Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Listy Czytelników

List od Czytelnika

Otrzymałem następujący mail od Czytelnika:

Cześć Alex,

Ostrzegam na samym początku, że będzie to dość długi mail ;)

Piszę do Ciebie w sprawie pewnego problemu, który mam ostatnio ze swoimi rodzicami. Dzisiaj natrafiłem na twój post „Precz z dyktaturą pociotków i znajomych”, w którym opisujesz dość podobną sytuację do mojej. Z racji tego, że kończę obecnie studia, zaczęły pojawiać się pytania „Co dalej będziesz robił?”, „Co planujesz?”, „Czemu nie obroniłeś się w terminie?”, etc. Punktem kulminacyjnym były ostatnie święta, gdzie już po moim przyjeździe na wigilię, można było wyczuć napiętą atmosferę. Atak przyszedł w drugi dzień świąt. Rodzice dosłownie „zaatakowali” mnie i zaczęli przeprowadzać przesłuchanie. Starałem się spokojnie wszystko wytłumaczyć, a kiedy powiedziałem, że za niedługo mam zamiar otworzyć swoją firmę (o czym kiedyś im wspominałem), zaczęła się jeszcze bardziej agresywna wymiana zdań (z ich strony). Ja cały czas ze stoickim spokojem chciałem wszystko wytłumaczyć, ale się nie dało. Moja mama powiedziała, że moja firma upadnie i będzie to oznaczało, że zostanę nieudacznikiem i właściwie jedyną możliwością dla mnie jest etat. Przez szacunek dla moich rodziców nie chciałem wszczynać kłótni (pomimo licznych przykrych argumentach ad persona kierowanych w moją stroną) i po prostu milczałem, albo odpowiadałem półsłówkami. W końcu dyskusja (po ponad dwóch godzinach) dobiegła końca. Nie powiem, że było mi bardzo przykro. Nie jest to przyjemne, kiedy wszystkie twoje marzenia, pasje, pomysły na życie są dosłownie mieszane z błotem przez twoich własnych rodziców. Można powiedzieć, że jest to typowa sytuacja rodzinna, jednak chciałbym przedstawić kontekst całej sytuacji.

Moi rodzice od ponad 20 lat prowadzą firmę i właściwie przez całe moje życie tak mnie wychowywali, żeby w przyszłości prowadzić jakąś swoją własną działalność. Wpajali mi przez cały czas, żeby być nonkonformistą i podążać swoją drogą. Niestety na przestrzeni ostatnich lat, co jakiś czas moi rodzice szukają jakiejś „zaczepki” i powodu do awantury. Dodam, że od pierwszego roku moich studiów jestem całkowicie niezależny finansowo, wyjechałem dość daleko na studia i od końca liceum praktycznie nie wziąłem od moich rodziców ani jednej złotówki. Przez cały okres studiów pracowałem i starałem się utrzymać samodzielnie. Również realizowałem mnóstwo dodatkowych projektów (poza zwykłym studiowaniem). Niestety nawet jak robiłem dość spory projekt studencki (całkowicie społecznie), to i tak zostałem „opieprzony” za to, że coś tam się nie podobało moim rodzicom. Mimo, że nie miało to absolutnie żadnego wpływu na nic i w żadnym stopniu nie dotyczyło moich rodziców.

Mam pewne podejrzenia skąd może wynikać „agresja” moich rodziców w stosunku do moich działań. Jako 19-latek miałem okazję kierować firmą rodziców, kiedy oni wyjechali na zagraniczne wakacje. Przyznam się, że była to dla mnie prawdziwa szkoła życia, bo w tym czasie nauczyłem się mnóstwa rzeczy. Kiedy przyjechali moi rodzice, przedstawiłem listę usprawnień, które można wprowadzić, żeby firma sprawniej funkcjonowała. Niestety moi rodzice stwierdzili, że się nie znam i to nie jest takie proste i nie ma potrzeby niczego zmieniać. Przez kolejne lata czasem byłem pytany o zdanie dotyczące firmowych spraw, ale zawsze mój pomysł był zły i wszystko kończyło się kłótnią. Dlatego postanowiłem i o tym też oficjalnie powiedziałem rodzicom, że nie będę już udzielał się w tych sprawach, bo to nie ma sensu i znowu była awantura. Wydaje mi się, że wszystkie problemy biorą się stąd, że firma moich rodziców od pewnego czasu stoi w miejscu i stąd bierze się ta cała frustracja. Ja chciałem i chcę pomóc nadal, ale „nie znam się” (wg moich rodziców). Miałem nawet taki plan, żeby odłożyć na jakiś czas pracę magisterską i przez np. 3 miesiące zastąpić moich rodziców, żeby przeprowadzić potrzebne zmiany w firmie i ruszyć ją do przodu, ale po ostatnich kłótniach stwierdziłem, że byłaby to strata czasu.

Stąd moje pytanie; co w takiej sytuacji zrobić? Nie chciałbym przy kolejnej rozmowie o przyszłości wchodzić w kłótnię. Jeżeli odpowiem na ich pytanie o moje plany tekstem „Dlaczego o to pytasz?”, to znając moich rodziców, rozpęta się piekło. Niestety z moimi rodzicami nie mogę spokojnie, używając rozsądnych argumentów, podyskutować, tylko zawsze jest co najmniej podniesiony głos i bardzo żywiołowa dyskusja. Chciałbym mimo wszystko tego uniknąć i utrzymać dobre relacje ze swoimi rodzicami.

Jeżeli dotarłeś do końca, to bardzo dziękuję za poświęcony czas. Również chciałbym podziękować za Twoje świetne teksty i pogratulować wspaniałego bloga!

I co mam na to powiedzieć? :-)

Mimo wszystko mamy trochę mało danych, a przede wszystkim brak punktu widzenia drugiej strony, czyli Twoich rodziców. Mając takie ograniczenia trudno coś bardzo konkretnie doradzić, niemniej spójrzmy na to, co mamy:

  1. „Moi rodzice od ponad 20 lat prowadzą firmę i właściwie przez całe moje życie tak mnie wychowywali, żeby w przyszłości prowadzić jakąś swoją własną działalność” – to jest bardzo dobre i cenne, wiekszość rodziców wychowuje dzieci na dobrych niewolników na pensji z kredytem na 30 lat
  2. „Wpajali mi przez cały czas, żeby być nonkonformistą i podążać swoją drogą.” – super, większość rodziców (razem ze szkołą) uczy dzieci zupełnie czegoś innego
  3. „ Dodam, że od pierwszego roku moich studiów jestem całkowicie niezależny finansowo, wyjechałem dość daleko na studia i od końca liceum praktycznie nie wziąłem od moich rodziców ani jednej złotówki. Przez cały okres studiów pracowałem i starałem się utrzymać samodzielnie” – brawo!!!
  4. „Moja mama powiedziała, że moja firma upadnie i będzie to oznaczało, że zostanę nieudacznikiem i właściwie jedyną możliwością dla mnie jest etat.”
  5. „jak robiłem dość spory projekt studencki (całkowicie społecznie), to i tak zostałem „opieprzony” za to, że coś tam się nie podobało moim rodzicom. Mimo, że nie miało to absolutnie żadnego wpływu na nic i w żadnym stopniu nie dotyczyło moich rodziców. „

Widzisz, że punkty 1-2 oraz 4-5 całkowicie do siebie nie pasują?

Stawiasz hipotezę, że ta przemiana miała miejsce kiedy:

„ Jako 19-latek miałem okazję kierować firmą rodziców, kiedy oni wyjechali na zagraniczne wakacje. Przyznam się, że była to dla mnie prawdziwa szkoła życia, bo w tym czasie nauczyłem się mnóstwa rzeczy. Kiedy przyjechali moi rodzice, przedstawiłem listę usprawnień, które można wprowadzić, żeby firma sprawniej funkcjonowała. Niestety moi rodzice stwierdzili, że się nie znam i to nie jest takie proste i nie ma potrzeby niczego zmieniać.”

Jak im to powiedziałeś? Z wyższością i lekceważeniem, czy też w cywilizowany, profesjonalny sposób?

Nawiasem mówiąc nastawienie „nie ma potrzeby nic zmieniać” jest bardzo powszechne wśród polskich drobnych przedsiębiorców i powoduje, że przy zmianie sytuacji na rynku albo padają jak muchy, albo pytają rząd „jak żyć”, albo przeżywają dzięki maksymalnemu „wyciśnięciu” biednych galerników, którzy u nich pracują.

Używasz takich określeń jak:

„ zaczęli przeprowadzać przesłuchanie”

„zaczęła się jeszcze bardziej agresywna wymiana zdań (z ich strony).” – wymiana zdań wymaga dwóch stron!!

„ kiedy wszystkie twoje marzenia, pasje, pomysły na życie są dosłownie mieszane z błotem przez twoich własnych rodziców” – na czym to mieszanie błotem dokładnie polegało?

Wiesz, w tych punktach powyżej teoretycznie mógłbyś byc „ofiarą” zjawiska, które opisałem w poście

http://alexba.eu/2009-09-13/rozwoj-kariera-praca/przekaz-odbior/

Nie mówię, że tak jest, ale najpierw należałoby taką możliwość wykluczyć

Dziwnym dla mnie jest tez Twoje stwierdzenie: „Chciałbym mimo wszystko ….. utrzymać dobre relacje ze swoimi rodzicami.” bo to co opisujesz trudno mi nazwać „dobrymi relacjami”, więc znowu mamy jakąś sprzeczność.

Widzisz ile mam wątpliwości? Aby posunąć się dalej, należałoby koniecznie  je wyjaśnić.

Aby nie zostawić Cię całkiem bez odpowiedzi, załóżmy że je wyjaśnimy w zadowalający sposób i nie okaże się, że sytuacja jest całkiem inna niż w Twoim opisie, a firmę, którą chcesz założyć nie zamierzasz finansować z pieniędzy rodziców.

Wtedy mamy następujące punkty:

  1. jesteś finansowo niezależny i do przeżycia nie potrzebujesz rodziny
  2. masz wizję swojego życia na najbliższy okres
  3. z nieznanych powodów Twoi rodzice nie traktują Cie poważnie i szacunkiem należytym człowiekowi, który sam utrzymuje sie w życiu uczciwą pracą.

Podjąłbym następujące działania:

  1. napisałbym do rodziców list (bo najwyraźniej próby porozumienia się bezpośrednio źle się kończą), w którym wyraziłbym im wdzięczność i szacunek, za niezależna postawę, której Cię nauczyli. Wyraziłbym ubolewanie, że Wasza wzajemna wymiana zdań przebiega w taki sposób jak dotychczas i zadeklarował chęć zmienienia tego na lepsze. Zapytał, czy tez są gotowi usiąść z Tobą jak dorośli z dorosłym i porozmawiać po partnersku.
  2. Gdyby ten list, albo wynikająca z niego rozmowa nie przyniosły rezultatów (a rezultatem jest, jeśli niezależnie od ewentualnej różnicy zdań jesteś traktowany poważnie), to robisz rodzicom „dietę” z kontaktów z Tobą. Po prostu, pomijając jakieś poważne wypadki losowe, żyjesz przez pewien czas jakby oni nie istnieli na świecie zajmując się Twoim życiem. Taka „dieta” zastosowana odpowiednio długo czyni cuda :-) musi tylko byc „ścisła”, czyli żadnych wspólnych Świąt, urodzin, imienin itp.
  3. Wystartował z realizacją Twoich planów życiowych

Wszystko to, powtarzam jeszcze raz, pod warunkiem odpowiedniego wyjaśnienia moich wątpliwości wyrażonych powyżej.

To sa takie przemyślenia na szybko, przed wyjściem na plażę, więc bez bardzo dokładnej analizy.

Przyda się to komuś?

Komentarze (19) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-30
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Artykuły, Rozwój osobisty i kariera, Wykorzystaj potencjał

Nie masz prawa (prawie) do niczego cz.6

Porozmawiajmy o kolejnej rzeczy, do której nie mamy prawa, jeśli chcemy bezproblemowo nawiązywać i utrzymywać ciekawe znajomości z różnymi ludźmi.

Dzisiejsze stwierdzenie brzmi:

„Nie masz prawa wypytywać o cokolwiek osobistego, ani zwracać na to uwagę”

Podkreślam na wszelki wypadek, że cały czas mówimy o relacjach prywatnych, w biznesie często jest potrzebne zrobienie due diligence, ale to jest zupełnie inna para kaloszy. Tak samo powyższe nie dotyczy spraw zagrożenia życia lub zdrowia,  to też powinno już być oczywiste.

W tym punkcie tego „wypytywania” znowu Polacy mają spory problem, bo nieposzanowanie czyjejś prywatności jest bardzo silnie obecne w naszej „kulturze”.

Przypomnijcie sobie te wszystkie wścibskie pytania np. rodziny i tzw. „bliskich” o Wasze plany zawodowe, życie rodzinne lub intymne, plany co do posiadania dzieci, zmiany pracy, wysokość dochodów, cena mieszkania, powód nieposiadania dzieci, gdzie i za ile spędziłeś wakacje itp.

Denerwujące, nieprawdaż?

Jak sobie radzić z takimi osobami opisywałem w postach „Precz z dyktaturą pociotków i znajomych”, ale dzisiaj przyjrzyjmy się uważnie, czy sami nie popełniamy podobnych błędów.

Wielu rodaków ma wyniesioną ze szkoły silną tendencję „wyłapywania” u innych różnych szczegółów „odbiegających od normy” i dopytywanie się o nie. U niektórych zdaję się to być wręcz działaniem zastępczym zamiast innych przyjemnych rzeczy, które zazwyczaj robi się we dwoje :-)

Nie róbcie tego!!!

Bądźcie bardzo delikatni w takich sprawach. Ze względu na brak (w moich oczach) ostrych kryteriów, o co ewentualnie możemy pytać jest to tylko kwestia wyczucia, a to trudno przekazać słowem pisanym. Może opowiem coś o swoim podejściu, aby przybliżyć Wam o co chodzi.

W życiu zawodowym jestem bardzo dociekliwym człowiekiem, po 20 latach praktyki oraz studiowaniu takich zagadnień jak techniki przesłuchaniowe policji czy amerykańskich adwokatów procesowych z niewyszkolonego człowieka wyciągnę prawie każdą informację i wyłapię większość niespójności jak mi na tym zależy. Sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli poznaję kogoś prywatnie w sprawach niezwiązanych z biznesem. Wtedy zazwyczaj jestem bardzo delikatny w moich pytaniach i generalnie zamiast wypytywać mówię danej osobie:

„powiedz mi proszę to, co według Ciebie powinienem o Tobie wiedzieć/ co jest ważne abym o Tobie wiedział”.

Innymi słowy pokazuje temu człowiekowi, że nie jest na jakimś castingu albo rozmowie rekrutacyjnej, że jestem gotów poznać go od tej strony, którą on zechce. Daje to tej osobie duży luz? Sprzyja otwarciu się jako człowiek bez konieczności długiego „stażu” w znajomości? Możecie się założyć że tak!!

Dodatkowym elementem, jest kwestia postrzegania :-) Tutaj znowu po tylu latach mojej pracy mam je chyba rozwinięte trochę ponad przeciętny poziom. Nie przeszkadza mi to często wyłączać je w różnych sytuacjach prywatnych, zwłaszcza jeśli jego rezultaty mogłyby być krępujące dla drugiej strony. Pamiętam kiedyś poznałem młodą, szczupłą kobietę. Wylądowaliśmy w łóżku i tam okazało się, że dziewczyna ma nieco powiększony chirurgicznie biust (wcześniej musiało być zero), do tego dość kiepsko zrobiony, z bardzo wyraźnymi bliznami. Ilu facetów zwróciłoby na to głośno uwagę, ewentualnie wypytując kto go tak spartolił itp? Ja, przez ponad 6 miesięcy naszej intensywnej znajomości nie tylko ani słowa na ten temat nie powiedziałem, ale cały czas zachowywałem się jakby była to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem koncentrując się na innych przyjemnych aspektach naszego bycia razem. Rozumiecie o co chodzi?

Przeanalizujcie Wasze zachowanie w takich sprawach życiowych. Ewentualna zmiana może zrobić ogromną różnice!

Zapraszam do dyskusji w komentarzach

PS: Wyjaśnienie kwestii antykoncepcji zanim pójdziemy z kimś po raz pierwszy do łóżka nie podchodzi pod kwestie osobiste, o które nie powinniśmy pytać :-) Całe szczęście można to zrobić zgrabnie i delikatnie :-)

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)
Komentarze (87) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-27
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Listy Czytelników

List od Czytelniczki Mxx

Otrzymałem następujący list:

„Witaj Alexie,

Czytam Twojego bloga od dłuższego czasu, naprawdę sporo już wyciągnęłam. W ogóle bardzo zainteresował mnie rozwój osobisty, zmiana na lepsze samego siebie. Jakkolwiek to nazwać. Mam 18 lat, a w maju maturę. Chciałabym w przyszłości związać swoją pracę z rozwojem osobistym. Czy mógłbyś doradzić mi jakiś kierunek studiów? Nie wiem, jak mam ukształtować swoją ścieżkę. Mam nadzieję, że odpiszesz mi na mojego maila. Będę ogromnie wdzięczna.

Pozdrawiam serdecznie,
Mxx”

Moja odpowiedź brzmiała:
„Mxx

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na takie pytanie, zwłaszcza nic o Tobie nie wiedząc.
W ciemno: jeśli chcesz się zajmować rozwojem osobistym, to zacznij może od niego w Twoim życiu. Jeśli już koniecznie chcesz studiować, to najlepiej za granicą albo przynajmniej z dala od Twojego miejsca zamieszkania. To postawi cię przed nowymi wyzwaniami i nawet jak na poczatku nie będzie łatwo, szybko rozszerzy Twoje pojmowanie świata i mozliwości działania.
Pozdrawiam
Alex
Teraz dodałbym jeszcze: „Staraj się w miarę możliwości sama utrzymać nie „wisząc” na garnuszku u rodziców. To też bezcenny trening
Macie inne zalecenia dla Mxx? Zapraszam do wypowiedzi

Komentarze (20) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-26
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Listy Czytelników

Listy Czytelników – nowa kategoria na blogu

Od dziś mamy na blogu nową kategorie postów, jak w tytule powyżej.

Chodzi mi o to, że czasem Czytelnicy podsyłają mi różne zapytania, które warto opublikować bo:

  • odpowiedź może zainteresować więcej osób
  • pozostali Czytelnicy mogą wnieść wartościowe punkty widzenia

Często są to dość proste zagadnienia, albo takie w których nie można dać jednoznacznej odpowiedzi, niemniej już pokazanie innego kierunku myślenia może być wartościowe.  Sporadycznie robiłem coś takiego w przeszłości w kilku „grubszych” sprawach, od dziś damy szansę też takim mniejszego kalibru. Oczywiście nie oznacza to rezygnacji z dużych, bardzo poważnych i często kontrowersyjnych wpisów, jak ten poprzedni czy ten „zamówiony” przez Panie, po prostu eksperymentalnie rozszerzamy nasze spektrum. Co z tego wyniknie, to zobaczymy.

Parę reguł na początek:

  • jakąkolwiek korespondencję do mnie traktuję poufnie, chyba , że ktoś jednoznacznie zażyczy sobie inaczej.
  • jeśli zgadzasz się na publikowanie (po usunięciu identyfikujących Cię szczegółów) Twojego maila na blogu to:
    – napisz to jednoznacznie w treści
    – podaj nick, pod jakim mam Twój mail opisać (to jest list od <nick>) oraz p[od jakim Ty będziesz ewentualnie zabierać głos w dyskusji. Proszę nie podawaj tylko samego imienia, bo np. mamy juz 4 Magdy :-) lecz dodaj cokolwiek czyniącym ten nick unikalnym
  • nie ma gwarancji, że taki mail będzie opublikowany, bo sprawa musi dotyczyć większej ilości osób, ale szanse są duże :-)

Zobaczymy, czy ta nowość się przyjmie i będzie z pożytkiem dla Was.

Komentarze (1) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-26
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera, Wykorzystaj potencjał

Nie masz prawa (prawie) do niczego cz.5

Dziś porozmawiajmy o kolejnej dość delikatnej kwestii a mianowicie:

Nie masz prawa wymagać od innych poświęceń, ani małych ani dużych”

Część z Was oczywiście powie: „Jak to, w bliskim związku trzeba czasem poświęcać się dla drugiej osoby!!”

Trzeba, albo i nie trzeba, to pytanie pozostawimy na razie jako otwarte. To, o czym piszę, to sprawa domagania się, a przynajmniej oczekiwania, że inny człowiek „się poświęci”.

Czyli zrezygnuje z czegoś, co jest dla niego ważne i/lub przyjemne, aby zrobić coś, co jest dobre dla nas.

Oczekiwanie poświęceń jest tak rozpowszechnione w polskim społeczeństwie, że jednostki, które głoszą poglądy opisane powyżej mogą na pierwszy rzut oka być postrzegane jako aspołeczne :-), przyjrzyjmy się więc temu bliżej.

Na początek podkreślmy więc co następuje:

  1. każdy ma prawo do dowolnych poświęceń ze swojej strony, zwłaszcza jeśli nie wiąże się to z koniecznością poświęcania się przez osoby trzecie

  2. dobrowolna rezygnacja z pewnych przyjemności i zasobów, aby zrobić coś dla drugiego człowieka jest zazwyczaj rzeczą dobrą i sam robię to bardzo często

Teraz mówimy o innym aspekcie, a mianowicie o tym, że nie mamy żadnego prawa oczekiwać tego od drugiego człowieka, wszystko jedno kim on jest.

Teoretycznym wyjątkiem może być zawarta wcześniej jednoznaczna umowa mówiąca że w wypadku X osoba Z zachowa się w sposób Y. Tutaj muszę Wam wyznać, że generalnie nie zawieram umów tego rodzaju (pomijamy teraz porozumienia czysto biznesowe). Dlaczego? Bo nie chcę, aby ktoś robił coś dla mnie tylko dlatego, że zmusza go do tego umowa!! To ja muszę tak planować moje życie i zasoby, aby nie stać się ciężarem dla innych, nawet w wypadku sporych katastrof życiowych. A nawet gdybym stracił wszystko łącznie z możliwością zarobkowania, to wtedy będę miał nadzieję na dobrowolną humanitarna pomoc z czyjejś strony, a nie oczekiwał tego od konkretnej osoby, chyba że będę stary i zniedołężniały a wcześniej zawre umowę o charakterze biznesowym jak opisałem kilka linijek wyżej.

W moim obecnym zyciu, nawet jak ktoś dobrowolnie chce się poświęcać dla mnie, to robie wszystko, co mozliwe aby tego unioknąć.

Co daje takie nastawienie jak opisuję w tym poście?

Jeżeli rzeczywiście je posiadamy (a nie tylko deklaratywnie), to ludzie wokół nas czuja brak jakiejkolwiek presji w tym kierunku i odważniej wchodzą z nami w relacje, które w wypadku postrzeganego zagrożenia „zobowiązaniami” nie byłyby możliwe. A to otwiera ogromne dodatkowe możliwości, nie tylko w biznesie :-)

Na zakończenie kilka przykładów oczekiwania gotowości do poświęceń:

  1. Rodzice oczekują że dzieci zajmą się nimi na starość – jest to niemądre i nie do końca fair, bo nikt przed przyjściem na świat nie pytał, czy zgadzają sie na taki deal. Full disclosure: Od lat wspieram moją 80-letnia mamę, ale czynie to z potrzeby serca a nie obowiązku. Poza tym fajnie jest zobaczyć , jak może żyć osiemdziesięciolatka, kiedy dostaje do dyspozycji trochę zasobów do Gypsy Time :-) Moja mama nigdy nie postrzegała tego, co robię jako zobowiązania, często wręcz muszę ją namawiać do przyjmowania czegokolwiek. To bardzo dobrze wpływa na nasze relacje.

  2. Dzieci oczekują, że rodzice będą je nadal wspierać nawet po uzyskaniu tzw. wieku dorosłego!! – To jest bardzo niebezpieczne założenie, które często prowadzi do przedwczesnych i niekoniecznie optymalnych życiowo decyzji dotyczących np. założenia rodziny, posiadania dzieci, czy tez kredytu na mieszkanie. Idealnie zrobił to kochający ojciec jednej mojej znajomej, której w wieku 18 lat powiedział: „Kiedy zdecydujesz się na założenie rodziny i dorosłość, to wiedz, że będziesz odpowiedzialna za wszystko, łącznie ze znalezieniem sobie własnego mieszkania, pracy itp.” To zabrzmiało w jej uszach niezwykle szokująco, ale dwadzieścia kilka lat później, mimo pochodzenia z typowego polskiego małego miasteczka, może ona spojrzeć na barwne i urozmaicone życie, którego nigdy nie zamieniałaby na to będące udziałem jej koleżanek. Tych, które od rodziców oczekiwały wsparcia i co gorsza je dostały. Polecam to uwadze zarówno dzieci jak i rodziców!

  3. Na zakończenie trochę nietypowy przykład z mojego życia. Od połowy lat dziewięćdziesiątych spędzam sporą część każdej zimy poza Europą. Po prostu niezbyt dobrze znoszę te ciemne i zimne miesiące a ponieważ w wyniku dobrego planowania mam możliwość spędzenia ich gdzieś indziej, to to robię. W tym czasie miałem różne przyjaciółki, z których znaczna część z powodów zawodowych lub biznesowych nie mogła wyrwać się z kraju na dłużej niż na zazwyczaj 2 tygodnie, czasem mniej. Ciekawą obserwacją było świadome lub podświadome zakładanie przez wiele z nich, że ponieważ one nie mogą z powodów czasowych (bo finansowych związanych z kosztami nie było) na tak długo wyjechać, to ja powinienem im towarzyszyć i siedzieć na miejscu! To przejawiało się albo w postaci otwartych pretensji, albo poprzez różne „humory”. Jak myślicie, jak wpływało to długofalowo na jakość tej relacji? Podkreślam, że nie mówimy tutaj o jakiejś sytuacji awaryjnej drugiej strony, tylko o normalnych zobowiązaniach zawodowych.

Tyle na razie w tym temacie, zapraszam do dyskusji w komentarzach

„Nie masz prawa wymagać od innych poświęceń, ani małych ani dużych”

Część z Was oczywiście powie: „Jak to, w bliskim związku trzeba czasem poświęcać się dla drugiej osoby!!”

Trzeba, albo i nie trzeba, to pytanie pozostawimy na razie jako otwarte. To, o czym piszę, to sprawa domagania się, a przynajmniej oczekiwania, że inny człowiek „się poświęci”. Czyli zrezygnuje z czegoś, co jest dla niego ważne i/lub przyjemne, aby zrobić coś, co jest dobre dla nas.

Oczekiwanie poświęceń jest tak rozpowszechnione w polskim społeczeństwie, że jednostki, które głoszą poglądy opisane powyżej mogą na pierwszy rzut oka być postrzegane jako aspołeczne :-), przyjrzyjmy się więc temu bliżej.

Na początek podkreślmy więc co następuje:

  1. każdy ma prawo do dowolnych poświęceń ze swojej strony, zwłaszcza jeśli nie wiąże się to z koniecznością poświęcania się przez osoby trzecie
  2. dobrowolna rezygnacja z pewnych przyjemności i zasobów, aby zrobić coś dla drugiego człowieka jest zazwyczaj rzeczą dobrą i sam robię to bardzo często

Teraz mówimy o innym aspekcie, a mianowicie o tym, że nie mamy żadnego prawa oczekiwać tego od drugiego człowieka, wszystko jedno kim on jest.

Teoretycznym wyjątkiem może być zawarta wcześniej jednoznaczna umowa mówiąca że w wypadku X osoba Z zachowa się w sposób Y. Tutaj muszę Wam wyznać, że generalnie nie zawieram umów tego rodzaju (pomijamy teraz porozumienia czysto biznesowe). Dlaczego? Bo nie chcę, aby ktoś robił coś dla mnie tylko dlatego, że zmusza go do tego umowa!! To ja muszę tak planować moje życie i zasoby, aby nie stać się ciężarem dla innych, nawet w wypadku sporych katastrof życiowych. A nawet gdybym stracił wszystko łącznie z możliwością zarobkowania, to wtedy będę miał nadzieję na dobrowolną humanitarna pomoc z czyjejś strony, a nie oczekiwał tego od konkretnej osoby, chyba że będę stary i zniedołężniały a wcześniej zawre umowę o charakterze biznesowym jak opisałem kilka linijek wyżej.

W moim obecnym zyciu, nawet jak ktoś dobrowolnie chce się poświęcać dla mnie, to robie wszystko, co mozliwe aby tego unioknąć.

Co daje takie nastawienie jak opisuję w tym poście?

Jeżeli rzeczywiście je posiadamy (a nie tylko deklaratywnie), to ludzie wokół nas czuja brak jakiejkolwiek presji w tym kierunku i odważniej wchodzą z nami w relacje, które w wypadku postrzeganego zagrożenia „zobowiązaniami” nie byłyby możliwe. A to otwiera ogromne dodatkowe możliwości, nie tylko w biznesie :-)

Na zakończenie kilka przykładów oczekiwania gotowości do poświęceń:

  1. Rodzice oczekują że dzieci zajmą się nimi na starość – jest to niemądre i nie do końca fair, bo nikt przed przyjściem na świat nie pytał, czy zgadzają sie na taki deal.
    Full disclosure: Od lat wspieram moją 80-letnia mamę, ale czynie to z potrzeby serca a nie obowiązku. Poza tym fajnie jest zobaczyć , jak może żyć osiemdziesięciolatka, kiedy dostaje do dyspozycji trochę zasobów do Gypsy Time :-) Moja mama nigdy nie postrzegała tego, co robię jako zobowiązania, często wręcz muszę ją namawiać do przyjmowania czegokolwiek. To bardzo dobrze wpływa na nasze relacje.
  2. Dzieci oczekują, że rodzice będą je nadal wspierać nawet po uzyskaniu tzw. wieku dorosłego!! – To jest bardzo niebezpieczne założenie, które często prowadzi do przedwczesnych i niekoniecznie optymalnych życiowo decyzji dotyczących np. założenia rodziny, posiadania dzieci, czy tez kredytu na mieszkanie. Idealnie zrobił to kochający ojciec jednej mojej znajomej, której w wieku 18 lat powiedział: „Kiedy zdecydujesz się na założenie rodziny i dorosłość, to wiedz, że będziesz odpowiedzialna za wszystko, łącznie ze znalezieniem sobie własnego mieszkania, pracy itp.” To zabrzmiało w jej uszach niezwykle szokująco, ale dwadzieścia kilka lat później, mimo pochodzenia z typowego polskiego małego miasteczka, może ona spojrzeć na barwne i urozmaicone życie, którego nigdy nie zamieniałaby na to będące udziałem jej koleżanek. Tych, które od rodziców oczekiwały wsparcia i co gorsza je dostały. Polecam to uwadze zarówno dzieci jak i rodziców! Nawiasem mówiąc, część młodych ludzi ma całkowicie fałszywe wyobrażenia o tym, ile możliwości delektowania się życiem (łącznie z bardzo dobrym seksem!!) mają osoby czterdziesto-, pięćdziesięcioletnie i powyżej, zwłaszcza te z grupy na „zielonej linii” opisanej w poście http://alexba.eu/2011-02-09/rozwoj-kariera-praca/nasza-osobista-wolnosc-2/ Ludzie ci utrzymali Was i wychowali, często z wielkimi wyrzeczeniami ze swojej strony. Bądźcie fair, i nie obciążajcie ich konsekwencjami Waszych decyzji życiowych!
  3. Na zakończenie trochę nietypowy przykład z mojego życia. Od połowy lat dziewięćdziesiątych spędzam sporą część każdej zimy poza Europą. Po prostu niezbyt dobrze znoszę te ciemne i zimne miesiące a ponieważ w wyniku dobrego planowania mam możliwość spędzenia ich gdzieś indziej, to to robię. W tym czasie miałem różne przyjaciółki, z których znaczna część z powodów zawodowych lub biznesowych nie mogła wyrwać się z kraju na dłużej niż na zazwyczaj 2 tygodnie, czasem mniej. Ciekawą obserwacją było świadome lub podświadome zakładanie przez wiele z nich, że ponieważ one nie mogą z powodów czasowych (bo finansowych związanych z kosztami nie było) na tak długo wyjechać, to ja powinienem im towarzyszyć i siedzieć na miejscu! To przejawiało się albo w postaci otwartych pretensji, albo poprzez różne „humory”. Jak myślicie, jak wpływało to długofalowo na jakość tej relacji? Podkreślam, że nie mówimy tutaj o jakiejś sytuacji awaryjnej drugiej strony, tylko o normalnych zobowiązaniach zawodowych.

Tyle na razie w tym temacie, zapraszam do dyskusji w komentarzach

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)
Komentarze (83) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-24
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Do czego przydaje się ten blog

Dzisiaj dla odmiany będzie taki dość osobisty wpis.

Ludzie wielokrotnie zadają mi pytanie, po co zużywam tyle mojego czasu na prowadzenie blogu, z którego przecież „nie mam żadnych korzyści” :-) Faktycznie, dla nieznającego mnie obserwatora z zewnątrz, zwłaszcza takiego, który orientuje się w moich możliwościach spędzania czasu, jest to trudne do logicznego wytłumaczenia.

Pisałem kiedyś, że potrzeba wspierania innych jest w nas ludziach bardzo głęboko zakotwiczona i pewnie przyczyniła się do sukcesu homo sapiens w niekoniecznie sprzyjających warunkach zewnętrznych. U wielu ludzi jest ona nieco stłumiona albo wychowaniem (rodzina kontra reszta świata) albo trudną sytuacja materialną, ja akurat mam ja dość silnie rozwiniętą i to jest pewnie powodem, że od czasu do czasu siadam do komputera i albo pisze coś nowego, albo dyskutuję z Wami. To sprawia mi dużą przyjemność, nawet jeśli porównanie ilości osób czytających ten blog z tymi, którzy zabierają głos pokazuje, że znakomita większość to z jakiś powodów „milczące audytorium”.  Logika podpowiada mi, że ponieważ nie ma tutaj żadnych „sensacyjnych” doniesień ze świata gwiazd, to te osoby wracaja, bo znajdują tutaj coś pożytecznego. A o to mi chodzi!

Czasem otrzymuje tez maile z podziękowaniami od Czytelników i oczywiście to jest bardzo miła informacja zwrotna, zwłaszcza jak wychodzi poza krótkie dziękuję, bo daje mi też cenna wiedzę o tym, co naprawdę się przydaje. A piszą bardzo różni Czytelnicy, od licealistów, po osoby grubo po pięćdziesiątce (tak, tak!!), co potwierdza mi, że zajmujemy sie naprawdę uniwersalnymi zagadnieniami bycia zadowolonym z życia człowiekiem. Dziękuje za ten feedback :-)

Korespondencję od Was traktuję jako ściśle prywatną i poufną, niemniej ostatnio otrzymałem od jednego z Was dwa maile, których autor zgodził się na opublikowanie ich na blogu. Wyobraźcie sobie teraz, że jesteście na moim miejscu i czytacie takie coś:

„Drogi Alexie,

Ileż to już razy chciałem napisać do Ciebie z podziękowaniami. Prawdopodobnie odkąd śledzę Twojego bloga (3, może 4 lata) tych podziękowań byłoby już kilkanaście, jednak nigdy wcześniej na to się nie decydowałem, obawiając się że nie przeniosę na papier tego co mam w głowie. (Zawsze tak miałem, stąd moje bolączki na języku polskim w ogólniaku. Nawet obecnie mi się to zdarza, co zaskakujące również podczas rozmowy, kiedy milion myśli i słów ciśnie się na język, które pod wpływem natłoku grzęzną i jak wielka klucha opadają do przełyku powodując dziwny dźwięk dławienia zamiast mówienia.)
Piszę ponieważ właśnie na tym chciałem się skupić, (wszystkie inne sprawy odłożę na bok, mając jednocześnie nadzieję, że kiedyś i na nie przyjdzie czas aby się z Tobą podzielić) na aspekcie językowym. Chciałem Ci ogromnie podziękować za to co dobrego robisz dla społeczności, która wytworzyła się wokół bloga. Podziękować za wszystkie pozytywne zmiany, które dzieją się w moim życiu (nie zawsze bezpośrednio i nagle, częściej procesowo). Dziękuję, że dbasz o poziom językowy i że mogłem przez te ostatnie lata od Ciebie czerpać wzorce. W chwili obecnej śmiem twierdzić (a dostaję również pozytywne info zwrotne) śmiało, błyskotliwie, pewnie i skutecznie posługuję się słowem mówionym i pisanym. Oczywiście wszystko to odbywa się przy udziale innych bodźców czy czynników ale niebywale jesteś „ojcem” tych zmian. Zmiany na lepsze widzę przede wszystkim po rozmowach kwalifikacyjnych, które przeprowadzam w tym roku oraz po rozmowach z najbliższymi. Jeszcze nie mogę powiedzieć tego z całą stanowczością bo procesy kwalifikacyjne są otwarte ale wyraźnie widać różnicę.
Mam nadzieję, że ośmielony w tym roku zacznę publikować komentarze bo dotychczas byłem tylko biernym czytającym.”

oraz

„Dzień dobry Alex,

Dzisiaj skuszony refleksjami określonej sytuacji postanowiłem napisać część drugą do myśli przewodniej „wiele Ci zawdzięczam”. Przy czy zgłaszam mój disclaimer. Mam w pamięci Twój mail z podziękowaniem za pierwszą moją wiadomość ale jeśli z pewnych względów nie życzysz sobie kontynuowania tego wątku (a myślę, że części będzie ok 4-5) to daj proszę znać.
Twoje posty szczególnie wiele dobrego wnoszą do moich relacji między mną a młodszymi braćmi (mam ich 3). Ponieważ pochodzę z rodziny, w której funkcjonował typowy schemat (ojciec „poluje i przynosi mięso” a matka „wychowuje i opiekuje się potomstwem”) to nie wszystkie dobre praktyki wychowania, rozwoju, zachowań społecznych zostały nam zapewnione. Oczywiście od strony bytowej mieliśmy zapewnione stosunkowo wysokie standardy, to w zakresie rozwoju emocjonalno-intelektualnego mamy sporo niedociągnięć (mama przy pięciu facetach miała dużo pracy i czasu na wychowanie pozostawało niewiele. Jej również wiele zawdzięczam :) ). Dzięki Twoim postom jako najstarszy z braci nadrabiam zaległości i staram się o pozytywne zapełnienie luk tam, gdzie one powstały na przestrzeni czasu. Nie ukrywam, że praca jest czasem ciężka a luk sporo ale wierzę, że wszystko jest warte trudu, który z czasem zostanie wynagrodzony. Twoje posty sprawdzają się wręcz idealnie, ponieważ są napisane fajnym(nie lubię tego określenia ale akurat w tym miejscu pasuje mi go użyć), praktycznym i przystępnym językiem. Często takim, którego mi brakuje (brakowało dotychczas, o moich trudnościach językowych już wiesz, wspominałem o tym w poprzednim mailu) aby trafić do młodszego „narybku”.
Jedna sytuacja zapisała mi się w pamięci, tak jakby została wyryta w kamieniu. Otóż pewnego dnia (ok dwóch lat temu) spędzając czas z najstarszym z braci byłem w kiosku w Warszawie. Panią od obsługi potraktowałem w miły i uprzejmy sposób, co mój brat skomentował:
-„Widzę, że nauki Alexa nie idą w las”. :)
Zanim poznałem Twojego bloga stosowałem „miłe standardy” w codziennym kontakcie z innymi ludźmi, więc nie zrozumiałem jego komentarza. Dodał, że tamta sytuacja bardzo kojarzyła mu się z postem „rzucaj promień słońca w życie innych ludzi”. Świadczy to o tym, że chłopaki czytają :) co mnie cieszy.
Cieszy mnie szczególnie to, że Ty poprzez zmienianie na lepsze większej społeczności zmieniasz poprzez moje posłannictwo moją społeczność „lokalną”. Dzięki za merytoryczne wsparcie.”
To jest dla mnie nie tylko bardzo miła, ale tez cenna merytorycznie informacja, która mówi mi jaki użytek robi ktoś z tego to, co piszę. Na przykład jednym z celów jest dostarczanie Wam wzorców uprzejmego, a jednocześnie skutecznego użycia języka polskiego, o co trudno w oficjalnych mediach, czy telewizji. Jeżeli ktoś ma z tego pożytek, to super!
Autorowi odpisałem:

„XXXX
Bardzo dziekuję za miły mail i cieszę się, że mogłeś i potrafiłeś skorzystać z tego co piszę. To jest piękna nagroda dla autora!!
Życzę Ci dalszych sukcesów w rozwoju, sobie zycze Twojego aktywnego uczestnictwa na blogu :-) a jak wróce do Polski to odezwij się, może pogadamy przy herbatce. Telefon masz w stopce
Pozdrawiam serdecznie
Alex

PS: Czy ewentualnie mógłbym całkowicie anonimowo i po usunieciu PS :-) opublikować Twój list? …..„
Zapewne część z Was zapytuje się teraz, dlaczego pisze ten post. Powody są trzy:
  • Wreszcie mam miejsce, gdzie mogę skierować wszystkich tych, którzy dziwią się dlaczego w ogóle prowadzę ten blog i wdaję się w tyle kosztujących czas dyskusji z Wami :-)
  • Może zachęci to kogoś, kto ma cenną wiedzę merytoryczną, do dzielenia się z nią z szerszym gronem ludzi w podobny sposób, jak ja robię to tutaj. Warto!!!
  • Może Wy, drodzy Czytelnicy zechcecie wypowiedzieć się w komentarzach, do czego konkretnie każdemu/każdej z Was przydaje się ten blog. To będzie dla mnie niezwykle wartościowa informacja.

Zapraszam!!

Komentarze (35) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-22
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera, Wykorzystaj potencjał

Nie masz prawa (prawie) do niczego cz.4

Dziś porozmawiamy o kolejnej rzeczy, do której nie mamy prawa, a mianowicie:

Nie mamy prawa ograniczać nikogo w poziomie ciepła i przyjazności jego komunikacji z innymi ludźmi.

Już wyjaśniam o co chodzi.

Znakomita większość Polaków (nazwijmy ich typem A), poza gronem bliskich znajomych zazwyczaj komunikuje z innymi ludźmi dość sucho i obcesowo. Nazwałbym to może nieco przesadnie (ale tylko nieco) tonem urzędniczym :-) Nie będę teraz się rozwodził, jakie to ma korzenie czy też negatywne konsekwencje, choć jest to niezmiernie ciekawy temat.

Zamiast tego zobaczmy co się dzieje, kiedy osoby te uzurpują sobie prawo do ograniczania stylu komunikacji ludzi, którzy jako podstawowy ton komunikacji mają ciepło i serdeczność. Tych ostatnich nazwijmy typem B.

Na czym polega różnica:

  • Typ A rozmawia z najbliższymi  tonem i językiem bardzo ciepłym (jeśli w ogóle takowym potrafi)
  • Ten sam typ A rozmawia z całą resztą świata tonem i językiem raczej zdystansowanym, suchym i rzeczowym
  • Typ B rozmawia z najbliższymi tonem i językiem bardzo ciepłym
  • Typ B rozmawia z reszta świata tonem i językiem trochę dostosowanym do preferencji rozmówcy – bardzo ciepłym z rozmówcą typu B, nieco stonowanym z rozmówcą typu A, ale generalnie po tej cieplejszej stronie możliwości.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy osoba typu A słyszy jak bliska jej osoba typu B rozmawia z kimś innym i „ośmiela się” z tamtym człowiekiem komunikować czule i ciepło!! Jak on/ona może!!! :-)

Typowe reakcje potem, to pójście na dystans, pretensje, wyrzuty, agresja, łzy itp.

Takie zachowanie jest z mojego punktu widzenia dość niedojrzałe i prymitywne, do tego świadczy o słabym poczuciu własnej wartości. W rezultacie akcje osoby A u osoby typu B bardzo spadają i niezależnie od intencji, szkodzi to bardzo wzajemnej relacji. Stąd moje zalecenie zawarte w drugim zdaniu tego postu.

Dla wyjaśnienia kilka przykładów z mojego życia:

  • są osoby, które większość nieoficjalnych rozmów telefonicznych kończą np. słowem „buziaczki”, a na żywo prawdziwym buziaczkiem. Jest to zwykły objaw serdeczności, na który odpowiadam w ten sam sposób i nikomu innemu nic do tego!!

  • czasem potrzeba podbudować człowieka w potrzebie i to czego mu najbardziej potrzeba to okazanie odrobiny ciepła i życzliwości. Jeżeli robię coś takiego, to nikomu innemu nic do tego!!

  • kiedyś przed laty miałem scysję z przyjaciółka, która usłyszała końcówkę rozmowy, w której powiedziałem „pa kochanie”. A była to konwersacja ze znacznie starszą klientką, która przez telefon do wszystkich znajomych mówiła „kochanie” jeśli rozmowa odbywała się po polsku. Po niemiecku mówiła „mój najukochańszy/moja najukochańsza” :-)

  • Mam za granicą klienta, który będąc w biznesie twardym macho (i stuprocentowym hetero!) kończy większość rozmów z rodziną i dobrymi znajomymi słowem „Bussi”, czyli… buziaczek :-)

W żadnym z opisanych powyżej przypadków nie ma żadnego kontekstu seksualnego!!!

Po co więc cały ten cyrk z pretensjami, zazdrością itp?

Zalecam każdemu z Was zrobienie sobie małego testu: Przyjrzyjcie się uczciwie na jakim poziomie serdeczności i ciepła rozmawiacie z większością ludzi. Jeżeli wykaże on, że należycie do większości Polaków (Typ A), to zadajcie sobie pytanie, czy przypadkiem świadomie, lub nieświadomie nie uzurpujecie sobie u osób bliskich prawa, o którym napisałem powyżej.  Bardzo wielu dobrych i uczynnych ludzi sukcesu, których znam należy do Typu B i takim zachowaniem być może niepotrzebnie marnujecie sobie poważne szanse w życiu.

A to przecież szkoda….

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)

Komentarze (45) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-19
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera, Wykorzystaj potencjał

Nie masz prawa (prawie) do niczego cz.3

Podczas dyskusji pod poprzednim postem Agnieszka poruszyła ciekawy temat częstego wzrostu poziomu roszczeniowości w miarę zacieśniania się relacji miedzy dwojgiem ludzi.

To zjawisko niestety ma miejsce bardzo często i w dużym stopniu przyczynia się do erozji wielu pozytywnych uczuć miedzy tym dwojgiem ludzi.  Któregoś dnia jedna ze stron budzi się rano i stwierdza, że właściwie to niewiele ją łączy z tą osobą obok, a druga strona wykorzystuje nas jako linę holowniczą, co opisywałem kiedyś. A to jest bardzo niesympatyczne uczucie!!

Warto tez dodać, że brak tejże roszczeniowości na początku relacji nie jest wcale gwarancją, że nie pojawi się ona później, a niektórzy ludzie zdają się zatracać w niej wszelki umiar, zwłaszcza jeśli druga strona jest osobą szczodrą. Na to mogę Wam przytoczyć dość osobisty przykład:

Miałem kiedyś taki bardzo bliski i intensywny związek  z początkowo niezwykle sympatyczną kobietą, która w końcowej fazie naszej relacji nie tylko prawie w 100% „wisiała na mnie” ekonomicznie, ale potrafiła mieć do mnie bardzo wielkie pretensje o to, że zawalony totalnie pracą i wyprostowywaniem pewnych problemów wynikających z niedotrzymania przez nią poważnych zobowiązań nie wpadłem na to, że jej dorosłą, żyjąca za granicą córka chciałaby być może spędzić urlop nad polskim morzem i nie powiedziałem, że dość niespodziewanie w tym czasie moje mieszkanko tam będzie wolne! Co za bezczelność z mojej strony!! :-) :-) Tak więc bądźcie czujni i reagujcie już na pierwsze oznaki takiego zachowania!

Ktoś może powiedzieć, że dla tej pani z powyższego przykładu zrobiło to niewielką różnicę bo i tak rozstanie było już pewne, ale to niezupełnie jest tak. W relacjach ze mną i wieloma innymi ludźmi sposób rozstania ma ogromne znaczenie. Większość przesympatycznych przecież kobiet, z którymi miałem związki różnego rodzaju i długości trwania może nawet po latach zwrócić się do mnie o pomoc w wypadku jakiś tarapatów i oczywiście w miarę możliwości postaram się coś zrobić. Dla pań takich jak ta opisana powyżej – życzę wszystkiego najlepszego w życiu, ale nigdy już nie pojawiaj się w moim!

A sami wiecie, że w życiu bywa różnie i czasem warto mieć dostęp do inteligentnego faceta „z jajami”, który w sytuacji podbramkowej pojawi się z przysłowiową kawalerią (jak w westernach :-)) Wbrew pozorom zbyt wielu takich w naszym kraju nie ma.

Co o tym myślicie?

PS: Aby nie było nieporozumień, miło i grzecznie zapytać prawie zawsze można, napisałem o postawie, kiedy ktoś ma złudzenie, że mu się „należy”

PPS: Czytając ten post popatrzmy na siebie – czy sami przypadkiem tacy nie jesteśmy?

____________
Tutaj możesz pobrać wersję dźwiękową (kliknij na link prawym klawiszem myszy, a potem na “Zapisz element docelowy jako…”)
Komentarze (26) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-16
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Święta dla każdego – rezultaty

Z pewnym opóźnieniem (mea culpa) ale tym większą przyjemnością publikuję tekst Alka o wynikach ich świątecznej akcji, o której pisaliśmy na blogu. Jak widać nawet spontaniczna, oddolna inicjatywa może zrobić wiele różnicy w życiu innych ludzi. Gratuluję!!

______________________________________________

Witajcie serdecznie :)

Kilka dni temu zakończyliśmy naszą akcję „Święta dla każdego”. Zgodnie z obietnicą zrobiliśmy małe podsumowanie naszych działań i dzielimy się nim z Wami tu i teraz :-)

Naszym celem była pomoc rodzinom wychowującym lub wspierającym osoby niepełnosprawne.
O samej akcji można poczytać na naszej stronie internetowej lub w poprzednim poście.

Rezultaty:

  • Zebraliśmy około 750kg żywności

  • Stworzyliśmy 23 paczki w Krakowie oraz 13 w Gdańsku i Sopocie, łącznie – 36 paczek

  • Waga paczki wynosiła średnio 21kg

  • Pomogliśmy 28 rodzinom, łącznie 88 osobom

  • Rodziny, w których ilość osób była większa niż 3 otrzymały od nas 2 paczki świąteczne

To fantastyczne i dające mnóstwo satysfakcji doświadczenie – stworzyć od zera i zrealizować projekt, który ma na celu pomoc tym, którzy najbardziej takiej wsparcia potrzebują. Można, łącząc swoje zainteresowania – chociażby takie jak marketing czy zarządzanie projektem – konkretnie pomóc drugiemu człowiekowi. Jednocześnie można zdobyć ciekawe doświadczenia, poznać wspaniałych ludzi, współpracować z nimi i sporo się nauczyć, również na popełnionych błędach, których oczywiście nie zabrakło.

Na profilu Facebook akcji lub tutaj możecie znaleźć zabawny reportaż z akcji :-) Na Facebooku znajdziecie również krótką videorelację z akcji na Politechnice Krakowskiej z Marcinem Dańcem
w roli głównej a także zaproszenie do dołączenia się do nas, które nakręciliśmy również z naszym świetnym komikiem :-) Oraz wiele innych informacji i zdjęć z akcji.

Alex – serdeczne dzięki za pomoc w akcji. Dziękujemy.

Chcemy również podziękować Ewie Wytrążek, Sławkowi Wojenkowskiemu i Annie Krajewskiej, Paulinie Pawlik, Krzysztofowi Hodurkowi oraz wszystkim tym, którzy pomogli nam w akcji! Bez Was by się nie udało :-)

Dziękujemy także Wam wszystkim, którzy nam pomogliście anonimowo :)

Wesołych Świąt i udanego Sylwestra!

Alek i Piotr

______________________________________________________

Aleksander Piechota o sobie: Interesuję się komunikacją interpersonalną, marketingiem internetowym, zarządzaniem projektami i sprzedażą. Mówię po angielsku i komunikuję po hiszpańsku – jestem fanem skutecznych metod nauki języków obcych – lubię uczyć innych angielskiego. Pracowałem w USA jako Beach Attendant, ogrodnik, kelner i osoba myjąca jachty motorowe. Lubię biegać, czytać i grać na gitarze elektrycznej. Mam 22 lata.

Piotr Stanek o sobie: Jestem miłośnikiem aktywności fizycznej i psychicznej, kocham biegać. Wdrażam ideę Running&Reading. Jestem optymistą z doświadczenia. Interesuję się marketingiem (social media), rozwojem osobistym, koordynacją projektów, poznawaniem ludzi z pasjami
i przełamywaniem barier. Moje najważniejsze motto: „Be yourself”.

Komentarze (7) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-16
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Rozwój osobisty i kariera

Upierdliwy klient wewnętrzny działu IT cz.2

W dyskusji po poprzednim postem jeden z Kolegów przytoczył następujący przypadek specjalny:

„Case Study:
Frima IT świadczy usługi outsourcingowe (utrzymanie i rozwój systemu ERP) dla Firmy A.
Firma A, kupiła Firmę B. Obie firmy używają tego samego systemu ERP, jednakże z różnym zakresem i konfiguracją procesów biznesowych.
Sprzedawcy z Firmy IT, chcą zaproponować usługę konsolidacyjną, polegającą na przeniesieniu Firmy B od środowiska ERP firmy A.
W tym celu będzie startował mały projekt w firmie B o zakresie:
1. Prezentacja biznesu firmy A (sposobu używania ERP w firmie A)
2. Omówienie różnic w biznesowym wykorzystaniu systemów ERP w obu firmach
3. Wycena projektu migracji
Dział sprzedaży firmy IT, chcąc zaoszczędzić sobie kłopotu, założył ze wszystkie powyższe punkty samodzielnie zrealizuje konsultant IT z firmy IT (mało pracujący dla Firmy A).
Konsultant IT, zna system ERP, natomiast nie ma wiedzy, jak jest on biznesowo wykorzystywany w Firmie A.
Konsultant IT, proponuje działowi Sprzedaży w Firmie IT, że punkty 1 i 2 powinny być wykonane przez właściwą osobę z biznesu Firmy A. Konsultant będzie wspierał prezentację i dyskusję oraz wykona punkt 3 – wycenę.
Dział Sprzedaży Firmy IT nie przyjmuje tego do wiadomości, ponieważ jest to dla niego dodatkowa praca – znalezienie i przekonanie do wykonana właściwej osoby z biznesu Firmy A. „

Dziękuję za konkretny przykład. Z zastrzeżeniem, że odpowiadam tylko na podstawie tego opisu, być może bez znajomości innych istotnych (politycznych) szczegółów jako konsultant IT postąpiłbym mniej więcej następująco:

  1. Skalkulowałbym mniej więcej ile kosztuje firmę wykorzystanie konsultanta przy przeprowadzeniu projektu tak jak chcą tego leniwi sprzedawcy
  2. Skalkulowałbym mniej więcej ile kosztuje firmę wykorzystanie konsultanta przy przeprowadzeniu projektu tak jak proponujesz to Ty. Do obydwu kalkulacji użyłbym oczywiście nie Twojej wewnętrznej ceny w firmie, lecz ceny jaką liczy za Twoja pracę firma na rynku, bo przecież mogłaby Twój czas tam sprzedać
  3. Odjął kwotę z kalkulacji 2 od kwoty z kalkulacji 1, jak znam realia rynku to wyjdzie naprawdę sporo. Powiedzmy, że wyszłaby kwota X
  4. Z tą kwotą poszedłbym jak najniżej do działu sprzedaży, więc albo do odpowiedzialnego sprzedawcy, albo szefa projektu itp. Generalna zasada to zaczynamy załatwianie takich spraw jak najniżej w hierarchii, wtedy mamy przestrzeń do eskalacji.
  5. Zapytałbym przyjaźnie tego człowieka, czy zdaje sobie sprawę, że proponowane przez nich rozwiązanie kosztuje firmę kwotę X i to w czasach kryzysu? Jeśli odpowiedź brzmi:
    – nie – idź do punktu 6
    – tak -idź do punktu 7
  6. Zapytałbym „co w takim razie proponujesz zrobić, aby do takiej straty nie doszło?”
    – konstruktywna odpowiedź z jego strony i odejście od ich pierwotnej koncepcji – pochwalić np. „super, że mamy teraz optymalne biznesowo rozwiązanie!!” itp KONIEC
    – negatywna odpowiedź lub „zlewka” idź do punktu 7
  7. Powiedziałbym mniej więcej: „oboje zdajemy sobie sprawę, że szczególnie w dzisiejszych czasach takie marnowanie pieniędzy firmy jest niedopuszczalne. „
    Gdybyś chciał go jeszcze ponękać, należałoby dodać: „czy w waszym wypadku wynika to z braku umiejętności przekonania klienta, czy też braku dobrej woli z waszej strony” :-) :-) Ale to rób tylko, jeśli ten drugi będzie się stawiał :-) Potem powiedziałbym: „ Tak czy inaczej nie możemy tego tak zostawić i musimy teraz podjąć decyzję: załatwiamy to przyjaźnie i po cichu miedzy nami, czy tez konieczne będzie angażowanie innych osób z firmy? Ja osobiście wolałbym nie robić zadymy, ale to jest oczywiście Twój wybór.” Cały czas mówimy przyjaznym i zatroskanym tonem głosu i naturalnie rozmawiamy w cztery oczy!!

Ciąg dalszy rozmowy można by rozpisać na warianty, tak samo jak przeprowadzenie ewentualnej eskalacji, ale wyszłaby nam z tego książka. Jestem przekonany, że większość Czytelników, których dotyczą takie sytuacje po analizie tego, co napisałem będzie w stanie „dośpiewać sobie” ciąg dalszy, a kto tego nie potrafi, to lepiej niech nie zabiera się za używanie tej metody. Sama „teoria” też niezbyt wiele Wam pomoże, takie rozmowy trzeba wyćwiczyć! No ale macie przynajmniej niezły punkt wyjścia.

Jeszcze raz podkreślam, że jest to przykładowe rozwiązanie napisane na szybko bez znajomości wielu, być może bardzo istotnych faktów, dlatego bądźcie ostrożni z kopiowaniem 1:1. Samo podejście jest jednak użyteczne i sprawdziło się w bardzo wielu przypadkach praktycznych i to na różnych szczeblach.

Ważnym jest też, że  nie robimy żadnych manipulacji, trików, erystyki, NLP itp. tylko wypreparowujemy prawdę, a potem w razie konieczności walimy nią jak maczugą w leni i kombinatorów :-) Oczywiście o ile nie da się z nim wcześniej „porozumować”, bo od tego zaczynamy tak czy inaczej. Dopiero jak ktoś nie chce/nie potrafi myśleć, to mamy „licence to kill”

Jak Wam się to podoba Koleżanki i Koledzy z IT? :-)

Zapraszam do wypowiedzi w komentarzach.

Komentarze (26) →
Alex W. Barszczewski, 2012-01-13
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 1 of 212»
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?
  • TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE
  • Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026
  • Ważna decyzja na początek roku 2026

Najnowsze komentarze

  • Zrób to po swojemu – post gościnny  (232)
    • Łukasz Kasza: Artur: nie rozumiem,...
    • Orest Tabaka: Artur: Brawa za odważne...
    • Dariusz Marcinek: @Artur Mówiąc o...
    • Artur Jaworski: Łukasz Kasza piszesz:...
    • stopaprocentowa: Marek –...
  • Na ile programiście przydają się studia  (78)
    • Olga: Alex, Masz rację. Jak widać...
    • Alex W. Barszczewski: Olga Piszesz:...
    • Olga: O matko. Ile literówek. Double...
    • Olga: Jeszcze parę myśli przyszło mi...
    • Olga: Czytając większość tych postów...
  • Dyskusja Czytelników – nowa możliwość na alexba.eu  (24)
    • Adam: Jestem jak najbardziej za ,...
    • Paweł A. B.: Witam, Ujawnia się...
    • Szymon: Zasady jak zwykle przemyślane...
    • Alex W. Barszczewski: Dziękuję...
    • Alex W. Barszczewski: Michał O forum...
  • Eksperyment 2009  (207)
    • Krzysztof Kowalczyk: Wrocław?...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Dziękuję...
    • Joanna: A jak tam experyment?Bo w...
    • Orest Tabaka: Na blogu Setha Godina...
  • Double check  (60)
    • TesTeq: jkurbanski pisze:...
    • Adam: Kiedyś czytałem artykuł o...
    • Michal B: bb.bartosz Ja też tak robię...
    • jkurbanski: Zależnie od sytuacji,...
    • Alex W. Barszczewski: Aleksandra...
  • Skuteczne nawiązanie dobrego kontaktu z innym człowiekiem  (91)
    • Michał Hubicki: Alex piszesz:...
    • pink: Joanno :), chyba nie chodzi o...
    • Joanna: Witam serdecznie! Super...
  • Nasze marzenia  (82)
    • Joanna: Jako ,że nie pływałam, nie...
    • Joanna: Witam gorąco! W pracy...
  • Biblioteczka Czytelników otwarta !  (260)
    • Alex W. Barszczewski: WAŻNA WIADOMOŚĆ...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (29)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026