Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Strona główna
Blog
Najważniejsze posty
Archiwum
Najnowszy newsletter
  • Strona główna
  • Blog
  • Najważniejsze posty
  • Archiwum
  • Najnowszy newsletter
Blog Alexa – "Żyj dobrze, dostatnio i na luzie" - Blog o tym, jak żyć dobrze, dostatnio i na luzie
Tematy różne

Akceptacja samego siebie, szczególnie naszego ciała!

Zanim opublikuję kolejny odcinek o poznawaniu idealnie pasującego partnera, zajmijmy się jednym z podstawowych wymogów, które trzeba spełnić aby z takim partnerem wejść w relację zadowalającą obie strony. Tym wymogiem jest:

Akceptacja samego siebie, szczególnie naszego ciała!

Jak już kiedyś wspominałem, nie oznacza to, że nie widzimy w sobie możliwości zmiany, ale zaakceptowanie faktu, że w danym momencie jesteśmy jedyną faktycznie dostępną wersją siebie. Lepszej w tej chwili nie ma!!! Większość ludzi w tym momencie porównuje się do różnych wyidealizowanych wzorców z mediów i całkiem niepotrzebnie obniża swoją wartość. Oczywiście, jeśli chcesz w takich mediach występować, to może być problem, ale przecież prawdziwe (przez duże P) życie ma miejsce w zupełnie innym świecie. I ciekawi, prawdziwi ludzie też!

Taka akceptacja pociąga za sobą następujące korzyści:

  • Ludzie, którym nasza cielesność i jej akceptacja przeszkadza sami usuwają się z drogi i nie marnujemy na nich czasu. Nawet, jeśli tych ostatnich byłby np. 95%, to biorąc pod uwagę, że w Polsce żyje ok 25 milionów dorosłych, ciągle pozostawia nam to ponad milion Polaków (mniej więcej po 500 000 mężczyzn i kobiet), u których nasze odstępstwo od „ideału” nie jest problemem. Jako mężczyzna, który przez większość dorosłego życia miał poważną nadwagę, mogę to potwierdzić :)
  • Nie patrzymy krytycznym okiem na różne detale cielesności partnera/partnerki co wprowadza luźną i swobodną atmosferę. Łatwo jesteśmy w stanie „zarazić” tę druga osobę takim luzem i akceptacją siebie. Tutaj my, Panowie mamy szczególne pole do popisu, bo wiele fantastycznych kobiet w Polsce jest niepotrzebnie „zarażonych” plastikowymi, fotoszopowanymi wzorcami kobiecości. Rozumiem, że cały duży biznes żyje ze wzbudzania w Paniach takiego poczucia niedoskonałości i związanych z tym potrzeb, ale wygenerowane potrzeby napędzają też biznes narkotykowy. W obydwu przypadkach możemy, a nawet powinniśmy powiedzieć „dziękuję, beze mnie”,
  • Jeżeli akceptujemy siebie, to nie mamy potrzeby ukrywania się, lub udawania kogoś innego. Katowanie się na siłowni, czy wizyta u chirurga plastycznego z takiego punktu widzenia wyglądają absurdalnie! Lepiej tę energię i pieniądze użyć na podróże i dobry seks w odpowiednią osobą :)

O tym mógłbym dalej się rozwodzić, ale na dziś chyba wystarczy moich przemyśleń. Zapraszam Was do posłuchania, co na temat ma do powiedzenia Betty Q, która 10 lat temu wprowadziła burleskę do Polski i jest współwłaścicielką Salonu MadameQ, gdzie nawiasem mówiąc, w super atmosferze spędzałem moje ostatnie urodziny :)

Wejdźcie na poniższy link, wystartujcie wideo i przeskoczcie do momentu 4:09:08 bo niestety na razie opublikowano cały TEDx w jednym kawałku. Posłuchajcie uważnie i chętnie podyskutuję z Wami.

https://tedxwarsaw.org/?fbclid=IwAR2HzTMjkSyTpXU_u2AcP8jxvAxZIpV7X9MAzHB2adMcLa78itk79WoLDwY

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/458457451400335/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-08-25
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Znajdźcie wspólnie więcej czasu na dobre życie!

Znacie to powiedzenie chyba Abrahama Lincolna „Jak mam 7 godzin na ścięcie drzewa, to 6 godzin ostrzę moją siekierę”?

Od bardzo dawna stosuję coś podobnego, z tym, że w dzisiejszych czasach to ostrzenie siekiery nie musi trwać tak długo :)

Dzisiaj razem z moją żoną „zmarnowaliśmy” większość dnia na wyspanie się po wczesnym locie z Berlina, nieprzyzwoicie obfite śniadanie, testowanie nowych smakołyków w Słodkości by Oskar Zasuń Chef, małżeński Quality Time i wieczorne testowanie nowych smaków lodów w Gelateria La Mia.

Dobrze nam z tym i chcemy więcej :)

Na życie trzeba zarobić, więc ja pracuję zarobkowo ok. 50 dni w roku, a od pewnego czasu pracujemy nad tym, aby też w działalności Karoliny znaleźć sposób, by skoncentrowanymi działaniami i robieniem bardzo dużej różnicy dla odpowiednich klientów ogarnąć kwestię zarabiania pieniędzy bez konieczności siedzenia ciągle w kancelarii. Tak powstał Projekt Kancelaria 2.0 i wygląda na to, że mój „egoistyczny” zamysł, aby mieć więcej mojej Żony dla siebie, nie ograniczając jednocześnie jej rozwoju biznesowego, jest na właściwym torze :) Da się nawet w działalności tak różnej od mojej!

Piszę o tym, aby zachęcić wszystkich z Was, którzy mają fajnego partnera/partnerkę do regularnego odrywania się od tzw. „biężączki” i wspólnego zastanowienia się, co wspólnie możecie wymyśleć, aby każde z Was zarabiało konieczne pieniądze jeszcze efektywniej, z mniejszym nakładem czasu i energii. A może z mniejszym stresem i kontaktami z niesympatycznymi ludźmi? Aby było więcej czasu i energii na wspólne życie we dwoje.

To nie musi od razu być rewolucja, my w bardzo wielu dziedzinach stosujemy filozofię KAIZEN, małymi krokami ale ciągle lepiej.

Mając odpowiedniego partnera warto zacząć gdziekolwiek, ale zacznijcie już dziś! I ewentualne różnice między partnerami nie muszą być przeszkodą, lecz mogą stać się dodatkową inspiracją, o ile nie uważamy się za wszystkowiedzących guru i umiemy w miarę komunikować. Zobaczcie na nasz Team: Millenials i Baby Boomer, teoretycznie dość problematyczna kombinacja :)

A jednak tak nie jest, a Wy zapewne macie w związku do czynienia z mniejszymi różnicami, nieprawdaż? :) Na co więc czekacie? :)

Gra jest zdecydowanie warta świeczki, bo przecież chodzi o odczuwalną jakość naszego życia! Chętnie podzielę się moimi doświadczeniami i przemyśleniami.

Zapraszam więc do dyskusji i pytań związanych z tym tematem.

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/453460248566722/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-08-21
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Wsparcie dla Ciebie to dług odbiorczy!

W rozmowach z moimi przyjaciółmi, szczególnie tymi młodszymi, jednym z najbardziej znienawidzonych przez nich określeń które stosuję, to „dług odbiorczy”.

Dług odbiorczy, w pewnym uproszczeniu, to jest taki rodzaj długu, który jeśli chcesz go odebrać, to musisz pofatygować się do dłużnika i powiedzieć mu „oddaj mi dług”.

Co to ma wspólnego ze mną i młodymi ludźmi?

Bardzo wiele, bo nie musząc uganiać się za pieniędzmi, mogę sobie pozwolić na bezpłatne, a jednocześnie bardzo konkretne wspieranie młodych, ambitnych ludzi. I często taką gotowość komunikuję, ale…. ta moja gotowość to jest właśnie dług odbiorczy :) Trzeba wykazać inicjatywę i samemu zapoczątkować konkretną interakcję. Kluczowe słowa to „inicjatywa” i „konkretną”!

Osoby, którym pomagam pro bono (podobnie zresztą jak klienci) nie dostają żadnych certyfikatów, świadectw, medali i tym podobnych tanich gadżetów, którymi można się pochwalić i na które poluje mnóstwo nieświadomych ludzi. Zamiast tego wynoszą konkretne rozwiązania i umiejętności, przy pomocy których osiągają sukcesy i uzyskują przewagę nad konkurencją. To się przecież liczy w ogólnym rozrachunku! A ja bardzo lubię rozgryzać różne wyzwania negocjacyjne czy sprzedażowe. Teoretycznie wielu ludzi mogłoby bezpłatnie z tego skorzystać :) Niestety tylko teoretycznie.

Dlaczego tak się dzieje? Widzę kilka powodów:

  • Przytłaczająca większość jest przeświadczona, że tylko to, co dostarczają kosztowni guru albo „oficjalne” źródła wiedzy (studia, kursy itp.) jest wartościowe. Takich ludzi mi nawet nie jest żal. Mają, co chcą.
  • Obawa, że potencjalny partner (np. ja) powie, że akurat nie ma czasu, nie ma ochoty, albo go dany przypadek nie interesuje. Takie rzeczy się zdarzają i nie jest to katastrofa! Można spróbować „wstrzelić się” w bardziej pasujący moment lub kazus, świat się na jednej odmowie nie kończy. Znajomość też nie :) Trzeba próbować.
  • Przeświadczenie, że „liznąwszy” parę trików i uzyskując dzięki temu pewną przewagę nad konkurencją „już wystarczy”. Nie wystarczy, bo sytuacja rynkowa zmienia się dynamicznie, poza tym, nikt chyba nie chce cały czas tylko pracować, prawda? A do tego trzeba nasz biznes solidnie tuningować. Najlepiej ciągle, jak w metodzie Kaizen.
  • Lenistwo i niekonsekwencja. Często słyszę od takich, często bardzo inteligentnych przyjaciół „to trzeba robić regularnie” i mają całkowitą rację! Tylko, że poprzestają na takich deklaracjach, tak jakby umówienie się na rozmowę i przygotowanie do niej przekraczało ich możliwości czy chęci. Duża strata.

Żyjemy w tej chwili w czasach wyjątkowo dobrej koniunktury, niestety wygląda na to, że czekają nas duże wstrząsy gospodarcze i społeczne o nieporównywalnej dotąd skali. W tej sytuacji, jeśli chcemy zminimalizować ryzyko wylądowania w bardzo licznej grupie tych, którzy obudzą się z ręką w nocniku, jako profesjonaliści różnego rodzaju koniecznie powinniśmy wykorzystywać możliwości „zawirusowania” jak największej części możliwego rynku.

Do tego potrzeba oczywiście umiejętności merytorycznych, które wiele osób już ma, ale koniecznie musimy też znacznie lepiej umieć zdobyć zaufanie klientów, przekonać do naszej argumentacji, potrafić umiejętnie negocjować i zadbać o reputację.

To wymaga dość prostych, ale całkiem innych umiejętności niż te nabyte na studiach czy podczas konsumowania polskich mediów wszelkiego rodzaju. Mając niekorzystne nawyki komunikacyjne, trzeba je zmienić poznając te lepsze i intensywnie ćwicząc, a nie kiwając głowami. Z tym zdaje się jest spory problem. Łatwy do rozwiązania, ale to jest własnie dług odbiorczy u wartościowych mentorów wszelkiego rodzaju.

Mi jest czasem szkoda patrzeć, jak różne fajne osoby marnują sposobności, ale może taka jest kolej rzeczy?

Co o tym sądzicie?

Zdjęcia są metaforą, ten pierwszy samolot obrazuje skuteczność biznesu typowego profesjonalisty, ten drugi skuteczność po wykorzystaniu wszystkich sposobów tunningowania. Ten pierwszy jest sympatyczny, ale ja tam wolę możliwości tego drugiego :)

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/450371758875571/

Komentarze (2) →
Alex W. Barszczewski, 2019-08-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

O rekrutacji mentorów

Dziś na gorąco kilka słów o rekrutacji mentorów, niedocenianym czynniku, który mógłby katapultować wiele osób na zupełnie inny poziom działania i życia.

Na spotkaniu w Pozytywnej Kawce, wspominałem, że najlepsi mentorzy nie produkują się w mediach wszelkiego rodzaju, nie organizują płatnych kursów czy konferencji (bo mają dość kasy ze swojej podstawowej działalności) i jak znajdą sobie podopiecznego, to prowadzą go za darmo. Dodałem wtedy, że znam co najmniej kilka takich osób.

W rezultacie, następnego dnia pewna sympatyczna osoba poprosiła mnie o adresy tych mentorów :)
To nie tak działa!!!

Jeżeli mówimy teraz o ludziach z górnej półki, którzy faktycznie dostarczają klientom znaczących rezultatów w jakiejś konkretnej dziedzinie (a nie są po prostu dobrzy w sprzedawaniu szkoleń i konsultacji), to:

  • Ludzie ci zazwyczaj prowadzą ciekawe życie i nie szukają desperacko kogoś do mentorowania,
  • Mając wiele możliwości robienia różnych rzeczy, bardzo cenią sobie swój czas (w sensie starannego wyboru, na co go przeznaczają),
  • Jeśli już decydują się na poprowadzenie kogoś, to zazwyczaj robią to z własnej inicjatywy, bo np. podoba im się czyjeś podejście i potencjał.

W takich przypadkach, dlaczego miałbym naruszać prywatność różnych osób, które znam udostępniając ich dane kontaktowe, ot tak sobie??? To nie tak!!!

Zdarza się czasem, że zachwycam się kimś, kto potrzebuje mentoringu z innej dziedziny, niż ja jestem kompetentny, a znam kogoś pasującego. Wtedy ja zwracam się do potencjalnego mentora, mówiąc np. „Wiesz, poznałem kogoś bardzo ciekawego z dużym potencjałem, któremu przydałby się kontakt z tobą. Mogę mu podać namiary do Ciebie?”. Aby to zrobić muszę:

  • Sam uznać tego kandydata do mentorowania za ciekawą osobę z dużym potencjałem
  • Sam mieć przekonanie, że ta osoba chce się rozwijać i robić to w etyczny sposób
  • Sam mieć przekonanie, że ta osoba potrafi dochować wymagań poufności

Dlaczego tak jest?
Polecając kogoś potencjalnemu mentorowi kładę na szalę moją reputację u tego ostatniego! Dlatego muszę mieć maksimum pewności, że polecana osoba „nie zrobi mi wstydu” w szerokim tego słowa znaczeniu! A do tego potrzebuję znacznie więcej, niz proste zapytanie o kontakt.

Mam nadzieję, że to się Wam przyda.

Na zakończenie jeszcze małą autentyczna historia:
Jakieś 2 tygodnie temu odezwał się do mnie młody, 21-letni Kolega, z prośbą o spotkanie. To była nawiasem mówiąc druga prośba, poprzednia, kilka miesięcy temu trafiła na bardzo niekorzystny moment. Mieliśmy rozmowę na tyle ciekawą, że kiedy widząc że jestem w Krakowie, zaproponował kolejne, to chętnie się zgodziłem. Druga rozmowa poszła jeszcze lepiej, jestem zaskoczony, jak ktoś tak młody nie tylko ma szerokie spojrzenie na różne rzeczy, ale też potrafi je dobrze wyartykułować. To ostatnie jest pewną słabością większości Millenialsów :)
W rezultacie nie tylko myślę, z kim go skontaktować, ale wychodząc naprzeciw jego głodowi wiedzy, dałem mu pełny dostęp do mojego konta na Amazonie :) To wymagało tylko obietnicy, że nie będzie na moje konto robił zakupów i zabezpieczy swój smartfon hasłem :) Za to ma pełen dostęp do ponad 330 książek, które tam kupiłem, co dla młodego człowieka pewnie jest niezłym zasobem do czytania, do tego bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów :)

Tak to działa (na przykład)

Życzę Wam znajdowania i rekrutacji mentorów, którzy faktycznie wesprą Was w dążeniu do szczęśliwego życia!
A ja wracam do pisania książki o relacjach w biznesie :)

PS: Dyskusja na temat temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/440145733231507/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-08-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Zdrowe poczucie własnej wartości

Zdrowe poczucie własnej wartości, jest i będzie jednym z istotnych czynników powodzenia, też w tym zmienionym świecie, z którym wkrótce będziemy mieli do czynienia.
Nie będę tutaj pisał akademickiej rozprawy na ten temat, zostawmy to dyplomowanym teoretykom, zgoda? :)

Zamiast tego, w kilku odcinkach podzielę się z Wami paroma osobistymi doświadczeniami i obserwacjami. Mimo ich subiektywnego i „nienaukowego” charakteru stały się one podwaliną bardzo dobrego życia i to nie tylko w moim wykonaniu.

Krok pierwszy, to zaakceptowanie własnej niedoskonałości i to niedoskonałości pod wieloma postaciami :) Nie oznacza to zaniechania rozwoju, ale świadomość, że taki, jaki jestem teraz, to jest najlepsza aktualnie dostępna wersja mnie. A życie toczy się tu i teraz!!!

Tu i teraz mamy do wyboru:

  • Żyć pełnią życia, „kombinując” (popularna nazwa kreatywnego szukania rozwiązań :-) ), jak poradzić sobie mimo różnych postrzeganych słabości własnego ciała i ducha. To jest to, co robię aktualnie, bo niedoskonałości mi nie brakuje :-)
  • Żyć „sztucznym” życiem, pokazując się otoczeniu w masce przedstawiającej człowieka, jakim chciałbym być (ale nie jestem). To jest strategia bardzo wielu osób, szczególnie absolwentów wszelkiego rodzaju szkoleń z „marki osobistej”, ale nie tylko. Obserwując długoterminowe skutki takiego podejścia i sam stosując je bardzo wiele lat temu, zdecydowanie odradzam! Taka maska, raz użyta zmusza do jej ciągłego zakładania, pod ryzykiem, że stracimy osiągniętą dzięki niej pozycję społeczną czy zawodową. To nie ma wiele wspólnego z prawdziwą jakością życia, niezależnie od tego, ile pieniędzy, domów, czy odznaczeń zgromadziliśmy! Jak tak uważnie patrzę na wielu „ludzi sukcesu”, to nigdy nie zamieniłbym się z nimi na życie!
  • Uznać się za kogoś gorszego od innych, zrezygnować z aspiracji dobrego życia, rozwoju i zaakceptować okruchy ze stołu, które od czasu do czasu rzucają nam inni. To jest bardzo żałosny stan ducha! Piszę to też z doświadczenia, bo wiele, wiele lat temu też to przerabiałem.

Mogę Was zaprosić do małej „inwentaryzacji”, na którym etapie aktualnie jesteście?
Oczywiście nie spodziewam się, że ktoś tu będzie pisał o swoich słabościach, to jest zazwyczaj temat na bardzo dobrą rozmowę we dwójkę i w realu. Jeśli macie kogoś, z kim szczerze możecie na ten temat porozmawiać, to zachęcam.

To może być pierwszy krok, w stronę znacznie lepszego życia.
O ile wyrazicie zainteresowanie, w następnych krokach zajmiemy się już samym poczuciem własnej wartości i kilkoma pułapkami z tym związanymi. Porozmawiamy też o tym, jak przyczynić się do lepszej samooceny u różnych bliskich nam osób, szczególnie partnerów i dzieci. 
Miłej soboty i do zobaczenia :)

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/436940470218700/

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-08-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Nietypowe „rozmowy rekrutacyjne”

Bardzo często jesteś na rozmowie rekrutacyjnej nie wiedząc o tym!

Oczywiście stwierdzenie zawarte powyżej zazwyczaj jest bzdurą, jeśli spotykamy się w kręgu tych samych, bardzo podobnych do nas osób.

Sprawa robi się nieco bardziej skomplikowana, kiedy spotykamy się z ludźmi, którzy:

  • sami podejmują różne przedsięwzięcia w których potrzebują wsparcia,
  • albo mają szeroki krąg znajomych, którzy takowymi się zajmują,
  • albo po prostu lubią otwierać różne drzwi sympatycznym i kompetentnym ludziom.

Piszę to, bo często bywam takim rozmówcą z tej trzeciej grupy i znam sporo ludzi z tych dwóch pierwszych.
Jako człowiek życzliwy, kiedy spotykam kogoś sympatycznego, to staram się odpowiedzieć w myślach na pytanie „co mogę dla tej osoby zrobić?” ….. oczywiście wtedy, kiedy mam wrażenie że warto.

Faktem jest, że wbrew temu, co się powszechnie uważa, ciągle jest wiele szans na rynku, też dla młodych ludzi i początkujących przedsiębiorców. Stosunkowo rzadko chodzi tutaj o klasyczny „etat”, niemniej wiele osób, mnie w to wliczając, zaczęło bardzo ciekawą karierę życiową działając „bezetatowo” dla interesujących ludzi. To otworzyło cały łańcuch sposobności, którego wykorzystanie doprowadziło nas do ciekawego i dostatniego życia. Warto więc przyjrzeć się „od kuchni”, jak się taka „rekrutacja” odbywa.

Najlepiej zrobię to na przykładzie własnym, pisząc na co zwracam uwagę, kiedy rozważam, czy komuś w ogóle warto opowiedzieć o możliwości którą znam?
Moje wstępne kryteria są następujące (kolejność jest istotna!!):
1. Czy mam do czynienia z pogodnym, pozytywnie myślącym człowiekiem (!!!!)?
2. Czy mam do czynienia z człowiekiem, na którym można polegać (jeśli np. ktoś sam proponuje termin spotkania a potem się spóźnia to ma raczej „przechlapane”)?
3. Czy ten człowiek ma minimum umiejętności komunikacyjnych?
4. Czy dany człowiek ma kompetencje pasujące do kogoś, o kogo potrzebach wiem?

Ciekawe, że zdawałoby się krytyczny element kompetencji ląduje u mnie na czwartym miejscu, wiele osób, które spotykam nigdy do tego pytania nie dotrze. Założę się, że bardzo wiele osób mojego pokroju postępuje podobnie, najwyżej nie zadało sobie trudu takiego sformułowania kryteriów, jak ja powyżej.
Teraz ważne ćwiczenie dla Was:

Zastanówcie się, jak wyglądacie w świetle powyższych kryteriów i w jakim stopniu wpływa to na Wasze „szanse” u ludzi takich jak ja?

Jasne, że można sobie w życiu poradzić bez korzystania z takich sposobności, tylko w sytuacji ogromnej konkurencji jaka jest cena niekorzystania z potencjalnych atutów i dojść?
To jest tylko faza wstępna „rozmowy rekrutacyjnej”, często niestety zdarza się, że ktoś przeszedł ja bez problemu a potem z powodu dość głupich zachowań dyskwalifikuje się z bardziej zaawansowanych zadań. No ale o tym podyskutujemy w następnym poście.

Na zakończenie dam Wam przykład takiej nieudanej rekrutacji która odbyła się stosunkowo niedawno.
Jak wiecie ja oprócz moich działań zawodowych, gdzie pracuję zarobkowo maksymalnie 50 dni w roku, lubię robić różne fajne rzeczy pro bono z ciekawymi ludźmi. Ostatnio wymyśliłem sobie taki projekt że zrobię za darmo szkolenia negocjacyjne dla małej grupy młodych profesjonalistów, takie nowe wydanie słynnych w niektórych branżach warsztatów Top Gun.

Wdałem się w rozmowę z sympatyczną osobą, która biorąc pod uwagę jej sytuację pasowałaby do grupy, ale musiałem delikatnie wybadać jakie jest jej nastawienie i otwartość na uczenie się nowych rzeczy. 
Nawiązując do jej chęci otwarcia własnego biznesu o charakterze doradczym, zapytałem, co by ta osoba odpowiedziała gdyby klient zapytał „dlaczego akurat tobie mam powierzyć wykonanie moich zadań”? To jest nawiasem mówiąc, bardzo ważne pytanie, na które zawsze trzeba mieć dobrą odpowiedź bo w różnych wariantach będzie się ona ciągle przydawać. A ta młoda osoba, zaczynająca w ogóle swoją działalność, mówi do mnie „dlaczego miałbym się z tobą dzielić moim know-how” :) :)

Zdziwiony dałem jeszcze jedną szansę, nawiązując do tematu pozyskiwania klientów, ale w momencie, kiedy ta osoba zapytała „Czy ja jestem na rozmowie rekrutacyjnej?” mogłem już zgodnie z prawdą powiedzieć „Absolutnie nie!”, nawet, jeśli jeszcze 10 sekund temu była to faktycznie rozmowa rekrutacyjna na bardzo atrakcyjne warsztaty, prowadzone za darmo przez eksperta, którego od lat angażują zarządy dużych firm płacąc mu czterocyfrowe honoraria godzinowe :)

Podaję powyższą historię, jako taki mały przykład, abyście zobaczyli jak łatwo można sobie zepsuć szansę wzięcia udziału w czymś ciekawym i bardzo wartościowym. 
Pamiętajcie, kiedy rozmawiacie z kimś, kto jest spoza kręgu Waszych znajomych, może się okazać, że nie zdając sobie z tego sprawy jesteś na rozmowie rekrutacyjnej, nawet jeśli Twój rozmówca nie jest znany z występów w mediach, na konferencjach czy wystylizowanych, profesjonalnych zdjęć w mediach społecznościowych :)
Dobrze jest wtedy przynajmniej:
– wykazać zainteresowanie, nawet jeśli pewne rzeczy nie są zgodne z własnym obrazem świata czy biznesu,
– słuchać do końca co mówi ta osoba, a nie tylko po to, aby pokazać w których punktach macie inny obraz świata :),
– przejawić minimum inicjatywy własnej.

Powodzenia w wykorzystywaniu szans i otwieraniu nowych drzwi :)

PS: Dyskusja na ten temat odbyła się na facebooku:
https://www.facebook.com/groups/430626737516740/permalink/437579770154770/

aaa

Komentarze (0) →
Alex W. Barszczewski, 2019-07-11
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne

Jeszcze o nawiązywaniu kontaktów

Pamiętacie, że zalecam rozszerzanie kręgu znajomych poza te, w których zazwyczaj się obracamy? I to przy różnych okazjach!
Wczoraj wieczorem znów zobaczyłem przykład, jak to można zrobić :-)
Kiedy wyjaśniałem w hotelu kwestie mojej faktury, młody (28-30) recepcjonista z Ukrainy patrząc na wizytówkę z danymi, zadał kilka mądrych pytań dotyczących tego, co robię. Wywiązała się miła i szczera rozmowa, niemniej po kilku minutach powiedziałem, że wracam do mojej żony, ale jeśli potrafi czytać po polsku tak ładnie jak mówi, to podeślę mu moją książkę w PDF. Bardzo się ucieszył, więc od razu z pokoju wysłałem m u kopię :-)
Niemal od razu otrzymałem odpowiedź:

„Dziękuję pięknie! Jak doczytam wyślę Panu informacje zwrotną:)
Łączę Wyrazy Szacunku”

Przyjrzyjmy się bliżej całej sytuacji:

1) Nie jestem celebrytą, publikującym wystylizowane zdjęcia i różne banały, którą są równie prawdziwe, co bezużyteczne :-)
2) Mimo tego, a może właśnie dlatego, oprócz moich ciekawych zadań zawodowych znacząco przyczyniłem się do konkretnego rozwinięcia skrzydeł przez wielu sympatycznych ludzi. Oczywiście za darmo (odpowiedzcie sobie na pytanie dlaczego za darmo :-))!
3) Każdy z tych ludzi w jakimś momencie „wychylił się” i nawiązał ze mną kontakt, pokazując, że w jakiś sposób jest wyjątkowy i ciekawy. Nie potrzebował do tego żadnej „imprezy networkingowej”, eleganckich ciuchów, czy innych atrybutów materialnych
4) Każdy z tych ludzi znalazł sposób na podtrzymanie kontaktu tak, aby był on mile widziany przez obie strony.
Nasz kolega z Ukrainy jest w tej chwili w punkcie nr. 3 Ciekawe co będzie dalej? Wiele osób dociera do tego punktu, a potem pozwalają umrzeć takiej, chyba dość cennej znajomości. Jak to jest u Was? Szczerze?

Jeszcze małe zadanie praktyczne dla chętnych:
Jak na miejscu tego kolegi stunningowalibyście taki mail z podziękowaniami? Dlaczego akurat tak?

Konstruktywnych przemyśleń :-)

Komentarze (2) →
Alex W. Barszczewski, 2019-05-20
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Relacje z innymi ludźmi, Tematy różne

Preferowane kontakty – jak znaleźć się w takiej grupie?

Podczas moich wizyt w różnych miastach lubię prowadzić rozmowy, które nie tylko są przyjemne i wzbogacające dla mnie, ale też zdaniem wielu moich Rozmówców płci obojga, bardzo wartościowe dla nich, z konkretnymi radami i podejściami, które można od razu wcielić w życie :-)

Tak powinno być, cały czas twierdzę, że warto spotykać się z ludźmi, którzy faktycznie potrafią coś wykraczającego poza ładne opowiadanie, a do tego nie mają konieczności wystawiania jakiegokolwiek rachunku za udzielane rady :-)
Właśnie w ramach mojej nowej książki o relacjach biznesowych, piszę jak takie osoby za darmo „zrekrutować”, bo to jest ogromnie ważna umiejętność, która może katapultować nas do przodu.

Dziś uchylę Wam maleńkiego rąbka tajemnicy, jak to działa u mnie. Jak wielu „bogato” (w szerokim tego słowa znaczeniu) żyjących osób, lubię spotykać się i rozmawiać z bardzo różnymi ludźmi, lubię też „hobbystycznie” rozwiązywać różne problemy biznesowe, czy interpersonalne. Dlatego jeśli jestem w jakimś miejscu i nie mam akurat sporych wyzwań na głowie, to umawiam się według następującej kolejności:

– klienci z którymi akurat pracuję/przyjaciele, którzy mają pilny problem

– osoby, które mam w telefonie w grupie KONTAKT+nazwa miasta do którego się wybieram

– osoby, które wyraziły chęć spotkania ze mną i mieliśmy obiecującą interakcje mailowa lub telefoniczną

– osoby, które na wiadomość na FB, że akurat podróżuję do danego miasta skontaktowały się ze mną chcąc się spotkać

Jak to jest z tymi specjalnymi grupami w moim telefonie, których uczestnicy tak łatwo mogą się ze mną skontaktować?

Aby się tam znaleźć i mieć pierwszeństwo w umawianiu

się na spotkania trzeba:

  1. Umówić się ze mną na spotkanie w dowolny sposób. Czasem wystarczy rozmowa na wideo, w ostateczności telefoniczna. Mail, nawet najlepszy nie wystarczy!
  2. Spotkać się ze mną i odbyć ciekawą rozmowę
  3. Wyrazić chęć znalezienia się w takiej grupie, która bez zobowiązań będzie informowana sms-em, kiedy wybieram się do ich miasta

Ludzie Ci, kiedy wybieram się do ich miasta, z automatu dostają potem smsa, kiedy tam będę i jeśli chcą się spotkać, to mogą dać znać.

Często mój czas jest ograniczony, więc dostępne „sloty” czasowe szybko się zapełniają, ale jak to w życiu, szybkość reakcji ma znaczenie. Jeśli ktoś proponuje takie spotkanie, to pomocnym jest podanie zakresu godzin i/lub dni, kiedy tej osobie to odpowiada. Dziwne, że bardzo niewiele osób tak robi, a często to decyduje, czy da się umówić, czy też nie :-)

Jak widać na załączonym zrzucie ekranu mojej komórki, takich osób wcale nie jest tak dużo, biorąc pod uwagę tysiące ludzi, z którymi miałem w życiu do czynienia :-)
Jak wiem, że będę miał mało czasu, to podsyłam informacje tylko do wybranych osób z grupy :-)

Moje kryteria w takim przypadku:

  1. atrakcyjność dotychczasowych rozmów
  2. czy dana osoba kontaktowała się w międzyczasie ze mną z własnej inicjatywy, najlepiej kiedy niczego specjalnego ode mnie nie potrzebowała

Przyda się to komuś? :-)

Komentarze (3) →
Alex W. Barszczewski, 2019-05-16
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne, Zdrowe życie

Suplementacja D3 – magnez, wapń, fosfor

W ramach dyskusji jak suplementować witaminę D3 pozostał nam jeszcze jeden ważny aspekt, a mianowicie to, że witamina D3 nie działa o oderwaniu od reszty tego, co konsumujemy, lecz potrzebuje odpowiednich proporcji magnezu, wapnia i fosforu w naszym organizmie. O tym często zapominają osoby biorące „w ciemno” duże dawki witaminy D3 w postaci suplementu, w radosnym przekonaniu, że im więcej tym lepiej, co jest delikatnie mówiąc, podejściem nierozsądnym. Zdarza się też czasem, że przy w miarę  „normalnym” suplementowaniu i często spotykanym niedoborze magnezu, szczególnie przy dużym spożyciu fosforanów (patrz poniżej skąd się biorą) i wapnia (nabiał), pojawia się nadmierny poziom tego ostatniego we krwi. Tego nie chcemy, dlatego porozmawiajmy na chwilę o tym.

Ponieważ nie jest to praca naukowa z zakresu endokrynologii, dlatego pozwólcie że wyłożę ten temat nieco „łopatologicznie”, aby każdy z Was bez dużego nakładu czasu miał choć ogólne wyczucie o co chodzi. Podam też potem sposób, w jaki ja dbam o te proporcje. Jeśli kogoś temat bardziej interesuje, to polecam literaturę fachową.

Mówiąc o spożyciu tych trzech składników, to o ile ktoś nie stosuje jakichś ekstremalnych diet, to u większości ludzi sytuacja wygląda następująco:

Magnez, większość ludzi przyjmuje go za mało!

Ciągle mówi się o suplementowaniu wapnia „dla zdrowych kości” zapominając o tym, że istotne jest właściwe „współgranie” tria D3-wapń-magnez. Jeśli poguglujecie w literaturę fachowej (najlepiej angielsko- albo niemieckojęzycznej termin „magnesium deficiency”/”Magnesiummangel”, to ze zdziwieniem zobaczycie, że wiele objawów tego niedoboru jest bardzo podobne do objawów poważnego niedoboru witaminy D3. Nic dziwnego, bo przy niedoborze którejkolwiek z tych substancji wiele skomplikowanych mechanizmów naszego ciała przestaje działać prawidłowo. W literaturze wspomina się, że jest prawie 400 enzymów, które do prawidłowego działania potrzebują magnezu!

To ma jednak być bardzo praktyczny tekst, więc przejdźmy do konkretnych wskazówek.

Ile magnezu potrzebujemy? Jeśli mówimy o zdrowych dorosłych osobach to zalecane są ilości pomiędzy 300-450mg/dzień

Te ilości należy powiększyć jeżeli:

  • Jesteśmy w stanie długotrwałego stresu
  • Uprawiamy intensywnie sport
  • Jemy dużo produktów z mleka (poza masłem)
  • Przy przyjmowaniu wielu, też dość popularnych, leków i przy wielu chorobach, omówienie czego wykracza już poza zakres tego popularnego artykułu i w tym przypadku zalecam konsultacje z lekarzem.

Teraz pojawia się pytanie, skąd ten magnez codziennie brać. Tutaj mam dylemat, bo jest wiele pokarmów, które zawierają go spore ilości, ale jednocześnie zawierają inne substancje, mają częściowo bardzo niekorzystny wpływ na nasz organizm, albo zawarty w nich magnez jest kiepsko biodostępny. Dlatego teraz nie będę Wam tu przytaczał całego ich zestawienia, tylko po to, aby za kilka tygodni odradzać Wam jedzenie większości z nich!

Zajmijmy się grupą warzyw, która poza nielicznymi wyjątkami (np. szpinak!!!) jest zdrowym źródłem nie tylko magnezu, ale też przy okazji wapnia. Otóż każda roślina zielona, wykorzystująca światło słoneczne robi to przy pomocy chlorofilu, zielonego barwnika nadającego jej kolor. A każda cząsteczka chlorofilu zawiera w sobie magnez, do tego w postaci, która dla nas jest stosunkowo łatwo przyswajalna:

Chlorofil – C55H72O5N4Mg

Oczywiście, aby skonsumować zalecane ilości magnezu, trzeba by tej zieleniny jeść dość dużo, dlatego można, a nawet należy mądrze suplementować sobie pewną ilość. Ja np. jedząc 1-2 duże porcje sałaty z zieleniny dziennie, zażywam dodatkowo 200-300 mg magnezu, oczywiście nie wszystko na raz, o czym poniżej.

Przy wyborze suplementu jesteśmy często zalewani informacjami i reklamą. Na nasze potrzeby warto pamiętać, że nie należy tylko kierować się zawartością magnezu, jako takiego, lecz jego biodostępnością.

Jest wiele suplementów magnezu bazujących np. na tlenku magnezu, które reklamowane są jako zawierające dużo tego pierwiastka, cóż z tego, jeśli jego przyswajalność jest niezwykle kiepska. Nieco przerysowując, to trochę jakbym reklamował kawałek gwoździa na niedobór żelaza w organizmie, bo zawiera on dużo tego pierwiastka :-)

Nie bawiąc się znowu w rozważanie wszelkich możliwych substancji (a jest ich trochę), kupcie sobie preparat zawierający cytrynian magnezu i nic poza tym. Cytrynian jest nie tylko niedrogi i łatwo przyswajalny, ale też ma wiele innych pozytywnych oddziaływań na nasz organizm, których wyliczenie znów jest poza zakresem tego tekstu. Ja korzystam z kapsułek zawierających 100mg magnezu każda, które popijam sporą ilością wody. Ważne jest, abyście raczej nie łykali całej dawki dziennej na raz, bo u niektórych może to spowodować rozwolnienie, a tego nie chcemy :-)

PS: Niektórzy z Was pewnie pytają, dlaczego nie szpinak :-) Szpinak zawiera rekordową ilość szkodliwych dla nas szczawianów, więcej nawet niż rabarbar! Będziemy o tym mówić przy okazji rozprawiania się z różnymi mitami dotyczącymi zdrowego jedzenia.

Wapń – przeważnie jemy go dosyć

Wbrew temu, co się słyszy, o potrzebie suplementowania tego pierwiastka, skłaniam się do opinii, że o ile w miarę rozsądnie się odżywiamy i unikamy nadmiaru fosforanów w pożywieniu, to nie powinniśmy mieć problemu z jego niedoborem. Jego nadmierna konsumpcja może raczej prowadzić do problemów spowodowanych nierównowagą magnez-wapń. Będę dogłębniej studiował to nieco skomplikowane zagadnienie i odpowiednio uzupełniał ten fragment. Bardzo ważną i aktualną sprawą jest natomiast zaburzenie pracy tria D3-wapń-magnez, przez nadmiar fosforanów, czym zaraz się zajmiemy.

Fosfor, gównie w postaci fosforanów

Większość ludzi konsumuje go zbyt wiele, przeważnie nie zdając sobie z tego sprawy, że jest to jeden z ulubionych dodatków stosowanych przez przemysł spożywczy. W rezultacie zaburza to gospodarkę wapniem w organizmie, może prowadzić do demineralizacji kości, osteoporozy i jeszcze paru innych niedobrych chorób.
Fosforany często stosowane są jako wzmacniacze smaku, stabilizatory, konserwanty, przeciwutleniacze, regulatory kwasowości, środki do pieczenia, zagęszczacze. Dodatkowym „argumentem” ich stosowania jest  ich właściwość wiązania wody podczas obróbki termicznej, co znacznie zwiększa wagę końcową produktów.

Najczęściej znajdą się w sporej ilości w produktach takich jak:

  • wszelkiego rodzaju fast food
  • wszelkiego rodzaju dania gotowe
  • cole i lemoniady
  • różnego rodzaju wyroby piekarnicze
  • ser żółty
  • ser topiony
  • przetwory mleczne
  • wędliny
  • niektóre konserwy rybne
  • proszek do pieczenia i bardzo dużo innych produktów w postaci proszków (łącznie np. z instant cappuccino).

Jak ktoś bardzo chce potropić takie dodatki w ulubionych potrawach, to kryją się one pod następującymi symbolami:

  • E338 kwas fosforowy
  • E339 fosforan sodu
  • E340 fosforan potasu
  • E341 fosforan wapnia
  • E343 fosforan magnezu
  • E450 difosforan
  • E451 trifosforan
  • E452 polifosforan
  • E442 fosforydy amonowe
  • E541 kwaśny fosforan glinowo-sodowy
  • E1410 fosforan skrobi monochromatycznej
  • E1412 fosforan diskrobiowy
  • E1413 fosforanowany fosforan diskrobiowy
  • E1442 fosforan hydroksypropylodiskrobiowy

Mnie osobiście szkoda czasu na takie analizy, więc po prostu nie jem takiego świństwa, stosując złotą zasadę:

  • Stworzył Pan Bóg lub Natura (w zależności od przekonań religijnych) przy ewentualnym minimalnym wkładzie człowieka – JEMY
  • Stworzył to człowiek, a szczególnie przemysł spożywczy – jak nie musimy, to NIE JEMY

Jak do tego docelowo dość, napiszę nieco później, przy pozbywaniu się uzależnienia od cukru. Na razie, jako wskazówkę przejściową możecie przyjąć:

  • 1-4 składników w produkcie, który kupujemy – JEMY
  • Powyżej 4 składników w produkcie, który chcemy kupić – NIE JEMY

Tyle na dzisiaj :-)

Na zakończenie podkreślam, że:

  • Dzielę się tutaj wyłącznie moimi osobistymi doświadczeniami i ogólnie dostępną wiedzą, którą można znaleźć w międzynarodowych bazach danych, publikacjach i wykładach.
  •  Dokładam starań, aby wszystko było zgodne z aktualnym stanem wiedzy, niemniej, ze względu na złożoność tematu i liczbę badań nie mogę tego gwarantować
  • Ten kanał ma charakter wyłącznie informacyjny, w żadnym wypadku nie może zastąpić fachowej konsultacji lekarskiej czy terapii.
  • Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki stosowania przekazywanej wiedzy, każdy z Was robi to na własną odpowiedzialność.
  • Ze względu na jego popularny charakter większość informacji podana jest w uproszczonej formie i nie pretenduje do naukowej precyzji.

PS: Chcesz być na bieżąco informowany o nowych postach, filmach i innych aktywnościach, to zapisz się na mój newsletter :-)
http://bit.ly/Alexba
W ten sposób, niczego nie przeoczysz.

Komentarze (22) →
Alex W. Barszczewski, 2019-01-21
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Tematy różne, Zdrowe życie

Witamina D3 – źródła i jak suplementować

W poprzednim odcinku omówiliśmy, jak ustalić dawkę witaminy D3, która jest nam potrzebna.

Dziś przyjrzyjmy się jej możliwym źródłom, rozprawimy się z niektórymi rozpowszechnionymi mitami na ten temat i na koniec ustalimy jak i z czym najlepiej zażywać dawki suplementów D3

Generalnie mamy do dyspozycji 3 możliwe źródła witaminy D3:

  • Witaminę (a właściwie jej prekursor), wytwarzaną w skórze pod wpływem promieniowania UVB
  • Witaminę przyjmowaną razem z pożywieniem
  • Witaminę w postaci suplementu

Zobaczmy, jak to wygląda z najbardziej naturalnym sposobem – produkcją własną w skórze pod wpływem promieni słonecznych UVB.

Kilka faktów:

  • Zakładając optymalne warunki (młody człowiek, o jasnej karnacji, bez kremu przeciwsłonecznego, słoneczna pogoda, około południa, opalanie całego ciała po ok. 15-30 min z przodu i tyłu) może wytworzyć 10 000- 20 000 IU witaminy D
  • Z wiekiem skuteczność tego wytwarzania maleje.
  • Użyty krem przeciwsłoneczny drastycznie redukuje syntezę witaminy D, głównie blokując potrzebne do tego promieniowanie UVB. W wypadku  kremu z filtrem 8 blokowane jest ponad 97% promieniowania UVB, w wypadku filtra 15 aż 99,9%
  • Ze względu na pochłanianie promieniowania UVB w atmosferze, słońce musi znajdować się powyżej 45 stopni nad horyzontem (Twój cień musi być krótszy od Twojego wzrostu), aby synteza witaminy D była możliwa. Czyli w pewnych porach roku, możesz nawet w południe siedzieć nago na słońcu, możesz nawet się przy tym opalić (promieniowanie UVA, które jest głównie za to odpowiedzialne jest znacznie bardziej przenikliwe), ale o syntezie witaminy D możesz zapomnieć.
  • Jeśli poruszamy się na słońcu w ubraniu, to ma to niewątpliwie inne pozytywne działanie na nasz organizm, ale produkcja witaminy D spada proporcjonalnie do tego, jak duża część powierzchni naszej skóry jest zakryta.

Jak z tego widać, jeśli chciałbym w ten sposób wytwarzać sobie te wyliczone wcześniej 5000 IU dziennie, to byłoby to możliwe tylko podczas mojego letniego Gypsy Time nad morzem i to pod warunkiem, że co najmniej co drugi dzień w okolicy południa byłaby dobra pogoda i miałbym wtedy ochotę wyjść na plażę. Jakie realistyczne możliwości ma każdy z Was, możecie sobie oszacować w zależności od indywidualnej sytuacji.

Witamina D3 znajduje się oczywiście też w różnego rodzaju pożywieniu. Spójrzmy, ile jej jest w 100 g różnych produktów (dane ze źródeł niemieckich, amerykańskie są podobne tylko jest sporo przeliczania na gramy):

Śledź – 1080 IU

Łosoś – 640-880 IU

Węgorz – 840 IU

Sardynki – 400 IU

Tuńczyk – 240 IU

Makrela – 40 IU

Wątróbka – 40-68 IU

Cielęcina – 152 IU

Awokado – 140-200 IU

Jajka – 116 IU

Pieczarki – 80 IU

Masło – 10-50 IU

Śmietana – 45 IU

Ementaler – 45 IU

Edamer – 12 IU

Twaróg 40% – 8 IU

Jogurt 3,5% – 203 IU

Mleko 3,5% – 2-5 IU

Teraz, uwzględniając, że powyższe dane są w przeliczeniu na 100g produktu i nawet NIE uwzględniając, że podczas obróbki cieplnej (grillowanie, pieczenie itp.) co najmniej 50% witaminy D ulega zniszczeniu, spróbujcie sobie zestawić jadłospis, który zapewni Wam codzienna dawkę uzupełniającą :-) W moim przypadku (5000 IU dziennie) musiałbym np. jednego dnia zjeść 0,5 kg solonego śledzia, następnego dnia 1,25 kg sardynek, następnego 2,5 kg awokado, następnego 4,3 kg jajek (ponad 60 szt.) i tak dalej :-) Każdy może sobie zrobić takie obliczenie dla własnej dawki i wyrobić zdanie, co sądzić o pewnych stwierdzeniach z kolorowych czasopism i innych mediów.

Jak widać z powyższego, przyjmowanie suplementów witaminy D3 jest jedynym praktycznym rozwiązaniem dla większości z nas. Zalety tego są następujące:

  • Łatwo i dokładnie można dozować zamierzoną dawkę.
  • Witamina D3 jest bardzo tania – 210 dawek po 2000 IU możesz kupić za ok 15 zł.
  • Zapas zajmuje bardzo mało miejsca i można zabrać w każdą podróż.
  • Można bez problemu kupić preparaty w 100% wegańskie, dla tych z Was, dla których ma to znaczenie.

Przy stosowaniu suplementów witaminy D3  należy pamiętać o następujących rzeczach:

  • Witamina D jest rozpuszczalna w tłuszczach. To oznacza, że dla lepszego wchłaniania preparatu dobrze jest spożywać go razem z posiłkiem zawierającym tłuszcz.
  • Witamina D3 współdziała w wielu przypadkach z witaminami K1 i K2 i o poziom szczególnie tej ostatniej też trzeba zadbać. Witamina K1 jest dostępna we wszelkiego rodzaju zieleninie, trzeba tylko jeść te warzywa z dodatkiem tłuszczu, bo K1, podobnie jak D też jest rozpuszczalna w tłuszczach. Witamina K2 występuje w mięsie, mleku i maśle, o ile pochodzą z bydła, które pasło się na łące, a nie było karmione sztuczną paszą.  To jest w naszej praktyce rzadkość, więc generalnie dla zdrowych osób zalecana jest suplementacja K2MK7 w dawce 100 µg dziennie. Większą dawkę stosuje się przy zagrożeniu osteoporozą i kilkoma innymi problemami, ale to pozostawmy już lekarzom. Wygodnie jest znaleźć preparat łączący naszą dawkę podtrzymującą witaminy D3 ze 100 µg K2MK7 w jednej kapsułce, jak na przykład robię ja (5000 IU D3 + 100 µg K2MK7), ale nie jest to konieczne. UWAGA!! Jeśli przyjmujecie dużą dawkę uzupełniającą, to nie stosujcie wielu takich kapsułek, bo może się okazać, że przyjęliście zbyt dużo K2! Ja stosowałem po jednej mojej kapsułce dziennie, którą uzupełniałem witaminą D3 w kroplach.
  • Ważnym przy suplementacji witaminy D3 jest zapewnienie naszemu organizmowi niezbędnych ilości magnezu i wapnia. O ile z wapniem zazwyczaj nie ma problemu, to wiele osób ma spore niedobory magnezu, co tez prowadzi do różnych komplikacji. Nie wchodząc w zbyt wiele szczegółów tych komplikacji, sygnalizuje, że sprawa jest na tyle ważna, że do kwestii magnezu wrócimy w następnym odcinku.

Tyle na dzisiaj :-)

Na zakończenie podkreślam, że:

  • Dzielę się tutaj wyłącznie moimi osobistymi doświadczeniami i ogólnie dostępną wiedzą, którą można znaleźć w międzynarodowych bazach danych, publikacjach i wykładach.
  •  Dokładam starań, aby wszystko było zgodne z aktualnym stanem wiedzy, niemniej, ze względu na złożoność tematu i liczbę badań nie mogę tego gwarantować
  • Ten kanał ma charakter wyłącznie informacyjny, w żadnym wypadku nie może zastąpić fachowej konsultacji lekarskiej czy terapii.
  • Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki stosowania przekazywanej wiedzy, każdy z Was robi to na własną odpowiedzialność.
  • Ze względu na jego popularny charakter większość informacji podana jest w uproszczonej formie i nie pretenduje do naukowej precyzji.

PS: Chcesz być na bieżąco informowany o nowych postach, filmach i innych aktywnościach, to zapisz się na mój newsletter :-)
http://bit.ly/Alexba
W ten sposób, niczego nie przeoczysz.

Komentarze (20) →
Alex W. Barszczewski, 2019-01-18
FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Page 16 of 84« First...10«1415161718»203040...Last »
Alex W. Barszczewski: Avatar
Alex W. Barszczewski
Konsultant, Autor, Miłośnik dobrego życia
O mnie

E-mail


Archiwum newslettera

Książka
Alex W. Barszczewski: Ksiazka
Sukces w Relacjach Międzyludzkich

Subskrybuj blog

  • Subskrybuj posty
  • Subskrybuj komentarze

Ostatnie Posty

  • Jak nawiązać kontakt z kimś z górnej półki
  • Korzystaj z mojej wiedzy i doświadczeń za darmo
  • Można stracić 20 kg nawet jako 70-latek
  • Nie hamuj się w ten sposób w życiu i rozwoju
  • Które projekty czas zakończyć w 2026?

Najnowsze komentarze

  • Musisz umrzeć i to jest nieuniknione  (85)
    • Orest Tabaka: TesTeq: Dodam, że...
    • Orest Tabaka: TesTeq: W serii postów...
    • TesTeq: Orest Tabaka pisze:...
    • Orest Tabaka: Artur: Pytasz...
    • Artur Jaworski: Alex piszesz:...
  • Mam 24 lata, chcę być trenerem, co dalej?  (70)
    • Orest Tabaka: Alex: Przemyślałem...
    • TesTeq: Paulina pisze: „Sądzę,...
    • Paulina: Orest Dzięki za krótką...
    • Orest Tabaka: Alex: Zgadzam się z tym...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Ważne...
  • Co możemy zrobić dla innych  (43)
    • Artur Jaworski: Alex, Jak oceniasz po...
  • Co zrobić, kiedy się nie wie co chce się robić w życiu?  (673)
    • Paulina: Alex, TesTeq, Czuję się w...
    • TesTeq: Paulina pisze: „Szkoda,...
    • Alex W. Barszczewski: Kuba Możesz...
  • Ile pieniędzy potrzebujesz aby być szczęśliwym?  (173)
    • Orest Tabaka: Alex, TesTeq:...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Dołączam...
    • TesTeq: Orest Tabaka pisze: „W...
    • Orest Tabaka: Mirek: W jednej z...
    • Mirek Kordos: W Polsce, żeby być...
  • Twoja wartość rynkowa  (75)
    • Orest Tabaka: No tak :) Klik i...
    • Alex W. Barszczewski: Orest Napisałem...
    • Orest Tabaka: Alex: Z którego roku...
    • Orest Tabaka: Alex: Dziękuję. Jak...
    • Alex W. Barszczewski: Orest...
  • Nie daj się odczłowieczyć !!  (44)
    • Alex W. Barszczewski: macie jeszcze...
  • Samobójcza bramka  (13)
    • MariuszZ: 100% racji :)
    • Alex W. Barszczewski: MariuszZ...
  • Rezonans limbiczny  (74)
    • Alex W. Barszczewski: Witajcie Parę...
    • Wojciech Szywalski: Piotr: Tylko czy...
    • Piotr [PMD]: Hm… a może –...

Kategorie

  • Artykuły (2)
  • Dla przyjaciół z HR (13)
  • Dostatnie życie na luzie (10)
  • Dyskusja Czytelników (1)
  • Firmy i minifirmy (15)
  • Gościnne posty (26)
  • Internet, media i marketing (23)
  • Jak to robi Alex (34)
  • Jak zmieniać ludzi wokół nas (11)
  • Książka "Sukces w relacjach…" (19)
  • Linki do postów innych autorów (1)
  • Listy Czytelników (3)
  • Motywacja i zarządzanie (17)
  • Newsletter (32)
  • Pro publico bono (2)
  • Przed ukazaniem się.. (8)
  • Relacje z innymi ludźmi (44)
  • Rozważania o szkoleniach (11)
  • Rozwój osobisty i kariera (236)
  • Sukces Czytelników (1)
  • Tematy różne (394)
  • Video (1)
  • Wasz człowiek w Berlinie (7)
  • Wykorzystaj potencjał (11)
  • Zapraszam do wersji audio (16)
  • Zdrowe życie (7)

Archiwa

Szukaj na blogu

Polityka prywatności
Regulamin newslettera
Copyright - Alex W. Barszczewski - 2026