<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Seryjna monogamia</title>
	<atom:link href="http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/</link>
	<description>Rozwój osobisty, kariera, zarządzanie i marketing dla młodych menedżerów</description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 May 2012 18:03:02 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.4</generator>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-80151</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 10:35:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-80151</guid>
		<description>Justyno,

wydaje mi się, że tak właśnie to nazywają.

Zgadzam się z tym, co piszesz - trzeba nastawiać się na pozytywne myślenie. J. Murphy twierdzi, że dzięki pozytywnemu myśleniu można przezwyciężyć każdy problem i każdą słabość oraz urzeczywistnić swoje pragnienia. Myślę, że można to odnieść również do związków. Oczywiście, nie chodzi tutaj o wyrażanie życzeń typu: znajdę sobie kogoś na całe życie ;)

Pozdrawiam,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Justyno,</p>
<p>wydaje mi się, że tak właśnie to nazywają.</p>
<p>Zgadzam się z tym, co piszesz &#8211; trzeba nastawiać się na pozytywne myślenie. J. Murphy twierdzi, że dzięki pozytywnemu myśleniu można przezwyciężyć każdy problem i każdą słabość oraz urzeczywistnić swoje pragnienia. Myślę, że można to odnieść również do związków. Oczywiście, nie chodzi tutaj o wyrażanie życzeń typu: znajdę sobie kogoś na całe życie <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiam,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Justyna F.</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79972</link>
		<dc:creator>Justyna F.</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Dec 2009 10:22:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79972</guid>
		<description>Strideress, piszesz &quot;Bo jeśli zakładamy, że jest to coś wynikającego z “rozejścia się dróg rozwoju” obojga partnerów, to skoro wiem, że kiedyś mogę się rozstać z daną osobą (choćby nie wiem, jak było cudownie w tej chwili), zaczynam się na to rozstanie podświadomie przygotowywać. I zwykle moja podświadomość (nie konkretnie “moja”, ale pisze w pierwszej osobie, bo tak łatwiej mi się wczuć) zaczyna rzutować na to, co robię i myślę i w jakiś sposób zaczynam dążyć do tego rozstania (choć z drugiej strony go nie chcę), i ono następuje&quot;. 
Mam bardzo podobne odczucia, że jeśli czegoś nie chcę to myślę o tym więcej i wtedy jakby moje działania, to co robię wręcz dążą do tej niechcialnej sytuacji. Strasznie to dziwne i wskazywałoby aby myśleć pozytywnie i nie nastawiać się ani nie przewidywać tych złych sytuacji. 
A psychologowie nazywają to chyba samospełniającą się przepowiednią???

pozdrawiam
Justyna</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress, piszesz &#8220;Bo jeśli zakładamy, że jest to coś wynikającego z “rozejścia się dróg rozwoju” obojga partnerów, to skoro wiem, że kiedyś mogę się rozstać z daną osobą (choćby nie wiem, jak było cudownie w tej chwili), zaczynam się na to rozstanie podświadomie przygotowywać. I zwykle moja podświadomość (nie konkretnie “moja”, ale pisze w pierwszej osobie, bo tak łatwiej mi się wczuć) zaczyna rzutować na to, co robię i myślę i w jakiś sposób zaczynam dążyć do tego rozstania (choć z drugiej strony go nie chcę), i ono następuje&#8221;.<br />
Mam bardzo podobne odczucia, że jeśli czegoś nie chcę to myślę o tym więcej i wtedy jakby moje działania, to co robię wręcz dążą do tej niechcialnej sytuacji. Strasznie to dziwne i wskazywałoby aby myśleć pozytywnie i nie nastawiać się ani nie przewidywać tych złych sytuacji.<br />
A psychologowie nazywają to chyba samospełniającą się przepowiednią???</p>
<p>pozdrawiam<br />
Justyna</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79923</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Dec 2009 20:11:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79923</guid>
		<description>Alexie,


nie pisałam o 1 wypowiedzi Ewy, ani o wypowiedziach tylko do mnie, ale o jej wszystkich wypowiedziach, które miałam okazję przeczytać (mój błąd, mogłam to bardziej zaakcentować). Dalej podtrzymuję, że Ewa agresywnie atakuje wypowiedzi innych, np.: 
&quot;Magmal,

napisałeś:
&gt;.

Powiedz proszę, jaki czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary? Posiadasz taką wiedzę? Skąd?&quot;


Magmal dzieli się tutaj swoją opinią,  nie mówi: &quot;tak jest dla wszystkich i kropka&quot;. Tylko pisze &quot;moim zdaniem&quot;. A Ewa reaguje agresywnie. Ok, nie używa epitetów itp., ale sposób, w jaki pisze jest agresywny. Przykładów można by podać więcej.
Razi mnie taka utajona agresja w postaci pouczania itp. (&quot;Napisałeś - jak znawca gatunku&quot; - no może nie jest to przylepianie etykietek w czystej postaci, ale też jest działanie zmierzające do podkopania czyjegoś autorytetu, czyli agresywne). Nie wiem, na ile znasz się na chwytach stosowanych w erystyce, ale moim zdaniem to właśnie robi Ewa.


Piszesz: &quot;Z drugiej strony nie odniosłaś się merytorycznie do żadnego z punktów tamtego komentarza.&quot; Jeśli nie chcę, nie muszę prowadzić dalej dyskusji z kimś, kto raczej woli &quot;mówić&quot; niż czasem &quot;posłuchać&quot;, nie mówię, że przyznać rację, ale - jeśli ktoś ma komentarz do następującego tekstu (mojego):
A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą. Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. A dobry związek nie na tym polega. W takim związku chodzi o satysfakcję obu partnerów i ich rozwój…a żeby rozwijać się trzeba wyznaczać kierunek tego procesu, czyli wyznaczać cele. Jeśli brzmi to za sucho, zbyt sztywno zbyt biznesowo, to trudno, ale tak właśnie jest.

I to taki (Ewa): &quot;Masz rację, można, tylko po co!? Jeśli ludziom nie jest ze sobą dobrze to nie ma sensu tego kontynuować. I tutaj seryjna monogamia właśnie ma zastosowanie. Kończę związek i być może rozpoczynam kolejny, ale taki, w którym na tym etapie mojego rozwoju, dojrzałości etc jest mi dobrze.&quot;

to najwyraźniej chce po prostu &quot;komentować&quot;, a nie prowadzić dyskusję, bo zdanie: &quot;A dobry związek nie na tym polega. &quot; jest właśnie zaprzeczeniem sensowności bycia z kimś nieodpowiednim. 

Dlatego też podarowałam sobie dalsze &quot;przelewanie z pustego w próżne&quot; i btw. odniosłam się - merytorycznie - do słów &quot;To nie jest fair.&quot; oraz &quot;Nie wiem, dlaczego tak bardzo chcesz, żebym zaprzeczyła temu co odczuwam.&quot; , stąd mój komentarz: &quot;podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób&quot;.


I dalej piszesz, Alexie: &quot;Taki sposób wypowiadania się nie wróży nikomu długiej kariery na tym blogu, weź to proszę pod uwagę.&quot; Jeśli nie życzysz sobie, żebym pisała to, co myślę na Twoim blogu powiedz wprost, ale - proszę - nie stosuj gróźb (bo sam wiesz najlepiej, że była to słabo zawoalowana groźba). Jestem osobą dorosłą i nie będę się nikomu naprzykrzać. Pomijam fakt, że ja tu nie chcę robić żadnej kariery i jedyne co robię na tym blogu, to sprawdzam, czy mogłabym się od Ciebie czegoś nauczyć  (ja - konkretnie, a nie ktoś inny, bo masz ogromną wiedzę i doświadczenie, więc na pewno wiele osób skorzysta choćby czytając niektóre Twoje posty), a że przy okazji wywiązała się &quot;mała dyskusja&quot;, tym lepiej, bo będę wiedzieć to jeszcze szybciej.

Btw. słowa: &quot;nie znalazłem tam niczego, co rozsądny człowiek mógłby wyinterpretować jako agresję&quot; można rozumieć jako &quot;nie uważam Cię za osobę rozsądną, skoro ja nic nie znalazłem, a jestem osobą rozsądną&quot; - chyba, że po prostu masz taki styl konwersacyjny, co ciężko jest odczytać dokładnie na podstawie samego tekstu, więc tylko zwracam uwagę.


Tak wracając do dyskusji o seryjnej monogamii, przemyślałam sprawę i zastanawiam się - abstrahując od tego, że wciąż uważam ją jako zjawisko na dłuższą metę negatywne - czy nie jest ona pewną reakcją obronną na ból po trudnym rozstaniu i formą zabezpieczenia się przed tym na przyszłość. Bo jeśli zakładamy, że jest to coś wynikającego z &quot;rozejścia się dróg rozwoju&quot; obojga partnerów, to skoro wiem, że kiedyś mogę się rozstać z daną osobą (choćby nie wiem, jak było cudownie w tej chwili), zaczynam się na to rozstanie podświadomie przygotowywać. I zwykle moja podświadomość (nie konkretnie &quot;moja&quot;, ale pisze w pierwszej osobie, bo tak łatwiej mi się wczuć) zaczyna rzutować na to, co robię i myślę i w jakiś sposób zaczynam dążyć do tego rozstania (choć z drugiej strony go nie chcę), i ono następuje. 

Zamotane to trochę, ale psychologowie twierdzą, że jeśli w coś uwierzę, to jest to możliwe, więc - innymi słowy - jeśli zaczynam wierzyć w to, że się rozstanę z danym partnerem, to tak właśnie się dzieje i potem, gdy zaczynam następny związek mam już to doświadczenie i sprawa jest jeszcze prostsza. Tamten związek się rozpadł, ten też się rozpadnie (więc nie ma się co za bardzo przywiązywać, bo i tak się skończy, więc żyjmy chwilą, a gdy się skończy rozstańmy się z godnością i &quot;bez bólu&quot;) i tak w kółko.

Co myślicie?

Pozdrawiam ciepło,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Alexie,</p>
<p>nie pisałam o 1 wypowiedzi Ewy, ani o wypowiedziach tylko do mnie, ale o jej wszystkich wypowiedziach, które miałam okazję przeczytać (mój błąd, mogłam to bardziej zaakcentować). Dalej podtrzymuję, że Ewa agresywnie atakuje wypowiedzi innych, np.:<br />
&#8220;Magmal,</p>
<p>napisałeś:<br />
&gt;.</p>
<p>Powiedz proszę, jaki czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary? Posiadasz taką wiedzę? Skąd?&#8221;</p>
<p>Magmal dzieli się tutaj swoją opinią,  nie mówi: &#8220;tak jest dla wszystkich i kropka&#8221;. Tylko pisze &#8220;moim zdaniem&#8221;. A Ewa reaguje agresywnie. Ok, nie używa epitetów itp., ale sposób, w jaki pisze jest agresywny. Przykładów można by podać więcej.<br />
Razi mnie taka utajona agresja w postaci pouczania itp. (&#8220;Napisałeś &#8211; jak znawca gatunku&#8221; &#8211; no może nie jest to przylepianie etykietek w czystej postaci, ale też jest działanie zmierzające do podkopania czyjegoś autorytetu, czyli agresywne). Nie wiem, na ile znasz się na chwytach stosowanych w erystyce, ale moim zdaniem to właśnie robi Ewa.</p>
<p>Piszesz: &#8220;Z drugiej strony nie odniosłaś się merytorycznie do żadnego z punktów tamtego komentarza.&#8221; Jeśli nie chcę, nie muszę prowadzić dalej dyskusji z kimś, kto raczej woli &#8220;mówić&#8221; niż czasem &#8220;posłuchać&#8221;, nie mówię, że przyznać rację, ale &#8211; jeśli ktoś ma komentarz do następującego tekstu (mojego):<br />
A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą. Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. A dobry związek nie na tym polega. W takim związku chodzi o satysfakcję obu partnerów i ich rozwój…a żeby rozwijać się trzeba wyznaczać kierunek tego procesu, czyli wyznaczać cele. Jeśli brzmi to za sucho, zbyt sztywno zbyt biznesowo, to trudno, ale tak właśnie jest.</p>
<p>I to taki (Ewa): &#8220;Masz rację, można, tylko po co!? Jeśli ludziom nie jest ze sobą dobrze to nie ma sensu tego kontynuować. I tutaj seryjna monogamia właśnie ma zastosowanie. Kończę związek i być może rozpoczynam kolejny, ale taki, w którym na tym etapie mojego rozwoju, dojrzałości etc jest mi dobrze.&#8221;</p>
<p>to najwyraźniej chce po prostu &#8220;komentować&#8221;, a nie prowadzić dyskusję, bo zdanie: &#8220;A dobry związek nie na tym polega. &#8221; jest właśnie zaprzeczeniem sensowności bycia z kimś nieodpowiednim. </p>
<p>Dlatego też podarowałam sobie dalsze &#8220;przelewanie z pustego w próżne&#8221; i btw. odniosłam się &#8211; merytorycznie &#8211; do słów &#8220;To nie jest fair.&#8221; oraz &#8220;Nie wiem, dlaczego tak bardzo chcesz, żebym zaprzeczyła temu co odczuwam.&#8221; , stąd mój komentarz: &#8220;podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób&#8221;.</p>
<p>I dalej piszesz, Alexie: &#8220;Taki sposób wypowiadania się nie wróży nikomu długiej kariery na tym blogu, weź to proszę pod uwagę.&#8221; Jeśli nie życzysz sobie, żebym pisała to, co myślę na Twoim blogu powiedz wprost, ale &#8211; proszę &#8211; nie stosuj gróźb (bo sam wiesz najlepiej, że była to słabo zawoalowana groźba). Jestem osobą dorosłą i nie będę się nikomu naprzykrzać. Pomijam fakt, że ja tu nie chcę robić żadnej kariery i jedyne co robię na tym blogu, to sprawdzam, czy mogłabym się od Ciebie czegoś nauczyć  (ja &#8211; konkretnie, a nie ktoś inny, bo masz ogromną wiedzę i doświadczenie, więc na pewno wiele osób skorzysta choćby czytając niektóre Twoje posty), a że przy okazji wywiązała się &#8220;mała dyskusja&#8221;, tym lepiej, bo będę wiedzieć to jeszcze szybciej.</p>
<p>Btw. słowa: &#8220;nie znalazłem tam niczego, co rozsądny człowiek mógłby wyinterpretować jako agresję&#8221; można rozumieć jako &#8220;nie uważam Cię za osobę rozsądną, skoro ja nic nie znalazłem, a jestem osobą rozsądną&#8221; &#8211; chyba, że po prostu masz taki styl konwersacyjny, co ciężko jest odczytać dokładnie na podstawie samego tekstu, więc tylko zwracam uwagę.</p>
<p>Tak wracając do dyskusji o seryjnej monogamii, przemyślałam sprawę i zastanawiam się &#8211; abstrahując od tego, że wciąż uważam ją jako zjawisko na dłuższą metę negatywne &#8211; czy nie jest ona pewną reakcją obronną na ból po trudnym rozstaniu i formą zabezpieczenia się przed tym na przyszłość. Bo jeśli zakładamy, że jest to coś wynikającego z &#8220;rozejścia się dróg rozwoju&#8221; obojga partnerów, to skoro wiem, że kiedyś mogę się rozstać z daną osobą (choćby nie wiem, jak było cudownie w tej chwili), zaczynam się na to rozstanie podświadomie przygotowywać. I zwykle moja podświadomość (nie konkretnie &#8220;moja&#8221;, ale pisze w pierwszej osobie, bo tak łatwiej mi się wczuć) zaczyna rzutować na to, co robię i myślę i w jakiś sposób zaczynam dążyć do tego rozstania (choć z drugiej strony go nie chcę), i ono następuje. </p>
<p>Zamotane to trochę, ale psychologowie twierdzą, że jeśli w coś uwierzę, to jest to możliwe, więc &#8211; innymi słowy &#8211; jeśli zaczynam wierzyć w to, że się rozstanę z danym partnerem, to tak właśnie się dzieje i potem, gdy zaczynam następny związek mam już to doświadczenie i sprawa jest jeszcze prostsza. Tamten związek się rozpadł, ten też się rozpadnie (więc nie ma się co za bardzo przywiązywać, bo i tak się skończy, więc żyjmy chwilą, a gdy się skończy rozstańmy się z godnością i &#8220;bez bólu&#8221;) i tak w kółko.</p>
<p>Co myślicie?</p>
<p>Pozdrawiam ciepło,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Alex W. Barszczewski</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79723</link>
		<dc:creator>Alex W. Barszczewski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 11:48:15 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79723</guid>
		<description>Strideress

Bardzo nie odpowiada mi Twój sposób wyrażania się w ostatnim komentarzu.

W punkcie 2 piszesz do Ewy W &quot;Agresywne atakowanie wypowiedzi innych ludzi nie służy, ani komunikacji, ani “lansowaniu” siebie samej jako osoby inteligentnej. Wręcz przeciwnie.&quot;

Masz całkowitą rację, z tym że po dokładnym przeczytaniu komentarza, do którego się odnosisz nie znalazłem tam niczego, co rozsądny człowiek mógłby wyinterpretować jako agresję.  Jak słusznie stwierdziłaś &quot;Każdy ma prawo do własnej opinii i przedstawiania swoich argumentów. &quot; i tak też odbieram tekst Ewy.
Niesympatyczne tony znajduję w Twoich wypowiedziach &quot;nie jesteś ani wszechwiedząca, ani nieomylna. &quot; i &quot;Tak w ogóle, zauważyłam, że podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób. Ciekawe skąd to wypływa…&quot; 
To nie jest sposób, w jaki odnosimy się do siebie na tym blogu!
Z drugiej strony nie odniosłaś się merytorycznie do żadnego z punktów tamtego komentarza. Taki sposób wypowiadania się nie wróży nikomu długiej kariery na tym blogu, weź to proszę pod uwagę

Alex</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress</p>
<p>Bardzo nie odpowiada mi Twój sposób wyrażania się w ostatnim komentarzu.</p>
<p>W punkcie 2 piszesz do Ewy W &#8220;Agresywne atakowanie wypowiedzi innych ludzi nie służy, ani komunikacji, ani “lansowaniu” siebie samej jako osoby inteligentnej. Wręcz przeciwnie.&#8221;</p>
<p>Masz całkowitą rację, z tym że po dokładnym przeczytaniu komentarza, do którego się odnosisz nie znalazłem tam niczego, co rozsądny człowiek mógłby wyinterpretować jako agresję.  Jak słusznie stwierdziłaś &#8220;Każdy ma prawo do własnej opinii i przedstawiania swoich argumentów. &#8221; i tak też odbieram tekst Ewy.<br />
Niesympatyczne tony znajduję w Twoich wypowiedziach &#8220;nie jesteś ani wszechwiedząca, ani nieomylna. &#8221; i &#8220;Tak w ogóle, zauważyłam, że podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób. Ciekawe skąd to wypływa…&#8221;<br />
To nie jest sposób, w jaki odnosimy się do siebie na tym blogu!<br />
Z drugiej strony nie odniosłaś się merytorycznie do żadnego z punktów tamtego komentarza. Taki sposób wypowiadania się nie wróży nikomu długiej kariery na tym blogu, weź to proszę pod uwagę</p>
<p>Alex</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79711</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 00:32:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79711</guid>
		<description>Ewo,

4 sprawy:

1. Jestem kobietą, na co wskazuje końcówka mojego nicku ;)

2. Agresywne atakowanie wypowiedzi innych ludzi nie służy, ani komunikacji, ani &quot;lansowaniu&quot; siebie samej jako osoby inteligentnej. Wręcz przeciwnie. Każdy ma prawo do własnej opinii i przedstawiania swoich argumentów. Jeśli nie jesteś w stanie tego uszanować, tym gorzej dla Ciebie, bo - jak każdy - nie jesteś ani wszechwiedząca, ani nieomylna. 

3. Założenie, że mogłabym chcieć na Ciebie wpłynąć, tak byś zaprzeczyła temu, co odczuwasz jest co najmniej śmieszne, ponieważ:

a. nie znam Cię (więc po co mi to),

b. nie czuję potrzeby wtrącania się w Twoje życie (bo nie mam w zwyczaju manipulować innymi ludźmi),

c. szanuję każdego mojego rozmówcę, nawet jeśli on nie szanuje mnie.

4. Tak w ogóle, zauważyłam, że podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób. Ciekawe skąd to wypływa...

Przypuszczam, że ten komentarz też zechcesz skomentować ;)

Pozdrawiam ciepło,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ewo,</p>
<p>4 sprawy:</p>
<p>1. Jestem kobietą, na co wskazuje końcówka mojego nicku <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>2. Agresywne atakowanie wypowiedzi innych ludzi nie służy, ani komunikacji, ani &#8220;lansowaniu&#8221; siebie samej jako osoby inteligentnej. Wręcz przeciwnie. Każdy ma prawo do własnej opinii i przedstawiania swoich argumentów. Jeśli nie jesteś w stanie tego uszanować, tym gorzej dla Ciebie, bo &#8211; jak każdy &#8211; nie jesteś ani wszechwiedząca, ani nieomylna. </p>
<p>3. Założenie, że mogłabym chcieć na Ciebie wpłynąć, tak byś zaprzeczyła temu, co odczuwasz jest co najmniej śmieszne, ponieważ:</p>
<p>a. nie znam Cię (więc po co mi to),</p>
<p>b. nie czuję potrzeby wtrącania się w Twoje życie (bo nie mam w zwyczaju manipulować innymi ludźmi),</p>
<p>c. szanuję każdego mojego rozmówcę, nawet jeśli on nie szanuje mnie.</p>
<p>4. Tak w ogóle, zauważyłam, że podchodzisz bardzo emocjonalnie do wypowiedzi innych osób. Ciekawe skąd to wypływa&#8230;</p>
<p>Przypuszczam, że ten komentarz też zechcesz skomentować <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiam ciepło,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Justyna F.</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79588</link>
		<dc:creator>Justyna F.</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 Dec 2009 20:50:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79588</guid>
		<description>Uważam, że każdy z nas ma prawo mieć swoje zdanie choćby na życie i postępowanie naszych znajomych i przyjaciół. Możliwe, że tylko od naszych wzajemnych stosunków zależy ich reakcja na to co my myślimy o ich postępowaniu. Z doświadczenia jednak wiem, że ja niestety nie wzięłam wielu słów pod uwagę. Ja myślałam wtedy inaczej no i musiałam przekonać się na własnej skórze o rzeczach, przed którymi mnie ostrzegano i &quot;przepowiadano&quot; mi konkretne wydarzenia. Teraz, z perspektywy czasu, &quot;przepowiednie&quot; się sprawdziły a ja bogatsza o pewne doświadczenia i tak nie jestem pewna czy teraz postepując i też nie słuchając znajomych nie &quot;zrobię sobie krzywdy&quot;... Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Z jednej strony biorę pod uwagę zdanie przyjaciół, ale mimo to liczę na inny koniec. Naiwność? 
pozdrawiam
Justyna</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Uważam, że każdy z nas ma prawo mieć swoje zdanie choćby na życie i postępowanie naszych znajomych i przyjaciół. Możliwe, że tylko od naszych wzajemnych stosunków zależy ich reakcja na to co my myślimy o ich postępowaniu. Z doświadczenia jednak wiem, że ja niestety nie wzięłam wielu słów pod uwagę. Ja myślałam wtedy inaczej no i musiałam przekonać się na własnej skórze o rzeczach, przed którymi mnie ostrzegano i &#8220;przepowiadano&#8221; mi konkretne wydarzenia. Teraz, z perspektywy czasu, &#8220;przepowiednie&#8221; się sprawdziły a ja bogatsza o pewne doświadczenia i tak nie jestem pewna czy teraz postepując i też nie słuchając znajomych nie &#8220;zrobię sobie krzywdy&#8221;&#8230; Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Z jednej strony biorę pod uwagę zdanie przyjaciół, ale mimo to liczę na inny koniec. Naiwność?<br />
pozdrawiam<br />
Justyna</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Magmal</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79527</link>
		<dc:creator>Magmal</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2009 18:28:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79527</guid>
		<description>Ewo, zacznę od końca Twojej wypowiedzi.
 Napisałaś„Rozumiem troskę o przyjaciół i że życzymy im jak najlepiej, ale oni w większosci przypadków są doroslymi ludżmi i mają prawo także do własnych, nizgodnych z naszymi wyobrażeniami decyzji - nawet do decyzji złych czy mających negatywne konsekwencje . „

Możliwe , że wiele osób będzie krytykować to co zaraz napiszę. Przyznaję, że kilka razy zdarzyło mi się wparować w czyjeś życie bez pytania  i/lub stanowczo zareagować w jakiejś sytuacji. Ja nie potrafię stać obojętnie jeśli widzę, że ktoś  zmierza w kierunku poważnej katastrofy , tym bardziej jeśli jest to  bliska osoba, na której mi zależy np. przyjaciel. Wole zareagować niż potem „pluć sobie w brodę” myśląc, że mogłam coś zrobić, coś powiedzieć itp....... I nie chodzi mi o to, by ktoś postępował tak ja ja chcę bo nie uważam się za wyrocznię wszystkowiedzącą, ale jeśli posiadam realne przesłanki(wynikające zarówno ze znajomości sprawy oraz bliskiej relacji ) by sadzić, że dana decyzja dla tej osoby przyniesie przykre konsekwencje i wiem , że ze względu na bliska relację jestem jedyną osobą która może w jakiś sposób wpłynąć na zmianę tej decyzji to dlaczego nie spróbować?

Dalej pytasz:
„Powiedz proszę, jaki czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary? Posiadasz taką wiedzę? Skąd? „
Przyznaję, że pisząc“2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie” nie spodziewałam się, że możesz w ten sposób zareagować, ale jest to dla mnie cenna lekcja by na przyszłość pamiętać, że nie każdy widzi świat w ten sam sposób co ja i żeby precyzyjnie wyrażać swoje myśli.
Dlaczego tak stwierdziłam. Przypomniałam sobie moje własne doświadczenia i przeżycia jakie towarzyszyły mi w początkach moich związków- euforia pomieszana z nie do końca logicznym myśleniem. Przypomniałam sobie tez doświadczenia moich przyjaciół, znajomych, których małżeństwa zakończyły się rozwodem, gdyż dopiero po zamieszkaniu ze sobą i zetknięciu z problemami dnia codziennego okazywało się, że dwoje wcześniej kochających się ludzi nie jest w stanie ze sobą funkcjonować. Dlatego tez wydaje mi się, że generalnie lepiej jest poczekać, pomieszkać trochę ze sobą, ale nie wiem jaki jest ten optymalny czas- dla każdej pary jest on pewnie inny.
Magda.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ewo, zacznę od końca Twojej wypowiedzi.<br />
 Napisałaś„Rozumiem troskę o przyjaciół i że życzymy im jak najlepiej, ale oni w większosci przypadków są doroslymi ludżmi i mają prawo także do własnych, nizgodnych z naszymi wyobrażeniami decyzji &#8211; nawet do decyzji złych czy mających negatywne konsekwencje . „</p>
<p>Możliwe , że wiele osób będzie krytykować to co zaraz napiszę. Przyznaję, że kilka razy zdarzyło mi się wparować w czyjeś życie bez pytania  i/lub stanowczo zareagować w jakiejś sytuacji. Ja nie potrafię stać obojętnie jeśli widzę, że ktoś  zmierza w kierunku poważnej katastrofy , tym bardziej jeśli jest to  bliska osoba, na której mi zależy np. przyjaciel. Wole zareagować niż potem „pluć sobie w brodę” myśląc, że mogłam coś zrobić, coś powiedzieć itp&#8230;&#8230;. I nie chodzi mi o to, by ktoś postępował tak ja ja chcę bo nie uważam się za wyrocznię wszystkowiedzącą, ale jeśli posiadam realne przesłanki(wynikające zarówno ze znajomości sprawy oraz bliskiej relacji ) by sadzić, że dana decyzja dla tej osoby przyniesie przykre konsekwencje i wiem , że ze względu na bliska relację jestem jedyną osobą która może w jakiś sposób wpłynąć na zmianę tej decyzji to dlaczego nie spróbować?</p>
<p>Dalej pytasz:<br />
„Powiedz proszę, jaki czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary? Posiadasz taką wiedzę? Skąd? „<br />
Przyznaję, że pisząc“2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie” nie spodziewałam się, że możesz w ten sposób zareagować, ale jest to dla mnie cenna lekcja by na przyszłość pamiętać, że nie każdy widzi świat w ten sam sposób co ja i żeby precyzyjnie wyrażać swoje myśli.<br />
Dlaczego tak stwierdziłam. Przypomniałam sobie moje własne doświadczenia i przeżycia jakie towarzyszyły mi w początkach moich związków- euforia pomieszana z nie do końca logicznym myśleniem. Przypomniałam sobie tez doświadczenia moich przyjaciół, znajomych, których małżeństwa zakończyły się rozwodem, gdyż dopiero po zamieszkaniu ze sobą i zetknięciu z problemami dnia codziennego okazywało się, że dwoje wcześniej kochających się ludzi nie jest w stanie ze sobą funkcjonować. Dlatego tez wydaje mi się, że generalnie lepiej jest poczekać, pomieszkać trochę ze sobą, ale nie wiem jaki jest ten optymalny czas- dla każdej pary jest on pewnie inny.<br />
Magda.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Ewa W</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79524</link>
		<dc:creator>Ewa W</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2009 14:34:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79524</guid>
		<description>Magmal,

napisałeś:
&quot;2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie&quot;.

Powiedz proszę, jaki &lt;b&gt;czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary&lt;/b&gt;?  Posiadasz taką wiedzę? Skąd?

Czy naprawdę chodzi o czas potrzebny danej parze, czy zgodnosc z kolejnymi stereotypami lub własnymi wyobrażeniami?

I kolejna rzecz - dlaczego zaraz zakładać, ze jest to decyzja wiąząca na całe zycie? 

Ślub nie musi oznaczać wyboru na całe zycie.  To jest sprawa tej koleżanki i jej partnera oraz ich wyborów.
 
Rozumiem troskę o przyjaciół i że życzymy im jak najlepiej, ale oni w większosci przypadków są doroslymi ludżmi i mają prawo także do własnych, nizgodnych z naszymi wyobrażeniami decyzji - nawet do decyzji złych czy mających negatywne konsekwencje .

Ewa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Magmal,</p>
<p>napisałeś:<br />
&#8220;2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie&#8221;.</p>
<p>Powiedz proszę, jaki <b>czas jest odpowiedni dla tej konkretnej opisywanej pary</b>?  Posiadasz taką wiedzę? Skąd?</p>
<p>Czy naprawdę chodzi o czas potrzebny danej parze, czy zgodnosc z kolejnymi stereotypami lub własnymi wyobrażeniami?</p>
<p>I kolejna rzecz &#8211; dlaczego zaraz zakładać, ze jest to decyzja wiąząca na całe zycie? </p>
<p>Ślub nie musi oznaczać wyboru na całe zycie.  To jest sprawa tej koleżanki i jej partnera oraz ich wyborów.</p>
<p>Rozumiem troskę o przyjaciół i że życzymy im jak najlepiej, ale oni w większosci przypadków są doroslymi ludżmi i mają prawo także do własnych, nizgodnych z naszymi wyobrażeniami decyzji &#8211; nawet do decyzji złych czy mających negatywne konsekwencje .</p>
<p>Ewa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Magmal</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79504</link>
		<dc:creator>Magmal</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 21:36:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79504</guid>
		<description>Agnieszko piszesz
&quot;pewna dobra znajoma przez wiele lat nie była w żadnym intensywnym związku, aż do chwili obecnej, kiedy po dwóch miesiącach znajomości, jej partner wyznaje miłość i wszystko zmierza do… ślubu. Mimo, że sama zamierzam kiedyś związać się z kimś odpowiednim tradycyjnie, to myślę nad stanowczym odradzeniem jej tak szybkiego rozwoju sytuacji. Powinna poczekać i poznać najpierw tę osobę odpowiednio. Czy to ludzkie komuś odmawiać pogoni za szczęściem?&quot;

Skoro to Twoja dobra znajoma to myślę, że nie odbierze takiej rozmowy negatywnie, poza tym Ty jej niczego nie odmawiasz , nie proponujesz przerwania znajomości tylko chcesz skłonić by się zastanowiła i trochę zwolniła bieg rzeczy- prawda?
Ja twoje działania postrzegam  jako troskę o ta osobę. 2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie. Jeśli to jest ten właściwy partner to rozciągnięcie tego w czasie niczego nie zmieni, a jeśli to nie ten to lepiej by to się okazało przed ślubem niż po ślubie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Agnieszko piszesz<br />
&#8220;pewna dobra znajoma przez wiele lat nie była w żadnym intensywnym związku, aż do chwili obecnej, kiedy po dwóch miesiącach znajomości, jej partner wyznaje miłość i wszystko zmierza do… ślubu. Mimo, że sama zamierzam kiedyś związać się z kimś odpowiednim tradycyjnie, to myślę nad stanowczym odradzeniem jej tak szybkiego rozwoju sytuacji. Powinna poczekać i poznać najpierw tę osobę odpowiednio. Czy to ludzkie komuś odmawiać pogoni za szczęściem?&#8221;</p>
<p>Skoro to Twoja dobra znajoma to myślę, że nie odbierze takiej rozmowy negatywnie, poza tym Ty jej niczego nie odmawiasz , nie proponujesz przerwania znajomości tylko chcesz skłonić by się zastanowiła i trochę zwolniła bieg rzeczy- prawda?<br />
Ja twoje działania postrzegam  jako troskę o ta osobę. 2 miesiące to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie by podejmować decyzje wiążące na cale życie. Jeśli to jest ten właściwy partner to rozciągnięcie tego w czasie niczego nie zmieni, a jeśli to nie ten to lepiej by to się okazało przed ślubem niż po ślubie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Monika Góralska</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79497</link>
		<dc:creator>Monika Góralska</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 20:25:57 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79497</guid>
		<description>Witam,

Hm a gdyby tak znaleść partnera z którym mozna porozmawiać o wszystkim? ;-)

Pozdrawiam serdecznie
Monika</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witam,</p>
<p>Hm a gdyby tak znaleść partnera z którym mozna porozmawiać o wszystkim? <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiam serdecznie<br />
Monika</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Ewa W</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79471</link>
		<dc:creator>Ewa W</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 11:30:23 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79471</guid>
		<description>Strideress,

1. Co do celów w związku:
Nie wyrywaj moich pojedynczych zdań z ciągu, bo zmieniasz znaczenie wypowiedzi:
napisałam: &quot;Cele w związku są dla mnie oczywiste. Celem bycia/bywania razem jest bycie/bywanie razem. Wspólne delektowanie się życiem. I czerpanie z tego bycia dobrej energii, inspiracji, satysfakcji, radości, dobra. I bycie źródłem radości, inspiracji, satysfakcji, dobra, dobrej energii.&quot; 
Ty wyciągnąłeś pierwsze i na tej podstawie kontrujesz pisząc: &quot;A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą.&quot; i dalej piszesz o rozwoju, satysfakcji, etc.
To nie jest fair.

2. Widzisz różnicę pomiędzy tym co napisałeś w pierwszym swoim komentarzu: “Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie,(...) Brak &lt;b&gt; takich&lt;/b&gt; rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. ” (boldowanie moje)

Nie zgadzam się, ze brak &lt;b&gt; takich&lt;/b&gt; rozmów uniemożliwia wspólny rozwój. Napisałam więc, że &quot;Od wielu wspólnych rozmów omawiających cele i sposoby ich realizacji zdecydowanie wolę wspólny spacer, wspólny posiłek …..&quot; Wskaż mi proszę, gdzie napisałam, że nie widzę potrzeby, wartości, sensu rozmów w związku????  
Na jakiej podstawie zatem piszesz do mnie: &quot;Jeśli uważasz, że w Twoim związku (...) nic nie trzeba zmieniać, ani o niczym rozmawiać. &quot;
To kolejne zagranie nie fair. 

Rozmowa i otwarta komunikacja jest naturalna i oczywista. I tak jak nie rozmawiamy z przyjaciółką o celach i sposobach realizacji przyjaźni, tylko o tym, co nam aktualnie w duszy gra, co nam przynosi życie, dzień, dany czas, tak samo w związku. I w każdym z tych przypadków jest tak, ze są też tematy, których możemy wspólnie w ogóle nie ruszać, bo np. &quot;nie należą do danej relacji&quot;.  Rozmawiam z ludźmi, bo to jest naturalne. Więc także w związku. Nie tylko wymieniam informacje.

3. Piszesz też: &quot;Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. &quot; Masz rację, można, tylko po co!? Jeśli ludziom nie jest ze sobą dobrze to nie ma sensu tego kontynuować. I tutaj seryjna monogamia właśnie ma zastosowanie. Kończę związek i być może rozpoczynam kolejny, ale taki, w którym na tym etapie mojego rozwoju, dojrzałości etc jest mi dobrze.

4. Odnośnie rzeczy podanych na tacy –  jesteś niekonsekwentny i manipulujący: Najpierw piszesz: „jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy”, a gdy ja odcinam się od  tego i piszę, ze :”ja cenię także to, co dostaję na przysłowiowej tacy.”,  to Ty odpowiadasz:  „Co do radości z rzeczy podanych na tacy, zapytaj samą siebie, co sprawia Ci większą radość i satysfakcję, pochwała za coś…”. 
W pierwszej Twojej wypowiedzi jest teza: &lt;i&gt;. Nie cenimy tego co dostajemy na tacy&lt;/i&gt;. Czyli w ogóle nie cenimy. Ja odniosłam się do tej tezy. A ty potem w odpowiedzi odnosisz się do innej tezy, która brzmi: &lt;i&gt;Bardziej cenimy to, co wypracujemy od tego co przychodzi nam bez trudu lub co dostaniemy na tacy.&lt;/i&gt;
„W ogóle” a „bardziej lub mniej” – to różnica. To dwie różne tezy.. 

Nie wiem, dlaczego tak bardzo chcesz, żebym zaprzeczyła temu co odczuwam. Uwielbiam rzeczy podawane na tacy, na które nie muszę specjalnie ani zasłużyć, ani zapracować. Pochwały nie mają z tym nic wspólnego. 

Ewa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress,</p>
<p>1. Co do celów w związku:<br />
Nie wyrywaj moich pojedynczych zdań z ciągu, bo zmieniasz znaczenie wypowiedzi:<br />
napisałam: &#8220;Cele w związku są dla mnie oczywiste. Celem bycia/bywania razem jest bycie/bywanie razem. Wspólne delektowanie się życiem. I czerpanie z tego bycia dobrej energii, inspiracji, satysfakcji, radości, dobra. I bycie źródłem radości, inspiracji, satysfakcji, dobra, dobrej energii.&#8221;<br />
Ty wyciągnąłeś pierwsze i na tej podstawie kontrujesz pisząc: &#8220;A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą.&#8221; i dalej piszesz o rozwoju, satysfakcji, etc.<br />
To nie jest fair.</p>
<p>2. Widzisz różnicę pomiędzy tym co napisałeś w pierwszym swoim komentarzu: “Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie,(&#8230;) Brak <b> takich</b> rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. ” (boldowanie moje)</p>
<p>Nie zgadzam się, ze brak <b> takich</b> rozmów uniemożliwia wspólny rozwój. Napisałam więc, że &#8220;Od wielu wspólnych rozmów omawiających cele i sposoby ich realizacji zdecydowanie wolę wspólny spacer, wspólny posiłek …..&#8221; Wskaż mi proszę, gdzie napisałam, że nie widzę potrzeby, wartości, sensu rozmów w związku????<br />
Na jakiej podstawie zatem piszesz do mnie: &#8220;Jeśli uważasz, że w Twoim związku (&#8230;) nic nie trzeba zmieniać, ani o niczym rozmawiać. &#8221;<br />
To kolejne zagranie nie fair. </p>
<p>Rozmowa i otwarta komunikacja jest naturalna i oczywista. I tak jak nie rozmawiamy z przyjaciółką o celach i sposobach realizacji przyjaźni, tylko o tym, co nam aktualnie w duszy gra, co nam przynosi życie, dzień, dany czas, tak samo w związku. I w każdym z tych przypadków jest tak, ze są też tematy, których możemy wspólnie w ogóle nie ruszać, bo np. &#8220;nie należą do danej relacji&#8221;.  Rozmawiam z ludźmi, bo to jest naturalne. Więc także w związku. Nie tylko wymieniam informacje.</p>
<p>3. Piszesz też: &#8220;Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. &#8221; Masz rację, można, tylko po co!? Jeśli ludziom nie jest ze sobą dobrze to nie ma sensu tego kontynuować. I tutaj seryjna monogamia właśnie ma zastosowanie. Kończę związek i być może rozpoczynam kolejny, ale taki, w którym na tym etapie mojego rozwoju, dojrzałości etc jest mi dobrze.</p>
<p>4. Odnośnie rzeczy podanych na tacy –  jesteś niekonsekwentny i manipulujący: Najpierw piszesz: „jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy”, a gdy ja odcinam się od  tego i piszę, ze :”ja cenię także to, co dostaję na przysłowiowej tacy.”,  to Ty odpowiadasz:  „Co do radości z rzeczy podanych na tacy, zapytaj samą siebie, co sprawia Ci większą radość i satysfakcję, pochwała za coś…”.<br />
W pierwszej Twojej wypowiedzi jest teza: <i>. Nie cenimy tego co dostajemy na tacy</i>. Czyli w ogóle nie cenimy. Ja odniosłam się do tej tezy. A ty potem w odpowiedzi odnosisz się do innej tezy, która brzmi: <i>Bardziej cenimy to, co wypracujemy od tego co przychodzi nam bez trudu lub co dostaniemy na tacy.</i><br />
„W ogóle” a „bardziej lub mniej” – to różnica. To dwie różne tezy.. </p>
<p>Nie wiem, dlaczego tak bardzo chcesz, żebym zaprzeczyła temu co odczuwam. Uwielbiam rzeczy podawane na tacy, na które nie muszę specjalnie ani zasłużyć, ani zapracować. Pochwały nie mają z tym nic wspólnego. </p>
<p>Ewa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79467</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 20:52:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79467</guid>
		<description>Wow, nie spodziewałam się, że moja wypowiedź będzie aę tak kontrowersyjna. 

Ewo, 
co do pozostawiania pracy w pracy - bardzo zdrowe podejście i w pełni je popieram, ale słowo &quot;pracować&quot; nie dotyczy tylko pracy wykonywanej w biurze ,, fabryce itp. w celu zarobkowym. Pracować można również - i trzeba - nad sobą i swoimi relacjami z innymi ludźmi. Jeśli chcemy wspólnie nic nie robić, spać, uprawiać seks itp. to super, ale jeśli nie będziemy rozmawiać o związku i o tym czego chcemy, to skąd będziemy wiedzieć, co o tym myśli nasz partner? A to co myśli jest ważne, bo &quot;myśli&quot; przekładają się na czyny. Brak rozmów z partnerem wyklucza więź. A co to w ogóle jest przegadany i przekombinowany związek? Kto ma mierzyć, czy rozmów jest za dużo? Zewnętrzny obserwator? Czy Ty sama dla siebie? Moim zdaniem, Ty sama dla siebie. Jeśli uważasz, że w Twoim związku jest &quot;O.K.&quot; i już nic nie trzeba zmieniać, ani o niczym rozmawiać. To fajnie, tylko jest to niebezpieczne, bo jest cieszeniem się ze status quo i nie decydowniem, co robić dalej.

A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą. Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. A dobry związek nie na tym polega. W takim związku chodzi o satysfakcję obu partnerów i ich rozwój...a  żeby rozwijać się trzeba wyznaczać kierunek tego procesu, czyli wyznaczać cele. Jeśli brzmi to za sucho, zbyt sztywno zbyt biznesowo, to trudno, ale tak właśnie jest. 

Co do radości z rzeczy podanych na tacy, zapytaj samą siebie, co sprawia Ci większą radość i satysfakcję, pochwała za coś, co od zawsze robisz dobrze, czy za coś co właśnie zrobiłaś dobrze po raz pierwszy...po wielu próbach i trudach?

Pozdrawiam,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wow, nie spodziewałam się, że moja wypowiedź będzie aę tak kontrowersyjna. </p>
<p>Ewo,<br />
co do pozostawiania pracy w pracy &#8211; bardzo zdrowe podejście i w pełni je popieram, ale słowo &#8220;pracować&#8221; nie dotyczy tylko pracy wykonywanej w biurze ,, fabryce itp. w celu zarobkowym. Pracować można również &#8211; i trzeba &#8211; nad sobą i swoimi relacjami z innymi ludźmi. Jeśli chcemy wspólnie nic nie robić, spać, uprawiać seks itp. to super, ale jeśli nie będziemy rozmawiać o związku i o tym czego chcemy, to skąd będziemy wiedzieć, co o tym myśli nasz partner? A to co myśli jest ważne, bo &#8220;myśli&#8221; przekładają się na czyny. Brak rozmów z partnerem wyklucza więź. A co to w ogóle jest przegadany i przekombinowany związek? Kto ma mierzyć, czy rozmów jest za dużo? Zewnętrzny obserwator? Czy Ty sama dla siebie? Moim zdaniem, Ty sama dla siebie. Jeśli uważasz, że w Twoim związku jest &#8220;O.K.&#8221; i już nic nie trzeba zmieniać, ani o niczym rozmawiać. To fajnie, tylko jest to niebezpieczne, bo jest cieszeniem się ze status quo i nie decydowniem, co robić dalej.</p>
<p>A w związku celem nie jest samo bycie ze sobą. Można być przecież z kimś, z kim nie jest ci dobrze. A dobry związek nie na tym polega. W takim związku chodzi o satysfakcję obu partnerów i ich rozwój&#8230;a  żeby rozwijać się trzeba wyznaczać kierunek tego procesu, czyli wyznaczać cele. Jeśli brzmi to za sucho, zbyt sztywno zbyt biznesowo, to trudno, ale tak właśnie jest. </p>
<p>Co do radości z rzeczy podanych na tacy, zapytaj samą siebie, co sprawia Ci większą radość i satysfakcję, pochwała za coś, co od zawsze robisz dobrze, czy za coś co właśnie zrobiłaś dobrze po raz pierwszy&#8230;po wielu próbach i trudach?</p>
<p>Pozdrawiam,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Ewa W</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79463</link>
		<dc:creator>Ewa W</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 15:02:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79463</guid>
		<description>Agnieszko,
ja przede wszystkim nie mam listy cech udanego związku:) i takiej listy nie prezentowałam, nigdy takiej listy nawet nie próbowałam robić. 

Pytasz o &quot;spokój&quot; ... 
Nie wiem, co rozumiesz pod tym pojęciem, co dla Ciebie oznacza spokój.

Dla mnie jest bliski określeniom takim jak harmonia, bliskość, bezpieczeństwo, zaufanie... Dla mnie to stanowi wielką wartość. Ale dla innych może być zupełnie marginalne. Spokój to jest coś, co wypływa z wnętrza i co ma się w sobie. A jak się nie ma w sobie, to warto w sobie poszukać:)

Ewa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Agnieszko,<br />
ja przede wszystkim nie mam listy cech udanego związku:) i takiej listy nie prezentowałam, nigdy takiej listy nawet nie próbowałam robić. </p>
<p>Pytasz o &#8220;spokój&#8221; &#8230;<br />
Nie wiem, co rozumiesz pod tym pojęciem, co dla Ciebie oznacza spokój.</p>
<p>Dla mnie jest bliski określeniom takim jak harmonia, bliskość, bezpieczeństwo, zaufanie&#8230; Dla mnie to stanowi wielką wartość. Ale dla innych może być zupełnie marginalne. Spokój to jest coś, co wypływa z wnętrza i co ma się w sobie. A jak się nie ma w sobie, to warto w sobie poszukać:)</p>
<p>Ewa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Agnieszka Ryczko</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79456</link>
		<dc:creator>Agnieszka Ryczko</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 08:41:59 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79456</guid>
		<description>Dzień dobry

Rozumiem Ewę, Alexa i całą resztę. 
Mam wrażenie, że wielu z czytelników próbuje przekonać do własnych racji. Po co?
Zakładam, że osoby udzielające się tutaj to dorosłe jednostki, które mają swoje mocne dążenia, cele i wyrobione zdanie. Każdy ma prawo do wybierania własnej ścieżki życiowej prowadzącej do szczęścia.
Różnica między nami wszystkimi polega właśnie na tym, że każdemu co innego sprawia radość. 

Ewo, ciekawi mnie czy na Twojej liście cech udanego związku krąży gdzieś &quot;spokój&quot;?

A przy okazji: pewna dobra znajoma przez wiele lat nie była w żadnym intensywnym związku, aż do chwili obecnej, kiedy po dwóch miesiącach znajomości, jej partner wyznaje miłość i wszystko zmierza do... ślubu. Mimo, że sama zamierzam kiedyś związać się z kimś odpowiednim tradycyjnie, to myślę nad stanowczym odradzeniem jej tak szybkiego rozwoju sytuacji. Powinna poczekać i poznać najpierw tę osobę odpowiednio. Czy to ludzkie komuś odmawiać pogoni za szczęściem?

Pozdrawiam, Agnieszka :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dzień dobry</p>
<p>Rozumiem Ewę, Alexa i całą resztę.<br />
Mam wrażenie, że wielu z czytelników próbuje przekonać do własnych racji. Po co?<br />
Zakładam, że osoby udzielające się tutaj to dorosłe jednostki, które mają swoje mocne dążenia, cele i wyrobione zdanie. Każdy ma prawo do wybierania własnej ścieżki życiowej prowadzącej do szczęścia.<br />
Różnica między nami wszystkimi polega właśnie na tym, że każdemu co innego sprawia radość. </p>
<p>Ewo, ciekawi mnie czy na Twojej liście cech udanego związku krąży gdzieś &#8220;spokój&#8221;?</p>
<p>A przy okazji: pewna dobra znajoma przez wiele lat nie była w żadnym intensywnym związku, aż do chwili obecnej, kiedy po dwóch miesiącach znajomości, jej partner wyznaje miłość i wszystko zmierza do&#8230; ślubu. Mimo, że sama zamierzam kiedyś związać się z kimś odpowiednim tradycyjnie, to myślę nad stanowczym odradzeniem jej tak szybkiego rozwoju sytuacji. Powinna poczekać i poznać najpierw tę osobę odpowiednio. Czy to ludzkie komuś odmawiać pogoni za szczęściem?</p>
<p>Pozdrawiam, Agnieszka <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Ewa W</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79451</link>
		<dc:creator>Ewa W</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 23:42:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79451</guid>
		<description>Strideress,
dopowiem jeszcze:
Napisałeś - jak znawca gatunku - że &quot;jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy&quot;
Nie wiem jak ma gatunek, nie jestem ekspertem. Ale ja cenię takze to, co dostaję na przysłowiowej tacy. Zwłaszcza, jeśli to, co na tej tacy jest, mi smakuje:-)

Ewa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress,<br />
dopowiem jeszcze:<br />
Napisałeś &#8211; jak znawca gatunku &#8211; że &#8220;jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy&#8221;<br />
Nie wiem jak ma gatunek, nie jestem ekspertem. Ale ja cenię takze to, co dostaję na przysłowiowej tacy. Zwłaszcza, jeśli to, co na tej tacy jest, mi smakuje:-)</p>
<p>Ewa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Ewa W</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79450</link>
		<dc:creator>Ewa W</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 23:34:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79450</guid>
		<description>Strideress,
Na tym blogu nie ma zwyczaju &quot;panowania&quot; i &quot;paniowania&quot;, więc będe się zwracała bezposrednio, per ty.

Powiem tak:  nie pracuję nad związkiem tylko w nim jestem -  otwarta, prawdziwa, szczera, z zaufaniem i szacunkiem - podobnie jak mój partner. Pracę zostawiam w pracy:-)

Nie wyznaczam w związku celów ani sobie, ani wzajemnej relacji.  Nie określam też sposobów realizacji celów. Cele w związku są dla mnie oczywiste. Celem bycia/bywania razem jest bycie/bywanie razem. Wspólne delektowanie się życiem. I czerpanie z tego bycia dobrej energii, inspiracji, satysfakcji, radości, dobra. I bycie źródłem radości, inspiracji, satysfakcji, dobra, dobrej energii.

Napisałeś: &quot;Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie, ponieważ cele i sposoby ich realizacji zmieniają się pod wpływem różnych okoliczności. To jest właśnie praca nad związkiem i bez niej nie ma mowy o związku z przyszłością. Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. &quot; oraz  &quot;określić już na początku i później “dostosowywać” przez cały okres trwania związku wspólne cele&quot; 

To brzmi dziwnie, sztucznie, obco, &quot;biznesowo&quot;, apodyktycznie. Przegadany i przekombinowany  związek to nie dla mnie. 

Nie wszystko muszę realizować razem z partnerem, nie wszystkie moje cele muszą być rozumiane czy akceptowane (poddawane akceptacji)  a nawet znane mojemu partnerowi. Ważne jest bycie uczciwym, etycznym, prawdziwym. Oprócz bycia w związku mam swój autonomiczny kawałek życia - swoich przyjaciół, swoje sprawy, swoje cele etc. I nie muszę w paczce wnosić tego do wzajemnych relacji, żeby one były bogate, pełne, zdrowe i rozwijające. Mogę, ale nie muszę. I to dotyczy także partnera - nie muszę znać całego jego świata, żeby relacja była dobra i pełna i rozwijająca.

Czas - tak, kalendarz warto ustalać wspólnie, tzn. informować się o tym, kiedy z pewnością nie będziemy razem z racji na obowiązki i plany indywidualne. Te indywidualne aktywności wyznaczają obszar potencjalnie wspólnego czasu. 

Napisałeś: &quot;Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. &quot;
Nie podzielam Twojego przekonania. 
Od wielu wspólnych rozmów omawiających cele i sposoby ich realizacji zdecydowanie wolę wspólny spacer, wspólny posiłek, wspólny seks, wspólny sen, a nawet wspólne nicnierobienie.  

Jeśli praca nad związkiem, nawet tak pojmowana jak przedstawiasz – ma być gwarancją trwałego związku, to ja zdecydowanie wolę brak gwarancji i seryjną monogamię. Pracę mam w pracy. W związku mam radość, przyjemność, odpoczynek, przystań, inspirację, energię, zrozumienie w wielu obszarach, dobry seks, bliskość, etc. 

Napisałeś także: „A seryjna monogamia to swoista ucieczka przed dojrzałością i odpowiedzialnością.”
W moim odczuciu seryjna monogamia jest bliżej odpowiedzialności niż trwanie w nieudanym i przekombinowanym związku. 

Pozdrawiam, Ewa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress,<br />
Na tym blogu nie ma zwyczaju &#8220;panowania&#8221; i &#8220;paniowania&#8221;, więc będe się zwracała bezposrednio, per ty.</p>
<p>Powiem tak:  nie pracuję nad związkiem tylko w nim jestem &#8211;  otwarta, prawdziwa, szczera, z zaufaniem i szacunkiem &#8211; podobnie jak mój partner. Pracę zostawiam w pracy:-)</p>
<p>Nie wyznaczam w związku celów ani sobie, ani wzajemnej relacji.  Nie określam też sposobów realizacji celów. Cele w związku są dla mnie oczywiste. Celem bycia/bywania razem jest bycie/bywanie razem. Wspólne delektowanie się życiem. I czerpanie z tego bycia dobrej energii, inspiracji, satysfakcji, radości, dobra. I bycie źródłem radości, inspiracji, satysfakcji, dobra, dobrej energii.</p>
<p>Napisałeś: &#8220;Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie, ponieważ cele i sposoby ich realizacji zmieniają się pod wpływem różnych okoliczności. To jest właśnie praca nad związkiem i bez niej nie ma mowy o związku z przyszłością. Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. &#8221; oraz  &#8220;określić już na początku i później “dostosowywać” przez cały okres trwania związku wspólne cele&#8221; </p>
<p>To brzmi dziwnie, sztucznie, obco, &#8220;biznesowo&#8221;, apodyktycznie. Przegadany i przekombinowany  związek to nie dla mnie. </p>
<p>Nie wszystko muszę realizować razem z partnerem, nie wszystkie moje cele muszą być rozumiane czy akceptowane (poddawane akceptacji)  a nawet znane mojemu partnerowi. Ważne jest bycie uczciwym, etycznym, prawdziwym. Oprócz bycia w związku mam swój autonomiczny kawałek życia &#8211; swoich przyjaciół, swoje sprawy, swoje cele etc. I nie muszę w paczce wnosić tego do wzajemnych relacji, żeby one były bogate, pełne, zdrowe i rozwijające. Mogę, ale nie muszę. I to dotyczy także partnera &#8211; nie muszę znać całego jego świata, żeby relacja była dobra i pełna i rozwijająca.</p>
<p>Czas &#8211; tak, kalendarz warto ustalać wspólnie, tzn. informować się o tym, kiedy z pewnością nie będziemy razem z racji na obowiązki i plany indywidualne. Te indywidualne aktywności wyznaczają obszar potencjalnie wspólnego czasu. </p>
<p>Napisałeś: &#8220;Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. &#8221;<br />
Nie podzielam Twojego przekonania.<br />
Od wielu wspólnych rozmów omawiających cele i sposoby ich realizacji zdecydowanie wolę wspólny spacer, wspólny posiłek, wspólny seks, wspólny sen, a nawet wspólne nicnierobienie.  </p>
<p>Jeśli praca nad związkiem, nawet tak pojmowana jak przedstawiasz – ma być gwarancją trwałego związku, to ja zdecydowanie wolę brak gwarancji i seryjną monogamię. Pracę mam w pracy. W związku mam radość, przyjemność, odpoczynek, przystań, inspirację, energię, zrozumienie w wielu obszarach, dobry seks, bliskość, etc. </p>
<p>Napisałeś także: „A seryjna monogamia to swoista ucieczka przed dojrzałością i odpowiedzialnością.”<br />
W moim odczuciu seryjna monogamia jest bliżej odpowiedzialności niż trwanie w nieudanym i przekombinowanym związku. </p>
<p>Pozdrawiam, Ewa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79444</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 20:35:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79444</guid>
		<description>Witam,

Panie Alexie, oczywiście, wzajemne urabianie się jest czymś bezsensownym i to zostawmy dla osób skłonnych do manipulowania innymi. Chodzi mi raczej o pracę nad związkiem, by - tak jak Pan pisze - poznać się dobrze na wzajem, ale również by określić już na początku i później &quot;dostosowywać&quot; przez cały okres trwania związku wspólne cele. Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie, ponieważ cele i sposoby ich realizacji zmieniają się pod wpływem różnych okoliczności. To jest właśnie praca nad związkiem i bez niej nie ma mowy o związku z przyszłością. Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. I to jest - IMHO – przyczyna seryjnej monogamii. A dlaczego nie rozmawia się o celach z partnerem? Z powodu lęku przed odrzuceniem…ze strachu, że nasze cele okażą się dla tej drugiej osoby głupie/dziecinne/mało ambitne/tu wstaw swój przykład/sprzeczne  – wzajemnie wykluczające – i w końcu „spirala się zamyka” (co jest w sumie dość głupim określeniem, ale dobrze oddaje sens tego, co mam na myśli) i cele się wykluczają, rozwijamy się inaczej, jak zwał, tak zwał i się rozstajemy. I szukamy usprawiedliwiamy, wymyślając różne teorie, dlaczego jest tak a nie inaczej. Zamiast zatrzymać się na chwilę, wyciągnąć wnioski i pójść do przodu, nie popełniając już tych samych błędów i otwierając się na partnera.

Moim zdaniem, 2 dojrzałe emocjonalnie osoby potrafią się porozumieć i wspólnie rozwijać, nie zaniedbując przy tym własnego rozwoju i nawet, jeśli czasami muszą trochę zmodyfikować swoje plany (z doświadczenia wiem, że głównie w aspekcie czasowym, bo – ktoś, komu naprawdę na nas zależy – jest w stanie dostrzec nasze potrzeby i będzie ), to związek z ukochaną osobą jest tego wart. 

A co do moich związków, skoro już wchodzimy na grunt osobisty (jednorazowo w drodze wyjątku się do tego odniosę, choć takie „osobiste wycieczki” są mało profesjonalne…no, ale to jest blog), to akurat mam za sobą kilka intensywnych związków i teraz też jestem w takim. I wiem czemu się tamte skończyły i czemu ten aktualny trwa nadal, mimo że było dużo przeszkód i wymaga to ode mnie i mojego partnera dużo cierpliwości, wyrozumiałości i zaufania.  I cieszę się, że moich związków było kilka, a nie - wiele, bo rozstawanie się z ludźmi, których się kiedyś kochało nie jest niczym miłym, choć bywa konieczne.

Pani Magdo, związek z inteligentną osobą, mającą własne ambitne plany, zawsze jest dużym wyzwaniem i nie w kwestii kłótni, czy problemów, ale tego jak sobie z tymi problemami radzimy, jak je rozwiązujemy w taki sposób, by osiągnąć sytuację „win-win”, a nie kompromis. Związek jest wyzwaniem, bo wymaga dużej otwartości, empatii  i asertywności. A czy osoby do siebie pasują, czy nie, to można to stwierdzić na początku właśnie rozmawiając, zanim zaangażujemy się w ten cały związek i przywiążemy emocjonalnie. Bycie z niepasującą do nas osobą (pod różnymi względami) jest wynikiem braku dojrzałości. 

A co do starań kobiet o dziecko w obu sytuacjach wspomnianych przez Panią, obie musiały coś poświęcić, coś z siebie dać, z czegoś zrezygnować, coś stracić, żeby coś - a głównie - kogoś zyskać. I nie mierzmy tego czysto ekonomicznie. Bo pierwsza z tych kobiet nie jest tą drugą i nigdy nie była w jej sytuacji i na odwrót, więc nie można tego porównywać…jak i nie można mierzyć miłości i mówić , że kochamy kogoś mniej lub bardziej niż ktoś inny. Czy jeśli – czysto teoretycznie - mam siostrę, z którą kochająca mnie matka, rozumie się lepiej niż ze mną lub pozwala jej dokuczliwe uwagi i nie jest na nią zła, a na mnie się złości lub mówi nie rób tak, to znaczy, że kocha ją bardziej, niż mnie? Nie, kocha ją inaczej, bo ona jest inną osoba niż ja. Czy ja przestanę kochać moją matkę, choć nie traktuje mnie tak samo? Nie. Czy będę bardziej cenić to, co uda mi się dzięki pewnemu wysiłkowi wypracować w naszych relacjach, niż gdyby mnie to nic &quot;nie kosztowało&quot;. Tak, bo czegoś to ode mnie wymaga. A wracając do 2 matek z Pani przykładu, obie będą kochać swoje dzieci – wierzę, że mocno i głęboko - ale inaczej. 

Dalej podtrzymuję, że – jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy. Jesteśmy głodni wyzwań i sukcesów. I nie ma w tym nic złego - wręcz przeciwnie, bo jest to motorem naszego rozwoju, naszej cywilizacji.

A to czy bierzemy z kimś  ślub czy nie, nie jest istotne – bo związek polega na czym innym, niż podpisanie się na papierze i noszenie obrączki. 

Zaś granicę pracy nad związkiem powinien wyznaczać każdy człowiek dla samego siebie. Na tym polega dojrzałość emocjonalna. A seryjna monogamia to swoista ucieczka przed dojrzałością i odpowiedzialnością. Nikomu nie życzę takiego życia.

Pozdrawiam ciepło,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witam,</p>
<p>Panie Alexie, oczywiście, wzajemne urabianie się jest czymś bezsensownym i to zostawmy dla osób skłonnych do manipulowania innymi. Chodzi mi raczej o pracę nad związkiem, by &#8211; tak jak Pan pisze &#8211; poznać się dobrze na wzajem, ale również by określić już na początku i później &#8220;dostosowywać&#8221; przez cały okres trwania związku wspólne cele. Ważne jest też porozmawianie z partnerem o celach indywidualnych i częste wspólne ich omawianie, ponieważ cele i sposoby ich realizacji zmieniają się pod wpływem różnych okoliczności. To jest właśnie praca nad związkiem i bez niej nie ma mowy o związku z przyszłością. Brak takich rozmów uniemożliwia na dłuższą metę wspólny rozwój. I to jest &#8211; IMHO – przyczyna seryjnej monogamii. A dlaczego nie rozmawia się o celach z partnerem? Z powodu lęku przed odrzuceniem…ze strachu, że nasze cele okażą się dla tej drugiej osoby głupie/dziecinne/mało ambitne/tu wstaw swój przykład/sprzeczne  – wzajemnie wykluczające – i w końcu „spirala się zamyka” (co jest w sumie dość głupim określeniem, ale dobrze oddaje sens tego, co mam na myśli) i cele się wykluczają, rozwijamy się inaczej, jak zwał, tak zwał i się rozstajemy. I szukamy usprawiedliwiamy, wymyślając różne teorie, dlaczego jest tak a nie inaczej. Zamiast zatrzymać się na chwilę, wyciągnąć wnioski i pójść do przodu, nie popełniając już tych samych błędów i otwierając się na partnera.</p>
<p>Moim zdaniem, 2 dojrzałe emocjonalnie osoby potrafią się porozumieć i wspólnie rozwijać, nie zaniedbując przy tym własnego rozwoju i nawet, jeśli czasami muszą trochę zmodyfikować swoje plany (z doświadczenia wiem, że głównie w aspekcie czasowym, bo – ktoś, komu naprawdę na nas zależy – jest w stanie dostrzec nasze potrzeby i będzie ), to związek z ukochaną osobą jest tego wart. </p>
<p>A co do moich związków, skoro już wchodzimy na grunt osobisty (jednorazowo w drodze wyjątku się do tego odniosę, choć takie „osobiste wycieczki” są mało profesjonalne…no, ale to jest blog), to akurat mam za sobą kilka intensywnych związków i teraz też jestem w takim. I wiem czemu się tamte skończyły i czemu ten aktualny trwa nadal, mimo że było dużo przeszkód i wymaga to ode mnie i mojego partnera dużo cierpliwości, wyrozumiałości i zaufania.  I cieszę się, że moich związków było kilka, a nie &#8211; wiele, bo rozstawanie się z ludźmi, których się kiedyś kochało nie jest niczym miłym, choć bywa konieczne.</p>
<p>Pani Magdo, związek z inteligentną osobą, mającą własne ambitne plany, zawsze jest dużym wyzwaniem i nie w kwestii kłótni, czy problemów, ale tego jak sobie z tymi problemami radzimy, jak je rozwiązujemy w taki sposób, by osiągnąć sytuację „win-win”, a nie kompromis. Związek jest wyzwaniem, bo wymaga dużej otwartości, empatii  i asertywności. A czy osoby do siebie pasują, czy nie, to można to stwierdzić na początku właśnie rozmawiając, zanim zaangażujemy się w ten cały związek i przywiążemy emocjonalnie. Bycie z niepasującą do nas osobą (pod różnymi względami) jest wynikiem braku dojrzałości. </p>
<p>A co do starań kobiet o dziecko w obu sytuacjach wspomnianych przez Panią, obie musiały coś poświęcić, coś z siebie dać, z czegoś zrezygnować, coś stracić, żeby coś &#8211; a głównie &#8211; kogoś zyskać. I nie mierzmy tego czysto ekonomicznie. Bo pierwsza z tych kobiet nie jest tą drugą i nigdy nie była w jej sytuacji i na odwrót, więc nie można tego porównywać…jak i nie można mierzyć miłości i mówić , że kochamy kogoś mniej lub bardziej niż ktoś inny. Czy jeśli – czysto teoretycznie &#8211; mam siostrę, z którą kochająca mnie matka, rozumie się lepiej niż ze mną lub pozwala jej dokuczliwe uwagi i nie jest na nią zła, a na mnie się złości lub mówi nie rób tak, to znaczy, że kocha ją bardziej, niż mnie? Nie, kocha ją inaczej, bo ona jest inną osoba niż ja. Czy ja przestanę kochać moją matkę, choć nie traktuje mnie tak samo? Nie. Czy będę bardziej cenić to, co uda mi się dzięki pewnemu wysiłkowi wypracować w naszych relacjach, niż gdyby mnie to nic &#8220;nie kosztowało&#8221;. Tak, bo czegoś to ode mnie wymaga. A wracając do 2 matek z Pani przykładu, obie będą kochać swoje dzieci – wierzę, że mocno i głęboko &#8211; ale inaczej. </p>
<p>Dalej podtrzymuję, że – jako gatunek – nie cenimy tego, co dostajemy podane na tacy. Jesteśmy głodni wyzwań i sukcesów. I nie ma w tym nic złego &#8211; wręcz przeciwnie, bo jest to motorem naszego rozwoju, naszej cywilizacji.</p>
<p>A to czy bierzemy z kimś  ślub czy nie, nie jest istotne – bo związek polega na czym innym, niż podpisanie się na papierze i noszenie obrączki. </p>
<p>Zaś granicę pracy nad związkiem powinien wyznaczać każdy człowiek dla samego siebie. Na tym polega dojrzałość emocjonalna. A seryjna monogamia to swoista ucieczka przed dojrzałością i odpowiedzialnością. Nikomu nie życzę takiego życia.</p>
<p>Pozdrawiam ciepło,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Alex W. Barszczewski</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79420</link>
		<dc:creator>Alex W. Barszczewski</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 22:56:27 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79420</guid>
		<description>Strideress
Witaj na naszym blogu :-)

Piszesz:&quot;nad każdym związkiem i w ogóle każdą relacją trzeba pracować - zwłaszcza na początku. &quot;
To zależy od tego, co nazywasz &quot;pracą nad związkiem&quot;
Jeżeli ta &quot;praca&quot; polega na poznawaniu się i wynajdywaniu na ile pasujemy do siebie to zgoda, jeżeli ma to polegać na wzajemnym &quot;urabianiu się&quot; to mam odmienne zdanie.
Całkowicie nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem &quot;że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo, co ma na wyciągnięcie ręki. &quot;
Polecam lekturę mojego postu http://alexba.eu/2007-04-27/rozwoj-kariera-praca/dobre-rzeczy-bez-trudu/
Twoja spekulacja:&quot;Może cała ta “seryjna monogamia” to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem? &quot; to, z całym szacunkiem, obraz świata człowieka, który nie był w wielu intensywnych związkach.

Magmal
Widzę te sprawy podobnie do Ciebie

Pozdrawiam serdecznie juz z Berlina
Alex</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress<br />
Witaj na naszym blogu <img src='http://alexba.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Piszesz:&#8221;nad każdym związkiem i w ogóle każdą relacją trzeba pracować &#8211; zwłaszcza na początku. &#8221;<br />
To zależy od tego, co nazywasz &#8220;pracą nad związkiem&#8221;<br />
Jeżeli ta &#8220;praca&#8221; polega na poznawaniu się i wynajdywaniu na ile pasujemy do siebie to zgoda, jeżeli ma to polegać na wzajemnym &#8220;urabianiu się&#8221; to mam odmienne zdanie.<br />
Całkowicie nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem &#8220;że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo, co ma na wyciągnięcie ręki. &#8221;<br />
Polecam lekturę mojego postu <a href="http://alexba.eu/2007-04-27/rozwoj-kariera-praca/dobre-rzeczy-bez-trudu/" rel="nofollow">http://alexba.eu/2007-04-27/rozwoj-kariera-praca/dobre-rzeczy-bez-trudu/</a><br />
Twoja spekulacja:&#8221;Może cała ta “seryjna monogamia” to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem? &#8221; to, z całym szacunkiem, obraz świata człowieka, który nie był w wielu intensywnych związkach.</p>
<p>Magmal<br />
Widzę te sprawy podobnie do Ciebie</p>
<p>Pozdrawiam serdecznie juz z Berlina<br />
Alex</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Magmal</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79418</link>
		<dc:creator>Magmal</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 22:16:01 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79418</guid>
		<description>Strideress piszesz „Może cała ta “seryjna monogamia” to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem „ 
    Ja inaczej rozumiem termin seryjna monogamia. Dla mnie to  związek uczuciowy/sexualny/pełen zaangażowania itp... z jednym partnerem . Taki związek trwa do momentu gdy ludzie dochodzą do wniosku ze ich drogi się rozeszły i dalsze wspólne egzystowanie będzie powodować frustrację, cierpienie, generalnie będzie działać destrukcyjnie na obie osoby. Po zakończeniu takiego związku , po jakimś czasie spotyka się inna osobę i znowu wchodzi się w pełen uczuć i zaangażowania związek.  Seryjna monogamia nie wyklucza zaangażowania,co więcej uważam nie nie da się stworzyć jakiegokolwiek związku bez zaangażowania,  ale niekoniecznie trzeba to zaangażowanie potwierdzić aktem ślubu.
      Zastanawiam się też nad sensem pracy nad związkiem. Gdzie jest ta granica ? Jeśli dwoje ludzi do siebie nie pasuje żadna praca  nie pomoże. Owszem w wielu sytuacjach można pójść na kompromis, ale nie jest to sytuacja win-win i takie życie w wiecznym kompromisie jest frustrujące. Stąd lepiej poszukać sobie nowego partnera, jeśli obecny związek wymaga od nas zbyt wielu kompromisów w których czujemy się niewygodnie. Na tym właśnie polega ta seryjna monogamia- to jest to sytuacja win-win. Nawet jeśli z początku tak się nie wydaje bo w rozstaniach jest często tak, że jedna strona chce tego bardziej niż druga .Ale  właśnie rozstanie daje możliwość i szansę obu stronom na ponowne rozpoczęcie  nowej,lepszej niż poprzednia i szczęśliwej  relacji.
     Kompletnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, „że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo” To uważasz, że jeśli kobieta, która stara się o dziecko i zachodzi w ciąże za pierwszym razem będzie  je mniej kochać  niż gdyby zaszła w ciążę po miesiącach prób i leczenia??????
Strideress, chciałabym też wiedzieć czym  jest dla Ciebie wyzwanie w związku? Pytam bo tak jak większość lubię wyzwania, tylko dla mnie wyzwaniem nie jest kłótnia czy  problem pojawiający się w związku. W ogóle nie traktuje związku jako rodzaj wyzwania, ale z chęcią poznam Twój punkt widzenia.
Pozdrawiam
Magda</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Strideress piszesz „Może cała ta “seryjna monogamia” to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem „<br />
    Ja inaczej rozumiem termin seryjna monogamia. Dla mnie to  związek uczuciowy/sexualny/pełen zaangażowania itp&#8230; z jednym partnerem . Taki związek trwa do momentu gdy ludzie dochodzą do wniosku ze ich drogi się rozeszły i dalsze wspólne egzystowanie będzie powodować frustrację, cierpienie, generalnie będzie działać destrukcyjnie na obie osoby. Po zakończeniu takiego związku , po jakimś czasie spotyka się inna osobę i znowu wchodzi się w pełen uczuć i zaangażowania związek.  Seryjna monogamia nie wyklucza zaangażowania,co więcej uważam nie nie da się stworzyć jakiegokolwiek związku bez zaangażowania,  ale niekoniecznie trzeba to zaangażowanie potwierdzić aktem ślubu.<br />
      Zastanawiam się też nad sensem pracy nad związkiem. Gdzie jest ta granica ? Jeśli dwoje ludzi do siebie nie pasuje żadna praca  nie pomoże. Owszem w wielu sytuacjach można pójść na kompromis, ale nie jest to sytuacja win-win i takie życie w wiecznym kompromisie jest frustrujące. Stąd lepiej poszukać sobie nowego partnera, jeśli obecny związek wymaga od nas zbyt wielu kompromisów w których czujemy się niewygodnie. Na tym właśnie polega ta seryjna monogamia- to jest to sytuacja win-win. Nawet jeśli z początku tak się nie wydaje bo w rozstaniach jest często tak, że jedna strona chce tego bardziej niż druga .Ale  właśnie rozstanie daje możliwość i szansę obu stronom na ponowne rozpoczęcie  nowej,lepszej niż poprzednia i szczęśliwej  relacji.<br />
     Kompletnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, „że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo” To uważasz, że jeśli kobieta, która stara się o dziecko i zachodzi w ciąże za pierwszym razem będzie  je mniej kochać  niż gdyby zaszła w ciążę po miesiącach prób i leczenia??????<br />
Strideress, chciałabym też wiedzieć czym  jest dla Ciebie wyzwanie w związku? Pytam bo tak jak większość lubię wyzwania, tylko dla mnie wyzwaniem nie jest kłótnia czy  problem pojawiający się w związku. W ogóle nie traktuje związku jako rodzaj wyzwania, ale z chęcią poznam Twój punkt widzenia.<br />
Pozdrawiam<br />
Magda</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Strideress</title>
		<link>http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79400</link>
		<dc:creator>Strideress</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 01:54:39 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://alexba.eu/2007-08-16/rozwoj-kariera-praca/seryjna-monogamia/#comment-79400</guid>
		<description>Witam,

to moja pierwsza wizyta na tym blogu, który (jak i ten post) został mi polecony przez kogoś &quot;śledzącego&quot; go już od jakiegoś czasu

Przyznam, że nie zgadzam się kompletnie z następującym fragmentem:

&quot;Ta nieświadomość własnych potrzeb i preferencji po którejkolwiek ze stron prowadzi często do pochopnego wchodzenia w niepasujące związki, nad którymi prawie od początku “trzeba pracować“. Czasem tej pracy okazuje się być za dużo i wspólne życie kończy się rozstaniem.&quot;

Moim zdaniem, nad każdym związkiem i w ogóle każdą relacją trzeba pracować - zwłaszcza na początku. Przecież każdy z nas jest inny, wzrastał w innym otoczeniu i stosuje inne style konwersacyjne (często zupełnie inne nawet w ramach tej samej płci). Poza tym, czy związek nie jest wart pewnego wkładu pracy z obu stron...zwłaszcza, że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo, co ma na wyciągnięcie ręki. Każdy - a przynajmniej - znaczna większość ludzi lubi wyzwania. Może cała ta &quot;seryjna monogamia&quot; to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem?

Pozdrawiam,
Strideress</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witam,</p>
<p>to moja pierwsza wizyta na tym blogu, który (jak i ten post) został mi polecony przez kogoś &#8220;śledzącego&#8221; go już od jakiegoś czasu</p>
<p>Przyznam, że nie zgadzam się kompletnie z następującym fragmentem:</p>
<p>&#8220;Ta nieświadomość własnych potrzeb i preferencji po którejkolwiek ze stron prowadzi często do pochopnego wchodzenia w niepasujące związki, nad którymi prawie od początku “trzeba pracować“. Czasem tej pracy okazuje się być za dużo i wspólne życie kończy się rozstaniem.&#8221;</p>
<p>Moim zdaniem, nad każdym związkiem i w ogóle każdą relacją trzeba pracować &#8211; zwłaszcza na początku. Przecież każdy z nas jest inny, wzrastał w innym otoczeniu i stosuje inne style konwersacyjne (często zupełnie inne nawet w ramach tej samej płci). Poza tym, czy związek nie jest wart pewnego wkładu pracy z obu stron&#8230;zwłaszcza, że nikt nie szanuje i nie ceni tego, co przychodzi mu łatwo, co ma na wyciągnięcie ręki. Każdy &#8211; a przynajmniej &#8211; znaczna większość ludzi lubi wyzwania. Może cała ta &#8220;seryjna monogamia&#8221; to nic innego, jak filozofia mająca na celu usprawiedliwienie braku chęci/zdolności do prawdziwego zaangażowania się z powodu lęku przed odrzuceniem/porzuceniem?</p>
<p>Pozdrawiam,<br />
Strideress</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

