Cześć
Kilka dni temu, w Sylwestra skończyłem 70 lat.
I to jest bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony wiesz, że metryka mówi że raczej jesteś w schyłkowej fazie życia, a z drugiej strony patrzysz na to swoje życie i czujesz w środku coś w w rodzaju: „Jakim cudem ja mam dziś więcej spokoju, więcej sensu, więcej swobody i więcej radości niż większość ludzi, których znam? Mimo że są młodsi, piękniejsi i częściowo mają więcej pieniędzy ode mnie?”
Jeśli mam być szczery to nie jest tak dlatego, że byłem szczególnie pracowity. Nie dlatego, że byłem „lepszy”. I na pewno nie dlatego, że wszystko robiłem dobrze.
Wręcz przeciwnie.
Osiągnąłem wysoką jakość życia dlatego, że dość dawno przestałem próbować ogarniać wszystko na tip-top.
Zobacz, wmawia się nam, że aby mieć dobre życie to konieczny jest plan, lista celów, lista nawyków, lista do poprawy, lista rzeczy do zoptymalizowania, lista rzeczy do nadrobienia, lista rzeczy, których „jeszcze nie ogarniasz”. Ale jak to zrobisz, to nagle życie zaczyna wyglądać jak wieczny projekt do poprawy.
Tylko że to nie buduje jakości życia. To buduje ciągłe poczucie bycia z czymś spóźnionym i niedoskonałym.
Czujesz, że zawsze coś robisz za mało dobrze, za wolno, za słabo, za późno. Zawsze coś „jeszcze trzeba”. I to jest dokładnie ten moment, w którym większość ludzi traci spokój i radość życia!
Ale prawdziwy koszt tego podejścia jest jeszcze znacznie wyższy, niż myślisz. Zobaczmy jakie to koszty:
Po pierwsze: koszt energii mentalnej. Każda decyzja o tym, jak coś poprawić, wymaga energii. A im więcej takich decyzji podejmujesz codziennie, tym bardziej jesteś zmęczony wieczorem. Niekoniecznie fizycznie, ale mentalnie. I ta energia już do Ciebie nie wraca. Widziałem ludzi, którzy planowali swój dzień tak dokładnie, że potem nie mieli siły ani czasu go zrealizować. O cieszeniu się nim już nie mówiąc.
Po drugie: koszt utraconych okazji. Gdy skupiasz się na doskonaleniu drobnych rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia, przegapiasz rzeczy, które mogłyby naprawdę zmienić Twoje życie. Ile razy widziałem ludzi, którzy spędzili weekend na dopracowywaniu CV do perfekcji, zamiast zadzwonić do znajomych z branży? Albo którzy czytali kolejną książkę o produktywności, zamiast w końcu zacząć działać i zdobywać praktyczne doświadczenia i nawiązywać odpowiednie relacje?
Po trzecie: właśnie koszt straconych lub zmarnowanych relacji. Ludzie, którzy próbują wszystko optymalizować, często stają się trudni we współżyciu. Bo jeśli ktoś ma idealnie zaplanowany dzień, a osoba bliska chce spontanicznie spędzić z nim czas, to co wtedy? Albo odrzuca tę okazję, albo czuje frustrację, że ktoś „psuje mu plan”. A najlepsze chwile w życiu rzadko są rezultatem precyzyjnego planowania, prawda?
Po czwarte: koszt utraconej radości. Najwięcej radości w życiu pochodzi z rzeczy nieplanowanych, niedoskonałych, spontanicznych. Ale jeśli żyjesz w trybie ciągłej optymalizacji, nie ma miejsca na takie momenty. Bo one nie pasują do planu. Bo nie są „wydajne”. Bo nie mieszczą się w Twoim życiowym “arkuszu excela”.
RZECZ, KTÓRA NAPRAWDĘ ZMIENIŁA MOJE ŻYCIE
Przez wiele lat sam byłem perfekcjonistą, który wszystko chciał mieć pod kontrolą. W pewnym momencie, a miałem wtedy około 35 lat, zrozumiałem jedną, bardzo wtedy dla mnie niewygodną prawdę:
W danym okresie życia masz jeden, maksymalnie dwa obszary, które realnie zmieniają wszystko. Reszta, o ile jej totalnie nie zaniedbasz, to w sumie tło i dekoracje.
Nie masz dziesięciu obszarów, które są kluczowe. Masz jeden, dwa.
I kiedy zacząłem budować swoje życie wokół tego jednego, dwóch obszarów, wszystko zaczęło się układać samo. Nie dlatego, że byłem mądrzejszy. Tylko dlatego, że przestałem rozpraszać swoje życie na dziesięć kierunków.
Potem przez całe życie bardzo starannie dokonywałem selekcji tego, co faktycznie optymalizuję, a czego nie ruszam, bo jest „wystarczająco dobre”.
Kiedy pracowałem dla klienta, zwłaszcza na początku choć nie tylko, to stawałem na głowie, aby dostarczyć jak najlepszy rezultat. Bo to budowało zaufanie i to przynosiło efekty. Bo za to dostawałem pieniądze. Tak mi zostało do dziś, choć teraz starannie dobieram sobie z kim chcę pracować.
W pewnych okresach życia optymalizowałem także moje wyniki finansowe a szczególnie moją wartość rynkową. Nie dlatego, że chodziło mi o kolekcjonowanie zer na koncie w banku, ale dlatego, że pieniądze dawały mi wolność wyboru. Mogłem zdecydować, z kim pracuję, nad czym pracuję i jak spędzam swój czas. To był kolejny kluczowy obszar.
Optymalizowałem też relacje z ludźmi, którzy byli dla mnie ważni. To był obszar, który zmienił jakość mojego życia i jeśli śledzisz mnie w mediach społecznościowych, to wiesz o czym mówię
Ale wszystko inne? Nie optymalizowałem sposobu, w jaki organizuję codzienne sprawy domowe. Nie optymalizowałem tego, jak robię zakupy. Nie optymalizowałem każdego posiłku, każdej podróży, każdej rozmowy. Nawet nie optymalizowałem jak mieszkam i czym podróżuję. Te rzeczy po prostu były. I działały wystarczająco dobrze. A czasem wystarczyło, że po prostu działały :-)
RZECZ, KTÓRĄ WARTO ZNAĆ
Ludzie, którzy naprawdę zbudowali dobre życie, wiedzą że dla osiągnięcia takiego sukcesu ważny jest świadomy wybór tego, co należy kontrolować, a co można odpuścić
I przeważnie, jeśli chcemy naprawdę dobrze żyć, to raczej nie należy kontrolować więcej, tylko mniej.
Masz wtedy kilka prostych zasad. Masz kilka jasnych wyborów. Masz swoje „tak” i swoje „nie”.
I nagle okazuje się, że masz mniej stresu, masz więcej czasu, masz więcej pieniędzy, masz więcej sensu, masz więcej spokoju.
Nie dlatego, że „lepiej ogarniasz”. Tylko dlatego, że lepiej wybierasz co warto ogarniać.
To znaczy, że na przykład w moim życiu były okresy, kiedy całą swoją uwagę kładłem na relację, albo na sposób zarabiania, albo na swoją pozycję, albo na to, z kim w ogóle buduję życie. A reszta była świadomie „na pół gwizdka” i “wystarczająco dobra”.
I to nie było lenistwo. To była strategia dorosłego człowieka, który wie, że nie da się żyć z pełną intensywnością we wszystkich obszarach naraz. Nie wszystko warto poprawiać. Nie wszystko trzeba mierzyć. Nie wszystko trzeba usprawniać.
CZTERY PYTANIA DLA CIEBIE NOWY ROK
Jeśli stoisz teraz na progu nowego roku, to nie dam Ci kolejnej listy celów. Bo bardziej potrzebujesz odpowiedzi na te cztery pytania:
Pytanie pierwsze: Jaki jest mój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok?
Nie dziesięć obszarów. Jeden. Taki, że jeśli poprawi się TO JEDNO ZAGADNIENIE, to wpłynie to pozytywnie na resztę? Może to jest zdrowie. Może to jest relacja z partnerem. Może to jest sposób, w jaki zarabiasz pieniądze. Może to jest miejsce, w którym mieszkasz. Ale to jest jedna rzecz.
Pytanie drugie: Co mogę teraz świadomie robić „na pół gwizdka”?
Co może być “wystarczająco dobre”? Co nie wymaga perfekcji? Co możesz przestać próbować kontrolować? To pytanie jest równie ważne jak pierwsze, bo bez niego dalej będziesz próbował ogarniać wszystko.
Pytanie trzecie: Z czego przestanę robić problem?
Ile energii tracisz na rzeczy, które za pięć lat nie będą miały żadnego znaczenia? Ile czasu poświęcasz na martwieniu się o rzeczy, które są poza Twoją kontrolą? Na problemy, które nie są Twoimi problemami? Co możesz po prostu odpuścić?
Pytanie czwarte: Ile okazji już straciłem, bo byłem zbyt zajęty doskonaleniem różnych szczegółów?
To pytanie boli najbardziej. Bo gdy zaczynasz liczyć – wieczory, weekendy, rozmowy, spotkania, które odłożyłeś „bo teraz nie masz czasu” – widzisz prawdziwy koszt ciągłej optymalizacji.
Te cztery pytania i odpowiedzi na nie są moim zdaniem warte więcej, niż sto typowych postanowień noworocznych.
Nie potrzebujesz „lepszej wersji siebie”. Nie potrzebujesz kolejnej aplikacji. Nie potrzebujesz nowego wyrafinowanego planera.
Potrzebujesz mniej rzeczy, które udają że są ważne.
Aby móc wybrać jedną, dwie rzeczy, które robisz naprawdę i na 100%
I to jest decyzja, która – jeśli ją podejmiesz – zacznie zmieniać wszystko, spokojnie, naturalnie, bez spinania się.
To jest dokładnie ta decyzja, która pozwoliła mi mieć 70 lat, a mimo tego czuć, że życie wciąż się przede mną otwiera, a nie zamyka.
W tym wieku wiem, że czas to jedyny zasób, którego nie można odzyskać. Dlatego zamiast marnować go na poprawianie rzeczy, które nie mają znaczenia, wolę go spędzić z ludźmi, którzy mają dla mnie znaczenie. W miejscach, które lubię. Robiąc rzeczy, które dają radość zarówno mi jak i tym ludziom.
Dlatego zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie na jedno pytanie:
Jaki będzie Twój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok? A przynajmniej na jego pierwszą część?
I od tego zacznij. Nie od listy, ale od wyboru.
Życzę Ci dobrych wyborów w roku 2026!
Alex
PS: Jak widać, pomiędzy tematyką newslettera, a tym co publikuję na moim kanale YT jest ostatnio spora różnica. Dane oglądania tam pokazują, że była to dobra decyzja, jeśli chcę pozytywnie wpłynąć na wielu ludzi. Jak myślisz, powinienem w każdym newsletterze mieć jeden temat życiowy, jak ostatnio (i dzisiaj), czy też dwa tematy: jeden życiowy a drugi o relacjach? A może coś innego? Proszę wejdź w ten Formularz Google i zaznacz tam Twoje preferencje.
PPS: Jeśli chciałeś kupić “Wojnę na słowa”, której nakład został przed Świętami niespodziewanie szybko wyprzedany, to informuję, że po 7.01 kolejny duży dodruk będzie znów dostępny. Wszystkie inne książki i zestawy są dostępne cały czas w naszym sklepie.









Dodaj komentarz