Ostatnio na stronie internetowej nowego “Dziennika” w tekście napisanym przez redaktora naczelnego natknąłem się na taki tekst
”Nie jesteśmy, jak inne gazety, surowym, karcącym nieustannie wychowawcą społeczeństwa. My nie pouczamy. Nie mówimy, co należy myśleć. Jesteśmy partnerem i przyjacielem naszych Czytelników, a nie ich mentorem”
Zdziwiony takim najwyraźniej negatywnym spojrzeniem na temat mentorstwa zajrzałem do Słownika PWN a tam:
“mentor m IV, DB. -a, Ms. ~orze; lm M. ~orzy, DB. -ów
Pobierać lekcje u drogich mentorów.
Przybierać wobec kogoś ton mentora.”
Znów negatywny wydźwięk w tej “nowoczesnej” definicji.
Z całym szacunkiem, takie spojrzenie ma ktoś, kto nigdy w życiu nie miał szczęścia mieć prawdziwego mentora (częsta przypadłość w której historyczno-socjologiczne przyczyny nie będę teraz się zagłębiał
)
Jeśli chcecie w życiu coś osiągnąć, to dobry mentor jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie się Wam mogą przydarzyć.
Wyobraźcie sobie doświadczonego przyjaciela, z którym macie bardzo otwartą komunikację. Kogoś, z kim możecie całkowicie szczerze i będąc pewnymi jego dyskrecji omówić wszelkie aspekty Waszego życia i pracy zawodowej. Kogoś, kto służy Wam nie tylko swoją wiedzą, ale też i kontaktami, co jest przecież niezwykle ważne. I wreszcie kogoś, komu zależy na Waszym sukcesie, bo inaczej tego mentoringu by się nie podjął.
Ja miałem w moim życiu kilku znaczących mentorów i bez znajomości z nimi nie byłbym dzisiaj tam, gdzie jestem.
Masz swojego mentora, czy jesteś Zosią Samosią?



2 Comments
Jak tylko spotykam ludzi, którzy są mądrzy, to staram się z nimi przebywać i rozmawiać otwarcie
Naprawdę warto
Sądzę, że ten, który nie miał szczęścia spotkać na swojej drodze prawdziwego mentora po prostu nigdy go nie szukał, bądź go nie chciał spotkać. Niestety dość często obserwuję postawę/deklarację, że przyznanie się do niewiedzy jest oznaką słabości. Ja osobiście nie chciałabym obudzić się któregoś dnia ze świadomością, że już wszystko wiem/wszystko umiem, bo oznaczałoby to, że czas umierać . Natomiast, każdą osobę, która jest ode mnie „wyższa” w jakimkolwiek względzie, z lubością wykorzystuję (oczywiście za porozumieniem stron), jako swego rodzaju drogowskaz pokazujący ciekawe miejsca, przemyślenia, książki itp., jak również zasadzki. Wychodzę z założenia, że szkoda mi czasu na kręcenie się w kółko, bądź samotną eksplorację rzeczywistości. Oczywiście nie oznacza to, że ślepo powielam zdanie, bądź gusta mentora (w tym względzie jestem dość asertywna), ale mam okazję korzystać z jego pracy, jaką włożył w selekcję owej rzeczywistości. Uważam, że umiejętność korzystania z wiedzy innych ludzi jest tak samo podstawowa, jak surfowanie po Internecie.