Ostatnio zastanawiałem się nad formą i zakresem dyskusji,  które prowadzimy na blogu, a szczególnie moim w nich udziałem.
Niektórzy z Was, zwłaszcza ci, którzy stosunkowo niedawno są na blogu czytając nasze rozmowy mogą czasem odnieść wrażenie pewnej szorstkości, a czasem wręcz arogancji z mojej strony. Warto więc może wyjaśnić, skąd się to bierze.
Zacznijmy od tego, że jest to od początku swego istnienia blog edukacyjny, którego głównymi celami są:
  1. stworzenie dla jak największego grona osób możliwości dowiedzenia się jak do wielu rzeczy w życiu podchodzi taki dość nietypowy facet,  jakim jestem ja.  Nie chodzi tutaj o masowanie mojego własnego ego, czy niepotrzebną mi autoreklamę (bo jak mówią Rosjanie „ciszej idziesz, dalej zajdziesz”), lecz o poznanie wielu alternatywnych metod jak dość do naprawdę wysokiej jakości życia i to bez „pleców”, kumoterstwa, wchodzenia komukolwiek w tyłek, niewolniczej pracy, czy działań niezgodnych z prawem
  2. danie możliwości bezpiecznego potrenowania sztuki polemiki, argumentacji i prezentacji własnych racji, oraz otrzymania bardzo indywidualnego, bezpośredniego i otwartego feedbacku kogoś, kto jest życzliwym, choć niełatwym sparring partnerem
Ten pierwszy punkt, jeżeli nie ma to być grzeczne i konformistyczne powtarzanie rzeczy usłyszanych w mediach lub wyczytanych w książkach, wymaga ode mnie zrobienia dwóch dość trudnych rzeczy:
  • po pierwsze muszę przynajmniej bardzo oględnie opisać rezultaty, jakie długoterminowo mam  stosując opisywane metody i postawy. Rezultaty i samopoczucie przy ich osiąganiu są dla mnie kluczowym kryterium oceny własnego postępowania i pozbawienie Czytelników tych informacji stawiałoby mnie w jednym rzędzie z akademickimi pseudoekspertami życiowymi, jakich wielu  wokół nas. Z drugiej strony, jeśli napiszę na blogu, że w danym roku XXXX pracowałem bardzo intensywnie 40 dni, 90 dni siedziałem na Kanarach, 45 nad polskim morzem, 40 w fascynującej metropolii, a resztę czasu też spędziłem ciekawie i pożytecznie w towarzystwie interesujących osób, to wielu Czytelników zarzuci mi samochwalstwo, wywyższanie się i tym podobne rzeczy. A to nie o to chodzi!! Opis rezultatów powinien być integraną częścią opisu jakiejkolwiek metody! Jak proponujecie rozwiązać na otwartym, publicznym blogu? Podkreślam przy tym, że nie mam żadnego problemu z postawami jak w poście „Jak ja nie lubię Alexa” :-)
  • po drugie muszę mówić o bardzo niekonwencjonalnych metodach i podejściach, które stosuję.  Często są one rezultatem uważnej obserwacji, w miarę nieskrępowanego użycia własnego umysłu i mojej dużej gotowości do eksperymentowania w życiu. Bywa, że są one w sprzeczności do utartych i bardzo rozpowszechnionych „prawd” i „aksjomatów”, tego co mówią w mediach, na ambonie i uczelniach, a nawet, jakby to powiedział Goebbels „wbrew zdrowemu odczuwaniu Narodu”.  Nic na to nie poradzę, jeśli coś działa to jest to dla mnie „prawda”, choć oczywiście nie twierdzę, że prawda uniwersalna i do zastosowania dla każdego. Zawsze jestem chętny do bliższych wyjaśnień, problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś usiłuje mnie przekonać, że nie mam rezultatów, które mam :-) albo generalnie usiłuje mnie „nawrócić”  na „zdrowy sposób myślenia” bez bliższego zapoznania się i zrozumienia (co nie musi oznaczać zgody) moich racji.  Na to jest mi trochę szkoda mojego czasu. Co zrobimy z tą kwestią?
Przy realizacji drugiego celu blogu, pojawia sie pytanie jak to najlepiej zrobić, przy czy poprzez „najlepiej” rozumiem metodę, która da większości Czytelników najwięcej korzyści, bez wikłania mnie w długotrwałe i jałowe dyskusje na temat mojego charakteru lub podejścia :-) O co konkretnie chodzi?
Weźmy jako przykład coś z jednej z ostatnich dyskusji. Wszystko co zawarte jest w cudzysłowach jest  za wyjątkiem kilku dodanych wytłuszczeń dokładną kopią wypowiedzi na blogu.
powiedziałem między innymi:
„Zauważasz: „..Dziewczynkom nie pozwala się z kolei na złość ..”
I słusznie, bo złość szkodzi na urodę :-)
A tak zupełnie serio, to po co odczuwać złość? Ja już nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to zdarzyło. Ja czasem się niecierpliwię, czasem, choć bardzo rzadko przełączam się w tryb zimnej bezlitosnej agresji, ale złośc?
Wyobraź sobie, jak zmieniłoby się Twoje życie i relacje z innymi, gdybyś nie odczuwała złości?
No ale to jest już zupełnie inny temat „
trochę później odpowiedziałem na pytanie jednej z Czytelniczek, jak w sytuacjach zazwyczaj generujących złość mieć inne emocje (wytłuszczenia dodane teraz):
„Pytasz o sposoby i jak to zrobić?
  • ogranicz interakcje z ludźmi, którzy mają tendencję do budzenia w tobie negatywnych emocji
  • powymieniaj sobie własną reakcję na różne bodźce np, tak prosta technika jak visual swish (wygugluj, jest szeroko opisywana). Na na przykład na wiele bodźców, na które ludzie reagują złością reaguje ciekawością i zainteresowaniem. Możesz sobie wyobrazić, jaki to ma wpływ na moją skuteczność i jakość życia?”
aby po kilku komentarzach dostać coś takiego (wytłuszczenia moje):
„Alex, brałam udział w kilku szkoleniach NLP i stosuję z powodzeniem wiele technik, które tam poznałam. Visual switch pozwala mi pozbyć się albo przynajmniej złagodzić nieprzyjemne uczucia związane z pewnymi osobami lub wydarzeniami, ale nie wpadłam jeszcze na pomysł w jakiej formie to ćwiczenie przeprowadzić, żeby od tej pory czuć jedynie błogość i radość w dowolnych życiowych okolicznościach. :-)
Piszesz, że zdarza Ci się odczuwać irytację czy frustrację i wydaje mi się, że może być tak, że Twoja irytacja oznacza to samo, co moja złość. Dla mnie to są uczucia z tej samej skali, tylko o różnym natężeniu. Kiedy piszę, że czułam złość to nie mam na myśli wściekłości, która mąci zmysły. „
I co mam teraz z czymś takim zrobić?
Mógłbym odpowiedzieć na to w dwóch równie prawdziwych wersjach:
_
Wersja light:
To dobrze, że już zaczęłaś wpływać na poprawę emocji w bardziej świadomy i skuteczny sposób. Możesz popróbować wykorzystać visual swish do dalszej zmiany odczuć, ale postaw sobie bardziej realistyczne cele niż odczuwanie w każdej sytuacji błogości i radości. Ja w moich wypowiedziach mówiłem o frustracji a nie irytacji. Podoba mi się, że w ostatnich dwóch zdaniach podkreślasz, że piszesz z Twojego własnego punktu widzenia.
Wersja full (taką zaserwowałbym płacącemu klientowi, z tym że w rzeczywistości nie miewają oni tak elementarnych problemów z komunikacją):
W Twojej ostatniej wypowiedzi jest kilka rzeczy, którymi koniecznie musimy się zająć, bo inaczej mogą Ci one znacząco zaszkodzić w rozmowach prywatnych i biznesowych.
Po pierwsze chwaląc się przejściem kilku szkoleń NLP i używając określenia „visual switch” ryzykujesz zaliczeniem Cię do bardzo licznego grona pseudowyedukowanych Polaków, u których „gdzieś dzwoni, ale nie bardzo wiadomo gdzie”. Technika o której pisałem to „visual swish”. Jest co prawda taka technika „foreground, background switch” ale to nie o tym tutaj mówimy :-)
Kiedy ja mówiłem „ Na na przykład na wiele bodźców, na które ludzie reagują złością reaguje ciekawością i zainteresowaniem
to nawiązując do mojej wypowiedzi piszesz: „..żeby od tej pory czuć jedynie błogość i radość w dowolnych życiowych okolicznościach.
To jest zupełnie inne ustawienie celów i jeżeli tak się wypowiadasz to albo nie słuchałaś/czytałaś uważnie, albo nie rozróżniasz znaczenia tych pojęć (bardzo niedobrze!!), albo robisz to manipulacyjnie. Tak czy inaczej bardzo zmniejsza to Twoją wiarygodność w oczach wielu rozmówców, zmień to jak najprędzej, bo zaszkodzi Ci to w oczach ludzi z górnej półki. A to są często osoby decydujące o Twojej dalszej karierze!!
Podobnie kiedy powołujesz się na rzekomo moje słowa: „ Piszesz, że zdarza Ci się odczuwać irytację czy frustrację i wydaje mi się, że może być tak, że Twoja irytacja oznacza to samo, co moja złość.
W żadnym miejscu nie pisałem o mojej irytacji, więc odnoszenie się do niej jest absurdalne i bardzo podważa Twoją wiarygodność u rozmówcy, który po kilku takich wpadkach przestanie traktować Cię serio. Wkładanie w usta rozmówcy słów, których on nie powiedział pachnie manipulacją i bardzo pogarsza atmosferę rozmowy. To ujdzie Ci może w polskiej polityce, ale poważniejszych sprawach jest nie do przyjęcia.
Nie używaj określenia „wydaje mi się że..” bo w ostrej rozmowie wystawiasz się na strzał „nie jest to jedyna rzecz, która ci się wydaje!!
Dobrym jest, że w ostatnich dwóch zdaniach podkreślasz, że piszesz z własnego punktu widzenia, ale po uprzednich wpadkach jesteś już „trafiona zatopiona”” i to Ci wiele nie pomoże
Teraz mam do Was, drodzy Czytelnicy dwa poważne pytania:
  1. Która wersja mojej odpowiedzi wnosi dla Was więcej wartości dodanej?
  2. Która wersję chcielibyście i jesteście gotowi ode mnie otrzymywać (to nie to samo pytanie co poprzednie:-))?
Prosze Was o chwilę zastanowienia i szczere wypowiedzi.
W wypadku, gdyby Wasza odpowiedź na ostatnie pytanie brzmiała „ta druga”, to czy jesteście gotowi zaakceptować kilka prostych warunków z mojej strony?
  • jeśli chcesz cokolwiek skomentować, to przeczytaj uważnie tekst, do którego się odnosisz
  • jeżeli jest w nim coś niejasnego to po prostu zapytaj, najlepiej używając pytania otwartego
  • jeżeli napisałeś komentarz do jakiejś wypowiedzi to zanim go opublikujesz przeczytaj na spokojnie oba teksty i sprawdź, czy odnoszą się do tego samego.
  • jeżeli komentujesz moją wypowiedź a ja poproszę Cię o jej ponowne przeczytanie, to nie jest to próba deprecjonowania Cię lub złośliwości, lecz szczerze pojęty feedback.
  • Jeżeli ponowne przeczytanie tekstu nie rozjaśni Ci o co chodzi, to zapytaj wprost o to, co jest dla Ciebie niejasne. Nie jest wstydem pytać, wstydem jest udawać że się wie i rozumie
  • możemy się wszyscy totalnie nie zgadzać w różnych kwestiach, to jest w porządku, ale nie atakujemy niemerytorycznie innych uczestników dyskusji

Możemy się umówić na takie zasady rozmowy?

Moim zdaniem znacznie podniosłoby to poziom naszych dyskusji i być może zachęciło wielu mających ciekawe rzeczy do powiedzenia Czytelników do wypowiadania się na blogu, a nie tylko w telefonicznych kontaktach ze mną. Skorzystamy na tym wszyscy.

Ten post jest kontynuacją tekstu „O czym tu pisać?” Tam wypowiedzieliście sie na temat zawartości naszych rozmów tutaj i uważni Czytelnicy na pewno zauważyli że zacząłem to już wprowadzać w życie. Teraz po tym „co” czas na „jak”

Zapraszam do wypowiedzi.