Non Disclosure Agreement

Niektórzy z Was, zwłaszcza Ci, robiący coś dla firm Hi-Tech znają z własnej praktyki NDA, Non Disclosure Agreement czyli mówiąc po polsku porozumienie dotrzymania poufności. Podpisanie takiego NDA zobowiązuje nas (lub obie strony w zależności od charakteru współpracy) do bezwarunkowego zatrzymania dla siebie wszystkiego, co dowiemy się o tajemnicach biznesowych partnera. Jest rzeczą oczywistą (przynajmniej dla mnie :-) ), że dotrzymanie takiego zobowiązania jest sprawą bezdyskusyjną.

To, o czym chcę dziś z Wami podyskutować to jest fakt, iż NDA z mojej strony jest standardową opcją we wszelkich kontaktach z innymi ludźmi. Oznacza to, że wszelką komunikację, wszystko jedno czy zawodową czy prywatną traktuję z założenia jako poufną, chyba rozmówca zażyczy sobie inaczej, lub uzyskam od niego zgodę na określone użycie uzyskanej wiedzy.

Pod tym względem zachowuję się wręcz paranoicznie :-) trzymając język za zębami nawet w sytuacjach, kiedy zdecydowanie nie jest to konieczne. No ale cóż, reputację mamy jedną a ja pod tym względem wolę mieć tę skutecznego sejfu, z którego nic niepożądanego nie wycieknie.

Jak to się przejawia? Oto kilka przykładów:

  • w życiu prywatnym nie przekazuję informacji dalej bez jednoznacznej zgody jej nadawcy a i wtedy tylko w zakresie, na który ta osoba się zgodziła
  • znając różnych ludzi “z górnej półki” nie rzucam ich nazwiskami, a nawet bliższymi danymi pozwalającymi ich zidentyfikować, nie mówiąc już o chwaleniu się spotkaniami, czy znajomością z konkretnym Iksińskim (a byłoby czym :-) ) Podobnie właściwie postępuję w stosunku do wszystkich ludzi :-)
  • na warsztatach to, co tam się dzieje jest sprawą moją i grupy (tego nastawienia nie lubiło kilka HR-ów :-) ). Nawet jeżeli w trakcie treningu wyniknie sprawa, w której mogę im pomóc w firmie (np. poprzez rozmowę z top managerem), to najpierw muszę na to uzyskać zgodę zainteresowanych
  • generalnie nie udzielam informacji o poszczególnych uczestnikach szkoleń, uprzedzając o tym zleceniodawcę jeszcze przed podjęciem decyzji o ich przeprowadzeniu
  • oczywiście wszelkie informacje o tajemnicach klienta w jakiś cudowny sposób ulatniają mi się z głowy :-) kiedy wychodzę od niego
  • Uzupełnienie: Nie udostępniam żadnych numerów telefonów czy adresów mailowych bez zgody ich właścicieli!! To jest dla mnie tak oczywiste, że pisząc post nie wspomniałem tego

Takie proste podejście przynosi lub przynosiło mi bardzo konkretne korzyści jak np.

  • w życiu prywatnym wchodziłem w bardzo wzbogacające mnie (duchowo i emocjonalnie) różnorodne relacje, które bez pewności zachowania absolutnej dyskrecji z mojej strony nigdy nie doszłyby do skutku
  • w życiu zawodowym zazwyczaj wiem bardzo wiele o moich klientach, co w decydujący sposób przyczynia się do skuteczności tego, co u nich robię. Często bez tej wiedzy nie da się niczego sensownego zrobić, o czy dość boleśnie przekonują się nadęci “eksperci” pojawiający się u klienta ze stosem dyplomów i certyfikatów, lecz niezdolni do zbudowania takiego zaufania
  • ze względu na tę część mojej reputacji dotyczącą poufności otrzymuję zlecenia też w bardzo delikatnych sprawach, dzięki temu często jestem “jedynym na liście

To prowadzi do życia pełnego interesujących przeżyć, oraz bardzo atrakcyjnych (intelektualnie i finansowo) sposobności biznesowych. Wystarczy aby Was zachęcić do ewaluacji własnego podejścia i ewentualnego podjęcia działań naprawczych?
Teoretycznie ten post jest równie oczywisty, jak ten o załatwianiu spraw, niemniej ciągle widzę wokół siebie przykłady naruszania tych prostych zasad, a po co na wstępie eliminować się z różnych ciekawych rozgrywek życia?

26 Comments

  1. Posted December 20, 2009 at 11:00 | Permalink

    Cieszę się, że o tym napisałeś. Ostatnio rozważam kwestię dotyczące kontrolowania przepływu informacji w moim życiu. Rozważania dotyczyły do tej pory raczej nadawania światu informacji na swój temat. Dzięki temu wpisowi zwrócę większą uwagę na kwestie związane z nadawaniem/przekazywaniem informacji na temat innych ludzi.

    Do postu dodałbym, że warto zwrócić uwagę na przekazywanie “suchych informacji”, takich jak numery telefonów, czy adresy email. Warto upewnić się, że właściciel chciałby aby te dane przekazano. W moim życiu zdarzało mi się dzwonić do właściciela numeru, tylko po to by uzyskać taką pewność.

    Z przekazywaniem tego typu informacji miałem też zabawną przygodę. Spotkałem się kiedyś z przedstawicielem firmy zajmującej się finansami (człowiek bardzo pewny siebie, z pewnością po kursie dotyczącym prowadzenia dyskusji). Kusząc mnie analizą moich finansów za darmo, poprosił mnie o podanie telefonów do moich znajomych, którzy również byli by zainteresowaniu tego typu usługą. Zgodziłem się (spotkanie było w miarę interesujące), ale pod warunkiem, że najpierw zadzwonię do nich, by się upewnić czy są zainteresowani. Nie było to satysfakcjonujące dla mojego rozmówcy. Po próbie przekonania mnie do podania numerów bez dzwonienia, mój rozmówca niemal uciekł z mieszkania (wychodził tak szybko, że nawet nie zauważył, że chcę mu uścisnąć rękę na dowiedzenia).

  2. Piotrek
    Posted December 20, 2009 at 11:32 | Permalink

    To bardzo fajna umiejętność. Mam z tym problem (mówię “za dużo”, niz chciałbym.. szczególnie, jesli druga strona pokazuje mi: “możesz mi zaufać! Naprawdę”) i chętnie poznałbym jakieś techniki (nawyk), aby to w sobie zmienić. Do tej pory męczyło mnie to zarówno w życiu prywatnym (dziewczyna, na drugiej randce wiedziała o mnie wszystko), jak i zawodowym (mówiłem nawet o tym, o co mnie nie pytano i potem tego żałowałem).

    Apropo “w życiu prywatnym wchodziłem w bardzo wzbogacające mnie (duchowo i emocjonalnie) różnorodne relacje, które bez pewności zachowania absolutnej dyskrecji z mojej strony nigdy nie doszłyby do skutku” – pomyśłałem głównie o jednym (romanse :) ).

  3. Posted December 20, 2009 at 11:59 | Permalink

    NDA ma dwie strony, z jednej ktoś chce zabezpieczyć poufność istotnych rzeczy i jest to oczywista oczywistość w przypadku kontaktów biznesowych. Z drugiej niektórzy kontrahenci jak tylko usłyszą o NDA, to chcą wszystko utajniać i czasem brakuje tylko książki szyfrów i przekazywania informacji przez liściki podklejone pod ławką w parku.

    Trzeba też uważać, żeby nie ograniczyć sobie możliwości rozwoju podpisując zbyt rygorystyczne NDA lub NCA (to drugie o zakazie prowadzenia działalności konkurencyjnej).

    @Piotrek:
    Na początek, aby ograniczyć mówienie wystarczy Kojakowy lizak, testowane na młodszym rodzeństwie :)

  4. Antek
    Posted December 20, 2009 at 12:06 | Permalink

    Witam,
    Informacje zawarte w tym poscie dla mnie rowniez sa oczywiste. Chcialbym go rozwinac o dwie, moim zdaniem, negatywne sytuacje (chociaz bardzo drobne,i oczywiscie nieporownywalne z niezachowaniem poufnosci) ktore z takiego podejscia wynikly:
    1. Obslugujac ~100 klientow, w tym aktywnie ~20, nie pamietam konkretnie NDA kazdeego klienta,zreszta niestety nie zawsze daja mi z tym dokumentem sie zapoznac. Chyba sadza ze programistom to niepotrzebne.:) Wiec stosuje sie do ogolnych zasad poufnosci i etyki zawodowej, ktore ogolnie sa takie jak Alex w swoich postach opisuje.Jedna z takich zasad brzmi ze nie mowie o tym kto jest naszym klientem poza firma jezeli nie wiem ze klient nie ma nic przeciw temu. To niesprzyja jak to ujal alex “kichaniu”. Np jakis produkt klienta mi sie podoba, lub moglbym jakas firme polecic znajomym bo np. sadze ze sa naprawde dobzi. Rekomendacja,ktora nie tlumaczy dlaczego kogos polecam jest malo warta.Wiec musialbym sie przyznac ze mialem z nimi do czynienia a tego zrobic nie moge bo nie jestem pewny co tam jest w tym NDA.;)
    2. Co do stosunkow prywatnych to np. gdy ktos prosi telefon innej osoby,zawse spytam te osobe czy moge udostepnic jej numer. Raz to nawet zrobilem automatycznie nawet w wypadku osob ktorych znam i ktore znaja jeden drugiego 10lat, przy tym maja bardzo dobre stosunki i ja o tym wiedzialem. Po prostu zgubil im sie telefon. Ale ja i tak spytalem;) ale chyba lepiej ocierac sie o granice paranoi niz byc niedyskretnym

    Antek

  5. WL
    Posted December 20, 2009 at 12:35 | Permalink

    Witam

    Stosuja podobna zasade w zyciu i biznesie tylko ze ja mam calkiem odeminne doswiadczenia i przemyslenia.

    Poufnosc przy pracy to bardzo wazna sprawa, zwlaszcza jesli klinet chce zeby np odzyskac jego hasla czy dane musi zaufac ze nie bede sie nimi interesowal.

    W zyciu prywatnym kazdego traktuje jak “osobna szuflade” i musze przyznac ze jak do tej pory wiecej na tym stracilem niz zyskalem, okazuje sie ze w kontaktach miedzyludzkich a ZWŁASZCZA kontaktach kobieta-mezczyzna, kobieta jest wrecz zadna tego by wiedziec wszystko twojej przeszlosci, twoich znajomych. Brak checi ujawniania jest oznaka braku zaufania do powierzania tajemnic a wiec i oznaka powotpiewania ze ktos tez moze je zachowac. Efekty sa rozne, tlumacze swoje paranoje, zrywam znajomosci, obserwuje jak ludzie kombinuja z roznymi technikami z szantazem emoconalnym wlacznie aby cos odemnie uzyskac, a gdy tlumacze im ze szantaz jeszcze bardziej mnie od nich oddala to sie bardzo spinaja.

    uwagi do wpisu:
    “znając różnych ludzi “z górnej półki” nie rzucam ich nazwiskami, a nawet bliższymi danymi pozwalającymi ich zidentyfikować”

    nie wiem czy przedstawia to jakas trudnosc ale mysle ze biorac spis firm z jakimi pracujesz a ktory masz na stronie “o mnie” latwo dojsc do nazwisk i stanowisk za pomoca telefonu, nog, netu czy forbsa.

    “w życiu zawodowym zazwyczaj wiem bardzo wiele o moich klientach”

    To wydaje sie byc naturalnym jesli chcemy kogos zmienic to musimy byc blisko, imho dla mnie coachowie to niedypolomowani psycholodzy ktorzy po latach odkryli swoje powolania a juz ciezko poswiecic 5 lat na papier, jesli ktos mysli ze bez otwarcia drugiej strony cos zdziala to chyba nie jest ani coachem ani psychologiem.

    “ze względu na tę część mojej reputacji”

    Widze to tak, aby ta reputacje zbudowac a mowimy tu o reputacji rozchodzacej sie szeptami to wlasnie Twoi klienci musza lamac zasady zatrzymywania dla siebie tego co z Toba “dzialaja” a wiec musza postepowac wbrew temu co piszesz chocby w stopniu minimalnym tworzac mit dobrego coacha.

    Pozdrawiam

  6. Posted December 20, 2009 at 13:15 | Permalink

    Cieszę się, że w tak krótkim okresie czasu mamy ciekawe komentarze i to w gorącym okresie przedświątecznym :-)

    Tomasz Wysocki
    Słusznie napisałeś “warto zwrócić uwagę na przekazywanie “suchych informacji”, takich jak numery telefonów, czy adresy email. Warto upewnić się, że właściciel chciałby aby te dane przekazano. ”
    To dla mnie było tak oczywiste, że nie przyszło mi do głowy aby o tym wspominać a jest przecież bardzo ważne.
    Wspominasz: “W moim życiu zdarzało mi się dzwonić do właściciela numeru, tylko po to by uzyskać taką pewność. ”
    Dokładnie tak się robi!!!

    Dobrze zrobiłeś w sytuacji “Kusząc mnie analizą moich finansów za darmo, poprosił mnie o podanie telefonów do moich znajomych, którzy również byli by zainteresowaniu tego typu usługą. ”
    Nigdy nie podawajcie akwizytorom jakichkolwiek namiarów bez ich zgody i bądźcie ekstremalnie ostrożni nawet z rozważaniem robienia takiej reklamy. Trick “darmowa porada za numery” jest tak prymitywny, że tylko bardzo niezorientowani dają się na to nabrać. Podawanie czegoś takiego dalej bardzo kiepsko świadczy o rekomendującym. Twardo powiedziane, ale prawdziwe.

    Piotrek
    Trzeba rozgraniczyć, czy mówisz o sobie, czy też o innych. W tym pierwszym przypadku czasem lepiej jest położyć karty na stół, ja pisze o tym drugim.
    Co do Twojego domysłu “pomyślałem głównie o jednym (romanse )” to dobrze pomyślałeś :-) A co, po to dobry Bóg stworzył dwie płcie (zamiast np. kazać nam rozmnażać się przez pączkowanie :-) Jak dostaliśmy prezent, to trzeba z niego korzystać!

    Leszek Jakubowski
    Uwierzysz, że od lat nie podpisywałem żadnego NDA? W pewnych relacjach (biznesowych też) nie potwierdza się rzeczy oczywistych.

    Piszesz: “Trzeba też uważać, żeby nie ograniczyć sobie możliwości rozwoju podpisując zbyt rygorystyczne NDA lub NCA (to drugie o zakazie prowadzenia działalności konkurencyjnej). ”
    To jest prawda, choć wychodzi poza zakres tego postu

    Antek
    Słusznie zauważasz :”…To niesprzyja jak to ujal alex “kichaniu”. Np jakis produkt klienta mi sie podoba, lub moglbym jakas firme polecic znajomym bo np. sadze ze sa naprawde dobzi. ”
    Dlatego komunikuje moim klientom, że jeśli chodzi o mnie to mają Full Disclosure Agreement :-) jeśli chodzi o innych potencjalnych “prospects” :-)
    Nawet mimo tego normalnym jest, że jeden prezes (współpracujący ze mną) dzwoni do mnie czy może podać mój numer innemu prezesowi, który może mnie potrzebować. Tak się po prostu robi w określonych kręgach!

    WL
    Piszesz: “..ZWŁASZCZA kontaktach kobieta-mezczyzna, kobieta jest wrecz zadna tego by wiedziec wszystko twojej przeszlosci, twoich znajomych. ”
    Rzeczywiście tak bywa, co w moim wypadku stanowi jeden z pierwszych filtrów dyskwalifikujących daną kobietę. Całe szczęście, jest tyle innych kobiet, że wystarczy się rozejrzeć, zamiast długo dyskutować z kimś, kto nie rozumie Twoich zasad a dla kogo Twoja przeszłość jest ważniejsza od tego tu i teraz.

    Sprytnie wydedukowałeś :”“znając różnych ludzi “z górnej półki” nie rzucam ich nazwiskami, a nawet bliższymi danymi pozwalającymi ich zidentyfikować”
    nie wiem czy przedstawia to jakas trudnosc ale mysle ze biorac spis firm z jakimi pracujesz a ktory masz na stronie “o mnie” latwo dojsc do nazwisk i stanowisk za pomoca telefonu, nog, netu czy forbsa. ”
    Nie wziąłeś tylko pod uwagę, że są moi klienci coachingowi, których nie ma i nie będzie na jakiejkolwiek liście referencyjnej, w tym też tej na blogu :-)

    Celną uwagą jest: “Twoi klienci musza lamac zasady zatrzymywania dla siebie tego co z Toba “dzialaja” a wiec musza postepowac wbrew temu co piszesz chocby w stopniu minimalnym tworzac mit dobrego coacha. ”
    Właśnie dlatego w tę drugą stronę praktykuję Full Disclosure Agreement o którym wspominałem powyżej Antkowi.
    Czyli w praktyce pod tym względem moja relacja z Klientem jest asymetryczna:
    Za wyjątkiem kilku szczegółów mojej metodyki klient może mówić co chce i komu chce pod warunkiem aby to była prawda, ja bez zgody klienta trzymam buzie na kłódkę.
    To, że każdy szanujący sie klient przed podaniem mojego telefonu lub maila dalej i tak pyta mnie op zgodę już pisałem
    Takie podejście sprawdza sie super i każdemu je polecam

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  7. Maksymilian Barnaś
    Posted December 20, 2009 at 14:13 | Permalink

    Witam!

    Poruszone tu zostały dokładnie kwestie zachowywania poufności w stosunku do partnerów biznesowych, natomiast temat poufności w prywatnych relacjach też zawiera wiele niuansów, o których warto wspomnieć.
    Chociażby sytuacja w której wiemy o “grzechach” jednego znajomego względem drugiego i chcemy być fair wobec obojga. Jeżeli dobrze pamiętam, to Alex ma już post na ten temat. Czy pozostali kojarzą jeszcze jakieś sytuacje z życia, w których stosowanie wprost zasady poufności może się okazać utrudnione ze względu na inne okoliczności?
    Chciałbym wyciągnąć z tego tematu maksimum wiedzy :)

    Pozdrawiam,
    Max

  8. Posted December 20, 2009 at 15:28 | Permalink

    Tomasz, Alex

    Miałem kiedyś podobną sytuację z tym, że “doradca finansowy” poprosił mnie o numery znajomych wręczając mi przygotowany formularz – jedna z kolumn miała na celu zaznaczenie “proszę nie informować tej osoby, że to ja podałem/-am jej/jego numer telefonu”(!!!!).

    Co ciekawe, na kategoryczne odmówienie wypełnienia takiego formularza, doradca był kompletnie zaskoczony, pytając “a co to panu szkodzi, skoro ja nie powiem, ze to od pana mam te numery?”.

    Antek
    Piszesz

    Np jakis produkt klienta mi sie podoba, lub moglbym jakas firme polecic znajomym bo np. sadze ze sa naprawde dobzi. Rekomendacja,ktora nie tlumaczy dlaczego kogos polecam jest malo warta.

    W takiej sytuacji możesz zadzwonić do klienta i zapytać o zgodę na “kichanie” :-)

    WL
    Takie podejście niektórych kobiet warto zweryfikować na samym początku. Miałem ostatnio ciekawą dyskusję na ten temat z moją bardzo dobrą przyjaciółką, która uznała, że będąc z kimś “w związku” wszystkie tajemnice (włączając w to biznesowe dane klientów) “przestają obowiązywać”(!).

    Ciekawe jak podobałoby się to jej klientom, gdyby usłyszeli o jej podejściu :-)

    Pozdrawiam serdecznie
    Ludwik

  9. WL
    Posted December 20, 2009 at 16:36 | Permalink

    @Ludwik

    Gdyby wszystko dalo sie weryfikowac na samym poczatku to by zycie na ziemi wygladalo inaczej, pisac latwo ale zycie jest realnym wyzwaniem nie majacym wiele wspolnego z krotkim zazwyczaj tekstem pisanym.

    Bardzo wiele przedstawicielek plci pieknej objawia sie przez pewien poczatkowy okres w sposob ktory nie ujawnia tego co nastepuje pozniej. Pozatym pewne nazwijmy to niezgrabnie potkniecia nie powinny odrazu dyskwalifikowac drugiej osoby. Niestety ale musze jednak powiedziec ze znakomita procentowa wiekszosc kobiet chce wiedziec kto, co, po co, ile, na co, to lezy w ich naturze, osobiscie probuje sobie to wytlumaczyc ich poszukiwaniem bezpieczenstwa, niepewnoscia siebie, pewnego rodzaju masochizmem uczuciowym, to ich sposob na budowanie relacji wyniesiony z wczesnych obserwacji innych bo dotyczy tak samo osob wyksztalconych jak i bedacych na poczatku drogi.

    Pozdrawiam

  10. Posted December 20, 2009 at 19:33 | Permalink

    WL

    Mam wrażenie, że nie jestem na tyle kompetentny, żeby wypowiadać się na temat znakomitej procentowej większości kobiet, ale jak dotąd nie miałem problemu w nawiązywaniu wartościowych relacji z tym odsetkiem, który nie przejawiał opisywanego przez Ciebie masochizmu uczuciowego. :-)

    Może masz tu do czynienia z sytuacją, którą miał na myśli Spurgeon mówiąc “You might not always get what you want, but you always get what you expect.”?

    Pozdrawiam serdecznie
    Ludwik

  11. Posted December 21, 2009 at 00:35 | Permalink

    Witam,
    Zastanawiam się nad jednym tylko. Bo mówisz Alex, że nie powinno się mówić z jakimi klientami współpracowaliśmy. A co w sytuacji firm IT, które na podstawie zrealizowanych zleceń i klientów dla jakich wykonywali dane zlecenie pozyskują kolejne? Przecież wiadome, jest, że klienci takich firm patrzą na portfolio i na byłych klientów tej firmy.

  12. Posted December 21, 2009 at 08:39 | Permalink

    @Konrad Kierys
    Chyba nie chodzi o to, zeby w ogole nie mowic z kim sie pracowalo, tylko zeby nie robic tego bez wiedzy i zgody Klienta, a przy tym nie ujawnic informacji, ktore w jakims stopniu moglyby Klientowi zaszkodzic. W ten sposob nie tylko firmy IT mialyby klopot z dostarczeniem na rynek informacji, ze maja doswiadczenie w branzy.

    Z agencjami reklamowymi jest podobnie – oprocz word-of-mouth, dzialania new business opieraja sie na pokazaniu wczesniejszych dokonan, gdzie marka dotychczasowego Klienta gwarantuje nowemu wieksza pewnosc (lub ogranicza postrzegane ryzyko) efektow wspolpracy z nowa firma. Dlatego to tzw. portfolio jest absolutnie niezbedne i stosuja sie tutaj te same uniwersalne zasady, ktore opisal Alex, czyli “zapytac o zgode i nie szkodzic” :) Wszystkie informacje o Klientach, ktore publikuje lub przekazuje dalej sa autoryzowane wczesniej nie tylko co do “intencji”, ale wrecz co do literalnej tresci przez zainteresowanych i to niezaleznie, czy mamy podpisane NDA, czy nie.

    Oprocz tego, majac wiedze n/t tego, jakie informacje moga byc potencjalnie wartosciowe dla Konkurencji Klienta, tez ich nie ujawniamy, nawet gdyby sam Klient wyrazil na to zgode. Mysle, ze z zaufaniem jest podobnie jak z praca sapera – mozna pomylic sie tylko raz… :)

    Pozdrawiam serdecznie,

    Kuba

  13. JoasiaM
    Posted December 21, 2009 at 15:01 | Permalink

    Tomasz, Ludwik:
    Też się kiedyś spotkałam z takim doradcą. Istotne w tej opowieści jest to, że się wcześniej znaliśmy i lubiliśmy. Na koniec rozmowy, kiedy pojawiła się prośba o numery telefonów odpowiedziałam, że mogę do kogoś zadzwonić po spotkaniu i jeśli ta osoba wyrazi zgodę to mu numer później przekażę. Poza tekstami o tym, że przecież nikomu nie powie, albo prośbie o to, abym podała numery, z których on skorzysta wyłącznie jeśli dostanę zgodę osób trzecich (po co mu te numery wcześniej w takim razie?) przyszedł czas na sztuczki w rodzaju: “To znaczy, że mi nie ufasz”.
    Odpowiedziałam, że teraz to na pewno przestane i że tricki ze szkoleń tu nie zadziałają.

    Oni ich chyba uczą podczas tych kursów i szkoleń na “doradcę”, że najłatwiejszym celem są krewni i znajomi królika, bo takimi łatwiej manipulować niż ludźmi całkiem obcymi (“no weź, staremu kumplowi nie pomożesz” itp…). I pokazują jak :)

    Ach, no i znajomość się urwała.

  14. Aleksandra Mroczkowska
    Posted December 21, 2009 at 16:50 | Permalink

    Ja na ostatnim spotkaniu biznesowym za dużo wygadałam i zaraz po spotkaniu pojawiły się wyrzuty sumienia. Niby nic takiego istotnego, ale to była sprawa wew. we współpracy z poprzednią firmą, a jakoś tak ładnie zapytana podzieliłam się tą info. Po tym doświadczeniu wypracowałam sobie tekst, który pozwoli mi ładnie wytłumaczyć osobie, że nie udzielę jej inf. na dany temat.

    WL,
    warto od początku postawić granice i osoba z drugiej strony będzie wiedzieć co, jak, do jakiego stopnia chcesz się z nią podzielić info. Wierz mi, że to działa – sama jestem kobietą, pytającą o wiele rzeczy, czasami nawet nie zastanawiającą się czy powinnam, po prostu coś mnie zaciekawi i pytam.

    Tomasz, Ludwik, JoasiaM
    niestety takie są realia w niektórych firmach. Pamiętam jak kiedyś przyszedł do mnie doradca z branży ubezpieczeniowej i poprosił mnie o konsultacje sprzedażowe. Oczywiście w ichnim standardzie sprzedażowym, na samym, samiutkim końcu, znalazł się punkt o podzielenie się kontaktami tel. do znajomych. Bazowanie na regule wzajemności to trzon ichniej sprzedaży. My zrobimy ci coś za darmo, przyjedziemy, doradzimy, a ty zapewnij nam klientów.
    Sama dwukrotnie dostałam taki tel., że niby ktoś mnie podał i nie może mi powiedzieć kto, ale że to jest super okazja, etc. Moja reakcja jest jedna: dopóki nie dowiem się kto mnie “polecił” na tą super okazję, to nie spotkamy się i dotąd nie uczestniczyłam w takim spotkaniu.

    Pozdrawiam ciepło znad origami – co by nie było, że świąteczna gorączka i świąteczne elementy, to podzielę się, że kwiatki sobie składam.
    Aleksandra Mroczkowska

  15. Posted December 21, 2009 at 22:18 | Permalink

    A mnie interesuje nieco inny aspekt.
    Jak się zachować w sytuacji, kiedy jakaś osoba, z którą jest nam dane często obcować (współpracownik, przyjaciel, członek rodziny) chce za wszelką cenę zachować dyskrecję, jednak my się domyślamy…nie – to złe słowo – my WIEMY na 100% o kogo lub o co chodzi (mamy na to dowody, na podstawie luźno rzuconych stwierdzeń rozciągniętych w czasie ułożyła nam się w głowie układanka).
    Czy dalej grać komedię, że niby nic nie wiem, czy wprost powiedzieć “Wiem wszystko, nie musisz się wysilać”?

    Kilkakrotnie miałam w życiu takie sytuacje. Np. ta sprzed kilku lat, w dawnym miejscu pracy (dlatego śmiało już mogę o tym napisać) Było tak, ze moje współpracowniczki miały kłopoty mieszkaniowe i skorzystały z gościnności kolegi (którego ja też powierzchownie znałam z wcześniejszych czasów). Lecz nie chciały by ten fakt się wydał, bo był on osobą dość specyficzną i wciąż enigmatycznie mówiły “nasz kolega”, “nasz współlokator” itp. Tymczasem po kilku tygodniach ja już wiedziałam , o kogo chodzi. Lecz się nie przyznałam… Czy powinnam?
    Doszło do niezręcznej sytuacji – w końcu natknęłyśmy się wspólnie na tego kolegę…ech

    Teraz mam trochę podobną sytuację. Czy mam oświadczyć, że dyskrecja jest zbędna, gdyż ja wiem “kto i co”? Czy dalej grać w grę pt. “Pewna osoba, pewna sprawa”?

  16. Ewa W
    Posted December 21, 2009 at 22:40 | Permalink

    WL
    Napisałeś: „Bardzo wiele przedstawicielek plci pieknej objawia sie przez pewien poczatkowy okres w sposob ktory nie ujawnia tego co nastepuje pozniej.”
    He, mam wrażenie, ze to samo można powiedzieć o niektórych mężczyznach. To nie tylko kobiety „nie ujawniają tego co następuje później”, ale rozumiem, że możesz nie mieć tego typu doświadczeń z mężczyznami:-)

    Według nnie wielu ludzi lekceważy, bagatelizuje na początku znajomości pewne sygnały, nie dyskwalifikuje danej osoby, „upiększa” rzeczywistość, bo po prostu chce być w związku. Mówię o tym na podstawie zarówno obserwacji, rozmów ale i własnych doświadczeń. Kiedy przychodzi rozczarowanie, to albo jesteśmy zdziwieni, bo przecież nic nie zapowiadało takiej katastrofy, albo mówimy: no tak, właściwie to miałem/miałam sygnały, tylko je zbagatelizowałem…
    I potem w kolejnych relacjach albo dalej powtarzamy ten model „samooszukiwania” i „niewidzenia”, albo – bogatsi o poprzednie doświadczenia – jesteśmy uważniejszymi obserwatorami i staranniej wybieramy partnerów, nawet jeśli miałoby to oznaczać dyskwalifikację niektórych (a nawet większości) na podstawie niewielkich „wpadek”.
    Ja uważam, że lepiej być samej niż z nieodpowiednim partnerem.

    Co do Twojej wypowiedzi:
    „Niestety ale musze jednak powiedziec ze znakomita procentowa wiekszosc kobiet chce wiedziec kto, co, po co, ile, na co,”
    to rozumiem, ze mówisz o znakomitej procentowej większości kobiet, które poznałeś? Czy tak? A jeśli nie, jeśli mówisz o procencie kobiet w ogóle, to powiedz, kto robił takie badania i na jakich danych się opierasz? To mnie ciekawi.

    Dalej piszesz: „to lezy w ich naturze, osobiscie probuje sobie to wytlumaczyc ich poszukiwaniem bezpieczenstwa, niepewnoscia siebie, pewnego rodzaju masochizmem uczuciowym, to ich sposob na budowanie relacji wyniesiony z wczesnych obserwacji innych bo dotyczy tak samo osob wyksztalconych jak i bedacych na poczatku drogi.”

    Hmmm, w kwestii „masochizmu uczuciowego” nie będę się wypowiadała, bo nie wiem, co przez to rozumiesz.
    O ile jestem się w stanie nawet zgodzić z tym, że takie wspomniane wypytywanie to wyuczony sposób budowania relacji (tak samo dotyczy niektórych kobiet jak i mężczyzn), to zdecydowanie nie mogę się zgodzić z Twoim stwierdzeniem, że to leży w naturze kobiet.
    Tłumaczenie tego brakiem poczucia bezpieczeństwa kobiety, niepewnością siebie mnie nie przekonuje, bo to cechuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn (niektóre kobiety i niektórych mężczyzn).

    Według mnie jeśli partner/ partnerka szanuje Twoją autonomię, to nie będzie miała przymusu „wiedziec kto, co, po co, ile, na co”. W moim odczuciu uszanowanie tej autonomii jest bardziej realne w wykonaniu partnera/ partnerki, która sama potrzebuje zachować swoją autonomię. A to łatwo zobaczyć już na początku relacji.
    A potem dochodzi też zaufanie, które nie każe stale i o wszystko pytać. A do tego zawsze na takie pytania mozna odpowiedzieć: “A do czego potrzebne Ci są te informacje?”

    Pozdrawiam,
    Ewa W

  17. Posted December 21, 2009 at 22:51 | Permalink

    Aleksandra, czy mogłabyś się podzielić z nami tym tekstem jaki wypracowałaś? :)

  18. Maksymilian Barnaś
    Posted December 21, 2009 at 22:56 | Permalink

    @Agata G.

    Pozwól, że podzielę się swoją opinią na ten temat.

    Wydaję mi się, że dopóki taką wiedzą nie dzielisz się z osobami trzecimi (co jest właściwym tematem tego postu) to nie powinnaś mieć sobie nic do zarzucenia. Jesteś istotą myślącą i kojarzącą fakty, więc nikt nie może Ci zabronić dojść do pewnych wniosków.

    W tej konkretnej sytuacji uważam, że co najwyżej winę mogą ponieść koleżanki z pracy, które, jak mniemam, bały się opinii innych.

    Ja w takiej sytuacji uzależnił bym to przyznanie się do znania prawdy w/g poniższego schematu:
    - jeżeli okazało by się, że chodzi o czyjeś zdrowie, życie lub ogólnie mogło by to zagrozić jego funkcjonowaniu (np informacja o tym, że ktoś będzie okradziony) to w pierwszej kolejności porozmawiałbym z osobą, która tej tajemnicy wyjawić nie chciała, aby zrozumiała powagę sytuacji, a następnie (zależnie od powagi sytuacji i czasu jej wystąpienia) z osobą będąca tematem tej tajemnicy.

    - jeżeli była by to sprawa wstydliwa z mniej lub bardziej racjonalnego powodu (fakt ukrycia prawdy wskazuje na to) to oszczędziłbym tej osobie wiedzę o tym, że ktoś poznał tę tajemnicę. Jak to mówią „głupi nie zrozumie, a mądry uda, że nie widział”.

    - jeżeli mógłbym pomóc tej osobie, chociażby samą rozmową i nie wiązało by się to z jakimś wstrząsem emocjonalnym dla niej, to przyznał bym się jej do tej wiedzy. Szkoda marnować okazji do dobrego uczynku :)

    Pozdrawiam i czekam na opinie :)
    Maks

  19. Posted December 22, 2009 at 07:52 | Permalink

    Maksymilian
    Piszesz: “sytuacja w której wiemy o “grzechach” jednego znajomego względem drugiego ”
    Im dłużej żyję na tym świecie, tym ostrożniej przyjmuje pozycję sędziego, który ma prawo orzekać co jest “grzechem” a co nie. W wypadku innych ludzi zazwyczaj znamy tylko wycinek prawdy.

    Ludwik
    Wspominasz: “miałem ostatnio ciekawą dyskusję na ten temat z moją bardzo dobrą przyjaciółką, która uznała, że będąc z kimś “w związku” wszystkie tajemnice (włączając w to biznesowe dane klientów) “przestają obowiązywać”(!). ”
    Ciekawe co ta znajoma powiedziałaby na stwierdzenie, że statystycznie rzecz biorąc większość związków prędzej czy później rozpada się? Co wtedy?

    WL
    Piszesz: “Pozatym pewne nazwijmy to niezgrabnie potkniecia nie powinny odrazu dyskwalifikowac drugiej osoby.”
    Oczywiście, że pewne potknięcia są, zwłaszcza na początku znajomości rzeczą normalną. Niektóre jednak są symptomem niebezpiecznych postaw i cech charakteru, a wtedy lepiej jest zdyskwalifikować taką osoba jak najszybciej. Temat wart jest osobnego postu, choć te słowa pisze człowiek, który sam wielokrotnie nie stosował się do tej zasady. Potem bolało..

    Konrad Kierys
    Kuba Jędrzejek odpowiedział Ci już na to pytanie i nie mam temu nic do dodania. Warto jego wypowiedź przeczytać bardzo uważnie.

    Kuba
    Dziękuję za bardzo wartościową wypowiedź :-)

    JoasiaM
    Wielu ludzi zaczynających tego rodzaju pracę nie zdaje sobie sprawy, że metody te prowadzą do drastycznej redukcji kręgu ich znajomych, patrz zakończenie Twojego komentarza “Ach, no i znajomość się urwała. ”
    Pamiętam dawno temu w Austrii umówiła się ze mną znajoma, która zdawał się być interesującą kobietą. Poszedłem na spotkanie licząc na interesująca konwersację i dobry seks, a ona zaczęła mi …. sprzedawać mydło (pracowała w Amway’u) :-) Dla wyjaśnienia dodam, że jestem (i wtedy tez byłem) czystym chłopakiem, który bardzo często się myje, więc nie istniała taka konieczność :-)
    Nie muszę chyba mówić, że od tego momentu moje zainteresowanie ta osobą spadło do zera.

    Aleksandra
    Jakieś “wpadki” zalicza kiedyś w życiu każdy z nas. Ważne jest, aby tego samego błędu nie popełniać wielokrotnie.
    Piszesz: “Bazowanie na regule wzajemności to trzon ichniej sprzedaży. My zrobimy ci coś za darmo, przyjedziemy, doradzimy, a ty zapewnij nam klientów. ”
    Mam nadzieję, że żaden z Czytelników tego blogu na to nie da się złapać.

    Agata G.
    Ciekawie odpowiedział Ci już Maksymilian. Ja, jeżeli w takiej sytuacji mogę powiedzieć komuś coś, co postawi go w niezręcznej sytuacji, to zastanawiam się bardzo, czy korzyści znacznie przekroczą cenę tej przykrości dla drugiej osoby. Zastanawiam się nawet działając w samoobronie, w innych sytuacjach przeważnie i tak trzymam usta za zębami.

    Ewa W
    Dopiero teraz widzę, że dogłębniej poruszasz temat, na który odpowiedziałem WL. Pełna zgoda, że opisane problemy dotyczą obydwu płci, oraz to, że “wielu ludzi lekceważy, bagatelizuje na początku znajomości pewne sygnały, nie dyskwalifikuje danej osoby, „upiększa” rzeczywistość, bo po prostu chce być w związku.”. W tym przypadku dodam tylko, że często nie jest to chęć “bycia w związku”, lecz po prostu dobry seks :-) I, wbrew temu, co się powszechnie uważa, to stwierdzenie dotyczy nie tylko mężczyzn. Właśnie podsunęłaś mi temat na interesujący post , dziękuję :-)

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  20. Piotr Stanek
    Posted December 22, 2009 at 11:56 | Permalink

    Alex
    Piszesz:
    “Im dłużej żyję na tym świecie, tym ostrożniej przyjmuje pozycję sędziego, który ma prawo orzekać co jest “grzechem” a co nie. W wypadku innych ludzi zazwyczaj znamy tylko wycinek prawdy”
    Zgadzam się z Tobą tutaj. Sam próbuje pomimo młodego wieku przyjmować taką postawę.
    oraz:
    “Niektóre jednak są symptomem niebezpiecznych postaw i cech charakteru, a wtedy lepiej jest zdyskwalifikować taką osoba jak najszybciej.”
    Bardzo chętnie, pewnie nie tylko ja, przeczytałbym post na ten temat.

    pozdrawiam

  21. PLUSMINUS
    Posted December 22, 2009 at 19:17 | Permalink

    Alex! Dziękuję za ciekawy temat! Od razu mam też pytanie. Jak rozpoznać (dot. relacji prywatnych) czy zachowania ludzi (które nie przystają do naszego życia) są tylko drobnymi “potknięciami”, na które można łatwo wpłynąć (kiedy można zmienić czyjąś postawę i dalej mieć ze sobą relację) czy też są, jak to określiłeś Alex, “symptomem niebezpiecznych postaw i cech charakteru” (kiedy zachowania nie można zmienić i trzeba się rozstać)?

    PS. Dołączam się do prośby Piotr Stanek. Pozdrawiam!

  22. Joanna Sznigir
    Posted December 23, 2009 at 21:15 | Permalink

    @PLUSMINUS
    Zakładanie, że na kogoś wpłyniesz jest ryzykowne i ociera się manipulację.
    “Jak rozpoznać…?”
    Moim zdaniem można to rozpoznać uważnie obserwując (w przeróżnych sytuacjach) i szczerze rozmawiając. Im więcej rozmów tym szybciej można się dowiedzieć co łączy, a co dzieli, co jest “potknięciem”, a co częścią mentalności. Zresztą rozmowa to chyba podstawa w dobrej relacji? A może tylko mi się naiwnie wydaje :)

    pozdrawiam!

  23. Posted December 24, 2009 at 09:45 | Permalink

    Piotr Stanek
    Rozumiem, że dobrze byłoby mieć “listę Alexa” niebezpiecznych symptomów, które pozwoliłyby błyskawicznie zdyskwalifikować niepasujących nam ludzi :-)
    Problem polega na tym, że każdy z nas ma odmienne potrzeby jeśli chodzi o kontakt z innymi ludźmi i inny próg cierpliwości (który ja nazywam “progiem cierpienia” :-) ) To naturalnie wpłynie na kryteria selekcji. Do tego ja wiele rzeczy robię w międzyczasie intuicyjnie i wymagałyby one analizy.
    Dlatego, o ile w ogóle napiszę coś takiego, to będzie to niepełne i bardzo subiektywne. Jest sens czytania czegoś takiego?

    PLUSMINUS
    Zobacz co napisałem Piotrowi
    Poza tym dołączam się do zdania Joanny co do możliwości długoterminowego wpływu na postawy i zachowania innych osób (w normalnych relacjach, nie coachingu top gun!)

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  24. Piotr Stanek
    Posted December 26, 2009 at 10:35 | Permalink

    Alex
    Napisałaś:
    ” Temat wart jest osobnego postu, choć te słowa pisze człowiek, który sam wielokrotnie nie stosował się do tej zasady. Potem bolało..”
    Wyraziłem wtedy aprobatę dla Twojego ewentualnego zamiaru napisania takiego postu.

    Wiem, że byłaby to Twoja subiektywna opinia którą należałoby przeanalizować zgodnie z zasadą “use your judgement”.
    Jeżeli zdecydujesz się na taki post, to jako, że będziesz się opierał na własnym doświadczeniu, możesz zaznaczyć jakie są Twoje osobiste potrzeby i/lub próg cierpliwości. Oczywiście, jeżeli nie wkracza to za bardzo w prywatną sferę, której nie powinno się ujawniać publicznie. To ty zdecydujesz czy warto pisać. Ja przeczytam, prawdopodobnie skomentuję. Jeżeli uznasz, że ten post nie wniesie tego co chciałbyś to ok, jest wiele innych tematów do poruszenia :)

    C do zdania Joanny, które również podzielasz Alex:
    “Moim zdaniem można to rozpoznać uważnie obserwując (w przeróżnych sytuacjach) i szczerze rozmawiając”
    To jest to dość oczywiste, chodzi mi raczej o te właśnie niebezpieczne wskazówki, które pozwalają uzasadnić zaprzestanie bliższej albo wcale znajomości z nowo poznaną osobą.

    Ewa W.

    Napisałaś:
    “wielu ludzi lekceważy, bagatelizuje na początku znajomości pewne sygnały, nie dyskwalifikuje danej osoby”
    To jest kwestia odwagi, aby dojrzeć takie oznaki i coś z nimi zrobić.
    Napisałaś również:
    “Ja uważam, że lepiej być samej niż z nieodpowiednim partnerem.”
    Zgadzam się, choć jak to Alex napisał kiedyś tutaj, na świecie jest tylu ludzi (lub w Polsce circa 38mln), że pokrewną duszę powinno się znaleźć. Tego życzę :)

  25. Ewa W
    Posted December 27, 2009 at 00:37 | Permalink

    Piotr Stanek,

    w odpowiedzi na mój komentarz napisałeś: (…) “pokrewną duszę powinno się znaleźć”. Zastanowiło mnie sformułowanie “Powinno się znaleźć”? Moze chodziło Ci o “da się znaleźć / można znaleźć”? To istotna różnica. Powinności raczej nie ma:-) Obowiązku też nie.

    Co do “pokrewnych dusz” – dla mnie to mało jasne określenie, jak z “Ani z Zielonego Wzgórza”. Owszem, brzmi romantycznie. Uważam jednak, że wielu ludzi niepotrzebnie szuka własnie blizej nieokreślonej “pokrewnej duszy”, zamiast odpowiedniego partnera. Partnera do tego, do czego chcemy go znaleźć. To czasem jest partner do wszystkiego (he, przynajmniej w założeniu, bo w realizacji to już nie jest takie oczywiste). Im wiekszą mamy swiadomosc, do czego ma byc ten partner / partnerka, tym łatwiej znaleźć własciwą osobę i uniknąć rozczarowań.

    Życzysz mi znalezienia pokrewnej duszy? Bo napisałam, że “lepiej być samej niż z nieodpowiednim partnerem”? He, to oczywiscie miłe, ale przecież nie napisałam ani że mam taką potrzebę, ani że szukam, ani ze nie mogę znaleźć, ani że gonie mam:-)

    Co do twojej wypowiedzi:”To jest kwestia odwagi, aby dojrzeć takie oznaki i coś z nimi zrobić”, to według mnie nie jest to jedynie kwestia odwagi.
    To bardziej złożone. To również kwestia swiadomosci siebie, umiejetnosci nazywania swoich potrzeb i oczekiwań, umiejetnosci uczenia się na błedach, umiejętności obserwacji i wnioskowania.

    To w duzym uproszczeniu jak z lekceważeniem lub bagatelizowaniem sygnalizacji swietlnej i przechodzeniem na migajacym żółtym – chcę przejśc, spieszę się, nie chcę czekać, dotąd się udawało…. Często nie towarzyszy temu jednak zadna refleksja. po prostu ludzie idą. Tak i tutaj – po prostu ludzie to lekceważą i nie poddają tego zadnej refleksji i rozważaniom. Raczej trudno tu mówic o odwadze lub jej braku – bardziej o świadomości (lub braku) ewentualnych negatywnych konsekwencji.
    I pokutuje też towarzyszące wielu osobom przekonanie, że “jakoś się ułoży”.
    “Jakoś” jednak to nie to samo co “Jakość”:-)

    Pozdrawiam, Ewa W

  26. Piotr Stanek
    Posted December 27, 2009 at 22:20 | Permalink

    Ewa W,
    napisałaś:
    “Zastanowiło mnie sformułowanie “Powinno się znaleźć”?”

    Masz racje, nie wyraziłem się dostatecznie klarownie.

    oraz:
    “Co do “pokrewnych dusz” – dla mnie to mało jasne określenie”

    Pokrewna dusza, dla każdego to określenie może znaczyć kogoś innego. Każdy sam powinien przeanalizować kogo chciałby spotkać. Pokrewna dusza może być partnerem.

    Co do “Tego życzę..”

    Jeżeli to było zbędne dodanie z mojej strony, to już to raczej się nie powtórzy. Uzasadniam to, że to było na gruncie klimatu świątecznego, życzenia ludziom czegoś miłego, dobrego i tyle. Przejaw ludzkiej życzliwości, nic poza tym.

    Napisałaś:
    “Co do twojej wypowiedzi:”To jest kwestia odwagi, aby dojrzeć takie oznaki i coś z nimi zrobić”, to według mnie nie jest to jedynie kwestia odwagi.
    To bardziej złożone. To również kwestia swiadomosci siebie, umiejetnosci nazywania swoich potrzeb i oczekiwań, umiejetnosci uczenia się na błedach, umiejętności obserwacji i wnioskowania.”

    Zgadzam się, ale nie chciałem odbiegać od tematu wątku, sądzę, że zrozumiesz mnie w tym temacie. Poprzestałem na lakonicznym stwierdzeniu – brak odwagi. To ogólne hasło, z którego można wywnioskować pozostałe rzeczy, które według Ciebie można by dopisać. Od odwagi to się zaczyna, od chęci analizy potrzeb, wyciągnięcia błędów, zdolności do spojrzenia z boku.

    Raczej trudno tu mówic o odwadze lub jej braku – bardziej o świadomości (lub braku) ewentualnych negatywnych konsekwencji.

    Rozumiem o Ci chodzi, mi tutaj pasuje (oczywiście to moja opinia) brak odwagi, aby stanąć z boku i pomyśleć o konsekwencjach. Bo przecież jak napisałaś “jakoś się ułoży”.
    O braku odwagi napisałem z własnego doświadczenia, z rozmów i obserwacji ludzi, którzy chcą aby było jakoś. Ja sam tak nie chcę.

    pozdrawiam i dziękuję za feedback :)

One Trackback

  1. [...] z naszych uczelni. Nie pisze tutaj jakiego i z jakiej uczelni, bo nie wiem czy sobie tego życzą a poufność to podstawa Moi mili rozmówcy – jeśli chcecie to możecie ujawnić się w [...]

Post a Comment

Your email is never shared. Required fields are marked *

*
*

Do 16.03 jestem nieosiągalny pod polskim numerem telefonu. Kliknij tutaj aby wysłać mi mail