Otrzymałem następujący mail od Czytelnika:

Cześć Alex,

Ostrzegam na samym początku, że będzie to dość długi mail ;)

Piszę do Ciebie w sprawie pewnego problemu, który mam ostatnio ze swoimi rodzicami. Dzisiaj natrafiłem na twój post „Precz z dyktaturą pociotków i znajomych”, w którym opisujesz dość podobną sytuację do mojej. Z racji tego, że kończę obecnie studia, zaczęły pojawiać się pytania „Co dalej będziesz robił?”, „Co planujesz?”, „Czemu nie obroniłeś się w terminie?”, etc. Punktem kulminacyjnym były ostatnie święta, gdzie już po moim przyjeździe na wigilię, można było wyczuć napiętą atmosferę. Atak przyszedł w drugi dzień świąt. Rodzice dosłownie „zaatakowali” mnie i zaczęli przeprowadzać przesłuchanie. Starałem się spokojnie wszystko wytłumaczyć, a kiedy powiedziałem, że za niedługo mam zamiar otworzyć swoją firmę (o czym kiedyś im wspominałem), zaczęła się jeszcze bardziej agresywna wymiana zdań (z ich strony). Ja cały czas ze stoickim spokojem chciałem wszystko wytłumaczyć, ale się nie dało. Moja mama powiedziała, że moja firma upadnie i będzie to oznaczało, że zostanę nieudacznikiem i właściwie jedyną możliwością dla mnie jest etat. Przez szacunek dla moich rodziców nie chciałem wszczynać kłótni (pomimo licznych przykrych argumentach ad persona kierowanych w moją stroną) i po prostu milczałem, albo odpowiadałem półsłówkami. W końcu dyskusja (po ponad dwóch godzinach) dobiegła końca. Nie powiem, że było mi bardzo przykro. Nie jest to przyjemne, kiedy wszystkie twoje marzenia, pasje, pomysły na życie są dosłownie mieszane z błotem przez twoich własnych rodziców. Można powiedzieć, że jest to typowa sytuacja rodzinna, jednak chciałbym przedstawić kontekst całej sytuacji.

Moi rodzice od ponad 20 lat prowadzą firmę i właściwie przez całe moje życie tak mnie wychowywali, żeby w przyszłości prowadzić jakąś swoją własną działalność. Wpajali mi przez cały czas, żeby być nonkonformistą i podążać swoją drogą. Niestety na przestrzeni ostatnich lat, co jakiś czas moi rodzice szukają jakiejś „zaczepki” i powodu do awantury. Dodam, że od pierwszego roku moich studiów jestem całkowicie niezależny finansowo, wyjechałem dość daleko na studia i od końca liceum praktycznie nie wziąłem od moich rodziców ani jednej złotówki. Przez cały okres studiów pracowałem i starałem się utrzymać samodzielnie. Również realizowałem mnóstwo dodatkowych projektów (poza zwykłym studiowaniem). Niestety nawet jak robiłem dość spory projekt studencki (całkowicie społecznie), to i tak zostałem „opieprzony” za to, że coś tam się nie podobało moim rodzicom. Mimo, że nie miało to absolutnie żadnego wpływu na nic i w żadnym stopniu nie dotyczyło moich rodziców.

Mam pewne podejrzenia skąd może wynikać „agresja” moich rodziców w stosunku do moich działań. Jako 19-latek miałem okazję kierować firmą rodziców, kiedy oni wyjechali na zagraniczne wakacje. Przyznam się, że była to dla mnie prawdziwa szkoła życia, bo w tym czasie nauczyłem się mnóstwa rzeczy. Kiedy przyjechali moi rodzice, przedstawiłem listę usprawnień, które można wprowadzić, żeby firma sprawniej funkcjonowała. Niestety moi rodzice stwierdzili, że się nie znam i to nie jest takie proste i nie ma potrzeby niczego zmieniać. Przez kolejne lata czasem byłem pytany o zdanie dotyczące firmowych spraw, ale zawsze mój pomysł był zły i wszystko kończyło się kłótnią. Dlatego postanowiłem i o tym też oficjalnie powiedziałem rodzicom, że nie będę już udzielał się w tych sprawach, bo to nie ma sensu i znowu była awantura. Wydaje mi się, że wszystkie problemy biorą się stąd, że firma moich rodziców od pewnego czasu stoi w miejscu i stąd bierze się ta cała frustracja. Ja chciałem i chcę pomóc nadal, ale „nie znam się” (wg moich rodziców). Miałem nawet taki plan, żeby odłożyć na jakiś czas pracę magisterską i przez np. 3 miesiące zastąpić moich rodziców, żeby przeprowadzić potrzebne zmiany w firmie i ruszyć ją do przodu, ale po ostatnich kłótniach stwierdziłem, że byłaby to strata czasu.

Stąd moje pytanie; co w takiej sytuacji zrobić? Nie chciałbym przy kolejnej rozmowie o przyszłości wchodzić w kłótnię. Jeżeli odpowiem na ich pytanie o moje plany tekstem „Dlaczego o to pytasz?”, to znając moich rodziców, rozpęta się piekło. Niestety z moimi rodzicami nie mogę spokojnie, używając rozsądnych argumentów, podyskutować, tylko zawsze jest co najmniej podniesiony głos i bardzo żywiołowa dyskusja. Chciałbym mimo wszystko tego uniknąć i utrzymać dobre relacje ze swoimi rodzicami.

Jeżeli dotarłeś do końca, to bardzo dziękuję za poświęcony czas. Również chciałbym podziękować za Twoje świetne teksty i pogratulować wspaniałego bloga!

I co mam na to powiedzieć? :-)

Mimo wszystko mamy trochę mało danych, a przede wszystkim brak punktu widzenia drugiej strony, czyli Twoich rodziców. Mając takie ograniczenia trudno coś bardzo konkretnie doradzić, niemniej spójrzmy na to, co mamy:

  1. „Moi rodzice od ponad 20 lat prowadzą firmę i właściwie przez całe moje życie tak mnie wychowywali, żeby w przyszłości prowadzić jakąś swoją własną działalność” – to jest bardzo dobre i cenne, wiekszość rodziców wychowuje dzieci na dobrych niewolników na pensji z kredytem na 30 lat
  2. „Wpajali mi przez cały czas, żeby być nonkonformistą i podążać swoją drogą.” – super, większość rodziców (razem ze szkołą) uczy dzieci zupełnie czegoś innego
  3. „ Dodam, że od pierwszego roku moich studiów jestem całkowicie niezależny finansowo, wyjechałem dość daleko na studia i od końca liceum praktycznie nie wziąłem od moich rodziców ani jednej złotówki. Przez cały okres studiów pracowałem i starałem się utrzymać samodzielnie” – brawo!!!
  4. „Moja mama powiedziała, że moja firma upadnie i będzie to oznaczało, że zostanę nieudacznikiem i właściwie jedyną możliwością dla mnie jest etat.”
  5. „jak robiłem dość spory projekt studencki (całkowicie społecznie), to i tak zostałem „opieprzony” za to, że coś tam się nie podobało moim rodzicom. Mimo, że nie miało to absolutnie żadnego wpływu na nic i w żadnym stopniu nie dotyczyło moich rodziców. „

Widzisz, że punkty 1-2 oraz 4-5 całkowicie do siebie nie pasują?

Stawiasz hipotezę, że ta przemiana miała miejsce kiedy:

„ Jako 19-latek miałem okazję kierować firmą rodziców, kiedy oni wyjechali na zagraniczne wakacje. Przyznam się, że była to dla mnie prawdziwa szkoła życia, bo w tym czasie nauczyłem się mnóstwa rzeczy. Kiedy przyjechali moi rodzice, przedstawiłem listę usprawnień, które można wprowadzić, żeby firma sprawniej funkcjonowała. Niestety moi rodzice stwierdzili, że się nie znam i to nie jest takie proste i nie ma potrzeby niczego zmieniać.”

Jak im to powiedziałeś? Z wyższością i lekceważeniem, czy też w cywilizowany, profesjonalny sposób?

Nawiasem mówiąc nastawienie „nie ma potrzeby nic zmieniać” jest bardzo powszechne wśród polskich drobnych przedsiębiorców i powoduje, że przy zmianie sytuacji na rynku albo padają jak muchy, albo pytają rząd „jak żyć”, albo przeżywają dzięki maksymalnemu „wyciśnięciu” biednych galerników, którzy u nich pracują.

Używasz takich określeń jak:

„ zaczęli przeprowadzać przesłuchanie”

„zaczęła się jeszcze bardziej agresywna wymiana zdań (z ich strony).” – wymiana zdań wymaga dwóch stron!!

„ kiedy wszystkie twoje marzenia, pasje, pomysły na życie są dosłownie mieszane z błotem przez twoich własnych rodziców” – na czym to mieszanie błotem dokładnie polegało?

Wiesz, w tych punktach powyżej teoretycznie mógłbyś byc „ofiarą” zjawiska, które opisałem w poście

https://alexba.eu/2009-09-13/rozwoj-kariera-praca/przekaz-odbior/

Nie mówię, że tak jest, ale najpierw należałoby taką możliwość wykluczyć

Dziwnym dla mnie jest tez Twoje stwierdzenie: „Chciałbym mimo wszystko ….. utrzymać dobre relacje ze swoimi rodzicami.” bo to co opisujesz trudno mi nazwać „dobrymi relacjami”, więc znowu mamy jakąś sprzeczność.

Widzisz ile mam wątpliwości? Aby posunąć się dalej, należałoby koniecznie  je wyjaśnić.

Aby nie zostawić Cię całkiem bez odpowiedzi, załóżmy że je wyjaśnimy w zadowalający sposób i nie okaże się, że sytuacja jest całkiem inna niż w Twoim opisie, a firmę, którą chcesz założyć nie zamierzasz finansować z pieniędzy rodziców.

Wtedy mamy następujące punkty:

  1. jesteś finansowo niezależny i do przeżycia nie potrzebujesz rodziny
  2. masz wizję swojego życia na najbliższy okres
  3. z nieznanych powodów Twoi rodzice nie traktują Cie poważnie i szacunkiem należytym człowiekowi, który sam utrzymuje sie w życiu uczciwą pracą.

Podjąłbym następujące działania:

  1. napisałbym do rodziców list (bo najwyraźniej próby porozumienia się bezpośrednio źle się kończą), w którym wyraziłbym im wdzięczność i szacunek, za niezależna postawę, której Cię nauczyli. Wyraziłbym ubolewanie, że Wasza wzajemna wymiana zdań przebiega w taki sposób jak dotychczas i zadeklarował chęć zmienienia tego na lepsze. Zapytał, czy tez są gotowi usiąść z Tobą jak dorośli z dorosłym i porozmawiać po partnersku.
  2. Gdyby ten list, albo wynikająca z niego rozmowa nie przyniosły rezultatów (a rezultatem jest, jeśli niezależnie od ewentualnej różnicy zdań jesteś traktowany poważnie), to robisz rodzicom „dietę” z kontaktów z Tobą. Po prostu, pomijając jakieś poważne wypadki losowe, żyjesz przez pewien czas jakby oni nie istnieli na świecie zajmując się Twoim życiem. Taka „dieta” zastosowana odpowiednio długo czyni cuda :-) musi tylko byc „ścisła”, czyli żadnych wspólnych Świąt, urodzin, imienin itp.
  3. Wystartował z realizacją Twoich planów życiowych

Wszystko to, powtarzam jeszcze raz, pod warunkiem odpowiedniego wyjaśnienia moich wątpliwości wyrażonych powyżej.

To sa takie przemyślenia na szybko, przed wyjściem na plażę, więc bez bardzo dokładnej analizy.

Przyda się to komuś?