznością, jeśli chodzi o czas i miejsce możliwych spotkań.
ZALECENIA DLA CIEBIE
Jeśli naprawdę chcesz przejść od pracy 250 dni w roku do 50 dni, to po ustawieniu właściwych priorytetów potrzebujesz dwóch rzeczy:
1. Naucz się używać AI do zdobywania wiedzy skodyfikowanej (informacje, techniki, narzędzia)
2. Znajdź mentora do zdobycia wiedzy ukrytej (intuicja, rozpoznawanie wzorców, doświadczenie)
Bez tego pierwszego będziesz tracił czas i pieniądze na drogie kursy. Bez tego drugiego, będziesz popełniał błędy, których inni już popełnili przed Tobą. Po co?
A połączenie tych dwóch? To prawdziwa superpower.
Jak już wspomniałem, napisałem o tym wszystkim znacznie więcej w naszej książce „Sukces w relacjach biznesowych”, gdzie cały rozdział poświęciłem temu, jak znaleźć mentora, jak z nim pracować, jak zakwalifikować się po pierwszym kontakcie, i dlaczego to może być najlepsza decyzja edukacyjna Twojego życia.
Pamiętaj: ludzie, którzy osiągnęli sukces, rzadko zrobili to w pojedynkę. Znalezienie odpowiedniego mentora i nauczenie się korzystania z dostępnych narzędzi może zrobić znacznie większą różnicę niż niejedne studia i kursy.
A jeśli chcesz zgłębić temat budowania autentycznych relacji i życia zgodnego z własnymi wartościami, to wszystko znajdziesz w naszych książkach, szczególnie w bestsellerowym Zestawie Sukcesu, pokazanym na obrazku poniżej.
Pozdrawiam serdecznie
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować takiej wiedzy. Czasem jedna taka wskazówka może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się tutaj , jest to bezpłatne :-)
PPS: Widzę, że coraz więcej ludzi korzysta z prostego triku, aby taniej kupić nasze książki na prezenty :-) Kupują taki korzystny cenowo zestaw jak na obrazku na końcu tego maila (klikając na niego) i każdą książkę przeznaczają na prezent dla innej osoby :-) My się nie gniewamy :-) Podobnie, jeśli potrzebujesz prezentów dla współpracowników i klientów, napisz do mnie, przy większych zamówieniach zrobimy specjalny rabat, możliwe jest też opakowanie prezentowe każdej książki.
Zanim zaczniemy, mam dla Ciebie też ważne informacje na końcu tego maila. A teraz wracamy do głównego tematu:
Zrób sobie taki mały eksperyment myślowy: Wyobraź sobie, że budzisz się w środku tygodnia, za oknem świeci słońce, a Ty nie masz żadnych pilnych zadań. Nie dlatego, że jesteś na urlopie czy wypaliłeś się zawodowo. Po prostu tak wygląda Twoje normalne życie. Możesz dziś pójść do teatru, wybrać się z partnerem nad morze, albo po prostu siedzieć w kawiarni i czytać książkę, która Cię fascynuje. Ale możesz też zrobić coś ciekawego, za co dostaniesz konkretne pieniądze. Twoje konto bankowe jest w porządku. Więcej niż w porządku.
Większość ludzi, słysząc taką opowieść, pomyśli, że to piękne marzenia, ale nierealne. Może dla kogoś, kto wygrał na loterii. Ale w moim przypadku to nie jest ani puste marzenie, ani rezultat szczęśliwego trafu. To są konsekwencje bardzo konkretnych decyzji, które w sumie prawie każdy może zacząć podejmować już teraz.
Wiesz, że przez wiele lat pracowałem zarobkowo około pięćdziesięciu dni w roku? Obecnie jeszcze mniej. Resztę czasu? Spędzam go w dużej mierze na interesujących mnie aktywnościach. Z moją żoną Karoliną spędzamy wiele czasu razem, tak już od wielu lat. Chodzimy do teatru około czterdziestu razy rocznie. Podróżujemy, zatrzymując się w hotelach w ciekawych miejscach. Pływamy na rejsach statkami. Latem spędzamy trzy miesiące w Międzyzdrojach. Trochę pracując, dużo ciesząc się życiem. Poza tym ciągle się uczę nowych rzeczy, rozwijam, mentoruję młodych przedsiębiorców. I od czasu do czasu mam bardzo ciekawe i lukratywne zadania.
Czy to brzmi jak życie szczęściarza? Może. Ale prawda jest taka, że to życie zbudowałem bardzo świadomie podejmując różne decyzje o których Ci powiem. Popełniając wiele błędów, ale jednak w sumie działając dość skutecznie. Ty Też możesz i o tym jest dzisiejszy newsletter.
BYŁEM NIEWOLNIKIEM WŁASNEJ FIRMY
Przez siedem lat prowadziłem w Austrii własną firmę software. I byłem jej niewolnikiem. Pracowałem na okrągło. Weekendy, noce, święta. Nie było dnia, żebym nie myślał o projektach, o klientach, o problemach do rozwiązania. Presja była niewyobrażalna – ciągłe robienie czegoś, ciągłe zarabianie, ciągłe udowadnianie sobie i innym, że jestem dobry.
Aż doszedłem do wniosku, że jak tak dalej pociągnę, to zabiję samego siebie. Może nie od razu fizycznie, ale zabijałem w sobie wszystko, co naprawdę ważne. Zacząłem zadawać sobie pytania, które większość ludzi chyba nigdy sobie nie zadaje. Pytania typu: dlaczego właściwie robię to, co robię? Czy naprawdę potrzebuję tych wszystkich pieniędzy?
I postanowiłem to zmienić. Bardzo szybko.
Zamiast prowadzić firmę zostałem konsultantem. Zacząłem odmawiać projektów, które nie pasowały do tego, co chciałem robić. Zacząłem pracować nad moją skutecznością a potem podnosić stawki, bo wolałem mieć mniej klientów, ale lepiej płacących. Zacząłem świadomie redukować moje wydatki. A uwierz mi, było z czego redukować, bo jako przedsiębiorca nie byłem pod tym względem rozsądny!
I wiesz, co było najciekawsze? Że im mniej pracowałem zarobkowo, tym lepsze miałem wyniki. To brzmi paradoksalnie, prawda? Ale kiedy masz więcej czasu, masz też więcej przestrzeni w głowie. Możesz być bardziej selektywny w wyborze klientów. Możesz pracować z ludźmi, z którymi naprawdę chcesz pracować, a nie z każdym, kto Ci zapłaci.
PIĘĆ DECYZJI, KTÓRE ZMIENIŁY WSZYSTKO
Pozwól, że podzielę się z Tobą pięcioma kluczowymi decyzjami, które zbudowały moje obecne życie. To nie są teoretyczne rozważania, tylko konkretne decyzje, które możesz zacząć podejmować już dziś.
PIERWSZA DECYZJA: PRZESTAŃ OPTYMALIZOWAĆ TWOJE ŻYCIE W KIERUNKU MAKSYMALIZACJI ZAROBKÓW, ZACZNIJ OPTYMALIZOWAĆ, ABY MIEĆ WIĘCEJ WOLNOŚCI.
Większość ludzi Jak mogę zarobić więcej?” Ja Ile minimalnie muszę zarobić, żeby żyć tak, jak chcę żyć?” I “Jak to zrobić najmniejszym nakładem czasu?”
Bo widzisz, zazwyczaj im więcej ludzie zarabiają, tym więcej wydają. Dostają podwyżkę, to kupują lepszy samochód. Zarabiają więcej, przeprowadzają się do większego mieszkania. I nagle potrzebują jeszcze więcej pieniędzy, żeby utrzymać ten “podwyższony” styl życia. To jest pułapka, w której tkwi większość społeczeństwa. Chcesz naprawdę dobrze żyć, to nie daj się w nią złapać.
Ja poszedłem dokładnie odwrotną drogą. Nigdy nie miałem presji na posiadanie drogiego samochodu. Mieszkam w Krakowie na Starym Mieście, gdzie prawie wszystko mam w zasięgu spaceru. Moją starą Laguną jeździmy w sumie na zakupy do Selgrosa i od czasu do czasu w odwiedziny do rodziny Karoliny. Na dalsze dystanse używam pociągów i samolotów. Czy stać mnie na „porządny” samochód z górnej półki? Jasne że tak. Czy potrzebuję takiego samochodu? Absolutnie nie. Moja Laguna i tak stoi tygodniami nieużywana pod domem.
Podobnie z mieszkaniem. Zawsze miałem prosto urządzone mieszkania w atrakcyjnych lokalizacjach, które z wyjątkiem Międzyzdrojów po prostu od kogoś wynajmowałem. Nie kupiłem żadnego na kredyt, nie wiązałem się zobowiązaniami na dwadzieścia czy trzydzieści lat. Wynajmowanie dawało mi wolność – wolność zmiany, wolność braku zmartwień o remonty i kredyty. I te pieniądze, które inni wkładali w raty kredytu ja mogłem przeznaczyć na podnoszenie mojej zdolności zarabiania i oczywiście też na urozmaicone życie. Na podróże z Karoliną, na rejsy statkami, gdzie możemy komfortowo odkrywać świat. i wiele innych aktywności.
DRUGA DECYZJA: BUDUJ TWOJĄ WARTOŚĆ RYNKOWĄ PRZEZ JAKOŚĆ I UNIKALNOŚĆ TEGO, CO ROBISZ
Od wielu lat przygotowuję klientów do konkretnych, poważnych negocjacji. To nie jest coś, czego nauczysz się z książki. To wynika z dziesięcioleci doświadczenia, z setek przeprowadzonych negocjacji i gotowości podejmowania wyzwań daleko poza strefą komfortu. Ale właśnie dlatego mogę sobie pozwolić na to, żeby mieć mało klientów, ale dobrze płacących.
Ty pewnie robisz coś zupełnie innego niż ja. Ale z pewnością są obszary, w których też masz, albo przynajmniej możesz mieć unikalną wartość. Może to jest Twoje doświadczenie w konkretnej branży. Może to jest Twoja umiejętność łączenia rzeczy, których nikt inny nie łączy. Może to Twoja wyjątkowa kombinacja kontaktów.
Jeśli czegoś takiego nie masz, to pomyśl, jak mógłbyś do tego dojść. Ja zacząłem w wieku trzydziestu pięciu lat w czasach, kiedy wiedza nie była tak łatwo dostępna jak teraz. Dziś możesz z powodzeniem wystartować nawet w znacznie późniejszym wieku. A jeśli brakuje Ci umiejętności “miękkich”, aby skutecznie tę unikalność sprzedawać na rynku, to nauczysz się z naszych książek. Linki znajdziesz na końcu tego maila.
TRZECIA DECYZJA: RELACJE JAKO FUNDAMENT STRATEGII ŻYCIOWEJ I BIZNESOWEJ, A NIE JAKO DODATEK
Dawno temu przestałem traktować relacje jako coś, co „załatwiam” po pracy. Zacząłem traktować je jako najważniejszą część mojego życia, wokół której buduję wszystko inne.
Bo szczerze powiem Ci, że ani mój sukces zawodowy, ani bycie w szczęśliwym związku z Karoliną to nie jest przypadek. To nie jest też kwestia szczęścia, a już na pewno nie mojego wyglądu. To jest przede wszystkim kwestia tego, że mam czas i energię, żeby każdego dnia budować tę i inne relacje.
Większość par, które znam, ledwo widzi się wieczorami. Są zmęczeni pracą, zestresowani problemami, rozproszeni telefonami. Niby spędzają razem czas, ale bardzo często tak naprawdę każde jest w swoim świecie. A potem się dziwią, że relacja się rozpada. My spędzamy bardzo dużo czasu razem. Nie dlatego, że nie mamy innych zainteresowań. Ale dlatego, że zbudowaliśmy życie, w którym możemy to robić. Chodzimy do teatru, podróżujemy, razem cieszymy się życiem. I to jest możliwe tylko dlatego, że nie jestem zajęty pracą dwieście pięćdziesiąt dni w roku, a Karolina też robi duże postępy w tym kierunku, ciągle utrzymując wysoką jakość świadczonych usług.
Bo zdajemy sobie sprawę z tego, że na końcu życia to nie będzie miało znaczenia, ile zarobiłeś pieniędzy. Będzie miało znaczenie, z kim i jak je spędziłeś. Jesteś tego świadomy?
CZWARTA DECYZJA: PRZESTAŃ MARNOWAĆ CZAS NA BEZMYŚLNĄ KONSUMPCJĘ
Już bardzo dawno temu przestałem oglądać telewizję. Nie siedzę też na forach internetowych, gdzie setki troli wymieniają się komentarzami. To brzmi jak drobiazg, prawda? Ale kiedy przestajesz pożerać godzinami wiadomości, to nagle masz mnóstwo czasu na rzeczy, które naprawdę rozwijają Ciebie jako człowieka. A ten rozwój jest bardzo ważny, niezależnie od Twojego wieku, nie zaniedbuj tego jak zrobiła większość ludzi.
Zobacz na mnie, za parę tygodni kończę siedemdziesiąt lat a mimo tego ciągle się uczę. Ostatnio zagłębiam się w sztuczną inteligencję, w nowe technologie. Nie dlatego, że muszę. Ale dlatego, że to mnie fascynuje i dobrze robi na sprawność umysłową.
Większość ludzi w moim wieku żyje wspomnieniami. Ja nie, bo mam ciągle ciekawe życie. Bo buduję nowe doświadczenia zamiast jak krowa na pastwisku wciąż przeżuwać stare.
PIĄTA DECYZJA: PRZESTAŃ SIĘ PRZEJMOWAĆ OPINIĄ INNYCH
Przestałem walczyć o uznanie w oczach innych ludzi. Przestałem się porównywać z innymi, przestałem gonić za symbolami statusu.
Bo prawda jest taka, że jak podejdziesz do życia przejmując się i porównując, to nigdy nie będziesz wystarczająco dobry dla wszystkich. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zarabia więcej, kto osiągnął więcej. To jest droga do frustracji i wypalenia!
Możesz jednak w pewnym momencie, tak jak ja powiedzieć: wystarczy. Jestem, jaki jestem, z wszystkimi niedoskonałościami najlepszą wersją tego kim jestem teraz. Żyję, jak chcę żyć. I to jest wystarczająco dobre dla mnie. To jest bardzo ważna zmiana w sposobie myślenia, bo kiedy przestajesz się przejmować opinią innych, nagle masz o wiele więcej wolności w podejmowaniu decyzji o własnym życiu.
CO TO OZNACZA DLA CIEBIE?
Teraz może Okej, Alex, ale to wszystko dotyczy Ciebie. Ty zbudowałeś już swoją pozycję, nie masz kredytu, nie masz małych dzieci. Co ja mogę zrobić?”
I to jest uzasadnione pytanie. Bo oczywiście Twoja sytuacja zapewne jest inna niż moja. Ale podstawowe zasady działania są takie same.
Jasne, że jeśli masz trzydzieści lat i kredyt hipoteczny, nie możesz nagle zacząć pracować tylko pięćdziesiąt dni w roku. Ale możesz na przykład zacząć świadomie redukować swoje wydatki. Możesz zacząć budować swoją unikalną wartość na rynku zamiast tylko “chodzić do pracy”. Możesz potem zacząć podnosić swoje stawki. Możesz zacząć odmawiać rzeczy, które nie pasują do tego, kim chcesz być.
I te decyzje, podejmowane systematycznie przez kilka lat, mogą zaprowadzić Cię tam, gdzie chcesz być. Może nie za rok, może nie za dwa lata. Ale za pięć lat, najdalej za dziesięć lat będziesz w zupełnie innym miejscu niż teraz. A i tak będziesz wtedy najprawdopodobniej młodszy niż ja teraz.
Bo widzisz, ja też nie zbudowałem tego życia w jeden dzień. To był proces, który trwał lata. Proces pełen błędów, wątpliwości, momentów, kiedy myślałem, że może jednak powinienem wrócić na utartą ścieżkę. Ale każda decyzja, którą podejmowałem, jakoś przybliżała mnie do tego, gdzie jestem teraz. Nawet, jeśli to była nieco pokręcona droga.
I chcę, żebyś wiedział, że nie musisz być perfekcyjny. Wystarczy, że zaczniesz podejmować lepsze decyzje niż dotychczas. Małymi krokami, ale systematycznie. Zacznij już dzisiaj!
Każda taka decyzja to będzie krok w kierunku życia na Twoich własnych warunkach. I suma tych małych kroków, podejmowanych przez lata, zmieni wszystko.
Powtarzam, że nie potrzebujesz szczęśliwego trafu, żeby żyć na własnych warunkach. Potrzebujesz odwagi, żeby podejmować mądre decyzje, czasem niezgodne z tym, czego oczekuje od Ciebie świat. Bo świat będzie Ci mówił, że musisz ciężko pracować. Że musisz się poświęcać. Że sukces wymaga wielu wyrzeczeń. Ale to wszystko to bzdura, w którą uwierzyło bardzo wielu wartościowych ludzi.
Prawdziwy sukces nie polega na tym, żeby być ciągle zajętym. Polega na tym, żeby mieć czas na rzeczy, które naprawdę mają dla Ciebie znaczenie. Na budowanie relacji, na rozwijanie się, na cieszenie się życiem każdego dnia, a nie tylko podczas wakacji.
I wiesz co? Kiedy zaczniesz tak żyć, ludzie będą mówili: 'Wow, ale Ty masz szczęście. Tobie się udało”. Ale Ty będziesz wiedział prawdę. Że to nie było szczęście. Że to był świadomy wybór. I że każdy może zrobić to samo, jeśli tylko będzie miał odwagę.
A jeśli chcesz zgłębić temat budowania autentycznych relacji i życia zgodnego z własnymi wartościami, to wszystko znajdziesz w naszych książkach. Szczególnie polecam „Sukces w relacjach biznesowych” – tam poznasz dokładnie, jak budować wartość, która pozwala na taką wolność, o której dziś pisałem.
Pamiętaj: życie nie zaczyna się na emeryturze. Reszta Twojego życia zaczyna się teraz. I od Ciebie zależy, czy będziesz je spędzał w biegu, czy zaczniesz budować życie, w którym każdy dzień jest wart przeżycia.
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować usłyszeć te słowa. Czasem jedno takie przekazanie może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się na tej stronie: https://newsletter.alexba.eu/
PPS: Idą Święta, jeśli chcesz zrobić komuś (sobie też) wartościowy prezent, który może zmienić życie, to zajrzyj do naszej księgarni, są tam nie tylko pojedyncze książki, ale też korzystne cenowo zestawy.Możesz też taniej kupić na przykład zestaw taki jak na obrazku na końcu tego maila (klikając na niego) i każdą książkę podarować innej osobie :-) Sprytne? My się nie pogniewamy :-) Podobnie, jeśli potrzebujesz prezentów dla współpracowników i klientów, napisz do mnie, przy większych zamówieniach zrobimy specjalny rabat, możliwe jest też opakowanie prezentowe każdej książki.
Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o czterech rzeczach dotyczących podejścia do samego siebie, których większości z nas nikt nigdy nie nauczył, a które mogą całkowicie zmienić sposób, w jaki żyjesz – uwolnić Cię od niepotrzebnego cierpienia, poczucia winy i potrzeby ciągłego udowadniania innym swojej wartości.
DLACZEGO PISZĘ AKURAT O TYM
Piszę o tym, bo sam przez to kiedyś w młodości przechodziłem i widzę to samo u wielu ludzi, z którymi pracuję, u znajomych, u Czytelników moich książek i newsletterów. Ludzie, w rezultacie wychowania bardzo często kompletnie nie rozumieją, co to znaczy kochać siebie, i mylą to z egoizmem, z samolubstwem, z obojętnością wobec innych.
A prawda jest taka, że kochanie siebie to jedna z najtrudniejszych, a jednocześnie najważniejszych umiejętności, jakie możesz w życiu opanować, bo od niej zależy dosłownie wszystko: Twoje relacje, Twoja praca, Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne, Twoja energia na życie, Twoja odporność na stres, Twoja zdolność do dawania innym czegoś wartościowego zamiast tylko swojego zmęczenia i frustracji. Przyjrzyjmy się czterem ważnym prawdom z tym związanym.
PIERWSZA: MIŁOŚĆ WŁASNA TO NIE EGOIZM, TYLKO CZĘSTO WARUNEK PRZETRWANIA
Pierwsza rzecz, której nikt nas nie uczył w szkole, w domu, w społeczeństwie, to fakt, że kochanie siebie, zdrowa porcja miłości własnej, to nie jest egoizm, tylko warunek przetrwania emocjonalnego, psychicznego, a czasem nawet fizycznego. W naszej polskiej kulturze mamy bardzo głęboko zakorzenione przekonanie, prawie wyssane z mlekiem matki, wmawiane przez rodziców, nauczycieli, media – że jeśli dbasz o siebie, jeśli stawiasz swoje potrzeby na pierwszym miejscu, jeśli nie poświęcasz się w dużym stopniu dla innych, to jesteś egoistą, któremu brakuje serca i sumienia.
I to wpojone nam od dzieciństwa przekonanie zabija wielu ludzi powolną śmiercią, bo sprawia, że przez całe życie dają z siebie więcej, niż mają, aż w końcu zostają kompletnie wypaleni, chorzy, rozczarowani i źli na cały świat, który „nie docenia ich poświęceń”. Ja sam byłem na tej ścieżce – myślałem, że nie mogę odmówić, gdy ktoś czegoś ode mnie potrzebuje, że to mój obowiązek dać mu to, nawet jeśli ja sam jestem zmęczony, zajęty, przeciążony, bo przecież tak robią dobrzy ludzie, prawda?
Kiedy zacząłem bardziej dbać o siebie: spać wystarczająco dużo, jeść normalnie, odpoczywać, a przede wszystkim mówić „nie” gdy czułem, że to za dużo, to okazało się, że nie tylko ja czuję się lepiej, ale również ludzie wokół mnie czują się lepiej, bo nagle mam dla nich prawdziwą energię, prawdziwą obecność, prawdziwe zainteresowanie, a nie tylko takie zmęczone „tak, słucham cię, ale po cichu myślę już o tym, jak szybko stąd wyjść, bo nie mam siły”.
Zapamiętaj więc: zdrowa porcja miłości własnej, wbrew powszechnej opinii, to nie jest egoizm, tylko warunek, żeby w ogóle móc funkcjonować jako zdrowy, zrównoważony człowiek, który ma coś wartościowego do dania światu i innym ludziom.
DRUGA: PRZESTAŃ CZEKAĆ NA CUDZE POZWOLENIE NA BYCIE SZCZĘŚLIWYM
Druga rzecz, której być może nikt Cię nie nauczył, to świadomość, że musisz przestać czekać na cudze pozwolenie na bycie szczęśliwym, na spokój wewnętrzny, na to, żeby żyć tak, jak naprawdę chcesz, a nie tak, jak inni od Ciebie oczekują. Jak się rozejrzysz wokół siebie, to zobaczysz, że większość ludzi żyje w takim dziwnym stanie zawieszenia, jakby czekała, aż ktoś: rodzice, partner, szef, społeczeństwo, czy Bóg dadzą im wreszcie pozwolenie na to, żeby poczuli się dobrze ze sobą, żeby przestali wymagać od siebie perfekcji w każdej sytuacji, żeby wreszcie zaczęli żyć pełnią życia zamiast tylko wypełniać jakieś role społeczne i starać się przetrwać kolejny dzień, tydzień czy miesiąc.
Ale ten moment nigdy nie pojawia się. Pamiętaj, że nikt z zewnątrz nie powinien mieć władzy nad Twoim wewnętrznym światem i nikt nie ma prawa dawać Ci pozwolenia na szczęście, bo to jest wyłącznie Twoja decyzja, Twój wybór, Twoje fundamentalne prawo jako człowieka.
Wielu ludzi przez całe życie czeka, często nieświadomie, na taki moment, w którym poczują, że już wystarczająco dużo zrobili, wystarczająco dużo się poświęcili, wystarczająco udowodnili swoją wartość światu, żeby móc sobie pozwolić na spokój, na odpoczynek, na życie bez ciągłego napięcia i stresu. I ten moment zazwyczaj nie nadchodzi, bo za każdym razem, gdy osiągają jakiś cel, od razu pojawia się kolejny, wyższy, trudniejszy, i znowu czują, że jeszcze nie zasługują, że jeszcze muszą więcej udowodnić, więcej osiągnąć, więcej dać.
Ja sam też tak żyłem, dopóki nie uświadomiłem sobie, że to ja sam muszę dać sobie to pozwolenie, że nikt inny tego nie zrobi, że to moja odpowiedzialność i moja decyzja, i że mogę przestać czekać i po prostu zacząć żyć. I wtedy się okazało, że przez wszystkie te lata, kiedy myślałem, że muszę coś udowodnić, muszę coś osiągnąć, żeby zasłużyć na wewnętrzny luz i życie na mój sposób, to tak naprawdę mogłem je mieć od samego początku, gdybym tylko pozwolił sobie na to, gdybym tylko uwierzył, że mam do tego prawo nie dlatego, że coś osiągnąłem, ale po prostu dlatego, że jestem człowiekiem.
Dlatego moje drugie zalecenie brzmi: przestań czekać na cudze pozwolenie na szczęście. Nikt Ci go nie da, bo to nie powinna być czyjaś decyzja tylko Twoja i każdy dzień, który tracisz na czekanie, to kolejny dzień Twojego jedynego życia, którego nie odzyskasz.
TRZECIA: POCZUCIE WINY JEST BEZUŻYTECZNE I SZKODLIWE
Kolejna rzecz, która może jest najtrudniejsza do zaakceptowania dla ludzi wychowanych w popularnej u nas kulturze winy, to fakt, że poczucie winy jest bezużyteczne i szkodliwe, i że jedyne, co ono tak naprawdę robi, to zakotwicza Cię w przeszłości i odbiera energię na życie w teraźniejszości tu i teraz.
Poczucie winy to, jak się zastanowisz, jedna z bardziej bezużytecznych emocji, jakie wymyślił człowiek, bo poczucie winy nie naprawia przeszłości (bo czasu nie da się cofnąć), nie pomaga drugiemu człowiekowi (bo Twoje cierpienie nie zmniejsza jego bólu), nie czyni Cię lepszą osobą (bo tylko paraliżuje), tylko po prostu zatruwa Ci życie i sprawia, że tkwisz w miejscu, powtarzając w kółko w głowie ten sam film o tym, jak zawaliłeś sprawę pięć, dziesięć czy nawet dwadzieścia lat temu.
Przyznaję, że przez wiele lat sam w to wierzyłem: że poczucie winy to dowód, że mam sumienie, że jestem dobrym człowiekiem, że nie jestem obojętny na to, co robię i jak wpływam na innych ludzi. Ale wyjaśnijmy różnicę między winą a odpowiedzialnością, to wszystko stanie się jasne i zrozumiałe.
Wina jestem zły, bo zrobiłem coś złego, i zasługuję na karę”. Odpowiedzialność mówi: „zrobiłem coś, co nie było dobre, ale mogę się z tego nauczyć i nie popełnić tego błędu znowu, a jeśli się da, to mogę też spróbować naprawić to, co zrobiłem, szczególnie jeśli ucierpiał też ktoś inny„. Widzisz różnicę? Wina zatrzymuje Cię w przeszłości jak w więzieniu bez możliwości zwolnienia. Odpowiedzialność daje Ci narzędzia zmiany w przyszłości i możliwość naprawy. Wina jest emocjonalnym samobiczowaniem się bez żadnego pozytywnego efektu. Odpowiedzialność jest produktywnym wykorzystaniem doświadczenia, nawet jeśli na pewno nie chciałbyś go powtórzyć.
Pociesz się, że podobnie jak wielu ludzi, ja też przez wiele lat nosiłem w sobie poczucie winy za różne rzeczy, które zrobiłem albo których nie zrobiłem; za projekt, który odpuściłem, za ludzi, których zawiodłem, za decyzje, które wydawały mi się błędne. I ta wina nie zmieniła niczego w przeszłości, nie pomogła nikomu, tylko po prostu zabierała mi energię, która mogła pójść na budowanie czegoś nowego, na naprawienie tego, co się da naprawić, na bycie lepszym człowiekiem w teraźniejszości.
Na szczęście w którymś momencie, przyznaję że dość późno jak na moje prawie siedemdziesiąt lat, uświadomiłem sobie, że mogę po prostu wybaczyć sobie różne liczne głupoty, które popełniałem nie tylko w młodości ale niestety też i w średnim wieku. Że mogę powiedzieć „tak, to się stało, nie jestem z tego dumny, ale już wystarczająco długo się za to karałem i teraz wybieram, żeby iść dalej bez tego ciężaru„. Wtedy poczułem taką ulgę, jakbym zdjął ciężki plecak pełen kamieni, który niosłem przez lata na plecach, a którego ciężaru nawet już nie zauważałem, bo był tak naturalną częścią mnie.
Polecam Ci więc abyś wypróbował takie właśnie nastawienie: poczucie winy jest bezużyteczne i szkodliwe. Zamień je na odpowiedzialność, wyciągnij lekcję z każdego doświadczenia, napraw to, co się da naprawić, przeproś ludzi, którym zrobiłeś krzywdę, a potem idź dalej jako dobry człowiek. Człowiek, który nauczył się czegoś ważnego, a nie jako ktoś, kto wciąż odgrywa w głowie ten sam stary, bolesny film.
CZWARTA: PRZESTAŃ ŻYĆ WEDŁUG CUDZYCH OCZEKIWAŃ
Czwarta rzecz, której zazwyczaj nikt nas nie uczył ani w szkole ani w domu, to to, że trzeba przestać żyć według cudzych oczekiwań i zacząć żyć według własnych wartości, własnych celów, własnego rozumienia dobrego życia, które może być zupełnie inne niż to, co media i społeczeństwo nazywają sukcesem. Większość ludzi żyje życiem, które zostało zaprojektowane przez innych – rodziców, nauczycieli, społeczeństwo, media, influencerów – i często dopiero w wieku czterdziestu, pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat budzą się z tego snu i chwila, chwila, czy ja w ogóle chcę tego życia, które prowadzę? Czy to naprawdę są moje cele, czy tylko wmówiono mi, że powinny być?„
Często największym problemem nie jest to, że ludzie nie osiągają swoich celów, tylko to, że osiągają cudze cele, myśląc przez całe życie, że to są ich własne; że spędzają całe życie wspinając się po drabinie sukcesu, ciężko pracując, poświęcając się, rezygnując z przyjemności, a potem docierają wreszcie na szczyt i odkrywają, że drabina stała cały czas pod złą ścianą, że to nie było to, czego naprawdę chcieli, tylko to, czego inni od nich oczekiwali, co uznawali za „normalne”, za „przyzwoite”, za „odpowiedzialne”.
Ja tak do mniej więcej trzydziestu paru lat, też żyłem według pewnego scenariusza, który wydawał mi się naturalny, oczywisty, jedyny możliwy dla przyzwoitego człowieka; studiuj pilnie, pracuj ciężko, buduj karierę, zarabiaj coraz więcej, osiągaj coraz wyższe cele, udowadniaj swoją wartość światu, nie odpuszczaj, nie zwalniaj, bo inaczej jesteś nieudacznikiem. I robiłem to wszystko, i osiągałem te cele, ale gdzieś w środku czułem dyskomfort, poczucie, że to nie jest to, że żyję życiem, które może według kryteriów społeczeństwa jest dobre i godne szacunku, ale nie jest moje, że spełniam czyjeś oczekiwania, ale nie swoje marzenia, nie swoje prawdziwe pragnienia.
Dopiero w pewnym momencie, kiedy zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, co ja naprawdę chcę, jakie życie chcę prowadzić, co jest dla mnie ważne, a co nieważne, wreszcie do mnie dotarło, że przez wiele lat, podobnie jak większość ludzi wokół mnie, żyłem według cudzego scenariusza, który mi wmówiono jako dziecku czy jako młodemu człowiekowi, a który nigdy nie był moim własnym, autentycznym wyborem.
I kiedy zacząłem żyć według własnych wolność, autentyczność, głębokie relacje z bliskimi ludźmi, spokój wewnętrzny, czas na przyjemności, to okazało się, że życie stało się nagle lżejsze, prostsze, przyjemniejsze, choć z zewnątrz może wydawać się mniej imponujące niż wcześniej, mniej widowiskowe, mniej godne pochwał w mediach społecznościowych. Ja to nazywam życiem w niespektakularnym dobrobycie. Jasne, że zwłaszcza na początku, to potrzeba odwagi, żeby żyć według własnych reguł, a nie według cudzych oczekiwań; żeby powiedzieć „nie” rzeczom, które inni uważają za ważne, ale które Ty wiesz, że nie są dla Ciebie istotne; i co najważniejsze, żeby wybrać prostsze życie zamiast takiego bardziej widowiskowego i na pokaz.
Ale w rezultacie ja na przykład pracowałem przez wiele lat zarobkowo tylko pięćdziesiąt dni w roku (tak, słyszysz dobrze, pięćdziesiąt dni, a nie pięćdziesiąt tygodni), resztę czasu miałem dla siebie, dla bliskich, dla samorozwoju i wielu przyjemności, które też są ważne w życiu, choć wielu ludzi o tym zapomina. I wiele osób nie rozumiało i nie rozumie do dzisiaj, dlaczego mając takie stawki konsultingowe nie pracuję więcej, skoro mógłbym zarabiać o wiele, wiele więcej. A ja po prostu wybrałem życie według swoich wartości, a nie według cudzych oczekiwań i społecznych norm. I tam zarobienie jak największej kwoty pieniędzy nie było priorytetem. I to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć w swoim życiu. Napiszę o tym może więcej w następnym newsletterze.
Dlatego i Tobie z całego serca zalecam: przestań żyć według cudzych oczekiwań. Odkryj szczerze, bez oszukiwania siebie, co jest naprawdę ważne dla Ciebie. I zacznij żyćj według tego, nawet jeśli inni nie będą Cię rozumieć albo nawet krytykować.
CO MOŻESZ ZROBIĆ JUŻ DZIŚ
Jeśli czytasz te słowa i czujesz, że to wszystko brzmi pięknie w teorii, ale nie wiesz, od czego zacząć w praktyce, to mam dla Ciebie kilka bardzo konkretnych kroków, które możesz zastosować już dziś, jeszcze zanim skończysz czytać ten newsletter:
KROK 1 – SPRAWDŹ SZCZERZE SWÓJ BILANS DAWANIA I BRANIA
Weź kartkę papieru (tak, fizyczną kartkę, nie notes w telefonie) i napisz szczerze odpowiedzi na te pytania:
Ilu osobom powiedziałeś „tak” w tym tygodniu, choć czułeś w środku, że to za dużo?
Kiedy ostatnio zrobiłeś coś tylko dla siebie, bez poczucia winy, że „marnujesz czas”?
Czy masz w swoim tygodniu choć jedną godzinę zarezerwowaną tylko dla siebie, która faktycznie nie jest dostępna dla innych?
Jeśli nie masz dobrych odpowiedzi na te pytania, to znak, że pod tym względem równowaga w Twoim życiu jest zachwiana i musisz pilnie to zmienić.
KROK 2 – NAPISZ LISTĘ SWOICH PRAWDZIWYCH WARTOŚCI
Nie tego, co „powinno” być ważne, ale tego, co naprawdę jest dla Ciebie ważne. Nie pokazuj tej listy nikomu, nie oceniaj siebie, po prostu napisz szczerze. Przykłady: wolność, spokój, przygoda, bezpieczeństwo finansowe, relacje, tworzenie, pomaganie, natura, sztuka. Ale nie bój się też napisać tych bardziej hedonistycznych rzeczy, ja też takie mam ;-) Wybierz 5 najważniejszych. A potem sprawdź szczerze: czy Twoje życie, a zwłaszcza Twój kalendarz odzwierciedlają te wartości? Jeśli nie, to zastanów się, co możesz zmienić?
KROK 3 – WYBACZ SOBIE JEDNĄ RZECZ Z PRZESZŁOŚCI
Pomyśl o jednej sytuacji z przeszłości, za którą wciąż karzesz się w myślach. Napisz na Wybaczam sobie [co zrobiłeś], ponieważ [dlaczego to zrobiłeś wtedy], i wybieram aby iść dalej z tą lekcją, ale bez tego ciężaru winy”. Przeczytaj to na głos. Jeśli czujesz opór, to normalnie – to oznacza, że trafiłeś w prawdziwy problem. Przeczytaj jeszcze raz, głośniej.
PODSUMOWANIE
To są cztery rzeczy o miłości własnej, które mogą całkowicie zmienić Twoje życie, tak jak kiedyś zmieniły moje:
miłość własna to nie egoizm tylko warunek przetrwania,
przestań czekać na cudze pozwolenie na szczęście,
poczucie winy jest bezużyteczne więc zamień je na odpowiedzialność,
przestań żyć według cudzych oczekiwań tylko odkryj swoje prawdziwe wartości.
Powodzenia w odnajdywaniu i rozwijaniu miłości własnej, a potem w budowaniu naprawdę szczęśliwego życia, które będzie Twoje, a nie kopią cudzych oczekiwań.
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować usłyszeć te słowa. Czasem jedno takie przekazanie może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się na tej stronie: https://newsletter.alexba.eu/ A jeśli interesuje CIę coś z poprzednich wydań, to znajdziesz to w Archiwum Newslettera
Jeśli masz czterdzieści albo i więcej lat to w tym newsletterze pokażę Ci pięć obszarów, w których Twoje dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat doświadczenia daje Ci w zarabianiu pieniędzy przewagę, której nie ma żaden dwudziestoparolatek. I to prawie wszystko jedno, czy pracujesz na etacie czy na własną rękę. Dowiesz się też, jak tę przewagę rozbudowywać, żeby nie konkurować z młodszymi na ich zasadach, ale wygrywać grając na swoich zasadach na takim boisku, które da Ci przewagę.
A jeśli masz mniej lat niż 40, to też przeczytaj ten newsletter, abyś wiedział co warto zrobić, aby po czterdziestce nie wylądować zawodowo w przysłowiowej czarnej d… i żeby móc maksymalnie wykorzystać swój potencjał już dzisiaj, ucząc się na doświadczeniach starszych kolegów.
Wielu z nas, ludzi w średnim albo tak jak ja, w “nieco” zaawansowanym wieku miewa pewnie myśli typu “Może się zestarzałem. Może moja wiedza już się nie liczy. Może powinienem ustąpić miejsca tym młodym i pełnym energii ludziom?”
To byłby poważny błąd. Piszę to z perspektywy człowieka, który ma prawie siedemdziesiąt lat, który całe życie pracował jako freelancer i przedsiębiorca, i który z własnego doświadczenia wie, że tak wcale nie musi być. Nie ze względu na jakieś pocieszające bzdury w stylu „wiek to tylko liczba”, ale z bardzo konkretnego, praktycznego powodu: Twoje odczucia mogą być spowodowane tym, że prawdopodobnie konkurujesz nie tam, gdzie powinieneś. Próbujesz grać w ich grę, zamiast grać w swoją.
Bo prawda jest prosta: na terytorium tych młodszych ludzi, takich jak technologia, szybkość, najnowsze trendy, łatwo możesz przegrać. Podobnie przegrasz starając się o pracę na etacie w jakimś miejscu, gdzie ta praca w sumie niewiele dokłada się do rezultatu przedsiębiorstwa i gdyby ją zlikwidować, to prawie nikt by tego nie zauważył. I wiesz co? Wcale nie musisz tam wygrywać. To jest ich boisko, daj im tam powalczyć. Ty masz przecież swoje, zbudowane na Twoich przewagach, o których zaraz porozmawiamy. I musisz sobie uświadomić, gdzie ono jest i że jest ono znacznie bardziej wartościowe, niż myślisz. Zobaczmy o jakie przewagi może chodzić.
PIERWSZA PRZEWAGA: ROZPOZNAWANIE WZORCÓW W SKOMPLIKOWANYCH SYTUACJACH
Kiedy młody przedsiębiorca przychodzi do mnie i mówi: „Mam genialny pomysł na biznes, będę robił X”, ja zazwyczaj po pierwszych pięciu minutach rozmowy wiem już, jakie będą jego trzy największe wyzwania, gdzie mu czegoś zabraknie, gdzie się potyka większość ludzi na tej drodze, którą on chce pójść. I wiem nie dlatego, że jestem mądrzejszy. Wiem dlatego, że to wielokrotnie widziałem. Albo u siebie, albo u klientów, albo u znajomych.
Widziałem, jak projekty zaczynają się z wielkim entuzjazmem i po sześciu miesiącach kończą niepowodzeniem, bo na przykład założyciel nie przewidział trzech kluczowych rzeczy, które wydawały mu się nieistotne na starcie, a które doświadczona osoba widzi na pierwszy rzut oka.
Dwudziestoparolatek, nawet najbardziej inteligentny, raczej tego wyczucia nie ma. On może przeczytać książki, obejrzeć filmy, posłuchać podcastów – ale to nie to samo. To jak różnica między teoretyczną wiedzą o prowadzeniu samochodu a faktycznym doświadczeniem dwudziestu lat jeżdżenia po drogach w różnych warunkach atmosferycznych. Teoretyk może Ci powiedzieć, jak powinno się zachować auto na oblodzonej drodze. Praktyk czuje to w rękach, wie instynktownie, kiedy puścić gaz, kiedy nie hamować, kiedy to jeszcze jest bezpieczne, a kiedy już nie.
I ta umiejętność instynktownego rozpoznawania wzorców jest bezcenna w biznesie, w zarządzaniu ludźmi i w negocjacjach. Często słyszę od młodszych klientów, z którymi coś robię: „Skąd to wiedziałeś? Skąd wiedziałeś, że on tak zareaguje, że to się tak potoczy?” A ja nawet nie zawsze potrafię dokładnie wyjaśnić, skąd to wiem. Po prostu wiem. Bo widziałem to tak wiele razy w bardzo różnych kontekstach. Jak masz doświadczenie, to pewnie będzie podobnie.
Jak rozwijać tę umiejętność dalej?
Po pierwsze, prowadź w jakiejś formie dziennik projektowy albo biznesowy. Kiedy projekt się powiedzie, to zapisz dokładnie dlaczego. Kiedy coś pójdzie nie tak, to przeanalizuj co konkretnie było sygnałem ostrzegawczym, który przegapiłeś albo zignorowałeś. Po kilku latach prowadzenia takiego dziennika masz niesamowitą bazę wiedzy, do której możesz wracać. Na rozpoczęcie takiego działania nigdy nie jest za wcześnie, to jest uwaga jeśli jesteś młodszym Czytelnikiem tego newslettera :-)
Po drugie, celowo wystawiaj się na nowe sytuacje, nawet jeśli są poza Twoją bezpośrednią specjalizacją. Każda nowa sytuacja daje Ci nowy wzorzec do rozpoznania. Ja na przykład, kiedy miałem prawie sześćdziesiąt lat, zdecydowałem się na zupełnie nowy projekt. Z zerową wiedzą na ten temat zacząłem prowadzić ten kanał na YouTube, który aktualnie oglądasz. Ta praca nad filmami nauczyła mnie rozpoznawać nowe wzorce, nie tylko jeśli chodzi o wyzwania techniczne, ale też na przykład jak myślą ludzie, którzy dorastali w zupełnie innej rzeczywistości technologicznej i społecznej niż ja.
DRUGA PRZEWAGA: ODCZYTYWANIE PRAWDZIWYCH INTENCJI I BUDOWANIE RELACJI OPARTYCH NA ZAUFANIU
Młodzi ludzie są może dobrzy w szybkim networkingu, choć i to nie zawsze, zwłaszcza jeśli chodzi o całkiem młode generacje, które w swojej masie mają z tym spory problem. Co prawda pójdą oni na konferencję, wymienią się kontaktami z pięćdziesięcioma osobami, dodadzą ich na LinkedIn, wyślą wiadomość. I to jest okej. Ale głębokie, długofalowe relacje biznesowe to przecież coś zupełnie innego.
Ja mam klientów, z którymi pracuję od dziesięciu, piętnastu, a nawet trzydziestu lat. To nie są przypadkowe kontakty z konferencji, bo na konferencje nie chodzę, chyba że jako zaproszony prelegent. To są ludzie, którzy wiedzą, że mogą na mnie polegać, którzy znają moją wartość, którzy wiedzą, że kiedy przychodzą do mnie z problemem, to ja nie wcisnę im szybkiego powierzchownego rozwiązania, tylko powiem prawdę – nawet jeśli ta prawda będzie niewygodna. A potem, jeśli zechcą to ten problem rozwiążę.
I to właśnie jest coś, czego młodsi ludzie często jeszcze nie rozumieją: że prawdziwa wartość w biznesie leży w zaufaniu, a zaufanie buduje się latami, a nie kilkoma postami na Instagramie, czy Linkedin.
Jeśli chodzi o odczytywanie intencji, to kiedy masz trzydzieści, czterdzieści czy pięćdziesiąt lat doświadczenia w pracy z ludźmi, to jeśli jesteś w miarę przytomny, to widzisz rzeczy, których młodsi nie widzą. Widzisz, kiedy ktoś mówi jedno, a myśli drugie. Widzisz, kiedy negocjacje idą dobrze, a kiedy jest to tylko udawanie, że idą dobrze. Widzisz, kto jest solidnym partnerem, a kto będzie próbował Cię wykiwać przy pierwszej okazji. To jest doświadczenie, które jest niezwykle cenne.
Jak to dalej rozwijać?
Po pierwsze, bądź mentorem dla młodszych. Nie tylko z pobudek altruistycznych – choć to też jest piękne, ale też dlatego, że mentoring to najlepszy sposób, żeby zrozumieć, jak myśli młodsze pokolenie. Ja uczę się od moich mentorowanych prawie równie dużo, co oni ode mnie. Pokazują mi, jak wygląda świat z ich perspektywy, jakie mają wyzwania, jak komunikują się, jak podejmują decyzje. To pomaga mi rozwiązywać problemy w ich świecie, tobie też pomoże.
Po drugie, świadomie buduj relacje międzypokoleniowe. Nie zamykaj się tylko w towarzystwie ludzi w swoim wieku. To jest pułapka, w którą wpada wielu dojrzałych profesjonalistów. Jeśli chcesz rozwijać umiejętność wczuwania się w ludzi, musisz wchodzić w interakcje z różnymi ludźmi – różnymi wiekowo, kulturowo, zawodowo. To da CI też dodatkowe perspektywy patrzenia na życie. Ja, będąc koło 40 dzięki kontaktom z ogarniętymi ludźmi starszymi o ok 20 lat uniknąłem bardzo wielu wpadek i porażek, co umożliwiło mi bardzo dobre życie.
TRZECIA PRZEWAGA: ODPORNOŚĆ PSYCHICZNA I SPOKÓJ W NIEPEWNYCH SYTUACJACH
Młodzi ludzie często są przekonani, że mają wszystko pod kontrolą. Mają plan, mają strategię, czasem mają nawet plan awaryjny dla głównego planu. I to jest piękne. Ale życie ma to do siebie, że regularnie rozwala nam te plany. I wtedy okazuje się, kto potrafi się podnieść, a kto się załamuje.
Kiedy masz za sobą czterdzieści, pięćdziesiąt lat życia, to niemal na pewno przeszedłeś już przez kilka poważnych kryzysów. Może straciłeś pracę. Może miałeś projekt, który zakończył się niepowodzeniem. Może przeżyłeś rozwód, chorobę, śmierć bliskiej osoby. I wiesz co? Przeżyłeś. Wstałeś i poszedłeś dalej. I teraz, kiedy przychodzi kolejny kryzys, a w biznesie czy pracy zawsze jakiś przychodzi, to już nie jesteś tak przerażony jak dwudziestoparolatek, któremu po raz pierwszy coś naprawdę nie wychodzi i którego nikt nie przygotował na taki scenariusz. To jest ogromna przewaga, z której wiele osób nie zdaje sobie sprawy.
Ja pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych musiałem wyjechać z Polski jako uchodźca. Zostawiłem wszystko. Zacząłem od zera w Austrii, nie znając dobrze języka, bez pieniędzy, bez kontaktów. To była brutalna lekcja życiowa. Ale nauczyła mnie czegoś podstawowego: że póki jesteśmy w miarę zdrowi, to zawsze można zacząć od nowa. Że kiedy wszystko się wali, to wcale nie jest koniec. To może być po prostu nowy początek.
I ta wiedza, ta głęboka pewność, że „to też przetrwam i poradzę sobie”, to jest coś, czego zazwyczaj nie mają młodzi ludzie, często nadmiernie ochraniani przez rodziców. Oni dopiero muszą to zdobywać, a wielu z nich przy poważniejszych trudnościach ucieka w używki albo po prostu się załamuje. Ty tę odporność już masz. I w biznesie, w zarządzaniu, w prowadzeniu projektów właśnie taka odporność psychiczna jest bezcenna. Kiedy przychodzi kryzys, Ty nie panikujesz. Ty działasz.
Jak świadomie rozbudowywać taką odporność?
Po pierwsze, regularnie wystawiaj się na umiarkowany stres. Nie chodzi o to, żebyś celowo tworzył sobie sytuacje kryzysowe, ale o to, żebyś nie unikał trudnych sytuacji. Kiedy pojawia się projekt, który stanowi dla Ciebie wyzwanie, bierz go dla treningu. Każda taka sytuacja wzmacnia Twoją odporność psychiczną.
Druga metoda to świadoma analiza poprzednich kryzysów. Wróć do najtrudniejszych momentów w Twoim życiu zawodowym i osobistym. I zadaj sobie pytanie: co dokładnie sprawiło, że przez to przeszedłeś i sobie poradziłeś? Jakie zasoby w sobie znalazłeś? Kto Ci pomógł? Ta analiza daje Ci świadomość, że jesteś znacznie silniejszy, niż myślisz.
CZWARTA PRZEWAGA: UMIEJĘTNOŚĆ WIDZENIA DŁUGOFALOWYCH KONSEKWENCJI DECYZJI
Młodzi ludzie często myślą o tu i teraz. Ty w razie potrzeby potrafisz myśleć w znacznie szerszych horyzontach czasowych, bo masz już pewną perspektywę. Widziałeś, jak decyzje podjęte dziesięć, dwadzieścia lat temu zaowocowały – albo i nie zaowocowały. Widziałeś, jak drobne kompromisy etyczne na starcie biznesu prowadzą do ogromnych problemów za pięć, dziesięć lat. Widziałeś, jak relacje budowane latami dają owoce w najmniej spodziewanych momentach.
Ja dzięki takiemu długofalowemu podejściu przez wiele lat pracowałem zarobkowo tylko pięćdziesiąt dni w roku i to wystarczało. Resztę czasu miałem dla siebie, dla podróży, dla cieszenia się życiem. Młodsi ludzie, kiedy im to mówię, patrzą na mnie jak na kosmitę i pytają „Jak to możliwe?” A to jest możliwe właśnie dlatego, że od dawna patrzyłem perspektywicznie i przez lata budowałem relacje, reputację, bazę klientów, którzy do mnie wracają. Od bardzo dawna nie szukam nowych projektów, bo to projekty przychodzą do mnie. I to jest efekt trzydziestu, czterdziestu lat pracy. Zobacz, gdzie mógłbyś zrobić coś podobnego.
Młody człowiek, nawet genialny, nie zbuduje tego w rok, w dwa, w pięć. To wymaga czasu. I mam nadzieję, że Ty już ten czas też już zainwestowałeś, bo to jest Twoją przewagą. Dlatego nie próbuj udawać, że jesteś taki jak oni. Pokaż, że masz coś, czego oni nie mają i na co będą w najlepszym wypadku potrzebować lata, żeby to zdobyć.
Jak rozwijać długofalową perspektywę?
Po pierwsze, celowo myśl w dłuższych horyzontach czasowych niż Ci się wydaje że są naturalne. Kiedy myślisz o projekcie, nie pytaj się tylko „co to da za trzy miesiące”, ale „co z tego może wyniknąć za trzy lata”. Kiedy podejmujesz decyzję biznesową, zastanów się nie tylko nad kwartalnymi wynikami, ale nad tym, jak to wpłynie na Twoją reputację za kilka lat.
Po drugie, znów ucz się od ludzi starszych od siebie. To jest coś, czego po czterdziestce prawie nikt nie robi. Kiedy masz czterdzieści, czy pięćdziesiąt lat, to łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że już wszystko wiesz. A prawda jest taka, że zawsze znajdziesz kogoś, kto jest o dziesięć, dwadzieścia lat dalej na drodze, którą Ty chcesz przejść. Szukaj takich ludzi, nawet jeśli nie ma ich wielu. Pytaj ich o perspektywę. Ja, jak już wspomniałem, dzięki takiemu podejściu uniknąłem wielu błędów i ślepych uliczek w życiu i właśnie wyrobiłem sobie całkiem inne spojrzenie na rzeczywistość.
PIĄTA PRZEWAGA: UMIEJĘTNOŚĆ INTEGROWANIA RÓŻNYCH PERSPEKTYW I ZNAJDOWANIA NIESZABLONOWYCH ROZWIĄZAŃ
Młodzi ludzie, częściowo też przez nasz system szkolnictwa, są często fenomenalni, ale przeważnie tylko w wąskiej specjalizacji. Znają świetnie jedną dziedzinę – marketing internetowy, programowanie, design. Ale biznes, prawdziwe życie zawodowe, to przecież nie jest jeden wąski obszar. To jest splot wielu różnych rzeczy naraz.
Ja w moim życiu zmieniałem zawody kilkakrotnie. Naprawiałem nielegalnie samochody, byłem programistą, byłem konsultantem IT, budowałem jacht, prowadziłem szkolenia z negocjacji, pracowałem jako freelancer dla kilkunastu różnych branż. I każda z tych przygód nauczyła mnie czegoś innego. Każda dała mi inne narzędzia, inne spojrzenie. Nawet jeśli nie miałeś aż tak urozmaiconego życia, to zapewne masz też niezłą kombinację doświadczeń. Zastanów się nad tym, co to mogłoby być.
U mnie, kiedy klient przychodzi do mnie z problemem, nie patrzę na niego tylko przez pryzmat jednej specjalizacji. Widzę ten problem z wielu różnych perspektyw jednocześnie. Potrafię powiązać coś z zarządzania projektami z czymś z psychologii, z czymś z negocjacji, z czymś z technologii, a także rozwiązaniami z zupełnie innej branży. I nagle znajdujemy rozwiązanie, którego nikt wcześniej nie widział, bo wszyscy patrzyli tylko z jednej strony.
To jest coś, czego młodzi jeszcze nie mają, nawet jak są dobrze wykształconymi specjalistami. Oni bardzo często tkwią głęboko w swojej niszy, i to czasem jest wystarczające, ale tylko do czasu, aż trzeba połączyć kropki z kilku różnych obszarów naraz. Wtedy potrzebują kogoś takiego jak Ty. Kogoś, kto widział różne światy i potrafi je ze sobą spleść. Widzisz to? Potrafisz to wykorzystać?
Jak rozwijać tę umiejętność?
Po pierwsze, z rozmysłem ucz się rzeczy, które wydają się nie mieć związku z Twoją główną dziedziną działalności. Ja na przykład w wieku prawie siedemdziesięciu lat zacząłem się uczyć stosowania sztucznej inteligencji i to nie dlatego, że chciałem stać się programistą AI, ale dlatego, że chciałem zrozumieć, jak ta technologia zmienia biznes i relacje. I wiesz co? Jak to robisz regularnie to te nowe perspektywy pozwalają Ci łączyć kropki w sposób, którego nikt inny w Twoim otoczeniu nie widzi.
Po drugie, ćwicz sztukę prostego tłumaczenia skomplikowanych rzeczy. Weź coś, co znasz naprawdę dobrze, i spróbuj wytłumaczyć to nastolatce, swojej babci, przyjacielowi z zupełnie innej branży. Jeśli potrafisz, to znaczy, że naprawdę to rozumiesz. Jeśli nie potrafisz, oznacza to, że siedzi Ci w głowie tylko zestaw fachowych terminów, a nie prawdziwe zrozumienie, a takich “ekspertów” ludzi jest wielu. Jak jesteś tym drugim “przypadkiem”, to lepiej to szybko zmień!
PODSUMOWANIE I PRAKTYCZNE WNIOSKI
Więc kiedy następnym razem poczujesz, że młodsi Cię wyprzedzają technologicznie, zatrzymaj się na moment i przypomnij sobie: oni może wiedzą, jak obsługiwać najnowsze narzędzie, ale Ty, w uproszczeniu, wiesz, kiedy to narzędzie ma sens w ogóle używać. Jakie jakie przedsięwzięcia warto kontynuować, a jakie można odpuścić. I właśnie za tę mądrość zarówno klienci jak i pracodawcy płacą najwięcej.
Dlatego nie musisz wygrywać z nimi w ich grze. Nie musisz być najszybszy w kodowaniu, najlepszy w nowych aplikacjach, najbardziej na czasie w trendach. Musisz być kimś innym, – kimś, kto wie, które bitwy warto toczyć i jak je strategicznie rozegrać. Kimś, kto rozumie ludzi, nie tylko narzędzia. Kimś, kto myśli szeroko, a nie w bardzo wąskim zakresie. Kimś zdolnym do wynajdywania nieszablonowych rozwiązań.
Oczywiście każdy z tych pięciu obszarów wymaga świadomej, regularnej pracy. To nie jest tak, że masz czterdzieści, pięćdziesiąt lat i jesteś przez to automatycznie mądrzejszy. Musisz aktywnie rozwijać te umiejętności: prowadzić dziennik, budować różnorodne relacje, świadomie pracować nad odpornością, myśleć długofalowo, uczyć się rzeczy pozornie niepowiązanych. Ale jeśli to robisz, Twoja przewaga nad innymi będzie rosła z każdym rokiem. Tak, wbrew ogólnemu mniemaniu nie będzie malała z wiekiem, tylko będzie rosła. Zobacz choćby na mnie!
I to jest coś, czego młodzi ludzie nie mogą Ci łatwo zabrać, bez względu na to, jak szybko uczą się najnowszych technologii. Dlatego zapamiętaj:
Twój wiek to nie problem. To może być Twoja największa przewaga. Pytanie tylko, czy umiesz ją wykorzystać. Jeśli jeszcze nie, to we własnym interesie się tego naucz!
Jeśli chcesz usłyszeć więcej tych przemyśleń z dodatkowymi przykładami i wskazówkami, jak każdą z tych przewag dalej rozbudowywać – koniecznie obejrzyj mój najnowszy film na YouTube “Jesteś po czterdziestce? 5 obszarów gdzie wygrasz z młodszymi (NIE TYLKO W PRACY)”, gdzie opowiadam o tym wszystkim znacznie szerzej. Film będzie na moim kanale od piątku 14.11 godz. 17
A jeśli temat budowania autorytetu i wartości w dojrzałym wieku jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy jest Ci bliski, to gorąco polecam Ci naszą książkę „Sukces w relacjach biznesowych”, która jest praktycznym podręcznikiem też i tego, jak efektywnie zarabiać pieniądze na życie, wykorzystując dokładnie te przewagi, o których dzisiaj pisałem. Ta wiedza będzie takim turbodoładowaniem tego, co jako dojrzały człowiek, już wiesz o efektywnym zarabianiu pieniędzy na życie.
A jak nie masz czasu na czytanie, to od natychmiast książka jest też dostępna do słuchania jako audiobook, który też możesz kupić na tej stronie. Ponad 8 godzin słuchania nagrania, czytanego przez profesjonalnego lektora.
Specjalnie dla subskrybentów tego newslettera stworzyłem też kod rabatowy AUDIO25, który do 18.11 do 23:59 da Ci 10% rabatu na ten audiobook.
Z innych ciekawostek, nasz nowy Sklep Kliniki Negocjacji jest już praktycznie gotowy. Nie tylko zmieniliśmy wygląd tak, że nie muszę się już z tego powodu wstydzić, ale też od soboty wprowadzamy zmianę w sposobie dostarczania ebooków. Nie będziemy ich jak ostatnio personalizować ręcznie, tylko system natychmiast po otrzymaniu zapłaty wyśle klientowi spersonalizowany PDF ze znakiem wodnym. Jeśli ktoś będzie potrzebował pliku EPUB albo MOBI, to będziemy go generować i wysyłać bezpłatnie na życzenie. To odpowiada życzeniom wielu klientów.
W tym miejscu jeszcze raz dziękuję Krzysztofowi Bartnikowi i jego zespołowi z firmy IMKER za wzorcowe wsparcie nas w tym procesie. Jeśli kiedykolwiek chcesz coś sprzedawać w internecie (książki, ebooki, audiobooki, kursy, przedmioty fizyczne), to naprawdę warto się z nim skontaktować. To nie jest wpis sponsorowany, tylko rekomendacja zachwyconego klienta.
Tyle na dzisiaj. Do zobaczenia w kolejnym newsletterze i powodzenia w budowaniu życia, na które zasługujesz.
Alex
PS: Jeśli znasz kogoś, komu takie informacje mogą się przydać, to poleć mu zapisanie się na ten bezpłatny newsletter. Może wyświadczysz mu przysługę.
Wskazówki co zrobić, gdy partner biznesowy Cię wykorzystuje lub gra nie fair
Parę informacji ode mnie
W mailu 2 tygodnie temu pokazałem Ci siedem czerwonych flag ostrzegających o tym, że jesteś wykorzystywany w relacji biznesowej. To była diagnoza, teraz czas na kurację. Dzisiaj chcę dać Ci plan działania, który możesz zastosować dopasowując tylko szczegóły do Twoich okoliczności. Bo widzisz, rozpoznanie problemu to dopiero pierwszy krok. Drugi krok, ten trudniejszy, to skuteczne działanie, które ochroni Twoje interesy i w ten czy inny sposób zakończy toksyczną sytuację raz na zawsze. Ten drugi krok wielu ludziom sprawia trudności.
Dlaczego to jest takie trudne?
Przez ponad czterdzieści lat mojego życia zawodowego widziałem wielu inteligentnych ludzi, którzy dawali się wykorzystywać w biznesie. I zawsze było kilka powodów dlaczego. Po pierwsze, wykorzystującym może być ktoś, kogo taki człowiek lubi jako osobę. Po drugie, ofiara już dużo zainwestowała (czasu, pieniędzy, energii) i trudno jej się z tym rozstać. Szczególnym przypadkiem jest też sytuacja, kiedy ofiara nie stworzyła żadnych alternatyw do drugiej strony, co zazwyczaj jest strategicznym błędem biznesowym. Po trzecie, ofiara ma nadzieję, że ten człowiek się zmieni. I po czwarte, może jej skutecznie wmówiono, że to ona jest problemem.
Więc zanim zaczniemy – jeśli rozpoznałeś te czerwone flagi o których pisałem w tamtym mailu i opowiadałem w filmie, to nie zakładaj, że jesteś zbyt przewrażliwiony, albo zbyt wymagający. Załóż że Twoje odczucia najprawdopodobniej są uzasadnione. Twoje granice są normalne. I oczywiście masz pełne prawo ich bronić. Będziemy to robić w kilku krokach.
KROK 1: Przestań się obwiniać
Zakładamy dalej, że z różnych powodów nie możesz natychmiast przerwać takiej współpracy i coś trzeba z tym zrobić. W takim przypadku pierwszy krok to uporanie się z Twoimi własnymi emocjami i częstą przesadną samokrytyką. Pewnie Jak mogłem być taki naiwny? Powinienem był zauważyć to wcześniej”. To naturalny sposób myślenia, przejmujący też odpowiedzialność, co samo w sobie jest dobre, ale w przesadzie błędny i szkodliwy.
Posłuchaj mnie uważnie: to, że dałeś się wciągnąć w toksyczną relację biznesową, niekoniecznie świadczy o Twojej głupocie. To przede wszystkim świadczy o nieetyczności drugiej strony. Ty działałeś w dobrej wierze, założyłeś że druga strona też tak działa, to jest normalny punkt wyjścia. Pamiętasz rozdział “Optymalna ogólna strategia postępowania z innymi ludźmi” z naszej książki “Sukces w relacjach biznesowych”? Tam opisałem sprawdzoną strategię, abyś w przyszłości nie musiał czytać takich maili jak ten :-)
Więc przestań marnować energię na poczucie winy. Pomyśl, że teraz masz wiedzę, której wcześniej nie miałeś. Wykorzystaj tę lekcję na przyszłość. Ale oczywiście na razie skoncentruj się na rozwiązaniu obecnej sytuacji.
KROK 2: Zacznij dokumentować wszystko
Drugi krok, to rozpocznij systematyczne dokumentowanie wszystkiego, co dzieje się z tym problematycznym partnerem biznesowym i to bez wyjątku. Dlaczego?
Po pierwsze, daje Ci obiektywny obraz sytuacji.
Po drugie to Twoja ochrona prawna na wypadek późniejszych komplikacji.
Po trzecie, samo dokumentowanie zmusza Cię do uważnego przyglądania się temu, co się dzieje.
Jak to robić? Pierwsza zasada: każde ustalenie potwierdzasz mailowo. Przykład: „Dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Potwierdzam, że ustaliliśmy: termin realizacji to koniec marca, wynagrodzenie X tysięcy złotych, płatność w ciągu 14 dni. Jeśli coś źle zrozumiałem, daj mi znać do jutra do południa, w przeciwnym razie zakładam, że to są nasze ostateczne ustalenia„.
Zwróć uwagę na dobór słów, bo nie jest on przypadkowy. Nie pytasz „czy się zgadzasz” tylko stwierdzasz fakty i dajesz krótki termin na korektę. Jeśli druga strona nie odpowie, to masz potwierdzenie że zrozumiałeś dobrze. Jeśli skoryguje, to masz temat do rozmowy z nim aby to wyjaśnić, a jeśli zacznie się wykręcać „po co to pisać, przecież sobie ufamy”, to już jest kolejna czerwona flaga.
Druga rzecz: prowadź sobie prosty dokument, gdzie zapisujesz chronologicznie istotne zdarzenia. Data, co się stało, Twoje reakcje. Wystarczą punkty jak na przykład: „15 stycznia – poprosił o obniżenie ceny o 20%, argumentując trudnościami. Zgodziłem się. 3 lutego – ja poprosiłem o przedłużenie terminu o tydzień. Odmówił, powołując się na swoje zasady”. Po miesiącu być może sam zobaczysz wzorce, które na bieżąco mogłyby umknąć Twojej uwadze.
Trzecia rzecz: zachowuj wszystkie maile, wiadomości, SMS-y. Wszystko. Może nigdy nie będzie Ci to potrzebne, ale jeśli będzie, to będziesz miał pod ręką. To jest sugestia #MążAdwokata :-)
KROK 3: Postaw jedną, ostateczną granicę
To najważniejszy moment, rozmowa, w której stawiasz jasną, ostateczną granicę. Nie pierwszą, nie drugą, ale JEDNĄ jedyną. Bo jeśli to będzie kolejna z wielu rozmów w rodzaju „tym razem naprawdę …”, nic się nie zmieni. Pewnie już to przerabiałeś.
W ramach przygotowania wypisz sobie konkretne punkty, które Ci przeszkadzają. Nie ogólniki „nie szanujesz mnie”, tylko fakty. „Trzy razy w tym miesiącu dzwoniłeś po 22, mimo mojej prośby o kontakt w godzinach pracy”, „Pięć razy prosiłeś o dodatkową pracę bez wynagrodzenia”, „Dwukrotnie zmieniłeś warunki po fakcie”. Fakty, daty, liczby.
Potem zapisz co konkretnie chcesz, żeby się zmieniło. „Chcę, żebyś kontaktował się między 9 a 18, chyba że wcześniej uzgodnimy wyjątek”, „Każda praca poza zakresem musi być wyceniona i potwierdzona”, „Wszystkie ustalenia potwierdzamy mailowo w ciągu 24h”. To mają być jasne i mierzalne oczekiwania. Przećwicz to przed lustrem, mówiąc na głos. To mówienie na głos jest ważne!
I kluczowe: w ramach przygotowań pomyśl o konsekwencjach, które wyciągniesz jeśli rozmowa zakończy się niepowodzeniem albo niepożądane zachowania będą się powtarzać. Musisz być gotowy je wyegzekwować. Jeśli powiesz „następnym razem zakończę współpracę”, a potem tego nie zrobisz, to pokazujesz że Twoje granice są miękkie i łatwo negocjowalne. Wtedy masz kolejny prawdziwy problem. Więc zanim ta rozmowa nastąpi, upewnij się że masz plan B – innych klientów, innych dostawców itp. W kwestiach zarabiania na życie koniecznie trzeba dbać o różne opcje, inaczej jesteś osobą, którą łatwo szantażować.
Sama rozmowa: umów się na konkretny czas (nie musi być natychmiast, ale daj dwa, trzy dni wyprzedzenia maksimum). W rozmowie zacznij Dobrze, że znaleźliśmy czas aby porozmawiać”. Potem stwierdzaj fakty bez Jest kilka rzeczy, które sprawiają, że nasza współpraca nie działa tak, jak powinna”. Kontynuujesz przytaczając przygotowane wcześniej fakty. Obserwuj reakcję – jeśli zaczyna atakować, obwiniać Ciebie, grać na emocjach, to relacja prawdopodobnie jest nie do uratowania.
Jeśli zaś słyszysz „przepraszam, naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, co mogę zrobić”, to dobry znak. Wtedy przechodzisz do konkretów, które wcześniej Potrzeba jasnych zasad. Po pierwsze… Po drugie… Czy możesz się do tego zobowiązać?”. Nie akceptuj ogólników typu „będę uważał”, albo “postaram się”, potrzebujesz od drugiej strony jasnego zobowiązania.
I najważniejsze, w fundamentalnych sprawach nie bój się wspomnieć o Jeśli się porozumiemy, to dajmy sobie szansę. Ale jeśli te ustalenia nie będą przestrzegane, zakończę współpracę bez dalszych rozmów. Mówię to całkiem poważnie”. Powiedz to spokojnie, bez agresji, ale stanowczo. To ma być chłodna informacja, a nie grożenie.
Po rozmowie, natychmiast wyślij mail z Dziękuję za rozmowę. Potwierdzam zasady: [lista]. Rozumiem, że obaj zobowiązujemy się do ich przestrzegania. Jeśli masz jakieś uwagi do tego co napisałem, to proszę zgłoś je do jutra do końca dnia.”.
KROK 4: Obserwuj przez krótki okres co się dzieje
Czwarty krok, to krótka obserwacja. Przez dwa tygodnie, maksymalnie miesiąc. Dlaczego tak krótko? Bo jeśli ktoś naprawdę chce się zmienić, pokaże to bardzo szybko. Przestrzeganie takich rzeczy jak godziny kontaktu czy potwierdzanie mailowe nie wymagają przecież miesięcy przestawiania się, to kwestia świadomej decyzji. Nawet w bardziej złożonych sprawach powinieneś zaobserwować zmianę na lepsze stosunkowo szybko. Nie czekaj wiecznie!
stara się” – tylko CZY PRZESTRZEGA), jak reaguje gdy zwracasz uwagę na naruszenie (szczere przeprosiny czy wymówki?), jaka jest ogólna atmosfera (czy czujesz wewnątrz ulgę czy ciągłe napięcie?).
Po tym okresie, przychodzi czas na jasną decyzję. Albo kontynuujemy, albo kończymy. Nie ma „jeszcze trochę poobserwuję”. To “obserwowanie” zazwyczaj jest tylko marnowaniem czasu.
KROK 5: Zakończ jeśli nie ma poprawy
Jeśli nic się znacząco nie zmieniło, to musisz zakończyć współpracę. Zrozum: koszty pozostawania w toksycznej relacji biznesowej długofalowo praktycznie zawsze przewyższają koszty wyjścia z niej. Każda złotówka którą tracisz tu, to złotówka którą mógłbyś zarobić gdzie indziej. Każda godzina stresu to Twoje zdrowie.
Jak zakończyć? Krótko, rzeczowo, bez wdawania się w Po naszej rozmowie z 5 września miałem nadzieję, że ustaliliśmy jasne zasady. Niestety, kilkakrotnie doszło do sytuacji pokazujących, że stosowanie się do nich nie jest dla Ciebie priorytetem. Dlatego podjąłem decyzję o zakończeniu współpracy. Rozliczamy projekty w toku, a potem każdy idzie swoją drogą. Życzę powodzenia”.
To jest oczywiście bardzo prosty, wręcz banalny przykład sformułowań, abyś wiedział o co chodzi, w praktyce musisz dopasować wypowiedzi do Twojej konkretnej sytuacji. A w bardzo skomplikowanej sytuacji nie wahaj się zasięgnąć wcześniej rady dobrego adwokata! Ale tak czy inaczej, trzymaj się takiej zwięzłej formy. Nie daj wciągnąć w dyskusje „dlaczego”, „daj jeszcze szansę”. Już dałeś. Została zmarnowana. Koniec.
Jeśli jesteś teraz w takiej sytuacji, że rozstanie jest konieczne, to zdaję sobie sprawę, że te kroki nie są łatwe. Ale wierz mi, koszty pozostawania przewyższają koszty wyjścia z takiej relacji. Wykonaj te kroki. Chronisz swoje interesy, czas, energię. I to nie jest egoizm, to odpowiedzialność za swoje życie i biznes.
Jeśli chcesz zobaczyć film z dodatkowymi przykładami,obejrzyj go od 7.11 godz. 17:00 na moim kanale YouTube. A jeśli nie widziałeś pierwszego filmu jak rozpoznać te sygnały alarmowe, to jest on podlinkowany na ekranie końcowym. Razem te dwie części dają Ci kompletny system.
Sprawy organizacyjne
Z innych spraw, to wreszcie wychodzę z potężnego przeziębienia, które trochę mnie przyblokowało i spowodowało różne zaległości. Ciągle jestem niektórym z Was winien maila, nadrobię to w najbliższym czasie. Proszę o cierpliwość.
Postanowiłem przygotować dla Was film pod roboczym tytułem “Jak budować autorytet po 40-tce – kiedy młodsi są lepsi technicznie”. Biorąc pod uwagę rozkład demograficzny moich Widzów i Czytelników, powinien to być pożyteczny temat. Mam nadzieję nagrać go na następny piątek. Więcej o tym za tydzień. Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania do tego tematu, to napisz do mnie i to w miarę szybko. Może zdążę je uwzględnić w nagraniu.
Chwilę temu miałem przyjemność skorzystać z wiedzy Michała Szermelka, który mimo młodego wieku, jest znakomitym marketingowcem w tym zakresie którym się on zajmuje. Ze wstydem przyznaję, że w rezultacie powstała tak długa lista jego zaleceń (czyli moich błędów i zaniechań), że powinienem się wstydzić :-) No ale pokonawszy choróbsko zabrałem się za jej realizację. Między innymi już w następnym tygodniu powinniście zobaczyć na przykład całkiem nowe wydanie sklepu nad którym pracują już ludzie z obsługującej nas logistycznie firmy IMKER, pod wodzą nieocenionegoKrzysztofa Bartnika, któremu też jestem ogromnie wdzięczny za okazane wsparcie, znacznie wykraczające poza to, co możnaby się spodziewać nawet od bardzo dobrej firmy!
Omówienie przykładu popełniania bardzo ważnego błędu, który niszczy wiele relacji
Rekomendacje 3 nieoczywistych kanałów, które między innymi oglądam
Na początek muszę Ci o czymś opowiedzieć, bo stało się coś, co jest idealną ilustracją jednego z najbardziej destrukcyjnych mechanizmów w relacjach międzyludzkich.
Kilka tygodni temu zapowiedziałem w newsletterze, że zorganizuję kolejne Spotkanie z Widzami i Czytelnikami w Warszawie. Obiecałem też, że również osoby, które się nie zakwalifikowały poinformuję o tym mailowo. Zapisało się sporo osób, prawie 3 razy tyle niż miałem miejsc i mimo zrobienia dodatkowego spotkania następnego dnia musiałem odmówić wielu z Was. Tak jak obiecałem napisałem o tym, ale niestety nie wszystkim :-( Mea culpa, nie był to żaden przejaw lekceważenia, zobacz poniżej, niemniej bardzo za to przepraszam.
Zobaczmy jak to wyglądało z mojej strony.
W czwartek byłem umówiony z klientem we Wrocławiu a w środę złapała mnie jakaś wirusówka żołądkowa. Jak się mówi “shit happens”, w tym wypadku dosłownie, ale Alex dotrzymuje słowa, nafaszerowałem się stoperanem i pojechałem. Po drodze dokończyłem zapraszać ludzi na spotkanie w Warszawie i zacząłem odpisywać tym, którym musiałem odmówić. Ale tego nie dokończyłem. W czwartek mieliśmy bardzo produktywny dzień, mimo mojego dalszego kiepskiego samopoczucia. Odwołanie spotkania w Warszawie nie wchodziło w rachubę, więc prosto stamtąd w piątek pojechaliśmy do stolicy. Zanim w ogóle zdążyłem dojść do siebie, przyszło jeszcze potężne przeziębienie. Nie było to nic dramatycznego, ale na tyle wybiło mnie z rytmu, że włączając mój “tryb awaryjny”, nie mogąc dobrze spać po nocach. Jeśli chodzi o mailową odpowiedź do wszystkich, którzy się nie zakwalifikowali, to została z tyłu głowy jako „zrobię to, jak tylko poczuję się lepiej”. Tylko że „lepiej” nie przyszło wystarczająco szybko.
Spotkania się odbyły. Były fantastyczne. Nie tylko te z Widzami, ale też inne, bardziej kameralne. Ale kilka osób, które nie dostały ode mnie wiadomości, wyciągnęło własne wnioski i o tym chcę chwilę porozmawiać.
Jedna z Pań w komentarzu na FB napisała: „Przykro, tylko, że nie poinformowaliście (tak jak obiecaliście mailem), kogo odrzucacie a kogo nie. Szczerze, liczyłam na wiadomość mailową z czystego szacunku, ponieważ napisałam z zapytaniem i niestety nie doczekałam się odpowiedzi.”
Inna napisała coś, co naprawdę mnie zamurowało: „Ja też tak miałam, ale wydaje mi się, że zostałam odrzucona, bo nie jestem zbyt ciekawą osobą. Prawda jest taka, że łatwo się mówi, żeby otaczać się ciekawymi ludźmi, próbować dotrzeć do takich co można się czegoś nauczyć, ale jak przyjdzie co do czego to tacy ludzie cię nie wybiorą, bo twoja wartość obiektywna jest zerowa. Wiadomo, że bogaci i wykształceni jednoczą się z takimi samymi. Zdziwiłabym się, gdyby do takiego grona dołączyła sprzątaczka, czy sprzedawczyni albo hydraulik. Ale przecież podobno ograniczenia są tylko w naszej głowie.”
I teraz zatrzymaj się na moment.
Bo to jest właśnie ta chwila, w której brak jednej informacji (dlaczego nie dostałaś maila) został zastąpiony całą narracją o tym, jak działa świat, kim jestem ja, i jaka jest wartość tej osoby.
Wszystko to – na podstawie jednego brakującego maila.
Rozumiem frustrację. Naprawdę rozumiem. I przykro mi, że niektórzy nie dostali odpowiedzi. Gdy ktoś obiecuje coś i nie dotrzymuje słowa, to nieładnie, nawet jeśli chodzi o coś, co jest robione za darmo. Ale zobacz, co się tutaj stało: zamiast zapytać „co się stało?”, zamiast pomyśleć „może jest jakiś powód, którego nie znam”, ta osoba w kilka sekund zbudowała całą teorię na temat mojej rzekomej pogardy dla ludzi „niższej wartości”, mojego elitaryzmu, i swojej rzekomej bezwartościowości.
I to nie jest tylko jej problem. To jest dość powszechny ludzki problem.
Ktoś nas pozornie ignoruje, to od razu . Szef nas pomija przy projekcie, to . Partner się nie odzywa przez kilka godzin, to Coś się stało, na pewno jest zły”.
I jak jest w wielu przypadkach? Kompletnie się mylimy.
Bo szef być może pomyślał, że mamy już za dużo na głowie i chciał nas oszczędzić. Partner być może zostawił telefon w pracy i dopiero wieczorem zauważył. A ja? Byłem chory, wyczerpany, i próbowałem zrobić to, co najważniejsze – jednak przeprowadzić te cholernie dobre spotkania, które obiecałem. I przeprowadziłem!
Ale moim stanie nikt o tym nie wiedział. A ja po powrocie do Krakowa wyłożyłem się totalnie i dopiero dziś stanąłem naprawdę na nogi. Brak zapowiedzianego filmu w piątek, to też rezultat tego stanu.
Wracając do sedna sprawy, teraz przychodzi kluczowe pytanie: co tracisz, gdy w podobnych sytuacjach wyciągasz wnioski zbyt szybko? Tracisz co najmniej trzy rzeczy:
1. Tracisz możliwość poznania prawdy
Gdy decydujesz, że już wiesz, dlaczego coś się stało, przestajesz zadawać pytania. A bez pytań nie ma zrozumienia. Jest tylko Twoja wersja, która w większości przypadków jest daleka od rzeczywistości.
Co by się stało, gdyby ta osoba napisała mi prosto: „Alex, nie dostałam odpowiedzi. Co się stało?”
Dostałaby wyjaśnienie. Być może nawet zaproszenie na kolejne spotkanie. Ale zamiast tego wybrała gotową historię i zamknęła sobie drogę do jakiejkolwiek dalszej realnej interakcji.
2. Tracisz relacje, które mogłyby się rozwinąć
Jeśli zakładasz z góry, że ktoś Cię lekceważy, że jesteś „za mało ciekawa” albo „za mało wartościowa” – działa to jak samospełniająca się przepowiednia. Wycofujesz się. Zamykasz się i w ten sposób faktycznie odbierasz sobie szansę na kontakt z ludźmi, którzy mogliby Ci coś dać.
Nie dlatego, że oni Cię odrzucili. Ale dlatego, że Ty sama podjęłaś decyzję za nich.
3. Tracisz swoją energię i pewność siebie
Zobacz, co robi z Tobą takie myślenie: zamiast myśleć „ciekawe, co się stało?”, myślisz „jestem nic niewarta”. Zamiast „może to była pomyłka”, myślisz „bogaci ludzie tacy jak on nigdy nie wybiorą kogoś takiego jak ja”.
I nagle nie jesteś już osobą, która nie dostała maila. Jesteś osobą, która właśnie udowodniła sobie samej, że jest gorsza od innych.
A przecież to nieprawda.I to bardzo kosztowna nieprawda! Znasz biblijne powiedzenie”stanie się według wiary twojej”?
Co możesz z tym zrobić?
Zacznijmy od tego, że sam cierpiałem kiedyś na taką przypadłość, jak zbyt szybkie wyciąganie wniosków tego rodzaju. Życie, ale też rozmowy o prawie z Karoliną, moją żoną -adwokatem, nauczyły mnie na szczęście czegoś lepszego.
Pierwsze zalecenie: Zanim wyciągniesz wniosek z czyjegoś zachowania, to zatrzymaj się i zapytaj.
To brzmi banalnie, ale większość ludzi tego nie robi. Większość ludzi woli mieć swoją interpretację, nawet jeśli jest bolesna, niż przyznać, że czegoś nie wiedzą. A wielu po prostu nie potrafi zapytać i to nawet w ojczystym języku. Jak się tego łatwo i skutecznie nauczyć opisałem w “Sukces w relacjach międzyludzkich”, to tak na marginesie.
Prawda jest taka, że zazwyczaj życie jest zbyt skomplikowane, żeby wyciągać wnioski na podstawie jednej sytuacji. Ludzie chorują. Zapominają. Mają swoje problemy. Czasami po prostu nie dają rady.
I to często nie ma nic wspólnego z Twoją wartością.
W moim przypadku: nie pominąłem nie odpisując nikogo dlatego, że był „nieco niższy” czy „mniej ciekawy”. Pominąłem ludzi, bo byłem chory i nie dałem rady odpisać wszystkim. Mam sporo zaległości korespondencji z całego tygodnia, nie tylko związanej w Wami. Gdybym czuł się lepiej – odpisałbym. Gdybym miał więcej czasu z klarownym umysłem – też.
Ale nie miałem. I to wszystko.
Więc jeśli kiedykolwiek poczujesz, że ktoś Cię zignorował, pominął, odrzucił, zanim zbudujesz sobie w głowie całą historię o tym, jak mało jesteś wart i jak niesprawiedliwy jest świat – po prostu zapytaj.
„Co się stało?” „Czy wszystko w porządku?” „Może coś przeoczyłeś?”
Bo często okaże się, że historia, którą sobie wymyśliłeś, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
I oszczędzisz sobie mnóstwo bólu, frustracji, i straconych relacji.
Dziś nie zapraszam Cię na najnowszy film, bo nie byłem w tym tygodniu w stanie takiego nagrać, ale zamiast tego polecę Ci kilka nieoczywistych kanałów, które między innymi śledzę, bo znacząco wzbogacają moje zrozumienie świata. Na spotkaniu uczestnicy prosili o to, jak się spodoba, to mogę kontynuować w przyszłości. Oto moje rekomendacje na dziś:
Peter Zaihan, ekspert od geopolityki. Napisał kilka ciekawych książek, z których 2 przeczytałem z zainteresowaniem. Na jego kanale publikuje regularnie omówienia ciekawszych wydarzeń ze świata, miał też wartościową serię filmów o metodach które stosuje Rosja, aby wywrzeć od środka wpływ na różne państwa, wliczając w to USA za prezydentury Trumpa. To jest gość, który zdecydowanie wie o czym mówi, jeśli miałbyś oglądać tylko jeden kanał o geopolityce, to właśnie ten.
Elvira Bary, mieszkająca w USA Rosjanka, która na swoim kanale znakomicie opisuje po angielsku różne aspekty historii, mentalności i aktualnej rzeczywistości Rosji. Za komuny mieliśmy nieco podobnie, choć nie tak ekstremalnie, warto się z tym zapoznać, aby uświadomić sobie z jakim niebezpieczeństwem mamy do czynienia i jak niektórzy próbowali wprowadzić tutaj podobne porządki.
Jacek Prusak, niezwykły jezuita i psychoterapeuta, który wygłasza fenomenalne kazania, wartościowe nie tylko dla katolików. Zawsze na popołudniowej mszy w małym kościele niedaleko rynku w Krakowie wypowiadał się bardzo otwarcie nie owijając w bawełnę i chyba z tego powodu został “zesłany” do odprawiania mszy o 7:30 w Bazylice. Ale na szczęście zadziałał tu znany Efekt Barbary Streisand, bo tam jest transmisja na żywo :-) Ktoś regularnie ściąga z niej jego kazania i umieszcza na YouTube, teraz zamiast kilkudziesięciu ludzi w kościele słucha ich 6-8 tysięcy :-) Jak chcesz się dowiedzieć, “co powstrzymało św. Franciszka z Asyżu od pójścia do burdelu” (cytat z homilii) to obejrzyj nagranie 1.11.25
Tyle na dziś, pozdrawiam Cię wracając zdecydowanie do pełni sił
Alex
PS: Zaległości w korespondencji postaram się nadrobić w ciągu przyszłego tygodnia
Jak rozpoznać, że partner biznesowy Cię wykorzystuje
Informacja o spotkaniu w Krakowie 3.11
JAK ROZPOZNAĆ, ŻE PARTNER BIZNESOWY CIĘ WYKORZYSTUJE
Porozmawiajmy o czymś, o czym rzadko się mówi otwarcie w świecie biznesu, a mianowicie o tym, jak rozpoznać, że jesteś wykorzystywany w relacji biznesowej. Nie chcesz przecież stracić kolejnych miesięcy, pieniędzy i nerwów na toksyczną współpracę. To dotyczy zarówno sytuacji, kiedy pracujesz na etacie jak i tych, kiedy prowadzisz samodzielną działalność więc lepiej poczytaj dalej.
DLACZEGO JEST TAK TRUDNO TO ZAUWAŻYĆ?
Wiedz, że najtrudniejsze do rozpoznania nie są te sytuacje, gdzie ktoś po prostu Cię okrada czy oszukuje. Te są stosunkowo oczywiste. Najtrudniejsze są te relacje, gdzie wszystko wygląda normalnie „na papierze”. Gdzie druga strona jest miła. Gdzie Ty czujesz się winny, że w ogóle tak myślisz, że cos mogłoby być nie tak.
Przez ponad czterdzieści lat mojego zawodowego życia – najpierw jako freelancer w IT, potem jako konsultant i negocjator, widziałem bardzo wiele takich relacji. Sam, na samym początku swojej kariery też kilka razy dałem się wciągnąć w podobne układy, zanim nauczyłem się rozpoznawać sygnały ostrzegawcze. I to nie była kwestia mojej naiwności czy braku inteligencji. Po prostu nie miałem wtedy tej wiedzy, którą mam teraz.
Karolina, moja żona, która jako adwokat od lat zajmuje się sprawami biznesowymi, potwierdzi Ci, że w jej kancelarii też spora część spraw dotyczy właśnie relacji biznesowych, które kiedyś wyglądały normalnie, ale z czasem przerodziły się w koszmar. I prawie zawsze na samym początku były wyraźne sygnały ostrzegawcze, które zostały zignorowane. Zrób to lepiej w oparciu o to, co przeczytasz.
SIEDEM SYGNAŁÓW OSTRZEGAWCZYCH, KTÓRYCH NIE POWINIENEŚ PRZEGAPIĆ
Pozwól, że pokażę Ci siedem konkretnych sygnałów, które mówią, że prawdopodobnie jesteś wykorzystywany. To są dość typowe wzorce zachowań, które możesz zaobserwować w wielu relacjach związanych z zarabianiem pieniędzy.
SYGNAŁ 1: Asymetria w „dawaniu i braniu”
To jest pierwszy i najważniejszy sygnał. Zauważasz, że Ty zawsze „musisz zrozumieć” jego sytuację, ale on nigdy nie rozumie Twojej. Ty dajesz rabaty, przedłużasz terminy, wychodzisz naprzeciw, a on prawie nigdy. Przykład? Partner prosi Cię o obniżenie ceny „bo teraz są trudne czasy”. Zgadzasz się. Dwa miesiące później Ty potrzebujesz wydłużenia terminu płatności o tydzień. A partner odmawia mówiąc „Nie mogę sobie na to pozwolić. Biznes to biznes”.
Widzisz tę asymetrię? On może prosić i dostaje. Ty prosisz raz o to samo i słyszysz odmowę opakowaną w profesjonalnie brzmiące usprawiedliwienia. Co z tym zrobić? Sprawdź to w prosty sposób. Po prostu zobacz jak ten człowiek zareaguje, gdy następnym razem, gdy poprosi Cię o coś, zapytaj wprost o sytuację, kiedy prosiłeś o coś praktycznie takie samo, jak to o co prosił Ciebie. Tutaj podam CI przykład, w filmie który ukaże się w piątek o 17 jest ich więcej,:
Kiedy prosi o rabat powiedz:„Jasne, mogę rozważyć obniżenie ceny. Przy okazji, pamiętasz jak pół roku temu prosiłem Cię o dziesięć procent rabatu, bo miałem trudny miesiąc? Wtedy powiedziałeś, że Twoje ceny są stałe i nie ma negocjacji. Co się zmieniło, że teraz prosisz mnie o coś bardzo podobnego?”
Przyjrzyj się uważnie reakcji :-)
SYGNAŁ 2: Biznesowy gaslighting
Druga bardzo poważna czerwona flaga to coś, co można nazwać gaslightingiem biznesowym. Ustalasz coś ustnie, w dobrej wierze. A potem, gdy przychodzi co do czego, ta osoba twierdzi, że było inaczej. „Nie, nigdy tego nie powiedziałem”, „Źle mnie zrozumiałeś”, „Przecież jasno mówiłem, że chodziło o zupełnie co innego”.
I co jest najbardziej perfidne, zazwyczaj robi to z taką pewnością siebie, że Ty zaczynasz wątpić w swoją własną pamięć. Przykład z życia wziętego: uzgadniacie, że projekt kosztuje X tysięcy złotych. Ty wykonujesz pracę przez miesiąc, wysyłasz fakturę. I wtedy on twierdzi „Ale ja mówiłem, że X tysięcy to jest za całość a nie za podstawowy zakres. To co ty zrobiłeś, to jest warte maksymalnie X/2”.
To jest forma manipulacji, która ma wprowadzić Cię w stan niepewności. Co z tym zrobić? Od dzisiaj z takim człowiekiem potwierdzaj absolutnie wszystko na piśmie. Po każdej ważnej rozmowie pisz krótkiego maila „Dziękuję za rozmowę. Potwierdzam, że ustaliliśmy: projekt o zakresie YY za X zł, termin koniec marca, płatność w ciągu 14 dni. Jeśli coś źle zrozumiałem, daj mi znać do jutra”. I masz to czarno na białym. Ten termin na zrobienie przez niego korekty też jest ważny, nie zaczynaj dopóki nie jesteś pewien, że to co napisałeś pokrywa się z wyobrażeniami drugiej strony. To jest oczywiście bardzo uproszczony przykład, ale wiesz o co chodzi i co w tym mailu ma być.
SYGNAŁ 3: Ciągłe przesuwanie granic
Trzecia flaga to technika przesuwania granic. Za każdym razem ta osoba prosi Cię o jeszcze jedną małą rzecz poza umową. „To tylko pięć minut”, „Jak już jesteś przy tym…”, „Ostatni raz proszę”. Każda z tych próśb wzięta osobno wydaje się niewielka. Ale sumują się. I przede wszystkim – ta osoba testuje Cię, jak daleko może się posunąć.
Przykład: umówiliście się na trzy spotkania konsultacyjne. Odbywacie je, wszystko gra. Po trzecim spotkaniu dostajesz wiadomość: ” Mam jeszcze dwa małe pytania, dziesięć minut?”. Ty odpowiadasz. Mija tydzień i dostajesz „Mógłbyś rzucić okiem na ten dokument?”. Ty otwierasz, widzisz błędy, poprawiasz, bo już masz ten dokument przed oczami. Kolejny tydzień: znowu jakaś drobna prośba. I tak dalej.
Po trzech miesiącach orientujesz się, że poświęciłeś tej osobie dodatkowe dziesięć godzin pracy za darmo. Co z tym zrobić? Rozwiązaniem jest postawienie jasnej granicy przy PIERWSZYM podejściu. Na przykład mówiąc „Oczywiście, miło że chcesz przedłużyć współpracę. Moja stawka za dodatkowe konsultacje to X złotych za godzinę. Kiedy mam wystawić fakturę?”. Najczęściej usłyszysz „a nie, już sobie poradzę” – czyli pewnie chodziło o darmochę. Tego podejścia nie musisz stosować do wieloletnich klientów, którzy się sprawdzili, ale na początku nie daj się “wyciskać”.
SYGNAŁ 4: Gra na emocjach i poczuciu winy
Czwarta flaga to manipulacja emocjonalna. „Przecież jesteśmy przyjaciółmi”, „Myślałem, że mogę na Ciebie liczyć”, „Ty masz takie możliwości, a ja tyle problemów”, albo „Po tym wszystkim co dla Ciebie zrobiłem…”. To zakłada, że Ty jesteś mu coś winien za to, że kiedyś zrobił coś dla Ciebie. Nawet jeśli nigdy go o to nie prosiłeś, albo po prostu za to zapłaciłeś.
I gdy stawiasz granicę, gdy mówisz „nie mogę”, to on mówi: „Nie wiedziałem, że jesteś takim egoistą”, „Rozczarowałeś mnie”. I nagle to Ty jesteś tym złym, nieczułym, egoistycznym człowiekiem. A on jest biedną ofiarą Twojego braku empatii.
To jest klasyczna manipulacja. Uważaj, prawdziwy przyjaciel, prawdziwy partner biznesowy nigdy nie będzie wykorzystywał Waszej relacji, żeby wycisnąć z Ciebie więcej niż jest uczciwe. Ja mam takich sporo. Co z tym zrobić? Musisz jasno powiedzieć: Jeśli naprawdę jesteśmy przyjaciółmi w biznesie, to zrozumiesz, że powinniśmy dbać o to, aby ta relacja była zrównoważona. Przyjaciele dbają przecież o dobro drugiej strony, nie tylko o własne korzyści, prawda?”
Więcej na ten temat znów znajdziesz w filmie który podlinkuję na dole a całkiem dużo w naszej książce “Wojna na słowa”, zobacz do rozdziału “Odwrócenie argumentu”. Link do książki masz w dolnej części tego maila.
SYGNAŁ 5: Odcięcie Cię od innych opinii
Piąta czerwona flaga to subtelna, ale bardzo niebezpieczna technika – próba odizolowania Cię od ludzi, którzy mogliby obiektywnie spojrzeć na Waszą relację biznesową. Ta osoba zaczyna przekonywać Cię, że tylko ona naprawdę rozumie Twoją sytuację, tylko ona ma Twoje dobro na uwadze. A wszyscy inni? Oni albo Cię nie rozumieją, albo – co gorsze – sami Cię wykorzystują.
Może powie „Nie radź się Kowalskiego, on jest zazdrosny o Twój sukces”, „Ten Twój mentor??? On żyje w innym świecie, nie wie jak to naprawdę wygląda w Twojej branży”. I stopniowo, niepostrzeżenie, ograniczasz kontakty z osobami, które mogłyby powiedzieć Ci prawdę. Bo po co się narażać na ich krytykę? Po co słuchać, jak mówią, że coś jest nie tak, skoro ten partner tłumaczy, że to oni się mylą?
I nagle okazuje się, że masz tylko jedno źródło informacji i opinii – tego partnera biznesowego. A to jest bardzo niebezpieczna sytuacja, bo tracisz obiektywny przegląd sytuacji i szerszą perspektywę.
Dlaczego ten partner biznesowy to robi? Bo doskonale wie, że gdybyś zapytał o zdanie kogoś z zewnątrz – kogoś, kto nie jest zaangażowany emocjonalnie w tę relację – ten od razu powiedziałby kolego, to nie wygląda dobrze, coś tu jest bardzo nie tak”. I wtedy manipulacja tego partnera by się skończyła.
Co z tym zrobić? Moja rada brzmi prosto: ZAWSZE konsultuj ważne decyzje biznesowe z przynajmniej dwiema, trzema niezależnymi osobami, które mają doświadczenie w danej dziedzinie. To jest Twoja polisa ubezpieczeniowa. Gdy ktoś próbuje Cię odizolować od innych źródeł opinii, to jest gigantyczna czerwona flaga. Żaden uczciwy partner biznesowy nie będzie miał problemu z tym, że pytasz innych o zdanie, oczywiście nie zdradzając ewentualnych tajemnic przedsięwzięcia. Przeciwnie – sam Cię do tego zachęci, bo wie, że im więcej perspektyw, tym lepsze decyzje podejmujecie wspólnie.
SYGNAŁ 6: Obietnice bez pokrycia
Szósta czerwona flaga to wielkie obietnice na przyszłość, które nigdy się nie materializują. To jest klasyczna technika manipulacyjna wykorzystująca Twój optymizm i chęć wiary w lepszą przyszłość. „Zaufaj mi” w wydaniu biznesowym.
Jak to brzmi w praktyce? „Jak tylko dostanę tę dotację, to…”, „Za dwa miesiące mam podpisać duży kontrakt, wtedy…”, „Teraz zainwestuj w to ze mną a potem zwróci się wielokrotnie”, „Zrób mi teraz rabat, a jak mi się poprawi, będę dawał Ci regularnie po X tysięcy miesięcznie”. Brzmi świetnie, prawda?
Problem w tym, że ta dotacja nigdy nie przychodzi albo przychodzi w zmienionej formie. Ten duży kontrakt zawsze jest „prawie pewny”, „w ostatniej fazie rozmów”, „za chwilę”, ale jakoś nigdy nie zostaje podpisany. A te X tysięcy miesięcznie pozostaje przysłowiową marchewką gdzieś daleko na horyzoncie, której nigdy nie dosięgniesz.
I zobacz, co się dzieje w takiej sytuacji: Ty obniżasz cenę lub robisz coś na kredyt, inwestujesz swój czas i energię w nadziei na te przyszłe korzyści. Mijają miesiące. Gdy pytasz co z tymi obietnicami, słyszysz nową porcję wymówek i… nową obietnicę. „No wiesz, dotacja się opóźniła, ale na pewno będzie, przecież już złożyliśmy dokumenty”, „Tamten kontrakt nie wyszedł bo klient zmienił zdanie, ale mam teraz inny, jeszcze lepszy, za miesiąc powinno być konkretnie”. I tak to się ciągnie w nieskończoność.
A Ty już zainwestowałeś czas, pieniądze, energię, więc myślisz „no dobra, jeszcze chwilę poczekam, przecież już tyle włożyłem” – i tak to się przedłuża miesiącami.
Co z tym zrobić? Stosuj bardzo prostą zasadę: płać tylko za to co JEST, nie za to co BĘDZIE. Nie inwestuj tylko na podstawie obietnic przyszłych zysków, kropka. Jak ktoś ma dobrze prosperujący biznes i chce z Tobą współpracować, to może zapłacić normalną, rynkową cenę za Twoje usługi tutaj i teraz. Jak nie może, to znaczy, że albo jego biznes nie jest tak dobry jak twierdzi, albo po prostu chce Cię wykorzystać licząc na Twoją nadzieję.
Twoja odpowiedź na takie obietnice powinna brzmieć spokojnie ale stanowczo: „Świetnie, bardzo się cieszę z Twojego sukcesu. Jak dostaniesz ten kontrakt czy dotację, porozmawiamy o współpracy na normalnych warunkach rynkowych. Mam zwyczaj pracy na moich standardowych zasadach, bez rabatów pod obietnicę przyszłych korzyści”.
SYGNAŁ 7: Systematyczne lekceważenie Twoich granic
Siódma, ostatnia czerwona flaga to systematyczne ignorowanie Twoich granic i próśb o ich przestrzeganie mimo wielokrotnych rozmów na ten temat. To jest może najbardziej jasny i oczywisty sygnał, że ta osoba kompletnie nie szanuje Ciebie jako partnera biznesowego.
Jak to wygląda w praktyce? Wielokrotnie prosisz o zmianę czegoś, co Ci przeszkadza i rozbija Twój dzień pracy. Na przykład dzwonienie do Ciebie po dwudziestej drugiej wieczorem, przesyłanie pilnych zadań w piątki tuż przed weekendem i oczekiwanie natychmiastowej odpowiedzi, wymaganie błyskawicznych reakcji na każdą wiadomość niezależnie od pory dnia.
Rozmawiasz o tym spokojnie, tłumaczysz jasno, że to nie jest dla Ciebie komfortowe i że psuje Ci to równowagę między pracą a życiem prywatnym. Słyszysz szczere (pozornie) „przepraszam, naprawdę będę uważał, to się więcej nie powtórzy”. I co? Za tydzień dokładnie to samo. I znowu przeprosiny z obietnicą poprawy. I znowu powtórka tej samej sytuacji. A Ty czujesz się coraz bardziej winny, że „znowu narzekasz”, że „robisz problem z drobnostek”, że „może jesteś zbyt wymagający”.
Ale posłuchaj mnie uważnie – to nie są drobnostki. To są Twoje granice, Twoje prawa do normalnego funkcjonowania. I jeśli ktoś systematycznie je narusza mimo wielokrotnych próśb o szacunek dla nich, to znaczy że albo ma głęboki, strukturalny problem z szacunkiem do Ciebie jako osoby, albo jest tak samolubny i egocentryczny, że jego wygoda jest dla niego ważniejsza od Twojego komfortu. W obu przypadkach to nie jest osoba, z którą powinieneś dalej współpracować.
Co z tym zrobić? Daj mu jedną, maksymalnie dwie szanse na zmianę zachowania. W pierwszej rozmowie na ten temat jasno komunikujesz odpowiednią Twoją granicę i konsekwencje jej przekroczenia. W drugiej rozmowie dajesz ostatnie, wyraźne ostrzeżenie.
Przy trzecim przekroczeniu – działasz zdecydowanie. Mówisz na przykład „Widzę, że mimo naszych kilku rozmów nadal masz problem z przestrzeganiem moich godzin pracy i granic czasowych. To pokazuje mi wyraźnie, że albo nie traktujesz tego poważnie, albo po prostu nie pasujemy do siebie jako partnerzy biznesowi. Myślę, że pora rozstać się w sprawach zawodowych” albo „Musimy stworzyć kompletnie nowe, pisemne zasady współpracy z konkretnymi granicami, których będziemy się trzymać, wraz z jasnymi sankcjami za ich naruszanie”.
Bez złości, bez agresji, bez emocjonalnych scen, ale stanowczo i ostatecznie. Jeżeli to rozwiązanie wydaje Ci się zbyt radykalne czy surowe, to wiedz, że ja dzięki takiemu konsekwentnemu podejściu mam od dziesięcioleci samych sympatycznych klientów i partnerów, z którymi obopólnie szanujemy nasze granice i ustalone zasady. A to ogromnie, naprawdę ogromnie poprawia jakość życia w ogóle, nie tylko w kwestii zarabiania pieniędzy, ale też spokoju umysłu i satysfakcji z pracy.
CO DALEJ?
Jeśli rozpoznałeś kilka z tych siedmiu sygnałów w swojej obecnej relacji biznesowej, to pewnie teraz myślisz „Jak mogłem być taki naiwny? Jak mogłem tego nie widzieć wcześniej?”.
Ale posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie – to, że dałeś się wciągnąć w taką asymetryczną i szkodliwą relację, wcale nie świadczy o Twojej naiwności czy braku inteligencji. To bardziej świadczy o braku zasad i toksyczności drugiej strony, o jej braku charakteru. Różnica jest dość podstawowa i bardzo ważna dla Twojego samopoczucia.
Bo widzisz, Ty działałeś w dobrej wierze od początku. Założyłeś że druga strona też tak działa, że też gra fair. I to jest całkowicie normalny, zdrowy punkt wyjścia w uczciwym biznesie między dorosłymi ludźmi. Nie powinieneś zaczynać każdej relacji biznesowej z założeniem, że każdy chce Cię oszukać. To byłoby paranoiczne i uniemożliwiałoby normalne funkcjonowanie. Więcej jak podchodzić do relacji biznesowych, kiedy nie jesteś pewien jak zachowa się druga strona znajdziesz w rozdziale „Optymalna ogólna strategia postępowania z innymi ludźmi” w naszej najnowszej książce „Sukces w relacjach biznesowych”
Więc przestań się obwiniać i zamiast tego pomyśl konstruktywnie: teraz masz wiedzę praktyczną, której wcześniej nie miałeś. Nauczyłeś się czegoś cennego z tego doświadczenia. I wykorzystasz tę, być może drogą lecz wartościową lekcję na przyszłość, aby już nigdy nie wpaść w podobną pułapkę.
Prawda jest taka, że większość ludzi w świecie biznesu to całkiem normalne, uczciwe, przyzwoite osoby, które szczerze chcą rzetelnej, obopólnie korzystnej współpracy. Naprawdę, z mojego czterdziestoletniego doświadczenia mogę Ci to potwierdzić. To, że akurat trafiłeś na kogoś toksycznego i wykorzystującego, absolutnie nie oznacza że wszyscy wokół tacy są. Ale teraz, po tej kosztownej lekcji, już dokładnie wiesz jak rozpoznać tych nieuczciwych znacznie wcześniej, zanim zainwestujesz w nich mnóstwo czasu, pieniędzy i nerwów. Od tego momentu to jest Twoja odpowiedzialność, bo widzisz, prawdziwe doświadczenie życiowe to nie jest po prostu to, co Ci się przydarza w życiu. Doświadczenie to jest to, czego konkretnie nauczyłeś się i wyniosłeś z tego, co Ci się przydarzyło. I ta lekcja, choć kosztowna i bolesna, będzie Ci wiernie służyć przez całe pozostałe życie zawodowe, chroniąc Cię przed podobnymi sytuacjami.
CHCESZ WIĘCEJ KONKRETÓW?
Cały ten temat rozwijam znacznie bardziej szczegółowo w moim najnowszym, dwuczęściowym filmie na YouTube, gdzie szczególnie w drugiej części pokazuję dodatkowe konkretne przykłady trudnych dialogów, gotowe frazy które możesz użyć dosłownie słowo w słowo, oraz kompleksową strategię działania dopasowaną precyzyjnie do różnych, specyficznych sytuacji. Link do pierwszej części filmu znajdziesz TUTAJ. Film pojawi się na moim kanale YT 24.10 o 17:00. Część druga pojawi się za tydzień, ze względu na podróże muszę ją dopiero nagrać.
I od czasu do czasu wracaj do naszych książek, szczególnie nowej “Sukces w relacjach biznesowych” i “Wojna na słowa”, są napisane tak, aby za cenę kilku porcji pizzy być Twoim mentorem i coachem w wielu sytuacjach, które spotkasz w biznesie. I jak meldują Czytelnicy, za każdym razem znajdziesz tam coś nowego :-) . A jeśli jeszcze ich nie posiadasz, to kliknij na któryś z tych powyższych linków i zobacz, co tam znajdziesz.
ZAPROSZENIE NA SPOTKANIE W KRAKOWIE
Zapraszam do zgłaszania się na nasze ostatnie w tym roku bezpłatne Spotkanie Widzów i Czytelników, któe odbędzie się w Krakowie 3.11 w godzinach 18-22. Tym razem, podobnie jak na ostatnim spotkaniu w Warszawie, mamy konkretny temat do rozmowy, a mianowicie będziemy szczerze rozmawiać o tym, co dla większości z nas jest ważne – o takim zarabianiu na życie w sposób, który ma sens i wzbogaca nas nie tylko finansowo, oraz o łączeniu tego z naprawdę wysoką jakością życia. Jeśli choć trochę śledzisz mnie i moją żonę Karolinę w mediach społecznościowych, to wiesz, że mimo bardzo skromnych początków oboje prowadzimy bardzo dostanie i zróżnicowane życie, życie na poziomie, które wielu ludzi uważa za niemożliwy bez posiadania bardzo bogatych rodziców. Do tego mamy super relację ze sobą i czas i energię, aby robić coś dobrego dla innych. Mamy się więc czym dzielić i chętnie zrobimy to bezpłatnie na tym spotkaniu o którym mówię.
A dlaczego piszę właśnie teraz?
Bo chcę dać Ci przewagę. Czytasz mojego newslettera i interesujesz się tymi tematami – więc to Ty dowiadujesz się pierwszy. Do najbliższej środy ta informacja będzie dostępna tylko dla subskrybentów mojego newslettera i newslettera Karoliny. Dopiero potem pojawi się gdzie indziej i oczywiście możesz zgłosić się i potem, ale wtedy masz konkurencję innych ludzi, którzy śledzą nas w mediach społecznościowych, a w Krakowie też liczba miejsc jest ograniczona. Jest ich więcej niż w Warszawie, ale jednak.
O czym dokładnie będziemy rozmawiać?
Chcę, żebyśmy naprawdę porozmawiali na tematy związane z zarabianiem na życie. O tym, jak znaleźć swoje miejsce na rynku, jak przestać sprzedawać czas swojego życia za grosze i jednocześnie jak unikać błędów w komunikacji i relacjach biznesowych, które wiele kosztują i jak ustawić się w nowych realiach gospodarczych, gdzie coraz większą rolę pełni Sztuczna Inteligencja, a ogólna sytuacja staje się dość niepewna.
JAK SIĘ ZGŁOSIĆ:
Jak wspomniałem, zależy mi na wysokim poziomie rozmów, dlatego ważna uwaga: Pierwszeństwo mają osoby, które kupiły„Sukces w relacjach biznesowych”, bo pokazały że inwestują już czas i uwagę w rozwój w tym obszarze, więc prawdopodobnie najwięcej wyniosą ze spotkania. Jeśli tej książki jeszcze nie masz, to parę linijek niżej znajdziesz wskazówkę, co jeszcze możesz zrobić. Jak ją masz, to wyślij mi maila na adres, z którego dostałeś tego newslettera, z trzema informacjami:
1) Jak się nazywasz
2) Czym zajmujesz się w życiu (jedno, dwa zdania wystarczą żebym wiedział kim jesteś)
3) O czym szczególnie chcesz porozmawiać
4) Potwierdzenie zakupu książki “Sukces w relacjach biznesowych” – może to być numer zamówienia, numer listu przewozowego, numer faktury, czy cokolwiek innego, co potwierdza że kupiłeś tę książkę.
A jeśli nie kupiłeś tej książki?
Masz dwie opcje. Pierwsza – masz jeszcze czas do środy, żeby się w nią zaopatrzyć (link masz powyżej) i wtedy możesz przesłać zgłoszenie z punktami 1, 2 i 3. To ciągle daje Ci przewagę czasową nad osobami, które nie subskrybują newslettera.
Druga – jeśli nie masz tej książki, ale naprawdę czujesz, że to spotkanie jest dla Ciebie ważne, napisz do mnie z punktami 1 i 2, plus dodaj krótkie wyjaśnienie, dlaczego mimo braku książki powinniśmy Cię zaprosić. W tym przypadku zostaniesz umieszczony na liście rezerwowej i do 31.10 dostaniesz albo zaproszenia albo informację, że niestety nie tym razem. Na spotkanie w Warszawie zgłosiło się prawie 3 razy tyle osób, ile mieliśmy miejsc, więc i tu szanse tej grupy mogą być mniejsze.
Najważniejsze informacje:
Data: 3 listopada 2025 (poniedziałek)
Godzina: 18:00-22:00
Miejsce: Kraków (szczegóły dla zaproszonych)
Zgłoszenia priorytetowe: do najbliższej środy (tylko dla subskrybentów newslettera)
Koniec przyjmowania zgłoszeń: 29.10
Decyzje: najpóźniej do 31.10 każdy otrzyma informację – albo zaproszenie, albo informację o tym, że niestety nie było miejsca
Liczba miejsc: 28
Ważne: Prawdopodobnie będzie to jedno z ostatnich spotkań w tej formie (duża grupa i bezpłatnie)
Więc jeśli myślisz, że to może być dla Ciebie – napisz. Pamiętaj: do środy to tylko dla Ciebie. Potem informacja wyjdzie szerzej, więc jeśli chcesz mieć realną szansę na miejsce, zgłoś się lepiej teraz. Bo widzisz, 28 miejsc przy tysiącach subskrybentów to naprawdę niewiele i ze względów lokalowych nie mam możliwości aby ich liczbę powiększyć.
Tyle na razie. Trzymaj się mocno i pamiętaj zawsze – Twój czas, Twoja energia i Twój spokój umysłu są zdecydowanie zbyt cenne, żeby je bezrefleksyjnie marnować na ludzi, którzy Cię nie szanują jako partnera i człowieka.
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, proszę poleć go komuś, kto też może z niego skorzystać. Może wyświadczysz mu dużą przysługę bez kosztów dla Ciebie
Możliwości umówienia się ze mną na prywatną (bezpłatną) rozmowę
Zacznijmy od zaproszenia na bezpłatne spotkanie na żywo, jedno z ostatnich, które chcę organizować w tej formule. Najbliższe i jak na razie jedyne zaplanowane (może zrobimy jeszcze jedno w listopadzie w Krakowie) odbędzie się:
24 października (czwartek), 18:00-22:00, Warszawa.
Tym razem mamy konkretny temat do rozmowy, a mianowicie będziemy szczerze rozmawiać o tym, co dla większości z nas jest ważne – o takim zarabianiu na życie w sposób, który ma sens i wzbogaca nas nie tylko finansowo, oraz o łączeniu tego z naprawdę wysoką jakością życia. Jeśli choć trochę śledzisz mnie i moją żonę Karolinę w mediach społecznościowych, to wiesz, że mimo bardzo skromnych początków oboje prowadzimy bardzo dostanie i zróżnicowane życie, życie na poziomie, które wielu ludzi uważa za niemożliwy bez posiadania bardzo bogatych rodziców. Do tego mamy super relację ze sobą i czas i energię, aby robić coś dobrego dla innych. Mamy się więc czym dzielić i chętnie zrobimy to bezpłatnie na tym spotkaniu o którym mówię.
A dlaczego piszę właśnie teraz?
Bo chcę dać Ci przewagę. Czytasz mojego newslettera i interesujesz się tymi tematami – więc to Ty dowiadujesz się pierwszy. Do najbliższej środy ta informacja będzie dostępna tylko dla subskrybentów mojego newslettera i newslettera Karoliny. Dopiero potem pojawi się gdzie indziej i oczywiście możesz zgłosić się i potem, ale wtedy masz konkurencję innych ludzi, którzy śledzą nas w mediach społecznościowych, a mamy w Warszawie tylko 19 miejsc do dyspozycji.
O czym dokładnie będziemy rozmawiać?
Chcę, żebyśmy naprawdę porozmawiali na tematy związane z zarabianiem na życie. O tym, jak znaleźć swoje miejsce na rynku, jak przestać sprzedawać czas swojego życia za grosze i jednocześnie jak unikać błędów w komunikacji i relacjach biznesowych, które wiele kosztują i jak ustawić się w nowych realiach gospodarczych, gdzie coraz większą rolę pełni Sztuczna Inteligencja, a ogólna sytuacja staje się dość niepewna.
JAK SIĘ ZGŁOSIĆ:
Jak wspomniałem, zależy mi na wysokim poziomie rozmów, dlatego ważna uwaga: Pierwszeństwo mają osoby, które kupiły„Sukces w relacjach biznesowych”, bo pokazały że inwestują już czas i uwagę w rozwój w tym obszarze, więc prawdopodobnie najwięcej wyniosą ze spotkania. Jeśli tej książki jeszcze nie masz, to parę linijek niżej znajdziesz wskazówkę, co jeszcze możesz zrobić. Jak ją masz, to wyślij mi maila na adres, z którego dostałeś tego newslettera, z trzema informacjami:
1) Jak się nazywasz
2) Czym zajmujesz się w życiu (jedno, dwa zdania wystarczą żebym wiedział kim jesteś)
3) O czym szczególnie chcesz porozmawiać
4) Potwierdzenie zakupu książki “Sukces w relacjach biznesowych” – może to być numer zamówienia, numer listu przewozowego, numer faktury, czy cokolwiek innego, co potwierdza że kupiłeś tę książkę.
A jeśli nie kupiłeś tej książki?
Masz dwie opcje. Pierwsza – masz jeszcze czas do środy, żeby się w nią zaopatrzyć i wtedy możesz przesłać zgłoszenie z punktami 1, 2 i 3. To ciągle daje Ci przewagę czasową nad osobami, które nie subskrybują newslettera.
Druga – jeśli nie masz tej książki, ale naprawdę czujesz, że to spotkanie jest dla Ciebie ważne, napisz do mnie z punktami 1 i 2, plus dodaj krótkie wyjaśnienie, dlaczego mimo braku książki powinniśmy Cię zaprosić. W tym przypadku zostaniesz umieszczony na liście rezerwowej i do 22.10 dostaniesz albo zaproszenia albo informację, że niestety nie tym razem
Najważniejsze informacje:
Data: 24 października 2025 (piątek)
Godzina: 18:00-22:00
Miejsce: Warszawa (szczegóły dla zaproszonych)
Zgłoszenia priorytetowe: do najbliższej środy (tylko dla subskrybentów newslettera)
Koniec przyjmowania zgłoszeń: 21.10
Decyzje: najpóźniej do 22.10 każdy otrzyma informację – albo zaproszenie, albo informację o tym, że niestety nie było miejsca
Liczba miejsc: 19
Ważne: Prawdopodobnie będzie to jedno z ostatnich spotkań w tej formie (duża grupa i bezpłatnie)
Więc jeśli myślisz, że to może być dla Ciebie – napisz. Pamiętaj: do środy to tylko dla Ciebie. Potem informacja wyjdzie szerzej, więc jeśli chcesz mieć realną szansę na miejsce, zgłoś się lepiej teraz. Bo widzisz, 19 miejsc przy tysiącach subskrybentów to naprawdę niewiele i ze względów lokalowych nie mam możliwości aby ich liczbę powiększyć.
Co nowego planuję w przyszłości
Stwierdziłem ostatnio, że mam poważny niedobór głębszych rozmów z różnymi ludźmi na ważne tematy życiowe i postanowiłem to zmienić. Dlatego jak zwykle jestem otwarty na to, aby umówić się z zainteresowanymi osobami albo małymi grupami na prywatne rozmowy na wcześniej ustalone tematy – rozmowy, których treść pozostanie wyłącznie pomiędzy uczestnikami.
Taka możliwość istnieje od dawna, ale wiesz, co mnie zaskakuje? Bardzo niewiele osób z tego korzysta, a szkoda. Bo to faktycznie działa i to lepiej, niż sobie wyobrażasz.
Na przykład w niedzielę zrobiłem kolejne bezpłatne Warsztaty Negocjacyjne Top Gun dla młodych ludzi (tak, robię to regularnie, choć niewiele o tym mówię). Tam przekazuję im umiejętności i wiedzę, której nie znajdziesz ani w książkach, ani na większości „szkoleń z negocjacji”, te rzeczy, które naprawdę działają w praktyce, a nie tylko na slajdach PowerPoint. I jestem dumny, jak daleko już teraz zaszli Ci młodzi ludzie, stosując to, czego się ode mnie nauczyli – w biznesie, w karierze, w życiu.
A każdy z nich poznał mnie dokładnie w ten sposób. Po prostu napisał do mnie maila i umówiliśmy się na rozmowę. Bez specjalnych powodów, bez formalności, bez „a czy ja w ogóle mogę?”. Po prostu napisali.
Oni w praktyce zastosowali to, co opisaliśmy z Karoliną w „Sukces w relacjach biznesowych” – podeszli bezpośrednio do osoby, która mogła im pomóc, i po prostu zapytali. Moja żona Karolina, nawiasem mówiąc, kiedyś zresztą też tak zrobiła :-) I widzisz, to nas doprowadziło do wspaniałego związku i ciekawego życia we dwoje :-).
To co opisałem to jest tylko jeden z przykładów, jak w dzisiejszym świecie można zrobić duże skoki tam, gdzie większość ludzi narzeka albo drepcze w miejscu, często czekając na idealny moment, który nigdy nie nadchodzi. Większość ludzi może nie pisze, bo myśli „pewnie nie ma czasu”, „pewnie nie odpowie”, „może później”, „nie chcę przeszkadzać”. I przez to właśnie tracą szanse, które są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Inni nie mają pojęcia, o co właściwie mogliby zapytać. To wszystko można zmienić, w przeciwieństwie do tych osób, które myślą “co te starszy facet może mi powiedzieć, wolę medialnych guru za duże pieniądze”. Tych ostatnich tak czy inaczej nie chcę w moim życiu, ale jako subskrybent tego newslettera prawdopodobnie się do nich nie zaliczasz :-)
Więc jeśli chcesz porozmawiać o czymś konkretnym – o biznesie, relacjach, negocjacjach, budowaniu życia na własnych warunkach – po prostu napisz. Określ temat (im bardziej konkretny, tym lepiej), napisz w jakich godzinach jesteś dostępny, i zobaczymy co da się zrobić. To może być spotkanie jeden na jeden ale też w małej grupce osób, jeśli masz znajomych z podobnymi pytaniami.
Nie obiecuję, że zawsze będę mógł się umówić, bo mam swoje dość urozmaicone życie i inne aktywności. Ale mogę obiecać, że przeczytam każdego maila i szczerze odpowiem. A jeśli uda się umówić? To będzie rozmowa, z której wyniesiesz coś wartościowego, bez udawania, bez zadęcia i bez sprzedaży czegokolwiek.
Może właśnie teraz jest ten moment, żeby skorzystać?
Do usłyszenia,
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, poleć go komuś, kto może z niego skorzystać. Najlepsza inwestycja w relacje zaczyna się często od dzielenia się wartością z innymi.
Najnowsze komentarze