Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Newsletter

Które projekty czas zakończyć w 2026?

Cześć

Mam dziś dla Ciebie główny temat, czyli SYNDROM NIEDOKOŃCZONYCH PROJEKTÓW, wzmiankę o moim nowym osobistym projekcie i informację o Spotkaniu Widzów i Czytelników w Warszawie.

Zacznijmy od tego pierwszego”

Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile energii zabierają im te projekty, które nie zostały domknięte i “wiszą” gdzieś w podświadomości. Nie mówię o codziennych zadaniach, rachunkach czy mailach. Mówię o projektach, które kiedyś były Twoimi marzeniami, a teraz leżą w kącie i patrzą na Ciebie z wyrzutem.

Może to pomysł na biznes, który nigdy nie ruszył. Relacja, którą ciągniesz od lat. Nauka języka zaczynana trzy razy. Zmiana kariery odkładana od pięciu lat.

I co się z nimi dzieje?

One nie znikają. Tkwią w Twojej głowie, zajmują tam miejsce, odbierają Ci energię. Za każdym razem, gdy myślisz o nowym projekcie, w tle słyszysz szept: „A co z tamtym? Miałeś dokończyć tamto”. I to paraliżuje. Bo z jednej strony chcesz iść do przodu, ale z drugiej czujesz, że najpierw powinieneś posprzątać to, co zostawiłeś. W efekcie? Tkwisz w miejscu.

Sam przez lata ciągnąłem projekty, które „kiedyś dokończę”. Dopiero kiedy zdałem sobie sprawę, że to są kotwice trzymające mnie w miejscu, zacząłem świadomie zamykać różne działania, a było ich wiele. Jedno po drugim.

JAK ROZPOZNAĆ PROJEKT KTÓRY WARTO ROZWIJAĆ

Pewnie zapytasz jak odróżnić projekt który warto kontynuować od tego który należy zakończyć? Nie chodzi przecież o rzucanie wszystkiego, co nie idzie od razu. I w wartościowych projektach czasem trzeba przejść przez trudny okres.

Aby pomóc sobie w decyzji zadaj sobie trzy pytania:

Po pierwsze: Czy ten projekt nadal pasuje do Twojego dzisiejszego życia?

Wiele projektów zaczynamy w innym miejscu życiowym. Trzy lata temu miałeś inne priorytety, zasoby, wizję. Projekt, który wtedy miał sens, dzisiaj może go nie mieć. To nie znaczy, że była to zła decyzja. To znaczy, że się zmieniłeś. U mnie tak było z mieszkaniem w zimie na łódce na Florydzie, czy na Kanarach. Tak samo jak z projektem “kariera zawodowa w Warszawie”

Po drugie: Czy ten projekt daje Ci energię, czy ją zabiera?

Są projekty trudne, ale dające poczucie sensu i posuwania się do przodu jako człowiek. I są projekty, do których musisz się zmuszać, które odkładasz, które odbierasz jak obowiązek, a nie możliwość. Jeśli za każdym razem czujesz ciężar zamiast podekscytowania – to sygnał, którego nie powinieneś lekceważyć.

Po trzecie: Czy realnie inwestujesz w ten projekt czas, energię i zasoby, czy tylko mówisz, że inwestujesz?

„Wrócę do tego jak będę miał czas”. Ale od sześciu miesięcy nic nie zrobiłeś. Zawsze są „ważniejsze sprawy”. To nie jest wtedy Twój prawdziwy priorytet – to jest projekt, przy którym się oszukujesz. I to jest też bardzo ludzkie, ale wtedy powiedz sobie szczerze: „To nie jest teraz dla mnie ważne”. Nie: „Kiedyś do tego wrócę”.

JAK ROZPOZNAĆ PROJEKT KTÓRE TRZEBA ZAKOŃCZYĆ?

Sprawdź dwa główne sygnały:

Pierwszy: “Ciągniesz” projekt od miesięcy lub lat, ale zawsze znajdujesz wymówkę, żeby go porządnie nie ruszyć.

To często nie są trudności czy chwilowy brak motywacji. To sytuacja, w której, jeśli jesteś szczery, po prostu nie chcesz tego robić. Ale być może z różnych powodów nie potrafisz przyznać, że to już nie jest Twój cel. Więc trzymasz się tego, bo „to był plan”, „zainwestowałem czas”, „wszyscy wiedzą”.

Drugi: Ten projekt zabiera energię, którą mógłbyś przeznaczyć na coś ważnego.

Twoja energia nie jest nieskończona. Jeśli część idzie na projekty, które tak naprawdę nie są już Twoje, to masz mniej na projekty, które mogłyby zmienić Twoje życie na lepsze.

Sam ciągnąłem pomysły biznesowe latami, bo „szkoda rzucić”. Trzymałem relacje zawodowe, bo „może z tego coś wyjdzie”. Dopiero gdy powiedziałem: „To już nie jest moje. Dziękuję za lekcję, ale kończę” – poczułem ulgę. I przestrzeń na coś nowego.

SZTUKA ŚWIADOMEGO ZAKOŃCZENIA

Najważniejsze to uświadomienie sobie, że zakończenie projektu to nie jest porażka. To jest decyzja.

Porażka to gdy coś się nie udaje mimo najlepszych starań. Świadome zakończenie to moment, gdy mówisz: „Nauczyłem się, co mogłem. To mi dało, co miało dać. Ale teraz idę dalej”. Czas nie był zmarnowany – był etapem, nie celem.

To dotyczy bardzo różnych “projektów” , od zawodowych, przez prywatne na związkach z płcią przeciwną skończywszy :-) W tym pierwszym przypadku polecam “Sukces w relacjach biznesowych” a w ostatnim naszą książkę “Sukces w relacjach damsko-męskich”, obie bezproblemowo kupisz w naszym sklepie, a dadzą Ci solidne podstawy, aby akurat te “projekty” dobrze zaczynać, dobrze przeprowadzać i we razie konieczności też dobrze kończyć.

CO ZALECAM CI ABYŚ ZROBIŁ DZIŚ

Trzy konkretne kroki:

Krok pierwszy: Wypisz wszystkie projekty które masz w głowie – te które chcesz rozpocząć i te ciągnięte od dawna.

Krok drugi: Przy każdym zadaj pytanie: „Czy to pasuje do mojego życia? Czy daje mi energię? Czy realnie w to inwestuję?”.

Krok trzeci: Wybierz jeden projekt, który już Ci nie służy – i świadomie go zakończ. Nie „odłożę”. Nie „może wrócę”. Zakończ. Napisz mail. Usuń plik. Zwolnij przestrzeń.

Dopiero wtedy wybierz jeden, maksymalnie dwa nowe projekty odpowiadające temu, kim jesteś dzisiaj.

Bo nowy rok to nie jest czas na dodawanie ciężarków do plecaka. To czas na wyrzucenie tego, co nie pasuje, żeby zrobić miejsce na to, co naprawdę ma znaczenie.

PROJEKTY ALEXA

Jeśli interesuje Cię, jaki jest w tej chwili mój główny projekt, oczywiście oprócz cieszenia się życiem z Karoliną, to po takiej analizie wystartowałem projekt FENIX2. Numer dwa, bo 7 lat temu w podobnym projekcie zrzuciłem bezproblemowo 25 kg i bardzo podniosłem moją formę fizyczną. W rezultacie mam sporo wiedzy na ten temat i ciągle jeszcze bardzo elastyczny metabolizm, choć w rezultacie tych wszystkich rejsów i celebrowania życia parę kilo “odzyskałem”. Na szczęście tym razem to jest 10 kg, choć ze względu na mój wiek nie powinienem robić to tak jak wtedy (muszę tracić wagę nie tracąc tkanki mięśniowej) Mam jeszcze parę innych ograniczeń, ale umiejętnie podchodząc można je obejść i to bez psucia sobie jakości życia. To jest typowe zadanie konsultanta – znaleźć dobre rozwiązanie przy wielu zmiennych i ograniczeniach, a to potrafię. Nie będę się teraz na ten temat rozpisywał, bo nie wiem ilu z Was to interesuje, będzie zainteresowanie to wrócimy albo tu albo na kanale YT

SPOTKANIE WIDZÓW I CZYTELNIKÓW W WARSZAWIE

Zapraszam w lutym na pierwsze w tym roku spotkanie, którego głównym tematem będzie “Nowy rok, nowe wyzwania i nowe szanse -jak sobie poradzić”

Spotkanie jest jak zwykle bezpłatne i odbędzie się w centrum Warszawy 6.02 w godzinach 19:30-22. Tym razem trochę krócej niż zwykle, ale na pewno będziemy mieli interesujące rozmowy. Jest ono jak zwykle tylko na zaproszenie i aby takie uzyskać napisz do mnie na adres kontakt@alexba,eu maila z tekstem 06022026 w temacie, a tym mailu krótko o sobie, czym się zajmujesz i jakie tematy związane ze spotkaniem Ciebie szczególnie interesują. Mamy tylko 19 miejsc, więc nie zwlekaj. Możesz przy tym zgłosić tylko siebie. Subskrybenci tego newslettera mają do 30.01 godz 22 wyłączność na zgłoszenia, potem, jeśli będą jeszcze miejsca, opublikuję tę wiadomość w mediach społecznościowych. Po wysłaniu zgłoszenia do 2.02 godz 20 dostaniesz albo zaproszenie, albo informację, że może innym razem. W Warszawie nie mam możliwości dostawienia miejsc, w przeciwieństwie do Krakowa.

Tyle na razie

Pozdrawiam serdecznie

Alex

Komentarze (0) →
maciejredaktor, 2026-01-29
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE

Cześć

Możesz wyobrazić sobie taką scenę: ktoś siedzi wieczorem w swoim luksusowym mieszkaniu, ogląda na swoje drogie rzeczy – luksusowy samochód za oknem, “odpowiedni” zegarek na ręce, ekskluzywne meble, których nawet nie używa, a mimo tego czuje… dziwną pustkę. Te rzeczy ani nie robią na nim wrażenia, ani nie podnoszą jego samopoczucia.

Może i Tobie zdarzyło się coś podobnego?

Osiągnąłeś coś, na co pracowałeś latami, co wymagało wyrzeczeń, poświęceń, konsekwencji – i potem, gdy już to masz, odkrywasz, że wcale nie jesteś przez to szczęśliwszy?

To nie jest przypadek i nie jesteś jedyną osobą, której się to przydarzyło. To jest pułapka myślenia, w którą wpadamy prawie wszyscy, zanim ktoś nam na nią nie zwróci uwagi. Pozwól mi być dzisiaj takim “ostrzegaczem”

DLACZEGO MYLIMY WYSIŁEK Z WARTOŚCIĄ

Ludzie mają takie proste równanie w głowie, które często bezwiednie stosuja: jeśli coś jest trudne do osiągnięcia, to musi być wartościowe.

I owszem – w wielu przypadkach to prawda. Co prawda zazwyczaj to, co wartościowe, faktycznie wymaga wysiłku, aby to osiągnąć. Dobre relacje trzeba budować. Rozwój osobisty wymaga konsekwencji. Zdrowie wymaga regularności. Kariera wymaga nauki i czasu.

Ale jeśli przyjmiemy ilość włożonego wysiłku jako równoznaczną z wartością tego, co osiągnęliśmy, to łatwo znajdą się tam rzeczy z punktu widzenia jakości życia naprawdę mało wartościowe.

Na przykład: towary luksusowe. Prestiż społeczny. Tytuły, które tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Utrzymywanie relacji, które nas wyczerpują, bo przecież „tyle w to włożyłem”. Praca w miejscu, które nas wypala, bo „po tylu latach starania się nie mogę tego zostawić”.

Pamiętaj, że wysiłek sam w sobie nie jest gwarancją wartości tego, co otrzymałeś w zamian. Jest tylko miarą tego, ile kosztowało Cię aby to osiągnąć.

MOJA WŁASNA LEKCJA – DWA TYGODNIE NA FLORYDZIE

Ja sam na początku mojej kariery zawodowej wpadłem w tę pułapkę i to na ładnych parę lat.

Budowałem swoją firmę, osiągałem kolejne cele biznesowe, zbierałem dowody na to, że odnoszę sukcesy. I byłem przekonany, że właśnie to da mi poczucie spełnienia, te wszystkie osiągnięcia, na które musiałem ciężko pracować.

Dopiero pewne dwa tygodnie spędzone na Florydzie uświadomiły mi, że dotąd goniłem za nie tymi rzeczami w życiu.

Mając własną firmę, wyrwałem się z moją ówczesną partnerką na te dwa tygodnie. Wynająłem za jakieś tysiąc dolarów tygodniowo prosty, niewielki jacht żaglowy. Żadnego luksusu, żadnego prestiżu, żadnych udogodnień, które miałyby robić wrażenie na innych. Po prostu żeglowanie na luzie, prosta kabina i minimalne potrzebne wyposażenie.

Żyliśmy na nim w równie prosty i bezpretensjonalny sposób, żeglując bez pośpiechu i kotwicząc między wyspami. Słońce, plaże, wiatr, i inne miłe aktywności (a mieszkając we dwoje na niewielkim jachcie, możesz sobie wyobrazić, jakie to były aktywności).

I przez te dwa tygodnie czułem się o niebo lepiej niż po wszystkich tych latach budowania firmy i ganiania za materialnymi dowodami, że odnoszę sukcesy.

Pamiętam moment, gdy siedziałem na pokładzie tego prostego dziewięciometrowego jachtu, patrzyłem na wodę i słońce zachodzące nad Zatoką Meksykańską, wtedy nagle do mnie dotarło, że to właśnie jest coś co daje mi prawdziwą wartość. Nie wysiłek, jaki włożyłem w zdobycie czegoś. Nie prestiż, który mi to daje. Tylko to, czy naprawdę sprawia, że żyje mi się lepiej i to każdego dnia.

To diametralnie zmieniło moje podejście, po powrocie wprowadziłem sporą rewolucję, co  doprowadziło mnie do super życia, jakie mam od kilku dziesięcioleci.

Bo zrozumiałem wtedy, że zmarnowałem lata na gonienie za rzeczami, które wydawały mi się wartościowe tylko dlatego, że wymagały wysiłku. A prawdziwa wartość leżała w czymś zupełnie innym – w prostych chwilach, w luzie, w obecności tu i teraz, w bliskiej relacji, w słońcu i wietrze.

CO NAPRAWDĘ MA WARTOŚĆ?

Po latach obserwacji i to zarówno własnego życia, jak i życia setek ludzi, z którymi pracowałem, zauważyłem pewien wzorzec.

Rzeczy, które naprawdę mają wartość, mają jedną wspólną cechę: sprawiają, że Twoje codzienne życie faktycznie jest lepsze. Nie raz na jakiś czas. Nie tylko w momencie, gdy je zdobywasz. Ale na co dzień.

Dobre relacje dają Ci wsparcie każdego dnia. Zdrowie pozwala Ci funkcjonować każdego dnia. Sensowna praca daje Ci poczucie sensu każdego dnia. Umiejętności, których się nauczyłeś, pomagają Ci każdego dnia.

A teraz pomyśl o rzeczach, które wydają się wartościowe, bo wymagały wysiłku – ale nie długoterminowo zmieniają Twojego życia na lepsze.

Dyplom na ścianie, który tak naprawdę nikogo nie obchodzi? Prestiżowe stanowisko, które Cię wypala? Drogi samochód,  który ma „udowodnić”, że dobrze sobie radzisz, a który stracił ok 15% wartości już w momencie, kiedy wyjechałeś nim od dealera? Relacje, które utrzymujesz z poczucia obowiązku, bo „tyle w to włożyłem”?

To wszystko są rzeczy, które kosztowały Cię wysiłek. Ale czy naprawdę dodają jakości Twojemu życiu?

JAK NIE WPAŚĆ W TĘ PUŁAPKĘ?

Warto zadać sobie jedno proste pytanie – zanim włożysz czas, energię i wysiłek w coś nowego:

„Czy to, co chcę osiągnąć, naprawdę sprawi, że moje codzienne życie będzie lepsze?”

Nie pytaj się: „Czy to będzie trudne?”. Nie pytaj się: „Czy inni będą pod wrażeniem?”. Nie pytaj się: „Czy udowodnię coś sobie lub innym?”.

Tylko: „Czy to da mi więcej radości, spokoju, sensu – każdego dnia?”

Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie” – to nie ma znaczenia, jak dużo wysiłku w to włożysz. To nie stanie się dla Ciebie naprawdę wartościowe tylko dlatego, że było trudne.

I odwrotnie – jeśli coś naprawdę poprawia jakość Twojego życia, to jest to warte wysiłku. Nawet jeśli inni tego nie docenią. Nawet jeśli nie dostaniesz za to medalu albo wyróżnienia na konferencji.

Czasem dwa tygodnie na prostym jachcie za tysiąc dolarów tygodniowo są warte więcej niż wszystkie luksusowe zdobycze, na które pracujesz latami. Bo to nie o wysiłek chodzi. To o to, czy naprawdę żyjesz.

ZALECENIA DLA CIEBIE

Jeśli czujesz, że gonisz za czymś, bo „powinno” być wartościowe – zatrzymaj się na chwilę.

Zapytaj siebie uczciwie: czy to naprawdę sprawia, że żyje mi się lepiej? Czy po osiągnięciu tego będę szczęśliwszy na co dzień?

Bo życie jest za krótkie, żeby tracić je na rzeczy, które są trudne do zdobycia, ale nie przynoszą Ci nic w zamian.

Warto inwestować wysiłek w to, co naprawdę ma znaczenie. W relacje. W zdrowie. W rozwój. W pracę, która daje sens. W proste chwile, które sprawiają Ci radość – nie dlatego, że wymagały wysiłku, ale dlatego, że faktycznie czynią Twoje życie lepszym.

Może właśnie dziś warto zapytać siebie: co jest moim jachtem na Florydzie? Co jest tym prostym, bezpretensjonalnym, ale prawdziwym CZYMŚ, czym powinienem się zajmować, zamiast gonić za kolejnym dowodem, że odnoszę sukcesy?

Życzę Ci dobrych odpowiedzi. Moje zacząłem znajdywać w wieku około 35 lat i potem już nie oglądałem się za siebie.

Tego też Ci życzę

Alex

PS: Od natychmiast kupując ebooki naszych książek otrzymujesz od razu linki do ściągnięcia ich w formatach PDF i EPUB. Jesli wyjątkowo potrzebujesz MOBI, to też nie jest problem, doślemy jak dotąd. Dziękuje firmie IMKER za udostepnienie tego udoskonalenia i pełną implementację w moim sklepie, w którym możesz kupić wszystkie nasze książki, też jako audiobooki i książki papierowe . 
PPS: Po powrocie do Polski i wspaniałej imprezie urodzinowej, którą potajemnie zorganizowała moja ukochana Karolina najpierw złapałem potężne przeziębienie, a potem bardzo bolesny stan zapalny w stopie, co wyłączyło mnie na 2 tygodnie,  dlatego ciągle jeszcze nie odpowiedziałem indywidualnie na setki życzeń, które dostałem. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości. Podobnie dopiero teraz zabieram się za przygotowywanie kolejnych filmów na moim kanale YT, na który serdecznie zapraszam.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026

Cześć

Czy też Ci się tak zdarza: siedzisz przy biurku, komputer masz włączony, lista zadań gotowa, kawa pachnie obok, krótko mówiąc wszystko jest idealne do produktywnej pracy. I wtedy… nic. Patrzysz w ekran, ale twoje myśli są gdzie indziej. Próbujesz się zmobilizować, odtwarzasz odpowiednią muzykę, ba, zamykasz nawet wszystkie zakładki w przeglądarce. A mimo to, zamiast pracować, scrollujesz coś w  telefonie, sprawdzasz mail po raz piąty w ciągu dziesięciu minut, albo po prostu gapisz się w przestrzeń.

Ja biję się w piersi, ale może i Tobie tak się zdarza?

I wtedy ludzie często mówią: „Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię się skupić?” Zaczynają szukać rozwiązań – kupują kolejną aplikację do zarządzania czasem, czytają artykuły o technice Pomodoro, zapisują się na kurs produktywności. Ale gdzieś głęboko w środku czują, że to chyba nie o to chodzi. I mają rację!

Bo prawda jest taka: bardzo często problem nie leży w twoich narzędziach, aplikacjach czy technikach. Problem leży w tym, czego jeszcze nie domknąłeś w swoim życiu.

DLACZEGO TWÓJ MÓZG NIE MOŻE SIĘ SKUPIĆ

Kiedy próbujesz usiąść do pracy z głową pełną nierozwiązanych spraw, to trochę jak próba jazdy samochodem z zaciągniętym ręcznym hamulcem – silnik hałasuje, spala sporo paliwa, ale nie jedziesz do przodu tak, jak powinieneś. Twoje ciało siedzi przy biurku, ale twój mózg rozpaczliwie próbuje rozwiązać wszystkie te rzeczy, które zepchnąłeś na później.

I tu pojawia się coś, o czym rzadko się mówi: te „nierozwiązane sprawy” to nie są tylko, albo nawet przeważnie zadania z listy „to do”. To są często różne sprawy życiowe. Rozmowy, których unikasz. Decyzje, które odkładasz od miesięcy, a czasem lat. Nieobojętne Ci relacje zawieszone w próżni, kiedy nie wiesz, czy to przyjaźń, czy coś się skończyło, ale w sumie nigdy tego nie wyjaśniliście. Uczucia, które zepchnąłeś pod dywan, bo były „niewygodne” albo „nie był na nie czas”.

I wszystko to siedzi w tobie, w Twojej głowie i zajmuje miejsce oraz zabiera Ci energię.

Wyobraź sobie, że Twój mózg to jak mój komputer z otwartymi czterdziestoma zakładkami w przeglądarce, ja pisząc te słowa tyle widzę przed sobą :-) Każda z tych zakładek to jakaś niedokończona sprawa – ta rozmowa z partnerem, którą „kiedyś odbędziesz”, decyzja o zmianie pracy, o którą zadbasz „jak będzie dobry moment”, konflikt z przyjacielem, który „sam się rozwiąże”. I teraz próbujesz otworzyć czterdziestą pierwszą zakładkę – swoją pracę – i dziwisz się, że wszystko zwalnia, że nic nie działa płynnie. Naprawdę się dziwisz?

Bo to nie jest kwestia dyscypliny, tylko kwestia przeciążenia.

Znam to z własnego doświadczenia wcale nie byłem lepszy, a pod niektórymi względami (patrz 40 otwartych zakładek w przeglądarce) ciągle nie jestem lepszy. Ale takie rzeczy często zjadają więcej energii, niż  jakakolwiek praca i trzeba to koniecznie zmienić.

I tutaj pojawia się magiczne słowo: domykanie. Domykanie otwartych spraw, przed które ulatuje Ci energia.

Nie chodzi o to, żebyś z dnia na dzień uporządkował całe swoje życie. Chodzi o to, żebyś jak najszybciej zaczął domykać po jednej rzeczy na raz. Jedna decyzja. Jedna rozmowa. Jedno zadanie – od początku do końca. To nie muszą być optymalne “domknięcia”, ważne aby były skuteczne i nie powodowały długoterminowych negatywnych skutków. Jeśli czytasz mój newsletter od pewnego czasu, to zapewne pojęcie “wystarczająco dobre” nie jest Ci obce.

Za każdym razem, kiedy coś domkniesz, coś naprawdę skończysz bez zostawiania różnych “ogonów”, to Twoja głowa zrobi się odrobinę lżejsza. Oddychasz głębiej. I co najważniejsze: następna rzecz do zrobienia staje się łatwiejsza. Nie dlatego, że nagle jesteś bardziej zdyscyplinowany czy zmotywowany. Tylko dlatego, że masz w głowie więcej miejsca.

To trochę jak z walizkami w bagażniku samochodu. Każda niedokończona sprawa to kolejna walizka, którą próbujesz wepchnąć do już zapakowanego auta. I w pewnym momencie po prostu nie ma już miejsca, nawet na małą torbę podróżną. Ale kiedy zaczynasz wyciągać, a nawet wyrzucać walizki jedną po drugiej, nagle okazuje się, że masz mnóstwo przestrzeni. Nie dlatego, że bagażnik urósł. Tylko dlatego, że przestałeś próbować wszystko w nim zmieścić na raz.

Weźmy prosty przykład. Masz w głowie tę rozmowę, którą musisz odbyć – z szefem o podwyżce, z partnerem o przyszłości związku, ze starym znajomym, z którym się pokłóciłeś. Odkładasz ją, bo myślisz „teraz nie jest dobry moment” albo „poczekam, aż będę lepiej przygotowany”. Wyznanie Alexa: skąd ja to znam! 
Tymczasem ta rozmowa zajmuje miejsce w Twoim umyśle każdego dnia. Co rano wstajesz i ona tam jest. Każdego wieczora kładziesz się spać i ona tam jest.

A potem, pewnego dnia, okej, koniec z tym, dzisiaj to załatwiam”. Odbywasz tę rozmowę. Może pójdzie świetnie, może średnio, może nawet ciężko, ale po prostu ją masz za sobą. I wtedy czujesz tę ulgę. Jakby ktoś zdjął ci plecak z ramion.

I teraz najważniejsze: nie chodzi o to, żeby rozmowa koniecznie dobrze się skończyła (choć to oczywiście byłoby miło). Chodzi o to, żeby przestała zajmować miejsce w twojej głowie. Abyś mógł wreszcie pomyśleć o czymś innym.

To samo dotyczy decyzji. Odkładasz decyzję o zmianie pracy? O rozstaniu? O przeprowadzce? Codziennie ta decyzja siedzi w tle i pożera Twoją energię. Podejmij ją i nagle zobaczysz że masz energię na działanie, zamiast na dalsze rozwałkowywanie.

Jest jeszcze jeden element, o którym muszę powiedzieć, bo współcześni ludzie go unikają jak zarazy. To jest Cisza.

Nie oglądanie Netflixa. Nie oglądanie YouTube (nawet jeśli to są moje filmy). Nie scrollowanie Instagrama. Tylko takie prawdziwe chwile, w których jesteś sam ze sobą. Bez rozpraszaczy. Bez hałasu. Tylko Ty i Twoje myśli.

Wiem, że to dla wielu ludzi, być może i dla Ciebie brzmi niepokojąco. Dlaczego? Bo w ciszy wypływa to wszystko, co było spychane pod dywan. Te trudne uczucia. Te niewygodne pytania. Ten wewnętrzny głos, który próbowałeś zagłuszyć.

I to jest dokładnie powód, dla którego ludzie unikają ciszy. Bo ona zmusza nas do konfrontacji z tym, co naprawdę siedzi w nas w środku.

Ale – i to jest absolutnie kluczowe – właśnie tam, w tej ciszy, odzyskujesz prawdziwego siebie. Nie w kolejnej aplikacji, nie na kolejnej konferencji, nie w kolejnym kursie produktywności, nie w kolejnej metodzie hakowania życia. W takiej ciszy.

Może pamiętasz taką sytuację: jedziesz gdzieś samochodem w dłuższą trasę, sam, bez podcastów, bez muzyki – po prostu cisza i droga przed tobą. Albo siedzisz w poczekalni bez telefonu, bo bateria się wyczerpała. Albo leżysz wieczorem w łóżku i akurat nie sięgasz od razu po komórkę.

I przez pierwsze minuty może czujesz się dziwnie, niespokojnie. Ręce same sięgają po coś, czym można się zająć.  Znasz to?

Ale jeśli zostaniesz w tej ciszy choć trochę dłużej, to zaczynają wypływać myśli, o których zapomniałeś, że w ogóle je masz. Ta rozmowa, którą ciągle odkładasz. Ta decyzja, która wisi nad tobą od miesięcy. To uczucie, które zepchnąłeś gdzieś głęboko, bo „nie było czasu się tym zajmować”. Wszystko to tam było, pod powierzchnią, czekało, aż zwolnisz na tyle, żeby to w końcu usłyszeć. I blokowało Twoje zasoby umysłowe, choć nie zdawałeś sobie z tego sprawy.

I nie mówię teraz, że musisz jechać w góry czy na pustynię. Wystarczy pół godziny dziennie bez telefonu, bez telewizora, bez niczego. Najpierw będzie niewygodnie. Potem zacznie być… ważne. Ważne, choć nie zawsze wygodne. Wielu ludzi zbudowało duże biznesy, bo uciekali przed tą niewygodą. Ale taka ucieczka, choć często prowadzi do poklasku społeczeństwa rzadko kończy się spełnionym życiem. Nie idź tą drogą.

Więc jeśli chcesz naprawdę odzyskać skupienie, spokój i poczucie sprawczości w życiu, to prawdopodobnie nie potrzebujesz więcej narzędzi. Potrzebujesz zacząć domykać otwarte sprawy.

Jedną po drugiej.

To jest ta rozmowa, którą odkładasz. Ta decyzja, która wisi w powietrzu. To zadanie, które zacząłeś dwa miesiące temu i zostawiłeś w połowie.

Domknij to.

I zobaczysz, że to, co dziś wydaje się ciężarem, zacznie z ciebie spadać. Bo problem raczej nie był w czymś na zewnątrz – w brakujących aplikacjach czy złych technikach. Problem był w tym, co nie zostało domknięte u Ciebie w środku.

Więc mam dla Ciebie pytanie na teraz: którą jedną rzecz w swoim życiu domkniesz jako pierwszą?

Spróbuj, aby rok 2026 nie był kolejnym sprintem “produktywności”. Zastąp go umiejętnością zamykania rozdziałów i otwierania nowych – spokojnie, świadomie, bez ciągnięcia za sobą całego bagażu niedomkniętych spraw. Czego Ci serdecznie życzę

Alex

PS: Tych z Was, którzy chcieli kupić książkę “Wojna na słowa” ale z powodu niespodziewanego wyprzedania dodruku (pewnie w oczekiwaniu na Święta z rodziną :-)) informuję, że nowy dodruk 1000 egz. jest już dostępny i niezawodny IMKER wysyła zamówienia na bieżąco. Jeśli ktoś chce zabrać się solidnie za swoje życie w 2026, to warto poznać też inne nasze książki, które w formie papierowej, jako ebook i audiobook można kupić w naszym sklepie. Też w korzystnych cenowo zestawach.
PPS: Od wtorku złapałem potężne przeziębienie, dlatego dopiero zaczynam odpisywać indywidualnie na setki życzeń, które dostałem. Proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-10
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Newsletter

Ważna decyzja na początek roku 2026

Cześć

Kilka dni temu, w Sylwestra skończyłem 70 lat.

I to jest bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony wiesz, że metryka mówi że raczej jesteś w schyłkowej fazie życia, a z drugiej strony patrzysz na to swoje życie i czujesz w środku coś w w rodzaju: „Jakim cudem ja mam dziś więcej spokoju, więcej sensu, więcej swobody i więcej radości niż większość ludzi, których znam? Mimo że są młodsi, piękniejsi i częściowo mają więcej pieniędzy ode mnie?”

Jeśli mam być szczery to nie jest tak dlatego, że byłem szczególnie pracowity. Nie dlatego, że byłem „lepszy”. I na pewno nie dlatego, że wszystko robiłem dobrze.

Wręcz przeciwnie.

Osiągnąłem wysoką jakość życia dlatego, że dość dawno przestałem próbować ogarniać wszystko na tip-top.

Zobacz, wmawia się nam, że aby mieć dobre życie to konieczny jest plan, lista celów, lista nawyków, lista do poprawy, lista rzeczy do zoptymalizowania, lista rzeczy do nadrobienia, lista rzeczy, których „jeszcze nie ogarniasz”. Ale jak to zrobisz, to nagle życie zaczyna wyglądać jak wieczny projekt do poprawy.

Tylko że to nie buduje jakości życia. To buduje ciągłe poczucie bycia z czymś spóźnionym i niedoskonałym.

Czujesz, że zawsze coś robisz za mało dobrze, za wolno, za słabo, za późno. Zawsze coś „jeszcze trzeba”. I to jest dokładnie ten moment, w którym większość ludzi traci spokój i radość życia!

Ale prawdziwy koszt tego podejścia jest jeszcze znacznie wyższy, niż myślisz. Zobaczmy jakie to koszty:

Po pierwsze: koszt energii mentalnej. Każda decyzja o tym, jak coś poprawić, wymaga energii. A im więcej takich decyzji podejmujesz codziennie, tym bardziej jesteś zmęczony wieczorem. Niekoniecznie fizycznie, ale mentalnie. I ta energia już do Ciebie nie wraca. Widziałem ludzi, którzy planowali swój dzień tak dokładnie, że potem nie mieli siły ani czasu  go zrealizować. O cieszeniu się nim już nie mówiąc.

Po drugie: koszt utraconych okazji. Gdy skupiasz się na doskonaleniu drobnych rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia, przegapiasz rzeczy, które mogłyby naprawdę zmienić Twoje życie. Ile razy widziałem ludzi, którzy spędzili weekend na dopracowywaniu CV do perfekcji, zamiast zadzwonić do znajomych z branży? Albo którzy czytali kolejną książkę o produktywności, zamiast w końcu zacząć działać i zdobywać praktyczne doświadczenia i nawiązywać odpowiednie relacje?

Po trzecie: właśnie koszt straconych lub zmarnowanych relacji. Ludzie, którzy próbują wszystko optymalizować, często stają się trudni we współżyciu. Bo jeśli ktoś ma idealnie zaplanowany dzień, a osoba bliska chce spontanicznie spędzić z nim czas, to co wtedy? Albo odrzuca tę okazję, albo czuje frustrację, że ktoś „psuje mu plan”. A najlepsze chwile w życiu rzadko są rezultatem precyzyjnego planowania, prawda?

Po czwarte: koszt utraconej radości. Najwięcej radości w życiu pochodzi z rzeczy nieplanowanych, niedoskonałych, spontanicznych. Ale jeśli żyjesz w trybie ciągłej optymalizacji, nie ma miejsca na takie momenty. Bo one nie pasują do planu. Bo nie są „wydajne”. Bo nie mieszczą się w Twoim życiowym “arkuszu excela”.

RZECZ, KTÓRA NAPRAWDĘ ZMIENIŁA MOJE ŻYCIE

Przez wiele lat sam byłem perfekcjonistą, który wszystko chciał mieć pod kontrolą. W pewnym momencie, a miałem wtedy około 35 lat, zrozumiałem jedną, bardzo wtedy dla mnie niewygodną prawdę:

W danym okresie życia masz jeden, maksymalnie dwa obszary, które realnie zmieniają wszystko. Reszta, o ile jej totalnie nie zaniedbasz, to w sumie tło i dekoracje.

Nie masz dziesięciu obszarów, które są kluczowe. Masz jeden, dwa.

I kiedy zacząłem budować swoje życie wokół tego jednego, dwóch obszarów, wszystko zaczęło się układać samo. Nie dlatego, że byłem mądrzejszy. Tylko dlatego, że przestałem rozpraszać swoje życie na dziesięć kierunków.

Potem przez całe życie bardzo starannie dokonywałem selekcji tego, co faktycznie optymalizuję, a czego nie ruszam, bo jest „wystarczająco dobre”.

Kiedy pracowałem dla klienta, zwłaszcza na początku choć nie tylko, to stawałem na głowie, aby dostarczyć jak najlepszy rezultat. Bo to budowało zaufanie i to przynosiło efekty. Bo za to dostawałem pieniądze. Tak mi zostało do dziś, choć teraz starannie dobieram sobie z kim chcę pracować.

W pewnych okresach życia optymalizowałem także moje wyniki finansowe a szczególnie moją wartość rynkową. Nie dlatego, że chodziło mi o kolekcjonowanie zer na koncie w banku, ale dlatego, że pieniądze dawały mi wolność wyboru. Mogłem zdecydować, z kim pracuję, nad czym pracuję i jak spędzam swój czas. To był kolejny kluczowy obszar.

Optymalizowałem też relacje z ludźmi, którzy byli dla mnie ważni. To był obszar, który zmienił jakość mojego życia i jeśli śledzisz mnie w mediach społecznościowych, to wiesz o czym mówię

Ale wszystko inne? Nie optymalizowałem sposobu, w jaki organizuję codzienne sprawy domowe. Nie optymalizowałem tego, jak robię zakupy. Nie optymalizowałem każdego posiłku, każdej podróży, każdej rozmowy. Nawet nie optymalizowałem jak mieszkam i czym podróżuję. Te rzeczy po prostu były. I działały wystarczająco dobrze. A czasem wystarczyło, że po prostu działały :-) 

RZECZ, KTÓRĄ WARTO ZNAĆ

Ludzie, którzy naprawdę zbudowali dobre życie, wiedzą że dla osiągnięcia takiego sukcesu ważny jest świadomy wybór tego, co należy kontrolować, a co można odpuścić

I przeważnie, jeśli chcemy naprawdę dobrze żyć, to raczej nie należy kontrolować więcej, tylko mniej.

Masz wtedy kilka prostych zasad. Masz kilka jasnych wyborów. Masz swoje „tak” i swoje „nie”.

I nagle okazuje się, że masz mniej stresu, masz więcej czasu, masz więcej pieniędzy, masz więcej sensu, masz więcej spokoju.

Nie dlatego, że „lepiej ogarniasz”. Tylko dlatego, że lepiej wybierasz co warto ogarniać.

To znaczy, że na przykład w moim życiu były okresy, kiedy całą swoją uwagę kładłem na relację, albo na sposób zarabiania, albo na swoją pozycję, albo na to, z kim w ogóle buduję życie. A reszta była świadomie „na pół gwizdka” i “wystarczająco dobra”.

I to nie było lenistwo. To była strategia dorosłego człowieka, który wie, że nie da się żyć z pełną intensywnością we wszystkich obszarach naraz. Nie wszystko warto poprawiać. Nie wszystko trzeba mierzyć. Nie wszystko trzeba usprawniać.

CZTERY PYTANIA DLA CIEBIE NOWY ROK

Jeśli stoisz teraz na progu nowego roku, to nie dam Ci kolejnej listy celów. Bo bardziej potrzebujesz odpowiedzi na te cztery pytania:

Pytanie pierwsze: Jaki jest mój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok?

Nie dziesięć obszarów. Jeden. Taki, że jeśli poprawi się TO JEDNO ZAGADNIENIE, to wpłynie to pozytywnie na resztę? Może to jest zdrowie. Może to jest relacja z partnerem. Może to jest sposób, w jaki zarabiasz pieniądze. Może to jest miejsce, w którym mieszkasz. Ale to jest jedna rzecz.

Pytanie drugie: Co mogę teraz świadomie robić „na pół gwizdka”?

Co może być “wystarczająco dobre”? Co nie wymaga perfekcji? Co możesz przestać próbować kontrolować? To pytanie jest równie ważne jak pierwsze, bo bez niego dalej będziesz próbował ogarniać wszystko.

Pytanie trzecie: Z czego przestanę robić problem?

Ile energii tracisz na rzeczy, które za pięć lat nie będą miały żadnego znaczenia? Ile czasu poświęcasz na martwieniu się o rzeczy, które są poza Twoją kontrolą? Na problemy, które nie są Twoimi problemami? Co możesz po prostu odpuścić?

Pytanie czwarte: Ile okazji już straciłem, bo byłem zbyt zajęty doskonaleniem różnych szczegółów?

To pytanie boli najbardziej. Bo gdy zaczynasz liczyć – wieczory, weekendy, rozmowy, spotkania, które odłożyłeś „bo teraz nie masz czasu” – widzisz prawdziwy koszt ciągłej optymalizacji.

Te cztery pytania i odpowiedzi na nie są moim zdaniem warte więcej, niż sto typowych postanowień noworocznych.

Nie potrzebujesz „lepszej wersji siebie”. Nie potrzebujesz kolejnej aplikacji. Nie potrzebujesz nowego wyrafinowanego planera.

Potrzebujesz mniej rzeczy, które udają że są ważne.

Aby móc wybrać jedną, dwie rzeczy, które robisz naprawdę i na 100%

I to jest decyzja, która – jeśli ją podejmiesz – zacznie zmieniać wszystko, spokojnie, naturalnie, bez spinania się.

To jest dokładnie ta decyzja, która pozwoliła mi mieć 70 lat, a mimo tego czuć, że życie wciąż się przede mną otwiera, a nie zamyka.

W tym wieku wiem, że czas to jedyny zasób, którego nie można odzyskać. Dlatego zamiast marnować go na poprawianie rzeczy, które nie mają znaczenia, wolę go spędzić z ludźmi, którzy mają dla mnie znaczenie. W miejscach, które lubię. Robiąc rzeczy, które dają radość zarówno mi jak i tym ludziom.

Dlatego zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie na jedno pytanie:

Jaki będzie Twój jeden kluczowy obszar na najbliższy rok? A przynajmniej na jego pierwszą część?

I od tego zacznij. Nie od listy, ale od wyboru.

Życzę Ci dobrych wyborów w roku 2026!

Alex

PS: Jak widać, pomiędzy tematyką newslettera, a tym co publikuję na moim kanale YT jest ostatnio spora różnica. Dane oglądania tam pokazują, że była to dobra decyzja, jeśli chcę pozytywnie wpłynąć na wielu ludzi. Jak myślisz, powinienem w każdym newsletterze mieć jeden temat życiowy, jak ostatnio (i dzisiaj), czy też dwa tematy: jeden życiowy a drugi o relacjach? A może coś innego? Proszę wejdź w ten Formularz Google i zaznacz tam Twoje preferencje.

PPS: Jeśli chciałeś kupić “Wojnę na słowa”, której nakład został przed Świętami niespodziewanie szybko wyprzedany, to informuję, że po 7.01 kolejny duży dodruk będzie znów dostępny. Wszystkie inne książki i zestawy są dostępne cały czas w naszym sklepie.

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2026-01-04
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?
  • TRUDNE nie równa się WARTOŚCIOWE
  • Zrób więcej miejsca na ważne rzeczy w 2026
  • Ważna decyzja na początek roku 2026

Najnowsze komentarze

  • Zrób to po swojemu – post gościnny  (232)
    • Łukasz Kasza: Artur: nie rozumiem,...
    • Orest Tabaka: Artur: Brawa za odważne...
    • Dariusz Marcinek: @Artur Mówiąc o...
    • Artur Jaworski: Łukasz Kasza piszesz:...
    • stopaprocentowa: Marek –...
  • Na ile programiście przydają się studia  (78)
    • Olga: Alex, Masz rację. Jak widać...
    • Alex W. Barszczewski: Olga Piszesz:...
    • Olga: O matko. Ile literówek. Double...
    • Olga: Jeszcze parę myśli przyszło mi...
    • Olga: Czytając większość tych postów...
  • Dyskusja Czytelników – nowa możliwość na alexba.eu  (24)
    • Adam: Jestem jak najbardziej za ,...
    • Paweł A. B.: Witam, Ujawnia się...
    • Szymon: Zasady jak zwykle przemyślane...
    • Alex W. Barszczewski: Dziękuję...
    • Alex W. Barszczewski: Michał O forum...
  • Eksperyment 2009  (207)
    • Krzysztof Kowalczyk: Wrocław?...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Dziękuję...
    • Joanna: A jak tam experyment?Bo w...
    • Orest Tabaka: Na blogu Setha Godina...
  • Double check  (60)
    • TesTeq: jkurbanski pisze:...
    • Adam: Kiedyś czytałem artykuł o...
    • Michal B: bb.bartosz Ja też tak robię...
    • jkurbanski: Zależnie od sytuacji,...
    • Alex W. Barszczewski: Aleksandra...
  • Skuteczne nawiązanie dobrego kontaktu z innym człowiekiem  (91)
    • Michał Hubicki: Alex piszesz:...
    • pink: Joanno :), chyba nie chodzi o...
    • Joanna: Witam serdecznie! Super...
  • Nasze marzenia  (82)
    • Joanna: Jako ,że nie pływałam, nie...
    • Joanna: Witam gorąco! W pracy...
  • Biblioteczka Czytelników otwarta !  (260)
    • Alex W. Barszczewski: WAŻNA WIADOMOŚĆ...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (29)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026