Twoja wartość rynkowa

Porozmawiajmy, o tym, od czego zależy nasza wartość rynkowa na szeroko rozumianym rynku pracy (wszystko jedno, czy jako pracownik najemny, czy jako freelancer.

Stara prawda (którą potwierdzają też moje obserwacje) mówi że:

Nasza wartość rynkowa = Umiejętności zawodowe x Umiejętność sprzedania siebie x Nasze kontakty

Jeśli teraz każdy z tych czynników ocenialibyśmy w skali od 1 do 10, to jak tak patrzę na znanych mi ludzi (nie będacych w senior managemencie, czy sprzedaży) w wieku 22-35 lat to średnio rzecz biorąc wygląda to następująco:

umiejętności zawodowe 7-8 (przeważnie są to dobrze wykształceni ludzie z doświadczeniem zawodowym)

umiejętności sprzedania się 2 (tak, tak, w szkole tego nie uczą a obiegowe metody i podejścia są często kontraproduktywne)

kontakty 1 (!!!) Większość ludzi ma ograniczony krąg znajomych, do tego wśród osób dość podobnych do nich samych

Daje to, według naszego równania:

7×2x1=14    (na 1000 możliwych!!!!)

Mamy już odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielu ludzi narzeka na niskie zarobki?  Do tego większość z nich stara się tę wartość podnieść pracując nad tym, co najlepiej robili dotychczas, czyli podnosząc swoje kwalifikacje zawodowe. Abyśmy się dobrze zrozumieli, nie ma w tym nic złego. Ja sam przeznaczam 1-4 godzin dziennie na dalsze kształcenie się. Niemniej zgodnie z zasadą Pareto można by część zasobów przesunać w kierunku poprawienia pozostałych dwóch czynników i przy ich niskim stanie wyjściowym osiągnąć szybką poprawę. Zobaczmy co stało by się z naszym przykładem po poprawie umiejętności sprzedania się z 2 na 3, a kontaktów z 1 na 2, co przy niskich wartościach początkowych tych zakresów powinno w sumie być bardzo proste:

7×3x2=42   czyli wzrost o 300%

Dla porównania zobaczmy co stało by się, gdybyśmy zamiast pracować nad sprzedażą i kontaktami podnieśli nasze umiejętności zawodowe o 2 punkty:

 9×2x1=18   czyli wzrost o zaledwie niecałe 29%

 Jeśli chcecie, to do następnego spotkania możecie oszacować jak wygląda ten współczynnik u Was. 

W najbliższych postach w tym temacie porozmawiamy o tym, jak popracować nad kontaktami.

Na zakończenie dwie uwagi:

  • Widać wyraźnie, że piszę o ludziach, którzy mają już spore umiejętności zawodowe (ta siódemka to nie byle co). Podkreślam jeszcze raz, ze są one konieczne, bo dziś na pozoranctwie daleko się nie zajedzie (zwłaszcza w dobrych firmach)
  • Jak zwykle w takich sprawach – nie wierzcie mi na słowo, użyjcie własnego rozumu :-)

49 Comments

  1. Posted November 4, 2006 at 19:06 | Permalink

    Alex: Mam podstawowe zastrzeżenie do tego schematu (wzoru) – zakładasz w nim milcząco, że na wartość rynkową znajomości i umiejętność sprzedania się mają jednakowy wpływ (i taki sam, jak umiejętności). A to na pewno zależy od zawodu (wykonywanej pracy). Sprzedawca musi mieć super kontakty – im większe ma te kontakty, tym lepiej dla tego, dla kogo pracuje. Stolarz nie musi mieć żadnych kontaktów, aby być super stolarzem (super wydajnym itp.)

    Wszystkie te czynniki mają wpływ pewnie w zawodach menadżerskich (tam i merytoryka branży/zarządzanie ludźmi i zasobami; i kontakty, i sprzedanie się zatrudniającemu czy partnerowi w interesach wydają się równie istotne). Ale w wielu innych – nie. A zatem inwestycja w poprawianie umiejętności w niektórych zawodach da lepsze efekty niż np. w kontakty. Tak myślę ;)

  2. Posted November 4, 2006 at 22:02 | Permalink

    Elsindel

    Naturalnie, że przedstawiony wzór jest pewnym uproszczeniem.
    Nie zmienia to faktu, iż działa on w wiąkszości przypadków. Ten podany przez Ciebie przykład też to potwierdza: nawet jeśli ten stolarz będzie po prostu super wydajnym fachowcem, to bez pozostałych czynników jego wartość rynkowa, a co za tym idzie też i zarobki będą kiepskie. Zgadza się? :-)

  3. KrzysiekK
    Posted April 25, 2008 at 16:55 | Permalink

    Jestem ciekawy w jaki sposób Wy (czytelnicy bloga) pracujecie nad powiększenie swoich kontaktów zawodowych?

  4. Posted May 1, 2008 at 21:24 | Permalink

    KrzysiekK

    Jak ja to robię, opisuję na blogu. Dobrą praktyką jest powiększanie kontaktów nie tylko zawodowych, lecz ogólnie z różnymi ludźmi. Można wtedy dość do dużej wprawy w ich nawiązywaniu

    Pozdrawiam serdecznie

    Alex

  5. Posted May 2, 2008 at 07:31 | Permalink

    Oprócz blogu Alexa polecam książkę o znaczeniu kontaktów w biznesie, która ostatnio ukazała się na polskim rynku:
    Keith Ferrazzi, Tahl Raz “Nigdy nie jedz sam, czyli sekrety sukcesów w biznesie”

  6. Posted May 2, 2008 at 23:19 | Permalink

    @TesTeq

    Alex już kilkukrotnie wspominał w komentarzach, że książki tłumaczone nie są wolne od błędów. Aczkolwiek pozycja Ferrazziego jest naprawdę godna polecenia, niezależnie od tego w którym miejscu w życiu (tak zawodowym jak prywatnym) się w danym momencie znajdujemy.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ludwik

  7. Posted May 3, 2008 at 00:00 | Permalink

    TesTeq, Ludwik:

    Powiedzcie coś o książce Ferrazziego. O czym dokładnie jest, jakie lekcje z niej płyną, na ile wartościowe rzeczy w niej są? Rozpocząłem dość intensywną pracę nad sobą i nad poprawą moich kontaktów, wskrzeszaniu tych zaniedbanych i nawiązywaniu nowych. Chciałbym wiedzieć co to za typ książki:
    - poradnik jak nawiązywać znajomości,
    - obraz i ważność kontaktów w naszym życiu,
    - i to i to,
    - może jakaś inna formuła?

    Ludwik: czy angielskie wydanie jest dość przystępnie napisane, prostym angielskim? Wolę wersję angielską, lecz mój angielski jest dość słaby :)

    Dziękuję z góry za odpowiedź.
    Pozdrawiam Was,
    Orest

  8. Posted May 3, 2008 at 01:04 | Permalink

    Orest
    Ferraziego przeczytałem w oryginale jak tylko się pokazała (jak zwykle zresztą :-) )
    Autor jest co prawda ekstremistą networkingu, wiele jego zaleceń jest przydatnych i dlatego sprezentowałem tę książkę kilku zaprzyjaźnionym managerom. Tak naprawdę, do naszych celów wystarczy odpowiednio dobrane 20% podawanych tam rad i metod.
    I tak jak wspominał Ludwik – takie rzeczy trzeba czytać w oryginale, na ogół są one napisane przystępnym językiem.

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  9. Posted May 3, 2008 at 12:39 | Permalink

    Alex:

    Dziękuję. Jak wrócę z grilla to zamówię sobie. Chcę angielskie wydanie, lecz jakby było zbyt trudne to bym wziął polskie… ale jak mówisz, że w miarę proste to biorę angielskie :)

    Pozdrawiam,
    Orest

  10. Posted May 3, 2008 at 19:07 | Permalink

    Alex: Z którego roku masz wydanie Never Eat Alone…? Znalazłem w empiku angielskie z 2005 (tłumaczenie jest 2008). Jest jakieś nowsze wydanie angielskie?

    Orest

  11. Posted May 3, 2008 at 19:15 | Permalink

    Orest
    Napisałem “Ferraziego przeczytałem w oryginale jak tylko się pokazała “, więc mam pierwsze wydanie hard cover z 2005 :-)

    Pozdrawiam
    Alex

  12. Posted May 3, 2008 at 19:45 | Permalink

    No tak :) Klik i zamówione. Dziękuję :)

    Orest

  13. Gregor
    Posted July 29, 2008 at 15:31 | Permalink

    Witam

    A jak zwiekszyć liczbę naszych kontatków z 1 w górę np do 3,4 jeśli pracujemy np. na etacie ?
    Jakieś pomysły?

    Pozdrawiam

  14. tomcio44
    Posted July 29, 2008 at 20:47 | Permalink

    @Gregor

    Pisz ciekawego bloga na tematy w których chcesz się specjalizować (wbrew pozorom jest ich w polskiej blogosferze bardzo mało, ja z nietechnicznych znam dosłownie kilka). Jak będzie ciekawy czytelnicy go odnajdą, a to zaowocuje kontaktami.

    Pozdrawiam
    Tomek

  15. Posted July 30, 2008 at 07:06 | Permalink

    Gregor:

    Odpowiedzi znajdziesz w książce o której pisaliśmy z Alexem: “Never Eat Alone – Kaith Ferrazzi”. Polecam.

    Pozdrawiam,
    Orest

  16. Posted July 30, 2008 at 12:23 | Permalink

    Gregor
    Sugestie Tomka i Oresta są dobre, plus warto poczytać na blogu o byciu miłym, nie mówieniu o sobie itp.
    Potem zbierz trochę odwagi i zacznij zagadywać różnych ludzi. Nawet jeśli na początku rezultaty nie będą Cię zadowalać, to nabierzesz doświadczenia i wyczucia.

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  17. Gregor
    Posted August 1, 2008 at 15:53 | Permalink

    Książke już zamówiłem. Jeśli chodzi o blog to przeczytałem kilka lub kilkanaście postów na różne tematy.. codziennie coś doczytuje.. :)

  18. Posted May 17, 2009 at 10:48 | Permalink

    Właściwie dopiero teraz zaczynam odgrzebywać starsze wpisy Alexa – zaczynając od najstarszych ;-) .
    Ten post mnie zaciekawił. Sama moje “kontakty” mam rzeczywiście marniutkie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to znacznie ogranicza możliwości rozwoju firmy. Networking niestety budzi we mnie niezbyt sympatyczne skojarzenia. (To chyba kolejna bariera, którą powinnam pokonać). Sama “sprzedaż” również jest słowem, o którym najchętniej zapomniałabym. Dlatego wybrałam być może okrężną drogę, ale dającą komfort pozostania w cieniu, braku konieczności bywania tu i tam i rozprzestrzeniania informacji o tym co oferuję. W zamian bywam tam gdzie chcę i rozmawiam o czym chcę, mówiąc czym się zajmuję zarobkowo dopiero gdy ktoś o to pyta, zazwyczaj bez wdawania się w szczegóły (jest to temat rzadko interesujący towarzyszy rozmów).
    Otóż wybrałam metodę, polegającą na sprzedawaniu bez sprzedawania. Do tej pory tylko jednego klienta pozyskałam “aktywnie”, wszyscy pozostali sami się do mnie zgłosili. Owszem, w chwili gdy już się ktoś zgłosi muszę się wykazać inwencją, w końcu każdy projekt jest inny i wymaga zastosowania innych metod. Każda oferta jest więc przygotowywana indywidualnie. Ale przynajmniej nie muszę nigdzie jeździć i spotykać się z klientami, tylko siedzę w domu i wszystko załatwiam e-mailowo lub przez telefon. Mam wrażenie, że taki sposób pozyskiwania klienta jest najtańszy, najmniej czasochłonny oraz najmniej energochłonny.
    Metody sprzedaży bez sprzedaży próbuję właśnie udoskonalić, ponieważ ilość tych zgłaszających się klientów nie satysfakcjonuje mnie, zastanawiam się też nad pokonaniem tej niechęci do networkingu, ale raczej w drugiej kolejności.
    Pytanie do Alexa – co o takim podejściu sądzisz? Czy bez kontaktów nie da się rozwinąć firmy do normalnych rozmiarów, czy jednak jest to możliwe?

  19. Posted May 17, 2009 at 19:09 | Permalink

    stopaprocentowa pisze: “Czy bez kontaktów nie da się rozwinąć firmy do normalnych rozmiarów, czy jednak jest to możliwe?”

    Co to są “normalne rozmiary” firmy?

  20. Posted May 18, 2009 at 05:46 | Permalink

    takie, w których wszystkie (lub prawie wszystkie) funkcje jakie obecnie w firmie sprawuję przejmują pracownicy, a dochód “sam się tworzy” ;-) .

  21. Posted July 23, 2009 at 01:43 | Permalink

    Zastanawiam się nad jakimś dobrym substytutem dla “nasze kontakty”. Przyznam, że jako inwalida towarzyski (gdzie jakikolwiek kontakt z ludźmi musi opierać się na konkretnej sprawie, najlepiej gdy to ta druga strona ma sprawę do mnie, a po sprawie robimy “papa” i każdy w swoją stronę) znacząco obliża to wynik tego równania. Chodzi mi po głowie “szeroko rozprzestrzeniona informacja o mojej osobie” lub “mocno wyróżniona “purple cow”". Co o tym sądzisz?

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  22. Ewa W
    Posted July 23, 2009 at 06:40 | Permalink

    Orest,

    Nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem pierwsze zdanie a raczej to, co chcesz powiedzieć 9bo słowa są oczywiste):

    Co chcesz powiedzieć? Że może znajdzie sie coś co zastąpi kontakt z ludźmi? Znajomych? Szeroka informacja daje to, ze być moze ludzie przyjdą do Ciebie. Jednak budowanie relacji z ludzmi, kontakty, takze te niebiznesowe o których tu Alex pisał, ze są wartosciowe i ze dobrze je mieć, wymagaja aktywnosci obu stron, -bez Twojej się nie obędzie.

    Kontakty z ludźmi to coś co mnie ubogaca, rozwija. Sprowadzajac to do “załatwiania spraw” nie masz szans poznawania ludzi a tym bardziej delektowania się nimi. Uzywamy sie wtedy wzajemnie do załatwiania spraw, a to za mało, także w relacjach dotyczących biznesu czasem potrzeba wiecej… zaangażowania.

    Moze zamiast nad substytutem warto pomyśleć o procesie rehabilitacji inwalidy?
    To oczywiscie moje zdanie.

    Pozdrawiam

  23. Posted July 23, 2009 at 10:55 | Permalink

    Ewa:
    I właśnie takimi czysto towarzyskimi kontaktami czy spotkaniami z ludźmi nie delektuję się, nie czuję się wzbogacony. Co innego jak ktoś ma sprawę do mnie, a ja mogę i chcę pomóc to wtedy ma moje pełne zaangażowanie.

    W zeszłym roku (3 maja) pisałem o rozpoczęciu pracy nad nawiązywaniem i wskrzeszaniem kontaktów… i po ponad roku wcale mi się to nie widzi. Podobało mi się to co kiedyś napisałaś jak Alex utrzymuje kontakty z klientami i z ludźmi, że ich odwiedza, pyta co słychać. Lecz to u mnie nie zafunkcjonuje, bo pytanie “co słychać” w moją stronę to najtrudniejsze pytanie jakie można mi zadać, a z mojej strony jest ono nieszczere. A bez tego otwarcia do pytania “Co Was boli? Co mogę dla Was zrobić?” daleko.

    A jako, że przesłanie tego bloga jest “poznaj co jest możliwe i wybierz swój sposób na życie” to właśnie szukam sposobu na to jak zastąpić właśnie takie kontakty o jakich piszesz czymś innym… i narazie nie bardzo mam pomysł jak to zrobić, szczególnie, że to co chcę robić będzie dotyczyło pracy z/nad ludźmi :)

    I bardzo sobie cenię Twoje zdanie.
    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  24. Ewa W
    Posted July 23, 2009 at 11:34 | Permalink

    Orest,
    napisałeś:
    “pytanie “co słychać” w moją stronę to najtrudniejsze pytanie jakie można mi zadać, a z mojej strony jest ono nieszczere. A bez tego otwarcia do pytania “Co Was boli? Co mogę dla Was zrobić?” daleko.”

    Moze się mylę, ale na podstawie swojego doświadczenia i doswiadczenia ludzi z mojego otoczenia mogę powiedziec, ze to się daje wyćwiczyć i staje się naturalne. jednym przychodzi to latwiej, inni muszą pocwiczyć wiecej.
    Moze warto pomyśleć, czym zastąpić klasyczne i puste “co slychać” (odpowiedź wskazana: “zależy gdzie ucho przylożyć”) na pytanie bliższe czlowiekowi, widzące człowieka.. Może warto sobie taki zestaw ćwiczeniowy przygotować, przemyśleć, poćwiczyć na sobie i na innych… To nie chodzi o to, by od razu zrobić z tego ścieżkę sprzedaży, ale żeby swobodnie się poczuć w konwersacji i tę swobodę wykorzystać:) Tym bardziej warto jeśli Twoja praca ma dotyczyć ludzi:) tak sobie o tym myślę, ale nie mam monopolu na wiedzę.

    Ewa

  25. Posted July 23, 2009 at 12:08 | Permalink

    Ewa:
    Mam świadomość, że tego można się nauczyć, potrzebną wiedzą też dysponuję (w końcu specjalizuję się w obserwowaniu ludzi i rozumieniu ludzkich zachowań). Niestety byłaby to rzecz, którą musiałbym się nauczyć wbrew własnej, wewnętrznej potrzebie.

    Dość intensywnie myślę o skojarzeniu z moją osobą takiego konkretnego podejścia – ktoś ma sprawę to uderza do mnie, bez żadnych wstępów, budowania relacji, follow up’ów. W takich sytuacjach dobrze sobie radzę i wspominam je bardzo przyjemnie.

    Zagadnienie kontaktów ma u mnie w tym roku wysoki priorytet (z racji tego, że mój wynik tego równiania w poście wychodzi marnie). Tak więc wszelkie Twoje wskazówki w tym temacie są bardzo cenne :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  26. Ewa W
    Posted July 23, 2009 at 18:18 | Permalink

    Orest – wbrew własnej wewnętyrznej potrzebie, ale byc moze zgodnie z potrzebą wynikającą z czynników zewnętrznych czyliu zgodnie z zewnętrzną potrzebą…

    “ktoś ma sprawę to uderza do mnie, bez żadnych wstępów, budowania relacji, follow up’ów” – tak, ale do tego według mnie najpierw potrzebne jest zbudowanie relacji, powiadomienie swiata (a ten najlepiej się informuje z ust do ust, na bazie rekomendacji) a do tego lepsze niz billboardy są ludzkie polecenia wynikajace z kontaktów i relacji.

    Ja tak polecam lekarzy, pana od mebli, parkieciarza, producenta parkietu, optyka, weterynarza etc. Ale dlatego, ze jestem z nich zadowolona i dlatego, ze zbudowana została relacja zaufania. jeśli mam wybrać spośród 2 speców od tego samego, jednakowo dobrych, w porównywalnych cenach, to wybieram tego, z którym “mi sie lepiej jest”;). Bo mam “wartośc dodaną”. A przy okazji oni potem korzystaja z moich kontaktów i tworzy sie sieć ludzi majacych bardzo dobre wzajemne relacje.

    A jeśli Twoja oferta jest unikalna, to byc moze obędzie się “bez relacji”. Tylko rynek jest zmienny i jeśli znajdzie sie ktos, kto spowoduje, ze przestaniesz byc unikalny, to mozesz stracic kawałek potencjalnego rynku dlatego, ze ktos będzie budował relacje i korzystał z rekomendacji, a Ty nie…

    To tylko moje “głośne” rozważania:)

    Ewa

  27. Posted July 23, 2009 at 21:31 | Permalink

    Ewa:
    Twoje “głośne” rozważania dają mi materiał do przemyśleń :)

    Uczenie się wbrew własnym potrzebom a zgodnie z potrzebą zewnętrzną traktuję jako ostateczność.

    Teraz tak myślę nad wersją “może i jest nietowarzyski, ale jak coś trzeba zrobić to tylko do Oresta – on to zrobi”. Czyli potrzebowałbym parę “spektakularnych” działań, aby ludzie za mnie roznieśli informacje. Wtedy mógł się zajmować tylko tym co chcę, bez całej części o budowaniu relacji, spotkań towarzyskich itd.

    Narazie dziękuję Tobie za Twoje spojrzenie na tę sprawę i parę sugestii. Przemyślę to jeszcze, przetestuję i może coś z tego wyjdzie :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  28. Ewa W
    Posted July 24, 2009 at 06:17 | Permalink

    Orest,
    wnioskuję po tym co napisałeś w ostatnim komentarzu, ze się nie rozumiemy.
    Ja zrozumiałam, że nie masz takiej wewnętrznej potrzeby, zeby budować krąg kontaktów, dobrych relacji i ma to niewiele z byciem towarzyskim. Tylko kontaktowym, mającym kontakty, tworzącym dobre relacje.

    Jesli odnosiłam się do wewnętrznej potrzeby, myślałam o psychicznej czy emocjonalnej sferze. Bo pisałeś ze “wbrew wewnetrznym potrzebom” a nie “wbrew potrzebom”.
    W takiej sytuacji uznałam, ze jeśli chcesz budować biznes, to uznanie potrzeb wynikajacych z takiego a nie innego biznesu ma sesns i zmiana wewnętrznego nastawienia takze (albo zmiana planów biznesowych) – jeśli ktos chce pracować w zawodzie wymagajacym kontaktów z ludźmi, a nie lubi kontaktów z ludżmi, to coś trzeba zmienić – albo siebie, albo rodzaj biznesu.

    Ja nie traktuje budowania kontaktów i dobrych relacji z ludźmi na równi z prowadzeniem bogatego życia towarzyskiego.

    Ewa

  29. Posted July 24, 2009 at 07:35 | Permalink

    Orest Tabaka: Dobry biznes budujemy wtedy, kiedy interesujemy się, przejmujemy i rozwiązujemy problemy naszych klientów. Mamy z nimi wówczas wspólne tematy do obgadania i zaczynają nas oni obchodzić jako ludzie. Uważam, że jeśli obchodzą oni nas jedynie “profesjonalnie”, to nie różnimy się od pani kasjerki w hipermarkecie, ale wówczas musimy zadbać o wielką liczbę klientów i zapomnieć o prawdziwej satysfakcji z prowadzenia takiego przedsięwzięcia.

  30. Posted July 24, 2009 at 08:15 | Permalink

    Ewa:
    Dobrze odczytałaś moją sytuację. To ja niepotrzebnie wstawiłem tam “towarzyski”.
    Więc dla jasności: Kontakty czyli ich nawiązywanie i utrzymywanie (small talk, follow up’y, odwiedzanie aby zobaczyć co słychać, bywanie na bankietach, spotkaniach itd.) – ta sfera mnie nie pasjonuje i nie ma w niej żadnych przyjemności dla mnie. Jeśli chodzi o kontakt z osobą, rozmowa, gdzie ktoś chciałby się spotkać ze mna, umawiamy się mailowo co do miejsca i czasu i później spacerujemy nawet kilka godzin np. po Wrocławiu to takie kontakty bardzo lubię. Nie ma tej całej ceromii z budowaniem dobrych stusunków – ktoś ma sprawę, umawiamy się i działamy. Nie muszę znać tej osoby… poznam ją w trakcie spotkania na tyle na ile potrzebne jest to. W taki sposób z niewieloma osobami spotykam się ponownie, bo dla mnie ważne, aby to ta druga strona miała mniej lub bardziej konkretną sprawę.

    (teraz zdałem sobie sprawę, żeby szczególnie uświadamiać moich rozmówców, że jeśli mieliby jakąś sprawę lub ochotę follow up’ować, dowiedzieć się czegoś to żeby to oni przejawiali inicjatywę, bo z mojej strony się nie doczekają)

    TesTeq:
    Interesują mnie problemy innych jeśli ja mogę pomóc w tym co chcę robić (i po części już robię), przejmuję się gdy ktoś się z tym do mnie zgłosi i rozwiązuję je. Bardzo dobrze określiłeś to moje podejście – jestem takim kasjerem :) Choć precyzyjniej byłoby sprzedawcą w małym osiedlowym sklepiku (ze względu na mniejszą ilość osób obsługiwaną). Pełną informacją, wiedzą i obsługą zajmuję się dopiero gdy ktoś ma mniej lub bardziej konkretną potrzebę/sprawę. I o dziwo mam z takiej formy działania satysfakcję.
    Dodatkowo to co robię to praca “nad” ludźmi, a do tego potrzebne jest bardzo duże zaangażowanie od strony klienta – chodzi przecież o wewnętrzne zmiany.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  31. Ewa W
    Posted July 24, 2009 at 11:07 | Permalink

    Orest,
    trzy rzeczy:
    1. “ta sfera mnie nie pasjonuje i nie ma w niej żadnych przyjemności dla mnie” – odpowiedz sobie na pytanie, co jest ważniejsze, czy żeby każda rzecz w twoim biznesie Cię pasjonowała i sprawiała przyjemnosć, czy zeby robić dobre rzeczy i wartościowe dla klientów a biznes żeby się rozwijał i był dynamiczny…

    Ja nie lubię w swoim biznesie spraw związanych z księgowością, co nie znaczy, że mogę się od nich zupełnie odciać (choc mam biuro które mnie obsluguje) bo np. troska o zachowanie płynności finansowej należy do mnie a nie do księgowych, a sfera umów, rozliczeń i finansów to też moja sprawa ( chyba żebym miała dyrektora finanspowego – a i tak nadzór wtedy należałby do mnie). Nawet jeśli jedna sfera nie jest przyjemnoscią, to nie zmienia faktu, że caly biznes może byc przyjemnoscią – kwestia proporcji.

    2. “precyzyjniej byłoby sprzedawcą w małym osiedlowym sklepiku” – poobserwuj, jak to dziala w takim sklepiku, ile relacji nawiązują właściciele i sprzedawcy ze swoimi klientami i jak dbają, zeby Ci przyszli do sklepiku ponownie, i jak pięknie potrafią oferować klientowi rzeczy, o których on nawet nie wiedzial, ze są na stanie w sklepie. I nowi klienci przychodzą do nich nie dlatego, ze nie ma gdzie kupić cukru poza tym sklepikiem, ale dlatego, ze przychodzą z rekomendacji. A cukier w każdym z tych sklepów jest taki sam – to dla doprecyzowania.

    3. “do tego potrzebne jest bardzo duże zaangażowanie od strony klienta” – Orest, nie tylko klienta! Twoje także. W moim odczuciu i zmoich doświadczeń twoje zaangażowanie jest tak samo ważne jak zaangażowanie klienta. I jeśli go nie bedzie, to klient szybko wyczuje to i go stracisz.

    Mam wrażenie, ze usilujesz dopasować “otoczenie” do swojej koncepcji biznesu, a wedlug mnie skuteczniej będzie działać odwrotnie – znaleźć taki model biznesu i swój sposób w nim funkcjonowania, który będzie odpowiadal “otoczeniu”.

    Ewa

  32. Posted July 24, 2009 at 19:45 | Permalink

    Ewa:
    Ad 1. Jeśli znajdę sposób, aby nie zajmować się nawiązywaniem relacji i ich pielęgnowaniem to będzie to o jedną rzecz mniej z “nielubianych”. Chyba czujesz, że to znacząco wpłynie na jakość życia :)
    Od czasów wdrożenia koncepcji The Power of Less mój biznes wcale nie musi się bardzo rozwijać… Nad jego ewentualny rozwój i obsługę przedkładam jakość życia.

    Bardzo podoba mi się non-profitowość, ale to nie sfinansuje mojego stylu życia. Więc samo założenie biznesu i zarabianie to rzeczy, na które nie mam ochoty, bo oprócz chęci klienta potrzebne jest jeszcze aby miał pieniądze… co wiele komplikuje.

    Ad 2. Fajnie, gdyby do mnie też przychodzili ponownie, z rekomendacji albo gdy dostaną ode mnie coś extra (np. wiedzę, sugestię). Taki sklepikarz jednak nie odwiedza klientów w ich domach czy biurach, nie dzwoni do nich czy pisze maili z pytaniem o to jak im się wiedzie. Cały czas to klient aktywnie działa.

    Ad 3. Moje zaangażowanie jest lustrzanym odbiciem zaangażowania drugiego człowieka (a przynajmniej tak się staram). Szczególnie, że sprzedać pakiet telewizji cyfrowej na rok można klientowi i nawet jak jej nie będzie oglądał to będzie płacił. W momencie działania nad jego podejściem, zachowaniami, zmianami w życiu musi on być bardzo zaangażowany już na starcie. Inaczej niewiele z tego wyjdzie.

    Usiłuję dopasować rozwiązanie do moich potrzeb, a nie potrzeby do rozwiązań. Więc z Twoją pomocą szukam sprawnego rozwiązania do mojej konkretnej sytuacji. A że lubię kreatywne i nieschematyczne rozwiązania to szukam swojego… w ostateczności wybiorę z gotowych, który będzie miał chropowatości :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  33. Ewa W
    Posted July 27, 2009 at 18:47 | Permalink

    Orest,
    napisałeś:
    “szukam sprawnego rozwiązania do mojej konkretnej sytuacji. A że lubię kreatywne i nieschematyczne rozwiązania to szukam swojego… w ostateczności wybiorę z gotowych, który będzie miał chropowatości”.

    To co teraz piszę odnosi się także do mnie, nie tylko do Ciebie;) – może lepszym rozwiązaniem jest sięgnąć po gotowe rozwiązania, nawet jeśli mają chropowatosci, ale są już “przećwiczone przez innych i wiadomo, ze działają” (nawet jeśli nie działają idealnie, nawet jeśli nie do końca wszystko jest przez nas “przetrawione” – biznes będzie się rozwijał a my z nim, niż inwestowanie czasu i energii w poszukiwanie rozwiązania idealnego, co odracza start biznesu i daje czas innym, by wejsć na rynek jako potencjalna konkurencja… A potem szlifować chropowatości przy działającym biznesie… Ewentualnie szukać równolegle własnego sposobu minimalizowania ilości rzeczy nielubianych i w pewnym momencie zastąpić jedno drugim?

  34. Posted July 27, 2009 at 19:00 | Permalink

    Orest Tabaka pisze: “A że lubię kreatywne i nieschematyczne rozwiązania to szukam swojego… w ostateczności wybiorę z gotowych, który będzie miał chropowatości”

    Ostatnio przeczytałem, że znaleźć nowy rodzaj biznesu jest bardzo trudno, ale kreatywnie skopiować istniejący pomysł na biznes – znacznie łatwiej. Może warto na tym się skupić?

  35. Ewa W
    Posted July 27, 2009 at 19:07 | Permalink

    Tes Teq,

    O ile dobrze zrozumiałam to, co napisał Orest, to nie chodzi mu o stworzenie nowego rodzaju biznesu, tylko zminimaliizowanie ilosci “nielubianych działań” w biznesie, a to róznica:) Z tego co ja zrozumiałam, pomysł na biznes jest, tylko jego nielubianym elementem jest budowanie relacji z ludźmi:) i Orest chce to zminimalizować albo wykluczyć.

    Ewa

  36. Posted July 27, 2009 at 19:57 | Permalink

    Ewa:
    Nie szukam idealnego rozwiązania, bo bym się nie doczekał ;) , a sprawnego (czyli aby w miarę działało) i takiego, które conajmniej będę lubiał. Na początek. Faktem jest, że moje poszukiwania bardzo opóźniają rozpoczęcie działania na większą skalę i za pieniądze. Niemniej za dużo naczytałem się tego bloga, aby choć trochę męczyć się psychicznie przy tym co mam zamiar robić… a budowanie relacji mnie męczy :)

    TesTeq:
    Właśnie próbuję kreatywnie skopiować Alexa wzór na wartość rynkową – chcę podmienić w nim “Nasze kontakty” (precyzyjniej budowanie relacji) na inny czynnik, którego z przyjemnością będę mógł podnieść wartość a będzie spełniać podobne zadania i tym samym podnosić wynik równania :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  37. Posted July 27, 2009 at 20:10 | Permalink

    Orest Tabaka pisze: “Właśnie próbuję kreatywnie skopiować Alexa wzór na wartość rynkową – chcę podmienić w nim ‘Nasze kontakty’ (precyzyjniej budowanie relacji) na inny czynnik, którego z przyjemnością będę mógł podnieść wartość a będzie spełniać podobne zadania i tym samym podnosić wynik równania”

    Będę szczery. Nie podzielam Twojego entuzjazmu w zakresie szukania alternatyw dla wzoru podanego przez Alexa. Chyba, że otwierasz hipermarketową sieć handlową – tam pozostałe czynniki iloczynu rekompensują brak relacji z klientem.

    Biznes Alexa jest raczej rękodziełem (a raczej mózgodziełem) wymagającym relacji polegającej na głębokim zaufaniu pomiędzy mistrzem a klientem.

  38. Posted July 27, 2009 at 20:25 | Permalink

    TesTeq:
    Dzięki za szczerość :) Tak jak napisałem wyżej, ta niechęć do budowania przeze mnie relacji opóźnia rozpoczęcie działania na szerszą skalę. Powoli jednak (głównie za sprawą bloga) mam coraz więcej do roboty – dość intensywna korespondencja z Czytelnikami, gdzie pisemnie robię to co chciałbym słownie, spotkania na spacerach. Budowanie relacji jest tu bardzo zmarginalizowane i dzięki temu od razu zabieramy się do działania – cieszę się, że są ludzie, którzy od razu chcą konkretu a nie tego czarowania się, pierwszych wrażeń, follow up’ów itd. Mi to odpowiada, choć narazie jest to dość mało wydajny substytut.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  39. Ewa W
    Posted July 27, 2009 at 20:32 | Permalink

    Orest,
    ja się zastanawiam, czy nie bedzie efektywniejsze zajęcie się sobą i odkryciem, co i dlaczego w relacjach sprawia, ze Cię to męczy i “popracować” nad tym, zeby nie męczyło, a moze nawet sprawiało przyjemnosć. Moze to lepsza droga, niż szukanie czegos na podmiankę w miejsce “nasze kontakty”. Byc może taka zmiana “w sobie” zaowocowałaby poważnymi zmianami takze w innych obszarach, o których nawet nie wiesz:)

  40. Posted July 27, 2009 at 21:18 | Permalink

    Ewa:
    To też jest myśl :) Cały czas w głowie mam post Alexa “Wszystko, co jest dla mnie dobre przychodzi mi bez trudu” i tak też chciałbym się z tym rozprawić. Choć to co piszesz jest kuszące… zastanowie się, dam sobie czas aż to się samo gdzieś w głowie przepracuje.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  41. Posted July 27, 2009 at 21:32 | Permalink

    Osobiście uważam, że jeśli coś nam nie odpowiada, to należy znaleźć przyczynę i jakoś ją uracjonalizować, przemyśleć… Być może jest się w błędzie i stara się udowadniać sobie, że błędna droga jest prawidłowa? To zdarza się bardzo często, w wielu aspektach życia. Nie wiem Orest, jakie może być rozwiązanie Twojego problemu, ale najczęściej problem tkwi w nas, nie w otoczeniu.

    Ja lubię rozważać różne argumenty, kompletnie przeciwne temu, co mi się wydaje jako prawidłowe. Kwestionuję często sam siebie, stawiam sobie antytezy. To bardzo pomaga, szczególnie w zmieniających się warunkach rynkowych. Pewne schematy wiecznie nie działają.

    Nie zgodzę się też z Ewą, iż używanie sprawdzonych przez innych schematów jest dobrym pomysłem. Wiele razy tego próbowałem, ale jednak każdy człowiek jest inny. Dla kogoś schemat działa, dla kogoś nie. Można w oparciu o to budować swój tok myślenia, działania, ale samemu trzeba dojść do swojego własnego, optymalnego rozwiązania…

    Aktualnie “WOW FACTOR” to relacje. Tym można się efektywnie wybić w różnych biznesach. Wykonując tylko “ścisłe działania” klienci nie będą Cię polecać tak samo, jeśli z nimi utrzymujesz większy kontakt. Takie jest moje zdanie…

    pozdrawiam:)
    WW

  42. Posted July 27, 2009 at 21:45 | Permalink

    Witek:
    Wiem, że problem jest we mnie… i nigdzie nie napisałem, że jest inaczej :)
    Sprawdzone sposoby są dobrym pomysłem, jeśli nam pasują (wygodnie nam z nimi). Jeśli nie to też jestem zdania, że warto szukać swojego.
    Z resztą Twojej wypowiedzi się zgadzam :) Dzięki!

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  43. Kleofas
    Posted August 12, 2009 at 09:28 | Permalink

    Orest,
    Jestem introwertykiem i jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że jakiekolwiek sukcesy biznesowe uwarunkowane są budowaniem sieci kontaktów. Niestety, ku mojemu szczeremu smutkowi, dochodzę do wniosku, że nie mam szans na czerpanie przyjemności z “bycia w kontakcie” z większą grupą ludzi. Co gorsza wygląda na to, że poziom nasilenia introwertyzmu jest modyfikowalny w bardzo ograniczonym zakresie. Podtrzymywanie kontaktów można potraktować jako rodzaj rozrywki intelektualnej, ale nigdy nie przyznawaj się do takiej postawy przed ekstrawertykiem – dla niego to odrażające :-)

    To jest blog poświęcony samorozwojowi, więc wzór zaprezentowany przez Alexa opisuje potencjał pojedynczej osoby. Szczęśliwie ludzie mogą znacząco podwyższać swoją wartość rynkową tworząc zespoły. Przykładowo:
    7×2×1=14 introwertyczny specjalista
    1×2x7=14 ekstrawertyczna sekretarka
    ale razem:
    7×2x7=98 – ponad 300% synergia, a gdyby dodać do tego jeszcze biegłego sprzedawcę …
    To m.in. z tego powodu świat wokół nas zdominowany jest przez firmy, a nie przez wybitnych freelancerów. Absolutnie nie namawiam do zaniedbania pracy nad swoimi słabymi stronami. Sukces biznesowy można osiągnąć dzięki specjalizacji, ale osobiste szczęście wyłącznie dzięki samoświadomości i zrównoważonemu rozwojowi.
    Moim zdaniem, to co napisałeś o swoich preferencjach, można zinterpretować jako „wybitny specjalista” lub „człowiek-instytucja”. Druga z form funkcjonowania wymaga ponadprzeciętnego utrzymywania kontaktów. Podobno wśród szefów firm Fortune 500 jest większy udział osób skrajnie introwertycznych niż w populacji. Swój sukces zawdzięczają wybitnym zdolnościom analitycznym i … wybitnej asystentce :-)

  44. Posted August 12, 2009 at 10:28 | Permalink

    Kleofas:
    Po tej krótkiej dyskusji z Ewą zacząłem się zastanawiać nad tym, aby “kupić” od kogoś jego umiejętności sprzedawania i jego kontakty – taki osobisty agent, co będzie budował relacje i mnie sprzedawał. Tak jak z tą wybitną sekretarką – jest to pomysł na substytut dla naszych osobistych umiejętności :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  45. Posted August 12, 2009 at 12:24 | Permalink

    Orest Tabaka pisze: “taki osobisty agent, co będzie budował relacje i mnie sprzedawał.”

    Obawiam się, że ten tok rozumowania może doprowadzić Cię do outsourcingu całego życia – włącznie z ewentualnym małżeństwem i spłodzeniem potomstwa. :-)

  46. Posted August 12, 2009 at 18:46 | Permalink

    TesTeq:
    Na szczęście małżeństwo i spłodzenie potomstwa nie są elementami potrzebnymi, aby wieść wysokie jakościowo życie, tak więc ani sam nie muszę się tym zajmować ani outsource’ować :D

    A wciąż są rzeczy, którymi sam chcę się zajmować i nawet mentalnie jestem gotów zapłacić za ich robienie :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  47. Posted August 20, 2009 at 19:17 | Permalink

    Witam,

    Właśnie czytam “Outliers” Gladwella i natknąłem się na fragment, który fajnie pokrywa się z tym, o czym pisał Alex. Jest w nim cytowana wypowiedź dziekana, w którym podaje jakie kryteria musieli spełniać swieżo upieczeni absolwenci szkoły prawniczej, żeby dostać się do najlepszych z najlepszych firm, których wielopiętrowe siedziby otaczały nowojorską Wall Street:

    “A former law school dean, in discussing the qualities
    students need to obtain a job, offers a somewhat more
    realistic picture: “To get a job [students] should be long
    enough on family connections, long enough on ability or
    long enough on personality, or a combination of these.
    Something called acceptability is made up of the sum of
    its parts. If a man has any of these things, he could get a
    job. If he has two of them, he can have a choice of jobs; if
    he has three, he could go anywhere.”

    Ostatnio rozmawiałem też z kolegą, który pracował w jednej z wyżej uplasowanych kancelarii z rankingu “Rzeczpospolitej” – spytałem się co jego zdaniem zaważyło podczas rozmowy kwalifikacyjnej o jego przyjęciu oprócz wiedzy – obok znajomości językow wymienił właśnie przebojowość.

    pozdrawiam
    Michał Hubicki

  48. Posted August 20, 2009 at 22:33 | Permalink

    Michał
    Dziekuję za interesujące przykłady.
    Dobrze że mój post powstał długo przed ukazaniem się książki :-)

    Pozdrawiam serdecznie
    Alex

  49. katwer
    Posted February 11, 2010 at 23:12 | Permalink

    Witajcie :)
    Wiem, że rozmowa już przebrzmiała, ale chciałam podzielić się również moimi dwoma spostrzeżeniami, jakie zrodziły się podczas jej czytania :)

    1. do Oresta:
    Czytając Twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że Twoja firma oferuje zbawienie dla świata, a Ty jesteś jego zbawicielem, do którego trzeba się pofatygować (bez krępacji) i skorzystać ze zbawienia.
    Mam ochotę spytać: czy to Ty jesteś zbawieniem dla Twoich klientów, czy może też i oni są dla Ciebie wartością. Potrzebujesz ich do czegoś? Bo to nie są “problemy, bóle i trudności”, tylko ludki, co też się czasem z czegoś cieszą – pewnie fajnie byłoby, jakby zobaczyli wtedy i Twój uśmiech. Więcej nie trzeba. :)

    2. do Kleofasa
    Dobry zgrany zespół ludzi, którzy uzupełniają się swoimi umiejętnościami, to podstawa. Myślę, że w większości, jeśli nie w każdym fachu. Ale pamiętaj, że do kosztów pracy takiego zespołu, trzeba doliczyć koszt komunikacji między jego członkami. Jeśli relacje będą dobre, to i rozumienie “w locie”, koszt niższy i produktywność wysoka. Jak nie umiesz nawiązać kontaktu z ludźmi, to nie dacie rady pracować razem w sposób efektywny.
    Przy stosowaniu wzoru Alexa do zespołu, jak Ty to zrobiłeś, dodałabym jeszcze współczynnik komunikacji w zespole, który przyjmował by wartości od 0 do 1.

    Pozdrawiam
    Nie będę zastrzegać się zawsze, że się też mylę i tylko głośno myślę, bo to jest dla mnie oczywiste :)

17 Trackbacks

  1. [...] Całkiem słusznie  podnosisz zaraz potem kwestię skuteczności takiej motywacji, zwłaszcza w stosunku do “gwiazd”, czyli osób o wysokim wkaźniku wartości rynkowej. Dla takich ludzi elementy opisane przez Ciebie stanowią w (w jakimś rozsądnym zakresie) rzecz zrozumiałą samą przez siebie, a nie dodatkowy czynnik motywujący (pamiętajmy, że większość firm ma konkurencję na dwie strony: konkurencję o klienta i konkurencje o topowych pracowników) [...]

  2. [...] Zdaję sobie sprawę, że to drugie spostrzeżenie nie dotyczy sporej grupy ludzi, którzy zapakowani po uszy w kredytach i innych zobowiązaniach desperacko starają się zarobić jak najwięcej pieniędzy. W mojej praktyce spotykam jednak wielu, nawet stosunkowo młodych pracowników, którzy w strategiczny sposób planują zarówno swoje życie, jak i karierę zawodową. Te osoby świadome są co to znaczy wartość rynkowa i wiele decyzji o zmianie pracy podejmują opierając się na takich czynnikach jak: [...]

  3. [...] Właśnie natrafiłem na ciekawy wywiad, który Guy Kawasaki przeprowadził z Libby Sartain, szefową Human Ressources firmy Yahoo!. Znajdziecie tam interesujące informacje, jakie czynniki  w przypadku takiej firmy decydują o zatrudnieniu i jak można powiększyć swoje szanse sukcesu ubiegając się tam o pracę. Interesująca jest też statystyka na samym końcu. Widać wyraźnie, (sumując punkty 2 i 5) że ok 40% przyjętych kandydatów miało jakiś uprzedni kontakt z firmą, bądź jej pracownikami. To potwierdza to, co pisałem o kontaktach w postach o Waszej wartości rynkowej, nieprawdaż? [...]

  4. By mentor motywy i korzyści - Blog Alexa on September 25, 2006 at 21:09

    [...] Zacznijmy może od definicji, co rozumiem używając słowa mentor. Mentor to osoba, która w danej dziedzinie (a najlepiej w szerokim ich zakresie) ma dużo wieksze doświadczenie od mentorowanego i gotowa jest się tym doświadczeniem ze swoim podopiecznym dzielić. Do tego taki człowiek powinien posiadać wartościowe kontakty (pamiętacie “Twoja wartość rynkowa“) i być skłonnym do udostępnienia ich mentorowanemu. Najciekawsze jest to, że dzielenie się może odbywać się całkowicie za darmo! [...]

  5. [...] Dziś wróćmy na chwilę do dalszych metod pozytywnego wpływania na kształt lejka naszej swobody wyboru. Nasze aktualne rozważania nawiążą luźno do koncepcji dwóch kręgów wspomnianych w starej i dość znanej książce Covey’a “Seven Habits of Highly Effective People” (uwaga, polskie wydanie ma w tym miejscu błąd, bo tłumacz nie zrozumiał idei autora i przełożył “circle of concern” na “krąg zainteresowań” zamiast na “krąg tego, czym się przejmujesz” i potem “dopasował” całą resztę ). To, co piszę poniżej stosuję z powodzeniem od początku lat 90, niemniej jak zwykle proponuję, abyście potraktowali moje słowa wyłącznie jako impuls do własnych przemyśleń. Jeśli rozejrzymy się po otaczającej nas rzeczywistości, to z pewnością każdy może wyodrębnić ten zakres spraw i zagadnień, na który osobiście ma realny wpływ. Na przykład takimi rzeczami mogą być: zawód który wykonujesz, miejsce w którym żyjesz, partner, z którym jesteś, książki, które czytasz, system wartości, którym się kierujesz, ludzie, którymi się otaczasz i last but not least Twoją wartość rynkową. To jest tak zwany krąg Twoich wpływów. Cała reszta poza tym (do celów praktycznych upraszczając nieco zagadnienie, bo według niektórych religii i nowoczesnej fizyki wszystko jest w jakiś sposób ze sobą połączone i przez to wpływa na siebie wzajemnie) to morze spraw, nad którymi mamy taką kontrolę, jak nad pogodą, czyli żadną. Z drugiej strony każdy z nas w życiu przejmuje się tym i owym. Jeżeli teraz narysujemy sobie mentalnie okręgi symbolizujące zakres tego, na co mamy wpływ, jak i tego czym się przejmujemy, to u większości ludzi ten pierwszy będzie znacznie mniejszy od drugiego. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej to, że wielu z nas przejmuje się rzeczami na które nie ma realnego wpływu!!! Co to da??? Jakie karygodne marnotrawstwo czasu i energii!! Jeśli zamiast tego skoncentrujemy się tym, na co mamy wpływ, to zazwyczaj rezultat będzie znacznie lepszy a nasza strefa wpływów (a co za tym idzie możliwości wyboru) będzie się poszerzać. Parę przykładów: [...]

  6. [...] Pamiętacie ten post o wartości rynkowej? Dzisiaj zajmiemy się innym aspektem tego samego zagadnienia, a mianowicie odpowiedzią na pytanie, za ile każdy z nas sprzedaje godzinę swojego życia. Poniższe obliczenie jest bardzo uproszczone, a co za tym idzie wyniki są wyraźnie zawyżone, niemniej i tak warto sobie uświadomić pewne liczby. 1) zaczynamy od naszych miesięcznych dochodów “na rękę” po odliczeniu wszelkich podatków i składek socjalnych (ZUS) 2) od tego odejmujemy koszty naszych dojazdów do pracy 3) od tego ew. odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które ponosimy na odzież, którą kupujemy ze względu na wymagania naszej pracy 4) od tego ew. odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które ponosimy na szkolenia i kursy niezbędne w naszej pracy. 5) teraz mamy mniej więcej nasze zarobki miesięczne netto 6) dodajemy wszystkie godziny, które spędzamy miesiecznie w pracy (wszystkie!!) 7) dodajemy godziny spędzane miesięcznie w drodze do pracy i do domu 8) dodajemy czas, który potrzebujemy każdego dnia, aby po pracy “dojść do siebie” 9) dodajemy 1/12 czasu, który rocznie poświęcamy na związane z pracą dokształcanie się 10) w ten sposób mamy mniej więcej “wydatek czasowy” na zarobienie pieniędzy z punktu 5 11) dzielimy sumę z punktu 5 przez sumę z punktu 10 otrzymując w ten sposób cenę, za którą sprzedajemy godzinę naszego życia [...]

  7. [...] Omówmy najpierw co daje praca (z „indoktrynacją”, czy bez) w takiej firmie: Osobiście uważam, że parę lat działania w jakiejś organizacji (najlepiej w jak najlepszej) jest raczej atutem, niż przeszkodą do późniejszego startu w samodzielność. W dobrej firmie zawsze znajdziesz lepszych od siebie ludzi, od których możesz się w najprzeróżniejszy sposób uczyć, a ewentualne koszty Twoich błędów pokrywa pracodawca. Jako ten, który takowe koszty płacił z własnej kieszeni zapewniam Cię, że jest to duża różnica Masz też możliwość zaistnienia w Twojej branży, nawiązania wartościowych kontaktów, o ewentualnych szkoleniach na na najwyższym poziomie skromnie nie wspominając Problem może pojawić się w wypadku, jeśli prostytuujesz się dla pieniędzy w kiepskiej firmie, gdzie łamie się Twoje poczucie własnej wartości i zabija zdolność swobodnego myślenia. Nie mówiąc już o firmach, gdzie robi się z Ciebie zombie. No ale w tych nieszczęśliwych przypadkach ludzie są na ogół sami sobie winni, bo zazwyczaj są to konsekwencje ich wcześniejszych decyzji lub zaniechań.. Tę odpowiedzialność trzeba zaakceptować, jeśli w ogóle chcemy w życiu robić coś na własną rękę, ale jak się jest tego świadomym, to nie powinien to stanowić większego problemu.Jak widzimy, teoretycznie korporacje powinny być doskonałą wylęgarnią przyszłych freelancerów, a mimo tego stosunkowo mało ludzi decyduje się na taki krok. Jakie są tego przyczyny? Tak na szybko, to widzę trzy, które niekoniecznie muszą się wzajemnie wyłączać: [...]

  8. [...] w związku z powyższym możecie oczekiwać dalszej polaryzacji rynku pracy. Z jednej strony dużą konkurencję o tych wartościowych pracowników (patrz “Wartość rynkowa“), która prędzej, czy później musi się przełożyć na ich naprawdę ponadprzeciętne zarobki (co częściowo już ma miejsce). Z drugiej, powstanie szerokiej rzeszy pracowniczego “mięsa armatniego”, na której będzie się oszczędzać (zarówno w sensie płac jak i zatrudnienia w ogóle), aby mieć z czego zapłacić tym wybitnie produktywnym. W kierunku której grupy sterujesz w twoim rozwoju zawodowym? [...]

  9. [...] na początku wybieraj takie miejsca, gdzie nauczysz się najwięcej, zdobędziesz najcenniejsze kontakty, a nie tylko takie, gdzie dostaniesz od razu największe pieniądze. Te ostatnie będziesz w znacznie większych ilościach zarabiał jak wypracujesz Twoją wartość rynkową. Jak zwykle w życiu, ważna jest właściwa kolejność działań [...]

  10. [...] Galernicy – Tacy wioślarze pracują ciężko w zamian za to, że są oni po prostu utrzymywani przy życiu, często minimalnym możliwym nakładem. Plusem takiej pracy jest rozwinięcie sporej sprawności w wiosłowaniu i oczywisty brak nadwagi i chorób z nią związanych Do tego dochodzi brak konieczności znania się na nawigacji i meteorologii. Minusów chyba nie muszę wyliczać ! Kiedyś galernikami zostawali pojmani niewolnicy lub przestępcy. Dzisiaj rekrutacja zazwyczaj odbywa się na życzenie zainteresowanego. Wystarczy kombinacja niskiej wartości rynkowej z dużym kredytem na mieszkanie, meble, samochód plus powiedzmy dwójka dzieci i już mamy gotowego kandydata na galernika. [...]

  11. [...] Każde takie wykonane zadanie podnosi moją wartość rynkową [...]

  12. By Czas wolny, emerytura - po co? - Blog Alexa on December 16, 2008 at 17:41

    [...] zaakceptowanie faktu, że tzw. “składki” na ubezpieczenie emerytalne to po prostu kolejny podatek, który trzeba zapłacić, z czego niewiele wynika dla naszej przyszłości. Jeśli potraktujemy to jako podatek, to możemy pomyśleć przy jakich formach działalności (np. samozatrudnienie) i ewentualnie w jakich krajach w legalny sposób zapłacimy go jak najmniej, po czym  te przemyślenia uwzględnić w ogólnej kalkulacji biznesowej. Zdając sobie sprawę, że przy podatku nie należy spodziewać się bezpośredniego świadczenia wzajemnego (tak się to ładnie nazywa), należy podjąć takie działania, aby to, co zarabiamy w ogóle dawało możliwość zainwestowania części pieniędzy w celu stworzenia zabezpieczenia na stare lata lub jakieś inne nieszczęście. To wymaga z jednej strony dbałości o naszą wartość rynkową, z drugiej pewnego minimum dyscypliny aby wytworzone nadwyżki rozsądnie inwestować, a nie przejadać, bądź przespekulować. [...]

  13. By Pozycja w firmie - Blog Alexa on August 11, 2009 at 13:26

    [...] Pamiętacie posty o wartości rynkowej i byciu jedynym na liście? Dzisiaj mam dla Was test przy pomocy którego możecie sprawdzić na ile w rzeczywistości macie silną pozycję w firmie. [...]

  14. By Po sobotnim spotkaniu - Blog Alexa on November 8, 2009 at 10:27

    [...] Przeprowadzony mały trening  “sprzedawania” własnej osoby pokazał, że jest to nasz bardzo poważna bolączka, co nie było dla mnie specjalnym zaskoczeniem. Pisałem o tym już dawno w poście o wartości rynkowej. Całe szczęście, że takich rzeczy można szybko i łatwo się nauczyć, jeśli ktoś zobaczy o co w tym wszystkim chodzi. Warto wprowadzić taki element na większość spotkań z Czytelnikami, bo to da Wam dodatkowe szanse, a przecież chcemy, aby w przyszłości Wam się bardzo dobrze żyło. [...]

  15. By Praca - dwa nastawienia - Blog Alexa on November 15, 2009 at 19:03

    [...] Czy może:  ” Bądź bardzo dobry w tym co uwielbiasz robić, a potem znajdź sposób na zarabianie przy pomocy tych umiejętności (oczywiście pamiętając o wszystkich 3 czynnikach)” [...]

  16. [...] każdym wieku dbajcie o wasza wartość rynkową!! Wielu ludzi przestaje o tym myśleć jak ma trzydzieści kilka lat, dzieci i stałą pracę.  To [...]

  17. [...] do lektury wpisu Alexa Barszczewskiego Twoja wartość rynkowa. Opisuje on temat z pozycji własnego doświadczenia jako freelancera, ale zatrudnionych na etat [...]

Post a Comment

Your email is never shared. Required fields are marked *

*
*

Do 16.03 jestem nieosiągalny pod polskim numerem telefonu. Kliknij tutaj aby wysłać mi mail