Cześć
Czy też Ci się tak zdarza: siedzisz przy biurku, komputer masz włączony, lista zadań gotowa, kawa pachnie obok, krótko mówiąc wszystko jest idealne do produktywnej pracy. I wtedy… nic. Patrzysz w ekran, ale twoje myśli są gdzie indziej. Próbujesz się zmobilizować, odtwarzasz odpowiednią muzykę, ba, zamykasz nawet wszystkie zakładki w przeglądarce. A mimo to, zamiast pracować, scrollujesz coś w telefonie, sprawdzasz mail po raz piąty w ciągu dziesięciu minut, albo po prostu gapisz się w przestrzeń.
Ja biję się w piersi, ale może i Tobie tak się zdarza?
I wtedy ludzie często mówią: „Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię się skupić?” Zaczynają szukać rozwiązań – kupują kolejną aplikację do zarządzania czasem, czytają artykuły o technice Pomodoro, zapisują się na kurs produktywności. Ale gdzieś głęboko w środku czują, że to chyba nie o to chodzi. I mają rację!
Bo prawda jest taka: bardzo często problem nie leży w twoich narzędziach, aplikacjach czy technikach. Problem leży w tym, czego jeszcze nie domknąłeś w swoim życiu.
DLACZEGO TWÓJ MÓZG NIE MOŻE SIĘ SKUPIĆ
Kiedy próbujesz usiąść do pracy z głową pełną nierozwiązanych spraw, to trochę jak próba jazdy samochodem z zaciągniętym ręcznym hamulcem – silnik hałasuje, spala sporo paliwa, ale nie jedziesz do przodu tak, jak powinieneś. Twoje ciało siedzi przy biurku, ale twój mózg rozpaczliwie próbuje rozwiązać wszystkie te rzeczy, które zepchnąłeś na później.
I tu pojawia się coś, o czym rzadko się mówi: te „nierozwiązane sprawy” to nie są tylko, albo nawet przeważnie zadania z listy „to do”. To są często różne sprawy życiowe. Rozmowy, których unikasz. Decyzje, które odkładasz od miesięcy, a czasem lat. Nieobojętne Ci relacje zawieszone w próżni, kiedy nie wiesz, czy to przyjaźń, czy coś się skończyło, ale w sumie nigdy tego nie wyjaśniliście. Uczucia, które zepchnąłeś pod dywan, bo były „niewygodne” albo „nie był na nie czas”.
I wszystko to siedzi w tobie, w Twojej głowie i zajmuje miejsce oraz zabiera Ci energię.
Wyobraź sobie, że Twój mózg to jak mój komputer z otwartymi czterdziestoma zakładkami w przeglądarce, ja pisząc te słowa tyle widzę przed sobą :-) Każda z tych zakładek to jakaś niedokończona sprawa – ta rozmowa z partnerem, którą „kiedyś odbędziesz”, decyzja o zmianie pracy, o którą zadbasz „jak będzie dobry moment”, konflikt z przyjacielem, który „sam się rozwiąże”. I teraz próbujesz otworzyć czterdziestą pierwszą zakładkę – swoją pracę – i dziwisz się, że wszystko zwalnia, że nic nie działa płynnie. Naprawdę się dziwisz?
Bo to nie jest kwestia dyscypliny, tylko kwestia przeciążenia.
Znam to z własnego doświadczenia wcale nie byłem lepszy, a pod niektórymi względami (patrz 40 otwartych zakładek w przeglądarce) ciągle nie jestem lepszy. Ale takie rzeczy często zjadają więcej energii, niż jakakolwiek praca i trzeba to koniecznie zmienić.
I tutaj pojawia się magiczne słowo: domykanie. Domykanie otwartych spraw, przed które ulatuje Ci energia.
Nie chodzi o to, żebyś z dnia na dzień uporządkował całe swoje życie. Chodzi o to, żebyś jak najszybciej zaczął domykać po jednej rzeczy na raz. Jedna decyzja. Jedna rozmowa. Jedno zadanie – od początku do końca. To nie muszą być optymalne “domknięcia”, ważne aby były skuteczne i nie powodowały długoterminowych negatywnych skutków. Jeśli czytasz mój newsletter od pewnego czasu, to zapewne pojęcie “wystarczająco dobre” nie jest Ci obce.
Za każdym razem, kiedy coś domkniesz, coś naprawdę skończysz bez zostawiania różnych “ogonów”, to Twoja głowa zrobi się odrobinę lżejsza. Oddychasz głębiej. I co najważniejsze: następna rzecz do zrobienia staje się łatwiejsza. Nie dlatego, że nagle jesteś bardziej zdyscyplinowany czy zmotywowany. Tylko dlatego, że masz w głowie więcej miejsca.
To trochę jak z walizkami w bagażniku samochodu. Każda niedokończona sprawa to kolejna walizka, którą próbujesz wepchnąć do już zapakowanego auta. I w pewnym momencie po prostu nie ma już miejsca, nawet na małą torbę podróżną. Ale kiedy zaczynasz wyciągać, a nawet wyrzucać walizki jedną po drugiej, nagle okazuje się, że masz mnóstwo przestrzeni. Nie dlatego, że bagażnik urósł. Tylko dlatego, że przestałeś próbować wszystko w nim zmieścić na raz.
Weźmy prosty przykład. Masz w głowie tę rozmowę, którą musisz odbyć – z szefem o podwyżce, z partnerem o przyszłości związku, ze starym znajomym, z którym się pokłóciłeś. Odkładasz ją, bo myślisz „teraz nie jest dobry moment” albo „poczekam, aż będę lepiej przygotowany”. Wyznanie Alexa: skąd ja to znam!
Tymczasem ta rozmowa zajmuje miejsce w Twoim umyśle każdego dnia. Co rano wstajesz i ona tam jest. Każdego wieczora kładziesz się spać i ona tam jest.
A potem, pewnego dnia, okej, koniec z tym, dzisiaj to załatwiam”. Odbywasz tę rozmowę. Może pójdzie świetnie, może średnio, może nawet ciężko, ale po prostu ją masz za sobą. I wtedy czujesz tę ulgę. Jakby ktoś zdjął ci plecak z ramion.
I teraz najważniejsze: nie chodzi o to, żeby rozmowa koniecznie dobrze się skończyła (choć to oczywiście byłoby miło). Chodzi o to, żeby przestała zajmować miejsce w twojej głowie. Abyś mógł wreszcie pomyśleć o czymś innym.
To samo dotyczy decyzji. Odkładasz decyzję o zmianie pracy? O rozstaniu? O przeprowadzce? Codziennie ta decyzja siedzi w tle i pożera Twoją energię. Podejmij ją i nagle zobaczysz że masz energię na działanie, zamiast na dalsze rozwałkowywanie.
Jest jeszcze jeden element, o którym muszę powiedzieć, bo współcześni ludzie go unikają jak zarazy. To jest Cisza.
Nie oglądanie Netflixa. Nie oglądanie YouTube (nawet jeśli to są moje filmy). Nie scrollowanie Instagrama. Tylko takie prawdziwe chwile, w których jesteś sam ze sobą. Bez rozpraszaczy. Bez hałasu. Tylko Ty i Twoje myśli.
Wiem, że to dla wielu ludzi, być może i dla Ciebie brzmi niepokojąco. Dlaczego? Bo w ciszy wypływa to wszystko, co było spychane pod dywan. Te trudne uczucia. Te niewygodne pytania. Ten wewnętrzny głos, który próbowałeś zagłuszyć.
I to jest dokładnie powód, dla którego ludzie unikają ciszy. Bo ona zmusza nas do konfrontacji z tym, co naprawdę siedzi w nas w środku.
Ale – i to jest absolutnie kluczowe – właśnie tam, w tej ciszy, odzyskujesz prawdziwego siebie. Nie w kolejnej aplikacji, nie na kolejnej konferencji, nie w kolejnym kursie produktywności, nie w kolejnej metodzie hakowania życia. W takiej ciszy.
Może pamiętasz taką sytuację: jedziesz gdzieś samochodem w dłuższą trasę, sam, bez podcastów, bez muzyki – po prostu cisza i droga przed tobą. Albo siedzisz w poczekalni bez telefonu, bo bateria się wyczerpała. Albo leżysz wieczorem w łóżku i akurat nie sięgasz od razu po komórkę.
I przez pierwsze minuty może czujesz się dziwnie, niespokojnie. Ręce same sięgają po coś, czym można się zająć. Znasz to?
Ale jeśli zostaniesz w tej ciszy choć trochę dłużej, to zaczynają wypływać myśli, o których zapomniałeś, że w ogóle je masz. Ta rozmowa, którą ciągle odkładasz. Ta decyzja, która wisi nad tobą od miesięcy. To uczucie, które zepchnąłeś gdzieś głęboko, bo „nie było czasu się tym zajmować”. Wszystko to tam było, pod powierzchnią, czekało, aż zwolnisz na tyle, żeby to w końcu usłyszeć. I blokowało Twoje zasoby umysłowe, choć nie zdawałeś sobie z tego sprawy.
I nie mówię teraz, że musisz jechać w góry czy na pustynię. Wystarczy pół godziny dziennie bez telefonu, bez telewizora, bez niczego. Najpierw będzie niewygodnie. Potem zacznie być… ważne. Ważne, choć nie zawsze wygodne. Wielu ludzi zbudowało duże biznesy, bo uciekali przed tą niewygodą. Ale taka ucieczka, choć często prowadzi do poklasku społeczeństwa rzadko kończy się spełnionym życiem. Nie idź tą drogą.
Więc jeśli chcesz naprawdę odzyskać skupienie, spokój i poczucie sprawczości w życiu, to prawdopodobnie nie potrzebujesz więcej narzędzi. Potrzebujesz zacząć domykać otwarte sprawy.
Jedną po drugiej.
To jest ta rozmowa, którą odkładasz. Ta decyzja, która wisi w powietrzu. To zadanie, które zacząłeś dwa miesiące temu i zostawiłeś w połowie.
Domknij to.
I zobaczysz, że to, co dziś wydaje się ciężarem, zacznie z ciebie spadać. Bo problem raczej nie był w czymś na zewnątrz – w brakujących aplikacjach czy złych technikach. Problem był w tym, co nie zostało domknięte u Ciebie w środku.
Więc mam dla Ciebie pytanie na teraz: którą jedną rzecz w swoim życiu domkniesz jako pierwszą?
Spróbuj, aby rok 2026 nie był kolejnym sprintem “produktywności”. Zastąp go umiejętnością zamykania rozdziałów i otwierania nowych – spokojnie, świadomie, bez ciągnięcia za sobą całego bagażu niedomkniętych spraw. Czego Ci serdecznie życzę
Alex
PS: Tych z Was, którzy chcieli kupić książkę “Wojna na słowa” ale z powodu niespodziewanego wyprzedania dodruku (pewnie w oczekiwaniu na Święta z rodziną :-)) informuję, że nowy dodruk 1000 egz. jest już dostępny i niezawodny IMKER wysyła zamówienia na bieżąco. Jeśli ktoś chce zabrać się solidnie za swoje życie w 2026, to warto poznać też inne nasze książki, które w formie papierowej, jako ebook i audiobook można kupić w naszym sklepie. Też w korzystnych cenowo zestawach.
PPS: Od wtorku złapałem potężne przeziębienie, dlatego dopiero zaczynam odpisywać indywidualnie na setki życzeń, które dostałem. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości










Dodaj komentarz