
Cześć
Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o czterech rzeczach dotyczących podejścia do samego siebie, których większości z nas nikt nigdy nie nauczył, a które mogą całkowicie zmienić sposób, w jaki żyjesz – uwolnić Cię od niepotrzebnego cierpienia, poczucia winy i potrzeby ciągłego udowadniania innym swojej wartości.
DLACZEGO PISZĘ AKURAT O TYM
Piszę o tym, bo sam przez to kiedyś w młodości przechodziłem i widzę to samo u wielu ludzi, z którymi pracuję, u znajomych, u Czytelników moich książek i newsletterów. Ludzie, w rezultacie wychowania bardzo często kompletnie nie rozumieją, co to znaczy kochać siebie, i mylą to z egoizmem, z samolubstwem, z obojętnością wobec innych.
A prawda jest taka, że kochanie siebie to jedna z najtrudniejszych, a jednocześnie najważniejszych umiejętności, jakie możesz w życiu opanować, bo od niej zależy dosłownie wszystko: Twoje relacje, Twoja praca, Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne, Twoja energia na życie, Twoja odporność na stres, Twoja zdolność do dawania innym czegoś wartościowego zamiast tylko swojego zmęczenia i frustracji. Przyjrzyjmy się czterem ważnym prawdom z tym związanym.
PIERWSZA: MIŁOŚĆ WŁASNA TO NIE EGOIZM, TYLKO CZĘSTO WARUNEK PRZETRWANIA
Pierwsza rzecz, której nikt nas nie uczył w szkole, w domu, w społeczeństwie, to fakt, że kochanie siebie, zdrowa porcja miłości własnej, to nie jest egoizm, tylko warunek przetrwania emocjonalnego, psychicznego, a czasem nawet fizycznego. W naszej polskiej kulturze mamy bardzo głęboko zakorzenione przekonanie, prawie wyssane z mlekiem matki, wmawiane przez rodziców, nauczycieli, media – że jeśli dbasz o siebie, jeśli stawiasz swoje potrzeby na pierwszym miejscu, jeśli nie poświęcasz się w dużym stopniu dla innych, to jesteś egoistą, któremu brakuje serca i sumienia.
I to wpojone nam od dzieciństwa przekonanie zabija wielu ludzi powolną śmiercią, bo sprawia, że przez całe życie dają z siebie więcej, niż mają, aż w końcu zostają kompletnie wypaleni, chorzy, rozczarowani i źli na cały świat, który „nie docenia ich poświęceń”. Ja sam byłem na tej ścieżce – myślałem, że nie mogę odmówić, gdy ktoś czegoś ode mnie potrzebuje, że to mój obowiązek dać mu to, nawet jeśli ja sam jestem zmęczony, zajęty, przeciążony, bo przecież tak robią dobrzy ludzie, prawda?
Kiedy zacząłem bardziej dbać o siebie: spać wystarczająco dużo, jeść normalnie, odpoczywać, a przede wszystkim mówić „nie” gdy czułem, że to za dużo, to okazało się, że nie tylko ja czuję się lepiej, ale również ludzie wokół mnie czują się lepiej, bo nagle mam dla nich prawdziwą energię, prawdziwą obecność, prawdziwe zainteresowanie, a nie tylko takie zmęczone „tak, słucham cię, ale po cichu myślę już o tym, jak szybko stąd wyjść, bo nie mam siły”.
Zapamiętaj więc: zdrowa porcja miłości własnej, wbrew powszechnej opinii, to nie jest egoizm, tylko warunek, żeby w ogóle móc funkcjonować jako zdrowy, zrównoważony człowiek, który ma coś wartościowego do dania światu i innym ludziom.
DRUGA: PRZESTAŃ CZEKAĆ NA CUDZE POZWOLENIE NA BYCIE SZCZĘŚLIWYM
Druga rzecz, której być może nikt Cię nie nauczył, to świadomość, że musisz przestać czekać na cudze pozwolenie na bycie szczęśliwym, na spokój wewnętrzny, na to, żeby żyć tak, jak naprawdę chcesz, a nie tak, jak inni od Ciebie oczekują. Jak się rozejrzysz wokół siebie, to zobaczysz, że większość ludzi żyje w takim dziwnym stanie zawieszenia, jakby czekała, aż ktoś: rodzice, partner, szef, społeczeństwo, czy Bóg dadzą im wreszcie pozwolenie na to, żeby poczuli się dobrze ze sobą, żeby przestali wymagać od siebie perfekcji w każdej sytuacji, żeby wreszcie zaczęli żyć pełnią życia zamiast tylko wypełniać jakieś role społeczne i starać się przetrwać kolejny dzień, tydzień czy miesiąc.
Ale ten moment nigdy nie pojawia się. Pamiętaj, że nikt z zewnątrz nie powinien mieć władzy nad Twoim wewnętrznym światem i nikt nie ma prawa dawać Ci pozwolenia na szczęście, bo to jest wyłącznie Twoja decyzja, Twój wybór, Twoje fundamentalne prawo jako człowieka.
Wielu ludzi przez całe życie czeka, często nieświadomie, na taki moment, w którym poczują, że już wystarczająco dużo zrobili, wystarczająco dużo się poświęcili, wystarczająco udowodnili swoją wartość światu, żeby móc sobie pozwolić na spokój, na odpoczynek, na życie bez ciągłego napięcia i stresu. I ten moment zazwyczaj nie nadchodzi, bo za każdym razem, gdy osiągają jakiś cel, od razu pojawia się kolejny, wyższy, trudniejszy, i znowu czują, że jeszcze nie zasługują, że jeszcze muszą więcej udowodnić, więcej osiągnąć, więcej dać.
Ja sam też tak żyłem, dopóki nie uświadomiłem sobie, że to ja sam muszę dać sobie to pozwolenie, że nikt inny tego nie zrobi, że to moja odpowiedzialność i moja decyzja, i że mogę przestać czekać i po prostu zacząć żyć. I wtedy się okazało, że przez wszystkie te lata, kiedy myślałem, że muszę coś udowodnić, muszę coś osiągnąć, żeby zasłużyć na wewnętrzny luz i życie na mój sposób, to tak naprawdę mogłem je mieć od samego początku, gdybym tylko pozwolił sobie na to, gdybym tylko uwierzył, że mam do tego prawo nie dlatego, że coś osiągnąłem, ale po prostu dlatego, że jestem człowiekiem.
Dlatego moje drugie zalecenie brzmi: przestań czekać na cudze pozwolenie na szczęście. Nikt Ci go nie da, bo to nie powinna być czyjaś decyzja tylko Twoja i każdy dzień, który tracisz na czekanie, to kolejny dzień Twojego jedynego życia, którego nie odzyskasz.
TRZECIA: POCZUCIE WINY JEST BEZUŻYTECZNE I SZKODLIWE
Kolejna rzecz, która może jest najtrudniejsza do zaakceptowania dla ludzi wychowanych w popularnej u nas kulturze winy, to fakt, że poczucie winy jest bezużyteczne i szkodliwe, i że jedyne, co ono tak naprawdę robi, to zakotwicza Cię w przeszłości i odbiera energię na życie w teraźniejszości tu i teraz.
Poczucie winy to, jak się zastanowisz, jedna z bardziej bezużytecznych emocji, jakie wymyślił człowiek, bo poczucie winy nie naprawia przeszłości (bo czasu nie da się cofnąć), nie pomaga drugiemu człowiekowi (bo Twoje cierpienie nie zmniejsza jego bólu), nie czyni Cię lepszą osobą (bo tylko paraliżuje), tylko po prostu zatruwa Ci życie i sprawia, że tkwisz w miejscu, powtarzając w kółko w głowie ten sam film o tym, jak zawaliłeś sprawę pięć, dziesięć czy nawet dwadzieścia lat temu.
Przyznaję, że przez wiele lat sam w to wierzyłem: że poczucie winy to dowód, że mam sumienie, że jestem dobrym człowiekiem, że nie jestem obojętny na to, co robię i jak wpływam na innych ludzi. Ale wyjaśnijmy różnicę między winą a odpowiedzialnością, to wszystko stanie się jasne i zrozumiałe.
Wina jestem zły, bo zrobiłem coś złego, i zasługuję na karę”. Odpowiedzialność mówi: „zrobiłem coś, co nie było dobre, ale mogę się z tego nauczyć i nie popełnić tego błędu znowu, a jeśli się da, to mogę też spróbować naprawić to, co zrobiłem, szczególnie jeśli ucierpiał też ktoś inny„. Widzisz różnicę? Wina zatrzymuje Cię w przeszłości jak w więzieniu bez możliwości zwolnienia. Odpowiedzialność daje Ci narzędzia zmiany w przyszłości i możliwość naprawy. Wina jest emocjonalnym samobiczowaniem się bez żadnego pozytywnego efektu. Odpowiedzialność jest produktywnym wykorzystaniem doświadczenia, nawet jeśli na pewno nie chciałbyś go powtórzyć.
Pociesz się, że podobnie jak wielu ludzi, ja też przez wiele lat nosiłem w sobie poczucie winy za różne rzeczy, które zrobiłem albo których nie zrobiłem; za projekt, który odpuściłem, za ludzi, których zawiodłem, za decyzje, które wydawały mi się błędne. I ta wina nie zmieniła niczego w przeszłości, nie pomogła nikomu, tylko po prostu zabierała mi energię, która mogła pójść na budowanie czegoś nowego, na naprawienie tego, co się da naprawić, na bycie lepszym człowiekiem w teraźniejszości.
Na szczęście w którymś momencie, przyznaję że dość późno jak na moje prawie siedemdziesiąt lat, uświadomiłem sobie, że mogę po prostu wybaczyć sobie różne liczne głupoty, które popełniałem nie tylko w młodości ale niestety też i w średnim wieku. Że mogę powiedzieć „tak, to się stało, nie jestem z tego dumny, ale już wystarczająco długo się za to karałem i teraz wybieram, żeby iść dalej bez tego ciężaru„. Wtedy poczułem taką ulgę, jakbym zdjął ciężki plecak pełen kamieni, który niosłem przez lata na plecach, a którego ciężaru nawet już nie zauważałem, bo był tak naturalną częścią mnie.
Polecam Ci więc abyś wypróbował takie właśnie nastawienie: poczucie winy jest bezużyteczne i szkodliwe. Zamień je na odpowiedzialność, wyciągnij lekcję z każdego doświadczenia, napraw to, co się da naprawić, przeproś ludzi, którym zrobiłeś krzywdę, a potem idź dalej jako dobry człowiek. Człowiek, który nauczył się czegoś ważnego, a nie jako ktoś, kto wciąż odgrywa w głowie ten sam stary, bolesny film.
CZWARTA: PRZESTAŃ ŻYĆ WEDŁUG CUDZYCH OCZEKIWAŃ
Czwarta rzecz, której zazwyczaj nikt nas nie uczył ani w szkole ani w domu, to to, że trzeba przestać żyć według cudzych oczekiwań i zacząć żyć według własnych wartości, własnych celów, własnego rozumienia dobrego życia, które może być zupełnie inne niż to, co media i społeczeństwo nazywają sukcesem. Większość ludzi żyje życiem, które zostało zaprojektowane przez innych – rodziców, nauczycieli, społeczeństwo, media, influencerów – i często dopiero w wieku czterdziestu, pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat budzą się z tego snu i chwila, chwila, czy ja w ogóle chcę tego życia, które prowadzę? Czy to naprawdę są moje cele, czy tylko wmówiono mi, że powinny być?„
Często największym problemem nie jest to, że ludzie nie osiągają swoich celów, tylko to, że osiągają cudze cele, myśląc przez całe życie, że to są ich własne; że spędzają całe życie wspinając się po drabinie sukcesu, ciężko pracując, poświęcając się, rezygnując z przyjemności, a potem docierają wreszcie na szczyt i odkrywają, że drabina stała cały czas pod złą ścianą, że to nie było to, czego naprawdę chcieli, tylko to, czego inni od nich oczekiwali, co uznawali za „normalne”, za „przyzwoite”, za „odpowiedzialne”.
Ja tak do mniej więcej trzydziestu paru lat, też żyłem według pewnego scenariusza, który wydawał mi się naturalny, oczywisty, jedyny możliwy dla przyzwoitego człowieka; studiuj pilnie, pracuj ciężko, buduj karierę, zarabiaj coraz więcej, osiągaj coraz wyższe cele, udowadniaj swoją wartość światu, nie odpuszczaj, nie zwalniaj, bo inaczej jesteś nieudacznikiem. I robiłem to wszystko, i osiągałem te cele, ale gdzieś w środku czułem dyskomfort, poczucie, że to nie jest to, że żyję życiem, które może według kryteriów społeczeństwa jest dobre i godne szacunku, ale nie jest moje, że spełniam czyjeś oczekiwania, ale nie swoje marzenia, nie swoje prawdziwe pragnienia.
Dopiero w pewnym momencie, kiedy zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, co ja naprawdę chcę, jakie życie chcę prowadzić, co jest dla mnie ważne, a co nieważne, wreszcie do mnie dotarło, że przez wiele lat, podobnie jak większość ludzi wokół mnie, żyłem według cudzego scenariusza, który mi wmówiono jako dziecku czy jako młodemu człowiekowi, a który nigdy nie był moim własnym, autentycznym wyborem.
I kiedy zacząłem żyć według własnych wolność, autentyczność, głębokie relacje z bliskimi ludźmi, spokój wewnętrzny, czas na przyjemności, to okazało się, że życie stało się nagle lżejsze, prostsze, przyjemniejsze, choć z zewnątrz może wydawać się mniej imponujące niż wcześniej, mniej widowiskowe, mniej godne pochwał w mediach społecznościowych. Ja to nazywam życiem w niespektakularnym dobrobycie. Jasne, że zwłaszcza na początku, to potrzeba odwagi, żeby żyć według własnych reguł, a nie według cudzych oczekiwań; żeby powiedzieć „nie” rzeczom, które inni uważają za ważne, ale które Ty wiesz, że nie są dla Ciebie istotne; i co najważniejsze, żeby wybrać prostsze życie zamiast takiego bardziej widowiskowego i na pokaz.
Ale w rezultacie ja na przykład pracowałem przez wiele lat zarobkowo tylko pięćdziesiąt dni w roku (tak, słyszysz dobrze, pięćdziesiąt dni, a nie pięćdziesiąt tygodni), resztę czasu miałem dla siebie, dla bliskich, dla samorozwoju i wielu przyjemności, które też są ważne w życiu, choć wielu ludzi o tym zapomina. I wiele osób nie rozumiało i nie rozumie do dzisiaj, dlaczego mając takie stawki konsultingowe nie pracuję więcej, skoro mógłbym zarabiać o wiele, wiele więcej. A ja po prostu wybrałem życie według swoich wartości, a nie według cudzych oczekiwań i społecznych norm. I tam zarobienie jak największej kwoty pieniędzy nie było priorytetem. I to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć w swoim życiu. Napiszę o tym może więcej w następnym newsletterze.
Dlatego i Tobie z całego serca zalecam: przestań żyć według cudzych oczekiwań. Odkryj szczerze, bez oszukiwania siebie, co jest naprawdę ważne dla Ciebie. I zacznij żyćj według tego, nawet jeśli inni nie będą Cię rozumieć albo nawet krytykować.
CO MOŻESZ ZROBIĆ JUŻ DZIŚ
Jeśli czytasz te słowa i czujesz, że to wszystko brzmi pięknie w teorii, ale nie wiesz, od czego zacząć w praktyce, to mam dla Ciebie kilka bardzo konkretnych kroków, które możesz zastosować już dziś, jeszcze zanim skończysz czytać ten newsletter:
KROK 1 – SPRAWDŹ SZCZERZE SWÓJ BILANS DAWANIA I BRANIA
Weź kartkę papieru (tak, fizyczną kartkę, nie notes w telefonie) i napisz szczerze odpowiedzi na te pytania:
- Ilu osobom powiedziałeś „tak” w tym tygodniu, choć czułeś w środku, że to za dużo?
- Kiedy ostatnio zrobiłeś coś tylko dla siebie, bez poczucia winy, że „marnujesz czas”?
- Czy masz w swoim tygodniu choć jedną godzinę zarezerwowaną tylko dla siebie, która faktycznie nie jest dostępna dla innych?
Jeśli nie masz dobrych odpowiedzi na te pytania, to znak, że pod tym względem równowaga w Twoim życiu jest zachwiana i musisz pilnie to zmienić.
KROK 2 – NAPISZ LISTĘ SWOICH PRAWDZIWYCH WARTOŚCI
Nie tego, co „powinno” być ważne, ale tego, co naprawdę jest dla Ciebie ważne. Nie pokazuj tej listy nikomu, nie oceniaj siebie, po prostu napisz szczerze. Przykłady: wolność, spokój, przygoda, bezpieczeństwo finansowe, relacje, tworzenie, pomaganie, natura, sztuka. Ale nie bój się też napisać tych bardziej hedonistycznych rzeczy, ja też takie mam ;-) Wybierz 5 najważniejszych. A potem sprawdź szczerze: czy Twoje życie, a zwłaszcza Twój kalendarz odzwierciedlają te wartości? Jeśli nie, to zastanów się, co możesz zmienić?
KROK 3 – WYBACZ SOBIE JEDNĄ RZECZ Z PRZESZŁOŚCI
Pomyśl o jednej sytuacji z przeszłości, za którą wciąż karzesz się w myślach. Napisz na Wybaczam sobie [co zrobiłeś], ponieważ [dlaczego to zrobiłeś wtedy], i wybieram aby iść dalej z tą lekcją, ale bez tego ciężaru winy”. Przeczytaj to na głos. Jeśli czujesz opór, to normalnie – to oznacza, że trafiłeś w prawdziwy problem. Przeczytaj jeszcze raz, głośniej.
PODSUMOWANIE
To są cztery rzeczy o miłości własnej, które mogą całkowicie zmienić Twoje życie, tak jak kiedyś zmieniły moje:
- miłość własna to nie egoizm tylko warunek przetrwania,
- przestań czekać na cudze pozwolenie na szczęście,
- poczucie winy jest bezużyteczne więc zamień je na odpowiedzialność,
- przestań żyć według cudzych oczekiwań tylko odkryj swoje prawdziwe wartości.
Jeśli chcesz usłyszeć szerszą wersję tego tekstu z dodatkowymi przykładami i historiami z mojego życia, to zapraszam Cię od 28.11 godz. 17:00 do obejrzenia filmu na YouTube, który nagrałem na ten temat – link znajdziesz tutaj.
Powodzenia w odnajdywaniu i rozwijaniu miłości własnej, a potem w budowaniu naprawdę szczęśliwego życia, które będzie Twoje, a nie kopią cudzych oczekiwań.
Alex
P.S. Jeśli ten newsletter był dla Ciebie wartościowy, prześlij go komuś, kto również może potrzebować usłyszeć te słowa. Czasem jedno takie przekazanie może zmienić czyjeś życie bardziej niż myślisz. Możesz też polecić mu zapisanie się na tej stronie: https://newsletter.alexba.eu/
A jeśli interesuje CIę coś z poprzednich wydań, to znajdziesz to w Archiwum Newslettera
PPS: Idą Święta, jeśli chcesz zrobić komuś (sobie też) wartościowy prezent, który może zmienić życie, to zajrzyj do naszej księgarni, są tam nie tylko pojedyncze książki, ale też korzystne cenowo zestawy. Podobnie, jeśli potrzebujesz prezentów dla współpracowników i klientów, napisz do mnie, przy większych zamówieniach zrobimy specjalny rabat, możliwe jest też opakowanie prezentowe każdej książki.









Dodaj komentarz